Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
poniedziałek, 30 lipca 2012
W ciągu ostatnich 20 lat powstało na Litwie co najmniej kilkanaście inicjatyw, które miały stworzyć jakąś polityczną alternatywę wobec AWPL. Podczas wyborów samorządowych w roku 1995 taką alternatywą był np. Polski Komitet Wyborczy Aniceta Brodawskiego, który ostatecznie związał się z Partią Chłopską i zdobył w rejonach solecznickim i wileńskim po 13-15 proc. głosów i 3-4 mandaty. W roku 1997 – Sojusz Mniejszości Narodowych (tzw. Alians) biznesmenów Ryszarda Litwinowicza i Mieczysława Waszkowicza, który zdobył w skali kraju 20 mandatów (z tego w Wilnie -10). W między czasie pojawił się też Kongres Polaków na Litwie Adama Błaszkiewicza i Artura Płokszty, który propagował współpracę z lewicowymi i liberalnymi partiami ogólnonarodowymi. Istniały też polskie frakcje w Nowym Związku (socjalliberałach), Związku Liberałów i kilku innych partiach. Ostatecznie jednak liderzy tych grup i organizacji dogadali się z partią dla której mieli być alternatywą, dostali dobrze płatne sinecury, miejsca na listach wyborczych lub wycofali się w ogóle z polityki. Zaś dokładnie przed 10 laty, w ostatnich dniach lipca 2002 r., powstała ostatnia próba stworzenia polskiej opozycji dla AWPL – Polska Partia Ludowa. Dziś, gdy wiemy i jak się skończyła PPL, i dokąd zawędrował jej lider, jest niezwykle łatwo krytykować tych, którzy wówczas wstąpili do tej partii albo wystartowali z jej list w wyborach. Wówczas wielu osobom wydawało się, że jest to całkiem sensowne rozwiązanie, a bardzo przychylny reportaż na temat zjazdu założycielskiego nowej siły politycznej znalazł się nawet na pierwszej stronie „Kuriera Wileńskiego”.
środa, 25 lipca 2012
Jak wiadomo z powodu przesunięcia systemu finansowania pomocy Polakom na Wschodzie z Senatu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych doszło ostatnio do zawirowań z finansowaniem projektów polonijnych i przede wszystkim polskiej prasy na Litwie, Ukrainie, w Mołdawii. Doszło nawet do protestów lwowian w Warszawie pod hasłem „Przestańcie znęcać się nad Polakami na Wschodzie". Na Litwie o protestach się nie mówi, ale wydawcy biją na alarm. „Mamy ogromne długi, a kiedy otrzymamy finansowanie z Polski i ile, nie wiemy. Zero informacji” - twierdzi np. Zygmunt Klonowski, wydawca „Kuriera Wileńskiego". Zamieszanie więc trwa nadal, ale jednocześnie stwarza możliwość do postawienia słusznych pytań i o kondycje polskich mediów na Wschodzie, i o model ich finansowania. „Pomijając powyższe wydarzenia, które doprowadziły do kłopotów polskich mediów na Wschodzie, trzeba wspomnieć jednak o sensownym novum, które powodują (...). Chodzi o konieczność rozpisywania konkursów na pieniądze z MSZ-etu. Finanse nie będą więc automatycznie przydzielane każdemu polskiemu tytułowi na Wschodzie (...). Byłoby dobrze, gdyby dotowano wartościowe pozycje, a nie produkowano „hektary nieużytków”, z których właściciele czerpią jedynie dotacje“ — napisał naczelny „Polityki Wschodniej“ Piotr A. Maciążek w ubiegłym tygodniu dla „Gazety Polskiej Codziennie“. To prawda. Sporym problemem polskich mediów na Wschodzie są właśnie „medialne nieużytki".
poniedziałek, 23 lipca 2012
Są piękne. Są sławne. Są utalentowane. Są kobietami sukcesu (być może dlatego tak rzadko piszą o nich „orle pióra" - nie pasują do martyrologicznej wersji Wileńszczyzny?). Są Polkami z Litwy. Są przykładem dla rzesz nastolatek. Są powodem do dumy nie tylko dla nas, Polaków litewskich, ale i dla Litwinów. Swoją działalnością i osiągnięciami promują Litwę na całym świecie, ale są też symbolami nowej Wileńszczyzny. La Belle Wileńszczyzna. O kim mowa? O polskich modelkach, aktorkach, reżyserkach, piosenkarkach z Wilna i okolic. Z każdym dniem jest ich coraz więcej: Swietłana Griaznowa, Katarzyna Niemyćko, Olga Generałowa, Joanna Moro… Aby wymienić wszystkie – musiałbym napisać kilkanaście wpisów, więc postanowiłem, że przedstawię tylko wspaniałą siódemkę wybranych na podstawie imho. Zastanawiałem się w jakiej kolejności je umieścić w tym Top 7 i stwierdziłem, że najlepsza będzie chyba chronologia (niech mi wybaczą), bo przecież uroda czy osiągnięcia to kwestie zbyt subiektywne.
środa, 18 lipca 2012
Nie ustaję powtarzać, że rzeczywiste stosunki polsko-litewskie (poza politycznymi) nie wyglądają tak pesymistycznie, jak mogłoby się wydawać, jeśli się czerpie informację na ich temat tylko z prasy i komentarzy internetowych. Wszystkie badania opinii publicznej i sondaże z ostatnich lat wskazują, że pomiędzy Polakami litewskimi i Litwinami nie ma nienawiści, większość Litwinów nie czuje też nienawiści do Polski, chociaż najczęściej kojarzy im się jedynie jako dobre miejsce do robienia tanich zakupów. Kolejnych dowodów na to dostarcza fundamentalna praca „Wizerunek Polaków na Litwie i wizerunek Polski w społeczeństwie litewskim”, przygotowana na zlecenie ambasady RP w Wilnie, przedstawiona wczoraj (17 lipca) przez grupę socjologów pod kierownictwem prof. Bogusława Grużewskiego, dyrektora Litewskiego Instytutu Badań Społecznych i Pracy.
poniedziałek, 16 lipca 2012
Gdy cały cywilizowany zachodni świat zastanawia sie nad tym, czy tyłek Jennifer Lopez jest okrągły, czy kwadratowy oraz nad innymi ogórkowymi newsami, my dalej wałkujemy wciąż te same sprawy: pisownia nazwisk, nazwy ulic... Bohaterką kolejnego „skandalu” związanego z nazwami ulic stała się ostatnio sekretarz Rady samorządu rejonu wileńskiego Renata Cytacka, bo ozdobiła swój dom w Jaszunach tablicą informującą po polsku, że posesja znajduje się przy „Ul. Michała Balińskiego”. Tak do końca nie jest jasne, czy ta tabliczka jest jedyną na domu Renaty Cytackiej (byłoby to naruszenie Ustawy o języku państwowym), czy też zawisła obok litewskiej. W tym drugim przypadku — jak mi się wydaje — musiałaby jedynie wystarczająco różnić się od urzędowej tabliczki, żeby było można ją uznać za napis prywatny. Co prawda akurat dyrektor Inspekcji Języka Państwowego Donatas Smalinskas uważa, że każdy napis na prywatnej posesji musi być uzgodniony z lokalnymi władzami i umieszczony tylko za ich zgodą, i oczywiście po litewsku. Gdyby ktokolwiek kierował się logiką pana dyrektora doszłoby do absurdów, a wszystkie służby państwowe musiałyby tracić czas jedynie na ściganie takich „przestępstw” o zerowej szkodliwości społecznej. Niestety takie biurokratyczne myślenie – nie zważając na podejmowane przez rząd próby reformy nadzoru administracyjnego — nadal ma się dobrze w wielu państwowych instytucjach kontrolujących i prowadzi do dalszego trwonienia pieniędzy podatników na walkę z wiatrakami.
sobota, 14 lipca 2012
Lubimy oskarżać o całe zło tego świata polityków albo urzędników. Jednak i politycy, i urzędnicy stają się bezużytecznym albo szkodliwym balastem dopiero wówczas, gdy społeczeństwo biernie reaguje na ich wybryki, przestaje ich kontrolować, żądać odpowiedzialności i spełnienia obietnic, pozwala sobą pomiatać i deptać siebie. Nie przypadkowo pierwszą flagą USA — kraju który nadal mimo tych wszystkich „patriot acts” pozostaje symbolem wolności — została flaga Gadsdena, przedstawiająca gotowego do ataku, zwiniętego w kłębek grzechotnika na żółtym tle, poniżej którego umieszczony jest napis: „nie depcz mnie". I cieszę się, że coraz więcej osób na Wileńszczyźnie także dojrzewa do zrozumienia, że władzy — niezależnie od tego czy jest „swoja” czy „nie-swoja” — trzeba zawsze patrzeć na ręce. Doskonałym przykładem jest założona przez Ejszyszczan grupa na Facebooku pt. „Ejszyszki: Sprawy do Starosty” oraz – niejako jej rozwinięcie — fanpage „Ejszyszki Nasze Miasto”.
środa, 11 lipca 2012
Jak wiadomo stosunki polityczne między krajami bardzo często przekładają się też niemal natychmiast na stosunki gospodarcze. Litwa i Polska i w tej dziedzinie są zadziwiającym ewenementem. Polsko-litewskie stosunki polityczne są obecnie chyba najgorsze z możliwych, jakiekolwiek nadzieje na ich poprawę odłożono do wyborów parlamentarnych, a prezydent Litwy mówi nawet o dłuższej pauzie. Tymczasem obroty gospodarcze między naszymi krajami stają się… coraz większe. Polska w ubiegłym roku przesunęła się z miejsca czwartego (pod względem wielkości inwestycji) na miejsce drugie wśród krajów inwestujących na Litwie. Świadczy to być może o tymczasowości obecnego polsko-litewskiego konfliktu.
poniedziałek, 09 lipca 2012
O tym, że po upadku legendarnej grupy Żagary polskich poetów na Wileńszczyźnie wcale nie stało się mniej przekonałem się jakieś 12 lat temu przy okazji wydawania pisma „Chaos”. Tylko na łamach tego „subiektywnego pisma młodych autorów z Wilna” zadebiutowało chyba z 50 osób. Gdy w maju 2002 r. podjęliśmy decyzję o zamknięciu pisma, w ostatnim numerze „Chaosu”, napisałem: „Mam nadzieję, że koniec „Chaosu" będzie początkiem wielu nowych, bardziej interesujących inicjatyw literackich, muzycznych, publicystycznych.” I takie inicjatywy się pojawiły: TKM-W paszczu, Siekiel/Priot, a teraz – Nowa Awangarda Wileńska. Od 22 maja ubiegłego roku przy Republikańskim Stowarzyszeniu Literatów Polskich działa koło młodych polskich literatów z Wileńszczyzny o takiej właśnie nazwie.
czwartek, 05 lipca 2012
Podobno początkowo obecne Radio „Znad Wilii”, które w chwili powstawania wzorowało się i współpracowało z Radiem Zet, miało się nazywać Radio W. Kto wie być może rezygnacja z tej nazwy nie była najlepszym pomysłem? W ciągu 20 lat — a tyle lat liczy sobie już Radio „Znad Wilii” — popularna stacja radiowa mogła przyzwyczaić Litwinów do literki „w” i być może legalizacja oryginalnej pisowni polskich imion i nazwisk poszłaby dziś jak z płatka. Oczywiście żartuje. Natomiast nie ulega wątpliwości, że Radio „Znad Wilii” w ciągu tego dwudziestolecia urosło do rangi instytucji, jednego z symboli polskości na Wileńszczyźnie i być może właśnie z tego powodu (paradoksalnie) jego notowania nie są, mówiąc delikatnie, najlepsze. Reformować bowiem instytucje czy zmieniać symbole jest o wiele trudniej, niż tworzyć coś od zera.
wtorek, 03 lipca 2012
Tadeusz Andrzejewski w ostatnim numerze „Tygodnika Wileńszczyzny” bije na alarm: „Rząd zapowiedział nową batalię w walce z podwójnymi napisami ulic na Wileńszczyźnie. Tym razem wpadł – oddajmy mu to – na nader oryginalny sposób usunięcia polskich napisów. Otóż, tablice z nazwami ulic, zgodnie z innowacyjnym pomysłem rządowych klerków, mają być umieszczane nie na domach, które, jak wiadomo, są prywatną własnością obywateli, tylko na specjalnych słupkach. Te umieści się przy posesjach domów na państwowej ziemi i wtedy dopiero samowola się skończy, marzą rządzący”. Gdy po raz pierwszy, przed paroma miesiącami, usłyszałem o tym rządowym pomyśle, zastanawiałem się, w jaki sposób koledzy z AWPL to rozegrają. Uznają za swoje zwycięstwo czy jednak za kolejną odsłonę antypolskiego frontu? Najwyraźniej postanowili wybrać to drugie rozwiązanie, chociaż szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem, na czym, według naczelnego publicysty AWPL, polega w tym przypadku „walka z podwójnymi napisami”.
 
1 , 2