Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
środa, 31 sierpnia 2011
W przeddzień nowego roku szkolnego minister oświaty i nauki Litwy Gintaras Stepanavičius wysłał ponad 26 tys. listów po polsku i rosyjsku do wszystkich rodziców, których dzieci uczęszczają do szkół mniejszości narodowych z informacją o zmianach, jakie zajdą w ich szkołach z dniem 1 września oraz o podjętych przez Ministerstwo Oświaty i Nauki działaniach na rzecz złagodzenia najbardziej negatywnych skutków nieprzemyślanej nowelizacji Ustawy o oświacie (ulgi na egzaminach maturalnych, zwiększony koszyk ucznia dla szkół nielitewskich itp.). „W tym roku podjęliśmy decyzję i postanowiliśmy wcielić w życie to, o czym było mówione już od kilku lat —zapewnić wszystkim uczniom równe możliwości w przygotowaniu do studiów na wyższych uczelniach Litwy. Bądźmy szczerzy, maturzyści szkół mniejszości narodowych, którzy języka państwowego uczą się według węższego programu, takiej możliwości nie mieli i nie mają. Największa przeszkoda na drodze ich kariery — to niedostateczna znajomość języka litewskiego” – tłumaczy Gintaras Steponavičius (zabawne że dokładnie te same argumenty – rzekomy brak Polaków na najwyższych stanowiskach, w policji i biznesie — podają polscy nacjonaliści jako argument na „dyskryminację” polskiej mniejszości na Litwie). Najwyraźniej jednak przedstawiciele mniejszości narodowych nie wierzą w dobre intencje litewskich władz. 2 września br. o pod Pałacem Prezydenckim w Wilnie odbędzie się wiec protestacyjny zorganizowany przez Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie. W tym samym dniu zapowiadany jest też strajk protestacyjny w kilkudziesięciu polskich szkołach na Wileńszczyźnie.
sobota, 27 sierpnia 2011
„Szczególnie niepokoi napięcie pomiędzy narodem tytularnym – Litwinami, i zwarcie zamieszkującymi Litwę Południowo-Wschodnią Polakami. Zdając sobie sprawę, że te negatywne zjawiska w niemałym stopniu są spuścizna po epoce totalitaryzmu i/lub wynikiem destrukcyjnych działań zewnętrznych i wewnętrznych sił, trzeba jednak przyznać, że w tej dziedzinie (polityki państwowej wobec mniejszości narodowych – przyp. blog) nie wszystko było robione (i nadal się robi) w sposób należyty” – można przeczytać w opisie zorganizowanej 25 sierpnia br. przez litewskie Ministerstwo Kultury, odpowiedzialne także za politykę wobec mniejszości narodowych, konferencji pt. „Przełamywanie stereotypów historycznych jako sposób na neutalizację napięć etnicznych”.
czwartek, 25 sierpnia 2011
Litewskie Ministerstwo Oświaty i Nauki próbuje ostatnio naprawić błędy popełnione przez autorów nowelizacji Ustawy o oświacie. Oczywiście takie naprawianie norm ustawowych aktami niższej rangi może wzbudzać i wzbudza kontrowersje, żeby nie powiedzieć więcej, a przede wszystkim ukazuje to, co było wiadomo już w chwili uchwalania nowelizacji – Ustawa jest nieprzemyślana, wewnętrznie sprzeczna i przyjęta w pospiechu. A co nagle, to po diable. Z drugiej strony my, Polacy, i ulgi, i zaostrzenie przepisów traktujemy jednakowo – jak mawiają Rosjanie — „в штыки”. Nie jestem pewien czy słusznie.
wtorek, 23 sierpnia 2011
Obejrzałem ostatnio dwa filmy Clinta Eastwooda „Listy z Iwo Jimy” i „Sztandar chwały” (wiem, wiem jestem dobrych kilka lat spóźniony, ale jednak lepiej później niż wcale). Pierwszy opowiada o żołnierzach japońskich straceńczo broniących wyspy Iwo Jima przed amerykańską ofensywą w 1945 roku, drugi – o tej samej bitwie, ale z punktu widzenia amerykańskiego, a nawet nie o bitwie tylko o tym jak amerykanska propaganda wykorzystuje ja w celu wyduszenia kolejnych miliardów ze społeczeństwa zmęczonego niekończącą się wojną. Clint Eastwood, niegdyś przecież jeden z największych twardzieli amerykańskiego kina akcji, nie przesądza o winie jednej czy drugiej strony, raczej przedstawia losy ludzi, którzy rzuceni w wojenną maszynę do mielenia mięsa starają się przetrwać i pozostać ludźmi. Jednym się uda, innym – nie. W filmie Eastwooda Japończycy wcale nie są zimnymi draniami bez uczuć, zaś Amerykanie – bohaterami bez skazy. I jedni, i drudzy są gotowi i na szlachetność, i na podłość. To nie są filmy o bohaterach, tylko filmy o wojnie – krwawej i bezsensownej, niezależnie od tego „kto zaczął”. Obejrzałem i zastanowiłem się: czy mogłaby powstać taka dylogia na temat któregokolwiek konfliktu polsko-litewskiego?
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Nieznani sprawcy w gminie Puńsk, zamieszkałej w przeważającej części przez Litwinów, w nocy z niedzieli na poniedziałek (21/22 sierpnia) zamazali tablicy z nazwami szeregu miasteczek i wsi w języku litewskim białą i czerwona farbą, zaś znajdujący się w Puńsku pomnik na cześć pierwszego litewskiego przedstawienia teatralnego obleli farbą i wypisali na nim słowo „Falanga”. „To była zaplanowana, zorganizowana akcja. Przypadki wandalizmu zdarzały się i wcześniej, ale tym razem jechano przez całą gminę i w sposób zorganizowany zamazywano litewskie napisy” – twierdzi wójt Puńska Vytautas Liškauskas. Jego zdaniem jest to poważny atak polskich nacjonalistów I faszystów na polskich Litwinów.
sobota, 20 sierpnia 2011
Dziennikarz powinien przedstawić w artykule poglądy wszystkich stron. Nie musi się zgadzać z nimi zgadzać, ale powinien przedstawić sprawę obiektywnie i/lub uczciwie, zaś własny stosunek do niej wyrazić w odautorskim komentarzu. Taki lub podobny zapis można znależć w każdym kodeksie etyki dziennikarskiej, tego uczą na studiach dziennikarskich. Niestety dziś te złote zasady już dawno straciły jakąkolwiek wartość. Szczególnie na Wilenszczyźnie gdzie toczy się przecież wojna, a na wojnie wszystkie chwyty dozwolone. A la guerre comme a la guerre… Wcześniej czy później ten brak obiektywizmu "w imię lepszej sprawy" musiał się skonczyć źle. Szkoda jedynie, że padło na polskojęzyczny wileński portal "Wilnoteka", który akurat jako jeden z ostatnich na Wileńszczyźnie jeszcze próbuje lawirować (mniej lub bardziej udanie) pomiędzy uczciwym dziennikarstwem i pisaniem laurek na cześć Wodza (-ów). Przed miesiącem litewska Inspektor ds. Etyki Dziennikarskiej Zita Zamžickienė upomniała portal „Wilnoteka” za zbyt jednostronną publikację na temat litewskiej reformy szkolnictwa.
piątek, 19 sierpnia 2011
Podobno raz do roku nawet zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Politycy AWPL-ZPL przemawiają po litewsku, z trybuny sejmowej lub na łamach litewskich mediów, jeszcze rzadziej, ale jednak chlubne wyjątki się zdarzają. Ostatnio Edward Trusewicz, sekretarz Związku Polaków na Litwie oraz radny samorządu m. Wilna, ogłosił na łamach internetowego portalu delfi.lt tekst pt. „Czy będą nazwy ulic w języku polskim?“. Nie chce być oskarżony o stronniczość, ale na mojej pamięci jest to chyba pierwszy tekst wysokiej rangi polskiego polityka zamieszczony na delfi.lt.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Powtórzę to, o czym pisałem niejednokrotnie: za żadne skarby nigdy nie mogłem zrozumieć miłości liderów Akcji Wyborczej Polaków na Litwie do partii usuniętego w drodze impeachmentu prezydenta Rolandasa Paksasa. „Paksiści” już niejednokrotnie udowodnili, że mają polskie postulaty w głębokim poważaniu (wystarczy przypomnieć wyniki sejmowych głosowań nad Ustawą o pisowni imion i nazwisk czy nowelizacją Ustawy o oświacie), a jednak AWPL nadal demonstruje niezwykłą wręcz miłość i przywiązanie do „Porządku i Sprawiedliwości”, za każdym razem na poziomie sejmowym lub samorządowym wchodząc w koalicje z tą partią. Ostatnio Rolandas Paksas, który już wcześniej proponował „ignorować Polskę” zaciekawił się obroną litewskości na Wileńszczyźnie i ogłosił na łamach delfi.lt prawdziwy panegiryk „narodowo zaangażowanej młodzieży” i „zdrowemu nacjonalizmowi”.
środa, 10 sierpnia 2011
Turcy w Niemczech, Arabowie we Francji, Pakistańczycy w Wielkiej Brytanii, Somalijczycy w Holandii już nie chcą więcej się integrować. Tworzą odizolowane od reszty społeczeństwa getta i jest im z tym dobrze. Ba, próbują swoje tradycje i religie narzucać także reszcie społeczeństwa. Politolodzy i politycy coraz częściej mówią o kryzysie lub wręcz końcu multikulturalizmu. Kanclerz Angela Merkel ogłosiła nawet 16 października ur., na spotkaniu z młodzieżówką CDU, że multikulturalizm całkowicie zawiódł. Problem polega na tym, że w obrębie cywilizacji euroatlantyckiej nie ma i nie może być żadnej sensownej alternatywy dla niego. A na Litwie taką politykę nawet jeszcze nie zaczęto na dobre uprawiać, nadal niestety tkwiąc w XIX wiecznych schematach państwa narodowego.
sobota, 06 sierpnia 2011
Gdy się czyta wyłącznie polskie media, szczególnie te wydawane/tworzone na Litwie, może powstać mylne wrażenie, że na tematy polskie na Litwie wypowiadają się wyłącznie Garšva, Songaila, Zinkevičius oraz Butkus (tytuły naukowe tych dwóch ostatnich jedynie dowodzą, że kariera naukowa wcale nie jest skuteczną ochroną przed idiotyzmem – zresztą wie o tym każdy kto studiował, niezależnie od tego czy robił to na Litwie, w Polsce czy USA). Jest to oczywiście wrażenie mylne. Na łamach prasy litewskiej coraz częściej wypowiadają się także osoby bardzo przychylne wobec Polski i Polaków. Niestety w odróżnieniu od wypowiedzi Garšvy czy Songaily te wypowiedzi pozostają zazwyczaj niezauważone przez lokalne polskie media czy np. korespondentów PAP na Litwie. Dlatego chciałbym dzisiaj zaproponować Państwu nieco większe wycinki z wywiadu Imantasa Melianasa, który ukazał się przed trzema dniami na łamach jednego z najpopularniejszych litewskich portalów internetowych balsas.lt.
 
1 , 2