Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
wtorek, 26 listopada 2013
Wydawałoby się, że założyłem tego bloga przed kilkunastoma miesiącami, a tymczasem dzisiaj obchodzi on już trzecie urodziny i jest to już mój 353 wpis. Nie będę się powtarzał, że w listopadzie 2010 roku nie spodziewałem się, że ten projekt przetrwa tak długo. Zresztą przed rokiem poważnie się zastanawiałem nad sensem jego dalszego prowadzenia (takie myśli czasami nawiedzaja mnie i dzisiaj). Wydawało mi się, że współpraca z Pl Delfi oraz „Polityką Wschodnia” całkowicie mi wystarczą. Niestety w ciągu roku sytuacja się zmieniła i dzisiaj na Wileńszczyźnie, ponownie zatoczywszy krąg, znaleźliśmy się w punkcie wyjścia, z którego i zrodziła się idea tego blogu. Mamy na Wileńszczyźnie media proawupeelowskie: bardziej liberalne i bardziej konserwatywne, mamy apolityczne, mamy nawet antyawupeelowskie, nie mamy jedynie niezależnych. Przed dwoma tygodniami o ostatecznym zakończeniu działalności poinformował np. portal Infopol, z którym przez wiele lat współpracowałem, w lipcu br. dział publicystyczny zlikwidowało Pl Delfi (dla PL Delfi i Infopolu w swoim czasie napisałem sporo tekstów nie tylko publicystycznych, lecz także podróżniczych i zastanawiam sie ostatnio, czy nie byłoby sensownym posunięciem przeniesienie ich na bloga, chociaż sensu stricte nie są ze stosunkami polsko-litewskimi związane). A przecież jeszcze Stanisław Cat-Mackiewicz zauważył, iż „nowoczesny ustrój polityczny opiera się na trzech czynnikach: rządzie, wyborach do parlamentu, niezależnej publicystyce.” Bez niezależnej publicystyki nie sposób jest bowiem stworzyć całościowego programu politycznego. Nieprzypadkowo AWPL odnosi wspaniałe sukcesy taktyczne — mobilizuje wyborców, wygrywa wybory, ale praktycznie nie ma sukcesów strategicznych w dziedzinie poszerzenia praw mniejszości polskiej na Litwie. Oczywiście, że blog — z uwagi na jego znikomą siłę rażenia — nie może tej niszy wypełnić, jego powstanie i prowadzenie bardziej wynika z mojej wewnętrznej potrzeby pisania i wyrażenia własnego zdania na aktualne tematy. Mimo to, spoglądając na stosunki polsko-litewskie i Polaków na Litwie nie z perspektywy miesiąca czy roku, tylko blisko 40 lat, mam świadomość, iż powolne, bardzo powolne pozytywne zmiany zachodzą. Litwa i Wileńszczyzna są dziś inne niż przed 10, 20 czy 30 laty. I właśnie to pozwala mi nie tracić nadziei, iż ta inna Wileńszczyzna — otwarta, tolerancyjna, demokratyczna, wolnościowa, europejska — nadal jest możliwa.
piątek, 22 listopada 2013
Postulaty wprowadzenia na terenach zamieszkałych przez mniejszości narodowe dwujęzyczności lub zalegalizowania oryginalnej pisowni imion i nazwisk bardzo często wywołują na Litwie reakcje alergiczne. Przede wszystkim w środowiskach nacjonalistycznych, choć nie tylko. Najczęstszym argumentem jest w takich przypadkach: „Jeśli zrealizujemy te polskie postulaty, AWPL natychmiast wysunie następne, jeszcze bardziej radykalne, które doprowadzą koniec końców do secesji Wileńszczyzny.” Jednym słowem: daj Polakowi palec, a odgryzie całą rękę! Niejednokrotnie pisałem, że gdyby rzeczywiście tak się stało w ustroju demokratycznym — a taki niby mamy na Litwie — musielibyśmy i takie żądania przedyskutować, gdyby udzieliło im poparcia wystarczająco dużo osób. Korona z głowy z tego powodu nikomu by nie spadła. Jednak warto się zastanowić, czy rzeczywiście takie zagrożenie istnieje? W demokratycznym społeczeństwie każdy ma prawo wysuwać takie postulaty jakie mu się chce. Oczywiście pod warunkiem, że nie są związane z przemocą i łamaniem prawa. To jednak w jaki sposób się takie postulaty traktuje zależy od tego jak dużym poparciem społecznym się cieszą.
środa, 20 listopada 2013
O budowie tramwajowych linii w Wilnie słyszę tak długo jak siebie pamiętam. Już w czasach sowieckich władze miejskie rozważały ten pomysł. Wówczas jednak uznano, że jest to pomysł zbyt drogi. I Wilno pozostało jedyną stolicą wśród republik nadbałtyckich, która takiego środka transportu publicznego nie posiada. Idea odrodziła się na początku XXI wieku za sprawą mera Artūrasa Zuokasa. Na początku XXI w. powrócono do koncepcji tramwaju. We wrześniu 2001 r. zlecono wykonanie studium wykonalności transportu zbiorowego na okres 12 lat. W oparciu przeprowadzone badania i analizy tramwaj w Wilnie miał się składać z trzech linii. Zuokas jednak wkrótce utracił władzę i pomysł tramwaju wileńskiego zarzucono na kilka lat, dyskutujac jeszcze bardziej fantastyczny pomysł budowy metra. Odrodził się w 2011 roku. W czerwcu br. władze miejskie zapowiedziały ogłoszenie w najbliższym czasie międzynarodowego przetargu publicznego na budowę linii tramwajowej z dworca do Santaryszek. Pierwsze tramwaje mają nią zacząć kursować już w 2016 roku. Zresztą słowo „pierwsze” nie jest w tym przypadku szczególnie precyzyjne. Wilno bowiem już posiadało tramwaj, przez ponad 30 lat, na przełomie XIX-XX wieków. Dziś po nim zostały tylko resztki szyn tramwajowych z których zrobiono poręcze barierek ogrodzenia przy ujściu Wilenki do Wilii oraz ulica Tramwajowa (Tramvajų) na Antokolu. Biorąc pod uwagę jak kolosalna jest dziura w budżecie miejskim optymistyczne nastawienie Zuokasa co do możliwości już za trzy lata wybudowania pierwszej linii tramwajowej wydaje się być mocno naciągane. Nawet władze XIX-wiecznego Wilna, nie mające tak poważnych problemów finansowych, potrzebowały na to więcej czasu.
poniedziałek, 18 listopada 2013
Najwyraźniej AWPL spisała projekt Ustawy o mniejszościach narodowych — przygotowany jeszcze w poprzednim rządzie przez Irmantasa Melianasa i Stanisława Widtmanna oraz poprawiony przez Edwarda Trusewicza — który rozwiązywał przynajmniej cześć problemów mniejszości etnicznych na Litwie, na straty. Oficjalnie projekt został odłożony ad calendas graecas. W zamian zaś rządząca centrolewica w poniedziałek (11 listopada) zatwierdziła nowy pomysł — przywrócić obowiązywanie wygasłej jeszcze 1 stycznia 2010 roku Ustawy o mniejszościach narodowych. Formalnie litewskie prawo nie przywiduje możliwości przywrócenia obowiązywania wygasłych aktów prawnych, dlatego koalicja zdecydowała złożyć w najbliższym czasie do pierwszego czytania w Sejmie projekt Ustawy o mniejszościach narodowych, bazujący na byłej redakcji Ustawy o mniejszościach narodowych z 1989 roku (z poprawkami wniesionymi w roku 1991). Zdaniem prezesa AWPL, europosła Waldemara Tomaszewskiego, proponowane rozwiązanie wypełni lukę prawną, jaka powstała po wygaśnięciu poprzedniej Ustawy o mniejszościach narodowych, która rozstrzygała m.in. „kwestie problematyczne, dotyczące używania nazewnictwa w językach mniejszości narodowych". Jest to opinia dyskusyjne. Jak wiadomo przyjęta jeszcze przez Radę Najwyższą Litewskiej SSR Ustawa o mniejszościach narodowych była co prawda zbiorem pięknych haseł, nieprecyzyjnych deklaracji i pobożnych życzeń, jednak poza tym, jak się ostatecznie okazało, nie miała prawie żadnego praktycznego znaczenia, więc trudno tu mówić o wypełnieniu luki prawnej, chyba że za takowe uznamy formalne istnienie aktu prawnego pod nazwą „Ustawa o mniejszościach narodowych". W poprzedniej Ustawie znajdował się zapis mówiący o tym, że w miejscowościach zwarcie zamieszkanych przez mniejszość narodową, obok państwowego może być używany język mniejszośc, ale Litewski Naczelny Sąd Administracyjny jeszcze w 2009 roku, czyli za czasów obowiązywania tego aktu prawnego, uznał dwujęzyczne tabliczki z nazwami ulic za nielegalne. Po co więc przywracać obowiązywanie aktu prawnego, który niczego de facto nie regulował? Wbrew pozorom nie jest to wcale głupi pomysł.
czwartek, 14 listopada 2013
Przed dwoma tygodniami Helloween minął na Litwie, jak już powszechnie wiadomo, pod znakiem strachów z za wschodniej granicy. 31 października agencja informacyjna Baltic News Service (BNS) opublikowała — opierając się na poufnej notatce służbowej przedstawionej przez Departament Bezpieczeństwa Państwowego (DBP) głowom litewskiego państwa i komitetów sejmowych — informację prasową o przygotowanych przez rosyjskie służby specjalne atakach (dez)informacyjnych przeciwko prezydent Dalii Grybauskaitė i innym wysokiej rangi funkcjonariuszom państwowym. Te doniesienia następnie potwierdzili de facto szef Departament Bezpieczeństwa Państwowego Gediminas Grina oraz prezydent Dalia Grybauskaitė. Litewska prokuratura i Służba Badań Specjalnych (STT) natomiast natychmiast rozpoczęły dochodzenie w sprawie przecieku tajnej informacji, dokonały przeszukań w biurach i mieszkaniach dziennikarzy BNS i wywołały kolejną falę dyskusji na temat wolności słowa i jej granic. Od dwóch tygodni cała Litwa się zastanawia nad tym, czy rzeczywiście Rosjanie planują szeroko zakrojone ataki dezinformacyjne przeciwko Litwie, czy dziennikarze mają prawo ujawniać tajne informacje, a prokuratorzy ich z tego powodu prześladować oraz komu było bardziej wygodne ujawnienie tajnej analizy DBP: prezydent Dalii Grybauskaitė czy rządzącym socjaldemokratom. I w tym całym zamieszaniu jakoś przeszła początkowo bez echa ta część informacji, zawarta w notatce prasowej BNS, która dotyczyła bezpośrednio… Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Do dzisiaj.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Kiedyś zapytano Radio Erywań: „Na czym polega różnica pomiędzy tragedia a katastrofą?” Radio Erywań odpowiedziało: „Gdyby mostkiem nad rzeczka biegł baranek, wpadł do wody i utonął — byłaby to tragedia, lecz nie katastrofa. Natomiast gdyby rozbił się samolot z wszystkimi członkami Politbiura KC KPZS — byłaby to katastrofa, lecz nie tragedia.” Minister oświaty i nauki Dainius Pavalkis podpisał właśnie rozporządzenie, które odwołuje ulgi na egzaminie maturalnym z języka litewskiego dla maturzystów ze szkół mniejszości narodowych. Nie wszystkie ulgi, bo aż do roku 2019 maturzyści ze szkół mniejszości narodowych będą mogli popełnić w wypracowaniach więcej błędów niż koledzy ze szkół litewskich. Ale w 2014 roku na maturze i maturzyści ze szkół litewskich, i maturzyści ze szkół nielitewskich będą mogli wybrać z trzech, a nie z siedmiu autorów, zaś wypracowanie będzie miało się składać z nie mniej niż 500 słów podczas egzaminu szkolnego, a podczas szkolnego – 400 (w tym roku uczniowie ze szkół mniejszości narodowych mogli pisać wypracowanie o objętości 400 słów na egzaminie państwowym i do 250 — na egzaminie szkolnym). Formalnie odwołanie ulg nie jest ani tragedią, ani problemem, gdyż faktycznie te odwołane ulgi nieobowiązywały od chwili wydania przez Litewski Naczelny Sąd Administracyjny w czerwcu br. orzeczenia o ich niezgodności z prawem. Problem polega na tym, że te bezprawne ulgi nie zostały przez ministra zamieniona na inne, zgodne z orzeczeniem NSA.
czwartek, 07 listopada 2013
Wyobraźmy sobie, że na posiedzenie litewskiego lub polskiego parlamentu zjawia się wysoki, przystojny, niebieskooki blondyn z niedużym światłym wąsikiem pod prostym nosem i proponuje przekształcić Litwę (lub Polskę) od ręki w kraj miodem i mlekiem płynący, światowe centrum biznesu i finansów. Jedyny warunek — parlament powinien ogłosić go królem. Jak zareagowaliby na tę egzotyczną propozycję człowieka znikąd nasi posłowie? Możemy chyba z grubsza wyobrazić, chociaż biorąc pod uwagę kogo czasami wybieramy do parlamentu — być może jestem zbytnim optymistą w tej kwestii. Jest jednak na świecie kraj, który w ten właśnie sposób uzyskał nie tylko swojego pierwszego (i jedynego jak dotychczas) króla, lecz również pierwszą konstytucję. Andora, której suwerenami byli wówczas prezydent Francji i biskup hiszpańskiego miasteczka Urgell (formalnie ten feudalny relikt przetrwał zresztą po dziś dzień, choć rola współksiążąt jest dziś jedynie symboliczna) położona na francusko-hiszpańskim pograniczu, rzadko bywała widownią dramatycznych wydarzeń. Jednym z niewielu wyjątków był 1934 rok, gdy rosyjski białogwardzista Borys Skosyriew, świeżo upieczony obywatel Andory, awanturnik i mitoman, podający się raz za brytyjskiego barona, innym razem za holenderskiego hrabiego, został na krótko monarchą Krainy Sześciu Dolin. Pochodził z Wilna.
poniedziałek, 04 listopada 2013
Przed kilkoma dniami minął rok od historycznego sukcesu AWPL. Polska partia po raz pierwszy przekroczyla 5-procentowy próg wyborczy i stała się pełnoprawnym czlonkiem koalicji rządowej. Przyznaje się bez bicia — cudów się nie spodziewałem, ale jednak oczekiwałem, że w ciągu roku uda się polskim posłom i wiceministrom dokonać więcej. Na przykład przyjęcie Ustawy o mniejszościach narodowych nawet dla takiego pesymisty jak ja wydawało się być kwestią niemal techniczną. Ale minął rok, a projekt nie został jeszcze nawet przedstawiony pod obrady rządu (nie mówiąc o Sejmie), zaś szanse na to, że kiedykolwiek zostanie przyjęty maleją z każdym dniem. Nie zważając na to, ze postulat przyjęcia takiego aktu prawnego i rozwiązania problemu dwujęzycznej pisowni nazw ulic i miejscowości zgodnie z Konwencją ramową o Ochronie Mniejszości Narodowych został zapisany w programie rządowym centrolewicowej koalicji. Zapisany — jak słusznie zauważa Irmantas Melianas, odpowiedzialny w Partii Socjaldemokratycznej za politykę wobec mniejszości narodowych — nie tyle (lub nie tylko) na wniosek AWPL, co socjaldemokratów, którzy identyczny postulat zawarli i w swoim programie wyborczym. Rośnie bowiem z każdym dniem krytyka pomysłu zalegalizowania dwujęzycznych tabliczek. Nie tylko ze strony opozycyjnych konserwatystów, lecz również litewskich językoznawców, a tradycyjnie przychylna prawicy telewizja TV3 dopatruje się w projekcie nawet podwalin pod nową polską autonomię...