Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
czwartek, 29 sierpnia 2013
„Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie dawnych niewolników i synowie dawnych właścicieli niewolników będą mogli zasiąść razem przy braterskim stole. Miałem sen, iż pewnego dnia moich czworo dzieci będzie żyło wśród narodu, w którym ludzi nie osądza się na podstawie koloru ich skóry, ale na podstawie tego, jacy są” — wczoraj (28 sierpnia) minęła 50. rocznica wypowiedzenia przez Martina Luthera Kinga ze schodów Pomnika Lincolna w Waszyngtonie, podczas Marszu o Wolność i Miejsca Pracy tych proroczych słów. King swe przemówienie wygłosił po słynnym marszu czarnoskórych mieszkańców USA do stolicy w odpowiedzi na apel o pozbawioną przemocy walkę na rzecz ich pełnego równouprawnienia. W marszu z 28 sierpnia 1963 roku wzięło udział 250 tys. osób. Wczoraj Barack Obama przypomniał, że wielu czarnoskórych Amerykanów wciąż „chodziło wówczas do oddzielnych szkół i jadło lunch w oddzielnych (dla czarnych i białych) stołówkach, mieszkało w miastach, w których nie mogli głosować", a mieszane małżeństwa były w niektórych stanach wciąż zakazane. Zaledwie dwa lata po Marszu Lyndon Johnson podpisał Civil Right Act oraz Voting Right Act znoszący bariery w prawie do głosowania, a King otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Nasi działacze lubią porównywać się do amerykańskiego ruchu przeciwko segregacji rasowej i o prawa mniejszości kolorowych. Niestety nie jest to porównanie prawdziwe. Te ruchy — amerykański o prawa mniejszości kolorowych i litewski o prawa mniejszości narodowych — mają podobne cele, ale zupełnie różne metody. I śmiem twierdzić, iż te nasze są praktycznie nieskuteczne.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
W 2003 litewski parlament dokonał zmiany Ustawy o paszporcie RL i zdecydował, że rubryka określająca narodowość posiadacza paszportu zostanie usunięta. Obecnie można opcjonalnie dokonać odpowiedniego wpisu tylko w akcie urodzenia. Mimo to dyskusja na temat przywrócenia odpowiedniej rubryki w paszporcie lub dowodzie osobistym na Litwie odradza się co jakiś czas. Interesujące, że projekty przywracające tzw. piąty punkt do dowodów tożsamości zazwyczaj zgłaszają posłowie związani z litewską narodową prawicą. Ostatnio jednak ich starania w tej sprawie nieoczekiwanie wsparła... Europejska Fundacja Praw Człowieka (EFHR) Łukasza Wardyna: „Zgodnie z Art. 3 Konwencji Ramowej o ochronie mniejszości narodowych, którą bez zastrzeżeń ratyfikowała Litwa w 2002 roku, każda osoba należąca do mniejszości narodowej ma prawo do swobodnej decyzji o traktowaniu jej jako osoby należącej bądź też nienależącej do takiej mniejszości, a wybór taki lub korzystanie ze związanych z tym wyborem praw nie pociągnie za sobą jakichkolwiek niekorzystnych skutków. Podobną wzmiankę ma również Konstytucja Republiki Litewskiej, która mówi o prawie do „pielęgnowania i zachowania tożsamości narodowej (…)”. Dlatego też Fundacja uważa, że taki wpis powinien się znaleźć w litewskich paszportach jako wywiązanie się z przyjętych ponad 10 lat temu przez Litwę zobowiązań międzynarodowo-prawnych. To obywatel powinien decydować, czy chce aby taki wpis widniał w jego paszporcie i podczas przekraczania granicy jednoznaczne wskazywał na jego przynależność narodową.” Moim zdaniem jest to stanowisko co najmniej dyskusyjne.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Właśnie mijają 22 lata od upadku moskiewskiego puczu GKCzP (Gosudarstwiennyj Komitet po Czerezwyczajnomu Położeniuju - Państwowy Komitet Stanu Wyjątkowego) – ostatniej próby zachowania przy życiu ZSSR, która w rzeczywistości upadek sowieckiego imperium przyspieszyła. Miałem w 1991 roku 15-16 lat i pamiętam, że wydarzenia styczniowe w Wilnie napawały nas pewnego rodzaju grozą wymieszaną z ciekawością: spadochroniarze szturmujący wieżę telewizyjną i Dom Prasy, samochody pancerne i czołgi na ulicach, strzały, kilkunastu zabitych, godzina policyjna. Natomiast już wydarzenia sierpniowe, które zakończyły siedmiomiesięczny okres dwuwładzy na Litwie, gdy o rządy w kraju rywalizowały niepodległościowe władze Republiki Litewskiej i Komitet Ocalenia Litewskiej SSR, bardziej przypominały tanią operetkę. I nikt z nas nie miał złudzeń, że to farsa. 21 sierpnia 1991 roku moskiewscy zamachowcy się poddali bez jednego wystrzału. Trzy dni później z Wilna wojskowym samolotem ewakuowano resztki wileńskiego OMONU, który miał według planów niektórych kremlowskich i miejscowych jastrzębi stać się zalążkiem siły zbrojnej sowieckiej Republiki Wschodniolitewskiej, wykrojonej na bazie tzw. polskiej autonomii (przynajmniej tak wynikało z map zarekwirowanych przez litewskie służby na opuszczonej w pośpiechu przez omonowców bazie w Wołokumpiach). Ewakuację omonowców osłaniali sowieccy wojskowi z rozlokowanej w wileńskim Miasteczku Północnym Wileńskiej Dywizji Zmechanizowanej pod kierownictwem podpułkownika Waleria Frołowa. Długi szpaler komandosów stał na baczność od budynku wileńskiego lotniska aż po trap samolotu. Jako ostatni przeszedł nim, ściskając ręce salutującym mu oficerom, szef wileńskiego OMONu kapitan Bolesław Makutynowicz. Polak ze Święcian. Ostatni kondotier sowieckiego imperium na Litwie.
piątek, 16 sierpnia 2013
Mam nadzieję, że będzie to ostatni mój wpis na temat cholernego kibolskiego transparentu. Trudno jednak pominąć milczeniem lub obojętnością sympatyczną akcję, którą zorganizowali Litwini w Internecie w odpowiedzi na przeprosiny i potępienie, z jakimi spotkał się wybryk poznańskich kiboli w Polsce. Litwini od środy (14 sierpnia) prowadzą w mediach społecznościach spontaniczną akcję pt. „Kochamy Cię, Polsko". Pomysł jest niezwykle prosty — ludzie robią sobie zdjęcia z własnej roboty plakatami, na których widać hasła „Poland, we love you", „Lithuania supports Poland" lub „Lithuania loves Poland". Uczestników cały czas wirusowo przybywa. Dziś (16 sierpnia) kilkunastu z nich zebrało się nawet spontanicznie w południe w skwerze Vincasa Kudirki przy siedzibie litewskiego rządu. Do akcji, która narodziła się w kręgach związanych z liberalnym skrzydłem nomen omen zdaniem Waldemara Tomaszewskiego totalnie antypolskich konserwatystów (Mykolas Majauskas, Mantas Adomėnas) włączyli się politycy lewicy i liberałów, przedsiębiorcy, wykładowcy akademiccy, dziennikarze. Przekazują te wiadomości po całej Litwie. Na Facebooku pojawiły się nawet zdjęcia Litwinów mieszkających w Kalifornii, Irlandii, Wielkiej Brytanii z plakatami wyznającymi Polsce miłość.
środa, 14 sierpnia 2013
Niezależnie od tego, kto wymyślił akcję z chamskim transparentem na meczu Žalgirisu z Lechem, powinien czuć się usatysfakcjonowany — echa incydentu nie milkną od tygodnia. Ostatnio wypowiedział się na ten temat — w tradycyjnej dla siebie paradoksalnej manierze — Waldemar Tomaszewski, stwierdzając, iż „jest to robota służb specjalnych.” I nie byle jakich tylko litewskich (co prawda po kilkudniowym namyśle ze stwierdzenia o litewskich służbach się wycofał i teraz już nie bardzo wiadomo o które chodzi — być może o służby telewizji LNK? Bo najwyraźniej właśnie ona Tomaszewskiemu podpadła ostatnio najbardziej: "Niektóre media, jak LNK wałkując kilka razy dziennie ten temat dezinformują społeczeństwo. Ponadto hasło "Polak Pan, Litwin cham” zostało wymyślone przez "Dviračio šou", które właśnie transmituje ta stacja” – skomentował zajście przewodniczący AWPL podczas dzisiejszej (14 sierpnia) konferencji prasowej). Partii w tej sytuacji nie pozostało nic innego jak zgodzić się z nieomylnym Wodzem i jednocześnie nieco złagodzić przesłanie: „Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, partia jednocząca przedstawicieli różnych narodowości: Polaków, Białorusinów, Rosjan, Litwinów i innych oraz obywateli należących do różnych warstw społecznych naszego kraju, potępia to i wszelkie podobne zajścia, jednakże jednocześnie podkreśla, że jest to zaplanowana prowokacja. AWPL uważa, że ciągłe powtarzanie absurdalnej treści plakatu jest tym, czego się spodziewają i czego oczekują prowokatorzy. <…> Zakres tych prowokacji pokazuje, że ich dokonanie nie byłoby możliwe bez wiedzy służb specjalnych.” Jacques Chirac w takich sytuacjach mawiał „a perdu une bonne occasion de se taire”.
sobota, 10 sierpnia 2013
„Litewski chamie klęknij przed polskim panem” — transparent, który pojawił się podczas czwartkowego (8 sierpnia)meczu Žalgirisu Wilno z Lechem Poznań na około 50-metrowym transparencie rozpostartym na trybunie kibiców Lecha Poznań, był niewątpliwie głupi i szkodliwy. Głupi, bo ostatecznie wbrew wymęczonej przez Lech wygranej w Poznaniu to Žalgiris trafił do następnej rundy kwalifikacji Ligi Europy. Szkodliwy, bo zamiast zwrócić uwagę na problemy Polaków na Litwie (co pewnie było zamysłem inicjatorów tego chuligańskiego wybryku; niektórzy nawet dopatrują się wpływu konfliktujących z Žalgirisem i Litwą kibiców Polonii Wilno, co w moim odczuciu jest przesadą — jak słusznie zauważył prezes ZPL Michał Mackiewicz „durnie są wszędzie – niezależnie od narodowości ani od kraju zamieszkania”, więc dlaczego nie miałoby ich być w Poznaniu?), po raz kolejny przedstawił Polaków jako szowinistów, chamów i rewanżystów. Jednak o wiele ważniejsza od chuligańskiego wybryku jest zdecydowana reakcja na niego w Polsce. Transparent potępili politycy, księża, działacze sportowi, media oraz kibice. Incydent potępili liderzy polskiej wspolnoty na Litwie - Michał Mackiewicz oraz prezes Polonii Wilno Stefan Kimso.
środa, 07 sierpnia 2013
W autobiograficznej książce, swoją drogą znakomitej, sowieckich pisarzy Leonida Pantelejewa i Grigorija Biełych pt. „Respublika SHKID”, która opowiada dzieje założonej w 1920 roku w Piotrogradzie szkoły-komuny dla bezdomnych dzieci i nastolatków, jest scena w której małoletni chuligani - wychowankowie szkoły zaczepiają oddział pionierów, próbując zerwać z nich krawaty, a gdy ci reagują przemocą na przemoc wzywają na pomoc swoich starszych kumpli wrzeszcząc: „Пионеры наших бьют!” („Pionierzy naszych biją!”). Gdy w 1966 roku na ekrany sowieckich kin wszedł oparty na tej książce film „Respublika SHKID” we wszystkich republikach związkowych wyrażenie „pionierzy naszych biją” stało się kultowym określeniem przypadku, gdy ktoś wzywa na pomoc kolegów, przyjaciół czy rodaków w sytuacji, której sam jest winien. Najwyraźniej o tym zapomniał starosta podwileńskiej Rudominy Tadeusz Kułakowski w swojej „burzliwej” reakcji na skazujący wyrok litewskiego sądu.
poniedziałek, 05 sierpnia 2013
O tym jak się zmieniało miasto można prześledzić na podstawie wzlotu i upadku… piwiarń. W czasach mojej młodości jeszcze istniały puby-relikty sowieckiej epoki. Z wiecznie pijanymi barmanami, starym, kwaśnym piwem jednego rodzaju podawanym w słoikach zamiast kufli, olbrzymimi i pustymi, źle ogrzewanymi salami. Dziś legendarne „Rożki” („Tauro ragai”), na które wskazywał wyciągniętą ręką stojący niegdyś na placu Łukiskim Lenin, od lat zamknięte straszą obszarpanymi ścianami w samym centrum miasta, w miejscu „Slėnisu” pojawił się wieżowiec operatora telefonii komórkowej Tele 2, zaś w podziemiach piwiarni „Rudninkų” — klub ze streapteasem. Nie ma już wielu z tych knajp, powstałych w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości, w których przepijaliśmy stypendium i pierwsze wypłaty. Przepadły „Bočiai“, „Storasis Piratas”, „Gramutė“, „Mamutas“, „Šypsena“, „Suokalbis”... Ale nadal jest w Wilnie sporo miejsc nastrojowych, klimatycznych, nieturystycznych, które warto polecić gościom naszego miasta, którzy szukają czegoś więcej niż niezłego, ale dosyć drogiego litewskiego żarcia serwowanego w „Žemaičių smuklė“, „Marcėliukės klėtis“ czy „Čili kaimas“. Z pewnej dyskusji na Twitterze pojawił się więc pomysł przedstawienia gościom litewskiej stolicy na blogu absolutnie subiektywnego Top 3 wileńskich pubów. Dlaczego Top 3? Bo dla kogoś spoza Wilna — poszukującego nie tylko miejsca, w którym można się tanio napić dobrego browaru, ale też lokalnego kolorytu czy egzotyki — z czystym sumieniem mogę w Wilnie polecić tylko te trzy miejsca.
piątek, 02 sierpnia 2013
„Žalgirisowi“ kibicuję „od zawsze”, bo ten klub — z całym szacunkiem dla wszystkich innych wileńskich klubów futbolowych — to jednak nieoficjalny symbol Wilna. I dlatego wygrana z „Lechem” cieszy. Szczególnie, że przed meczem kibice „Kolejorza” zapowiadali 3:0 dla swojej drużyny, a i litewscy komentatorzy sportowi nie liczyli na więcej niż remis. Stało się jednak inaczej. 1:0 dla „zielono-białych”, bo — jak to ujął jeden z fanów „Lecha” — „Litwinom się chciało a Lech tuptał.” Jeszcze bardziej cieszy, że spotkanie poznańskiej i wileńskiej ekip piłkarskich oraz ich fanów w Wilnie przeszło w zasadzie bez zadym, chociaż nasze lokalne „biuletyny frontowe” zapowiadały, iż litewska „prasa i funkcjonariusze w końcu zrobią wszystko, żeby sprowokować polskich kibiców.” Najwyraźniej „orle pióra” zapomnieli, że w poprzednich latach, gdy fani „Legii” rozgromili stadion wileńskiej „Vėtry”, a kibole kadry narodowej — wszczęli burdy na stadionie w Kownie, żadne prowokacje medialne i policyjne nie były potrzebne. Wystarczyło zlekceważenia zagrożenia. Tym razem i organizatorzy meczu, i policja postanowili dmuchać na zimne. Dmuchali bardzo intensywnie i pewnie nieproporcjonalnie do zagrożenia, ale być może właśnie dlatego nie doszło tym razem na Lipówce do starć, bójek i obciachu.