Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
niedziela, 31 marca 2013
Organizowane czas od czasu przez panów Garšvę, Pankę et concortes protesty przeciwko oryginalnej pisowni imion i nazwisk czy podwojnym nazwom ulic jakoś mi... nie przeszkadzaja. Żyjemy w demokratycznym państwie, a ci panowie wybrali sobie takie narodowo-paranoiczne hobby ("walka z polskim imperializmem") i mają do tego prawo. Natomiast bardziej mnie denerwują analizy napisane z punktu widzenia jednej opcji politycznej, ale aspirujące do bycia „prawdą obiektywną“. Grzeszą bowiem zawsze naciąganiem faktów do zawczasu postawionych tez. Oczywiście każdy z nas ma własne poglądy polityczne. Ja również. Jednak gdy piszę jakąś analizę geopolityczną na czyjeś zamówienie staram się o nich zapomnieć i przedstawić wnioski i prognozy tylko na podstawie faktów. Natomiast swój subiektywny pogląd na to lub inne zagadnienie przedstawiam w tekstach publicystycznych. Niestety w przypadku analityków (i litewskich, i polskich) zajmujących się zawodowo stosunkami polsko-litewskimi zazwyczaj publicystyka jest wymieszana z analizą. Najlepszym tego przykładem są dwa teksty ("A co, jeśli zaspokoimy jedne żądania, a AWPL wymyśli nowe?" i "Jak “zrestartować” stosunki polsko-litewskie?") politologów z litewskiego Centrum Studiów nad Europa Wschodnią, które ukazały się ostatnio na portalu delfi.lt.
czwartek, 28 marca 2013
Minister oświaty i nauki Dainius Pavalkis zapewnia, że ma plan B na wypadek, gdyby Litewski Naczelny Sąd Administracyjny uznał jego rozporządzenie wprowadzające dodatkowe ulgi na ujednoliconym egzaminie z języka państwowego dla maturzystów ze szkół nielitewskich za nieważne. Rozporządzenie zaskarżyli opozycyjni posłowie konserwatystów i liberałów z inicjatywy byłego ministra oświaty i nauki Gintarasa Steponavičiusa, który a propos również wprowadził pewne ulgi dla maturzystów ze szkół nielitewskich na egzaminie maturalnym, a więc w jego własnym rozumieniu "dyskryminował Litwinów". I całkiem możliwe, że sprawę wygrają, chociaż i z innych powodów niż są wskazane w pozwie.
poniedziałek, 25 marca 2013
Tradycja oceniania pracy nowego rządu po stu dniach sięga korzeniami epoki napoleońskiej. „100 dni” Napoleona I (nazywane również „Lotem orła”) – okres od 1 marca (powrót Napoleona Bonaparte z wyspy Elby) do 22 czerwca 1815 (zakończony klęską Napoleona w bitwie pod Waterloo z połączonymi siłami angielskimi oraz pruskimi i późniejszą jego abdykacją), w którym Napoleon ponownie sięgnął po władzę we Francji — trwały trochę dłużej niż sto dni, ale liczby 114 czy 116 nie są tak poetyckie i nie przemawiają do publiczności. Centrolewicowy rząd Algirdasa Butkevičiusa również już przetrwał ponad 100 dni. Oceny prac nowego rządu dokonali w ubiegłym tygodniu litewscy dziennikarze, publicyści, politycy i politolodzy. Generalnie większość zgadza się co do jednego – Butkevičius stara się nie popełniać błędów. Co prawda z tego powodu premier często wygląda na niezdecydowanego, ale jednocześnie zachowuje wysokie rankingi. Wcześniej jednak lub później rząd będzie musiał zacząć rządzić i podejmować także niepopularne decyzje. Nie zamierzam jednak oceniać w tym wpisie dokonań całego rządu, tylko przyjrzeć się osiągnięciom AWPL w nim. Powiedzmy uczciwie osiągnięć jest niewiele (pomijając sam fakt objęcia przez partię licznych stanowisk w rządzie i parlamencie), zaś polityczna linia partii dosyć chwiejna.
czwartek, 21 marca 2013
Gdy lecisz 12 godzin przez Atlantyk, potem przez siedem siedzisz na lotnisku w Sao Paolo, znów lecisz przez kilka godzin, znów lotnisko i jeszcze jeden lot, a potem dwa dni płyniesz przez łagodna jak baranek Cieśninę Drake’a, a w drodze powrotnej powtarzasz tę męczącą procedurę raz jeszcze — masz sporo czasu. Sporo czasu między innymi na nadrobienie zaległych lektur, odkładanych ciągle na „potem”, które być może nigdy nie nastąpi. Jedna z takich lektur była w moim przypadku książka niejakiego Maksa Freia pt. „Сказки старого Вильнюса” („Baśnie starego Wilna”), którą podrzucił mi kolega Breslau, inny zapalony fan fantastyki i wileńskości, przewodnik po Wilnie i historyk. Zazwyczaj nie piszę recenzji na przeczytane książki (chyba ze ktos mi za to zapłaci), ale dla „Baśni…” postanowiłem zrobić wyjątek, bo to wyjątkowa książka.
sobota, 02 marca 2013
Gdy 12 marca ubiegłego roku startował nowy polski portal internetowy – polskojęzyczna wersja największego, najpopularniejszego i najbardziej wpływowego litewskiego portalu internetowego na Litwie — PL DELFI, nasi i zagraniczni „patridioci” podzielili się na trzy grupy. Pierwsza uważała, że będzie to portal „antypolski”, bo wszystko, co tworzą Litwini z założenia jest antypolskie. Szczególnie DELFI (już nie wiem z jakiego powodu ten portal im najbardziej podpadł). Druga twierdziła, iż jest to projekt przedwyborczy, którego zadaniem jest „szerzenie antyAWPLowskiej propagandy” przed i w czasie zbliżających się wyborów sejmowych, który — jak wszystkie podobne projekty — upadnie po wyborach. Zaś grupa nr 3 uważała, iż jest to projekt litewskiego MSZ (ewentualnie konserwatystów, socjaldemokratów, rządu, Sejmu, cyklistów — wersji było multum), który ma na celu przedstawianie (w celach propagandowych) czytelnikowi w Polsce wyidealizowanego wizerunku Litwy i Litwinów. Ba, nawet całkiem rozsądni publicyści i dziennikarze pisali o „gadzinówce", „polskiej mutacji antypolskiego portalu", „polakożerczym portalu"... Mnie te dywagacje nie dziwiły, bo zawsze, gdy tylko na Wileńszczyźnie powstaje coś nietypowego, niekonwencjonalnego, poza utartym schematem i/lub systemem, tworzone przez osoby nie związane z zasłużonymi „krzewicielami i krzywicielami" polskości - pojawia się na ten temat mnóstwo teorii spiskowych. Radio „Znad Wilii", „Słowo Wileńskie", „Gazeta Wileńska", „Chaos" — w każdej z tych i wielu innych inicjatywach jakiś spisek wrogów polskości w swoim czasie wytropiono. Jak wiadomo w przypadku PL DELFI żadna z tych prognoz się nie ziściła i dziś ich głosicielom pozostaje jedynie drobna satysfakcja w postaci możliwości wyszukiwania błędów i literówek na łamach PL DELFI. Oczywiście najradykalniejsi z radykalnych internetowych trolli nadal wiedzą swoje, ale większość z nich mimo przed rokiem hucznie zapowiadanych bojkotów „gadzinówki” przeniosła się na forum PL DELFI, żeby toczyć niekończące się bezsensowne wojny ze swoimi litewskimi odpowiednikami, którzy (a propos) powstanie PL DELFI również spotkali w pozycji „bagnet na broń”.