Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
czwartek, 27 lipca 2017
Są koalicje możliwe i niemożliwe. Są też koalicje skazane na upadek i skazane na przetrwanie. To, które są możliwe, a które skazane na upadek — nie zależy od wypowiedzi polityków, publicystów i dziennikarzy, tylko od konstelacji politycznej. Wczoraj (26 lipca) Litwę obiegły dwie wiadomości o przyszłości różnych koalicji. Po pierwsze, telewizja LRT podała, iż premier Saulius Skvernelis dogadał się z prezesem AWPL-ZChR Waldemarem Tomaszewskim i polska partia prawdopodobnie obiecała dołączyć do rządu „zielonych chłopów“ w miejsce socjaldemokratów, których odejście z koalicji rządzącej wydaje się już być tylko kwestią czasu. Po drugie, mer Wilna Remigijus Šimašius zapowiedział, że współrządzący litewską stolicą liberałowie zastanowią się nad rozwiązaniem koalicji z konserwatystami. Włodarza Wilna wkurzyła obstrukcja konserwatystów, którzy razem z radnymi „Listy Litwy“ oraz opozycyjnego Litewskiego Związku Wolności zbojkotowali wczorajsze posiedzenie Rady Miasta Wilna. Z braku kworum rada nie była wstanie podjąć decyzji o zezwoleniu na akredytację jako długie gimnazja trzem szkołom mniejszości narodowych: polskim Gimnazjum im. Adama Mickiewicza i Szkole Podstawowej im. Szymona Konarskiego oraz rosyjskiej Szkole Podstawowej im. Aleksandra Puszkina. Uwzględniając, iż do początku roku szkolnego a więc i końca ustanowionego przez nowelizacje Ustawy o oświacie okresu przejściowego, gdy szkoły mogły uzyskać akredytację pozostał zaledwie miesiąc — szansy na to, że szkoły te staną się tzw. długimi gimnazjami praktycznie nie już nie ma. Niezależnie od tego jednak co podają media i politycy ani AWPL-ZChR nie wejdzie do rządu Sauliusa Skvernelisa, ani też liberałowie Šimašiusa nie zerwą współpracy z konserwatystami. Tyle wniosków. Dla zainteresowanych mogę wytłumaczyć dlaczego, moim zdaniem, wnioski są właśnie takie.
poniedziałek, 24 lipca 2017
„Polonistyka na Uniiwersytecie Pedagogicznym będzie!!!!! Przewodniczący sejmowego komitetu oświaty oraz minister oświaty podtwierdzili i zagwarantowali, że nabór na studia polonistyki będzie wznowiony,!!!” – napisał (pisownia oryginalna) w piątek (21 lipca) na Facebooku poseł na Sejm i wiceprzewodniczący AWPL-ZChR Jarosław Narkiewicz. I dodał, że jest to wynik szerokiej interwencji na różnych szczeblach przedstawicieli AWPL-ZChR, Macierzy Szkolnej oraz ZPL, „którzy czynami czuwają nad oświatą polską na Litwie.” Ja bym wolał, żeby AWPL-ZChR-ZPL-Macierz Szkolna czuwała nad oświata polską na Litwie zawsze, a nie tylko, gdy pojawia się jakiś problem, bo w tej chwili wydaje się, że zamiast czuwać – przysypia, a następnie rzuca się „bohatersko” rozwiązywać problem, który powstał w wyniku (po części) własnych zaniedbań. Bo o problemach Litewskiego Uniwersytetu Edukologicznego i polonistyki było wiadomo nie od wczoraj. Pal jednak licho śpiące królewny i królewicze z AWPL-ZChR et concortes. Pal licho koszmarne błędy językowe, gramatyczne, stylistyczne popełniane przez było nie było absolwenta Uniwersytetu Pedagogicznego. Najważniejsze, że polonistyka – o ile informacje Narkiewicza się potwierdzą – na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym (LEU) będzie! Jednak Jarosław Narkiewicz przy okazji próbując „odgryźć się” Czesławowi Okińczycowi, który całkiem słusznie skrytykował nieróbstwo polskich bojowników o oświatę, strzelił sobie w stopę: „Operatywnie Udaremniono podstępną próbę likwidacji polonistyki na UP...pretekstem do tego miała służyć decyzja rady Uniwersytetu Wileńskiego w skład której wchodzi znany działacz Polak który podobno i był tego inicjatorem ...zamiar polegał na tym aby kosztem studiów polonistycznych na UPedagogicznym, likwidując je, zostawić słabo funkcjonujący kierunek polonistyczny TYLKO na UW...” Poseł polskiej partii skłócający, przeciwstawiający polonistykę na LEU polonistyce na UW i piszący o Centrum Polonistycznym Uniwersytetu Wileńskiego per „słabo funkcjonujące” – to już jakieś kompletne #EpicFail.
czwartek, 20 lipca 2017
Na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym nie będzie w tym roku formowana grupa I roku polonistyki. Ta wiadomość gruchnęła w poniedziałek (17 lipca) trochę jak grom z jasnego nieba. Nawet jeśli - wbrew temu co twierdzi prezes ZPL - o planach wstrzymania rekrutacji studentów na ten kierunek mówiło się od kilku miesięcy. Wspominały o takim zagrożeniu np. już w maju polonistki podczas dyskusji w PKD. Polonistyka w byłym Wileńskim Instytucie Pedagogicznym powstała w 1961 roku i od tamtego czasu nie przerwanie kształciła nauczycieli dla szkół polskich na Litwie. Miała lepsze i (ostatnio) gorsze okresy, ale trudno sobie wyobrazić litewską naukę bez filologii polskiej. Obecnie uniwersytet i resort oświaty przerzucają odpowiedzialność za tę decyzję jeden na drugiego. „Rekrutacja na ten kierunek została przerwana decyzją uniwersytetu" — mówi w rozmowie z Radiem Znad Wilii wiceminister oświaty i nauki Giedrius Viliūnas. W roku bieżącym nie zostało przyznane finansowanie państwowe na kształcenie nauczycieli, Ministerstwo Oświaty i Nauki ustanowiło dolny próg osób zakwalifikowanych na studia pierwszego szczebla (15 osób), a chętnych do studiowania filologii polskiej było zaledwie jeden lub dwóch — odpowiada uczelnia. Co prawda, to nie tłumaczy, dlaczego rekrutację na filologię polską przerwano na kilka dni przed jej końcem — być może do 19 lipca doszliby kolejni kandydaci? Szczególnie uwzględniając fakt, iż od lat Polska opłaca studentom polonistyki studia na miejscach niefinansowanych przez państwo litewskie. Poza tym, czy kierunek kształcący nauczycieli dla kilkudziesięciu polskich szkół mogą obowiązywać te same wymogi co do liczby studentów, co i kierunki pedagogiczne kształcące kadry dla wszystkich szkół na Litwie? Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, że polonistyka zniknie z litewskich uniwersytetów, jednak trzeba też przyznać, że na dłuższą metę sytuacja, gdy poloniści na Litwie są kształceni na dwóch uczelniach wyższych i na każdej z nich na roku studiuje po 5-6 osób jest nie do obronienia.
wtorek, 18 lipca 2017
Ponad 50 proc. mieszkańców litewskich miast za najbardziej prestiżowy uważa język angielski, blisko 40 proc. — język litewski, 10 proc. — język francuski, 7 proc. — język rosyjski, niecałe 4 proc. — język niemiecki i tylko 0,92 proc. — język polski. Nawet zwolenników prestiżowości języka albo gwary żmudzkiej jest na Litwie ponad dwa razy więcej niż sympatyków polszczyzny. Takie niepocieszające dla nas statystki płyną z dwóch badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Wileńskiego, Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie i Instytutu Języka Litewskiego. Większe skupiska miłośników języka polskiego na Litwie można zaobserwować jedynie w Wilnie, na Wileńszczyźnie, Kownie, Wisagini, Telszach i Birżach. Prestiż języka wzrasta, gdy mówimy o języku ojczystym — 47 proc. Litwinów za prestiżowy uznało właśnie ojczysty język litewski, 18 proc. Rosjan — język rosyjski. Niestety i tym razem Polacy są na szarym końcu — tylko 8 proc. litewskich Polaków uważa język polski za prestiżowy. Natomiast 17 proc. litewskich Polaków za prestiżowy uważa język rosyjski, 26 proc. – litewski, 62 proc. – angielski. I nawet zwolenników języka francuskiego jest wśród nas więcej niż języka polskiego. Prestiż języka polskiego niewątpliwie zwiększyłby się, gdyby władze litewskie nadały mu status pomocniczego języka urzędowego na terenach zwarcie zamieszkałych przez mniejszość polską. Albo przynajmniej nie likwidować polonistyki na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym (wczoraj resort oświaty powiadomił o takiej decyzji) Niewątpliwie sporo w celu zwiększenia prestiżu języka polskiego na Litwie mogłaby zrobić również Polska. Przydałyby się telewizje polskie, imprezy naukowe i kulturalne, polskie inwestycje i notoryczne polepszanie wizerunku Polski i Polaków za pomocą dużych kampanii w mediach litewskich. I powoli takie inicjatywy się pojawiają. Staraniami litewskich polityków już w następnym roku przynajmniej kilka polskich kanałów telewizyjnych można będzie na Litwie odbierać bezpłatnie. Wiele imprez polskich, wizyt studyjnych litewskich dziennikarzy w Polsce organizuje Instytut Polski w Wilnie. Ale to są projekty długofalowe, potrzeba lat, żeby przyniosły efekty. Co jednak możemy zrobić dzisiaj, natychmiast, my, Polacy na Litwie, żeby ten prestiż języka polskiego zwiększyć?
czwartek, 13 lipca 2017
W litewskiej polityce wszystkie sukcesy należy traktować niezwykle ostrożnie i w myśl zasady „Nie mów hop, póki nie przeskoczysz”. Przekonali się o tym ostatnio rodzice, którzy chcieli w tym roku oddać dzieci do piątej klasy w wileńskim Gimnazjum im. Adama Mickiewicza. 31 maja br. wileńska rada samorządowa — glosami AWPL-ZChR i liberałów — zezwoliła na formowanie w „Mickiewiczówce” klas piątych w roku szkolnym 2017/2018. Okazuje się jednak, że zezwoliła pod pewnym ważnym warunkiem — jeśli szkoła zostanie akredytowane jako tzw. długie gimnazjum. 28 czerwca br. wileńska rada głosowała w sprawie zezwolenia Gimnazjum im. Adama Mickiewicza o ubieganie się o taką akredytację (jako gimnazjum o profilu ekologicznym) i — ponieważ liberałowie już nie potrzebowali do niczego głosów AWPL-ZChR — zezwolenia nie dała. Tj. przez dłuższy czas rada nie miała pojęcia jaką decyzję podjęła, gdyż głosy podzieliły się dokładnie po połowie. W takich sytuacjach decyduje glos mera, który tym razem akurat… wstrzymał się od głosu. Ostatecznie jednak samorządowi prawnicy uznali, że decyzja była negatywna. Tymczasem do piątej klasy w „Mickiewiczówce” już się zapisało 30 uczniów. Teraz samorząd żąda, aby znaleźli dla siebie w trybie ekspresowym nową szkołę, AWPL-ZChR zapowiada, że przedstawi radzie projekt w sprawie zezwolenia polskiemu gimnazjum na ubieganie się o status długiego gimnazjum po raz drugi (szanse na zdobycie takiej akredytacji wciągu 1,5 miesiąca, który pozostał do początku nowego roku szkolnego są znikome), rodzice szykują się do kolejnego procesu sądowego, a summa summarum mamy w polskim szkolnictwie w Wilnie tradycyjny burdel, chaos i zamieszanie, które negatywnie wpływają na atrakcyjność polskiej szkoły, która i tak chyba dla wilnian polskiego pochodzenia zbyt atrakcyjna nie jest, skoro zaledwie 1/3 z nich oddaje do niej swoje dzieci.
wtorek, 11 lipca 2017
Narodowe Centrum Egzaminacyjne podało wyniki egzaminu państwowego z języka litewskiego i literatury. Wyniki matury z litewskiego są w tym roku gorsze zarówno w szkołach litewskich, jak i mniejszości narodowych. W szkołach z litewskim językiem nauczania odsetek maturzystów, którzy zaliczyli egzamin z języka litewskiego i literatury, wyniósł blisko 90 proc., w szkołach mniejszości narodowych - 80 proc. Zaledwie 0,7 proc. maturzystów ze szkół litewskich i 0,2 proc. maturzystów ze szkół polskich i rosyjskich uzyskało ocenę maksymalną - 100 punktów. Państwowy egzamin z języka litewskiego i literatury jest, jak wiemy, obowiązkowy dla osób, które ubiegają się o studia uniwersyteckie na miejscach finansowanych przez państwo litewskie, a więc blisko 20 proc. maturzystów należących do mniejszości narodowych, przede wszystkim Polaków i Rosjan, nie dostanie się na studia uniwersyteckie. Biorąc pod uwagę fakt, iż litewscy Polacy zajmują przedostatnie miejsce wśród grup narodowościowych zamieszkujących Litwę pod względem odsetka osób z wyższym wykształceniem — jest to poważny cios w naszą przyszłość. Poza tym jak słusznie zauważa w „Kurierze Wileńskim” Robert Mickiewicz: „(...) musimy być świadomi, że wieść o katastrofalnych wynikach egzaminu rozniesie się po całej Wileńszczyźnie. I bardzo by się chciało pomylić, ale dla wielu rodziców przyszłych pierwszaków te wyniki staną się kluczowym kryterium podczas wyboru pomiędzy szkołą polską a litewską.” Nie mamy jeszcze żadnych oficjalnych i głębokich analiz tegorocznej sytuacji, ale wydaje mi się, że są dwie podstawowe przyczyny takiego stanu rzeczy.