Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
poniedziałek, 29 lipca 2013
„Wydaje mi się, że zaproszenie AWPL do koalicji było dla samej Akcji pewnym zaskoczeniem i przypuszczam, że niezbyt ciekawie przyjętym. Jednak przez długie lata ich retoryki i dzięki samemu rezultatowi wyborów powstały takie okoliczności, że odmówienie udziału w koalicji oznaczałoby przypięcie łatki populizmu i niechęci do konstruktywnej pracy“ — mówi w wywiadzie dla Radia Wnet dr Gediminas Kazėnas z wileńskiego Uniwersytetu Michała Romera. Jest to dla mnie kolejne świadectwo totalnego niezrozumienia ani fenomenu obecnej popularności AWPL, ani problemów litewskich Polaków przez litewskich ekspertów. Nawet tych, którzy, jak Gediminas Kazėnas, badają te zagadnienia od wielu lat. AWPL nie tylko spodziewała się zaproszenia do rządu, ale też zrobiła wszystko, aby takie zaproszenie otrzymać. Już na rok przed wyborami parlamentarnymi lider polskiej partii zapowiadał o wejściu do przyszłego rządu, następnie złagodził retorykę, stworzył koalicję z marginalnymi działaczami Litewskiej Partii Ludowej, a podczas rozmów koalicyjnych przemilczał wszystkie najbardziej radykalne postulaty w wyniku czego program rządowy (w części dotyczącej mniejszości narodowych) w zasadzie słowo w słowo powtarza program wyborczy socjaldemokratów. W tej sytuacji mówienie, że zaproszenie do koalicji zostało przez AWPL „niezbyt ciekawie przyjęte“ — to niedostrzeganie, że zacytuję klasyka, oczywistej oczywistości.
poniedziałek, 22 lipca 2013
„Gdy Wiertinski śpiewał refren swego przeboju „Pij, moja dzieweczko! pij moja miła! pij to marne wino!” - trzy czwarte wypełnionej po brzegi sali trzęsły się w transie zbliżonym do histerii. Co nie przeszkadzało, że z tyłu za Tadeuszem jakiś starszy pan mówił szeptem do sąsiadki: - Po kiego licha proponuje jej pić, skoro wino jest marne? Ale ten starszy pan był wyjątkiem. Warszawa szalała. I jak nie szaleć, gdy Wiertinski napisał i wykonał specjalną propolską piosenkę „Pani Irena”, w której była mowa i o dumnych rękach polskich” i o „błękitnej krwi królewskiej” i o „akcencie wyszukanej mowy polskiej”. <...> Tadeusz jest w Wilnie i siedząc w pierwszym rzędzie słucha Wiertinskiego popisującego się w smokingu. Tu podkreślmy, że było to w roku 1924. Był to rok, gdy większość Żydów wileńskich, zarówno starych jak młodych, była jeszcze całkowicie zrusyfikowana i nastrojona do Polaków wyczekująco, niezbyt życzliwie, jeśli nie wrogo. A widownię na występie Wiertinskiego wypełnili w trzech czwartych Żydzi. Póki śpiewał piosenki „neutralne”, sala witała go zwariowanymi oklaskami. Lecz gdy zaśpiewał propolską „Panią Irenę”, tu i ówdzie rozległy się gwizdy" — tak opisywał w autobiograficznej „Wojnie i sezonie" wileński występ jednego z najsłynniejszych bardów rosyjskiej białej emigracji Aleksandra Wiertyńskiego wileński pisarz Michał Kryspian Pawlikowski. W latach dwudziestych Wertyński występował z licznymi recitalami w Polsce. Jego piosenki, sentymentalne i ckliwe, trafiały do wyjątkowo szerokiej rzeszy odbiorców. Podobno nawet sam marszałek Piłsudski, kiedy dopadała go melancholia, słuchał jego płyt, chociaż cenzorzy z MSW zakazali Wiertinskiemu na jakiś czas występów w Polsce. W czasie gdy w Wilnie śpiewał Wiertyński, zaledwie sto kilometrów dalej na zachód, za linią demarkacyjną, w Kownie, podwaliny pod litewską estradę zakładał jego kumpel z czasów sprzed Wielkiej Wojny — Daniil Dolskij. Dolskij, lub jak wolą Litwini — Dolskis, to taka alfa i omega litewskiej muzyki rozrywkowej, jego znaczenie dla litewskiej estrady można porównywać z nie przymierzając ze znaczeniem Leonida Utiosowa dla estrady rosyjskiej, chociaż ten rodowity wilniuk na Litwie kowieńskiej działał zaledwie przez dwa lata.
czwartek, 18 lipca 2013
Premier Algirdas Butkevičius w wywiadzie dla Radia „Znad Wilii” stwierdził, że „ani maturzyści, ani nauczyciele nie potrzebowali przywrócenia poprzedniej wersji Ustawy o oświacie, tylko okresu przejściowego w celu lepszego przygotowania się do przeskoczenia na nowy poziom egzaminacyjny.” Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie natychmiast oskarżyło premiera o kłamstwo. Paradoksalnie po części obie strony mają rację. Oczywiście żądanie przywrócenia wersji Ustawy o oświacie sprzed 17 marca 2011 roku było wśród postulatów zgłaszanych przez protestujących litewskich Polaków. Problem polega jednak na tym — pisałem zresztą już o tym niejednokrotnie —że liderzy polskiej społeczności na Litwie w sensie piarowskim zawalili sprawę reformy oświatowej na całym froncie. A przez to 60 tysięcy podpisów, strajk szkolny, wielotysięczne demonstracje — jednym słowem cała ta protestacyjna para poszła po prostu w gwizdek.
poniedziałek, 15 lipca 2013
Wygląda na to, że projekt Pl Delfi zmierza ku końcowi. Może nie w sensie fizycznym, bo jego zamknięcie to cios w prestiż delfi.lt, ale jako licząca się alternatywa medialna. Od samego poczatku wydawało mi sie niedorzecznym robienie portalu tak niskim kosztem, ale ostatnio tendencja totalnego cięcia kosztów stała się prawdziwą manią kierownictwa delfi.lt. Więc gdy w kwietniu br. kierownictwo koncernu zrezygnowało z usług wszystkich nieetatowych współpracowników polskiej wersji delfi.lt: tłumaczy, dziennikarzy i komentatorów (właśnie dlatego nie było tam ostatnio moich tekstów, co niektórzy czytelnicy zauważyli), stało się oczywistym, że projekt został spisany na straty. Dwóch etatowych redaktorów — niezależnie od stopnia ich pracowitości, genialności itp. — nie jest bowiem w stanie zrobić pełnowartościowego portalu. A teraz redaktor pozostał jeden. Z pracy dla delfi.lt zrezygnował bowiem mój brat, który był de facto spiritus movens polskiej wersji portalu.
czwartek, 11 lipca 2013
W książkach J. K. Rowling o Harrym Potterze istnieje taki antybohater lord Voldemort — czarnoksiężnik stojący na czele swoich popleczników nazywanych śmierciożercami. Przez lękających się – a takich przed pojawieniem sie Harry‘ego było najwięcej — najczęściej określany eufemizmami „Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać” oraz „Sam-Wiesz-Kto”. Na Wileńszczyźnie też mamy naszego lokalnego lorda Voldemorta, którego imienia porządni ludzie starają się nie wymieniać. Nie dlatego, że jest potężny i ktoś się go obawia, tylko bardziej dlatego, że dyskusja z byłym instruktorem KC Komunistycznej Partii, który obecnie jest największym tropicielem i „pogromcą" komunistów na Wileńszczyźnie, byłym prezesem ZPL, który dziś jest bojownikiem z „awupeelowskim genocydem", trochę przypomina — moim subiektywnym zdaniem — wsadzanie rąk w g...o: pożytku z tego żadnego, a smród pozostaje na długo. Jednak nie chciałbym, żeby milczenie zostało odczytane jako zgoda na szerzenie oszczerstw.
poniedziałek, 08 lipca 2013
„Pułkownika Hassana Konopackiego zaproponowanego mi przez Białoruską Wojskową Komisję wyznaczam dowódcą białoruskiego wojska” — te słowa pochodzą z dekretu z 22 października 1919 r. Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego w sprawie organizacji oddziałów białoruskich u boku Wojska Polskiego. Niewiele jednak osób — nawet na Białorusi — wie kim był Hassan Konopacki. Tatar z Mińska, który stal się pierwszym hetmanem wojsk białoruskich. Urodzony w Mińsku, ale większą część swego dorosłego życia związany z Wilnem. Carski oficer, białoruski działacz niepodległościowy, polski polityk i dziennikarz narodowości tatarskiej, zwolennik budowy niepodległego państwa białoruskiego we współpracy i z pomocą Polski. Nie był wybitnym dowódcą czy działaczem politycznym pierwszej wielkości, jest jednak uosobieniem tego jak nieoczekiwane i skomplikowane bywały wybory narodowościowe czy państwowe na początku XX wieku oraz tego, iż nie tylko Białorusini gotowi byli walczyć o niepodległą Białoruś.
środa, 03 lipca 2013
Na poziomie państwowym maturę z języka litewskiego i literatury składało w tym roku 23 277 kandydatów, w tym blisko 1,5 tysiąca ze szkół nielitewskich. Zdało – 90,15 proc. Jest to gorszy wynik niż w latach poprzednich, ponieważ zostały zaostrzone kryteria oceny. W 2011 roku egzamin zdało 91,94 proc., w 2012 – 92,39 proc. Ten sam egzamin na poziomie szkolnym składało w tym roku 15124 uczniów, a jego wyniki w zasadzie nie różniły się od wyników w roku poprzednim, zaś wyniki maturzystów ze szkół mniejszości narodowych były nawet o 0,2 proc. wyższe niż u rówieśników ze szkół litewskich (może to po części wynikać z wprowadzonych ulg, a po części z tego, że wielu silniejszych uczniów, którzy w poprzednich latach próbowali swoich sił w egzaminie państwowym, w tym roku wybrało szkolny). Na egzaminie państwowym — a właśnie on decyduje o tym, czy ktoś się dostał na studia na Litwie — wyniki maturzystów-nieLitwinów były nieco gorsze niż u uczniów ze szkół litewskich (egzamin odpowiednio zdało 88,83 proc. i 90,19 proc. maturzystów). Generalnie wyniki uczniów ze szkół nielitewskich były gorsze od wyników Litwinów - w szkołach z litewskim językiem nauczania maksymalną liczbę punktów punktów zebrało 1,7 proc., a z nielitewskim – 0,42 proc. Po podliczeniu słów użytych w wypracowaniach okazało się, że prawie połowa uczniów z nielitewskich szkół użyła nawet więcej słów niż minimum przewidziane dla szkół z litewskim językiem nauczanie, nie wspominając o minimum dla szkół mniejszości narodowych. Na bardziej obszerne wnioski jeszcze za wcześnie — najwyrażniej sytuacja nie jest różowa, ale i jakiś katastroficzny Armagedon nie nastąpił. Wyniki wykazały, że istnieje różnica poziomu znajomości języka litewskiego wśród uczniów szkół litewskich i nielitewskich, i do wprowadzenia rzeczywiście ujednoliconej matury potrzebny był i jest odpowiednio długi okres przejściowy. Minister oświaty i nauki zapowiada, że ulgi dla maturzystów-nieLitwinów, co rok modyfikowane, będą obowiązywały do roku 2019. I jest to w zasadzie jedyne zwycięstwo dwuletniej kampanii przeciwko reformie oświatowej. Nie udało się natomiast w jej trakcie przekonać większość litewskiego społeczeństwa albo przynajmniej jego elity, że ujednolicenie egzaminu jest niepotrzebne. Być może dlatego, że przesłanie kampanii od samego przeciwko znowelizowanej Ustawie o oświacie zostało skierowane do tych, których przekonywać co do jej racji nie trzeba: mniejszości narodowych i władz RP.
poniedziałek, 01 lipca 2013
„W tym domu w latach 1929-1932 mieszkał wybitny litewsko-polski działacz społeczno-kulturalny, pisarz, krytyk literacki, krzewiciel litewskiego odrodzenia narodowego Józef Albin Herbaczewski (1876-1944)" — głosi polsko-litewski napis na tablicy pamiątkowej, która zawisła 28 stycznia 2011 roku na domu przy ulicy Kęstučio 58 w Kownie. Józef Albin Herbaczewski vel Juozapas Albinas Herbačiauskas — poeta litewski piszący po litewsku i po polsku, twórca litewskiego ekspresjonizmu, a także dramaturg, krytyk literacki, publicysta i tłumacz — był swego rodzaju litewskim odpowiednikiem wileńskich krajowców, dowodem na to, że w trudnej historii stosunków polsko-litewskich nie brakowało ludzi rozumiejących, iż myślenie o Polsce i Litwie z punktu widzenia narodowych egoizmów — czyhających, aby skoczyć do gardła przeciwnika — szkodzi obu stronom. Herbaczewski przyjął rolę mediatora wskazującego zwaśnionym stronom wspólne cele i drogi do nich prowadzące, jednocześnie wielce krytycznego wobec obu narodów. Jego nieustanne powoływanie się na ideę unii polsko-litewskiej sprawiło, że przylgnęło do niego miano jednego z ostatnich obywateli Wielkiego Księstwa Litewskiego. Na przełomie XIX i XX wieków, w dobie kształtowania się nowoczesnych narodów, gdy idee nacjonalistyczne z klarownymi podziałami na „swoich” i „obcych” zyskiwały rzesze wyznawców, głoszenie takich poglądów nie było wyborem łatwym, a już na pewno nie cieszyło się popularnością. Po stronie polskiej zwolenników zgody narodowej w prasie endeckiej wyzywano od „dziwostworów”, „pół- i ćwierćpolaczków” oraz „narodowych hermafrodytów”, po stronie litewskiej Mykolas Biržiška pisał o Herbačiauskasie również nie przebierając w słowach: „polski Litwin i litewski Polak — pół psa, pół kozy, niedowiarek boży”.