Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
sobota, 29 marca 2014
Siedem litewskich partii politycznych, posiadajacych własne frakcje sejmowe, podpisało w sobotę (29 marca) w Pałacu Prezydenckim, podczas obchodów 10-lecia wstąpienia Litwy do NATO, odnowione porozumienie międzypartyjne w strategicznych kierunków rozwoju obrony narodowej i bezpieczeństwa narodowego w latach 2014-2020. Umowa, którą w imieniu AWPL podpisał Jarosław Narkiewicz (tylko AWPL i „Porządek i Sprawiedliwość" oddelegowały do podpisania nie prezesów swoich partii, tylko ich zastepców), przywiduje ciągły stopniowy wzrost wydatków państwowych na obronność, aby w 2020 roku osiągnęły wymaganą przez NATO wartość 2 proc. PKB. O wiele jednak bardziej interesujące jest to, iż w ramach dbania o bezpieczeństwo narodowe w porozumieniu przewidziano cały szereg środków dodatkowych, w tym (w punkcie 16) m.in. zapowiedziano, iż celem wszystkich partii politycznych „jest dalsze rozwijanie demokracji na Litwie, uwzględnienie wartości europejskich, zapewnienie realizacji podstawowych praw człowieka oraz poszanowanie praw mniejszości narodowych, przyjęcie Ustawy u mniejszościach narodowych.“ Na wagę rozwiązania istniejących na Litwie problemów etnicznych, szczególnie w obliczu wydarzeń na Ukrainie oraz wzmożonej aktywności rosyjskich służb specjalnych, zwracali uwagę ostatnio nie tylko politolodzy, ale też Departament Bezpieczeństwa Państwowego (VSD). Dobrze, że politycy to zrozumieli.
poniedziałek, 24 marca 2014
Wiem, że moje teksty na blogu czasami przypominają zepsutą katarynkę, gdyż co jakiś czas piszę wciąż to samo na te same tematy. Wynika to przede wszystkim z tego, że stosunki polsko-litewskie w ciągu ostatniego półwiecza również przypominają zepsutą katarynkę — politycy z Polski, z Litwy i z Wileńszczyzny tak na dobrą sprawę od lat mówią wciąż o tych samych problemach i nic z tego nie wynika. Z drugiej jednak strony — w odróżnieniu od wszelkiej maści patridiotów i talibów — wierzę, że kropla drąży kamień i być może kiedyś moje słowa padną na jakiś podatny grunt. Tym przyjemniej, gdy twoje spostrzeżenia i rady potwierdzają działacze z krajów, którym wydawałoby się „wieczne” i „niemożliwe do rozwiązania” konflikty etniczne udało się rozwiązać tworząc nową jakość państwową i obywatelską. Jednym z takich przykładów jest doskonały wywiad z Andreasem Elfvingiem, sekretarzem ds. międzynarodowych Szwedzkiej Partii Ludowej w Finlandii, który ukazał sie ostatnio na łamach portalu zw.lt. Sytuacja szwedzkiej (właściwie szwedzkojęzycznej) mniejszości w Finlandii jest bardzo często przez naszych działaczy podawana jako modelowa. I rzeczywiście rozwiązania przyjęte w Finlandii mogą przypominać utopię, jeśli chodzi o prawa mniejszości narodowych. Jest to bowiem bodajże jedyny lub jeden z nielicznych krajów w którym w dobie wybijania sie na niepodległość zwyciężyły nie idee nacjonalistów, tylko krajowców. Tym ważniejsze są rady, których udziela litewskim Polakom jeden z liderów najważniejszej szwedzkiej partii w Finlandii, tworzącej od lat rządzące Finlandia koalicje rządowe (w obecnej posiada dwa niezwykle ważne stanowiska ministerialne — ministra obrony narodowej oraz sprawiedliwości), której liderzy w 1918 roku zawarli z liderami Finów ten historyczny kompromis językowy, który dziś uważamy za wzorzec do naśladowania. Kompromis polegający na tym, iż szwedzkojęzyczni mieszkańcy dostali cały szereg praw i przywilejów językowych, ale jednocześnie — o czym też warto pamiętać, gdy publicznie mówimy o przejęciu rozwiązań fińskich — stali się jedną z podstaw na których oparta jest współczesna fińska tożsamość państwowa, najbardziej lojalnymi obywatelami niezależnej Finlandii.
czwartek, 20 marca 2014
Jeśli chodzi o Polaków na Litwie to w tegorocznym raporcie Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego (VSD) na temat zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego Litwy są dwie wiadomości: dobra i zła. Żadna jednak z nich nie jest sensacją. „W ciągu kilku ostatnich lat w Litwie Południowo-Wschodniej ostatecznie uformował się ruch polskich skrajnych nacjonalistów. Zdaniem VSD pierwotną przyczyną powstania tego ruchu była dosyć duża społeczna i kulturowa izolacja wspólnoty polskiej na Litwie, jednak znaczący impuls ruchowi nadała coraz aktywniejsza działalność prawicowych organizacji z Polski na Wileńszczyźnie oraz kontakty z nimi” — ta wiadomość jest niewątpliwie zła, gdyż w chwili obecnej najmniej takiego ruchu potrzebujemy. Dobra polega na tym, iż „w ocenie VSD wspomniany ruch nie stanowi zagrożenia dla terytorialnej integralności Litwy” czyli VSD w klarowny sposób wyjaśnił wszelkiej maści talibom, iz ze strony litewskich Polakow nic litewskiej panstwwoości i integralności terytorialnej nie grozi. Akurat nie trzeba być analitykiem kontrwywiadu, żeby dojść własnym rozumem do identycznych wniosków. Pisałem zresztą o tym już kilkakrotnie i dużo szerzej niż VSD. Od mniej więcej dwóch lat można zaobserwować wzmożone zainteresowanie polskich organizacji nacjonalistycznych czy kibolskich Wileńszczyzną oraz próby tworzenia przez nie na Litwie nieformalnych organizacji czy grup o charakterze radykalno-narodowym. Niewątpliwie te grupy, liczące od siły kilkadziesiąt osób, nie stanowią zagrożenia dla Litwy, jednak negatywnie wpływają na wizerunek Polaków i Polski w społeczeństwie litewskim, a więc i oddalają możliwość porozumienia polsko-litewskiego w kwestiach ważnych dla obu stron. Zwraca zresztą na to uwagę i VSD, podkreślając, iż ich „działalność i osobne incydenty mogą nasilać napięcia na tle etnicznym na Litwie Południowo-Wschodniej, wzbudzać negatywne stereotypy w społeczeństwie litewskim wobec wspólnoty polskiej na Litwie.” Raport VSD potwierdza też przypuszczenia komu polsko-litewski konflikt może być na rękę. I na pewno nie są to ani Polacy, ani Litwini. Ani Polska, ani Litwa.
poniedziałek, 17 marca 2014
Wilno, przełom lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Wychodzącego z pracowni starego żydowskiego krawca milicjanta żegna papuga. „W jakim języku mówi ta papuga?” — pyta zaskoczony milicjant. „W jidysz. To żydowski język” — odpowiada krawiec. „Żydowski język? Nigdy nie słyszałem, żeby Żydzi w nim rozmawiali” — dziwi się milicjant. „Bo już nie ma Żydów, którzy w nim rozmawiali. Martwi nie rozmawiają“ — odpowiada nieco poirytowany stary Żyd, który jako jedyny ze swojej ulicy przetrwał jakimś cudem niemiecką okupację. To jedna z ostatnich scen filmu znanego żydowskiego reżysera, scenarzysty i pisarza Efraima Seweła pt. „Попугай, говорящий на идиш” („Papuga mówiąca w języku jidysz”). Film, na który dosyć przypadkowo trafiłem w internecie i na który postanowiłem napisać recenzję, mimo iż powstał przed blisko ćwierć wieku, to taka z jednej strony tragikomiczna historia żydowskiego Forresta Gumpa, dobrego wojaka Szwejka w wersji jidysz, który przez przypadek staje się bohaterem wojennym, a z drugiej — historia żydowskiego chłopca z Wilna, który we wszystkich okolicznościach i na wszystkich kontynentach szuka drogi do swojej mamy, która w wyniku zawieruchy wojennej została w przechodzącym z rąk do rąk Wilnie. Drogi do domu, którego już nie ma. Drogi do wyśnionej Itaki.
piątek, 14 marca 2014
Nareszcie ruszył nowy portal w języku polskim poświęcony kulturalnym, biznesowym oraz społecznym więziom na obszarze Europy Wschodniej — EastWest. Portal dosyć nietypowy, gdy się go porówna z innymi polskimi portalami dotyczącymi Wschodu. Nie jest to bowiem portal przedstawiający analizy sytuacji politycznej w Europie Wschodniej, tylko zorientowany na kontekst gospodarczy i kulturowy, stwarzający polskiemu czytelnikowi możliwość jak najlepszego poznania wschodnich sąsiadów Polski, maksymalne przybliżenie tamtejszej rzeczywistości oraz mający aspiracje do działania na rzecz zbliżenia Polski i jej wschodnioeuropejskich sąsiadów. Jest to zadanie — piszę to jako jeden z autorów piszących dla EastWest — dosyć trudne, ponieważ o wiele łatwiej jest pisać o sporach polsko-litewskich, ukraińskiej rewolucji czy białoruskiej opozycji niżeli np. teksty o mołdawskim humorze, ale ambicji twórcom portalu (redaktorowi Piotrowi Oleksemu i dziennikarzom Piotrowi Furmaniakowi i Annie Kuleszewicz) najwyraźniej nie brakuje.
wtorek, 11 marca 2014
Po raz kolejny w Wilnie brzmiało hasło „Litwa dla Litwinów”. Po raz kolejny na plakatach można było zobaczyć przekreślona polska flagę. Po raz kolejny z okazji Dnia Odzyskania Niepodległości Litwy litewscy narodowcy zorganizowali przemarsz ulicami Wilna. W tym roku w marszu wzięło udział około dwóch tysięcy osób. O tysiąc więcej niż przed rokiem. O 1,5 tysiąca więcej niż przed dwoma laty. O blisko dwa tysiące więcej niż przed 10 laty. Po raz kolejny wszystkie telewizje i gazety na świecie, które odnotują obchodu odzyskania niepodległości na Litwie, odnotują z powodu marszu litewskich nazyskinheadów, nacjonalistów, wszelkiej maści narodowców i ksenofobów. Po raz kolejny pozostanie rysa na międzynarodowym wizerunku Litwy, która będziemy pieczołowicie zamalowywali wciągu najbliższych kilkunastu miesięcy. Aż do następnych obchodów Dnia Odzyskania Niepodległości. Aż do następnego przemarszu nacjonalistów.
czwartek, 06 marca 2014
Nie sądzę, aby Waldemar Tomaszewski czytał mego bloga, ale gdyby tak było — najwyraźniej nie zrozumiał mego poprzedniego wpisu. Gdy mówiłem o potrzebie odwagi politycznej u działaczy AWPL, nie miałem na myśli udzielenia przez nich zdecydowanego poparcia dla Putina i jego krymskiej awantury, bo działania, które przynoszą ci dodatkowe głosy (a takie poparcie niewątpliwie zostanie pozytywne odczytane przez prorosyjskich wyborców) nie są przykładem politycznej odwagi, tylko wręcz przeciwnie — konformizmu. Właśnie takiego o ktory oskarzamy litewskie elity polityczne, które nie chcą zrobić nic w sprawie pisowni nazwisk czy dwujęzycznych tabliczek. Oczywiście, ani przez chwilę nie oczekiwałem, że Waldemar Tomaszewski udzieli poparcia Majdanowi. Jednak wydawało mi się, że wybierze — zgodnie z przysłowiem, iż milczenie jest złotem — taktykę pomijania ukraińskiego tematu. Tymczasem od dwóch dni lider AWPL na temat Ukrainy wygłasza coraz radykalniejsze opinie: rzeź wołyńska, banderowcy, antysemici, nacjonaliści... Dziś (6 marca) w „Salonie Politycznym” radia „Znad Wilii” powiedział wprost: „Nowych władz Ukrainy de facto nie uznają sami mieszkańcy Ukrainy, bo to są ludzie dosyć dziwnego przekroju. <…> Nie należy tej rewolucji eksponować i popierać, nie jest w naszym polskim interesie.”
wtorek, 04 marca 2014
„My, obywatele Litwy, reprezentujący różne wspólnoty narodowe, dobrze znamy wartość tez sfabrykowanych przez Kreml, dlatego zwracamy się do rządów Unii Europejskiej, USA, Kanady i innych państw demokratycznych, społeczności międzynarodowej i wszystkich ludzi dobrej woli, apelując o powstrzymanie okupacji pełnoprawnego członka ONZ, niezależnej Ukrainy” – napisano w dzisiejszym (4 marca) oświadczeniu litewskich mniejszości narodowych. Apel podpisali przedstawiciele litewskich Tatarów, Azerów, Białorusinów i Żydów. Zabrakło podpisu przedstawicieli polskiej mniejszości narodowej na Litwie. W ogóle w czasach, gdy o Ukrainie nie mówi tylko leniwy, działacze ZPL i AWPL — nawet kandydujący na prezydenta, który na Litwie w zasadzie jest odpowiedzialny prawie wyłącznie za politykę zagraniczną, Waldemar Tomaszewski — zachowują wręcz zbyt daleko idąca powściągliwość, zaś niektórzy z nich — np. Zbigniew Jedziński — wręcz dwuznacznie mówią o stosowaniu przez bliżej nieokreślone siły podwójnych standardów „w ocenie dążenia ludności do samookreślenia” i porównują sytuację na Krymie do sytuacji w Kosowie (co z kolei wywoluje do tablicy wszelkich litewskich miłośników filozofowania na temat „separatyzmu Wileńszczyzny"; a propos separatyzmu ukazał się ostatnio fantastyczny tekst Virginijusa Savukynasa, że najlepszą metodą zwalczania rzekomego separatyzmu wileńskich Polaków jest zrealizowanie ich postulatów). W odróżnieniu od Władimira Putina, który według dosadnego określenia Angeli Merkel jest „not in touch with reality”, polscy działacze na Litwie są jak najbardziej „in touch” z rzeczywistością i doskonale rozumieją, iż ich wyborca jest nastawiony prorosyjsko. I chętnie na tych nastrojach grają (wystarczy przypomnieć wypowiedź Waldemara Tomaszewskiego o tym, że „retoryka Litwy wobec Rosji nie pasuje w XXI wieku, szczególnie dotyczaca żądań rekompensat za okres okupacji sowieckiej“ czy że na Litwie „sytuacja z prawami mniejszości narodowych jest nawet gorsza niż za Sowietów“). Zresztą nawet wśród Litwinów prorosyjskie nastroje nie są wcale rzadkościa, a z kolei poparcie dla Ukrainy nie jest zbyt duże. Ukrainę wspierają elity, szeregowy wyborca zachowuje ponure milczenie i ogląda telewizję. Bardzo często rosyjską. I wierzy w to co w niej widzi.
poniedziałek, 03 marca 2014
Historycy nadal się spierają, który zawód powstał jako pierwszy: polityka czy prostytutki, chociaż jest to w gruncie rzeczy spór bezsensowny, biorąc pod uwagę fakt, że w gruncie rzeczy są to dwa różne słowa na określenie tego samego zjawiska. Jedno nie ulega wątpliwości — prostytucja korzeniami sięga starożytnej Grecji i Chin, a na przestrzeni wieków wtopiła się w dzieje ludzkości i kulturę. Litwa i Wilno nie są wyjątkami. Miasto grzechu — tak można by nazwać Wilno sprzed stu lat. Na Starówce, Zarzeczu i Antokolu kwitła prostytucja, istniało mnóstwo szemranych spelun i domów publicznych. Zresztą korzeniami wileński nierząd sięga jeszcze głębiej w mrok dziejów. Już w XV wieku litewska szlachta zapraszała kobiety lekkich obyczajów z zagranicy do osiedlania się na Litwie, nieprzypadkowo pierwszy przypadek zachorowania na syfilis w Wilnie odnotowano już w 1501 roku (pięć lat po tym jak tę chorobę zawieziono do Europy z Ameryki). II i III Statuty Litewskie używają słowa „prostytucja” oraz przewidują karę śmierci za cudzołóstwo i niewierność małżeńską. W 1574 roku prokurator wileńskiej kapituly, przeprowadzając rutynową kontrolę majątku kościelnego, odkrył, iż przy ulicy Zamkowej (obecnie - Pilies) 4 działa nielegalny burdel, prowadzony przez niejakiego rzeźnika Jakuba i jego żonę. W XVII-XVIII wiekach liczne wileńskie fryzjerki, krawcowe, praczki, aktorki amatorskich teatrów dorabiały nierządem spore kwoty na swoje i swoich rodzin utrzymanie, a sam proceder nabierał coraz bardziej cech legalności. W połowie XVII w. burdel działał nawet w pomieszczeniach należących do Cerkwi Piatnickiej, najstarszej murowanej świątyni chrześcijańskiej w Wilnie, przekazanych w 1611 roku unitom. Metropolita kijowski Piotr Mohiła pisał wówczas: „<…> na miejscu cerkwi św. Paraskewny Piatnicy w Wilnie karczmę otwarto, zaś pomieszczenia, które należały do cerkwi i zostały wzniesione przez prawosławnych na potrzeby charytatywne, oddano pod domy rozpusty, domy publiczne.” Jednak prawdziwy boom wileńskiej prostytucji nastąpił w wieku XIX, gdy władze carskie ją zalegalizowały.