Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Reorganizacja polskich szkół w Wilnie i wprowadzenie obsługi po polsku w wileńskim samorządzie, Polacy po raz pierwszy na litewskim Marszu Niepodległości i nadanie honorowego obywatelstwa rejonu wileńskiego dla Waldemara Tomaszewskiego, obsługa interesantów w języku polskim w wileńskim samorządzie, nowe inicjatywy społeczne Polaków na Litwie. Mijający rok 2015 może i nie wejdzie do historii jako „rok polski na Litwie”, ale w polskiej społeczności na Wileńszczyźnie działo się rzeczywiście wyjątkowo dużo. Mieliśmy swoje sukcesy i swoje porażki. I dużo na ich temat pisałem. Ten wpis więc służy nie tyle przedstawieniu jakiegoś obiektywnego Top 10 najważniejszych wydarzeń roku 2015, co swego rodzaju uporządkowaniu i usystematyzowaniu już wygłoszonych przeze mnie opinii subiektywnych. Z racji tego, iż mój blog jest poświęcony przede wszystkim kwestiom wileńskim oraz polsko-litewskim skupiłem się przy tworzeniu mojego osobistego Top 10 wydarzeń roku 2015 na tych właśnie kwestiach. To oczywiście wcale nie znaczy, że te wydarzenia były najważniejsze w skali światowej czy choćby Litwy. Po prostu własna koszula jest bliższa ciału…
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Sprowadzanie wpływów rosyjskich na Polakow na Litwie do kwestii wstążki gieorgijewskiej jest tak samo logiczne jak sprowadzanie naszych problemów do problemu literki „w". O wiele większym są np. „kremliny" na listach wyborczych AWPL oraz przyzwolenie na ich obecność ze strony wyborcow. Przyzywolenie wynikające z wpływów kremlowskiej propagandy. Od dwóch lat jestem stałym komentatorem w audycji „Szósty Dzień Tygodnia” Radia „Znad Wilii”. Co tydzień, w sobotę, zbieramy się — według nomenklatury trolli opcji miłościwie nam panującej — na sabacie i komentujemy najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia. Audycja jest nadawana na żywo, więc mogą do studia dzwonić także słuchacze i wypowiadać swoje zdanie. Zazwyczaj telefon jednak milczy. Jedynym wyjątkiem są kwestie związane z rosyjską telewizją. Gdy tylko litewskie instytucje zawieszają tymczasowo nadawanie jednego lub drugiego rosyjskiego kanału telewizyjnego — linie telefoniczne natychmiast rozgrzewają się do białości, a oburzeni słuchacze zadają tylko jedno pytanie: „Dlaczego nam Litwini odbierają okno na świat?!!!” Ostatnio Litewska Komisja ds. Radiofonii i Telewizji (LKRT) nakazała przesunąć rosyjski kanał telewizyjny RTR do pasma kanałów dodatkowo płatnych w ofercie litewskich telewizji kablowych (z powodu propagowania nienawiści i wojny). Decyzja LKRT zbiegła się w czasie z decyzją kierownictwa prokremlowskiego Pierwoj Baltijskij Kanał (PBK) o zawieszeniu od 1 stycznia 2016 roku nadawania codziennego programu informacyjnego „Litovskoje Wremia”. Sądząc po reakcji słuchaczy audycji „Szósty Dzień Tygodnia” te decyzje wywołały w sporej części polskiej wspólnoty na Litwie szok. Tak burzliwej reakcji nigdy nie wywoływały ani kwestie reorganizacji szkół polskich w Wilnie, ani pisowni imion i nazwisk, ani dwujęzycznych napisów. Szczerze mówiąc te kwestie zazwyczaj w ogóle nie wywołują ŻADNEJ reakcji. Radny miasta Wilna z ramienia AWPL i dyrektor Domu Kultury Polskiej w Wilnie Artur Ludkowski komentując sytuację stwierdził, iż jest przeciwnikiem ograniczania nadawania rosyjskich telewizji na Litwie, bo „ludzie są wystarczająco mądrzy i sami są w stanie wybrać co dla nich dobre”. Artura Ludkowskiego cenię i szanuję, ale pozwolę z nim się nie zgodzić.
wtorek, 15 grudnia 2015
Kto powinien zostać Polakiem Roku na Wileńszczyźnie? Zbigniew Jedziński za unikalne poglądy na wydarzenia międzynarodowe, Julia Mackiewicz za różne „durackie” komitety pod liberastami, a może Waldemar Tomaszewski za „dużo co”? To tylko niektórzy z kandydatów w plebiscycie „Wileńszczyzny Today” - jednej z najciekawszych inicjatyw internetowych, które powstały na Wileńszczyźnie od czasów „Pulaków z Wilni”. „Wileńszczyzna Today” jest namacalnym dowodem na to, że jednak kiełkują we wspólnocie polskiej na Litwie jakieś zalążki społeczeństwa obywatelskiego, że umiemy nabijać się nie tylko z „lietuvisów”, ale i z własnych nieomylnych liderów. Oczywiście nie wszyscy umiemy, o czym świadczy fakt, że nie tylko dla kreujących się na przywódców narodowych bufonów, ale i dla części tzw. opozycji „Wileńszczyzna Today” jest nieśmieszna. Nie twierdzę, że przemawiają do mnie wszystkie dowcipy „Wileńszczyzny Today”. Notabene czasami jej redakcja i na mój temat coś ostrzejszego skreśli, ale nie widzę powodu, żeby na tę satyrę się obrażać. Widocznie z poczuciem humoru jest trochę tak jak z talentem: albo się je ma, albo nie. Łatwo jest być wesołym i dowcipnym, gdy żarty dotyczącą kogoś innego, szczególnie osoby, która jest ci nieprzyjemna, trudniej zachować poczucie humoru, gdy dotyczą ciebie. To tak jak z „Charlie Hebdo". Łatwo było być „Je suis Charlie" w styczniu, gdy redakcję gazety rozstrzelali zamachowcy z powodu karykatur Mahometa, trudno, gdy gazeta publikuje karykatury szczątków rosyjskiego airbusa czy zmarłego nieletniego imigranta. „Wileńszczyzna Today" — to trochę takie nasze „Charlie Hebdo". Kąśliwe, cyniczne, wkurzające, szydzące z narodowych świętości, ale bez niego wolność słowa na Wileńszczyźnie przypominałaby wolność słowa z sowieckich kawałów, że my także możemy na placu Czerwonym krzyknąć „Reagan jesteś durniem!"
czwartek, 10 grudnia 2015
Mijający rok 2015 obfitował w wydarzenia, ale dla mnie osobiście niewątpliwie najważniejszym było ukazanie się mojego prawdziwego debiutu literackiego — książki „Cień Słońca. Inne opowiadania”. Powieść „Cień Słońca” co prawda została napisana w latach 1997-2000, po raz pierwszy ujrzała światło dnia na łamach wileńskiego artzine’u „Chaos” w latach 2000-2002, a następnie w roku 2004 ukazała się w formie książkowej w trzecim obiegu, jednak dopiero ten rok przyniósł jej profesjonalne i poprawione wydanie. Natomiast opowiadania, które obok powieści, weszły do książki w ogóle ukazały się w formie książkowej po raz pierwszy. Wiem, ze książka jest nieco spóźniona, archaiczna, naiwna, ale mam do niej pewien sentyment. No i niezależnie od wszelkich braków warsztatowych — to bądź co bądź pierwsza polska powieść postmodernistyczna napisana i wydana w Wilnie. Ostra językowo i treściowo. Troche więc jestem zaskoczony, że większość recenzji ma wydźwięk raczej pozytywny. „I choć musiałabym znaczenia niektórych mądrych wyrazów sprawdzić w słowniku, jednak z większością się zgadzam. Widzę w książce wcale nie zbiór opowiadań, ale jedną całość. Niby zagmatwaną, ale logiczną całość. (...) I mi się książka bardzo podoba“ (Alina), „Cień Słońca" - done. Jednym porannym tchem. Książka robi wrażenie (Jarek), „Przy „Masochistach i wiedźmach" Wiktor Pelewin odpoczywa” (Krist), „Z niektórymi spostrzeżeniami zgodzę się, inne podobne są do bredni... Nawet czytając złapałem siebie, że wspominam jakieś swoje „pradziełki”, durne myśli albo zaczynam marzyć...(…) I jeszcze takie myśli bywały: k…wa o czym on tu pisze, ja przecież też tak mogę!”(Tomek).
wtorek, 08 grudnia 2015
Kino „Lietuva” — gwoli ścisłości należałoby powiedzieć byłe kino „Lietuva” — znów budzi kontrowersje. Pamiętam spory sprzed mniej więcej 10 lat, gdy bankrutujące kino zostało zamknięte, zaś w jego miejsce obrotni biznesmeni postanowili postawić apartamentowiec, chociaż teren został im przyznany pod „działalność związaną z kinem”. Nieoczekiwanie — bo kwestie związane z zagospodarowaniem przestrzeni publicznej niestety nie wywołują na Litwie zazwyczaj większego echa — wywołało to falę obywatelskiego oburzenia. Kino „Lietuva” cieszyło się zbyt dużą popularnością i wilnianie postanowili nie oddać go bez walki. Mieszkańcy Wilna zbierali podpisy, organizowali protesty, żądali zachowania publicznego charakteru przestrzeni miejskiej, powstało tzw. laboratorium pro-testu, ruch obywatelski „Už Lietuvą be kabučių“ (Za Litwę bez cudzysłowu), które stały się następnie wzorcem do naśladowania dla licznych inicjatyw obywatelskich w całej Litwie. Ostatecznie sprawa się skończyła w sądzie, a procesy sądowe trwały tak długo, iż boom na nieruchomości minął, nastąpił kryzys gospodarczo-finansowy i już nikt apartamentowca w centrum miasta ani nie był w stanie wybudować, ani potrzebował. I oto temat powrócił ponownie. Za sprawą budowy nowego budynku dla Centrum Sztuki Modernistycznej (Modernaus meno centras, MMS). Według przedstawionego przed paroma tygodniami projektu już w 2019 roku przy ulicy Zawalnej (Pylimo) stanie nowoczesny budynek MMS. Tym razem nie protestują ani specjaliści od dziedzictwa kulturowego, ani wybitni architekci, ani lokalna społeczność, tylko poszczególni tzw. internetowi „celebryci", dla których notoryczne narzekanie jest sposobem na zaistnienie. Cóż jak mawiał staruszek Karol Marx: wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie — za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa. Ale warto i nad ich opinią się pochylic, bo zagospodarowanie przestrzeni miejskiej to kwestia dotycząca nas wszystkich.
czwartek, 03 grudnia 2015
Prawa językowe mniejszości narodowych – to nie tylko kwestia zachowania tożsamości narodowej mniejszości etnicznych. „Nadanie mniejszościom narodowym szerokich praw językowych – to kwestia bezpieczeństwa narodowego. Mogę na potwierdzenie tej tezy przytoczyć przykład tak bliskiej mi Kanady. W latach 60. w Kanadzie, w Quebecu, istniał niezwykle silny ruch separatystyczny. Jednak nadanie francuskojęzycznym mieszkańcom Kanady szerokich praw językowych doprowadziło do spacyfikowania najbardziej radykalnych nastrojów separatystycznych. Można wręcz powiedzieć, że Kanada przetrwała jako jedno państwo dzięki zaakceptowaniu przez większość językowych praw mniejszości” – powiedział podczas międzynarodowej konferencji „Integration and exclusion: Linguistic rights of national minorities in Europe”, która miała miejsce w Wilnie w ubiegły piątek (27 listopada), dr Fernand de Varennes, dziekan Wydziału Prawa kanadyjskiego Uniwersytetu w Moncton. Szkoda, że słowa jednego z najwybitniejszych znawców problematyki praw językowych mniejszości etnicznych trafiły w gruncie rzeczy tylko do przekonanych – naukowców, dziennikarzy, publicystów, którzy na co dzień interesują się prawami językowymi – a nie polityków. Pomijając bowiem kilku działaczy AWPL nie było bowiem na sali ani posłów, ani radnych. Szkoda bo było to jedno z najciekawszych i najpoważniejszych przedsięwzięć naukowych, jakie na temat praw językowych kiedykolwiek odbywało się na Litwie. Dające doskonałą szansę przyjrzenia się rozwiązaniom stosowanym w tej dziedzinie przez różne kraje europejskie, dyskusji z najwybitniejszymi międzynarodowymi specjalistami. Szansę tym ważniejszą w obliczu problemów z jakimi litewska elita polityczna będzie się musiała zmierzyć już na wiosnę, gdy Sejm wreszcie się zabierze za rozpatrywanie trzech (sic!) inicjatyw legislacyjnych dotyczących pisowni nielitewskich imion i nazwisk. O kilku projektach Ustawy o mniejszościach narodowych już nie wspomnę.
wtorek, 01 grudnia 2015
Ostatnie dni listopada upłynęły pod znakiem dwóch ważnych wydarzeń kulturalnych. Przede wszystkim mam oczywiście na myśli jubileusz zespołu „Wilia”. Legendarna, kultowa i uwielbiana przez kolejne pokolenia wilnian „Wilia" ma już 60 lat. Jubileuszowy koncert stał się okazją do spotkania kilku generacji, przypomnienia bogatego dorobku i zademonstrowania nowości, a dla lokalnych polskich i litewskich notabli także do wygłoszenia tasiemcowych przemówień. Wystarczy pobieżny rzut oka na zdjęcia z jubileuszowej gali, żeby zrozumieć czym jest „Wilia” dla Wileńszczyzny — trudno znaleźć osobę z naszej lokalnej polskiej elity, która by w „Wilii” nie grała, nie tańczyła lub nie śpiewała. Drugim wydarzeniem — o dużo bardziej kameralnym wymiarze — była prezentacji antologii opowiadań pt. „Thriller po wileńsku” (26 listopada), będącej pokłosiem ogłoszonego jeszcze w maju br. przez Polski Klub Dyskusyjny i Nową Awangardę Wileńską pierwszego w naszych stronach konkursu literackiego na najlepsze opowiadanie w wileńskich klimatach nawiązujące do kryminału, horroru, thrillera bądź fantastyki. Niewątpliwie waga i znaczenie tych wydarzeń kulturalnych są nieporównywalne. Z jednej strony mamy bowiem zespół-instytucję, jeden z symboli wileńskiej polskości, a z drugiej — skromną książkę, która się spotka z zainteresowaniem być może kilkuset koneserów. A jednak stawiam te dwa wydarzenia obok siebie, bo są symboliczne. „Wilia” — to tradycja i historia bez której nie byłoby obecnie polskości na Litwie, „Thriller po wileńsku” — to próba stworzenia podwalin przyszłości tej polskości, bo polskość na Litwie przetrwa tylko wtedy jeśli będzie nawiązywała nie tylko do tradycji i folkloru, ale także do współczesności. „Thriller po wileńsku” jest próbą przedstawienia takiego bardziej modernistycznego obrazu polskiej literatury tworzonej na Wileńszczyźnie. Jaki jest to obraz?