Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
środa, 27 lutego 2013
Przeprosiny ministra Linasa Linkevčiusa wywołały na Litwie do tablicy nie tylko rządzących i nacjonalistów. Głos w sprawie pisowni nielitewskich imion i nazwisk zabrał ostatnio na łamach delfi.lt były prezes litewskiego Sądu Konstytucyjnego, prof. Egidijus Kūris, który w artykule zatytułowanym „W niewoli alfabetu” („Abėcėlės nelaisvėje”) generalnie chwali ministra za ten symboliczny gest, który pozwolił na przełamanie lodów w stosunkach z Polską. Egidijus Kūris uważa bowiem, iż obecny litewski system zapisywania obcych imion i nazwisk „według brzmienia” jest anachroniczny i idiotyczny. Pomijając kwestię polskich imion i nazwisk jeszcze większe problemy mają z nim np. Chińczycy, którzy w ogóle nie posiadają jednego powszechnie obowiązującego brzmienia, ich hieroglify są wszędzie transliterowane według ogólnie przyjętych zasad hànyǔ pīnyīn i tylko na Litwie „Zhao Xinzhen“ staje się nieoczekiwanie... „Sindžen Džao“. Jednak o wiele ważniejsze są przemyślenia jednego z najwybitniejszych litewskich konstytucjonalistów na temat możliwości zalegalizowania oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk. Już niejednokrotnie pisałem, że wcale nie jest to takie łatwe, jak się wydaje politykom i politologom. Warto jednak przybliżyć opinię osobę, czyj dorobek prawniczy jest nieporównywalnie większy niż mój.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Generał Łucjan Żeligowski nie miał tak bogatej fantazji jak włoski poeta Gabriele D'Annunzio. Być może dlatego jego Litwa Środkowa przetrwała dłużej niż Reggenza Italiana del Carnaro i nabrała kształtów państwa. Nie brakuje natomiast fantazji niektórym pogrobowcom „zbuntowanego” generała, którzy w jego dziele szukają natchnienia dzisiaj. Na przykład białoruskiemu autorowi Wadimowi Derużinskiemu, który napisał przed paroma laty artykuł pt. „Litwa Środkowa – alternatywa BSSR”. Tekst mocno dyskusyjny, napisany z punktu widzenia białoruskiego — antyrosyjskiego i antybolszewickiego — narodowca, ale warty przeczytania, jeśli się chce zrozumieć jak bardzo może być zagmatwana historia Wileńszczyzny i jak różnie można oceniać niektóre fakty historyczne. Gdy mówimy o sporze o Wilno przede wszystkim mamy na myśli pretensje, które rościli do tego miasta w XX wieku Litwini i Polacy, zapominając, iż Wilno było także symbolem białoruskiego odrodzenia narodowego, a białoruscy narodowcy zawsze uważali je za historyczną stolicę przyszłej niezależnej Białorusi.
piątek, 22 lutego 2013
„Jak Kali ukraść krowę - to dobrze, jak Kalemu ukraść krowę to źle” — mawiał bohater powieści „W pustyni i puszczy” Henryka Sienkiewicza. Dokładnie tak samo się zachowuje poseł Gintaras Steponavičius, który zapowiedział, iż wspomoże starania litewskich organizacji społecznych zmierzające do sądowego zaskarżenia rozporządzenia ministra oświaty i nauki w sprawie dodatkowych ulg na ujednoliconym egzaminie z języka litewskiego dla maturzystów ze szkół mniejszości narodowych. Były minister oświaty i nauki całkiem słusznie wskazuje, że ulgi wprowadzone przez ministra Dainiusa Pavalkisa (maturzyści-nieLitwini będą musieli napisać wypracowanie o objętości 400 słów, a nie 500 jak w przypadku maturzystów – Litwinów oraz będą mogli popełnić większą liczbę błędów) przekształcają ujednolicony egzamin z języka litewskiego w fikcję. Zapomina jednak, że pierwsze ulgi (np. większą liczbę błędów) wprowadził przed 6 miesiącami sam, będąc wówczas jeszcze ministrem oświaty i nauki, oraz o tym, iż i jego własne rozporządzenie w sprawie ulg, i rozporządzenie ministra Pavalkisa są sprzeczne ze znowelizowaną Ustawą o oświacie. Ustawa bowiem nie przywiduje żadnego okresu przejściowego, więc już sam fakt wprowadzenia ujednoliconego egzaminu nie od roku 2012, a od 2013 (późniejszą datę ustalił zresztą ten sam minister Gintaras Steponavičius) jest w sensie prawnym sprzeczny z Ustawą.
czwartek, 21 lutego 2013
„Wszyscy — w tym także Waldemar Tomaszewski — zdają sobie sprawę, że Polacy nie wycofają się z rządu w najbliższym czasie. Odejście z koalicji po zaledwie trzech miesiącach dyskwalifikowałoby Akcję Wyborczą na lata świetlne jako partnera koalicyjnego“ — napisałem przed dwoma tygodniami, gdy pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, iż AWPL zamierza zerwać umowę koalicyjną. Miałem rację. We wtorek (19 lutego) Waldemar Tomaszewski ogłosił, że partia zostaje w rządzie. Nie przypisuje z tego powodu sobie żadnych zdolności profetycznych. Pozostanie w rządzie było jedynym logicznym rozwiązaniem. Nie zmienia to jednak faktu, iż AWPL znajduje się dziś w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Między młotem a kowadłem. Zresztą prognozowałem ją jeszcze na początku 2012 roku, gdy Waldemar Tomaszewski publicznie ogłosił o chęci (współ)uczestniczenia w rządzeniu Litwą.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Jest tajemnicą Poliszynela, że w „zbuntowanych“ oddziałach generała Lucjana Żeligowskiego, które w październiku 1920 roku zajęły Wilno, służyli nie tylko wilniucy. Sporo było żołnierzy i oficerów z Polski centralnej i zachodniej, ze Lwowa, którzy się „zbuntowali” na rozkaz, ale z trudem nadążali za geopolitycznymi gierkami dowództwa i nie zawsze rozumieli dlaczego mają służyć w wojsku operetkowej Litwy Środkowej. Z biegiem czasu — szczególnie po ustaniu w listopadzie 1920 roku walk z oddziałami Republiki Litewskiej — wśród tych wojskowych szerzyły się dezercja, pijaństwo, burdy, a nawet dochodziło do gwałtów na ludności cywilnej. Bardzo często w taki negatywny sposób niestety się „wyróżniały” oddziały dywersyjne, które w czasie wojny uchodziły za jednostki najbardziej waleczne. Na przykład huzarzy śmierci porucznika Józefa Siły-Nowickiego.
sobota, 16 lutego 2013
Postanowiłem ostatecznie tę kwestię wyjaśnić, bo temat ciągle powraca. Być może należało podać oficjalne wyjaśnienia wcześniej, ale nie chciałem, aby to było kojarzone z wyborami, kopaniem ustępującej koalicji rządowej itp. W zasadzie tytuł tego wpisu jest mylący. Uznaję prawo wszystkich osób do wolności i uczciwie nabytej własności, prawo każdego człowieka do życia według wybranego stylu życia i do propagowania go drogą pokojowej perswazji, ale nie do narzucania go siłą komukolwiek innemu. Jestem zwolennikiem dobrowolnej wymiany dóbr i usług oraz eliminacji - wszędzie gdzie jest to możliwe — przymusu wynikającego z interwencji państwa. Nadal jestem przekonany co do wyższości gospodarki rynkowej nad planową, prywatnej inicjatywy nad państwowym regulowaniem, tolerancji nad nietolerancją, demokracji nad autorytaryzmem. A więc wyznaję wszystkie podstawowe dla współczesnego liberała zasady. Natomiast jeszcze w styczniu 2012 roku odszedłem z Ruchu Liberałów Republiki Litewskiej(LRLS) - partii której członkiem byłem od lutego 2006 roku czyli od momentu powstania. Odszedłem przede wszystkim dlatego (chociaż przyczyn było więcej), że nie zgadzałem się z polityką uprawianą przez niektórych oddelegowanych przez partię polityków w dziedzinie oświaty mniejszości narodowych. Uważam bowiem, że taka polityka uderza też i w samą partię, która chce przecież uchodzić za zdroworozsądkowa prawicę.
czwartek, 14 lutego 2013
W grudniu ub.r. pojawiły się w Internecie informacje, że drużyna piłkarska Polonia Wilno może już nie zagrać w I lidze Litewskiej Federacji Piłki Nożnej. Początkowo mówiło się, że brakuje jedynie 18 tysięcy litów na wpisowe. Ostatecznie jednak pełniący obowiązki prezesa klubu Stefan Kimso wyjaśnił, że chodzi o bardziej poważną kwotę, sięgającą kilkuset tysięcy litów. Polonia Wilno bowiem notorycznie boryka się z problemami finansowymi, które szczególnie się zaostrzyły w roku 2012, gdy klub zaczął grać w przedsionku litewskiej A ligi. Natychmiast pojawiły się dramatyczne apele do ministra Sikorskiego i innych instytucji państwowych RP o pieniądze. W poniedziałek Apelacyjny Komitet Licencyjny Litewskiej Federacji Piłki Nonej odrzucił apelację Polonii Wilno, gdyż „struktura klubu nie odpowiada wymogom stawianym klubowi, który gra w I lidze piłkarskiej". Jednak we czwartek Komitet Wykonawczy Federacji dopuścił klub — w trybie wyjątkowym — do gry w I lidze (z powodu niespełnienia wymogów licencyjnych Polonia Wilno rozpocznie rozgrywki mając minus trzy punkty). Nie jestem kibicem Polonii. Ten klub interesuje mnie wyłącznie w kontekscie ogólnego zainteresowania stanem polskości na Litwie. I dlatego uważam, że jest to dobry moment, aby zastanowić się nad jakimiś rozwiązaniami alternatywnymi, jeśli chodzi o finansowanie polskiego sportu na Litwie. Bo czasy szczodrych dotacji z Polski najwyraźniej powoli się kończą.
wtorek, 12 lutego 2013
„Nie widzę perspektyw pracy w tej koalicji rządzącej” — powiedział Waldemar Tomaszewski po poniedziałkowym (11 lutego) posiedzeniu Rady Politycznej koalicji centrolewicowej, na którym poszukiwano kompromisu w sprawie ujednoliconego egzaminu maturalnego z języka litewskiego. Kompromis podobno udało się znaleźć (uczniowie szkół nielitewskich mają pisać wypracowanie o mniej objętości, będą mogli popełnić więcej błędów, zaś wszyscy uczniowie będą mieli więcej autorów do wyboru; już po ulgach wprowadzonych przez poprzedniego ministra oświaty i nauki Gintarasa Steponavičiusa ujednolicony egzamin stał się farsą, te dodatkowe tylko ten fakt potwierdzają – król jest nagi, szkoda ze litewscy politycy nie chcą tego przyznać), jednak AWPL i tak zastanawia się nad wycofaniem się z koalicji. Z powodu nie dotrzymania obietnic (żeby było paradoksalnie nie w dziedzinie postulatów mniejszości narodowych, tylko w programie inwestycji rządowych nie zostały uwzględnione żądania AWPL oraz rząd odmówił powołania czwartego wiceministra w Ministerstwie Energetyki, który miał przypaść w udziale AWPL). Niewątpliwie nikt nie miał iluzji, że obecna centrolewicowa koalicja przetrwa do końca sejmowej kadencji. Jednak wiadomość, iż rząd zaczyna trzeszczeć po dwóch miesiącach, gdy jeszcze nawet nie wszyscy wiceministrowie zostali mianowani – to piorun z jasnego nieba. Premierowi pozostaje w tej sytuacji tylko się uśmiechać, szczególnie że Tomaszewski o swoich wątpliwościach powiedział najpierw mediom, a nie stojącemu obok szefowi koalicji, i to w kilka minut po osiągnięciu (podobno) kompromisu w sprawie ujednoliconej matury z litewskiego. Trzeba przyznać, że jest to dosyć specyficzny sposób wywierania presji na partnerach koalicyjnych.
sobota, 09 lutego 2013
„To wielki wstyd. Prezydent Lech Kaczyński był wielkim przyjacielem Litwy. To, że stało się to podczas jego wizyty, jest przykre. Nie byłem wtedy posłem, ale chciałbym za to przeprosić” — w taki sposób minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevčius skomentował w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” niefortunne sejmowe głosowanie z 8 kwietnia 2010 roku w sprawie zalegalizowania oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk. Głosowanie zbiegło się w czasie z wizytą prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Wilnie. I zostało potraktowane przez Polskę jako policzek, a gdy Lech Kaczyński dwa dni później zginął tragicznie w Smoleńsku — nabrało wręcz wymiaru ponurego symbolu ostatecznego końca polsko-litewskiego „strategicznego partnerstwa”. Po tych słowach Waldemar Tomaszewski, lider AWPL, pochwalił ministra za odwagę, zaś zdaniem Czesława Okińczyca zachowanie ministra Linkevičiusa jest godne „prawdziwego litewskiego patrioty.” Moim zdaniem było to zachowanie jedyne możliwe — szczególnie że Linkevičius nie przywiózł do Warszawy żadnych konkretnych propozycji w sprawie rozwiązania problemów polskiej mniejszości na Litwie — bo przełamało lody w stosunkach polsko-litewskich. Pewnie (jak słusznie zauważa politolog Kęstutis Girnius) słowo „ubolewam” w tej sytuacji byłoby lepsze, bo Linkevičius wówczas posłem nie był, więc nie bardzo wiadomo w czyim imieniu te przeprosiny składał. Jednak biorąc pod uwagę jaką histeryczną reakcję wywołały przeprosiny wśród litewskich nacjonalistów (słowa „hańba” i „wstyd” – to najłagodniejsze z używanych przez nich określeń) — dobrze że słowo „przepraszam” padło. Ukazuje bowiem kardynalną różnicę pomiędzy nowym litewskim ministrem spraw zagranicznych a jego poprzednikiem, „zdrowym nacjonalistą” Audroniusem Ažubalisem. Jednak aby ukazać kardynalną różnicę pomiędzy rządami Kubiliusa i Butkevičiusa potrzeba już nie słów, a czynów.
środa, 06 lutego 2013
Dziś rozpoczyna się wizyta litewskiego ministra spraw zagranicznych Linasa Linkevičiusa w Polsce. Wizyta historyczna, gdy się weźmie pod uwagę fakt, iż po raz ostatni ministrowie spraw zagranicznych Polski i Litwy rozmawiali przed 4 laty. Czy będzie przełomowa? Pewnie nie, bo do przełomu potrzeba jednak nie tylko słów, uśmiechów i uścisków dłoni, ale przede wszystkich czynów. Władze Litwy powinny zacząć rozwiązywać tzw. polskie problemy, szczególnie że i czas ku temu jest najlepszy. Rankingi premiera Butkevičiusa są bardzo wysokie, AWPL jest w koalicji rządzącej i stara się nie zaostrzać nie potrzebnie żadnej kwestii. Natomiast niewątpliwie po wizycie Linasa Linkevičiusa, następnie premiera Algirdasa Butkevičiusa (12 lutego) w Warszawie oraz prezydenta RP Bronisława Komorowskiego w Wilnie (16 lutego) będziemy wiedzieli o tym, w jakim kierunku w najbliższym czasie będą zmierzały stosunki miedzy naszymi krajami dużo więcej niż dziś. I mam nadzieję, że podczas tych spotkań padną klarowne deklaracje, że polsko-litewska „zimna wojna” jest zakończona i obie strony są gotowe rozmawiać ze sobą i wspólnie szukać dróg do porozumienia. Polecam przy tej okazji interesujący komentarz Audriusa Bačiulisa, czołowego komentatora opiniotwórczego litewskiego tygodnika „Veidas“, który pozwoliłem sobie przetłumaczyć i zamieścić na blogu.
 
1 , 2