Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
czwartek, 25 lutego 2016
Gdy przed kilkoma tygodniami przestrzegałem, iż w ślad za publicznymi narzekaniami przed obliczem wiceministra Jana Dziedziczaka popłyną do Warszawy także listy oburzonych polskich mas robotniczych i twórczej inteligencji z żądaniem natychmiastowego ukarania krnąbrnych imperialistów... tfu... liberastów z Radia „Znad Wilii“, wiele osób stawiało przy moim tekście „like”, ale prywatnie w tę moją diagnozę wątpiło, bo „przecież czasy nie te”. Czasy może i nie te, ale za to „inteligencja twórcza” zawsze zachowuje się w ten sam lizusowski sposób. W ślad za listem szefa podwileńskiej kultury powędrował do Warszawy następny. Tym razem w imieniu Wileńskiego Forum Rodziców Polskich ukarania i niefinansowania Radia „Znad Wilii” żąda Danuta Narbut: „W związku z systematycznym sianiem propagandy na portalu i radiu „Znad Wilii" mera liberała R. Šimašiusa i wicemera, konserwatysty V. Benkunskasa, którzy wspólnie usiłują zniszczyć polskie szkolnictwo w Wilnie, prosimy, aby Rząd RP dokonał analizy rzeczywistej działalności radia, które przykłada rękę do ataków na polskie szkoły, i w miarę możliwości podjął odpowiednie decyzje w sprawie niszczących działań tego medium". Szczerze mówiąc już bardziej wole list Edmunda Szota, który był przynajmniej w miarę logicznie napisany. Natomiast list Danuty Narbut sprawia wrażenie zbioru przypadkowych cytatów „od Sasa do Lasa”. Towarzysze, więcej rewolucyjnej czujności i staranności w walce z wrogami narodu!
wtorek, 23 lutego 2016
Nigdy nie przepadałem za Lechem Wałęsą. Ale wcale nie z powodu jego prawdziwej lub rzekomej współpracy z komunistyczną bezpieką (jeśli rzeczywiście współpracował, a następnie za pieniądze bezpieki rozwalił ustrój, który ta bezpieka miała chronić za pomocą właśnie tajnych współpracowników - to należy mu się conajmniej poemat pt. „Konrad Wallendrod 2"). Po prostu do mojej wyobraźni bardziej przemawiają osobowosci na miarę Valclava Havla i wydawało mi się niesłuszne, iż historia właśnie Wałęse, tego chłopka-roztropka, a nie któregoś z licznych w środowisku „Solidarności" intelektualistów, wybrała na lidera największego ruchu antykomunistycznego i jednego z grabarzy komunizmu. W roku 1995 będąc na stażu dziennikarskim w warszawskim dzienniku „Rzeczpospolita” miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu polskich dziennikarzy z Lechem Wałęsą, wówczas prezydentem Polski. Polską wstrząsnął jakiś kolejny skandal polityczny i Wałęsa zwołał konferencję, żeby się wytłumaczyć ze swojego udziału w tym skandalu. Spotkanie to jeszcze bardziej mnie utwierdziło w przekonaniu, że żaden z Wałęsy wybitny umysł. Ta jednak moja prywatna ocena Wałęsy nie zmienia faktu, iż dokonał rzeczy wybitnych, niezwykłych i przełomowych. Na trwale zapisał się na kartach historii i tego jego miejsca nie wymażą żadne teczki znalezione w domu byłego szefa SB.
czwartek, 18 lutego 2016
Nie potrzebujemy żadnych "House of Card" i "Game of Thrones"! Mamy własny niekończący się serial polityczny, sięgajacy korzeniami do tak miłej niektórym naszym działaczom tradycji bizantyjsko-rosyjsko-bolszewickiej. Wpadł ostatnio w moje ręce e-mail, który świadczy, iż Pawlik Morozow… przepraszam… Edmund Szot nie ustaje w walce z wegetarianami i cyklistami w polskiej wspólnocie na Litwie. Tym razem wysłał do Jarosława Kaczyńskiego, Witolda Waszczykowskiego oraz posłów i senatorów RP apel, którego treść się nie zmieniła od czasu jego występu oratorskiego przed obliczem wiceministra spraw zagranicznych RP Jana Dziedziczaka. Natomiast polszczyzna — w porównaniu z wspomnianym występem oratorskim — stała się tak poprawna, iż zachodzi (nie)uzasadnione podejrzenie, że albo Edmund Szot lepiej po polsku pisze niż mówi, albo też ten list ktoś za niego napisał (być może nawet ktoś spoza Litwy, biorąc pod uwagę notoryczne używanie w liście sformułowania „media polonijnej” odnośnie mediów polskich na Litwie, gdy tymczasem Polacy na Litwie unikają słowa „Polonia” jak diabeł świeconej wody i nigdy go na określenie siebie i swoich inicjatyw, w tym inicjatyw medialnych, nie używają). Czyżby KTOŚ postanowił wzmocnić głos ciemiężonych mas polskich na Litwie, wołających „Zamknijcie Radio „Znad Wilii”, skargą pisemną, licząc na to, że w Polsce nadal hasło „nasze wewnętrzne sprawy załatwiajmy w naszym kraju” stosuje się wybiórczo i skargi „dręczonych” na radiowej „patelni” działaczy znajdą posłuch?...
wtorek, 16 lutego 2016
Stwierdzenie, że Dzień Niepodległości nie jest świętem tylko etnicznych Litwinów, ale wszystkich obywateli Litwy jest w zasadzie zwyczajnym bon motem. Oczywistą oczywistością. Jednym z dwudziestu sygnatariuszy Aktu Niepodległości Litwy był litewski Polak, brat pierwszego prezydenta niepodległej Polski, Stanisław Narutowicz, a u źródeł niepodległości nie stali wyłącznie prawicowcy i narodowcy. Wręcz przeciwnie bardzo często to właśnie socjaliści, ludowcy oraz demokraci byli najbardziej zagorzałymi zwolennikami niezawisłości, zaś nacjonaliści stali na stanowisku bardziej kompromisowym i zachowawczym. Niewiele osób wie, ale zdanie o całkowitej niepodległości Litwy w akcie z 16 lutego 1918 roku znalazło się na żądanie właśnie lewicy. Jonas Vileišis, Steponas Kairys i Mykolas Biržiška, członkowie Litewskiej Taryby wywodzący się z szeregów socjaldemokratów i ludowców, oraz Polak Stanisław Narutowicz zawiesili 26 stycznia 1918 roku członkostwo w Tarybie do czasu aż proponowany przez narodowców i chadeków ugodowy wobec okupanta niemieckiego tekst nie zostanie poprawiony. Jak widać patriotyzm nie był wówczas domeną nacjonalistów. Tym większym smutkiem napawa fakt, iż dzisiaj hasła patriotyczne i niepodległościowe zostały niemal zmonopolizowane przez narodowców, a demonstracje 16 lutego i 11 marca stały się udziałem kibolsko-faszystowskiego marginesu i odbywają się pod wezwaniem „Litwa dla Litwinów”. Jest to nie tylko sprzeczne z dobrym smakiem, ale i prawdą historyczną. Niestety oddaliśmy tym środowiskom patriotyzm na własne życzenie. A oni przekształcili go z miłości do ojczyzny w ślepą wiarę w wyższość swojego narodu.
czwartek, 11 lutego 2016
W XIX-wiecznym Meksyku był uwielbiany. W kraju ciągłych rozruchów, zamachów stanu, wojen domowych oraz pospolitego bandyttyzmu nigdy nie został napadnięty. A był człowiekiem majętnym. Po prostu miejscowa ludność utrzymywała każdorazowo straż wzdłuż jego drogi, pilnowała jego dobytku i strzegła gospód, w których się zatrzymywał. Mowa o Sewerynie Gałęzowskim, pochodząc z Kijowszczyzny, ale przez wiele lat zwiazanym z Wilnem, światowej sławy chirurgu i wybitnym działaczu polskiej emigracji. Seweryn Gałęzowski urodził się 25 stycznia 1801 roku we wsi Kniażej Krynicy leżącej na porzeczu Tykicza w powiecie Lipowieckim ówczesnej gubernii kijowskiej, niedaleko od Bałabanówki, którą wsławił kowal, majster od rusznic z napisem „Se gut, se bon, se Sagalas London, se Iwan kowal de Bałabanówka". Jeszcze i przysłowie Bałabanówkę wspomina „Gdzie Krym, gdzie Rzym, gdzie Bałabanowiecka karczma".
poniedziałek, 08 lutego 2016
Nienawiść ogłupia. Najlepszym na to dowodem jest casus Jarosława Malinowskiego, Polaka z Wojdat, który wraz z kumplem Nerijusem Janulevičiusem w listopadzie 2012 roku zawiesili przy Mauzolem z sercem Józefa Piłsudskiego na wileńskiej Rossie plakat z napisem „Tomaszewski, jeżeli nie przestaniesz szkodzić Litwie, twoje miejsce jest tu" oraz zostawili tekturowe pudło z napisami „Uwaga bomba", „TNT”, „Wzywajcie gliny” oraz „Polacy umrą". Sprawcy zostali pojmani już po czterech dniach, dzięki staraniom nadkomisarza Antoniego Mikulskiego, też nomen omen litewskiego Polaka, zaś w piątek (5 lutego) Wileński Sąd Okręgowy skazał obu nazyboneheadów(właśnie nazy, bo w ich mieszkaniach znaleziono i naziwstowska atrybutykę, i pisma Adolfa Hitlera) na 8 miesięcy robót publicznych za sprofanowanie grobu i miejsca pamięci z pobudek narodowych. Podczas rozprawy sądowej Jarosław Malinowski przyznał się do winy, zaś swoją akcję tłumaczył niechęcią do polskich nacjonalistów oraz Waldemara Tomaszewskie i AWPL, którzy „budują w Wilnie Polskę”. „Z Nerijusem jesteśmy patriotami Litwy, nie należymy do żadnych ugrupowań, jesteśmy kibicami. Polakom niczego złego nie życzę, sam jestem Polakiem, dziś rozumiem, że te słowa o Polakach napisałem bezmyślnie, a grobu Józefa Piłsudskiego sprofanować nie chciałem, akcja była skierowan przeciwko Waldemarowi Tomaszewskiemu. Nie lubię Tomaszewskiego i jego partii, nie zgadzam się z jego poglądami politycznymi, i chciałem go postraszyć” – tłumaczył się Malinowski. W czasach ancien regime o takich mówiło się: не всех дураков война убила. Nie wszystkich głupków wojna zabiła.