Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
piątek, 28 lutego 2014
Przede wszystkim przestrzegałbym przed euforią po ogłoszeniu przez Sąd Konstytucyjny we czwartek (27 lutego) decyzji w sprawie pisowni nielitewskich imion i nazwisk. Została wygrana ważna bitwa, ale to wcale nie koniec wojny. Sąd Konstytucyjny uchylił furtkę, która wydawała się być szczelnie zamknięta, ale to od językoznawców i polityków zależy czy z niej skorzystają. Niektórzy twierdzą, że Sąd Konstytucyjny nie tyle uchylił furtkę, co przerzucił odpowiedzialność na językoznawców. Nie jest to zarzut prawdziwy. Sąd Konstytucyjny, wyjaśniając założenia doktryny konstytucyjnej, jest zawsze związany zakresem wystosowanego do niego zapytania. Minister sprawiedliwości Juozas Bernatonis przed rokiem zwrócił się do Sądu Konstytucyjnego z dwoma pytaniami: czy ustawodawca ustanawiając zasady pisowni imion i nazwisk w oficjalnych dokumentach powinien uwzględnić opinie zawodowych językoznawców oraz czy — na podstawie propozycji językoznawców — mogą być ustanowione inne zasady pisowni imion i nazwisk niż te ustanowione w uchwale Rady Najwyższej Republiki Litewskiej z dnia 31 stycznia 1991 roku, tj. ustanawiające, iż w dowodach tożsamości imiona i nazwiska obywateli Republiki Litewskiej są zapisywane literami litewskiego alfabetu zgodnie z brzmieniem. I właśnie na te i tylko na te pytania Sąd Konstytucyjny odpowiedział. Przy okazji — powiedzmy delikatnie — modyfikując swoją doktrynę w sprawie języka litewskiego.
czwartek, 27 lutego 2014
Nie ulega wątpliwości, iż na Litwie jak i gdziekolwiek indziej na świecie to właśnie partie lewicowe i liberalne są najprzychylniej nastawione wobec mniejszości narodowych. Po tym jak konserwatywno-liberalny rząd Andriusa Kubiliusa doprowadził do „zimnego pokoju” w stosunkach polsko-litewskich, w 2012 roku po utworzeniu centrolewicowej koalicji rządzącej zapanowała euforia co do ich przyszłości. „Wielu ekspertów mówiło o „przełomie”, „nowym otwarciu”, „budowaniu nowego początku”, które miało nastąpić — niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki — po odejściu „złego Kubiliusa” <…> „Gorące głowy”, które w zwycięstwie litewskiej lewicy widziały panaceum na problemy polskiej mniejszości, studził nie tylko opiniotwórczy wileński bloger A. Radczenko, ale także polscy eksperci: Kinga Dudzińska (PISM) czy Mirosław Jankowiak (Fundacja Pułaskiego” — piszą w artykule „Polska-Litwa. Od ultimatum do partnerstwa”, który ukazał się w wydanej nakładem Kolegium Europy Wschodniej antologii „Młoda Myśl Wschodnia” (mam nadzieje, że w najbliższym czasie napisze recenzję tej interesującej książki), Dominik Wilczewski i Tomasz Otocki. Z tym „opiniotwórczy” to przesada, ale że przestrzegałem — fakt. Fakt, który potwierdza nie tylko rok dreptania w miejscu centrolewicy w kwestii realizowania tych symbolicznych polskich postulatów, ale i niedawny felieton honorowego przewodniczącego Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej Aloyzasa Sakalasa, który ukazał się przed paroma dniami na łamach portalu delfi.lt. Niestety nie tylko przed niektórymi politycznymi reprezentantami litewskich mniejszości narodowych i liberałów, ale i litewskiej lewicy długa droga do zachodnioeuropejskich zasad politycznej poprawności.
poniedziałek, 24 lutego 2014
Polityka jest sztuką osiągania celów, które są możliwe do osiągnięcia, twierdził Otto von Bismarck. Już niejednokrotnie twierdziłem, że jednym z największych problemów litewskich Polaków, ich liderów, jest nieumiejętność nakreślenia sobie takich celów. Nie da się jednocześnie osiągnąć wszystkiego, szczególnie gdy się dysponuje ograniczonymi siłami i środkami. W takich sytuacjach ważne jest określenie priorytetów (które cele są dla nas ważne, a które — przynajmniej obecnie — mniej ważne), następnie ustalenie, które z nich da się zrealizować natychmiast, a które wymagają większego wysiłku i czasu, i at last but not at least określenia środków vel strategii za pomocą której te cele będziemy osiągali. Joseph P. Overton, wiceprezydent Mackinac Center for Public Policy, twierdził, że w zasadzie każdą ideę — nawet tę która wydaje się być w chwili obecnej absolutnie niemożliwa — można wcielić w życie, jeśli się dobierze odpowiednią strategię. Jego teoria dostała nazwę The Overton Window of Political Possibility i twierdzi mianowicie, iż w każdej konkretnej chwili w każdym konkretnym społeczeństwie istnieje tzw. okno możliwości politycznych, pewien zakres różnych poglądów i pomysłów politycznych, które społeczeństwo jest w stanie zaakceptować, a politycy w stanie je nagłośnić i wdrożyć w życie bez obawy bycia oskarżonymi o ekstremizm lub zbytni radykalizm, zdradę interesów narodowych itp. Idee polityczne mogą być urzeczywistnione, jeśli mieszczą się w granicach tego okna. Okno Overtona nie jest jednak constantą, może się przesuwać, a idee, które wcześniej wydawały się niemożliwe do zrealizowania mogą stawać możliwymi i vice versa. Joseph Overton zauważył, że idee stają się możliwe do wcielenia w życie nie wtedy, gdy politycy się do nich przekonują, tylko w chwili gdy większość społeczeństwa jest w stanie je zaakceptować. A więc działania zwolenników tych pomysłów powinny być skierowane przede wszystkim na zmianę nastawienia społecznego.
czwartek, 20 lutego 2014
Wczoraj (19 lutego) wieczorem na wiecu solidarności z Ukrainą pod Sejmem było mnóstwo flag: litewskich, ukraińskich, unijnych, białoruskich, a nawet poszczególnych litewskich partii politycznych. Jednak mi zabrakło flagi polskiej, a na trybunie z której przemawiali politycy z wszystkich litewskich opcji politycznych — polityków AWPL. Najwidoczniej łatwo jest walczyć o wolność „naszą”, a dużo trudniej o „waszą”, szczególnie gdy wiekszość twoich wyborców sympatyzuje wcale nie walczącym o wolność. Jeszcze łatwiej jest jednak walczyć o wolność na Ukrainie i jednocześnie wymigiwać się od poszerzenia zakresu wolności u siebie. Na przykład po przez przyjęcie Ustawy o mniejszościach narodowych, jakkolwiek te „tabliczkowe” problemy nie wyglądałyby dzisiaj miałko w porównaniu z tym co sie dzieje na Ukrainie... Jeśli chodzi o tę Ustawę jestem dziś mniejszym optymista niż przed rokiem, gdy jej przyjęcie wydawało mi się kwestią kilku, może kilkunastu miesięcy, ale dużo większym niż przed tygodniem, gdy premier Algirdas Butkevičius publicznie zwątpił, czy jest potrzebna. Po wtorkowym (18 lutego) spotkaniu premiera z przedstawicielami litewskich mniejszości narodowych po raz kolejny bowiem zapowiedziano, że Ustawa o mniejszościach narodowych będzie i zostanie przyjęta już wkrótce. Projekt, przygotowany przez oddelegowanego przez AWPL wiceministra kultury Edwarda Trusewicza, ma zostać poprawiony przez nową grupę roboczą, na czele której najpewniej stanie wicekanclerz rządu Remigijus Motūzas, były dyrektor rządowego Departamentu ds. Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa, a więc osoba, która o problemach mniejszości narodowych i ich postulatach wie nie tylko ze słyszenia. Poprawiony w taki sposób, aby „nadawał mniejszościom narodowym jak najwięcej praw i wolności, a jednocześnie nie byłby sprzeczny z Konstytucją.” Wicekanclerz zapowiada, iż poprawiony projekt wpłynie pod obrady rządu wciągu dwóch-trzech miesięcy (jeśli „AWPL pójdzie na kompromis, w przeciwnym razie sprawa sie może znacznie przeciągnąć"), a więc już po wyborach prezydenckich i do Parlamentu Europejskiego, w czasie których najwyraźniej żaden z koalicjantów AWPL nie chce dla postulatów mniejszości narodowych ryzykować głosami nacjonalistycznie nastawionej części swego elektoratu. I Bogu świeczkę, i diabłu ogarek.
poniedziałek, 17 lutego 2014
Gdy czytam oświadczenie Rady Naczelnej AWPL o wysunięciu Waldemara Tomaszewskiego w wyborach prezydenckich nie mogę się pozbyć wrażenia deja vu. „AWPL, jak też kilkadziesiąt organizacji społecznych oraz różnych środowisk w całym kraju oczekiwało takiej właśnie decyzji lidera AWPL”, „brak kandydata AWPL spowodowałby pustkę na scenie politycznej, wywołałby niezrozumienie wśród wyborców, wręcz zdezorientowanie ich”, „obywatele naszego kraju dostrzegają i cenią uczciwą postawę zarówno AWPL, jak i jej lidera Waldemara Tomaszewskiego”, „Waldemar Tomaszewski jako lider ugrupowania jest wzorcem takiej uczciwej polityki, która dla dzisiejszej Litwy jest tak bardzo potrzebna”, „Akcji Wyborczej poprzez mianowanie na stanowiska odpowiednich osób, poprzez właściwą politykę kadrową udało się urzeczywistnić niezwykle istotną zasadę oddanego służenia dla obywateli” — wszystkie te panegiryki i dytyramby brzmią jakby rodem z jakiejś groteski o okresie minionym. Jak zawsze wszystko w imieniu ludu pracującego miast i wsi, dla jego dobra i na jego żądanie. Nie wiem po co to całe pianie peanów na swoją cześć Waldemarowi Tomaszewskiemu jest potrzebne. Być może to zresztą akurat niezależny od woli Wodza przejaw aktywności twórczej tych wszystkich „odpowiednich osób” mianowanych na stanowiska w wyniku „właściwej polityki kadrowej”... Natomiast decyzja Waldemara Tomaszewskiego o kandydowaniu na prezydenta Republiki Litewskiej nie była chyba dla nikogo zaskoczeniem. Po raz kolejny udowadnia, ze Tomaszewski jest dobrym taktykiem politycznym, ale można podyskutować czy jednocześnie równie dobrym strategiem. Można ją przeanalizować na dwóch płaszczyznach: co po przez to powtórne kandydowanie chce osiągnąć Tomaszewski i co można by było — w ramach kampanii wyborczej — osiągnąć na rzecz Polaków na Litwie.
czwartek, 13 lutego 2014
Gdy styczniowe mrozy zaczęły dawać się szczególnie we znaki — a całkowicie się zgadzam z twierdzeniem pewnego znajomego Afrykańczyka, który zauważył, iż na Litwie da się tolerować tylko tę zieloną zimę, zaś „biała jest totalnie nie do zniesienia” — postanowiłem udać tam gdzie ciepło, palmy i morze turkusowe. Padło akurat na Sri Lankę, która nieprzypadkowo jest nazywana „perłą Oceanu Indyjskiego”. Wspaniałe krajobrazy, malownicze góry, pola herbaciane i ryżowe, niezliczone parki narodowe, słonie, małpy, świątynie buddyjskie i hinduskie, kolonialna architektura nadmorskich miast, uśmiechnięte twarze miejscowych mieszkańców — tworzą kraj po którym się przyjemnie, choć niezwykle wolno, się podróżuje. Dla mnie — mającego swego rodzaju skrzywienie zawodowe na punkcie uregulowań wszelkiego rodzaju praw mniejszości w różnych krajach świata — dodatkową atrakcją była oficjalna trójjęzyczność lankijskiego państwa, dwu- i trójjęzyczne szyldy oraz tabliczki z nazwami ulic, które najwyraźniej nikomu na Cejlonie nie przeszkadzają (przynajmniej nie widziałem ani jednego szyldu, ani jednej tabliczki zamazanej przez chuliganów; fakt, że np. tabliczek z nazwami ulic w ogóle na Sri lance nie jest zbyt wiele, wiele nazw ulic funkcjonuje jedynie na mapach). Istnieje jednak i druga strona Cejlonu, o której przewodniki wspominają półgębkiem. Dopiero w 2009 roku na wyspie zakończyła się najdłuższa i jedna z najkrwawszych wojen domowych w nowoczesnej Azji. Wojna, która wskazuje do czego mogą doprowadzić nierozwiązywane albo rozwiązywane według nacjonalistycznych patentów sprawy symboliczne, dotyczące np. używania języka mniejszości narodowych.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Przed paroma tygodniami wiceprzewodniczący AWPL Jarosław Narkiewicz wystosował do liderów wszystkich — z wyjątkiem ruchu Palikota — liczących się ugrupowań politycznych w Polsce zaproszenie do przybycia na Litwę i zapoznania się z sytuacją polskiej mniejszości na Litwie. Jak dotychczas na Litwę — w ubiegłym tygodniu — przybyli jedynie wysłannicy Prawa i Sprawiedliwości: szef klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak i wiceprezes partii Adam Lipiński. Swoją drogą zabawne skądinąd, że pouczać Litwę o przestrzeganiu praw mniejszości przybyli posłowie partii, która postuluje odebranie mniejszości niemieckiej w Polsce wyborczych przywilejów, na Opolszczyźnie próbuje organizować antyniemieckie marsze razem z ONRem, zaś w 2005 roku głosowała przeciwko Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych (sic!). Nie ulega żadnej wątpliwości, iż Litwa może się wiele od Polski w kwestiach praw mniejszości nauczyć, nie zmienia to jednak faktu, że i Polska mimo podejmowanych od lat starań ma swoje z nimi nieuregulowane problemy (np. kwestię śląską; wystarczy przypomnieć ostatni wyrok w sprawie Związku Osób Narodowości Ślaskiej - również bądź co bądź kontrowersyjny). Portal l24.lt podaje, że swój przyjazd na Litwę potwierdził podobno także eurodeputowany Polskiego Stronnictwa Ludowego, które również przyjęciu polskiej Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych zażarcie się sprzeciwiało — Jarosław Kalinowski. Sam fakt, iż żadna z partii nie wysyła na Litwę swojego lidera świadczy o tym, że apel Jarosława Narkiewicza potraktowano jako element rozpoczynającej się kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego lub nawet wewnątrzkoalicyjnej walki o władzę. Szczególnie ta ostatnia wydaje się być groteskową, gdy jeden koalicjant grozi drugim koalicjantom... litewskim majdanem.
czwartek, 06 lutego 2014
Ten wpis nie będzie o słynnym liście Renaty Cytackiej. Wiceminister energetyki napisała coś o czym lokalne polskie media i politycy piszą od lat, reakcje wywołały jedynie oskarżenia prezydent Dalii Grybauskaite o kłamstwo, ale to akurat problem, który powinny wyjaśniać panie między sobą i najlepiej w sądzie, jeśli naprawdę ktoś poczuł się tymi słowami dotknięty. Mnie bardziej zainteresowały dwa listy, które ukazały się w ostatnich dniach na łamach portali lrytas.lt i delfi.lt, podpisane przez po prostu „Renatę” i wyrażające stanowisko młodej Polki z Litwy, całkowicie odmienne od tego do jakiego przyzwyczaiły nas lokalne polskie media. Zawsze mam sceptyczny stosunek do tekstów anonimowych. Nigdy niewiadomo bowiem, kto za nimi się ukrywa. Akurat jednak tak się składa, że dziś już wiem kim jest Renata, która napisała te dwa teksty, które wzbudziły spore kontrowersje, a w niektórych środowiskach wbrew nienawiść, chociaż i nie znam jej osobiście. Jest to jak najbardziej rzeczywista osoba, a nie bot internetowy wymyślony przez litewskich propagandystów, jak czasami przedstawiają publicyści związani z AWPL, Polka z Wilna, która rzeczywiście ma takie a nie inne poglądy. Poglądy, które są charakterystyczne napewno nie dla większości, ale jednak dla sporej części litewskich Polaków, szczególnie tych młodszych. Dlatego stwierdziłem, że warto jej listom się przyjrzeć nieco uważniej.
poniedziałek, 03 lutego 2014
Przez ponad rok mieliśmy rozejm w relacjach polsko-litewskich. Litewscy politycy tonowali wypowiedzi o Polakach, polscy i politycy AWPL — o Litwinach. Nie da się jednak nie zauważyć, że sytuacja się ostatnio zmienia. Zmienia z oszałamiającą szybkością. Najpierw demarche AWPL na 13 stycznia, następnie ostra „dyskusja” Waldemara Tomaszewskiego z Dalią Grybauskaitė w Parlamencie Europejskim. Prezesa swojej partii bierze w obronę wiceminister energetyki Renata Cytacka i oskarża prezydent o nomen omen kłamstwo. Premier Algirdas Butkevičius żąda wyjaśnień od ministra energetyki Jarosława Niewierowicza, a właściwie niedwuznacznie sugeruje, że zamiast wyjaśnień wolałby dymisję wiceminister. AWPL nie tylko nie zamierza wiceminister odwołać, ale wystosowuje list na temat dyskryminacji mniejszosci narodowych na Litwie do oficjeli w Brukseli. W tym czasie minister kultury Šarūnas Birutis podczas spotkania z sejmową frakcją konserwatystów stwierdza, iż na Litwie zbyt wiele mówi się o zagrożeniu ze strony Rosji, a zbyt mało o zagrożeniu ze strony… Polski. Jeszcze bardziej oleju do ognia i na młyn takich polityków jak Birutis dolewa oddelegowany przez AWPL wiceprzewodniczący litewskiego parlamentu Jarosław Narkiewicz zapraszając na Litwę Jarosława Kaczyńskiego i innych liderów partii politycznych w Polsce w celu przekonania się o tym jak dyskryminowani są litewscy Polacy… Każde z tych wydarzeń, posunięć, wypowiedzi da się niewątpliwie wytłumaczyć, jednak ich ciąg — niekończący się od kilku tygodni — zmusza do zastanowienia się, czy nie są jednak częścią przemyślanej strategii. Niewątpliwie strategii związanej z wyborami prezydenckimi oraz do Parlamentu Europejskiego. Pytanie jednak można postawić dużo szerzej: jak długo może się utrzymać rząd w którym jedni partnerzy koalicyjni oskarżają drugich o wykonywanie ideologicznych zamówień obcego kraju, zaś inni piszą na swoje państwo (czyli de facto na siebie, tym państwem rządzących) skargi do zagranicznych polityków?...