Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
sobota, 31 grudnia 2016
W ostatnich dniach ubiegłego roku na litewskim Facebook odżyła akcja book challenge. Tym razem internauci, wywołani przez swoich przyjaciół i znajomych do tablicy, maja wskazać pięć książek przeczytanych w 2016 roku, które polecają swoim znajomym do przeczytania w roku 2017. Muszę z ubolewam przyznać, że w roku 2016 czytałem mało – daj Boże jeśli przeczytałem w ciągu roku 30 książek. Tak się jakoś składało, że najwięcej czytałem w czasie podróży – lecąc kilkanaście godzin, tkwiąc na lotniskach w oczekiwaniu na loty miałem na „knigi” czas, którego tak brakuje na co dzień. Ale wywołany prze Mariusza Antonowicza do tablicy, podaje mój osobisty, książkowy Top 5 z ubiegłego roku.
wtorek, 27 grudnia 2016
Na Litwie rok 2016 minął pod znakiem totalnego kryzysu systemu politycznego. Prokuratura i służba antykorupcyjna uderzyły niemal we wszystkie liczące się mainstreamowe partie, torując drogę do władzy staro-nowemu Litewskiemu Związkowi Chłopów i Zielonych. Efektem pobocznym niekwestionowanego zwycięstwa „zielonych chłopów” w wyborach sejmowych stało się jednak… pozostanie u władzy, w roli „młodszego brata”, dotychczas rządzących socjaldemokratów. Nowy rząd premiera Sauliusa Skvernelisa zapowiada, że będzie zwalczał ubóstwo, wykluczenie społeczne, likwidował problemy socjalne i regionalne. W polityce zagranicznej planowane jest poszukiwanie nowego resetu z Polską. Rok 2017 będzie sprawdzianem złożonych obietnic. Dziś jednak spróbuje przyjrzeć się chronologicznie dziesięciu najważniejszym wydarzeniom roku mijającego, które miały wpływ na Wileńszczyznę i stosunki polsko-litewskie.
środa, 21 grudnia 2016
„W lokalnej gazecie, którą czytałem dziś w Maroku, trzy informacje ze świata. W tym o „populistycznym rządzie polskim”, który zamachnął się na wolność prasy“ — napisał przed kilkoma dniami znany polski dziennikarz Jerzy Haszczyński. Na Litwie sytuacja jest bardzo podobna. Wiadomości z Polski i o Polsce nigdy nie miały tu wydźwięku szczególnie pozytywnego. Być może nie tyle z powodu antypolskiego nastawienia redaktorów, co z uwagi na zwykłą klikalność — złe wiadomości (szczególnie dotyczące sąsiadów) na Litwie tradycyjnie sprzedają się lepiej niż dobre. Przed kilkoma laty sytuacja się zaczęła zmieniać, o Polsce pisano coraz więcej i nie tylko w kontekście antylitewskich wybryków polskich kiboli, ale też przedstawiając polskie osiągnięcia. Litewscy komentatorzy podawali Polskę jako przykład rozwiązań demokratycznych, w tym między innymi w dziedzinie ochrony praw mniejszości narodowych. Od roku sytuacja jest inna. Od samego początku pisania tego bloga trzymam się zasady niekomentowania polityki wewnętrznej — nieważne polskiego czy litewskiego państwa — jeśli nie ma wpływu na relacje polsko-litewskie. I w odróżnieniu od Tadeusza Andrzejewskiego nie zamierzam tej zasady naginać w celu dowalenia niesympatycznej opcji, więc i tym razem też nie będę oceniał ani działań polskiego rządu, ani opozycji. Jednak jedno nie ulega wątpliwości — te działania są dla Litwy niezrozumiałe. Litewskie media i politycy starają się komentować te wydarzenia bez koloryzowania i dramatyzowania, w miarę szczegółowo i obiektywnie (trzeba przyznać, że to spora zmiana, jeśli chodzi o pisanie o Polsce w porównaniu z sytuacja sprzed 10 lat), ale w zasadzie poza eurosceptycznymi i antypolskimi litewskimi narodowcami, którzy czas od czasu organizują pikiety z poparciem dla rządu Beaty Szydło, działania PiS nie cieszą na Litwie poparciem. Nie oznacza to zresztą, że cieszy się takim poparciem opozycja. Litewska klasa polityczna doskonale bowiem zdaje sobie sprawę, iż destabilizacja najważniejszego gracza w Europie Wschodniej i jednocześnie — niezależnie od tego jak zimne są nasze stosunki dwustronne — najważniejszego naszego sojusznika i partnera, nie leży w interesie Litwy.
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Polska szkoła – to klucz do przetrwania polskości na Litwie. Jest to jedna z nielicznych kwestii, w której się w zupełności zgadzam z działaczami AWPL-ZChR. To w czym się z tymi działaczami różnimy diametralnie — na czym mają polegać priorytety w dziedzinie zachowania polskiego szkolnictwa na Litwie. Dla nich priorytetem jest zachowanie budynków szkolnych i miejsc pracy nauczycieli, dla mnie — jakość nauczania w tych szkołach oraz przyciągnięcie do nich jak największej liczby uczniów. Oczywiście, że cieszy fakt, iż w rejonie solecznickim jest dziś 8 gimnazjów z polskim językiem nauczania, a w rejonie wileńskim — 17. Tylko czy za kilka lat nie będą te gimnazja pustostanami, jeśli nie zrobimy niczego, żeby szkoła polska stała się atrakcyjną alternatywą dla rodziców? W Wilnie, gdzie mieszka połowa litewskich Polaków, już dziś jest zaledwie 6 polskich gimnazjów (wliczając dwa, ktore zostały akredytowane w ubieglym tygodniu), zaś do polskich szkół uczęszcza zaledwie 1/3 dzieci z polskich rodzin. Mimo iż właśnie szkoły z Wilna przodują we wszystkich rankingach polskich szkół na Litwie. Zawsze uważałem, że ich niska popularność wiąże się przede wszystkim z nieumiejętnością sprzedawania swoich osiągnięć. I w dużym stopniu nadal tę opinię podtrzymuję. Trzeba jednak przyznać, że cechuje nas, Polaków na Litwie, i jakiś olbrzymi kompleks niższości. Niegdyś wobec Rosjan, obecnie wobec Litwinów. Kompleks, który w czasach ZSRS „zmuszał” do oddawania dzieci do szkół rosyjskojęzycznych, a dzisiaj — do litewskojęzycznych. Kompleks, który stanowi, że wbrew oczywistym faktom, badaniom statystycznym i naukowym, nie wierzymy w atrakcyjność polskiego szkolnictwa i jednocześnie wierzymy w „lepszy start” po szkole litewskojęzycznej.
czwartek, 15 grudnia 2016
Wiemy, jak odpowie NATO na zagrożenie wojną konwencjonalną, ale co z konfliktem hybrydowym? Czy w przypadku takiego konfliktu zostanie zastosowany artykuł 5 Traktatu o Sojuszu Północnoatlantyckim? Szczególnie, że też wachlarz form takiego konfliktu hybrydowego również jest niezwykle szeroki: od cyberataków, agresywnej propagandy po zbrojny bunt „ochotników”. Między innymi i nad takimi kwestiami debatowali dzisiaj (15 grudnia) w Wilnie uczestnicy polsko-litewskiego okrągłego stołu. Wachlarz form konfliktu hybrydowego nie tylko jest niezwykle szeroki, ale i nie do końca określony. Bo czy nie jest też częścią takiego konfliktu prowokacja polityczna? To pytanie przyszło mi do głowy, gdy usłyszałem o projekcie, który miał być dzisiaj debatowany w polskim Sejmie. Mianowicie projekt poprawek do Ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Ustawa ta, przyjęta 1 kwietnia br., stanowi, iż w Polsce „nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, ulic, mostów i placów, nadawane przez jednostki samorządu terytorialnego nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani w inny sposób takiego ustroju propagować”. Przed kilkoma miesiącami senator Jerzy Czerwiński jednak zgłosił do niej poprawki — poparte przez dwie senackie komisje — definiujące czym jest „inny ustrój totalitarny”: „Za inny ustrój totalitarny uważa się w szczególności faszyzm, nazizm niemiecki, nacjonalizm ukraiński i litewski, militaryzm pruski, rosyjski i niemiecki”. Na oburzoną reakcję Litwinów nie trzeba było długo czekać. I jest to oburzenie całkowicie usprawiedliwione.
poniedziałek, 12 grudnia 2016
Okres świąteczny — to czas, gdy się chce mówić i pisać wyłącznie o rzeczach pozytywnych, przekazywać jedynie dobre wiadomości. Niestety wiadomości zazwyczaj chodzą parami, a dobrej prawie zawsze towarzyszy zła. Opiniotwórcze litewskie czasopismo „Reitingai” ogłosiło właśnie ranking szkół ogólnokształcących na Litwie. W każdej kategorii w pierwszej pięćdziesiątce znalazło się przynajmniej po kilka szkół polskich: wśród 50 szkół, które najlepiej uczą języka litewskiego, są trzy polskie (szkoła średnia im. św. Kazimierza w Miednikach (13 miejsce), gimnazjum w Rukojniach (19 miejsce) i Gimnazjum im. J. Słowackiego w Bezdanach, a w roku ubiegłym nie było żadnej. Wśród 50 z najlepszym poziomem znajomości języka angielskiego są dwie polskie (Gimnazjum im. Jana Pawła II i „syrokomlówka”). Jeśli chodzi o historię, na liście 50 szkół, które najlepiej przygotowały uczniów do egzaminu, jest tylko jedna polska - Szkoła Średnia im. J. Lelewela w Wilnie. Pięć polskich szkół wymieniono wśród szkół z najlepszymi wynikami z matematyki („Lelewel”, Gimnazjum im. Jana Pawła II, Gimnazjum im. ks. J. Obrembskiego w Mejszagole, Gimnazjum im. J. I. Kraszewskiego i „syrokomlówka”). Wśród szkół z najlepszymi wynikami z egzaminu z informatyki na 5-6 miejscu jest Gimnazjum im. św. Urszuli Ledóchowskiej w Czarnym Borze, na 22 miejscu - Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie. Tę wyliczankę można kontynuować jeszcze bardzo długo. Co prawda biorąc ogólna liczbę polskich szkół na Litwie — dwie-trzy w pierwszej pięćdziesiątce to stanowczo za mało („tradycyjnie” jesteśmy liderami jedynie wśród szkół, które miały najlepsze wyniki z egzaminu państwowego z języka rosyjskiego —w pierwszej pięćdziesiątce znalazło się aż 16 placówek z polskim językiem nauczania). Jednak tendencja jest generalnie rzecz ujmując pozytywna. Gorzej, że jednocześnie od lat spada ogólny poziom nauczania w szkołach ogólnokształcących na Litwie. Przed kilkoma dniami OECD ogłosiła wyniki badania PISA (Programme for International Student Assessment) – międzynarodowego badania, którego celem jest uzyskanie porównywalnych danych o umiejętnościach w zakresie nauk przyrodniczych (biologia, geografia, fizyka, chemia) oraz matematyki i czytania ze zrozumieniem uczniów, którzy ukończyli 15. rok życia —za rok 2015. Wyniki wielce dla Litwy niepocieszające.
piątek, 09 grudnia 2016
W latach 30. ubiegłego wieku pewien brytyjski premier odrzucił propozycję zakupu dla armii brytyjskiej amerykańskich pistoletów maszynowych Thompson, gdyż uznał, że „brytyjski żołnierz nie będzie strzelał z „gangsterskiej” broni”. W rzeczywistości w Stanach Zjednoczonych Thompson był początkowo używany przez siły porządkowe, przede wszystkim przez FBI, następnie przez amerykańskich marines w tzw. wojnach bananowych i dopiero w czasach prohibicji, kiedy bardzo często występował w filmach jako broń zarówno gangsterów, stał się ulubioną bronią mafii. Pistolety maszynowe jednak wykazały swoją wyższość nad innymi karabinami już wkrótce, między innymi podczas kampanii wrześniowej 1939 roku, więc kolejny brytyjski rząd musiał wstydliwie zapomnieć o swoich komentarzach sprzed kilku lat i zakupić w USA kilkadziesiąt tysięcy Tommy guns. Przypomniała mnie się ta historia, gdy czytałem na łamach lrt.lt rozważania lidera AWPL-ZChR Waldemara Tomaszewskiego o Facebooku. Lider polskiej partii stwierdził mianowicie, że partia nie ma swojego profilu na tym portalu społecznościowym (nie wspominając już o Twitterze czy Instagramie), bo to wymaga zatrudnienia dodatkowej osoby do prowadzenia takiego profilu, dodatkowych pieniędzy, a „partia żyje bardzo skromnie”, a poza tym i tak poparcie wśród młodzieży dla AWPL-ZChR rośnie jak na drożdżach, więc po co? „Przede wszystkim stawiamy na bezpośredni kontakt z wyborcą, który daje dużo więcej korzyści, gdyż można wyborcą wysłuchać” — zauważył Waldemar Tomaszewski.
środa, 07 grudnia 2016
„Będę się starał zresetować relacje z Polską” – zapowiada w co drugim wywiadzie szod kilku tygodni nowy premier Litwy Saulius Skvernelis. To, czy mu się ten fant powiedziecie zależy od kilku czynników. Po pierwsze, czy takiego resetu będzie chciała Polska, czy nasze kraje znajdą wspólną płaszczyznę do działania, na której potrzebna będzie bliższa współpraca dwustronna. Jak dotychczas głosozne przez Warszawę koncepcje międzymorza czy trójmorza, nie wyszły poza ramy deklaracji. Po drugie, jaki będzie stosunek AWPL-ZChR do nowego litewskiego rządu. Czy dalej będzie kontynuowana akcja protestacyjna, czy raczej przeważą wspólne konserwatywne wartości. Po trzecie, co się uda nowemu litewskiemu rządowi zrobić w sprawie tzw. polskich postulatów. Tymczasem w tej ostatniej kwestii możemy jedynie wróżyć z fusów czyli projektu programu rządowego, który wczoraj (6 grudnia) przedstawił Sejmowi premier Saulius Skvernelis. Eksperci, którzy liczyli przed wyborami po cichu, że „zieloni chłopi” jedynie dadzą trochę głosów dla koalicji centroprawicowej i pozwolą Landsbergisowi Jr. zostać premierem, załamują ręce, że program jest tak ogólnikowy, że da się pod jego założenia podpiąć wszystko. W rzeczywistości program rządu i powinien zawierać jedynie deklaracje programowe, ogólne kierunki i priorytety, zaś resztę życie i tak ułoży po swojemu. I wszystkie programy rządowe do roku 2008 takimi ogólnikowymi zbiorami deklaracji były. To dopiero Andrius Kubilius zmienił tę litewską tradycję polityczną – program jego rządu był niezwykle drobiazgowy, szczegółowy i ostatecznie w dużym stopniu nie został wykonany, gdyż kryzys gospodarczy podyktował zupełnie inne rozwiązania niż zakładaliśmy (uczestniczyłem w pisaniu części dotyczącej wymiaru sprawiedliwości i praworządności) w listopadzie 2008 roku pisząc go. W tym sensie program przedstawiony przez Skvernelisa jest wariantem kompromisowym. Jest wystarczająco szczegółowy w jednych kwestiach i niezwykle ogólnikowy w innych. Najbardziej chyba ogólnikowy w kwestiach właśnie dotyczących mniejszości narodowych.
czwartek, 01 grudnia 2016

W kilku kolejnych numerach kwartalnika „Znad Wilii” Romuald Mieczkowski wysunął teorię o dwóch biegunach i trzech Wileńszczyznach, z którą chciałbym nieco popolemizować: „Niektórzy reprezentanci Polaków robią wszystko, by strona litewska nie chciała z nimi prowadzić jakiejkolwiek rozmów. Problemy, owszem istnieją, i niemałe, ale to jest zupełnie „inna bajka”. Natomiast coraz bardziej uwypuklają się, stają się namacalne i nie do ukrycia flirty z „rosyjskimi kolegami” (…). To jeden z biegunów. Drugi, określmy go umownie jako „europejski”, na pewno jest w konfrontacji z pierwszym. Właściwie „kanapowy”. Należą do niego Polacy głównie na dobrych posadach w administracji litewskiej, choć nie tylko, reprezentacyjni na zewnątrz. Jak to Europejczycy. Pomiędzy tymi dwoma biegunami znajduje się reszta Polaków — uczestnicząca w wiecach protestu i manifestacjach patriotycznych. Pracowita i głosująca na „swoich”, ale tak naprawdę wyboru większego niemająca.” „Dla czytelnika spoza Litwy wyjaśnię w wielkim uproszczeniu co to za bieguny. Jeden z nich — partyjny, nie wie, czy słusznie zwany narodowym; drugi — „liberalny” i niby „europejski”. „Europejczycy” bywają zmienni i w każdej sytuacji potrafią zaistnieć. Oba bieguny łączy krótka pamięć, tworzenie legend o sobie i żądza sprawowania dusz” — pisze Romuald Mieczkowski. Nie będę polemizował z teorią dwóch biegunów, bo rzeczywiście istnieją. Nie będę też polemizował z „wieczną” tezą o opłacanych przez administrację litewską „kanapowych” Europejczykach. Zapewniam, że Polacy na dobrych posadach w administracji litewskiej (z wyjątkiem może kilku osób) w żadną działalność się nie angażują i są niestety bardziej Litwinami niż Polakami. Swoją drogą Wileńszczyzna jest bodajże jedynym miejscem na Ziemi, gdzie osoba, która zrobiła karierę w strukturach państwowych swojej ojczyzny musi się z tego… tłumaczyć! Szczególnie jeśli jednocześnie stać ja na aktywną pozycję obywatelską. I tłumaczyć się nie tylko przed pseudonarodowcami dla których lojalność wobec swojej ojczyzny jest chyba kwestią dwuznaczną, ale i przed osobami uważającymi się za patriotów Litwy. Zamierzam polemizować z mitem o istnieniu jakiejś warstwy średniej, która znajduje się poza lub pomiędzy tymi dwoma biegunami.