Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
poniedziałek, 25 czerwca 2018
Czy możemy wyobrazić sobie, jak będą wyglądali świat, Litwa, Wileńszczyzna za 20 lat? I tak, i nie. Z jednej strony możemy z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć tendencje demograficzne, z innej — nie jesteśmy w stanie przewidzieć zmian technologicznych. Niewątpliwie jednak możemy spróbować nakreślić przynajmniej wizję, zarys świata, w którym chcielibyśmy żyć lub w którym chcielibyśmy, żeby żyli nasi dzieci i wnuki. W 2012 roku litewski Sejm zatwierdził Strategię Postępu Państwowego „Litwa 2030”, w której oparł wizję Litwy z 2030 roku na trzech „wielorybach”: inteligentnej ekonomice, inteligentnym zarządzaniu i inteligentnym społeczeństwie. W 2015 roku nieformalna grupa związana z Kongresem Polaków w Republice Czeskiej stworzyła strategię zachowania i rozwoju polskości na Zaolziu pt. „Wizja 2035”. Na Litwie wiemy, że polskość powoli się kurczy, z każdym rokiem jest coraz mniej Polaków i coraz mniej osób władających językiem polskim, jednak nadal nie mamy żadnej strategii przeciwstawienia się tym negatywnym tendencjom. Jest jednak szansa, że sytuacja się niedługo zmieni. W ubiegły weekend Polski Klub Dyskusyjny zorganizował w podwileńskich Glinciszkach summit polskich działaczy, ekspertów, naukowców, dziennikarzy i przedsiębiorców z Wileńszczyzny, w celu opracowania strategii zachowania i rozwoju polskości na Litwie do roku 2040. W spotkaniu wzięło udział ponad 40 osób (m.in. prezes Polsko-Litewskiej Izby Handlowej Jarosław Niewierowicz, przewodniczący Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie Paweł Giliauskas, szefowa Europejskiej Fundacji Praw Człowieka Ewelina Dobrowolska, dyrektor Instytutu Badań Rynku Pracy prof. Bogusław Grużewski), jeszcze około 15-20 nie było w stanie — z różnych przyczyn (urlopy, uroczystości rodzinne, wyjazdy służbowe) — przyjechać w ten letni weekend do Glinciszek, ale zadeklarowało swój udział w projekcie na jego dalszych etapach. Inicjatorzy mają nadzieję, że w roku 2020 z ich pomocą uda się stworzyć dokument strategiczny, przedstawiający tak status quo polskiego stanu posiadania na Wileńszczyźnie jak i długofalowe cele oraz kierunki jego zmiany, i przedstawić go wszystkim liczącym się partiom politycznym na Litwie: od AWPL-ZChR po socjaldemokratów. Być może w całej objętości przez żadną siłę polityczna nie zostanie zaakceptowany, ale nawet jego częściowa realizacja byłaby milowym krokiem do przodu.
piątek, 22 czerwca 2018
Poseł Zbigniew Jedziński pełni w AWPL-ZChR rolę, którą w putinowskiej roli pełni Władimir Żyrinowskij. Mówi i proponuje to, co Waldemar Tomaszewski ma na myśli, ale co nie wypada mu wyartykułować we własnym zakresie: aborcja, agenci KGB, banderowski Majdan… Jak opinia publiczna przyjmie inicjatywę dobrze – to i tak Wódz zapisze sukces na własne konto, jak nie — to spisze porażkę na konto Jedzińskiego. Pomysł ustawy antyaborcyjnej trochę się ostatnio skompromitował, gdy jeden z najbardziej zacietrzewionych jego zwolenników i sojuszników AWPL-ZChR w litewskim parlamencie poseł Petras Gražulis zrobił nieślubne dziecko pewnej kobiecie z Połągi i wydało się, że namawiał ją do usunięcia ciąży. Więc we czwartek (21 czerwca) litewski parlament (głosami m.in. byłych aparatczyków CK KPL, którzy z KGB nie tylko współpracowali całkiem jawnie, ale i tę organizacje nadzorowali) w pierwszym czytaniu poparł inny pomysł Zbigniewa Jedzińskiego - projekt upublicznienia imion i nazwisk wszystkich pracowników i współpracowników KGB. Paradoksalnie jeszcze 7 lat temu Waldemar Tomaszewski bardzo chętnie kagiebistów zatrudniał i wciągał na listy wyborcze, argumentując: „Przestańmy szukać jakichś upiorów z przeszłości." Tylko krowa nie zmienia poglądów?… Na pierwszy rzut oka projekt Jedzińskiego wygląda rewelacyjnie: cóż może bowiem być lepszego niż przejrzystość, a ujawnienie imion i nazwisk kagiebistów tę przejrzystość zwiększa?… Tylko mam nieodparte wrażenie, że jest to nic innego jak temat zastępczy. Bądźmy szczerzy – polski i rosyjski wyborca nie głosuje na Tomaszewskiego, Mackiewicza i Jedzińskiego z uwagi na ich pomysły lustracyjne czy antyaborcyjne, tylko w celu rozwiązania problemów mniejszości narodowych. Jednak w tej akurat dziedzinie niewiele się dzieje, a od posłów AWPL-ZChR więcej inicjatywy ustawodawczej przejawiają np. socjaldemokraci Gintautasa Paluckasa. Potrzebny więc temat zastępczy, który pokazałby wyborcom burzliwą aktywność ustawodawczą AWPL-ZChR. A raczej – imitację tej burzliwej działalności.
wtorek, 19 czerwca 2018
Wszystkie dane statystyczne wskazują, że polskość na Litwie się kurczy. Powoli, ale nieuchronnie. Jak wynika z powszechnego spisu ludności z roku 2011, Polacy nadal są największą mniejszością narodową na Litwie. Oficjalnie jest nas na Litwie 6,6 proc., ale w ciągu dziesięciolecia odsetek Polaków na Litwie spadł o 14,8 proc. Oznacza to, że w roku 2011 na Litwie było nas o 34 tysiące mniej niż w roku 2001. Dzisiaj, jak szacuje litewski Departament Statystyki, jest nas na Litwie już dużo mniej niż 200 tysięcy. Jednocześnie spada i popularność języka polskiego wśród Polaków. Jak wynika z danych spisu powszechnego z roku 2011 tylko dla 79 proc. litewskich Polaków język polski jest językiem ojczystym. W latach 2001-2011 o 20 proc. wzrosła liczba litewskich Polaków uważających język litewski za język ojczysty. I o tych samych 20 proc. wzrosła liczba Polaków uważających za swój język ojczysty język rosyjski. Według badań Uniwersytetu Wileńskiego 26 proc. litewskich Polaków za prestiżowy uważa język litewski, 17 proc. - rosyjski, język polski – tylko 8 proc. Nie czas i nie miejsce, żeby się rozwodzić nad jakością naszej wileńskiej polszczyzny, ale warto przypomnieć, że z badań polonistów Wileńskiego Uniwersytetu Pedagogicznego wynika, iż w latach 1996-2006 liczba rusycyzmów w gwarze polskiej młodzieży na Litwie wzrosła o 10 proc.! Ktoś powie, że zanikanie języków mniejszościowych jest naturalną tendencją. W ciągu ostatniego stulecia w Europie zniknęło kilka języków (jednym z ostatnich był manx gallic z wyspy Man, który zniknął w roku 1974 wraz ze śmiercią ostatniej osoby nim mówiącej). Blisko 100 ze 15o europejskich języków jest dziś zagrożona, wieloma z tych języków mówi zaledwie kilkanaście lub kilkaset osób. Jednak są i przykłady budujące, gdy język wymierający się odrodził. Takim przykładem jest m.in. Cymraeg.
wtorek, 12 czerwca 2018
Bardzo żałuję, że urodziłem się w połowie lat 70-ych ubiegłego wieku. Owszem przypadło mi w udziale żyć w niezwykle interesujących czasach. Na moich oczach upadł komunizm, rozpadł się Związek Sowiecki, Litwa odzyskała niepodległość i stała się częścią NATO oraz UE. Ale gdybym urodził się 10-15 lat później doczekałbym być może czasów jeszcze bardziej ekscytujących. Futurolodzy twierdzą, że w ciągu najbliższych 30-50 lat dojdzie do tektonicznego przełomu w badaniach nad nieśmiertelnością, sztuczną inteligencją i robotyzacją. I świat, który znamy – zmieni się nie do poznania.
czwartek, 07 czerwca 2018
Wybitny reżyser thrillerów Alfred Hitchcock powiedział kiedyś: „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Sprawa tzw. fałszywych faktur ZPL rozwija się według właśnie tego, sprawdzonego wielokrotnie hitchcockowego scenariusza. Rozwija się coraz szybciej. Plotki o nieprawidłowościach w finansach największej polskiej organizacji na Litwie krążyły od wielu lat. Osobiście nie miałem najmniejszych wątpliwości, że wcześniej lub później te stajnie Augiasza zostaną wyczyszczone. Jednak równie szczerze muszą przyznać, że byłem przekonany, iż Heraklesem zostanie raczej litewski, a nie polski wymiar sprawiedliwości. Stało się inaczej. W ubiegłym roku kierownictwo Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, przerażone skalą fałszerstw, których dopuszczało się przy rozliczaniu wielotysięcznych dotacji z Macierzy, kierownictwo Związku Polaków na Litwie, przekazało sprawę prokuraturze RP. Ale nawet wtedy pewnie sprawa mogła się jeszcze rozejść po kościach, gdyby prezes ZPL Michał Mackiewicz oraz jego wspólnicy wykazaliby skruchę, zrezygnowali ze stanowisk, przekazaliby władzę młodszym, o nieskazitelnej reputacji kolegom (a takich w ZPL nie brakuje), a ZPL zwróciłby przywłaszczone pieniądze polskiego podatnika i rozpocząłby proces wewnętrznej sanacji organizacji, proces odbudowywania zaufania. Niestety wybrano zupełnie inną drogę – negowania oczywistych faktów o nieprawidłowościach, atakowania urzędników Państwa Polskiego i innych polskich organizacji, szkalowania, insynuacji, porównywania swoich finansowych machinacji do bohaterskich czynów Żołnierzy Wyklętych oraz dyżurnych zarzutów „rozbijania jedności Polaków na Litwie”. Dziś, po oupublicznieniu przez Fundacje skandalicznych faktów (127 tys.zlotych wyprowadzono nielegalnie niewiadomo gdzie), cała dotychczasowa groteskowa szopka, którą od kilku tygodni serwowali nam Michał Mackiewicz, Waldemar Tomaszewski oraz zależne od nich media na Litwie i w Polsce, może się wydawać szczytem absurdu. W rzeczywistości jednak w tym szaleństwie jest metoda.
piątek, 01 czerwca 2018
Dokładnie przed 20 laty, 1 czerwca 1998 roku, zdałem egzamin magisterski, obroniłem pracę na temat Sądu Konstytucyjnego Republiki Litewskiej i ukończyłem z drugą lokatą na roku Uniwersytet Gdański. W odróżnieniu od dzisiejszej młodzieży, która w wieku 15 lat już doskonale wie nie tylko, co chce studiować, ale i na jakim uniwersytecie, i w kierunku wymarzonych studiów sukcesywnie podąża, moje pokolenie w 15 lat jeszcze się bawiło pistoletami lub lalkami. W swojej klasie byłem, chyba jeśli nie jedynym, to na pewno jednym z nielicznych, którzy w tym wieku przynajmniej wiedzieli, co chcą studiować. Pamiętam, że po ukończeniu klasy 9, nasza wychowawczyni, Elena Prochorowa, przeprowadziła wśród nas sondę na temat „Kim chcesz być?”, gdy przyszła moja kolei odpowiadać, powiedziałem bez najmniejszego wahania: „Prawnikiem". Wychowawczyni była najwyraźniej zaskoczona: „Prawnikiem? Nie, ty zostaniesz podróżnikiem!" Rzeczywiście geografia (obok historii) była moim ulubionym przedmiotem szkolnym, zaś książki podróżnicze pochłaniałem masowo, jednak nawet mając 15 lat doskonale zdawałem sobie sprawę, że na podróże trzeba jednak jakoś zarobić, a prawnicy zarabiają całkiem nieźle. Więc po dziecięcych marzeniach o zostaniu – kolejno – traktorzystą, kosmonautą, leśniczym, chemikiem i policjantem, mniej więcej w okolicach 14 roku życia byłem już pewien, że chcę być prawnikiem. Gdy rok później leżałem w szpitalu z powodu jaskry, leżący obok mnie emerytowany nauczyciel z Uciany, zadał mi to samo pytanie i uzyskał tę samą odpowiedź. Był przerażony: „Prawo? Z twoim wzrokiem? To jest niemożliwe! Przecież tam trzeba tak wiele czytać! Wybierz lepiej zawód nauczyciela”. Ja jednak byłem nieugięty: chcę być prawnikiem i tylko prawnikiem! I mimo, iż — z reka na sercu — niezbyt się przykładałem, żeby ten swój cel życiowy zrealizować, ostatecznie prawnikiem jednak zostałem. Podróżnikiem zresztą również.