Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
„Jest to przypadek, gdy proces jest równie ważny jak wynik” — powiedział prof. Ramūnas Vilpišauskas, dyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych przy Uniwersytecie Wileńskim zagajając dyskusję polskich i litewskich ekspertów na temat relacji polsko-litewskich, która odbyła się w ubiegły czwartek (25 kwietnia) w Wilnie w ramach prezentacji raportu o wzajemnym postrzeganiu się Polaków i Litwinów, przygotowanego przez polski Instytut Spraw Publicznych. Moim zdaniem jednak wynik czyli normalizacja stosunków polsko-litewskich jest ważniejszy, ale do niego długa droga. Mam nadzieję, że ta droga prowadzi właśnie przez takie dyskusje. Na każdej bowiem pada wiele bardzo słusznych słów i dyskusja w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych nie była wyjątkiem. Były litewski prezydent Valdas Adamkus, były minister spraw zagranicznych Antanas Valionis, historyk Vladas Sirutavičius, europoseł Paweł Zalewski, politolog Renata Mieńkowska-Norkienė i redaktor naczelny „15 min.” Rimvydas Valatka powiedzieli naprawdę sporo ważnych uwag: o tym, że kwestia pisowni nazwisk polskich na Litwie powinna być rozwiązana, bo nazwisko to nie kwestia narodowości tylko tożsamości; o tym, że należy zezwolić na dwujęzyczne nazwy miejscowości i ulic; o tym, że ani naród duży, ani mały nie ma prawa do nacjonalizmu, bo nacjonalizm zawsze się kończy jednakowo — ofiarami śmiertelnymi; że potrzebujemy obywatelskiego społeczeństwa, szczególnie na Wileńszczyźnie. Można oczywiście zapytać: ale co w sensie praktycznym z tych dyskusji wynika? Być może tylko to, że zostają nagłośnione przez media i być może te oczywiste prawdy trafią za ich pośrednictwem do jeszcze kilku osób i zmuszą do myślenia? Być może.
czwartek, 25 kwietnia 2013
Wcześnie rano 24 maja 1940 r. grupa zwerbowanych przez znakomitego meksykańskiego malarza i jednocześnie zaciekłego stalinistę Davida Alvaro Siqueirosa spiskowców, przebranych w mundury policyjne, podjechała pod bramę willi w Coyoacán (Meksyk), w której mieszkał Lew Trocki - niegdyś jeden z liderów bolszewickiej rewolucji, twórca Armii czerwonej, a obecnie uchodźca polityczny i lider antystalinowskiej opozycji. Trocki spodziewał się zamachu i mieszkał w podmiejskiej rezydencji jak w twierdzy, pełnej uzbrojonej po zęby obstawy. Jednak gdy Bob Harte, który akurat tego ranka stał przy bramie, usłyszał znajomy głos otworzył bez namysłu bramę. To przecież Józek! Chwilę później morderczy ogień z karabinów maszynowych spadł na okna i drzwi sypialni Trockiego i jego rodziny. Zaatakowani schowali się pod łóżkiem, zakrywając rękoma głowy. Tuż nad nimi świstały kule. Stalowe okiennice odbiły część z kilkuset pocisków, lecz mimo to w ścianach znaleziono następnie 76 kul, a w pobliżu domu jeden niewypał bomby. Zamachowcy pewni, iż po takiej szaleńczej kanonadzie nikt nie ma prawa przeżyć nawet nie sprawdzili efektów „roboty” i im szybciej się wynieśli z posiadłości. Trocki przeżył. Co prawda niedługo. Trzy miesiące później Ramon Mercader, jeden z jego współpracowników i jednocześnie agent NKWD, uderzył go z zaskoczenia czekanem w tył głowy i tego uderzenia Trocki już nie przeżył. Wracając jednak do wydarzeń z 24 maja 1940 roku — zamachowcy uciekając z Coyoacánu porwali ze sobą Boba Harte'a, ponieważ mógł wydać prawdziwego organizatora zamachu, którym był nie David Alvaro Siqueiros, jak powszechnie się uważa, tylko Karaim z Wilna i jednocześnie jeden z najwybitniejszych sowieckich szpiegów — Józef „Józek” Grygulewicz. Trup Harte’a znaleziono następnego dnia na obrzeżach meksykańskiej stolicy.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Instytut Spraw Publicznych (ISP) przedstawił w ubiegłym tygodniu raport o wzajemnym postrzeganiu się Polaków i Litwinów. Media w Polsce zauważyły w nim, ze Polacy nie sa w stanie wskazać Litwy na mapie, litewskie media odczytały z niego tylko że Polacy na Litwie nie czują się dyskryminowani (o tym że jeszcze większy procent Litwinów w Polsce nie czuje się dyskryminowany również – przemilczały), lokalne polskie media raport w zasadzie przemilczały (pomijam PL DELFI, bo wiadomo, że to „gadzinówka” i blahblahblah), bo ukazuje on zupełnie inną polsko-litewską rzeczywistość niż pieczołowicie od lat próbują kształtować. Według mnie najważniejsze jednak, że badanie ISP jest kolejnym z całej serii badań i sondaży, wykonanych w ostatnich latach tzw. polsko-litewskiego zimnego pokoju, które wykazuje, że ani wśród większości Polaków, ani wśród większości Litwinów (w tym Polaków na Litwie i Litwinow w Polsce) nie ma — wbrew temu co twierdzą politycy, media oraz ci, którzy wnioski wyciągają na podstawie anonimowych komentarzy w Internecie — wrogiego nastawienia do drugiej strony.
czwartek, 18 kwietnia 2013
Jarosław Wołkonowski, dziekan wileńskiej filii Uniwersytetu w Białymstoku, od dłuższego czasu bije na alarm: „Do nas przychodzą absolwenci szkół polskich, którzy znają słabo lub bardzo słabo język polski. Problemy zaczynają się, kiedy mają napisać prace licencjackie. Wtedy mają problemy z poprawnym sformułowaniem swoich myśli po polsku”. Poloniści i działacze „Macierzy Szkolnej” uspokajają, iż jest to problem wszystkich mniejszości narodowych żyjących w obcojęzycznym otoczeniu, zaś generalnie poziom polskiej szkoły na Litwie jest bardzo wysoki. Tymczasem w opublikowanym przed paroma dniami przez tygodnik „Veidas” rankingu najlepszych szkół i gimnazjów na Litwie do pierwszej pięćdziesiątki z polskich szkół trafiły tylko cztery (z tego trzy z Wilna; wileńskie szkoły tradycyjnie uchodzą za bardziej elitarne): Gimnazjum im. Jana Pawła II, Szkoła Średnia im. Św. Kazimierza w Miednikach, Gimnazjum im. Adama Mickiewicza i Szkoła Średnia im. Konarskiego (odpowiednio 30, 31, 47 i 48 miejsca na liście). Jeszcze bodajże dwie czy trzy polskie szkoły dostały się do pierwszej setki. Niewiele jak na liczącą kilkadziesiąt szkół wspólnotę. Dyrektorzy polskich placówek oświatowych pocieszają się nawzajem, że już wkrótce „Macierz Szkolna” przygotuje własny ranking i czarnym na białym udowodni, że polskie szkolnictwo na Litwie kwitnie. Jednak dyrektor Gimnazjum im. Jana Pawła Adam Błaszkiewicz samokrytycznie przyznaje w rozmowie z PL DELFI, że polska szkoła raczej nigdy nie trafi do pierwszej dziesiątki szkół na Litwie. Winni są oczywiście… uczniowie.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Pewnego dnia w Internecie natrafiłem na spis aktorów, reżyserów, scenarzystów, którzy się urodzili w Wilnie lub okolicach. Z pewnego rodzaju zdziwieniem odkryłem, że było i jest ich całkiem sporo. Oczywiście przede wszystkim są to filmowcy litewscy, polscy oraz rosyjscy, ale dzisiaj chciałbym przedstawić „naszych” z Hollywood czyli tych, którzy zaistnieli w Stolicy Światowego Kina. Niektórzy na krótko, niektórzy pośrednio, ale biografia każdego jest warta przypomnienia. Szczególnie, że bardzo często o ich wileńskim pochodzeniu nie wiedzą nawet najbardziej zagorzali wielbiciele czy najwybitniejsi filmoznawcy.
poniedziałek, 08 kwietnia 2013
Toledo War — to taki dosyć mało znany incydent w historii USA. W 1835 roku doszło otóż do pogranicznych walk między stanem Ohio i (wówczas terytorium, a obecnie stanem) Michiganem. Spór powstał z powodu niedużego terytorium, tzw. pasu (strip) Toledo, ciągnącego się od brzegu jeziora Erie wzdłuż rzeki Maumee i obejmującego zamożne miasto Toledo. I Ohio, i Michigan — z powodu niedokładności wcześniejszych map — rościli pretensje do tego terenu, a w celu ich zakomunikowania wysłali nad granicę oddziały zbrojnej milicji. Doszło nawet podobno do kilku strać z użyciem broni palnej. Ostatecznie rząd federalny sprawę w roku 1836 uregulował i przymusił oba zwaśnione stany (wycieńczone utrzymywaniem kilkutysięcznych oddziałów paramilitarnych) do pokoju. Pas Toledo przypadł w udziale Ohio, zaś Michigan dostał rekompensatę w postaci części terytorium… sąsiedniego Wisconsinu. Po kilkunastu latach okazało się, że na tych terenach odebranych Wiskonsinowi odkryto bogate złoża miedzi i żelaza. Jednym słowem „Toledo War” to przykład sytuacji, gdy — wbrew znanemu przysłowiu — dwóch się bilo, a najbardziej ucierpiał trzeci. Przypomniała mi się ta historia, gdy zobaczyłem projekt Ustawy o mniejszościach narodowych przygotowany przez grupę roboczą pod kierownictwem wiceministra kultury Edwarda Trusewicza. Tzn. oficjalnie żadnego projektu nadal nie ma, ale — jak mówi sam Trusewicz — powstał brulion projektu, który jego twórcy przedstawili organizacjom mniejszości narodowych do dyskusji.
czwartek, 04 kwietnia 2013
Przed dziewięcioma laty, 22 marca 2004, na dwa miesiące przed swoimi 91. urodzinami, w Tel Awiwie zmarł Avrom (Abraham) Karpinowicz. Według słów izraelskiego poety Avroma Suckewera: „Nikt, może poza Chaimem Grade‘em, nie umiał tak dobrze opisać Wilno jak on.“ Ostatni wybitny prozaik tworzący w jidysz. Większa część jego życia przeszła w Tel Awiwie, w którym na stale osiadł w 1949 roku. Jednak pisał przede wszystkim o ukochanym mieście swojej młodości – Wilnie (Vilne), w którym po upadku ZSSR stal się częstym gościem, czytając lekcje dla studentów Vilnius Yiddish Institute. Uwielbiał przebywać na ulicy Ludwisarskiej (Liejyklos) przy której ufundował tablice pamiątkową (w jidysz i litewskim) na cześć swojego ojca. Natomiast w wilenskim Muzeum Żydowskim (przy ulicy Pylimo (Zawalnej) 4) od 2 sierpnia 2004 roku działa wystawa poświecona Karpinowiczowi.