Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
czwartek, 21 grudnia 2017
Józef Kwiatkowski, który sprawuje swoje funkcje od 26 lat, ponownie został wybrany na prezesa Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna". Z 218 delegatów tylko 2 głosowało przeciwko i 2 wstrzymało się od głosu. Ten wybór potwierdza po raz kolejny fakt, że jesteśmy mentalnie o wiele bliżej Afryki niż wynikałoby z naszego położenia geograficznego. Co prawda nawet w krajach Trzeciego Świata epoka dożywotnich prezydentów powoli dobiega końca. Przed kilkoma tygodniami ze swojego stanowiska musiał ustąpić nawet „wieczny” prezydent Zimbabwe Robert Mugabe. Przez wielu mieszkańców kraju postrzegany jako bohater walki o niepodległość, ale przez nie mniejszą część uważany za despotę. 93-letni obecnie Mugabe na tle niektórych swoich sąsiadów nie wyróżniał się szczególnym zamiłowaniem do rozlewu krwi i przemocy (chociaż ich i nie unikał), ale jego katastrofalne działania gospodarcze zniszczyły jedno z najbardziej obiecujących państw Afryki. Mimo to rządził Zimbabwe przez... 37 lat, aż sytuacja — np. największa na świecie inflacja, która sięga jakiś czas temu 80 miliardów proc. (sic!) — stała się nie do zniesienia nawet dla jego najbliższych współpracowników. Józef Kwiatkowski ma spore szanse na powtórzenie „rekordu“ Roberta Mugabe, jeśli chodzi o długość swoich rządów. To niewątpliwie jego osobisty sukces, ale czy jest to jednocześnie sukces polskiej oświaty na Litwie?
wtorek, 19 grudnia 2017
Przyznaje, że byłem dosyć sceptyczny, jeśli chodzi o możliwość resetu polsko-litewskiego w roku 2017. Przedwyborcze obietnice zwycięskich chłopów i zielonych jakoś nie napawały optymizmem. Dlatego przed rokiem pisałem, iż reset ten zależy od trzech czynników. Po pierwsze, czy takiego resetu będzie chciała Polska. Po drugie, czy AWPL-ZChR udzieli poparcia (oficjalnego czy nieoficjalnego) nowemu litewskiemu rządowi. Po trzecie, co się uda nowemu litewskiemu rządowi zrobić w sprawie tzw. polskich postulatów. Okazało się, że wszystkie trzy warunki w roku 2017 zostały spełnione i dziś możemy mówić, jeśli nie o resecie, to o znacznym ociepleniu polsko-litewskiego „zimnego pokoju”. Trzeba przyznać, że step by step od 2014 roku Litwa zrobiła w kwestii normalizacji stosunków z polską mniejszością całkiem sporo. Mam nadzieję, że to już trend i ten trend utrzyma się także w roku 2018. Jednocześnie jednak należy pamiętać o przestrodze Witolda Jurasza wypowiedzianej przed miesiącem w Polskim Klubie Dyskusyjnym w Wilnie: wystarczy jeden niefortunny gest, aby tę odwilż zniszczyć. Tak czy inaczej koniec roku to doskonały moment, żeby tradycyjnie przyjrzeć się 10 najważniejszym (dla stosunków polsko-litewskich) wydarzeniom na Litwie ni Wileńszczyźnie.
czwartek, 14 grudnia 2017
Przed kilkoma tygodniami Poradnia Pedagogiczno-Psychologiczna Rejonu Wileńskiego (PPPRW) przedstawiła opinii publicznej wyniki anonimowego badania przeprowadzonego przez placówkę wśród rodziców uczniów ze szkół mniejszości narodowych na Wileńszczyźnie. Badanie miało sprawdzić, jak się powodzi dzieciom z pierwszych klas po tym, jak we wrześniu br. w klasach początkowych szkół mniejszości narodowych rozpoczęło się nauczanie języka litewskiego jako ojczystego według ujednoliconego ze szkołami litewskojęzycznymi programu. Te wyniki stały się przyczynkiem do licznych wypowiedzi na łamach lokalnej polskojęzycznej prasy. Wypowiedzi, które de facto sprowadziły się do strzelania goli do jednej bramki: ujednolicony program nauczania języka litewskiego nie jest dostosowany do możliwości językowych dzieci, uczniowie przeżywają z tego powodu ogromny stres, program więc należy wyrzucić do lamusa, wymagania zmniejszyć, a najlepiej litewskiego nauczać tak jak niemieckiego. Jestem daleki od tego, aby bronić ujednoliconego programu. Po pierwsze, nie jestem w tej dziedzinie specjalistą. Po drugie, wyniki egzaminów maturalnych z języka litewskiego świadczą, że z ujednolicaniem na Litwie mamy ten problem zazwyczaj, że cierpią na nim uczniowie ze szkół mniejszości narodowych. Jednak badanie wydało mi się interesującym i wartym bardziej szczegółowej analizy, gdyż po zapoznaniu się z nim nasunęły mi się nieco inne wnioski niż np. Renacie Cytackiej.
wtorek, 12 grudnia 2017
Już w najbliższą sobotę, 16 grudnia, w Wilnie zostaną upamiętnieni dwaj wybitni Wilniucy. W byłej kolonii bankowej na Rossie, przy ulicy Witebskiej (Vitebsko) 1, zostanie odsłonięta tablica pamiątkowa braci Józefa i Stanisława „Cata” Mackiewiczów. Pierwsza próba upamiętnienia braci Mackiewiczów w Wilnie została podjęta mniej więcej przed 10 laty. Trudno dziś już o jednoznaczną odpowiedź czy chodziło o antypolonizm ówczesnego arcybiskupa, o poglądy Józefa Mackiewicza na Kościół Katolicki, czy po prostu inicjatorom zabrakło cierpliwości — próba spaliła na panewce, bo Kuria Wileńska nie zgodziła się na zawieszenie tablicy pamiątkowej na budynku należącym do Kościoła Katolickiego. Przed rokiem postanowiliśmy pójść inną drogą. Po pierwsze, zawiesić tablicę pamiątkową na budynku, w którym w latach 1907-1922 bracia Mackiewiczowie mieszkali. Po drugie, inicjatywa miała być nie polska, tylko polsko-litewska. Szczególnie, że popularność Józefa Mackiewicza w litewskich elitach od kilku lat rośnie lawinowo. Tak powstała grupa inicjatywna w składzie: dr Giedrė Jankevičiūtė z Litewskiej Akademii Sztuk Pięknych, dr Eligijus Raila z Uniwersytetu Wileńskiego, Zbigniew Głazko, który uczestniczył w pierwszej próbie upamiętnienia braci Mackiewiczów w Wilnie, i członkowie Polskiego Klubu Dyskusyjnego - dr Andrzej Pukszto z Uniwersytetu Witolda Wielkiego, politolog Mariusz Antonowicz oraz ja. I po blisko 1,5 roku ta próba się kończy sukcesem. Kolejnym polskim sukcesem w tym roku. Jak napisał do nas w liście gratulacyjnym wnuk Seweryny Mackiewicz, siostry pisarzy, Kazimierz Orłoś: "Będzie to na pewno dowód pojednania i więzi polsko-litewskich, tak bardzo potrzebnych obecnie i Polsce, i Litwie."
środa, 06 grudnia 2017
Czy w litewskich urzędach możliwa jest obsługa interesantów w języku polskim? Ci, którym sen z ich endeckich powiek spędza widmo polsko-litewskiego resetu, twierdzą, że nie. Rzeczywistość, o czym pisałem niejednokrotnie, jest bardziej skomplikowana, ale generalnie zadająca kłam twierdzeniom miłośników fotek ze swastyka w tle i innych narodowych ufonautów. W sensie prawnym możliwości obsługi interesantów w języku polskim są stworzone. Zgodnie ze znowelizowanymi przed miesiącem (poprzednia wersja tego aktu prawnego też zreszta podobna możliwość przewidywała) Zasadami rozpatrywania podań i skarg oraz obsługi osób w podmiotach administrowania publicznego, zatwierdzonymi uchwałą nr 875 Rządu Republiki Litewskiej z dnia 22 sierpnia 2007 roku, osoby mają prawo ustne podanie do instytucji państwowej lub samorządowej złożyć w języku, który jest zrozumiały tak dla interesanta, jak i obsługującego go urzędnika. W przypadku gdy interesant nie zna języka litewskiego, a instytucja nie posiada pracownika, który mógłby z nim obcować w języku dla niego zrozumiałym, powinien uczestniczyć tłumacz. Tłumacza zapewnia interesant, chyba że instytucja postanowi inaczej (pkt 12). Podania pisemne są składane w języku litewskim (pkt 13), jednak kierownik instytucji może ustanowić — uwzględniając zapotrzebowanie społeczne oraz kompetencje językowe swoich pracowników — i inne języki, w których mogą być składane podania pisemne (pkt 15). Zgodnie z artykułem 14 część 1 Ustawy o administrowaniu publicznym zasady zatwierdzone przez rząd obowiązują wszystkie podmioty administrowania publicznego, wszystkie instytucje państwowe i samorządowe.
czwartek, 16 listopada 2017
Zacząłem pisać bloga mniej więcej przed siedmioma laty. I przez wszystkie wpisy (a obecny jest już 724) – czasami bezpośrednio, czasami między wierszami – przewija się myśl, że możliwa jest inna Wileńszczyzna niż ta obecna. To hasło wywołuje paroksyzmy nienawiści u zwolenników jedynie słusznej opcji, jest powodem do drwin wierszokletów-grafomanów, a ja mimo to nadal wierzę, że możliwa jest Wileńszczyzna demokratyczna, tolerancyjna, wielonarodowa, wielojęzykowa, zamożna. Nie twierdzę jednak, że nastanie jutro. Zima – jak mawiają bohaterzy filmu „Game of thrones” – będzie długa. W psychologii taki dualizm nazywany jest paradoksem Stockdale’a. James „Jim" Stockdale był amerykańskim pilotem wojskowym, który brał udział w wojnie wietnamskiej. W 1965 roku jego samolot został zestrzelony, a sam Stockdale trafił do tzw. Hiltonu – najkoszmarniejszego z północnowietnamskich obozów jenieckich. Amerykanów w tym obozie torturowano. Wielu umarło. Stockdale przeżył i po czterech latach wrócił do USA jako bohater narodowy. Gdy pytano go, kto nie przeżył, z rozbrajająca szczerością odpowiadał: „Optymiści. Mówili mi: „Stary, nie byłeś na szkoleniach z pozytywnego myślenia? Wizualizuj, że nas wyzwalają i to się spełni. Jeszcze na Święta Bożego Narodzenia będziemy w domu!” Minęły Święta Bożego Narodzenia a oni nadal byli w obozie, więc mówili: „Wyzwolą nas na Wielkanoc." Minęła Wielkanoc, a oni nadal byli w obozie, więc oczekiwali wyzwolenia na Dzień Dziękczynienia. I znów nic. Wtedy wielu z nich się załamało i zmarło." Tymczasem Stockdale w rozmowach ze współwięźniami podkreślał, że „na pewno nas wyzwolą", jednak jednocześnie należy być przygotowanym do konfrontacji z najbrutalniejszymi faktami obecnej rzeczywistości, która może trwać bardzo długo. Mam dla Was tę samą radę.
wtorek, 14 listopada 2017
Jeśli Wilno znowu chce być miastem ważnym, rzec można imperialnym, powinno integrować w sobie wszelkie naracje. Nie tylko litewską, ale też polską, żydowską, białoruską. To chyba najważniejszy wniosek, jaki się wyłonił podczas obrad konferencji zorganizowanej przez Klub Wileński w ubiegły czwartek (9 listopada). Klub Wileński, założona jeszcze w 1998 roku organizacja, nawiązująca stylem i tradycjami do klubów brytyjskich i jednocząca wpływowych Wilnian: lekarzy, adwokatów, przedsiebiorców., rozpoczął tą konferencję dyskusję, która ma znaleźć odpowiedź na pytanie, czym jest tożsamość wileńska. Odczyty wygłosili m.in. arcybiskup wileński Gintaras Grušas, historyk Zenonas Norkus, polityk Darius Kuolys, publicysta Rimvydas Valatka, językoznawczyni Loreta Vaicekauskienė. Mój natomiast odczyt dotyczył polskiej spuścizny Wilna i jej znaczenia dla współczesnej wileńskiej tożsamości. Poniżej przedstawiam skrótową (bardzo skrótową) jego wersję.
środa, 08 listopada 2017
O tym, iż Polacy na Litwie nie są żadnym monolitem, wie każdy, kto na Wileńszczyźnie mieszka, czytuje lokalne polskojęzyczne media, rozmawia z polskimi działaczami lub zwykłymi Polakami z Wilna. Zgadzając się ze sobą, co do celów (dla wszystkich Polaków na Litwie celem nadrzędnym jest zachowanie i rozwój polskości oraz dobrych relacji z Polską), różne osoby i środowiska różnie widzą taktykę i strategię ich realizacji. Jednak przez kilka ostatnich lat ten bezsporny fakt był przez decydentów i w Wilnie, i w Warszawie ignorowany. Wszystkim było łatwiej uznać, iż jedynym reprezentantem polskiej mniejszości na Litwie jest Waldemar Tomaszewski i tylko z nim (w przypadku Warszawy) należy rozmawiać i na wszelkie sposoby monolit AWPL-ZPL cementować lub też (w przypadku Wilna) rozmawiać nie należy. Ostatnio się sytuacja zaczyna się jednak zmieniać na lepsze. Wśród litewskiego establishmentu rośnie zrozumienie, iż Polacy na Litwie mają nie tylko AWPL-ZPL, ale i wiele grup opozycyjnych wobec „jedynie słusznej opcji” lub pośrednich, z którymi można i warto dyskutować. Podobny proces zachodzi i w Warszawie, czego dowodem słowa, które padły z ust szefa gabinetu politycznego prezydenta RP Andrzeja Dudy Krzysztofa Szczerskiego w wywiadzie dla „Nowej Konfederacji”: „(…) prowadząc politykę względem Polaków na Litwie musimy pamiętać o zróżnicowaniu tamtejszej społeczności polskiej. Istnieją przynajmniej trzy grupy Polaków na Litwie i każda z nich posiada odmienną strategię działania, podczas gdy do polskich mediów przebijają się głównie emocje czy argumenty jednej z tych grup. Podczas diagnozy sytuacji Polaków na Litwie warto wystrzegać się stereotypów i uproszczonych schematów.” Mnie się wydaje, że na Wileńszczyźnie de facto istnieją tylko dwie liczące się grupy Polaków: betonowi żołnierze Wodza i bardziej liberalne skrzydło (rekrutujące się tak ze zwolenników AWPL-ZChR, jak i ze środowisk wobec AWPL-ZChR opozycyjnych). Gdyż lokalnych endeków, jak i totalną opozycję a la Maciejkianiec, należy raczej uznać po prostu za folklor, jeśli nie za szkodników. Krzysztof Szczerski podkreśla również, iż „polski minister nie może dokonywać wyboru i ma obowiązek spotykać się ze wszystkimi” polskimi środowiskami na Litwie. I ostatnio widzimy, że są to nie tylko słowa, ale i czyny.
poniedziałek, 30 października 2017
Piątek. Noc. Wileński klub „nArauti”. Na scenie Will’n’Ska świętuje swoje piąte urodziny i prezentuje swój debiutancki krążek „1A”. Stoimy razem z kilkoma starymi punkowcami z fali lat 90. Przyglądamy się fantastycznemu pogo pod sceną. Z pogo wyrośliśmy, z punku – jeszcze nie. „Kurcze, chłopaki wymiatają jak Dr.Green!” – nieoczekiwanie stwierdza mój sąsiad. „Fakt. Pokolenia się zmieniają, a punk pozostaje wciąż taki sam!” – zgadza się z nim drugi punkowy „dziadek”. I to chyba najlepsza recenzja tej punkowej feerii, którą zafundował sztandarowy, przełomowy i jedyny polski zespół ska-punkowy na Litwie. Will’n’Ska gra z każdym koncertem coraz lepiej, coraz bardziej rasowo, coraz profesjonalniej. To nie są komplementy – mnie Will’n’Ska podobała się już wtedy, gdy pięć lat temu weszli na „scenę” Baru Wszystkich Świętych i walnęli „Pierwszy Autobus” oraz kilka coverów – tylko konstatacja faktu. Jeśli na początku ich kariery każdy utwór był w innym stylu, zdradzał różne fascynacje różnych członków zespołu – od The Beatles, Black Sabbath po Leningrad i Billy Idola – to z każdym kolejnym utworem są coraz bliżej wypracowania swojego własnego, rozpoznawalnego stylu. I najlepszym tego świadectwem jest debiutancki album „1A”.
czwartek, 26 października 2017
„Jeżeli mer nie ufa wyznaczonemu przez siebie dyrektorowi administracji, a mer został wybrany w wyborach bezpośrednich, popieramy stanowisko mera” – uważa Edyta Tamošiūnaitė, wicemer Wilna z ramienia wciąż jeszcze formalnie opozycyjnej AWPL-ZChR. Poszło o wczorajsze (25 października) głosowanie w sprawie odwołania dyrektor administracji samorządowej Wilna Almy Vaitkunskienė, które mer Wilna przegrał 24:23. Wcześniej bezpośredni wybór Remigijusa Šimašiusa wcale nie przeszkadzał radnym AWPL-ZChR w kontestowaniu każdej jego inicjatywy. I oto od kilku tygodni mamy zupełnie nową, alternatywna wręcz rzec można, rzeczywistość. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki umilkli dyżurni trolle, nie widać na łamach lie24 i „Tygodnika Wileńszczyzny” elaboratów Tadeusza Andrzejewskiego i Bogusława Rogalskiego o „polakożerczych i skorumpowanych liberałach” i „antypolskim Szymaszoidzie”. Dziś chyba nawet ja – liberasta i tolerasta według nomenklatury miłościwie Wileńszczyźnie panującej opcji – jestem wobec poszczególnych działań Šimašiusa i Co. bardziej krytyczny niż AWPL-ZChR i jego „orle pióra”. W 1939 roku prezydent USA Franklin Delano Roosevelt zapytany o stosunek administracji Białego Domu do krwawego nikaraguańskiego dyktatora Anastasio Samozy Garcii, bez owijanie w bawełnę odparł: „Somoza may be a son of a bitch, but he’s our son of a bitch.” I zaprosił Somozę do Białego Domu, ten z kolei odwdzięczył się przyszłemu przyjacielowi Stalina nazywając jedną z centralnych ulic managuańskich Aleją Roosevelta. Słowa Roosevelta stały się podręcznikową prawdą politologiczną, która najwyraźniej sprawdza się i na Litwie, i na Wileńszczyźnie. Wystarczyło jedno stanowisko, a „polakożerca” stał się „naszym polakożercą”. Zresztą to działa i w drugą stronę - przed dwoma laty Šimašius przysięgał na Hayeka i von Misesa, że z „AWPL i Zuokasem nigdy przenigdy koalicji nie stworzy", a teraz Tomaszewski stał się w jego oczach uczciwym i poszukiwanym partnerem koalicyjnym…
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74