Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
Kategorie: Wszystkie | HISTORIA WILNA I WILNIAN | LIETUVIŠKAI (LT+) | RECENZJE | TOP OF THE POPS
RSS

LIETUVIŠKAI (LT+)

czwartek, 11 maja 2017
Blogi Lietuvos ir Lenkijos santykiai, konfliktai tarp lietuvių ir lenkų naudingi tik Kremliui. Tai aksioma, kurios įrodinėti lyg ir nereikia, bet gyvenimas, o ypač politikai, vis pažeria naujų įrodymų. Kai tik padaromas bent vienas, bent simbolinis žingsnis lietuvių ir lenkų santarvės link, iš karto atsiranda koks nors, naudojant Kremliaus terminologija, „naudingas idiotas“, kuris įmeta deguto šaukštą, bando viska sugadinti, sugriauti, atgaivinti jau gęstantį konfliktą. Štai prieš kelias dienas, antradienį, Lietuvos parlamentarai lyg ir pajudėjo originalios nelietuviškų vardų ir pavardžių rašybos įteisinimo link. Pateiktas atitinkamo Įstatymo projektas. Netobulas, sprendžiantis, visų pirma, lietuvaičių ištekėjusių už užsieniečių ir Lietuvos pilietybę įgijusių užsieniečių bei jų vaikų problemas, bet iš dalies pritaikytinas ir labai mažai Lietuvos lenkų, kovojančių už galimybę originaliai užrašyti savo pavardes, daliai. Ir iš karto, kitą dieną, viename iš populiariausių Lietuvos interneto portalų pasirodo straipsnis su reikalavimu uždaryti Lietuvoje visas valstybines tautinių mažumų mokyklas, t.y. mokyklas, kuriose mokama tautinių mažumų kalba. Straipsnis ne šiaip sau kokio nors stasio iš gatvės, o Vidmanto Martikonio, vieno iš Vilniaus liberalų lyderių, Vilniaus miesto savivaldybės tarybos nario bei Ekonomikos ir finansų komiteto pirmininko.
poniedziałek, 16 stycznia 2017
W Dniu Obrońców Wolności, który Litwa obchodzi 13 stycznia na cześć tych, którzy zginęli w styczniu 1991 roku pod wileńską wieżą telewizyjną, minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevičius zwrócił się do Polski i Polaków z podziękowaniami za wsparcie dla Litwy w tamtych strasznych czasach. Zwrócił się po polsku. Dzień wcześniej zapowiedział w litewskim parlamencie oficjalną wizytę w Warszawie w ramach, której zamierza się starać o reset w stosunkach polsko-litewskich, po raz kolejny podkreślając, że jest mu wstyd, iż Litwa do dnia dzisiejszego nie rozwiązała problemu oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk. Mnie też jest wstyd. Za moich rodaków, którzy ten dzień wykorzystali do kolejnych polsko-litewskich porachunków. Są bowiem w roku kalendarzowym dni, gdy trzeba pokazać, że jesteśmy w stanie wznieść się ponad codzienne krzywdy, że wszyscy razem tworzymy wolną, niepodległą, demokratyczną Litwę. 13 stycznia, 16 lutego, 11 marca nie zważając na nic mówię: right or wrong, but this is my country. Bo to są nasze wspólne święta. To są nasze wspólne zwycięstwa. Wśród sygnatariuszy Aktu 16 lutego był Polak, wśród sygnatariuszy Aktu 11 marca było 4 Polaków, Polacy byli na barykadach w styczniu 1991 roku. I dlatego mamy prawo, mamy wręcz obowiązek, te święta obchodzić razem z naszymi współobywatelami-Litwinami. Niestety nie wszyscy umiemy zachować się tego dnia godnie.
czwartek, 12 stycznia 2017
Często mi się zarzuca, że tylko krytykuję Waldemara Tomaszewskiego i partyjnych towarzyszy, a nie zauważam ich pozytywnych inicjatyw. Zauważam. Dzisiaj (12 stycznia) odbyło się pierwsze czytanie poprawek do litewskiej ustawy zasadniczej, które zgłosili wspólnie chłopi oraz Akcja Wyborcza Polaków na Litwie – Związek Chrześcijańskich Rodzin. 67 posłów głosowało „za” („zieloni chłopi”, AWPL-ZChR i liberałowie), 22 — „przeciw” (konserwatyści), 34 — wstrzymało się od głosu (socjaldemokraci i paksiści). Projekt nowelizacji Konstytucji zakłada zmniejszenie liczby posłów ze 141 do 101 oraz przenosi wybory sejmowe z października na marzec. Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł.
środa, 21 grudnia 2016
„W lokalnej gazecie, którą czytałem dziś w Maroku, trzy informacje ze świata. W tym o „populistycznym rządzie polskim”, który zamachnął się na wolność prasy“ — napisał przed kilkoma dniami znany polski dziennikarz Jerzy Haszczyński. Na Litwie sytuacja jest bardzo podobna. Wiadomości z Polski i o Polsce nigdy nie miały tu wydźwięku szczególnie pozytywnego. Być może nie tyle z powodu antypolskiego nastawienia redaktorów, co z uwagi na zwykłą klikalność — złe wiadomości (szczególnie dotyczące sąsiadów) na Litwie tradycyjnie sprzedają się lepiej niż dobre. Przed kilkoma laty sytuacja się zaczęła zmieniać, o Polsce pisano coraz więcej i nie tylko w kontekście antylitewskich wybryków polskich kiboli, ale też przedstawiając polskie osiągnięcia. Litewscy komentatorzy podawali Polskę jako przykład rozwiązań demokratycznych, w tym między innymi w dziedzinie ochrony praw mniejszości narodowych. Od roku sytuacja jest inna. Od samego początku pisania tego bloga trzymam się zasady niekomentowania polityki wewnętrznej — nieważne polskiego czy litewskiego państwa — jeśli nie ma wpływu na relacje polsko-litewskie. I w odróżnieniu od Tadeusza Andrzejewskiego nie zamierzam tej zasady naginać w celu dowalenia niesympatycznej opcji, więc i tym razem też nie będę oceniał ani działań polskiego rządu, ani opozycji. Jednak jedno nie ulega wątpliwości — te działania są dla Litwy niezrozumiałe. Litewskie media i politycy starają się komentować te wydarzenia bez koloryzowania i dramatyzowania, w miarę szczegółowo i obiektywnie (trzeba przyznać, że to spora zmiana, jeśli chodzi o pisanie o Polsce w porównaniu z sytuacja sprzed 10 lat), ale w zasadzie poza eurosceptycznymi i antypolskimi litewskimi narodowcami, którzy czas od czasu organizują pikiety z poparciem dla rządu Beaty Szydło, działania PiS nie cieszą na Litwie poparciem. Nie oznacza to zresztą, że cieszy się takim poparciem opozycja. Litewska klasa polityczna doskonale bowiem zdaje sobie sprawę, iż destabilizacja najważniejszego gracza w Europie Wschodniej i jednocześnie — niezależnie od tego jak zimne są nasze stosunki dwustronne — najważniejszego naszego sojusznika i partnera, nie leży w interesie Litwy.
czwartek, 15 grudnia 2016
Wiemy, jak odpowie NATO na zagrożenie wojną konwencjonalną, ale co z konfliktem hybrydowym? Czy w przypadku takiego konfliktu zostanie zastosowany artykuł 5 Traktatu o Sojuszu Północnoatlantyckim? Szczególnie, że też wachlarz form takiego konfliktu hybrydowego również jest niezwykle szeroki: od cyberataków, agresywnej propagandy po zbrojny bunt „ochotników”. Między innymi i nad takimi kwestiami debatowali dzisiaj (15 grudnia) w Wilnie uczestnicy polsko-litewskiego okrągłego stołu. Wachlarz form konfliktu hybrydowego nie tylko jest niezwykle szeroki, ale i nie do końca określony. Bo czy nie jest też częścią takiego konfliktu prowokacja polityczna? To pytanie przyszło mi do głowy, gdy usłyszałem o projekcie, który miał być dzisiaj debatowany w polskim Sejmie. Mianowicie projekt poprawek do Ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Ustawa ta, przyjęta 1 kwietnia br., stanowi, iż w Polsce „nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, ulic, mostów i placów, nadawane przez jednostki samorządu terytorialnego nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani w inny sposób takiego ustroju propagować”. Przed kilkoma miesiącami senator Jerzy Czerwiński jednak zgłosił do niej poprawki — poparte przez dwie senackie komisje — definiujące czym jest „inny ustrój totalitarny”: „Za inny ustrój totalitarny uważa się w szczególności faszyzm, nazizm niemiecki, nacjonalizm ukraiński i litewski, militaryzm pruski, rosyjski i niemiecki”. Na oburzoną reakcję Litwinów nie trzeba było długo czekać. I jest to oburzenie całkowicie usprawiedliwione.
czwartek, 15 września 2016
W roku bieżącym, podobnie jak przed czterema laty, na listach wyborczych wszystkich liczących się partii politycznych (wiadomo poza AWPL-ZChR) Polaków i Rosjan trzeba ze świecą szukać, a jeśli już jakichś znajdziemy — to zazwyczaj w drugiej pięćdziesiątce lub jeszcze dalej. Niemal pokazowym pod tym względem przykładem jest los Frakcji Polskiej Litewskiego Związku Wolności (liberałów). Frakcja ta powstała przed rokiem, żeby lobbować na rzecz polskich interesów w litewskiej mainstreamowej polityce i jest w zasadzie ostatnim podrygiem niegdyś dosyć licznej zorganizowanej polskiej politycznej opozycji wobec Waldemara Tomaszewskiego. Osiągnięć w takim lobbowaniu akurat frakcja jeszcze nie ma, ale za to ma lidera, który w odróżnieniu od większości kandydatów-Polaków na listach innych ogólnokrajowych ugrupowań, którzy są tzw. noname’ami, jest w społeczności polskiej dobrze znany — Zygmunta Klonowskiego, współwłaściciela dziennika „Kurier Wileński” i firmy „Klion”. I nie zważając na takie referencje Zygmunt Klonowski kandyduje do parlamentu z miejsca… 68! Zaś jego koledzy z frakcji z jeszcze dalszych. Wiadomo, że szanse z takiego miejsca trafić do Sejmu są żadne, nawet gdyby Związek Wolności miał szansę na przekroczenie progu wyborczego. Pozostałe partie ogólnokrajowe nawet frakcji polskich nie mają. Dlatego i analizowanie ich list wyborczych pod względem narodowości kandydatów jest bez sensu. Umiejscowienie na listach wyborczych kandydatów-Polaków nie daje praktycznie żadnemu z nich szansy na mandat.
poniedziałek, 12 września 2016
Przez cały ubiegły tydzień wszelkiej maści inteligentni inaczej komentatorzy i inni specjaliści od wszystkiego udowadniali, że zawieszone przez mera Wilna Remigijusa Šimašiusa tabliczki z nazwami ulic w języku polskim, rosyjskim, angielskim czy islandzkim nie mają żadnego znaczenia. Miał to być jedynie pusty gest przedwyborczy, tabliczki zaś jedynie elementem dekoracyjnym bez żadnego praktycznego znaczenia. Polscy internauci, kibicujący jedynie słusznej opcji, posuwali się wręcz do bardziej radykalnych propozycji — nie potrzebujemy tych tabliczek, niech Šimašius zapakuje je sobie w cztery litery. I oto mamy naoczny dowód, że jednak się mylili. Przedstawicielka rządu na powiat wileński Vilda Vaičiūnienė zażądała od samorządu miasta Wilna usunięcia tych tabliczek w ciągu 10 dni, a gdyby Wilno się z wykonaniem tego polecenia ociągało — zagroziła, że zwróci się w tej sprawie do sądu. Jak wiemy podobny konflikt w rejonie solecznickim przed kilkoma laty doprowadził do ostrego kryzysu w relacjach polsko-litewskich, zaś urzędnicy samorządowi zostali ostatecznie ukarani wielotysięcznymi grzywnami za niestosowanie się do nakazów sądowych. Pieniądze na spłatę grzywny zbierał wówczas i Związek Polaków na Litwie, i politycy z Polski, aż ostatecznie konflikt zażegnano zmieniając odpowiednie rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych, a oficjalne tabliczki przenosząc ze ścian domów na słupki. Nie wiem, czy ZPL i politycy Prawa i Sprawiedliwości będą zbierali kasę na spłatę grzywny przez Šimašiusa. Nie wiem, czy polska prasa stanie w obronie tabliczek zawieszonych przez „liberastę” z takim samym entuzjazmem, jak w swoim czasie walczyła o tabliczki zawieszone przez AWPL. Cieszę się natomiast ze… schematycznego myślenia przedstawicielki rządu na powiat wileński Vildy Vaičiūnienė. Dzięki niemu problem dwujęzycznych tabliczek nabiera już charakteru nie konfliktu etnicznego (jakim był dotychczas), tylko konfliktu zdrowego rozsądku z biurokratycznym idiotyzmem.
wtorek, 30 sierpnia 2016
Malaty (Malat, Molėtai) — to sympatyczne, zadbane, nieduże miasteczko atrakcyjnie położone wśród jezior i lasów ok. 60 km na północ od Wilna. Miasto jest jedną z najstarszych osad na Litwie, jest wzmiankowane już w dokumentach z końca XIV w. wśród osad będących uposażeniem biskupa wileńskiego. Mam wobec niego też swojego rodzaju osobisty sentyment, bo właśnie tam przed 22 laty rozpoczęła się moja kariera dziennikarska — jako pierwsze zadanie dziennikarskie dostałem w październiku 1994 roku właśnie wypad do Malat, aby zabadać kradzież ikon z pobliskiej cerkwi. Jednak wczoraj (29 sierpnia) nie sentyment sprowadził mnie i moich przyjaciół z Polskiego Klubu Dyskusyjnego do Malat, tylko Marsz Pamięci. 29 sierpnia 1941 roku litewscy kolaboranci pod dowodztwem Niemców wymordowali w Malatach 2 tysiące miejscowych Żydów. Dorosłych ułożono w wykopanych na skraju miasteczka dołach i rozstrzelano, dzieci powrzucano do tych dołów i zakopano żywcem. Pochodzący z Malat znany litewski pisarz Marius Ivaškevičius w maju br. zaapelował, żeby w tym roku w Marszu Pamięci, organizowanym w Malatach przez wspólnotę żydowską, wzięli udział nie tylko byli żydowscy mieszkańcy miasteczka i ich potomkowie, ale i wszyscy mieszkańcy Litwy: „Wiem, że jest wielu mieszkańców Malat, którzy chcieliby dołączyć do tego marszu, ale się boją. Wyobrażacie sobie? 2016 rok, Litwa — a ludzie na prowincji ciągle się boją, im się wydaje czymś niebezpiecznym oddanie hołdu ofiarom ludobójstwa. Dlatego wzywam wszystkich, kto tylko chce i może. Prezydent Litwy, premiera, wszystkich prawicowców, lewicowców, bezpartyjnych, nasze gwiazdy, znane i nieznane twarze, wszystkich, którzy tego dnia będą na pojezierzu malackim, przyjechać… Nie trzeba będzie nic robić, tylko przejść tych kilka kilometrów przez Malaty, razem z naszymi Żydami.” Byliśmy wczoraj wśród tych, którzy odpowiedzieli na ten apel.
czwartek, 18 sierpnia 2016
Fakt, iż w kilka dni po publikacji przez ze mnie tekstu „Wszyscy Rosjanie Prezesa" niemal jednocześnie dwa portaliki prorosyjskich trolli poszywających sie pod kresowość niewybrednie zaatakowały mnie, ewidentnie wskazuje, że trafił w sedno problemu. Bo gdy brakuje argumentów - zaczynają się ataki ad personae. Jedyny argument w obronie wciagania prokremlowskich dzialaczy na listy wyborcze, który w wypocinach tych lunatic fringes znalazłem to ten, iż „sojusz Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z lokalną organizacją rosyjską jest zgodny z elementarną logiką polityczną, sposób obrony swojej podmiotowości przez kresowych rodaków". Ten sojusz wyborczy jest tłumaczony wymogami litewskiej ordynacji wyborczej. Władze litewskie wprowadzając w roku 1996 wymóg przekroczenia 5-procentowego progu wyborczego w wyborach do Sejmu także i dla organizacji mniejszości narodowych, niejako wymusili na AWPL koalicję z Rosjanami, gdyż samodzielnie polska partia nie byłaby w stanie tego progu przekroczyć. Wygląda to stwierdzenie na logiczne, ale zastanówmy się, czy nie jest jednak półprawdą. Abstrahując już od faktu, iż jak dotychczas przekroczenie progu wyborczego, nie prowadziło do żadnych pozytywnych zmian w sytuacji polskiej mniejszości na Litwie czy też w „obronie podmiotowości kresowiaków". A więc nasuwa się podejrzenie, iż jest celem w samym sobie, działaniem pozwalającym wynagrodzić najwierniejszych zwolenników stanowiskami i niczym poza tym. Czy taki jednak cel uświęca współpracę z prokremlowskimi działaczami rosyjskimi, których poglądy, wypowiedzi oraz działania stoją w rażącej sprzeczności tak z racją stanu Litwy, Polski, jak i Polakow na Litwie?
środa, 01 czerwca 2016
Gdzie w Wilnie można jeszcze znaleźć włazy kanalizacyjne z napisem po polsku „Magistrat m. Wilna” wie każdy wileński Polak. Są obowiązkowym punktem dla każdej pielgrzymki z Polski na równi z Ostrą Bramą i mauzoleum Serca i Matki Syna. Ale już tylko nieliczni wiedzą o skrzydłatych lwach na ulicy Wileńskiej, o bazyliszku z Barbakanu, podziemnym tunelu pod Górą Zamkową czy kilkudziesięciu wileńskich synagogach, z których do dnia dzisiejszego zachowały się cztery, w tym jedna czynna. Gdzie w Wilnie można obejrzeć resztki mikwy? Dlaczego pomnik Stanisława Moniuszki był porównywany do centaura? Jaki budynek zaprojektował w Wilnie Jerzy Sołtan, jeden z najwybitniejszych architektów epoki modernizmu? Co pozostało po trakcie wiłkomierskim? Gdzie się znajdował najbogatszy cmentarz wileński, a gdzie chowano ubogich i sieroty? Gdzie w Wilnie znajduje się tablica pamiątkowa ku czci „zamordowanego przez Żydów” dziecka? „100 istorinių Vilniaus reliktų“ Dariusa Pocevičiusa - to doskonały powód, żeby na te i wiele innych pytań sobie odpowiedzieć, żeby w tę nieznaną wileńską historię się zanurzyć. Szczególnie, że autor kreśli obraz Wilna nie tylko z miłością, ale i w sposób barwny, otwarty, nie omijając żadnych niewygodnych tematów.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6