Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
wtorek, 30 października 2012
„Pisownia nazwisk to ważna kwestia, ponieważ nazwisko i imię są własnością człowieka, podobnie jak własność prywatna. To jednak nie polityczny problem, w większym stopniu to dotyczy problematyki praw człowieka. Więc jeśli to nie jest problem polityczny, to oczywiście nie będziemy go poruszali na poziomie politycznym ” – powiedział dziś agencji informacyjnej BNS Waldemar Tomaszewski. Nazwiska oczywiście są problemem politycznym, bo politycy go upolitycznili, budując na walce o nie lub przeciwko nim swoje kariery, jednak najwyraźniej ta wypowiedź świadczy, iż Waldemar Tomaszewski – wbrew naciskom ekstremistów — i dalej zamierza prowadzić politykę na poszukiwanie kompromisu. Zbyt radykalna bowiem postawa pozbawia go jakichkolwiek szans na wejście do rządu. Nie tylko teraz, gdy są ku temu doskonałe szanse (centrolewica szuka czwartego do brydża, próbując sklecić jak najsilniejszą koalicję, aby przeciwstawić się popularnej prezydent Grybauskaitė, która ewidentnie woli u władzy obecną konserwatywno-liberalną większość), ale i w przyszłości. A bez udziału we władzy nie da się zrealizować żadnych postulatów, nie tylko tych symbolicznych (jak pisownia nazwisk czy dwujęzyczne napisy), ale i o wiele ważniejszych dla „być albo nie być” Polaków na Litwie (np. oświata polska czy rozwój gospodarczy Wileńszczyzny).
poniedziałek, 29 października 2012
AWPL zdobyła w tych wyborach sejmowych 8 mandatów poselskich czyli dokładnie tyle, ile polskiej partii prognozowałem przed rokiem, gdy nawet jej liderzy zapowiadali (że nie wspomnę o wszelkiej maści internetowych klakierach), że będą mieli 10-15 posłów. Zgodnie z oczekiwaniami Akcja Wyborcza Polaków na Litwie przekroczyła próg wyborczy i zdobyła pięć mandatów z listy w okręgu wielomandatowym oraz dodatkowe trzy mandaty w swoich tradycyjnych okręgach jednomandatowych: wileńsko-trockim, szyrwincko-wileńskim i wileńsko-solecznickim. W Szeszkinie Zbigniew Maciejewski oczywiście przegrał w II turze z ministrem spraw zagranicznych Audroniusem Ažubalisem (35,72 proc. do 56,75 proc.), w Justyniszkach Zofia Matarewicz przegrała z konserwatystą Pauliusem Saudargasem (31,22 proc. do 62,09 proc.). W obu okręgach polscy kandydaci po prostu zdobyli wszystkie możliwe głosy mniejszości narodowych, Litwini zaś zagłosowali na Litwinów. Podobnie nikt nie miał iluzji, że Zdzisław Palewicz może wygrać z Algisem Kašėtą w okręgu ejszysko-orańskim. Natomiast o historycznej porażce można mówić w przypadku Nowej Wilejki. Tadeusz Andrzejewski w okręgu zdominowanym przez mniejszości narodowe zdobył 37,43 proc. oddając palmę pierwszeństwa Sergiejowi Ursułowi z Partii Pracy. W roku 2008 Andrzejewskiemu w Nowej Wilejce do zwycięstwa nad liberalnym centrystą Artūrasem Melianasem zabrakło 467 głosów, wówczas oskarżono podział okręgu i przyłączenie do niego miejscowości zamieszkałych przez Litwinów (Dworczany; ciekawe, że zmiana podziału okręgu szyrwincko-wileńskiego, o której tyle się mówiło, w żaden sposób nie zaważyła na zwycięstwie w nim Rity Tamašunienė). W tym roku Andrzejewski przegrał jeszcze dotkliwiej, bo różnicą blisko 1,5 tys. głosów, zaś Dworczany podzieliły się prawie pół na pół, tak więc ich głosy na wyniku nie zaważyły. Najwyraźniej gdy Rosjanie i Białorusini mają do wyboru Polaka z AWPL czy Ukraińca z Partii Pracy wolą tego ostatniego. Dlaczego tak się stało (zły kanydat, zła organizacja kampanii wyborczej, kupowanie głosów itp.) muszą przeanalizować spin doktorzy AWPL. Teraz jednak o wiele ważniejsza jest odpowiedź: co dalej pocznie frakcja AWPL w Sejmie?
środa, 24 października 2012
Akcja Wyborcza Polaków na Litwie po raz pierwszy w historii przekroczyła 5-procentowy próg wyborczy i zdobyła 79840 głosów. Wbrew temu co piszą niektórzy „analitycy”, nie byłoby to możliwe bez umiarkowanych (liberalnych) wyborców-Polaków, którzy w latach poprzednich na AWPL nie głosowali, a także głosów Rosjan i Litwinów. AWPL w tych wyborach de facto nie zdobyła żadnych nowych głosów w rejonie wileńskim, solecznickim i trockim, które od zawsze były ostoją „twardego” elektoratu polskiej partii; wzrost liczby głosów, które padły w tych rejonach na AWPL, w zasadzie się pokrywa z ogólnym wzrostem frekwencji. Natomiast znacznie powyżej frekwencji wyrósł udział głosów wileńskich oraz spoza Wileńszczyzny w sukcesie AWPL – jeśli w roku 2008 głosy wileńskie stanowiły 33,4 proc., a głosy spoza Wileńszczyzny (Kłajpeda, Wisaginia) - 8,4 proc. ogółu głosów oddanych na AWPL, to w roku bieżącym już odpowiednio 39,4 proc i 10,2 proc. Niewątpliwie są to głosy przede wszystkim Rosjan oraz po części Litwinów i liberalnych Polaków. Większość z tych głosów partia zdobyła po raz pierwszy. Jedna z liderek Sojuszu Rosjan Irina Rozowa zdobyła 6941 głosów rankingowych, lider Litewskiej Partii Ludowej Vaidotas Prunskus — 3498. Znowóż można z dużym prawdopodobieństwem założyć, iż w zdecydowanej większości są to głosy Rosjan i Litwinów, zaś uwzględniając fakt, iż rankinguje kandydatów tylko ok. połowy wyborców można jednocześnie uznać, iż na AWPL padło około 12- 14 tys. głosów rosyjskich i około 5-7 tys. głosów litewskich. Nawet przyjmując najbardziej pesymistyczne dla Rosjan i Litwinów szacunki, trzeba przyznać, że bez ich głosów AWPL nie przekroczyłaby progu wyborczego, który w tym roku wynosił 68501 głos). Nie negując wagi polskich głosów i olbrzymiej mobilizacji polskiej społeczności (spowodowanej oczywiście przede wszystkim reformą oświaty), trzeba jednak przyznać, że to w dużym stopniu nowy kurs wyznaczony przez Waldemara Tomaszewskiego – kurs na porozumienie z innymi mniejszościami i większością litewską, kurs na poszukiwanie tego co łączy, a nie tego co dzieli – doprowadził do historycznego sukcesu AWPL. W tej chwili powstaje oczywiście słuszne pytanie: co dalej?
poniedziałek, 22 października 2012
Od dawna się zastanawiałem – kiedy wreszcie z litewskiego worka wyborczego wyjdzie szydło kupowania głosów. Stało się. Od kilku dni skandal goni skandal, afera goni aferę. Okazało się, że Partia Pracy Wiktora Uspaskicha hurtowo kupowała głosy w różnych okręgach wyborczych. W okręgu jednomandatowym Jeziorosy-Wisaginia nawet anulowano wyniki wyborów i za pół roku odbędą się powtórne wybory (swoją drogą niewiadomo dlaczego z powodu machlojek jednej partii cierpią wszystkie inne? Być może bardziej racjonalnym wyjściem jest nie rozpisywanie nowych wyborów, tylko usunąć kandydatów lub partii, którzy kupowali glosy z wyborów, a ich głosy podzielić proporcjonalnie pomiędzy resztę kandydatów?). Kupowano głosy asocjalnych meneli za butelkę wódki, ale też więźniów, których obiecano… tego dnia nie bić w zamian za oddanie głosu na odpowiednią partię lub osobę na liście partyjnej. Ta obietnica okazała się najwyraźniej nawet bardziej skuteczna, niż nawet obietnice podwyższenia minimalnego wynagrodzenia miesięcznego do 1509 litów, bo Partia Pracy zdobyła około 20 proc. głosów w skali kraju, zaś w więzieniach – ponad 40 proc.! Szef GKW Zenonas Vaigauskas rozwodzi rękoma: „Wiedziałem, że jest źle, ale że aż tak…” Oczywiście nie mówi prawdy. O masowym kupowaniu głosów nie wie na Litwie chyba tylko ślepy i głuchy. Skandale w Šilutė, Pagėgiai, Łozdziejach, Szyrwintach czy Trokach wybuchały podczas każdych poprzednich wyborów i wcale nie tylko z powodu działań kandydatów Partii Pracy. O kupowanie głosów oskarżano i socjaldemokratów, i paksistów, i inne partie. Tylko GKW zamiatała problemy pod dywan. Być może dlatego posłowie z nie pozwolili w czerwcu br. zwolnić Zenonasa Vaigauskasa i pozostawili go na kolejną kadencję? Wszystkim pasował, tylko nieoczekiwanie dżyn się wyrwał z butelki, gdy na wybory w tym roku przyszło sporo młodzieży, która nie chce się godzić na utarte polityczne schematy.
piątek, 19 października 2012
Polaków na Litwie jest 6,6 proc., w wyborach sejmowych AWPL zdobyła 5,8 proc. głosów (80 tys. czyli o blisko 5 tys. więcej niż w ubiegłorocznych wyborach samorządowych i o 20 tys. więcej niż w sejmowych z roku 2008 - paradoksalnie liczba Polaków na Litwie maleje, a liczba wyborców AWPL rośnie), a więc sporo, ale daleko niewszystkie polskie głosy padły na AWPL, bo przecież partia szła na wybory w koalicji z Sojuszem Rosjan oraz Litewską Partią Ludową, więc na AWPL padło też sporo głosów rosyjskich i nawet jakaś część litewskich (co prawda kandydaci obu ugrupowań pospadali w wyniku rankingowania w dół i w Sejmie będą sami Polacy, ale analizując wyniki rankingowania poszczególnych kandydatów-Rosjan i Litwinów oraz dane z okręgów „niepolskich" (np. w Kłajpedzie na AWPL padło ok. 6 tys. głosów) można założyć, że jednak padło na AWPL ogółem ok. 15-19 tysięcy głosów rosyjskich i litewskich). Natomiast jeśli się przeanalizuje wyniki kandydatów AWPL w poszczególnych okręgach jednomandatowych – to natychmiast rzuca się w oczy podział na Polaków wileńskich i Polaków z okolic Wilna. Jeśli około 90 proc. głosów polskich z rejonów podwileńskich trafia na AWPL, to w Wilnie tylko połowa. Przyczyn tych różnic jest sporo: w rejonach ludność jest bardziej konserwatywna, ma bardziej nieufne nastawienie wobec Litwinów, z którymi na co dzień nie ma praktycznie styczności. Poza tym w tych rejonach AWPL od lat sprawuje władzę, ma szerokie zaplecze administracyjne, wpływ na starostów, nauczycieli, pracowników budżetówki, których zawsze można wykorzystać do agitowania na rzecz partii. W Wilnie możliwości wykorzystania rezerw administracyjnych u polskiej partii są skromne, poza tym Polacy mieszkają w dużym rozproszeniu, trudniej do nich dotrzeć z materiałami wyborczymi. Są też bardziej niezależni od łaski polityków. No i at last but not at least są w większości albo zintegrowani, albo – niestety – zasymilowani z większością litewską.
środa, 17 października 2012
Jednym z wyników wyborów parlamentarnych jest całkowity krach Polaków startujących z innych list, niż lista AWPL. Żaden z nich nie dostał się nie tylko do Sejmu, ale nawet do drugiej tury. Pisałem o tym już niejednokrotnie – sporym problemem tej całej polskiej opozycji wobec AWPL jest to, że ona wcale nie chce zmieniać system, tylko mechanicznie zamienić obecnego posła czy radnego na siebie. Wyborca to czuje i woli głosować na sprawdzonego polityka (nawet jeśli jest wobec niego krytyczny), niż na kota w worku. Poza tym nasi opozycjoniści od lat popełniają jeszcze jeden typowy błąd: próbują zdobyć Sejm szarżą ułańską – sypnąć groszem, ulotkami, plakatami na kilka tygodni przed wyborami (ostatnio doszedł do tego jeszcze bezsensowny, wysyłany hurtem smsowy i mailowy spam) i oczekiwać, iż wyborcy natychmiast ich polubią i wybiorą. Nic bardziej mylnego. Wybory się wygrywa żmudną pracą w okręgu przez cztery lata, a nawet to nie gwarantuje sukcesu, bo potrzebne są jeszcze zaplecze organizacyjne w terenie, odpowiednie finansowanie oraz charyzma. Jednak tak naprawdę – mogę to powiedzieć jako człowiek, który uczestniczył i w wyborach, i w organizowaniu kilku kampanii wyborczych — największym problemem jest nieodpowiednia strategia marketingowa.
poniedziałek, 15 października 2012
Akcja Wyborcza Polaków na Litwie zdobyła (wg jeszcze nieostatecznych danych) 5,8 proc. głosów i po raz pierwszy w historii przekroczyła 5-procentowy próg wyborczy. Niewątpliwie jest to historyczne, choć oczekiwane zwycięstwo. Po raz pierwszy od wielu lat AWPL ma szansę mieć w Sejmie może niezbyt liczną, ale własną frakcję. Ostatni raz tak liczna polska reprezentacja w litewskim parlamencie była w Sejmie Odrodzeniowym (1990-92), gdy na ławach poselskich zasiadało 9 Polaków (wówczas posłów wybierano tylko w okręgach jednomandatowych). Zaś po raz ostatni własna polska frakcja istniała w Sejmie w latach 1992-96 (wówczas dla stworzenia frakcji wystarczało 3 posłów). W zasadzie wszyscy (w tym także i ja), którzy poważnie się interesują sprawami mniejszości narodowych na Litwie, taki wynik AWPL przepowiadali. Na sukces polskiej partii złożyły się dwa podstawowe czynniki. Po pierwsze, lider AWPL Waldemar Tomaszewski zrezygnował z konfrontacyjnej retoryki, wyciągnął rękę do Litwinów i zapowiedział poszukiwanie kompromisu. To przyciągnęło na listę AWPL głosy części Litwinów (oczywiście niezbyt licznej) i dużo bardziej licznej grupy Polaków i Rosjan o poglądach umiarkowanych. Po drugie, idiotyczna polityka rządu Andriusa Kubiliusa w kwestiach mniejszości narodowych, a przede wszystkim nowelizacja Ustawy o oświacie, zmobilizowała twardy elektrorat partii. Ten sukces cieszy, gdyż ma trzy o wiele dalej idące skutki.
piątek, 12 października 2012
Przez blisko 20 lat chodziłem regularnie na każde wybory, starając się – na miarę własnych skromnych możliwości – dobrze ocenić sytuację polityczną, programy partyjne i osiągnięcia oraz predyspozycje konkretnych kanydatów, aby wybrać jakieś najmniejsze zło. Początkowo głosowałem na AWPL, następnie na socjaldemokratów (tych od Sakalasa, wywodzących się z antysowieckiego podziemia; przestałem, gdy się połączyli z postkomunistami Brazauskasa), bo wiadomo „kto za młodu nie był socjalistą...". Przez ostatnich 10 lat byłem związany z liberałami. W ubiegłym roku chyba po raz pierwszy nie poszedłem na wybory. Trochę przez przypadek – akurat nie było mnie na Litwie. Natomiast w najbliższą niedzielę całkowicie świadomie najpewniej zastosuję jedną z dwóch strategii współczesnej rosyjskiej opozycji: albo Nach-Nach, albo Nich-Nich.
poniedziałek, 08 października 2012
„Bunt” Żeligowskiego, „żeligiada”, Litwa Środkowa, a i sama sylwetka generała Lucjana Żeligowskiego obrosły po obu stronach Bugu różnymi mitami i stereotypami. Niewątpliwie o wiele więcej i bardziej różnorodnych prac publicystycznych i naukowych poświęcono Żeligowskiemu w Polsce, niż na Litwie, gdzie wydarzenia z października 1920 roku były przez wiele lat określane lapidarnym skrótem „agresja polskiego imperializmu” i „okupacja”. Zresztą po stronie polskiej również najczęściej mówiono o „akcie sprawiedliwości dziejowej” (chociaż i zaprowadzonej „tylnymi” drzwiami) i podkreślano wyłącznie entuzjazm dla akcji Żeligowskiego ludności polskiej Wileńszczyzny częstokroć milczeniem pomijając całkowity brak takowego po stronie większości innych mieszkańców tych ziem. Ostatnio jednak dojrzewają zmiany w postrzeganiu ówczesnych wydarzeń. Coraz częściej młode pokolenie historyków litewskich wysuwa tezę, iż była to w rzeczywistości wojna domowa NowoLitwinów i StaroLitwinów. Zwolennik tej tezy, znany litewski historyk, politolog, profesor Uniwersytetu Witolda Wielkiego i niestrudzony orędownik dialogu polsko-litewskiego Šarūnas Liekis zabrał się ostatnio za napisanie książki na temat Litwy Środkowej.
piątek, 05 października 2012
Przed tygodniem (27 września) pod dachem ambasady RP w Wilnie odbyła się konferencja naukowa pt. „Polacy litewscy czy Polacy na Litwie? Problemy tożsamości narodowej (XIX-XXI w.)” z cyklu „Wileńszczyzna wczoraj, dzisiaj, jutro”. W konferencji wzięli udział naukowcy m.in. z Litewskiego Uniwersytetu Edukologicznego, Uniwersytetu Gdańskiego, Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Wileńskiego, Uniwersytetu Witolda Wielkiego, Litewskiego Centrum Badań Socjalnych i in. Z ogłoszonych dotychczas na PL DELFI skrótów referatów najciekawszy wydał mi się referat dr. Marcina Wakara z Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie, dotyczący postaw młodzieży polskiej na Litwie. Natomiast czego tak naprawdę najwyraźniej zabrakło na tej konferencji to odpowiedzi na tytułowe pytanie: Polacy litewscy czy Polacy na Litwie? Moim zdaniem zabrakło z przyczyny jak najbardziej prozaicznej - bo każda odpowiedź jest słuszna.
 
1 , 2