Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
poniedziałek, 30 marca 2015
Przypomniał mi się taki sowiecki kawał. Jeden z współpracowników Lenina po latach występuje ze wspomnieniami przed pionierami i opowiada o tym, jaki to Włodzimierz Iljicz był dobry: „Pamiętam pewnego razu wyszedł Włodzimierz Iljicz przed dom, aby się ogolić. Dostał brzytwę i zaczął ją ostrzyć. A obok przechodził pionier. Lenin patrzy na niego, a brzytwę ostrzy. Pionier przywitał się i poszedł dalej, a Lenin natoczył brzytwę i zabrał się za golenie…” Pionierzy pytają: „No dobrze, ale na czym tu polegała dobroć Lenina?” „Jak to? Miał brzytwę, mógł pioniera ciachnąć, ale przecież nie ciachnął!” Podobnie jest z nadaniem honorowego obywatelstwa rejonu wileńskiego dla Waldemara Tomaszewskiego. Mogli przecież go i intronizować (doświadczenie już w tej materii mają), internetowi trolle na lie24 juz piszą kościelnymi tekstami, że nadanie honorowego obywtalestwa jest „godne i sprawiedliwe" (zostaje tylko dodać: „słuszne i zbawienne"), ale nie intronizowali. Wypada się chyba cieszyć albo czekać na to w przyszłości. Pisząc zaś poważnie: nie wiem kto był w ubiegły piątek (27 marca) bardziej żałosny i żenujący: czy radni samorządu rejonu wileńskiego, którzy zgodnym — „za” głosowali nie tylko członkowie AWPL, ale i socjaldemokraci — „sieg hail” (z szeregu wyłamało się zaledwie 7 rejonowych polityków: trzech głosowało przeciw, jeden wstrzymał się od głosu, a trzech nie wzięło udziału w głosowaniu w ogóle) zatwierdzili nadanie tytułu honorowego obywatela dla Waldemara Tomaszewskiego, czy żałosna ekipa 6-8 podstarzałych grafomanów, która przeciwko takiej decyzji pod oknami samorządu protestowała, nie będąc w stanie napisać po litewsku poprawnie nawet trzech wyrazów na plakatach.
piątek, 27 marca 2015
Gdy w dalekim roku 1982 moi rodzice zastanawiali się do jakiej szkoły mnie wysłać — polskiej, która była na drugim końcu miasta czy rosyjskiej albo litewskiej, która była dosłownie w kilku metrach od domu — poprosili o radę znajomą z miejskiego działu oświaty (notabene Rosjankę). Odpowiedziała: „Dziecko powinno uczęszczać do szkoły z takim językiem nauczania, w jakim się rozmawia w domu.” I dlatego przez dwanaście lat zasuwałem codziennie wypełnionym po brzegi trolejbusem 30-40 minut na drugi koniec miasta do „mickiewiczówki”, a następnie kolejnych 30-40 minut z powrotem do domu. I jestem wdzięczny rodzicom za tę decyzję. Nie dlatego, że jestem jakoś szczególnie przywiązany do tej szkoły, nauczycieli bądź kolegów z klasy, tylko dlatego, że szkoła mi dała podstawy, które — w moim odczuciu — pomogły mi w życiu: wiedzę, tożsamość i znajomość języka ojczystego. Szanuję wybór rodziców, którzy posyłają swoje dzieci do szkół litewskich bądź rosyjskich, ale nie wierzę, że dziecko może tam dostać więcej niż w szkole polskiej. Raczej wręcz przeciwnie. Mam znajomych Polaków, którzy ukończyli szkoły rosyjskie bądź litewskie i jakoś nie dostrzegam, aby osiągnęli w życiu o wiele więcej niż ja po szkole polskiej. Mimo to nadal pokutuje mit, iż to szkolą litewska (w czasach sowieckich – rosyjska) jest lepsza, bardziej atrakcyjna, daje większe możliwości lub lepszy start życiowy. Dyskusja pt. „Czy polska szkoła w Wilnie jest atrakcyjna?”, którą zorganizował we środę (25 marca) Polski Klub Dyskusyjny, a ja miałem zaszczyt moderować, jeszcze raz przekonała mnie, iż polska szkoła ma spore osiągnięcia, których nie umiemy sprzedać jej potencjalnym klientom — rodzicom i uczniom.
środa, 25 marca 2015
Każdego dnia się zastanawiam jak daleko są w stanie posunąć się działacze AWPL-ZPL w swoim wazeliniarstwie? I gdy już się wydaje, że zostały przekroczone wszelkie granice dobrego smaku i poziom wazeliniarstwa doszedł do stanów ekstremalnych, a nawet już się przelewa, okazuje się, że śpiewający niekończącą się hosannę nieomylnemu Wodzowi przesuwają te granice o kolejny krok lub dwa w stronę totalnego absurdu i groteski. 23 marca br. Administracja Samorządu Rejonu Wileńskiego wniosła pod obrady rady samorządowej projekt nr T1-136 uchwały nadającej liderowi Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Waldemarowi Tomaszewskiemu tytuł honorowego obywatela rejonu wileńskiego. Gdy usłyszałem po raz pierwszy o tym projekcie, pomyślałem sobie, że w tym roku Prima Aprilis nastał nam niezwykle wcześnie. Niestety nie jest to żart, ale jak najbardziej realna inicjatywa prawodawcza. Jak widać ewolucja każdego autorytaryzmu jest podobna: zaczyna od cementowania jedności i jednomyslności w imię jakiegoś szczytnego celu, a kończy stawianymi za życia pomnikami nieomylnym przywódcom...
piątek, 20 marca 2015
Frakcja AWPL coraz bardziej się pogrąża. We czwartek (19 marca) podczas głosowania nad przywróceniem obowiązkowego poboru do wojska tylko trzech posłów litewskiego parlamentu głosowało przeciwko (w tym Zbigniew Jedziński z AWPL) oraz pięciu wstrzymało się od głosu (w tym trzech z AWPL: Michał Mackiewicz, Józef Kwiatkowski i Irina Rozowa). Żle się stało, niezależnie od tego jak poważne mieli wątpliwości. Ten projekt nie był bowiem zwykłym dokumentem prawnym, tylko swego rodzaju politycznym plebiscytem. Podobnie jak głosowanie nad Aktem Odrodzenia Niepodległej Litwy 11 marca 1990 roku. Wówczas również zabrakło czasu na szerszą dyskusję, wyjaśnianie, przekonywanie, opracowanie szczegółowych wizji przyszłości, jednak czasami polityk po prostu musi się w swojej działalności kierować intuicją. Lojalność wobec państwa litewskiego każdego kto głosował lub wstrzymał się od glosowania 19 kwietnia będzie teraz kwestionowana przez politycznych oponentów, media oraz opinie publiczną. Szczególnie, że frakcja AWPL jeszcze bardziej te wątpliwości wzmocniła, gdy de facto zbojkotowała wczorajsze głosowanie nad uchwałą (rezolucją) sejmową w sprawie zabójstwa Borysa Niemcowa. Rezolucję, w której litewscy parlamentarzyści składają wyrazy współczucia krewnym i przyjaciołom rosyjskiego opozycjonisty oraz wzywają do międzynarodowych nacisków na Rosję w celu zapewnienia przeprowadzenia obiektywnego śledztwa w tej sprawie, poparł 81 parlamentarzysta, tylko jeden głosował przeciw (Siergiej Dmitrijew z Litewskiego Związku Rosjan). Frakcja AWPL, jako jedyna w litewskim parlamencie, in corpore nie wzięła udziału w głosowaniu.
czwartek, 19 marca 2015
Przed kilkoma dniami Litewskie Centrum Praw Człowieka wrzuciło na YouTube doskonałą reklamę socjalną. Kilka osób zaproszono na casting do spotu reklamowego i poproszono, aby zaczekały przez chwilę na reżysera w towarzystwie czarnoskórego mężczyzny. Mężczyzna kolejno zwraca się do każdej z nich, aby przetłumaczyły na angielski wiadomość, którą dostał w języku litewskim od jakiegoś anonima na portalu społecznościowym. Wszyscy chętnie się zgadzają, zaczynają czytać i zmieniają się na twarzy. Po zapoznaniu się z treścią wiadomości większość odmawia przetłumaczenia, nie jest w stanie jej powtórzyć patrząc komuś w oczy, sugeruje, aby wiadomość natychmiast wykasować, jednak po długich namowach zaczynają tłumaczyć. Wiadomość jest typowa dla litewskiego Internetu: „małpo”, „s…dalaj do Afryki”, „dopadniemy cię”, „przerobimy twoją niewolniczą skórę na buty” itp. Tłumaczący, którzy nie wiedzą, że są filmowani ukrytą kamerą, przepraszają czarnoskórego mężczyznę za swoich ziomali, widać, że jest im autentycznie wstyd… Wzruszającym spot. Zmuszający każdego z nas do zastanowienia się. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, ze jego siła rażenia w zwalczaniu rasistowskich stereotypów i mowy nienawiści będzie dużo większa niż gdyby mieszkający na Litwie czarnoskórzy założyli jakąś własną Akcji Wyborczej… Pytanie dlaczego, żaden zetpeel w ciągu 25 lat swojej działalności nie domyślił się, aby taką reklamę socjalną nakręcić o Polakach? Albo spróbujmy je zadać bardziej szeroko: dlaczego liderzy polskiej społeczności postawili wszystko na hard power — wybory, protesty pod ambasadami i naciski z Warszawy oraz Brukseli. Dlaczego nigdy nie spróbowano — przynajmniej równolegle — wykorzystać także środki z arsenału soft power?...
poniedziałek, 16 marca 2015
Tak czarnej kampanii wyborczej jak ta wileńska z ostatnich dwóch tygodni — nie widziałem od dawna. Artūras Zuokas dwoił się i troił, wylewał wiadra pomyj, nie oszczędzając nawet dzieci, próbując zniszczyć konkurenta. W prasie, telewizji, radiu, na billboardach atakował Remigijusa Šimašiusa przede wszystkim za poparcie dla tzw. polskich postulatów: oryginalnej pisowni imion i nazwisk, dwujęzycznych napisów, używania języka polskiego jako pomocniczego w urzędach samorządowych, a nawet przywrócenia mszy w języku polskim w wileńskiej Katedrze. „Język litewski nie jest dla Pana wartością!” — grzmiał Artūras Zuokas na każdych debatach, a zgodny chór nacjonalistów mu przyklaskiwał. „Lepszy złodziej niż pedał” — napisał na Facebooku ich lider Julius Panka. „Tylko dresiarze głosują na Šimašiusa” — wtórował mu zuokasowski liberał Algis Čaplikas (ten, który przed paroma laty de facto napisał, iż absolwent polskiej szkoły nadaje się tylko do pracy kasjera w supermarkecie). Interesujące, że do tego chórku dołączył i największy z obrońców polskości na Litwie Waldemar Tomaszewski, przestrzegając, iż wygrana Šimašiusa oznacza inwazję... homoseksualistów na Wilno. Oficjalnie AWPL tak i nie zdecydowała się, którego z dwóch kandydatów bardziej lubi i nie udzieliła poparcia żadnemu z nich. Jednak nieoficjalnie było wiadomo, że o ile wygrana Artūrasa Zuokasa jeszcze daje nadzieję na pozostanie AWPL u władzy w mieście, o tyle wygrana Šimašiusa oznacza dla partii Waldemara Tomaszewskiego porażkę na całej linii - partia ma nie tylko o jeden mandat mniej niż w roku 2011 (o dwa polskie), ale i będzie przez 4 lata w opozycji. Dlatego nieoficjalne poparcie dla Zuokasa, którego żona notabene w roku 2010 głosowała w Sejmie przeciwko projektowi Ustawy o pisowni imion i nazwisk (przygotowanemu nomen omen przez Šimašiusa), płynęło wartkim strumieniem: pomniejsi działacze polskiej partii wypowiadali się w opłaconych przez Zuokasa reklamach politycznych, iż są „słuszne obawy o to, by po objęciu władzy przez nową ekipę, nie trafić z przysłowiowego deszczu pod rynnę”, a polscy internetowi trolle nawoływali: głosujcie na byle kogo, oby nie na Šimašiusa! I mimo to 62,71 do 37,29 zwyciężył Remigijus Šimašius.
czwartek, 12 marca 2015
Było nas wczoraj (11 marca) niewielu, ale najważniejsze, że pochód litewskich Polaków oraz Litwinów na rzecz polsko-litewskiej zgody pt. „Wolność = Laisvė”, w ramach oficjalnych obchodów 25-lecia odzyskania przez Litwę niepodległości, się odbył. Byłoby mi cholernie wstyd, gdyby na Marszu Niepodległości — nie mylić z przemarszem organizowanym z okazji 11 marca przez litewskie środowiska nacjonalistyczne i neonazistowskie — obok flag litewskich, łotewskich i estoński zabrakłoby flagi polskiej. 11 marca 1990 roku wśród sygnatariuszy Aktu Odrodzenia Niepodległej Litwy było czterech Polaków, w styczniu 1991 roku Polacy stali na barykadach broniących litewskiego parlamentu przed prosowieckimi elementami, zaś w 1989 roku stali na Szlaku Bałtyckim. Wówczas ich również nie było zbyt wielu, ale dali nam — i Litwinom, i Polakom — wolność, więc 11 marca — to jest także nasze święto. Gdy Renata Underis rzuciła pomysł zorganizowania w tym dniu jakiegoś polsko-litewskiego flashmobu, poparłem go z całego serca, ale zaproponowałem, aby zamiast robienia alternatywnej imprezy dołączyć po prostu z polskimi i litewskimi flagami do oficjalnego Marszu Niepodległości. I cieszę się, że pomysł chwycił. Cieszę się, że chwyciło hasło, które wymyśliłem dla naszego przemarszu: „Wolność = Laisvė”. Nie było nas wielu, zaledwie 40-50 osób, ale to ten przypadek, gdy niewielu znaczy tak wiele. Zresztą nawet się cieszę, że nie było tradycyjnych dla miłościwie Wileńszczyźnie panującej opcji odgórnych wskazówek dla szkół i samorządów ile osób na taki pochód przysłać, ile autobusów zapewnić. Pod Sejm przyszli ci, którym autentycznie na udziale zależało. Podobnie cieszę się, ze w obchodach 25. urodzin współczesnego państwa litewskiego wzięła udział liczna delegacja polityków z Polski, na czele z marszałkiem Senatu RP Bogdanem Borusewiczem, zaś Bogdan Borusewicz w niezwykle napiętym harmonogramie swojej wizyty na Litwie znalazł blisko 2 godziny na rozmowę z Polskim Klubem Dyskusyjnym o udziale Polaków i „Solidarności” we wspieraniu litewskiego ruchu niepodległościowego, o znaczeniu niepodległej Litwy dla Polski oraz o perspektywach stosunków polsko-litewskich.
poniedziałek, 09 marca 2015
Na to pytanie dziś pewnie nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Podobnie jak nikt nie jest na 100 proc. pewien, kto wygra II turę wyborów mera Wilna, nawet jeśli niekwestionowanym faworytem jest Šimašius. Bo ani Šimašius, ani Artūras Zuokas nie posiadaja twardego, zdyscyplinowanego elektoratu. Ich liberalny wyborca może na wybory pójść, a może zostać w domu. Wiele bedzie zależało od tego jak sie zachowają wyborcy tych partii, które taki twardy elektorat posiadają: socjaldemokratów, konserwatystów i AWPL. Już następnego dnia po pierwszej turze wyborów samorządowych, Šimašius zapowiedział, iż nową koalicję rządzącą litewską stolicą będą tworzyli liberałowie z konserwatystami, którzy są gotowi do rozmów ze wszystkimi innymi partiami, z wyjątkiem zuokasowców i AWPL. „Zuokas reprezentuje styl polityki z przeszłości, zaś Tomaszewski jest przeszłością” — powiedział Remigijus Šimašius. Wielu obserwatorów litewskiej sceny politycznej, nie tylko Polaków, ale i Litwinów, uważa, że liberalny polityk się zbytnio pospieszył z takimi oświadczeniami i w ten sposób stracił blisko 17 proc. głosów wilnian polskiego i rosyjskiego pochodzenia, którzy w pierwszej turze głosowali na AWPL i Waldemara Tomaszewskiego. Nie jest to jednak ani takie proste, ani takie oczywiste.
czwartek, 05 marca 2015
„Po co nam wolność? Po co nam niepodległość? Nie rozumiem tego pytania. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. To tak samo, jakby zapytać: po co nam powietrze, po co mamy jeść?” – sygnatariusz Aktu Odrodzenia Niepodległej Litwy Romuald Rudzys był nieco zdezorientowany tytułem, który Polski Klub Dyskusyjny nadał wczorajsze (4 marca) dyskusji z Polakami-sygnatariuszami. Była to, oczywiście, swego rodzaju prowokacja, nawiązująca do znanej piosenki zespołu Kult. Jednak w toku dyskusji okazało się, że to pytanie wcale nie jest takie bezzasadne i bezsensowne. Za kilka dni będziemy obchodzili jubileusz jednego z najważniejszych wydarzeń w historii naszego kraju, 25 lat niepodległej Republiki Litewskiej, a pytanie o wolność, demokrację, wartości zachodnie nadal nie straciło ze swojej aktualność. Okazuje się, że o wolność trzeba walczyć każdego dnia, bo gdy tylko o tej walce zapominamy — zwyciężają jej przeciwnicy. Wszyscy ci, którzy mówią: Wódz wie lepiej, najlepiej się nie wychylać, mamy przecież na bułkę z masłem, mniej wiesz — lepiej spisz… Tym ważniejsze było to spotkanie w Polski Klubie Dyskusyjnym z Czesławem Okińczycem, Zbigniewem Balcewiczem i Romualdem Rudzysem (bardzo często nawet renomowane encyklopedie i słowniki zapominają, iż za Aktem Odrodzenia Niepodległości głosowało nie trzech, tylko czterech Polaków: Czesław Okińczyc, Zbigniew Balcewicz, Medard Czobot oraz właśnie Romuald Rudzys, który jako jedyny z czwórki nie należał do frakcji polskiej, a sześciu innych członków polskiej frakcji wstrzymało się od głosu). Spotkanie z osobami, którzy o wolność walczyły w czasach, gdy było to rzeczywiście niebezpieczne, gdy nikt z nich nie mógł być pewien, iż następnego dnia nie zostanie zapakowany do aresztu śledczego lub wywieziony w nieznanym kierunku.
poniedziałek, 02 marca 2015
Największą sensacją niedzielnych (1 marca) wyborów samorządowych jest niewątpliwie fenomenalny wynik Ruchu Liberałów. Liberałowie są od roku „na fali” i stali się druga najważniejszą partia prawicową — biorąc pod uwagę ich trzeźwo-pragmatyczne spojrzenie na wiele kwestii (m.in. praw mniejszości) — można się spodziewać zmian jakościowych w litewskiej polityce. Liberałowie, którzy przestali już być „młodszym bratem” konserwatystów, jeśli nie zabraknie im konsekwencji, są w stanie stać nie drugą, ale pierwszą partią opozycyjną na Litwie. Nie zaszkodziły im nawet próby Artūrasa Zuokasa zmontowania „drugiej partii liberalnej”, które okazały się całkowitym niewypałem. Poza tym obeszło się bez większych sensacji. Liderem tak wyborów jak i sondaży przedwyborczych są socjaldemokraci, na drugim miejscu konserwatyści. Pogorszyły się wyniki współrządzących Litwą Partii Pracy oraz „Porządku i Sprawiedliwości”. Wyborcy, którzy tradycyjnie głosują na populistów, najwyraźniej poszukują nowej siły politycznej, czego dowodem jest sukces antysystemowej partii „Litewska lista” w wyborach w Wilnie. Na Wileńszczyźnie bez zmian — AWPL w koalicji z Aliansem Rosjan praktycznie zachowała swoje dotychczasowe pozycje, zdobywając około 8 proc., w skali kraju. Znacząco jednak zwiększył się udział rosyjskiego elektoratu w jej sukcesach.W Wilnie największą sensacją jest wynik kandydata Ruchu Liberałów Remigijusa Šimašiusa, który zdobył ponad 33 proc. głosów! Artūras Zuokas, który praktycznie przez wszystkich był uważany za faworyta wyborów w Wilnie, ledwie trafił do drugiej tury, zdobywając w ostatniej chwili mniej niż 2 tysiące głosów więcej niż Waldemar Tomaszewski.