Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
środa, 30 października 2013
„Na ten wykład nie można było nie przyjść” — powiedział jeden student do studentki, stojącej obok mnie w wypchanej po brzegi sali teatralnej Uniwersytetu Wileńskiego. We wtorek (29 października) wykład prof. Zygmunta Baumana pt. „Online/Offline. Life between two worlds – contradictory or compatible? And to what effect?“ zgromadził tłumy. Słuchacze, przede wszystkim studencki oraz wykładowcy uniwersytetu, dziennikarze i nawet kilku polityków, wypełnili salę, zajęli wszystkie miejsca na balkonach, stali pomiędzy rzędami i siedzieli na scenie. Bauman tak naprawdę nie powiedział rzeczy odkrywczych. Mówił o fenomenie internetu, świata wirtualnego, o tym, że dziś życie ludzi dzieli się pomiędzy dwa światy: ten „online”, i ten rzeczywisty czyli „offline”. I najwyraźniej ten drugi jest w odwrocie. Opisywał strony dodatnie i ujemne życia „online”. Z jednej strony jeszcze nigdy w historii komunikacja międzyludzka nie była tak łatwa jak teraz, internet, Facebook, Twitter, Skype — to instrumenty pozwalające ludziom na różnych kontynentach bezproblemowo się porozumiewać. Jeszcze nigdy zdobywanie i przekazywanie informacji nie było takie łatwe. Internet poza tym niesie zalążki coraz większej demokratyzacji społecznej, gdyż pozwala na bardzo szybkie aktywizowanie i mobilizowanie w tym lub innym celu mnóstwa ludzi. Z drugiej zaś strony tracimy to co w obcowaniu międzyludzkim jest najważniejsze — rozmowę tet-a-tet, rzeczywiste przyjaźnie. Algorytmy leżące u podstaw wyszukiwarek internetowych podsuwają nam informacje, które utwierdzają nas w naszych przekonaniach i usuwają treści dla nas niewygodne, tworzą strefy komfortu psychicznego, ale jednocześnie zamieniają dialog, który jest niezbędnym narzędziem komunikacji społecznej, na chóralne śpiewy naszych zwolenników. Zaciera się granica pomiędzy prywatnym i publicznym. Wbrew apokaliptycznym scenariuszom sprzed 50 lat, które zapowiadały zawładnięcie przez państwo (ecclesia) agorą kosztem prywatnego życia obywateli (oikos), dziś agora znalazła się właśnie w posiadaniu oikos, a państwo trwoni swe siły na rozwiązywanie prywatnych i nieistotnych problemów. Zaproszenie tego bodajże najwybitniejszego z żyjących socjologów było niewątpliwie doskonałym pomysłem. I Instytutowi Polskiemu w Wilnie należą się z tego powodu szczerze gratulacje. Nawet jeśli osobiście z Zygmuntem Baumanem w wielu kwestiach się nie zgadzam.
poniedziałek, 28 października 2013
Litewski parlament ostatecznie odrzucił poprawki zaproponowane przez starostę frakcji sejmowej AWPL Ritę Tamašunienė do ustaw o wyborze Prezydenta Republiki, rad samorządowych, Sejmu oraz Parlamentu Europejskiego, przewidujące możliwość dwujęzycznych kart do głosowania w tych okręgach wyborczych, które zamieszkuje co najmniej 10 proc. osób narodowości nielitewskiej. „Z pewnością powrócimy do tego. Właśnie Ustawa o mniejszościach narodowych rozwiązałaby również ten problem“ — zapowiada na lamach zw.lt Rita Tamašunienė. Obawiam się, że każdy powrót do tego zagadnienia skończy się dokładnie tak samo jak obecna inicjatywa ustawodawcza AWPL czyli odrzuceniem. Na przeszkodzie stoi doktryna szczególnego statusu języka litewskiego uformowana przez Sąd Konstytucyjny. Niezwykle restrykcyjna doktryna, która powoli zaczyna sprawiać trudności także samym Litwinom, ale której nikt nie chce zmienić w obawie przed posądzeniem o niewystarczający patriotyzm.
czwartek, 24 października 2013
Ponownie iskrzy pomiędzy koalicjantami. Ponownie z powodu ulg dla uczniów ze szkół mniejszości narodowych na egzaminie maturalnym z języka litewskiego. „W przyszłym roku uczniowie szkół polskich i rosyjskich będą zdawali taki sam egzamin jak uczniowie szkół litewskich” — te słowa ministra oświaty i nauki Dainiusa Pavalkisa są przytaczane przez polskie media jako sensacja. W rzeczywistości sensacja nie są, bo formalnie już w tym roku uczniowie ze wszystkich szkół składali jednakowy egzamin. Diabeł tkwi w szczegółach. W przypadku ujednoliconej matury — w ulgach. I w tym zakresie decyzja Pavalkisa jest najbardziej interesująca. Minister zapowiada, że skoro Litewski Naczelny Sąd Administracyjny w lipcu br. uznał dodatkowe ulgi na egzaminie za niezgodne z prawem, w następnym roku pozostanie tylko jedna ulga — wprowadzona jeszcze przez Gintarasa Steponavičiusa — Polacy i Rosjanie będą mogli popełnić więcej błędów niż Litwini. Waldemar Tomaszewski natychmiast nazwał słowa ministra „politycznym blefem": „Jest to swego rodzaju blef polityczny Dainiusa Pavalkisa, żeby odwrócić uwagę od toczącej się dyskusji w Partii Pracy o dalszej perspektywie zajmowanie przez niego stanowiska ministerskiego.” Niewiadomo, który blefuje bardziej, ale jedno jest pewne: kwestia trybu składania egzaminu maturalnego z języka litewskiego przez uczniów ze szkół nielitewskich za rządów centrolewicy i AWPL nie jest wcale klarowniejsza od sytuacji sprzed roku, gdy rządzili konserwatyści z liberałami. Jak mawiają każdego roku przedstawiciele służb odpowiedzialnych za odśnieżanie Wilna: „I w tym roku zima nadeszła nieoczekiwanie…”
poniedziałek, 21 października 2013
Pamiętam, jak chyba w roku 1990 kolega z ławy szkolnej przyniósł do szkoły czasopismo „Rowiesnik” — taki komsomolski gniot — w którym opisywano ruch punków. Wiadomo w typowym dla owych czasów komsomolskim stylu: anarchiści, faszyści, chuligani, grają głośną muzykę z wulgarnymi tekstami… Wówczas zostałem punkiem. Niejako zaocznie, gdyż pierwszej punkowej kapeli posłuchałem dużo później (był to bootleg z koncertu The Sex Pistols z roku 1976, który mi się bardzo… nie spodobał). W ideologii punk od początku zafascynowała mnie adoracja totalnej wolności, niezależności i buntu, kwestionowanie wszelkich autorytetów i idoli. Jedyne czego nie mogłem zrozumieć — to hasła „no future”. Jak to nie ma przyszłości? Przyszłość jest zawsze — byłem wówczas przekonany — może jedynie być gorsza lub lepsza w zależności od naszych starań, bo to przecież my jesteśmy kowalami swojego losu. Obecnie coraz częściej się przekonuję, że w ciągu 20 ostatnich lat wyrosło na Litwie całe pokolenie, które — nie będąc punkami — wierzy w hasło „no future” i nim się kieruje w swoich wyborach politycznych. Są to wyborcy Uspaskicha, Paksasa, Venckienė, Valinskasa i innych sezonowych zbawców narodu. Wyborcy protestu. Wyborca, który rok w rok głosuje na na pojawiających się przed każdymi kolejnymi wyborami kolejnych politycznych chuliganów, tak naprawdę nie wierzy, że są w stanie cokolwiek zmienić. Nie wierzy w składane przez polityków tych partii obietnice. Głosuje kierując się nie pobudkami ideologicznymi lub programem, tylko na sposób punkowy — wyrażając w ten sposób swój bunt i gniew, swoje liberum veto establishmentowi. Skoro przyszłości nie ma — co za różnica kogo wybierzemy do parlamentu lub rady samorządowej? Niech przynajmniej będzie wesoło! Czy po najbliższych wyborach nie można będzie do nich zaliczyć i twardy elektorat AWPL?
czwartek, 17 października 2013
W północnej części katedry wawelskiej w Krakowie, na Wieży Zygmuntowskiej, znajduje się bodajże najsłynniejszy polski dzwon, powszechnie, acz podobno nieprawidłowo nazywany Dzwonem Zygmunta. W Ejszyszkach w rejonie solecznickim być może już za rok znajdzie się własny słynny „dzwon“, który niektórzy mieszkańcy już z przekąsem nazywają „dzwonem Andrzeja“. Władze rejonu solecznickiego przystąpiły bowiem właśnie do rekonstrukcji parku przy placu Majowym w centrum Ejszyszek. Projekt ma potrwać 8 miesięcy i kosztować blisko pół miliona litów: 393 tys. litów zostały przyznane z unijnych funduszy strukturalnych, 78 tys. dołoży samorząd rejonu solecznickiego. Wiekowe drzewa już wycięto (niektórzy Ejszyszczanie z żalem zauważają, że na skutek „rekonstrukcyjnych” zapędów lokalnych władz wkrótce w słynących niegdyś z zieleni miejskiej Ejszyszkach nie zostanie prawie drzew), w przyszłości w ich miejsce staną ławeczki, zostaną wyłożone chodniki, zaś w centrum placu stanie pomnik Powstańcom Styczniowym — dwie granitowe kolumny z zawieszonym dzwonem pomiędzy nimi. Autorstwa wicemera rejonu solecznickiego Andrzeja Andruszkiewicza. Tego samego, który przed rokiem proponował Ejszyszczanom pocałować go nieco niżej pasa i którego wdzięczni (zapewne za jakieś inne osiągnięcia) mieszkańcy Wileńszczyzny ledwo nie wybrali w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych do Sejmu. Gdyby któryś z obecnych posłów AWPL zrezygnował ze swoich obowiązków sejmowych — na jego miejsce wejdzie właśnie Andruszkiewicz. Projekt pomnika, przygotowany przez wicemera, najwyraźniej budzi wśród mieszkańców Ejszyszek spore kontrowersje. Jedni go popierają, inni — krytykują.
poniedziałek, 14 października 2013
Jeśli wierzyć Księdze rekordów Guinnessa najwęższa ulica na świecie znajduje się w Reutlingen, w kraju związkowym Badenia-Wirtembergia w Niemczech. Spreuerhofstraße, zbudowana w 1727 roku podczas odbudowy miasta, które strawił wielki pożar w 1726 r. i zarejestrowana w urzędowym spisie gruntów jako Ulica Miejska Numer 77, w najwęższym punkcie liczy 31 cm, ząś w najszerszym 50 cm w najszerszym. Brytyjczycy aczkolwiek za najwęższą ulicę uważają Parliament Street o długości 50 metrów znajdującą się w Exeter w hrabstwie Devon (Anglia). Ulica pochodzi z XIV wieku i jej szerokość w najwęższym miejscu wynosi 64 cm, a w najszerszym około 1,22 m. Zaś Francuzi — paryską La Rue du Chat-qui-Pêche mierząca w najszerszym miejscu zaledwie 1,8 m szerokości. Jednak i w Wilnie również takich wąskich uliczek, zazwyczaj nieznanych turystom, nie brakuje. Nie wiem czy mogą się równać z Spreuerhofstraße, Parliament Street i La Rue du Chat-qui-Pêche, ale są naprawdę urokliwe i warte odwiedzenia.
piątek, 11 października 2013
... oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć – te słowa przypisywane są często Wolterowi i chociaż wybitny filozof ich nigdy nie wypowiedział, od wieków stanowią kwintesencję poglądów każdego oświeconego człowieka na kwestię wolności słowa. Przypomniały mi się przy okazji skandalu wokół ПБК (Первый Балтийский Канал; Pierwyj Bałtijskij Kanał — łotewska stacja telewizyjna retransmitująca w republikach baltyckich programy rosyjskiego 1 kanału), który rozpętał się przed tygodniem. We środę (9 października) Litewska Komisija ds. Radia i Telewizji zakazała na okres trzech miesięcy retransmitowanie w litewskich sieciach telewizji kablowej programów kremlowskiego 1 kanału, stworzonych poza terytorium UE, oraz zwróciła się do Łotewskiej Rady Mediów Elektronicznych z wnioskiem o cofnięcie licencji ПБК. Jeden z największych operatorów sieci telewizji kablowych na Litwie „C-gates“ już w poniedziałek (7 października) wstrzymał nadawanie programów 1 kanalu w swojej sieci. Litewska Komisja ds. Radia i Telewizji wzywa, aby pozostali operatorzy kablówek poszli w jego ślady nie czekając na decyzję Wileńskiego Sądu Okręgowego, który powinien zatwierdzić decyzję Komisji. Nie oglądam ПБК oraz retransmitowanego przez niego moskiewskiego 1 kanału. W moim odczuciu jest to najgorszy, najprymitywniejszy przykład kremlowskiej propagandy oraz rozrywki najgorszej próby. Dlatego nawet, gdybym 4 października przebywał na Litwie, to pewnie przegapiłbym audycję „Человек и Закон“ („Człowiek i Prawo”), która doprowadziła do obecnego skandalu. Zmusiłem jednak siebie do odkopania zapisu tego programu w internecie i przejrzenia. I muszę przyznać, że nie ma w nim niczego, czego prokremlowscy politycy, publicyści i historycy nie powiedzieliby już wcześniej.
środa, 09 października 2013
Wszyscy, którzy marzą o stworzeniu „polskiej politycznej” alternatywy dla AWPL powinni się poważnie walnąć w łeb. Zasada „chcieć znaczy móc” może się sprawdzać w poezji romantycznej, ale w polityce móc znaczy posiadać — pomijam przy tym tzw. resursy administracyjne — odpowiednie środki finansowe. Litewska Państwowa Inspekcja Podatkowa właśnie ogłosiła dane na temat wpływu do kas partyjnych z odpisów od podatku dochodowego (mieszkańcy Litwy mogą przeznaczyć do 2 proc. swojego podatku dochodowego na kościół, stowarzyszenie, organizację pożytku publicznego lub partię polityczną). Akcję Wyborczą Polaków na Litwie w tym roku wsparło w ten sposób 13 109 osób (jest to absolutny ewenement w skali Litwy, gdy partię wspiera 10 razy więcej osób niż ma członków (zazwyczaj liczba wspierających jest jakieś 10 proc. wyższa od liczby członków, a w przypadku wielu partii nawet mniejsza od liczby członków); można oczywiście dochodzić jakimi metodami te rekordowe liczby są osiągane, ale akurat nie jest to tematem tego wpisu), które odpisały AWPL ze swoich podatków ponad 306 tysięcy litów. Daje to polskiej partii czwarte miejsce na Litwie po konserwatystach (ok. 537 tys. litów), socjaldemokratach (ok. 500 tys. litów) i liberałach (ok. 430 tys. litów). Interesującym faktem — wartym być może głębszego zastanowienia się — jest, że na miejscu szóstym uplasowali się litewscy narodowcy, których wsparło co prawda zaledwie 400 osób, ale za to na kwotę ponad 120 tysięcy litów. W roku bieżącym AWPL otrzymała też dotację państwową w wysokości 1410 tysięcy litów. Tak więc tylko z dotacji państwowych i odpisów podatkowych Waldemar Tomaszewski może przeznaczyć na kampanie swojej partii blisko 2 miliony litów rocznie, a przecież w czasie kampanii wyborczej dochodzą jeszcze i wpływy od indywidualnych ofiarodawców. Co może przeciwstawić takiej machinie finansowo-wyborczej tzw. opozycja? I czy w ogóle chce coś przeciwstawić?
poniedziałek, 07 października 2013
Przed kilkoma laty pojechaliśmy z kolegą i jego ojcem na mecz pilkarskiej reprezentacji Polski bodajże z Belgią. Zatrzymaliśmy się u mojego znajomego w Katowicach. Po meczu siedzimy w kuchni, pijemy piwo, rozmawiamy. Stary mego kolegi — zasłużony działacz ZPL i AWPL — opowiada o stosunkach polsko-litewskich (z wiadomego punktu widzenia) i swoich zasługach. Po kolacji mój przyjaciel z Katowic pyta mnie półgłosem: „Słuchaj, ja tu czegoś nie rozumiem. Przecież cię publicznie od „zdrajców” i „wrogów polskości” wyzywają, a ty z nimi na mecze jeździsz?”. „Widzisz, bo to jest trudne do zrozumienia dla osoby z zewnątrz. Te nasze konflikty na Wileńszczyźnie – to konflikty rodzinne. Tu wszyscy są w jakiś sposób — dalszy lub bliższy — ze sobą powiązani. Nie jest to wojna — jak może się ze strony wydawać — tylko ścieranie się różnych koncepcji i opinii, a różnica zdań nie musi przecież przeszkadzać w napiciu się razem piwa” — odpowiedziałem. Nie tylko w napiciu się piwa, ale i w pomocy wzajemnej. Niejednokrotnie udzialałem pomocy ZPL-AWPL w pisaniu skarg do Sądu Konstytucyjnego czy projektów ustaw dotyczących praw mniejszości narodowych. Mimo iż jestem wobec równie wielu pomysłów tych organizacji, mówiąc delikatnie, sceptyczny. Przypomniała mi się ta historia podczas czytania „Historii Polski” Stanisława Cata-Mackiewicza. W rozdziale „Sprawa litewska też przegrana przez Piłsudskiego” Cat-Mackiewicz, który a propos jest autorem poglądu, iż „pojednanie dwóch narodów to zawsze żniwo korzyści dla silniejszego z tych dwóch narodów", kreśli m.in. bardzo celny obraz ówczesnych stosunków polsko-litewskich, genezy i podłoża konfliktu. Postanowiłem ten krótki urywek zacytować na blogu, jednak przestrzegam przed mechanicznym przenoszeniem ówczesnych schematów i opinii na teraźniejszość. Wskazują one raczej na korzenie tych naszych współczesnych nieporozumień oraz jak błędne może być odbieranie świata tylko w kolorach czarnym i białym.