Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
wtorek, 28 czerwca 2016
„28 czerwca — to kolejna czarna czerwcowa data w naszej historii. — dziś powstała w Sejmie nowa większość rządząca: Związek Ojczyzny, Partia Pracy, porządnisie Paksasa i grupka miłośników wstążki gieorgijewskiej Waldemara Tomaszewskiego” — napisał na Facebooku znany litewski politolog Rimvydas Valatka. Mnie ta nowa „większość” wcale nie zaskoczyła. Od dawna widzę coraz mniej różnic pomiędzy Związkiem Ojczyzny-Litewskimi Chrześcijańskimi Demokratami (popularnie zwanymi konserwatystami) a Akcją Wyborczą Polaków na Litwie. Owszem na słowach partie te walczą ze sobą na śmierć i życie, urządzają jedna drugiej démarches i groźnie pohukują przeciwko sobie na lamach gazet, portali internetowych oraz w eterze radiowym oraz telewizyjnym, a poza tym zachowują się jak polityczne siostry-bliźniaczki, których jedynym celem jest napędzanie jedna drugiej głosów. Rozdają na lewo i na prawo populistyczne obietnice i głoszą pochwałę konserwatywnej rewolucji, która w ich wydaniu sprowadza się do obowiązkowej matury z religii oraz zakazu związków partnerskich, aborcji i in vitro (a propos dzisiaj Sejm — również glosami konserwatystów, AWPL, Partii Pracy i paksistów — przyjął też i niezwykle konserwatywny wariant ustawy o pomocniczym zapłodnieniu, która przywiduje, iż w procedurze in vitro zapłodnionych będzie mogło zostać nie więcej niż trzy komórki jajowe i zakazuje ich zamrażania). Nawet ich operowanie nacjonalistycznymi kompleksami swoich wyborców jest dokładnie tak samo instrumentalne, a to że jedni odwołują się do nacjonalizmu litewskiego, a drudzy — polskiego wcale nie przeszkadza w owocnej współpracy. Oczywiście współpraca ta nie dotyczy kwestii dla polskiej mniejszości na Litwie najważniejszych, tylko rozwiązywania problemów już nawet nie symbolicznych, tylko nieistniejących. Najlepszym na to dowodem dzisiejsze (28 czerwca) głosowanie w litewskim parlamencie w sprawie zmiany artykułu 38 Konstytucji Republiki Litewskiej, które i skomentowal tak emocjonalnie Rimvydas Valatka. Tę poprawkę — zgłoszoną notabene przez 107 (ze 141) parlamentarzystów (sic!) — jednomyślnie i in corpore poparły tylko frakcje konserwatystów i AWPL (nawet u paksistów i w łonie Partii Pracy znalazło się kilku wątpiących). Mimo iż poprawka jest i niepotrzebna, i — w sensie prawnym — wadliwie sformułowana.
wtorek, 21 czerwca 2016
„W roku 1947 wykonywałem z Leszkiem Międzybrodzkim próby samolotu Chipmunk, który przysłano nam do oceny z Kanady. Byliśmy zachwyceni jego cechami, a wkrótce potem Chipmunk został przyjęty jako podstawowy samolot treningowy w lotnictwie angielskim. Konstruktorem tej świetnej maszyny był inżynier Jakimiuk, przedwojenny twórca samolotu myśliwskiego Jastrząb w Państwowych Zakładach Lotniczych w Warszawie” — wspominał w książce „Nie tylko o lataniu” znakomity kanadyjski pilot i oblatywacz samolotów Janusz Żurakowski. Rzeczywiście Chipmunk (Wiewiórka) był świetnym samolotem, samolotem-legendą, o czym może świadczyć również między innymi to, że właśnie ten typ samolotu używany był na Szybowcowych Mistrzostwach Świata w 1965 r., w Anglii, do holowania szybowców. Samolot ten stał się podstawową maszyną treningową najpierw w Kanadzie i w Wielkiej Brytanii, a następnie w Portugalii, Egipcie, Indach, Tajlandii. Na Chipmunku uczyli się latać członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej, m.in. książę Filip czyli książę-małżonek Elżbiety II i książę Karol, następca tronu. W lotnictwie brytyjskim samoloty Chipmunk używane były aż do połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Twórcą tej supermaszyny lotniczej (jak i kilku innych) był Wsiewołod Jan Jakimiuk — genialny inżynier i konstruktor przez kilka ładnych lat związany z Wilnem. W niektórych opracowaniach można nawet spotkać informacje, iż Wsiewołod Jakimiuk urodził się w Wilnie. W rzeczywistości urodził się 5 stycznia 1902 roku (niektóre źródła podają rok 1905) w Kożynie na Podlasiu w rodzinie prawosławnego duchownego. Miał piękny operowy głos, bas – baryton, ale wybrał karierę inżyniera. W Wilnie ukończył szkołę średnią w roku 1920, tu też wstąpił na studia i w roku 1925 uzyskał magisterium z matematyki na Uniwersytecie Stefana Batorego, a po studiach prze dwa lata pracował jako nauczyciel matematyki w wileńskich gimnazjach.
czwartek, 16 czerwca 2016
Gdy cały świat zapala przed ambasadami USA znicze i składa kwiaty, AWPL zorganizowała dzisiaj (16 czerwca) pod ambasadą w Wilnie kolejną akcję protestacyjną przeciwko… działaniom Litwy. Nie będę się tym razem rozwodził nad sensownością takich akcji protestacyjnych pod ambasadami różnych państw europejskich i nieeuropejskich, które jakimś dziwnym trafem zawsze się nasilają przed wyborami i następnie wygasają, szczególnie jeśli AWPL trafia do tej lub innej koalicji rządzącej. Demokratyczny kraj tym właśnie się różni od niedemokratycznego, że obywatele mają prawo protestować tam gdzie im się chce, oby pokojowo. Czy pikiety w obronie praw mniejszości narodowych na Litwie pod ambasadami Niemiec, USA czy Danii mogą być skuteczne, mam spore wątpliwości. Natomiast nie mam wątpliwości, iż takie protesty pod ambasadą kraju pogrążonego w żałobie po największym zamachu terrorystycznym od czasów 11 września 2001 roku są faux pas. Szczególnie, gdy taki protest organizują miłośnicy rowerów i/czy Wilna bez pedałów.
wtorek, 14 czerwca 2016
Gdy narzekamy — całkowicie słusznie narzekamy — iż wciągu 26 lat niepodległości Litwa nie była w stanie rozwiązać symbolicznego problemu oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk, warto się zastanowić, a który z problemów światopoglądowych Litwa w ogóle w tym okresie rozwiązała? Bo niewątpliwie spór o pisownię nielitewskich nazwisk to spór światopoglądowy, to spór pomiędzy zwolennikami poglądu, iż Litwa powinna być nadal zacofanym, prowincjonalnym, nietolerancyjnym, nacjonalistycznym państewkiem i zwolennikami poglądu, iż Litwa może być państwem europejskim, otwartym, innowacyjnym i dbającym o wszystkich swoich obywateli. Jednak pomijając fakt, iż swoja koszula zawsze jest bliższa ciału, trzeba przyznać, ze wcale nie jest to jedyny od lat nierozwiązany problem na Litwie. Od lat dyskutujemy nad liberalizacja prawa pracy, nad legalizacją związków partnerskich i wprowadzeniem głosowania internetowego, a sprawy te nie ruszają z miejsca ani o milimetr. W przypadku oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk powołujemy się zazwyczaj na traktaty międzynarodowe i umowy dwustronne, jednak trzeba przyznać, że i Europejski Trybunał Praw Człowieka, i Europejski Trybunał Sprawiedliwości rozpatrując skargi przeciwko Litwie z powodu nieoryginalnego zapisu nielitewskich imion i nazwisk, przyznali racje Litwie. Każdy kraj bowiem sam ustala zasady zapisu imion i nazwisk swoich obywateli w dokumentach wydawanych przez instytucje państwowe. Istnieją jednak sprawy, które Litwa przegrała, w których międzynarodowe trybunały nakazały zmianę obowiązującego dyskryminacyjnego prawa i mimo to sprawa także nie ruszyła z miejsca ani o milimetr. Jedną z takich spraw jest L. przeciwko Litwie.
wtorek, 07 czerwca 2016
Przed kilkoma tygodniami młody prawicowy politolog Vytautas Sinica, przy okazji uroczystości ku czci Zygmunta „Łupaszki” Szendzielarza w Polsce, wzywał litewskich publicystów i polityków, że zamiast krytykować politykę historyczną Polski Litwa powinna się od Polski uczyć i konsekwentnie formować w podobny sposób własną politykę historyczną: „Za nim zaczniemy osądzać „autorytarną“ Polskę, mamy się czego od niej nauczyć“. Zazwyczaj to co wypisuje Vytautas Sinicas można skwitować jednym słowem: brednie. Tym jednak razem muszę się z nim po części zgodzić. Rzeczywiście polityka historyczna jest bardzo ważnym instrumentem tworzącym zręby państwowości. Tego instrumentu można użyć i do tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, społeczeństwa tolerancyjnego i wielokulturowego oraz przełamywania narodowych stereotypów, i do szerzenia w tym samym społeczeństwie postaw nacjonalistycznych, ksenofobicznych oraz narodowych mitów. Vytautas Sinica chciałby oczywiście wykorzystać politykę historyczna do tego ostatniego, do ugruntowania w mentalności Litwinów zapoczątkowanej jeszcze w okresie międzywojennym koncepcji Litwy jako państwa narodowego, w którym mniejszości narodowe są jedynie niepotrzebnym balastem lub w najlepszym razie ozdobnikiem. Moim zdaniem w tym kierunku Litwa zmierza i bez polityki historycznej, zaś polityka historyczna powinna służyć wręcz przeciwnie — przede wszystkim przełamaniu tej tendencji. Powinna służyć formowaniu koncepcji Litwy jako państwa wszystkich obywateli. Znany litewski publicysta Rimvydas Valatka ujął to ostatnio — odpowiadając na pytanie uczniów z wileńskiego Gimnazjum Św. Krzysztofa — w sposób lapidarnie prosty, a przez to genialny: „Bycie obywatelem litewskim powinno napawać większą dumą niż bycie tylko Litwinem.” Takiej polityki historycznej potrzebujemy. I przede wszystkim w dziedzinie oświaty.
piątek, 03 czerwca 2016
„Polacy lubią sobie wyobrażać, co by było gdyby. Jedną z takich obsesji jest gdybanie, co by było gdyby Polska w 1920 roku przegrała wojnę lub w 1945 roku po wojnie została włączona jako republika do Związku Radzieckiego. Wydaje mi się, że nie trzeba sobie tego wyobrażać, bo na przykład co by się stało z przestrzenią publiczną, można zobaczyć na przykładzie Lwowa czy Wilna. <…>. Ważnym aspektem jest tutaj język. Gdy czytam „Robczika” Bartosza Połońskiego, książkę napisaną polsko-rosyjsko-litewskim czymś, co na Ukrainie nazywane jest „surżyk”, widzę, jak wielu wpływom ulegał język polski na Wileńszczyźnie. Podobne procesy zapewne zachodziłyby w Warszawie, w Lublinie i innych miastach Polski, gdyby została włączona do Związku Radzieckiego” – powiedział wczoraj (2 czerwca) podczas spotkania w Polskim Klubie Dyskusyjnym (PKD) jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy i publicystów polskich Ziemowit Szczerek. Na temat wileńskich Polaków dyskutowaliśmy z nim już niejednokrotnie i w kwestii alternatywnej historii Polski się niezupełnie zgadzamy. Dla Ziemka fenomenem postsowieckim jest polski socjolekt z Wilna. Moim natomiast zdaniem współczesny „surżyk“ wileński jest nie tyle czy nie tylko wynikiem włączenia Litwy do ZSRS, co raczej zjawiskiem typowym dla wszystkich ludów pogranicza. Lituanizmy i rusycyzmy w tej naszej gwarze były obecne „od zawsze“. Wystarczy poczytać dzieła np. Józefa Mackiewicza, a jeszcze lepiej — Karola Wędziagolskiego (jego wspomnienia — napisane podobno „surżykiem“ niegorszym od tego z „Robczika“ — zostały totalnie zredagowane przez zonę Józefa Mackiewicza Barbarę Toporską, a i tak czuć w nich np. rosyjską składnię). Tak więc polsko-litewsko-rosyjski slang używany przez „Pulaków z Wilni” jest zjawiskiem interesującym, ale dosyć naturalnym. O wiele ciekawszym fenomenem jest mentalność. Jeśli gdybamy na temat Polski jako 16. republiki sowieckiej to Polacy z Wilna mogą posłużyć właśnie jako modelowy przykład tego, co się mogło w takiej republice związkowej stać się z mentalnością Polaków.
środa, 01 czerwca 2016
Gdzie w Wilnie można jeszcze znaleźć włazy kanalizacyjne z napisem po polsku „Magistrat m. Wilna” wie każdy wileński Polak. Są obowiązkowym punktem dla każdej pielgrzymki z Polski na równi z Ostrą Bramą i mauzoleum Serca i Matki Syna. Ale już tylko nieliczni wiedzą o skrzydłatych lwach na ulicy Wileńskiej, o bazyliszku z Barbakanu, podziemnym tunelu pod Górą Zamkową czy kilkudziesięciu wileńskich synagogach, z których do dnia dzisiejszego zachowały się cztery, w tym jedna czynna. Gdzie w Wilnie można obejrzeć resztki mikwy? Dlaczego pomnik Stanisława Moniuszki był porównywany do centaura? Jaki budynek zaprojektował w Wilnie Jerzy Sołtan, jeden z najwybitniejszych architektów epoki modernizmu? Co pozostało po trakcie wiłkomierskim? Gdzie się znajdował najbogatszy cmentarz wileński, a gdzie chowano ubogich i sieroty? Gdzie w Wilnie znajduje się tablica pamiątkowa ku czci „zamordowanego przez Żydów” dziecka? „100 istorinių Vilniaus reliktų“ Dariusa Pocevičiusa - to doskonały powód, żeby na te i wiele innych pytań sobie odpowiedzieć, żeby w tę nieznaną wileńską historię się zanurzyć. Szczególnie, że autor kreśli obraz Wilna nie tylko z miłością, ale i w sposób barwny, otwarty, nie omijając żadnych niewygodnych tematów.