Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
środa, 29 sierpnia 2012
Jakoś zawsze mnie interesowało dlaczego rzeka płynąca przez Wilno nosi dwie, w zasadzie diametralnie różne nazwy: po polsku i białorusku Wilia, po litewsku - Neris. Pamiętam, że w dzieciństwie nawet myślałem, że ta druga nazwa - to taki komunistyczny wymysł na cześć litewskiej promoskiewskiej poetki Salomei Nėris (oczywiście było dokładnie naodwrót - to Salomėja Bačinskaitė wybrała swój pseudonim na cześć rzeki, chociaż sama w jednym z wierszy pisała: „Vilnele, bėk į Viliją/O Vilija į Nemuną"). Ostatnio, przeszukując domowe archiwa, trafiłem na książkę Konstantego Tyszkiewicza „Wilija i jej brzegi” (ukazała się już po śmierci autora w 1871 r. w Drezdnie staraniami Józefa Ignacego Kraszewskiego; litewskie tłumaczenie ukazało się dopiero w roku 1992) będącą niezwykle interesującym opisem podróży hrabiego w 1857 roku (a propos dwa lata wcześniej Tyzenhauz próbował zorganizowac regularne połączenie Wilna z Kownem parostatkami, jednak Wilia okazała się zbyt płytka dla tego rodzaju statków) od źródeł Wilii aż po Kowno czyli miejsce gdzie wpada do Niemna. To barwne, piękne dzieło zawiera mnóstwo szczegółów oraz ciekawostek hydrograficznych, historycznych, archeologicznych i etnograficznych. W tym także na temat podwójnej nazwy rzeki.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Trudno nazwać koalicję AWPL z prorosyjskimi Sojuszem Rosjan i Litewską Partią Ludową - koalicją marzeń. Dla sporej części litewskich politologów i polityków ta egzotyczna koalicja jest jedynie kolejnym dowodem na to, iż AWPL jest niczym innym jak „projektem Kremla”. Arvydas Anušauskas, przewodniczący sejmowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, już zauważył, że w ramach tej koalicji promoskiewskie siły będą próbowały zmontować wewnątrz AWPL prokremlowską grupę i przepchnąć ją do Sejmu. Niewątpliwie takie ryzyko istnieje i niewątpliwie są siły (nie tylko na Litwie), które na ogniu całkiem możliwego sukcesu wyborczego AWPL bedą się starały upiec własne szemrane kasztany, ale w litewskim parlamencie i dziś - bez Prunskusa i Rozowej - prorosyjskich polityków nie brakuje. Zresztą przykłady sukcesów Rolandasa Paksasa, Kazimiry Prunskienė czy Wiktora Uspaskicha wskazują, że oskarżenia o rzekomą lub faktyczną prorosyjskość wcale nie muszą odstraszać ani potencjalnych wyborców, ani przyszłych koalicjantów. Natomiast przedwyborcza koalicja Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z Sojuszem Rosjan i Litewską Partią Ludową oraz zapowiedź przekształcenia AWPL w partię ogólnolitewską jest, w moim odczuciu, nie tylko próbą sięgnięcia po jeszcze większą władzę, ale też symbolem poszukiwania porozumienia i kompromisu z większością litewską. I nie ma znaczenia fakt, iż Litewska Partia Ludowa to marginalna partyjka bez żadnego znaczenia (podobnie przecież nie ma żadnego elektoralnego znaczenia i 90 proc. tych społecznych organizacji, które przed każdymi wyborami popierają AWPL). W polityce liczy się bowiem bardzo często symboliczny gest. Jak dotychczas bowiem nawet marginalne ogólnolitewskie partie nie kwapiły się do zawierania sojuszy przedwyborczych z AWPL, a tym bardziej do startowania pod szyldem AWPL. Prunskus te lody przełamał, zaś Tomaszewski dał jasny sygnał, że jest gotów – przed lub po wyborach – na współpracę z każdym, nawet kosztem zdawałoby się żelbetonowych punktów programowych.
czwartek, 23 sierpnia 2012
Aby zwyciężyło zło, wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili. I cieszy, że w chwili, gdy oficjalne stosunki polsko-litewskie balansują w okolicach absolutnego zera, pojawiają się na szczęście oddolne inicjatywy, próbujące naprawić to, co politycy sknocili. Od kilku miesięcy w Wilnie można zobaczyć nalepki sygnowane logiem „PzW” głoszące: „Wilna – moja i twoja/Vilnius – mano ir tavo”, które nieoczekiwanie stały się częścią składową stworzonego w ramach letniego projektu socjologicznego na Europejskim Uniwersytecie Humanistycznym (EHU; białoruski uniwersytet działający w Wilnie) komiksu opowiadającego na podstawie nielegalnego streetartu (graffiti i nalepek) o multikulturowości Wilna. Z kolei inna z takich inicjatyw, zadająca m.in. kłam twierdzeniom, iż młodzież polska i litewska są totalnie skłócone i ziejące do siebie nienawiścią, pt. „Common past, different cultures, common future“ („Wspólne korzenie, różne kultury, wspólna przyszłość“) rozpocznie się już za kilka dni, gdy w polskim Czorsztynie spotkają się przedstawiciele litewskich i polskich organizacji młodzieżowych o orientacji katolickiej – litewskiej studenckiej korporacji „Ateitininkai“ oraz sekcji Drum Bun polskiego Klubu Inteligencji Katolickiej – by wspólnie powłóczyć się po górach i podyskutować o bieżących problemach w relacjach między Polską i Litwą.
wtorek, 21 sierpnia 2012
Nokautująca wiadomość. Podobno Litewska Partia Ludowa Kazimiry Prunskienė pójdzie na wybory w nieformalnej koalicji z Akcją Wyborczą Polaków na Litwie, tj. jej członkowie znajdą się na liście wyborczej AWPL. Obecny lider partii, syn Kazimiry Prunskienė – Vaidotas Prunskus podobno ma dostać czwarte miejsce na liście. Szefowie AWPL nie są skorzy do potwierdzenia tej sensacyjnej wiadomości, ale też jej nie negują. W specjalnym oświadczeniu, opublikowanym na stronie internetowej AWPL, można jedynie przeczytać, że „wspólną listę Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z liderami regionów stworzą przedstawiciele ponad trzydziestu organizacji, między innymi z kilku partii, z którymi prowadzone są konsultacje i negocjacje.”
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Pewien Żyd repatriował ze Związku Sowieckiego do Izraela. Po pewnym czasie znajomi zauważyli, iż nie czyta on izraelskiej prasy, a nadal prenemuruje gazety sowieckie. Oczywiście zapytali dlaczego. „Wiecie, gdy czytam izraelskie gazety to widzę, że Izrael – to małe państewko, otoczone przez wrogów, o wysokiej stopie bezrobocia, galopującej inflacji, stojące faktycznie na krawędzi upadku. Tymczasem w sowieckiej prasie Izrael jawi się jako potężne supermocarstwo, które podbiło półświata i zamierza podbić drugą połowę!” Ten kawał jak ulał pasuje do stosunków polsko-litewskich. Gdy czytam litewskich nacjonalistów – to widzę, że Polska jest supermocarstwem większym i bardziej imperialistycznym niż Rosja, które prowadzi polityczną, gospodarczą i kulturową ekspansję na Litwie w celu odebrania Wilna, zaś Polacy na Litwie to nacjonaliści, która nadal prowadzą efektywną polonizację Litwinów na Wileńszczyźnie i budują tu „polską autonomię” (a ostatnio dziennikarze portalu alfa.lt w Miednikach już nawet nie rzekomej autonomii tylko kawałka Polski się doszukali). Natomiast w opinii polskich nacjonalistów Litwa jawi się jako totalnie przesiąknięty nacjonalizmem i rasizmem kraj, w którym bije się za samo odezwanie się po polsku, pluje się do zupy turystom z Polski, gloryfikuje się nazistów i dąży się do fizycznej eksterminacji miejscowych Polaków. I oczywiście każda ze stron uważa, iż tylko ona reprezentuje zdroworozsądkowy patriotyzm, a ta druga – skrajny nacjonalizm i szowinizm. Nacjonalistycznej schizofrenii niestety nie brakuje po obu stronach Bugu.
środa, 15 sierpnia 2012
Zazwyczaj filmy z gatunku political drama rozczarowują. Nie mają bowiem zbyt wiele wspólnego z prawdziwą polityką. Scenariusz takiej political fiction jest najczęściej oparty o jakiś totalny i wszechogarniający spisek, zarządzany przez złego geniusza lub ich grupę. Gdyby świat był zarządzany przez jakiś spisek – wyglądałby dużo lepiej i logiczniej, niż wygląda. Tymczasem rzeczywistość jest o wiele bardziej prozaiczna. Po blisko czterech latach przyglądania się z pozycji uprzywilejowanego świadka pracy rządu, mogę z ręką na sercu stwierdzić, iż większość wydarzeń, które przeciętny obywatel uważa za wynik spisku Żydów, masonów lub cyklistów, w rzeczywistości jest wynikiem głupoty ludzkiej. „Głupota fantastycznie oddziałuje na nasz systemem polityczny - jak słońce na rośliny. <…> Idiotyzm jest siłą” — całkiem przytomnie zauważa litewski publicysta Vladimiras Laučius. I dlatego warto obejrzeć właśnie te polityczne dramaty, które tę głupotę, a także cynizm, brak zasad i żądzę władzy polityków ukazują oraz odsłaniają tajemnice funkcjonowania mechanizmów rządzenia. Dziś chciałbym przedstawić pięć, moim zdaniem najlepszych, politycznych seriali telewizyjnych. Bo trzeba przyznać, że ostatnio za sprawą takich produkcji telewizyjnych jak „Boardwalk Empire", „Luck" czy „Game of Thrones" właśnie seriale, niegdyś uważane za gorszy gatunek, ubogiego krewnego filmów dużego ekranu, swoimi scenariuszami, rozmachem, dbaniem o szczegóły, a nawet budżetami urastają do rangi zjawiska.
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Jak Waldemarowi Tomaszewskiemu udało się mając zaledwie 34 lata zostać szefem AWPL i utrzymać się u steru przez kolejnych 13 lat? Jak młodemu polskiemu politykowi udało się z marginesowej partii stworzyć sprawnie działającą maszynę do zdobywania władzy nie tylko w rejonach zwarcie zamieszkałych przez Polaków? Jego skuteczność, elastyczność, talenty organizacyjne budzą podziw nawet u zażartych przeciwników, a jego życiorys mógłby się stać kanwą dobrej książki, ale jak dotychczas nie tylko na Wileńszczyźnie, ale też na Litwie i w Polsce nikt nie podjął się nawet próby nakreślenia jego wyczerpującego portretu politycznego. Chyba po raz pierwszy w litewskich mediach osobę lidera AWPL próbuje w litewskim opiniotwórczym tygodniku „Veidas” przybliżyć Audrius Bačiulis. Należy od razu zaznaczyć, że próba ta jest z założenia publicystyczna, a więc subiektywna. Gdybym pisał portret Tomaszewskiego – na pewno napisałbym go inaczej i inaczej bym rozłożył akcenty (np. Bačiulis nie wspomina o chyba najważniejszej przyczynie popularności Tomaszewskiego i AWPL – bardzo duża część litewskich Polaków czuje się wykluczona ze społeczeństwa litewskiego, a władze litewskie nie robią prawie nic by tę sytuację zmienić). Z drugiej strony Bačiulis nie poszedł na łatwiznę – co jest niestety częstym grzechem litewskich dziennikarzy - i nie oparł swego tekstu na wątpliwej wiarygodności „sensacjach” rozpowszechnianych o Tomaszewskim przez Maciejkiańca. Dlatego jego artykuł, który postanowiłem zamieścić na blogu, jest dobrym wstępem do dyskusji.
środa, 08 sierpnia 2012
Gdy w 1977 roku niemieccy terroryści z RAF porwali Hansa Martina Schleyera, prezesa Federalnego Zrzeszenia Niemieckich Związków Pracodawców, kanclerz Helmut Schmidt, szukając wyjścia z tej kryzysowej sytuacji, zażądał od członków kryzysowego sztabu i od przedstawicieli policji, by „pomyśleli o czymś nie do pomyślenia", gdyż tylko to daje cień szansy. Powiedział wprost: „Chcę usłyszeć propozycje egzotyczne!". Wygląda na to, że nadszedł czas by i w kwestii polskości na Litwie i stosunków polsko-litewskich zastanowić się nad propozycjami egzotycznymi. Gdy inne (tradycyjne) rozwiązania najwyraźniej zawodzą - potrzebujemy niekonwencjonalnych pomysłów. I takie pomysły czas od czasu padają. Szkoda, że nie na żyzny grunt – decydenci, którzy mogliby je zrealizować chcą bowiem szybkiego, a najlepiej natychmiastowego efektu. Niestety taka „zwycięska szarża husarii” jest w obecnych warunkach po prostu niemożliwa.
poniedziałek, 06 sierpnia 2012
Chciałem napisać kilka uwag na temat stanu litewskich mediów na podstawie tego, w jaki sposób została naświetlona sprawa propozycji Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODHIR) wysłania na Litwę misji wyborczej OBWE. Jak wiadomo lokalne media polskie uznały, że ODHIR poparło AWPL i dopatrzyło się dyskryminacji mniejszości narodowych, litewskie media oskarżyły Tomaszewskiego o szkalowanie Litwy, a ODHIR o nieobiektywność, ponieważ ma siedzibę w Warszawie, a tymczasem w rzeczy samej raport ODHIR jedynie wskazywał na nowe regulacje prawne w litewskim prawie wyborczym, którym warto się przyjrzeć uważniej, nie przesądzając o tym, czy są złe, czy dobre. Ale mamy na Litwie nowy „skandal”, który jeszcze lepiej obrazuje problem jakości mediów. Żonie posła Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Jarosława Narkiewicza Irenie Narkiewicz decyzją dyrektora administracji samorządowej rejonu trockiego zwrócono działkę ziemi (16 a) w samym centrum Trok. Niby sie trzeba cieszyć, że ludzie ojcowiznę odzyskali, ale niektórzy politycy i media (oczywiście litewskojęzyczne; polskojęzyczne „orle pióra" milczą na ten temat - może i słusznie, bo pewnie napisałyby kolejną laurkę albo patetyczny antylitewski pamflet zamiast zbadać sprawę) oczywiście sugerują, że zwrot ziemi odbył się niezgodnie z prawem, chociaż nie ma na to żadnych dowodów.
środa, 01 sierpnia 2012
William I. Thomas, król amerykańskiej socjologii, sformułował twierdzenie o podstawowym znaczeniu dla nauk społecznych: „Jeśli ludzie definiują sytuacje jako rzeczywiste, to stają się one sytuacjami rzeczywistymi”. Mimo płynności aktywów bankowych, plotka o niewypłacalności – kiedy uwierzy w nią dostateczna liczba klientów – spowoduje niewypłacalność banku. Przekonany, że obleje egzamin, student poświęca więcej czasu na zamartwianie się niż na naukę i przez to zdaje źle. Jeśli panuje powszechne przekonanie, że wojna między dwoma krajami jest nieunikniona, to przedstawiciele obu narodów, stają się sobie coraz bardziej obcy i na każde „ofensywne” posunięcie drugiej strony odpowiadają krokiem „defensywnym”, i w końcu przewidywanie wojny zostaje urzeczywistnione. Jeśli przez wiele lat straszyć społeczeństwo widmem polskiego nacjonalizmu i rewanżyzmu, i jednocześnie nie robić nic albo bardzo mało by Polacy na Litwie czuli się współgospodarzami państwa, to wcześniej czy później pojawiają się też grupy spełniające i takie oczekiwania.