Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
środa, 28 września 2011
Jest niezwykle przyjemnie, gdy pisząc kolejny post na temat Polaków na Litwie, można napisać coś pozytywnego i optymistycznego. Mimo iż niektórzy lokalni działacze i dziennikarze zdążyli już pogrzebać szkołę polską na Litwie po przyjęciu znowelizowanej Ustawy o oświacie, okazało się, że rodzice pierwszaków mają inne zdanie i w tym roku, po raz pierwszy od wielu lat, zaobserwowano boom pierwszoklasistów w polskich szkołach. Według danych ru.delfi.lt w tym roku do pierwszych klas w polskich szkołach przyszło 1950 pierwszoklasistów, czyli ponad dwa razy więcej niż w roku ubiegłym (951). Wygląda więc na to, że gdy Fryderyk Nietzsche napisał „Co nas nie zabija, to czyni nas silniejszymi”, miał na myśli polskie szkolnictwo na Litwie. Polskie szkolnictwo na Litwie przetrwało czasy sowieckie i dało doskonały przykład swoich sił witalnych. Nie złamali go nawet stalinowscy oprawcy, więc najwyraźniej da radę i dzisiaj.
wtorek, 27 września 2011
Przed kilkoma tygodniami dziennik „Kurier Wileński” donosił, że na Litwie zwiększa się liczba Polaków. Według tegorocznych danych Departamentu Statystyki, w 2011 roku w kraju mieszkało 2,72 mln osób narodowości litewskiej, czyli o ponad 44 tys. mniej niż jeszcze rok wcześniej. Natomiast liczba osób deklarujących inną niż litewska narodowość wyraźnie zwiększyła się. Polacy wciąż stanowią największą mniejszość narodową na Litwie i ich liczba wzrosła ostatnio o ponad 11 tys. osób osiagając 213 tys. osób. Co prawda ten wzrost wynika tylko z powodu zmian w sposobie liczenia mieszkańców, ale i tak jest miło. Problem w tym, że tych podobno coraz liczniejszych Polaków nie było widać jakoś na zakończonym przed kilkoma dniami XI. Tygodniu Filmu Polskiego na Litwie.
sobota, 24 września 2011
23 września br. odbył się pierwszy od czasów masowych protestów przeciwko podwyżkom podatków (styczeń 2009 r.) i reformie szkolnictwa wyższego (marzec 2009 r.) wiec pod litewskim parlamentem na jaki zezwolili władze miejskie. Po zamieszkach ze stycznia 2009 r., podczas których policja po raz pierwszy w historii niepodległej Litwy musiała zastosować gaz łzawiący i gumowe kule, władze sukcesywnie odmawiały zezwolenia na demonstrowanie pod oknami Sejmu. Jak wiadomo uczestnicy poprzednich demonstracji niewiele swoimi protestami wskórali – władze co prawda z chęcią zasiadły do rozmów z protestującymi, ale żadnej z podjętych decyzji nie uchyliły. Najwyraźniej i protesty mniejszości narodowych przeciwko reformie szkolnictwa będą miały podobny skutek. Przewodnicząca litewskiego Sejmu Irena Degutienė, komentując wiec, już zapowiedziała, że o jakichkolwiek innych ustępstwach, poza tymi które uzgodnili eksperci z polsko-litewskiej grupy roboczej, Polacy nie mogą nawet marzyć. Zresztą wygląda na to, że i organizatorzy wiecu nie mają żadnego pomysłu na to co robić dalej. Protestujący zażądali co prawda po raz kolejny odwołania założeń dotyczących edukacji mniejszości narodowych przewidzianych w znowelizowanej Ustawie o oświacie, ale postanowiono zaczekać na wyniki kolejnego posiedzenia polsko-litewskiego zespołu ekspertów, które odbędzie się 14 października w Wilnie.
czwartek, 22 września 2011
Wydarzenia ostatnich dni - strajki, protesty, obrady, oświadczenia - oraz medialna otoczka wokół nich mogą nam przesłaniać odpowiedż na podstawowe pytanie: czego chcą Polacy na Litwie? Otóż nie zwarzając na zapewnienia ukrywających się za adresami proxy internetowych prowakotorów nie chcą oni ani autonomii, ani marszu na Wilno. Chcą żyć spokojnie i dostatnio, i być traktowani tak jak każdy inny obywatel Litwy. Bez uszczęśliwiania na siłę, bez wypowiadania się w ich imieniu bez upoważnienia, bez zmuszania do głosowania na tych lub innych, bez kwestionowania na każdym kroku ich narodowości i lojalności. Przed kilkoma dniami na litewskim portalu internetowym delfi.lt trafiłem na list Polki z Wilna, który ten tezę potwierdza i który chciałbym zacytować na moim blogu w całości, gdyż w moim odczuciu odzwierciedla on poglądy większości litewskich Polaków:
środa, 21 września 2011
W świadomości większości z nas nadal żyje mit dobrego cara. W czasach sowieckich wierzyliśmy w cudowną moc skarg pisanych do Moskwy, dziś wierzymy w takowąż moc skarg pisanych do Brukseli. Jedyna różnica polega na tym, że unijne przepisy nadają nam więcej praw niż przepisy sowieckie. Z przyznanych jednak praw należy zawsze korzystać w odpowiedzialny i rozsądny sposób. Ta banalna prawda jest tym ważniejsza wtedy, gdy każdy twój ruch jest bacznie obserwowany, a każdy sukces lub porażka są natychmiast wynoszone na sztandary, na pierwsze strony gazet. Dlatego nie jest problemem to, że np. Tomasz Snarski z Uniwersytetu Gdańskiego zgłosił do Parlamentu Europejskiego petycję w sprawie praw językowych Polaków na Litwie. Tylko to, że prędzej wszystkiego także rozpatrzenie tej petycji po raz kolejny potwierdzi to, co od dawna znamy – prawo unijne nie reguluje praw mniejszości narodowych – i włoży w ręce litewskich talibów tylko kilka dodatkowych argumentów w stylu „widzicie, Unia Europejska przyznała NAM rację”. Czy warto więc po raz n-ty stawać na te same europejskie grabie? Ani Parlament Europejski, ani Komisja Europejska nie załatwią za nas tego, co musimy załatwić sami. Tu – na Litwie - i teraz.
wtorek, 20 września 2011
Wyniki dotychczasowych obrad powołanej przez polski i litewski resorty oświaty grupy eksperckiej trochę przypominają rosyjską klasykę „казнить нельзя помиловать”. Wszystko zależy od interpretacji, postawienia przecinków i akcentów w odpowiednich miejscach. Andrius Kubilius, szef litewskiego rządu już zdążył określić prace polsko – litewskiej grupy roboczej do spraw oświaty jako sukces, który pozwoli raz i na zawsze położyć kres spekulacjom na temat oświaty mniejszości narodowych na Litwie. Tymczasem po polskiej stronie takiego entuzjazmu brak. „Można powiedzieć, że to, co dziś osiągnęliśmy to: lepiej niż było” – powiedział dziennikarzom po zakończeniu wczorajszego (19 września) spotkania stojący na czele polskiej części zespołu wiceminister edukacji Mirosław Sielatycki. „Miałem nadzieję, że w kwestii egzaminu dojdziemy do wspólnej treści. To jest największe rozczarowanie dzisiejszego dnia” – nie ukrywa rozczarowania dyrektor Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Wilnie Czesław Dawidowicz, który brał udział w posiedzeniu jako ekspert ze strony litewskiej. Mimo to jednak pewne bardzo ważne ustalenia zapadły i litewska część grupy roboczej, w zamian za rezygnacje z pomysłu unieważnienia znowelizowanej Ustawy o oświacie (na co jak wiadomo litewscy politycy od samego początku się nie zgadzali), zaakceptowała szereg dalszych ustępstw.
środa, 14 września 2011
Obecnie, gdy polsko-litewski konflikt znajduje się chyba w najostrzejszej od wielu lat fazie, może się wydawać, że polityka uprawiana przez liderów Akcji Wyborczej Polaków na Litwie i Związek Polaków na Litwie, a także ich camrades w Polsce, jest jedyną możliwą. Ba, odzywają się głosy, że ta polityka nie jest jeszcze wystarczająco radykalna, że należy wprowadzić przeciwko Litwie sankcje gospodarcze, odwołać ambasadora RP z Wilna, ogłosić autonomię, a nawet… sprzedać rafinerię w Możejkach Rosjanom (nie wiem w czym to pomoże Polakom na Litwie, ale za to ewidentnie wskazuje skąd czerpią inspiracje autorzy tych pomysłów). Nie jest to pierwszy tak ostry zatarg polsko-litewski, na początku lat 90. ubiegłego wieku po rozwiązaniu rad samorządowych w rejonie wileńskim i solecznickim i wprowadzeniu zarządu komisarycznego było niedużo lepiej. Wówczas również wzywano do naśladowania Jasera Arafata i przyłączenia Wileńszczyzny do… Białorusi (sic!), ale jednak udało się konflikt uciszyć. Być może jestem bezpodstawnym optymistą, ale jestem przekonany, że także i dzisiejszy konflikt da się rozwiązać. Zresztą o tym że totalna konfrontacja nie tylko nie jest jedyną możliwą drogą rozwiązania konfliktów etnicznych, ale i bardzo często prowadzi do upadku jej piewców świadczą przykłady w najbliższym naszym sąsiedztwie - na Słowacji i Łotwie.
wtorek, 13 września 2011
Maksym Kammerer, bohater powieści braci Strugackich „Przenicowany świat”, w pewnym momencie mówi: „Są we Wszechświecie miejsca, gdzie ludzie żyją lepiej niż wy, są miejsca, gdzie ludzie żyją gorzej niż wy, ale nikt nie żyje głupiej niż wy”. Mi się wydaje, że te same słowa mógłby powtórzyć – kierując je nie do mieszkańców wymyślonej planety Saraksz, tylko do całkiem realnych Litwinów i Polaków – Rimvydas Valatka, redaktor naczelny jednego z największych litewskich portali internetowych lrytas.lt i polityczny komentator największego litewskiego dziennika „Lietuvos rytas”. Wszystkim, którym się wydaje, że każdy Litwin antypolonizm dziedziczy wraz z genami, polecam wywiad z nim, który ukazał się w najnowszym numerze internetowego miesięcznika „Kultura Enter”. Valatka jest chyba obecnie najostrzejszym krytykiem nie tylko rządzącej koalicji czy polityki prezydent Dali Grybauskaitė, ale też całego litewskiego mitomaństwa historycznego, „słomianego” patriotyzmu i wojującego etnocentryzmu. Jest to krytyka tym ważniejsza, że co tydzień publikowana na łamach najbardziej wpływowego pisma na Litwie.
poniedziałek, 12 września 2011
Nawet jeśli wciąganie uczącej się młodzieży do politycznych rozgrywek jest sprawą kontrowersyjną, trzeba przyznać, że protesty polskiej mniejszości na Litwie odniosły jednak pewien skutek. Co prawda dzisiejsze (12 września) obrady w Druskiennikach komisji eksperckiej, powołanej przez kierowników polskiego i litewskiego resortów oświaty, nie przyniosły żadnych namacalnych rozwiązań służących poprawie sytuacji polskiej oświaty na Litwie i litewskiej w Polsce. Jednak litewski wiceminister oświaty i nauki Vaidas Bacys zapowiada, że strona litewska jest gotowa do dalszych rozmów na temat sieci szkół, treści programów szkolnych i egzaminów maturalnych. Także premier Litwy Andrius Kubilius w wywiadzie dla Radia „Znad Wilii” powiedział, że „jesteśmy gotowi do dialogu. Sądzę, że ostatnio tego dialogu zabrakło, być może też z naszej winy. Być może nie wszystko zrobiliśmy. Zachęcam do otwartej, szczerej, obiektywnej rozmowy i wszechstronnej oceny drażliwych kwestii. Nie chcę, by nasze stosunki przypominały stosunki Węgier ze Słowacją i Rumunią”. Co więcej nawet przewodnicząca litewskiego Sejmu Irena Degutienė, dotychczas utożsamiana z narodowym skrzydłem partii konserwatywnej, zapowiada rozwiązanie kilku ważnych dla Polaków na Litwie kwestii.
piątek, 09 września 2011
Litwa, Wileńszczyzna, Polacy litewscy znów są na topie. W każdej gazecie, w każdej telewizji, w każdym portalu polskim pełno na ten temat wypowiedzi, komentarzy, reportaży. Czasami gorszych, czasami lepszych. Każdy internauta z Korony uważa za sprawę honoru wypowiedzieć się na ten temat. Od 99,9 proc. tych wypowiedzi, artykułów, komentarzy, reportaży ubywa włosów na mojej głowie. Takiego pomieszania z poplątaniem w wypowiedziach na temat stosunków polsko-litewskich nie widziałem. Rozumiem, gdy o „dyskryminacji” litewskich Polaków mówią lokalni działacze AWPL-ZPL, członkowie prawicowych partyjek i organizacji „kresowych” z Korony czy właściciele i redaktorzy lokalnych polskich mediów, ostatecznie od tego zależy ich finansowa stabilność. Jest konflikt – są pieniądze. Im większy konflikt – tym większa forsa i mniejsza kontrola ich wydawania. Rozumiem też internetowych fighterów, którzy walczą z „lietuvisami” dla sportu. Nudzi się taki człowiek w szkole, na zasiłku lub na emeryturze i znajduje sobie piękną alternatywę – pisanie komentarzy (przepraszam – walka) w „słusznej” sprawie. I nieważne co to za „słuszna” sprawa – dziś obrona dyskryminowanych Polaków na Litwie, jutro – walka ze spiskiem żydowskim. Z tej całej lawiny informacji na temat Litwy i sytuacji mniejszości polskiej na Litwie krystalizuje się jeden wniosek: Polakowi na Litwie żyć się nie da. Wniosek na tyle popularny, że nawet osoby i media, które szanuję, zaczynają go rozpowszechniać. Wag the dog. Ogon zaczyna merdać psem.
 
1 , 2