Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
czwartek, 29 maja 2014
„W obliczu rosyjskiej interwencji na Ukrainie wszyscy zobaczyliśmy zdjęcie Waldemara Tomaszewskiego z wstążką św. Jerzego. Przypomnijmy tragedię katyńską. Gdyby Polacy na Litwie mieli twardą polską tożsamość, z trudem można by było wyobrazić, że reprezentująca ich osoba wyjdzie na wiec z symbolem rosyjskiego imperializmu i dalej pozostanie liderem społeczności” — narzekał wczoraj w telewizji LRT na brak reakcji litewskich Polaków na demarches Waldemara Tomaszewskiego związany z konserwatystami politolog Laurynas Kasčiūnas. Jego zdaniem litewscy Polacy nie protestowali, gdyż ich świadomość polska jest chwiejna. „Gdyby była oparta na polskiej tradycji solidarnościowej, która jest częścią polskiej tożsamości, osoby z gieorgijewską wstążką zostałyby natychmiast posadzone na ławce zapasowych, ale tak się nie stało” — twierdzi Kasčiūnas. Być może Kasčiūnas jest doskonałym analitykiem stosunków wschodnich (ostatecznie pracuje w litewskim think tanku Ośrodek Studiów nad Europą Wschodnią), ale na temat Polaków na Litwie i AWPL jego wiedza ogranicza się do powtarzania — może tylko w bardziej poczytalnej formie — tego, co pisze tak przez niego chętnie cytowany prof. Kazimieras Garšva. I pewnie nie należałoby jego wypowiedziami zawracać głowy, gdyby nie były w tej lub innej formie powtarzane przez także innych litewskich politologów i polityków. Najwyraźniej lekcja wynikająca z kolejnych sukcesów wyborczych Waldemara Tomaszewskiego po raz kolejny na Litwie powoli idzie w las.
poniedziałek, 26 maja 2014
Waldemar Tomaszewski zdobył 8 proc. głosów i zapewnił sobie drugą kadencję w Parlamencie Europejskim. Aby zapewnić sobie reelekcję Waldemar Tomaszewski musiał zmobilizować cały możliwy elektorat. Przyznaję bez bicia, że wydawalo mi się, iz pójdzie znanym tropem czyli spróbuje po raz kolejny zmobilizować jak najwięcej polskich wyborców. A tych rozczarowanych efektami (de facto ich brakiem) udziału AWPL w koalicji rządzącej, przekona wystepując tuż przed wyborami z rządu. Wybrał jednak inny sposób. Po raz kolejny wykazując się doskonałym zmysłem taktycznym i dużo gorszym strategicznym. Kolorado vabalai czyli stonka ziemniaczana — tak na Litwie nazywani są ci co noszą tzw. wstęgi św. Jerzego. Symbol zwycięstwa ZSSR nad hitlerowskimi Niemcami, stał się dziś — z uwagi na to że jest używany przez prokremlowskich separatystów na Ukrainie — symbolem rosyjskiego rewanżyzmu. Za sprawą demarche’u Waldemara Tomaszewskiego, który 9 maja wpiął w klapę swojej marynarki wstęgę gieorgijewską obok biało-czerwonej, dziś do zwolenników Putina zapisano niestety też i litewskich Polaków glosujących na AWPL. Niewątpliwie nie przybliżyło to ani o cal spełnienie polskich postulatów, ale za to zapewniło Waldemarowi Tomaszewskiemu reelekcję. Nie mogąc wyborcom zaproponować rozwiązania żadnego z nurtujących ich problemów, Tomaszewski proponuje im kolejne rekordy wyborcze. Co z tego, że aby te rekordowe wyniki osiągnąć z każdymi kolejnymi wyborami usuwa siebie na coraz dalszy margines litewskiej polityki, z którego coraz trudniej przychodzi mu wywieranie wpływu na ogólnolitewską politykę i w szczególności na realizację polskich postulatów nawet gdy jego partyjni koledzy są w rządzie, są ministrami i wiceministrami? Od 2000 roku liczba głosów oddanych na Waldemara Tomaszewskiego i AWPL rośnie z każdymi wyborami i jednocześnie sytuacja polskiej mniejszości narodowej na Litwie nie zmienia się ani na milimetr. Postulaty, które były aktualne przed 14 laty są nadal tak samo aktualne, a dodatkowo pojawiają się nowe problemy.
Valdemar Tomaševski keliauja į Europos Parlamentą antrąjai kadencijai. 8 proc. balsų — puikus rezultatas, turint mintyje neįtikėtinai aukštą rinkėjų aktyvumą. Tam kad laimėti Valdemarui Tomaševskiui reikėjo mobilizuoti visą savo elektoratą. Tiesą sakant maniau, jog jis tradiciškai bandys mobilizuoti lenkus, ypač tuos nusivylusius neefektyvių LLRA dalyvavimu Vyriausybėje (pvz., išstodamas prieš pat rinkimus iš valdančiosios koalicijos). Bet Tomaševskis pasirinko kitą taktinį sprendimą - kovoti ne dėl lenkų, o dėl rusų balsų. Jam prisegus prie atlapo georgijaus juostelę visi Lietuvos lenkai automatiškai buvo įrašyti į „kolorado“ vabalų gretas. Tai be abejo neteisinga. Pakankamai daug vietinių, ypač Vilniaus, lenkų šį kartą tiesiog neturėdami kitokios alternatyvos liko namuose. Galima drąsiai teigti, jog šiuo metu Lietuvos rusai jau sudaro apie pusę Tomaševskio rinkėjų. Bet prorusiški gestai, demaršai per sausio 13-osios minėjimą ar pasisakymai apie „banderovcus“ Ukrainoje neatbaido ir geležinio LLRA elektorato. Negalėdamas išspręsti jo problemų Valdemaras Tomaševskis siūlo jam pakaitalą — rinkiminius rekordus. Dar daugiau balsų, dar daugiau iškovotų mandatų. Deja kovodamas dėl šių rekordų jis yra priverstas imtis vis radikalesnių žingsnių, vis labiau populistinės retorikos ir tuo pačiu stumia save į vis tolesnę Lietuvos politikos paraštę, iš kurios darosi vis sudėtingiau įtakoti Lietuvos valdžios priimamus sprendimus net būnant Vyriausybėje. Užburtas ratas: ko radikalesnė retorika – to daugiau balsų — ko daugiau balsų — to mažiau... įtakos. Įdomu kada jo rinkėjai užduos sau akivaizdų klausimą: jeigu nuo 2000 m. Tomaševskio ir LLRA rinkiminiai pasiekimai tik gėrėja, kodėl iki šiol nei viena iš lenkų bendruomenės problemų nėra išspręsta, o dar ir naujų atsirado?...
czwartek, 22 maja 2014
Na Litwie obecnie działają cztery meczety — w Niemieżu, Sorok Tatarach, Kownie oraz w okolicach Olity. Od kilkunastu lat wileńska wspólnota muzułmańska zabiega u władz miejskich o przydzielenie działki pod budowę meczetu w Wilnie. Pomysł budzi kontrowersje, szczególnie wśród narodowych radykałów i wszelkiej maści zwolenników walki z „islamofaszyzmem”. Mimo iż litewscy sunnici, wywodzący się przede wszystkim z wspólnoty Tatarów litewskich, należą do najbardziej liberalnego i tolerancyjnego odłamu wyznawców Allacha. Poza tym meczet w litewskiej stolicy, w której, według szacunków muftiego Romasa Jakubauskasa, duchowego przywódcy muzułmanów na Litwie, mieszka około dwóch tysięcy muzułmanów, byłby powrotem do wielowiekowej tradycji. W samym centrum miasta, tuż obok placu Łukiskiego, o czym świadczy np. nazwa ulicy łączącej ulicę Łukiską (Lukiškių) z Gasztolda (Goštauto) — zaczyna się przy więzieniu i biegnie w stronę Wilii — Meczetowa (Mečetės), przez wiele wieków bowiem istniał dom modlitewny muzułmanów. Został zburzony dopiero w latach 60. ubiegłego wieku. Buldożery zrównały z ziemią i znajdujący się obok meczetu cmentarz tatarski, niektóre nagrobki przerobiono na materiały budowlane, inne zostały w murowane w fontannę. W ich miejsce stanęły budynki Instytutu Chemii oraz Instytutu Fizyki Teoretycznej oraz Astronomii Uniwersytetu Wileńskiego. Na jednym z nich w czerwcu 2009 roku odsłonięto pamiątkową tablicę: „W tym miejscu od XVI wieku znajdował się dom modlitewny litewski Tatarów – meczet i cmentarz. W 1968 roku decyzja władz sowieckich meczet został rozebrany, zaś cmentarz zniszczony.” Podobno są plany przeniesienia instytutow w inne miejsce i zburzenia budynków. Tatarzy chcieliby, aby w jego miejsce stanął pomnik upamiętniający meczet. Jednak najpewniej w tym miejscu stanie kolejny wieżowiec.
poniedziałek, 19 maja 2014
Nie miałem niestety możliwości w odpowiednim czasie, czyli 26 kwietnia, skomentować dwudziestego jubileuszu podpisania Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy. Nie miałem z przyczyn obiektywnych. Byłem wówczas jakieś 15 tysięcy kilometrów od Wilna. Jednak obecnie, po powrocie do kraju, przeglądając litewskie i polskie media z owego okresu zauważam, że nie tylko ja przegapiłem okazję do oceny Traktatu polsko-litewskiego. Tak na dobrą sprawę powstaje niemiłe wrażenie, że ten fakt — 20 lat od podpisania bądź co bądź historycznego dla stosunków polsko-litewskich dokumentu — został ledwie odnotowany. W dzień dwudziestej rocznicy podpisania Traktatu ambasada RP w Wilnie zorganizowała jedynie… wieczorek taneczny o charakterze towarzyskim, w którym udział wzięło około stu tancerzy z Polski i Litwy. Podobnie i strona litewska nie wysilila się na żadne wieksze obchody w tym dniu. Doskonale rozumiem, że każda ze stron może być dyskusją wciąż na te same tematy (czy to w kwestii pisowni nazwisk, czy to w kwestii Ustawy o mniejszościach narodowych) już lekko znudzona. Jednak czy rzeczywiście ignorowanie dwudziestej rocznicy podpisania Traktatu polsko-litewskiego, który w gruncie rzeczy zakończył okres otwartego polsko-litewskiego konfliktu sięgającego korzeniami przełomu XIX i XX wieków, jest najlepszą formą zademonstrowania tego? Przy okazji dwudziestej rocznicy podpisania Traktatu polsko-litewskiego bardzo często się mówi, że tak naprawdę nie ma się z czego cieszyć, gdyż Litwa z zobowiązań traktatowych się nie wywiązała. Jest to stwierdzenie po części niesprawiedliwe, a po części zależy od interpretacji norm traktatowych. Zarzuty stawiane stronie litewskiej dotyczą oczywiście wywiązywania się z zobowiązań traktatowych, związanych z prawami mniejszości narodowych (polskiej na Litwie i litewskiej w Polsce), zawartych w artykułach 13-15. Być może więc warto odrzucić emocje i sentymenty, i im się oraz ich realizacji przyjrzeć bliżej?...
czwartek, 15 maja 2014
Tak się złożyło, że na przełomie kwietnia i maja br. przez trzy tygodnie podróżowałem po Australii i Nowej Zelandii. Nie będę tu opisywał swoich przygód, bo to przecież nie blog podróżniczy, tylko polityczny, ale chciałbym zwrócić uwagę na kilka spraw, które wydaje mi się mogą być ważne iw kontekście stosunków polsko-litewskich. W australijskich i nowozelandzkich mediach niewiele się mówi o Ukrainie. W krajach, gdzie policjanci chodzą bez broni, większe społeczno-medialne zainteresowanie wywołuje pospolita kradzież lub przejechanie przez kierowcę busa pieszego. Oczywiście nic nie wiedzą o nic o problemach w stosunkach polsko-litewskich, ale to nie znaczy że nie możemy się czegoś od nich nauczyć. Na przykład w nowozelandzkich gazetach , które wertowałem, po kilkanaście stron co dnia zajmowały dyskusje i raporty na temat oświaty (mimo iż jej poziom jest jednym z najwyższych na świecie; według PISA 2012 Nowa Zelandia zajmuje 18-23 miejsca), gdyż w ciągu 3 lat nastąpił spadek w rankingu PISA o kilka miejsc i to doprowadziło do ogólnonarodowej dyskusji nauczycieli, polityków, rodziców i młodzieży nad tym co trzeba by poprawić, aby powrócić do światowego TOP 10. Litwa jak wiadomo w badaniach PISA jest poniżej średniej OECD (czwarta i piąta dziesiątka) i ten poziom non stop spada, a polskie szkoły na Litwie wypadają w tych badaniach jeszcze gorzej, a i tak nie ma dyskusji na ten temat, a odpowiedzialni za polską oświatę działacze powtarzają od 20 lat mantrę, że „polska szkoła jest najlepsza”. W Queensland lokalny rząd stanowy boryka się z olbrzymim długiem publicznym, więc za pomocą TV i internetu zwrócił się do obywateli z pytaniem: co z tym robimy? Wyjścia są trzy: zwiększyć podatki, obniżyć świadczenia socjalne lub wyprzedać część majątku publicznego. Każdy obywatel jest zachęcany do wypowiedzenia się w internetowym głosowaniu za jedną z opcji. Czy ktoś może wyobrazić, że Tomaszewski zwraca się do Polaków na Litwie z pytaniem: co jest dla nas najważniejszym i priorytetowym problemem: nazwiska, tabliczki czy oświata?... Jednak najciekawsze refleksje z tej podróży nasunęły mi się w związku ze stosunkami międzyetnicznymi w Australii i Nowej Zelandii.
poniedziałek, 12 maja 2014
Właściwie jedyną niespodzianką pierwszej tury wyborów prezydenckich na Litwie jest fakt, iż… odbędzie się jednak tura druga. Wszystko wskazywało na to, że jeśli frekwencja dopisze (tj. będzie wyższa niż 50 proc.), a dopisała (na wybory przyszło 52,14 proc. uprawnionych co może budzić zdziwienie, gdyż tak naprawdę kampania wyborcza była — nawet jak na Litwę — wyjątkowo nudna i tylko jeden z siedmiu kandydatów chciał te wybory rzeczywiście wygrać; albo jak to dosadnie ujął jeden z litewskich politologów: ci co mogli wygrać nie chcieli, a ci co chcieli – nie mogli), Dalia Grybauskaitė bez problemu zbierze powyżej 50 proc. głosów i zostanie prezydentem na kolejna pięcioletnia kadencję. Stało się inaczej. Grybauskaitė zebrała co prawda około 46 proc. głosów, a drugi w kolejce socjaldemokrata Zigmas Balčytis zaledwie niecałych 14 proc., jednak będzie musiała zmierzyć się z nim w drugiej turze. Wszystko wskazuje na to, że elektorat jest zmęczony Grybauskaitė, w ciągu pięciu lat straciła blisko 1/3 wyborców. Dla demokratów jest zbyt autorytarna, dla zwolenników rządów „silnej ręki” zbyt proeuropejska, dla lewicowców — zbyt nachalnie wspierana i wspierająca konserwatystów, zaś u konserwatystów zbyt wiele pytań budzi jej komunistyczna przeszłość. Wszystko też wskazuje, że skręt sympatii litewskich wyborców w lewo, który dokonał się w 2012 roku nadal się utrzymuje. Kandydaci lewicy i centrolewicy zdobyli prawie połowę głosów. Zigmas Balčytis niewątpliwie drugą turę wyborów prezydenckich przegra, jednak litewscy wyborcy dali urzędującej głowie państwa jasny sygnał, że nie są z niej zadowoleni. Niewiadomo tylko jakie wnioski z niego wyciągnie Grybauskaitė. Natomiast bardzo dobry wynik Waldemara Tomaszewskiego (8,36 proc.) mógł zaskoczyć chyba już tylko litewskich politologów, którzy nie rozumieją fenomenu Tomaszewskiego i AWPL, bo w ogóle nie interesują się mieszkającymi na Litwie mniejszościami narodowymi, a przede wszystkim największymi z nich — Polakami i Rosjanami, ich problemami i oczekiwaniami.
środa, 07 maja 2014
Nie ukrywam, że gdy powstała w marcu 2012 roku polskojęzyczna wersja największego litewskiego portalu delfi.lt wiązałem z nią duże nadzieje na przełamanie monopolu jednej prawdy w mówieniu o Polakach na Litwie. Oto na rynku pojawił się gracz niezależny od AWPL i od finansowania z Polski, nastawiony na zysk, a więc będący w stanie zaproponować platformę dla dyskusji polsko-polskiej, wyciągnąć z undergroundu wszystkich tych, którzy piszą i myślą inaczej niż jedynie słuszna opcja i jej „orle pióra” oraz patrzeć na ręce nie tylko urzędnikom oraz politykom-Litwinom, ale i Polakom. I początkowo się zdawało, że właśnie taki scenariusz jest realizowany. Niestety po mniej więcej roku kierownictwo delfi.lt zrezygnowało z rozwoju portalu w tym kierunku, zaś nowy redaktor pl.delfi.lt Ryszard Rotkiewicz przekształcił portal w typowy tabloid: sensacyjne artykuły, krzykliwe tytuły, dużo zdjęć, mało tekstu. Mając ograniczone możliwości finansowe i ludzkie Rotkiewicz wybrał jedyną możliwą opcję. I nawet mi się to co zrobił podoba. W dzisiejszych czasach niestety właśnie brukowce przyciągają największą liczbę czytelników i od lat twierdzę, że właśnie tabloidyzacja mogłaby być może ożywić lokalna polska prasę i przywrócić jej straconych przed laty czytelników. Przykład pl.delfi.lt wskazuje, iż w porę przeprowadzona tabloidyzacja jest w stanie zrównoważyć straty z powodu niewystarczającego finansowania oraz zatrzymać tendencje spadkowe, jeśli chodzi o czytelnictwo. Jednocześnie jednak pl.delfi.lt — po zlikwidowaniu działu z opiniami i komentarzami — wypadło z walki o tzw. rząd dusz na Wileńszczyźnie. Dziś w tej walce liczą się de facto dwa polskie portale internetowe na Litwie: zw.lt oraz l24.lt. Obaw gruncie rzeczy stawiają na polski patriotyzm, ale patriotyzm diametralnie różny.