Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
sobota, 29 października 2011
„O Vilnius mūsų buvo ir bus (A Wilno nasze było i będzie)“ – pod takim hasłem wczoraj (28 października) grupka skinheadów z Litewskiego Związku Młodzieży Narodowej i emerytowanych zwolenników odradzających się tautinkasów świętowała 72. rocznicę odzyskania przez Litwę Wilna. Organizatorzy wiecu wzywali Litwinów do „aktywnego udziału by liczbą uczestników przebić akcje organizowane przez niektórych polskich szownistów”. Jednak najwyraźniej Litwini woleli piątkowy wieczór spędzić w knajpach, klubach, w kinie lub przed telewizorami. Na placu łukiskim zebrało się nie więcej niż sto osób, których Ks. Alfonsas Svarinskas, były dysydent, a obecnie de facto „nadworny kapelan” litewskiego Talibanu, przestrzegał przed niebezpieczeństwem. Okazuje się wrogowie i dzisiaj chcą odebrać Litwie Wilno (sic!). Kim są ci wrogowie Svarinskas co prawda nie wyjaśnił, ale odpowiedź wydaje się być oczywista, skoro wiec miał na celu zaprotestowanie przeciwko „imperialistycznym zakusom Polski”. Szopka? Oczywiście, że szopka, ale nawet szopka czasami odzwierciedla pewne tendencje.
czwartek, 27 października 2011
Na cmentarzu parafialnym w Święcianach w nocy z wtorku na środę (25/26 października) oblano farbą krzyże na mogiłach polskich legionistów oraz tablice pamiątkowe w językach polskim i litewskim, wymalowano na nich swastyki. Zaiste "piękny" symbol w wigilię Zaduszek. „Doznałem szoku. Przez 90 lat te mogiły nikomu nie przeszkadzały. Nie wyobrażam, kto mógł to uczynić” - mówi Wacław Wiłkojć, prezes koła ZPL w Nowych Święcianach, który odkrył ten akt wandalizmu.
środa, 26 października 2011
Wydawcy dziennika „Kurier Wileński” właśnie zapowiedzieli, że na skutek cięć dotacji przydzielanej przez Senat RP i Fundację „Pomoc Polakom na Wschodzie”, w końcu tego roku może im zabraknąć środków na wydawanie dziennika i będą musieli zamknąć gazetę. Dlatego już od następnego tygodnia „Kurier” będzie się ukazywał w okrojonej wersji – trzy razy tygodniowo. Jeszcze wcześniej dokonano redukcji etatów, zmniejszono płace zarobkowe, zrezygnowano z koloru w wydaniu magazynowym. Jeśli wierzyć apokaliptycznym wizjom kreślonym przez niektórych komentatorów jest to początek końca „Kuriera”. Niewątpliwie zniknięcie takiego tytułu jak „Kurier Wileński” nie przeszłoby niezauważone – jest to mimo wszystko jeden z symboli polskości na Litwie — ale wielotysięcznych manifestacji poparcia i społecznych zrzutek na papier bym się nie spodziewał. Czuję duży sentyment wobec papierowych mediów in general, a polskich na Litwie in particular, ale Wileńszczyzna - to nie Francja, a „Kurier” – to niestety nie „Le Monde Diplomatique”…
środa, 19 października 2011
Koty nie lubią, gdy się je głaszcze pod włos, a ludzie – krytyki. Najwyraźniej Maria Wiernikowska, publikując na łamach polskiej edycji „Newsweeka” artykuł o „polskim skansenie na Litwie”, o tym zapomniała. Jej artykuł natychmiast stał sie najgorętszą sensacją na polsko-litewskim "froncie". Nie jest to pierwszy tekst w polskiej prasie próbujący opisać wileńską rzeczywistość. I chociaż inny niż 99 proc. tekstów na ten temat, które się okazały ostatnio, to mający w moim odczuciu jednak ten sam duży minus. Wcale nie ten, że „dziennikarka zapamiętale kopie w jedną tylko bramkę. Nie dostrzegła najdrobniejszego argumentu uzasadniającego trwanie Polaków z Wileńszczyzny przy ich polskości, nie wypatrzyła w nas najmizerniejszej sympatycznej cechy <...>. Jesteśmy w jej reportażu tak prymitywni, nieokrzesani i dzicy, że aż niewiarygodni” jak zauważa na łamach „Tygodnika Wileńszczyzny" Lucyna Schiller-Dowdo. Nasze rodzime „orle pióra" umieją kopać w jedną bramkę może nawet dziesięć razy lepiej niż Wiernikowska. Po prostu jest schematyczny. Schematy oczywiście bywają różne, zależnie od tego jaką opcję autor wyznaje – „patriotyczno-bogoojczyźniana” czy „liberalno-giedrojciowską”. Jednak jak trafnie ocenił pewien mój znajomy koniec końców wszystko się sprowadza do tego, że „patrioci piszą, że „Polacy na Wileńszczyźnie - to bydło, ale bydło polskie, dobre bydło, a bydło dlatego że źli Litwini nie dają im się rozwijać”, a liberałowie piszą, że „Polacy na Wileńszczyźnie to bydło i bydłem zostaną, bo nie chcą się lituanizować i chodzić do normalnych litewskich szkol”...
wtorek, 18 października 2011
Pewnego razu radzieccy uczeni ożywili Aleksandra Macedończyka i Napoleona. Oprowadzają „zmartwychstańców” po Kraju Rad, chwalą się osiągnięciami nauki i techniki. Aleksander Wielki pod wrażeniem wykrzykuje: „Gdybym w swoim czasie miał sowieckie czołgi i samoloty – podbiłbym cały świat!”. Na co Napoleon odpowiada: „A gdybym ja miał gazetę „Prawda” – świat do dzisiaj by się nie dowiedział o Waterloo”. Dlaczego przypomniałem ten stary sowiecki kawał? Bo w części dotyczącej gazety „Prawda” jak ulał pasuje do litewskiej rzeczywistości medialnej. Nieważne czy mówimy o prasie litewsko, polsko czy rosyjskojęzycznej. Jednak w odróżnieniu od czasów sowieckich, gdy każdy z nas rozumiał, iż oficjalne gazety są źródłem propagandy a nie informacji i starał się gazetowe wiadomości czytać krytycznie oraz między wierszami, dzisiaj blisko połowa (a przed kilkoma laty te wskaźniki sięgały nawet 67 proc.) mieszkańców Litwy ufa mediom. A więc medialna „prawda” staje się prawdą dla znacznej części naszych współobywateli.
poniedziałek, 17 października 2011
Na Wileńszczyźnie już nawet krowy stają się ofiarami polsko-litewskiego konfliktu. I to wcale nie jest Prima Aprilis! Od kilu dni mieszkańcy podwileńskich Kabiszek boją się pić mleko własnych krów i wylewają je na pole. Dlaczego? Bo Litwini je zatruli! Widziano jakichś nieznanych osobników, którzy z wiadrami chodzili od krowy do krowy. Poza tym na łące została znaleziono przynęta ze szczepionką przeciwko wściekliźnie dla dzikich zwierząt. Co prawda weterynarze już wytłumaczyli, że ludzie z wiadrami po prostu zbierali krowie odchody, które są używane do nawożenia gleby, a znaleziona przynęta została zrzucona z samolotu w ramach szeroko zakrojonej akcji szczepienia dzikich zwierząt przeciw wściekliźnie, ale ludzie znają swoje: „Litwini w taki sposób „polują” na ziemię miejscowych Polaków” (sic!).
poniedziałek, 10 października 2011
Tomas Čyvas, publicysta litewskiego portalu balsas.lt, uważa, że obecna sytuacja polityczna na Litwie sprzyja wzrostowi popularności Akcji Wyborczej Polaków. Jego zdaniem wydarzenia w Wilnie wskazują, że pojawia się na Litwie „widmo łotewskiego scenariuszu” (przed tygodniem w wyborach parlamentarnych na Łotwie zwycięstwo odniosło Centrum Zgody, uważane za partię "rosyjskojęzyczną" – przyp. blog.), gdyż Akcja może się stać partią wszystkich „pokrzywdzonych”. Zdaniem litewskiego publicysty AWPL w przyszłych wyborach sejmowych może liczyć na poparcie nie tylko swoich tradycyjnych wyborców — Polaków i Rosjan — ale też rozczarowanych obecnymi partiami politycznymi Litwinów: „akcje PR-owskie Tomaszewskiego rosną. W organizowanych przez niego wiecach uczestniczy więcej osób niż w przedsięwzięciach tradycyjnych partii bądź ruchów społecznych. W zatomizowanym, rozczarowanym i niezdolnym do protestów społeczeństwie to jest bardzo zauważalne. To oznacza siłę i tworzy wizerunek silnego człowieka, który przyciąga osoby skłonne do narzekania”. Moim zdaniem są to prognozy trochę na wyrost. Niewątpliwie popularność AWPL rośnie, jak słusznie zauważa Čyvas, przede wszystkim z powodu tego, że litewscy narodowcy i znarodowiali liberałowie zapędzili siebie w kozi róg nieudolnymi próbami „rozwiązania polskiego problemu” za pomocą przymusowej nauki języka litewskiego czy zakazów używania „w” w pisowni nazwisk, ale wśród Litwinów Akcja Wyborcza nadal cieszy się śladowym poparciem.
czwartek, 06 października 2011
Grecki policjant ze straży granicznej z nieufnością przygląda się naszym litewskim paszportom. Lithuania? Gdzie to, do jasnej cholery, jest? — czytamy nieme pytanie w jego oczach. Po kilku minutach zastanawiania się postanawia wezwać szefa. Szef posterunku pobieżnie rzuca okiem na nasze dokumenty. „Gdzieście się zatrzymali na Cyprze?” — pada pytanie. „W Lemessos” — odpowiadamy zgodnie z prawdą. „Dobra, możecie iść... Pamiętajcie tylko, że musicie wrócić przed 17-tą i nie możecie niczego kupować po stronie tureckiej” — szef posterunku zezwala nam na przekroczenie „zielonej linii” — faktycznej granicy pomiędzy greckim a tureckim Cyprem. Wraz z dziesiątkami innych turystów raźno maszerujemy w dół ulicą Leoforos Markou Drakou. Po prawej za wysokim ogrodzeniem — posterunki „błękitnych hełmów”, po lewej — w szparach w drewnianym płocie — można zobaczyć budynek hotelu „Ledra Palace”, niegdyś najpiękniejszego hotelu w Nikozji, dziś zamieszkałego wyłącznie przez żołnierzy z pokojowych sił ONZ. Posterunek tureckiej straży granicznej. Zaspany policjant bez większego zainteresowania przygląda się naszym paszportom, podaje dwie kartki papieru o formacie A6. Mamy wpisać swoje imiona, nazwiska, kraj pochodzenia oraz numer paszportu. Jeszcze tylko stempelek i mamy wizę Tureckiej Republiki Północnego Cypru (TRPC). Przekroczyliśmy granicę nieistniejącego państwa...
środa, 05 października 2011
Coś takiego możliwe jest chyba tylko u nas. Najpierw narzekamy, że władze nie chcą z nami rozmawiać. I narzekamy słusznie – zignorowano przecież 60 tys. podpisów zebranych pod protestem przeciwko nowelizacji Ustawy o oświacie. Gdy jednak władze takiego dialogu się wreszcie podejmują – narzekamy, że… z nami rozmawiają! Próbując przekonać do słuszności zachodzących zmian, minister oświaty i nauki Gintaras Steponavičius na początku roku szkolnego wysłał do rodziców listy, zaś w poniedziałek (3 października) Ministerstwo Oświaty i Nauki rozpoczęło bezprecedensowy cykl spotkań z uczniami szkół mniejszości narodowych, podczas których próbuje rozwiać wątpliwości dotyczące decyzji ujednolicenia egzaminu maturalnego z języka litewskiego we wszystkich szkołach. „Jest to próba wywarcia presji na szkołę i na uczniów” – już bije na alarm w rozmowie z PAP Mirosław Szejbak z Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie. Zaiste machiavellowska taktyka: jak nie będą z nami rozmawiali – oskarżymy ich o brak dialogu, jak będą – o naciski i zastraszanie. Tak czy siak jesteśmy zawsze górą!
wtorek, 04 października 2011
Jan Borkowski, sekretarz stanu w polskim MSZ, zapowiedział, że Polska będzie „wspierać poszczególnych uczniów w ich decyzjach o pójściu do szkoły polskiej”. Już w tym tygodniu ambasada RP na Litwie wypłaci po tysiąc złotych zapomogi rodzicom wszystkich polskich pierwszoklasistów na Litwie. Podsekretarz stanu Ministerstwa Edukacji Narodowej Mirosław Sielatycki, zapowiada, że oprócz wyprawek i zakupu sprzętu dla polskich szkół, polskie resorty edukacji narodowej i spraw zagranicznych planują również inne działania na rzecz polskich szkół na Litwie, między innymi, edukację ekonomiczną oraz wakacyjne obozy integracyjne dla uczniów. Boomu pierwszoklasistów w polskich szkołach po tych decyzjach bym się nie spodziewał, ale generalnie jest to krok w dobrym kierunku. Długopisy, zeszyty, piórniki i plecaki kosztują i te dodatkowe 1000 złotych rodzicom pierwszaków nie zawadzą.
 
1 , 2