Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
poniedziałek, 27 lutego 2012
Marny ze mnie jednak futurolog. Jakiś miesiąc temu napisałem, że nie wierzę w powstanie polskiej wersji delfi.lt, i właściwie już po dwóch dniach musiałem te słowa odszczekać, gdyż delfi.lt ogłosiło poszukiwania redaktora... polskojęzycznego odłamu swojego medialnego imperium. Za kilkanaście dni będziemy mogli na własne oczy przekonać się co z tego wynikło. Wydaje mi się, że mylą się i ci co oczekują gadzinówki, i ci co wypatrują wileńskiej mutacji „The Economist". Delfi.lt nie zajmuje się bowiem ani polityką, a nie naprawianiem świata, ani wypełnianiem misji, tylko biznesem. I PL DELFI - to przede wszystkim biznes-projekt. Ale biorąc pod uwagę nienawiść z jaką internetowi bojownicy „o polskość” spotkali już samą wiadomość o powstaniu PL DELFI, jakie łatki zawczasu przypina się i portalowi, i jego redaktorowi — którego a propos patridioci notorycznie mylą ze mną; jest to zresztą ich cechą charakterystyczną: mylenie osób i faktów, i uważanie tych pomyłek za prawdę w ostatniej instancji — można już dziś przypuszczać, że taki portal jest potrzebny. „W lokalnych polskich mediach na Litwie na ten temat ukazało się sporo spekulacji. Tak więc już dziś zdajemy sobie sprawę, że polska wersja „Delfi” będzie trudnym projektem, napewno nie wszystkim się spodoba, że na problemy Polaków na Litwie będziemy próbowali spojrzeć spokojnie i bez histerii, ale takich przeciwników nie jest dużo. Większość Polaków na Litwie – to mądrzy, wykształceni ludzie i im brakuje jakościowych mediów, dlatego nie sądze by bojkotowali polskie „Delfi”. A ci, co podżegają do waśni i napięć – wcześniej czy później i tak przegrają” — powiedziała w wywiadzie dla „Veidasa” Monika Garbačiauskaitė-Budrienė, redaktor naczelna delfi.lt. Nie będę tu opisywał jakim PL DELFI będzie, bo nie wiele na ten temat wiem (mimo iż, jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, mój brat będzie redaktorem), tylko jakim ja chciałbym PL DELFI widzieć.
piątek, 24 lutego 2012
Długoletni prezes Klubu Sportowego „Polonia”, który wywalczył ostatnio dla amatorskiego klubu piłkarskiego „Polonia” Wilno prawo gry w litewskiej I lidze, nieoczekiwanie podał się we środę (22 lutego) do dymisji. Kimso na łamach wilnoteka.lt przyznawał, że na decyzję o dymisji wpływ miało wiele czynników, m.in. bezowocne poszukiwania środków na występ „Polonii" w litewskiej I lidze piłkarskiej — poza mglistymi obietnicami nie udało się uzyskać nic, a sponsoring przyjaciół na poziomie kilku tysięcy euro w pierwszej lidze już nie wystarczy. W kuluarach jednak plotkuje się, że na tę decyzję mogło mieć wpływ i powołanie przez Związek Polaków na Litwie de facto konkurencyjnego wobec KS „Polonia” Centrum Sportowego, które podobno ma za cel przejęcie pod swoją pieczę zarządzanie wszystkimi płynącymi z RP dotacjami i pomocą dla wileńskiego sportu. Sam Kimso twierdzi, że ostatnią kroplą goryczy była sprawa boiska polskiej Szkoły Średniej im. Władysława Syrokomli w Wilnie. Samorząd miasta Wilna, przy poparciu oddelegowanych przez AWPL radnych i urzędników, przygotował właśnie projekt decyzji o wynajęciu stadionu szkolnego, o którego zagospodarowanie przez wiele lat zabiegał polski klub sportowy, spółce publicznej „Vilniaus futbolo fanų stadionas“, której założycielem jest klub piłkarski „Tukanas".
środa, 22 lutego 2012
Na Litwie jak w Lustrzanym Świecie wszystko jest na opak. Banda łysogłowych talibów, przywłaszczyła sobie (przy milczeniu większości obywateli, polityków, działaczy kultury, dziennikarzy i publicystów) imię „patriotów” i teraz na każde święto narodowe — 16 lutego i 11 marca — organizuje hałaśliwe przemarsze pod hasłem „Litwa dla Litwinów” (hasło „juden raus" organizatorzy przezornie od kilku lat ukrywają, chociaż uważają je tylko za „przejaw zdrowego młodzieżowego temperamentu"). Można by oczywiście wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Co nas obchodzą wygłupy jakichś skinów?” Jednak ich wygłupy psują i tak nienajlepszy image Litwy za granicą. Przed tygodniem w Kownie litewska „młodzież patriotyczna” w Dniu Odrodzenia Państwa Litewskiego maszerowała z białymi opaskami na rękach; takie opaski w okresie II wojny światowej nosili litewscy „baltaraištininkai” — w tradycji polskiej nieco niesłusznie nazywani „szaulisami” — odpowiedzialni za mordy na ludności żydowskiej. Szef biura Szymona Wiesentala w Jerozolimie Efraim Zuroff nazwał to wydarzenie „hańbiącym" i poddał krytyce przemilczanie tej sprawy: „Głucha cisza ze strony przywódców Litwy zachęci do kolejnych podobnych marszów i przewiduję, że pochód planowany w sobotę, 11 marca, ulicami Wilna, będzie liczniejszy od kowieńskiego”. Najgorsze, że ci pożal się Boże „patrioci” w rzeczy samej uwierzyli, iż to oni są jedynymi patriotami na Litwie. Uwierzyli, że nastał czas „patriotów". Albo raczej - czas na gierki „patriotów".
poniedziałek, 20 lutego 2012
Dlaczego prawie nie ma polskich blogów na Litwie? Dlaczego wszystkie próby stworzenia forum internetowego Polaków na Litwie upadły? Być może dlatego, że blogi, fora internetowe tak na dobrą sprawę to już wczorajszy dzień? Dziś życie, aktywność — przynajmniej w przypadku młodzieży (ale przecież nie tylko) — koncentruje się w sieciach socjalnych. Na Facebooku, Twitterze… W jednym miejscu można sprawdzać pocztę, informacje polityczne, kulturalne i obyczajowe, dzielić się wrażeniami, dyskutować. No i mieć swoje — jak to określił niegdyś Andy Warhol — pięć minut sławy. Jak zauważa profesor Susan Greenfield z Uniwersytetu w Oksfordzie, użytkownicy serwisów społecznościowych urządzają w internecie swoje własne show, w którym są jedymi gwiazdami. „Ludzie umieszczają w internecie mało istotne wpisy i zdjęcia, po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. To tak, jak robią małe dzieci: „mamo, spójrz, zrobiłem to, czy tamto". A tak naprawdę, kogo obchodzi, co ktoś zrobił sobie na śniadanie" - mówi Greenfield. I to jest prawda, ale prawdą też jest, że dzięki Facebookowi i Twitterowi stała się możliwa „Arabska wiosna". I masowe protesty przeciwko ACTA na całym świecie. Portale społecznościowe to narzędzie. Wygodne narzędzie. Dlatego — niezależnie od tego czy to się nam podoba, czy nie — powstaje ich coraz więcej i to właśnie one tworzą nowy typ więzi międzyludzkiej. Coraz częściej mówi się wręcz o tzw. „pokoleniu facebooka”, Generation F. I młodzież polska z Wilna nie jest wyjątkiem. Wystarczy przyjrzeć się fenomenowi „Pulaków z Wilni” na Facebooku, których popularność rośnie jak na drożdżach.
czwartek, 16 lutego 2012
„W wewnętrznej polityce litewskiej bardzo brakuje normalnej inteligencji, która mogłaby porównać to, co się dzieje na Litwie z tym, co się dzieje poza jej granicami” – powiedzia szef litewskiego rządu Andrius Kubilius podczas niedawnej uniwersyteckiej dyskusji na temat „Litwa za 20 lat”. I doczekał się poparcia ze strony naczelnego publicysty „Tygodnika Wileńszczyzny” Tadeusza Andrzejewskiego: „Wystarczy przyjrzeć się temu, co najbardziej absorbuje uwagę rodzimej elity politycznej, jakie spory prowadzi, o jakie wizje rozwoju państwa się spiera, gdzie widzi szanse, a gdzie zagrożenia we współczesnym, coraz bardziej globlanym świecie, by podzielić zdanie premiera. Wydaje się, że po 20 latach niepodległości zrobiliśmy swoistą rundkę, zatoczyliśmy koło jałowych sporów historycznych. I wracamy akurat do punktu wyjścia – do kłótni z początku lat 90-tych.” Jest to jeden z tych rzadkich przypadków, gdy mogę się zgodzić i z Kubiliusem, i z Andrzejewskim jednocześnie. Mam tylko nadzieję, że swoje krytyczne słowa kierują też wobec członków swoich partii. Dziś, 16 lutego, obchodząc Dzień odbudowania Państwa Litewskiego, warto się zastanowić nad tym jaka będzie Litwa za kolejnych 20 lat? Czy nadal będziemy wykłócać o pisownię nazwisk, dwujęzyczne tabliczki, żądać przeprosin za odległe historyczne wydarzenia?...
wtorek, 14 lutego 2012
Wybitny litewski reżyser Jonas Vaitkus i jego uczeń Albertas Vidžiūnas wystawili na deskach litewskiego Teatru Młodzieżowego spektakl pt. „Serce w Wilnie” („Širdis Vilniuje”). Jeszcze za nim ktokolwiek go zobaczył został okrzyknięty antypolskim, posypały się wezwania do protestów i bojkotu. Przede wszystkim z uwagi na autora sztuki - litewskiego filozofa i publicystę Arvydasa Juozaitisa, którego poglądy na mniejszość polską do przychylnych raczej nie należą. No i z uwagi na jej głównych bohaterów; w sztuce dochodzi do spotkania — zapewne w czyśćcu — marszałka Józefa Piłsudskiego i szefa Czeka Feliksa Dzierżyńskiego. Poseł Michał Mackiewicz, lider ZPL, uznał, że wystawienie tego spektaklu to prowokacja, której celem jest „skłócenie dwóch narodów". Przypomniało mi się w związku z tym, jak w roku 1997 Bogu ducha winny serial telewizyjny „Boża podszewka” również został okrzyknięty antypolskim i szkalującym dobre imię wilniuków. Organizacje kresowe i kombatanckie wystosowały wówczas szereg oficjalnych listów protestacyjnych do Zarządu TVP, a im w tym dzielnie sekundował Związek Polaków na Litwie, którego członkowie serialu co prawda w żywe oczy nie widzieli, ale za to napisali mnóstwo listów pełnych oburzenia. Serial wiadomo w tym czasie był emitowany dalej, a w 2003 r. został powtórzony. Już bez protestów. Czy aby historia po raz kolejny nam się nie powtórzy? Byłoby szkoda po raz n-ty wyjść na kompletnych głąbów.
niedziela, 12 lutego 2012
Przyjemnie jest mieć rację. Niejednokrotnie i mówiłem, i pisałem, że Polacy na Litwie vel litewscy Polacy czują się niezwykle ścisle z Litwą związani, czują się integralną częścią Litwy. Takie wnioski nasuwały mi się z rozmów ze wszystkimi moimi krewnymi, przyjaciółmi i znajomymi. Ale przyjemnie, gdy twoje wrażenia podtwierdzają też badania statystyczne. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego w latach 2009-2010 przez litewskie Centrum Badań Socjalnych w ramach europejskiego programu ENRI-East 83 proc. litewskich Polaków czuje bliską więź właśnie z Litwą. A więc słowa Wieszcza — Litwo! Ojczyzno moja! — są nadal aktualne.
piątek, 10 lutego 2012
„Mając 10 albo i więcej posłów jest naturalne, przy udziale w koalicji rządzącej, posiadanie co najmniej trzech tek. Mamy dużo ludzi, którzy są wystarczająco kompetentni, by kierować ministerstwami” – powiedział ostatnio PAP lider AWPL Waldemar Tomaszewski. Dlatego AWPL pretenduje do objęcia stanowisk szefów resortów oświaty, rolnictwa, gospodarki i transportu. Oczywiście natychmiast przypomina się stare polskie przysłowie: „nie dziel skóry na niedźwiedziu”. Z drugiej strony określenie oczekiwań partii politycznej wobec stanowisk w przyszłym rządzie jest moim zdaniem jak najbardziej wskazane – ułatwia bowiem wybór i wyborcom, którzy wiedzą teraz na czym partia chce się skoncentrować po wyborach, i przyszłym koalicjantom. Jeszcze bardziej wskazane byłoby oczywiście przedstawienie — za przykładem partii litewskich — i tych wielu „wystarczająco kompetentnych ludzi”, którzy tymi resortami mają pokierować.
środa, 08 lutego 2012
11 marca br. ulicami Wilna (od placu Niepodległości do placu Vincasa Kudirki) przejdzie „Marsz Wolności“ – alternatywny wobec tradycyjnych przemarszów nacjonalistów, podczas których w przeszłości nierzadko padały hasła „Litwa dla Litwinów", „Juden raus", „Piękna jest Litwa bez Rosjan i Polaków" (niestety to z nimi coraz bardziej Święto Odrodzenia Niepodległości zaczyna być kojarzone). Organizatorom „Marszu Wolności“ nie udało się jednak zablokować przemarszu nacjonalistów, który odbędzie się tego samego dnia, mniej więcej w tym samym miejscu (od placu Katedralnego do placu Łukiskiego), tylko o trzy godziny wcześniej. Czy dojdzie do starć pomiędzy pomiedzy zwolennikami Litwy tolerancyjnej, szanującej prawa człowieka i Litwy ksenofobicznej? Niewiadomo. Wiadomo natomiast, że każdy komu los wolności i tolerancji, praw człowieka na Litwie nie jest obojętny powinien w tym „Marszu Wolności“ iść.
poniedziałek, 06 lutego 2012
„Zaśpiewać po polsku wiedząc jaki jest dzisiaj stan stosunków polsko-litewskich - to bardzo odważna decyzja" —skomentował wczorajszy występ w telewizji TV3 Katarzyny Niemyćko i jej kasztanowego chóru Wileńszczyzny, podczas którego chór (po polsku i po litewsku) zaśpiewał piosenkę Piotra Rubika, jeden z jurorów telewizyjnego programu „Chorų karai" Liudas Mikalauskas. I dodał: „Ale być może ta decyzja chórowi się opłaci. Jak wiadomo Litwini bardzo niechętnie głosują na wileńskie chóry, być może za to na chór masowo zagłosują Polacy". I miał rację. Chór Kateriny zdobył najwięcej głosów telewidzów i zajął drugie miejsce. Wileńszczyzna — ta polska, i ta litewska (w chórze śpiewa - w tym po polsku - wielu Litwinów) - masowo poparła „swoich". Już kiedyś pisałem, że właśnie w takich polsko-litewskich projektach kulturalnych upatruję szansę na przezwyciężenie podziałów między naszymi narodami. Dziś chciałbym jednak pisać nie o Katerinie i jej chórze. Ponad 10 lat po wydaniu – nie bójmy się tego słowa – rewolucyjnego debiutu „Ano!” zespołu Brathanki, moda na mieszanie tradycyjnych folkowych brzmień z różnymi gatunkami muzyki współczesnej dotarła i na Wileńszczyznę. Wyszperałem ostatnio w nieprzebranych zasobach światowej pajęczyny Internetu bardzo sympatyczną neofolk/world music kapelę wileńską – StaraNova WNO. Brathanki to może jeszcze nie są, ale że chebra kombinuje w słusznym kierunku nie ulega (przynajmniej dla mnie) wątpliwości: sympatyczne, skoczne wileńskie rytmy folkowe wymieszane z muzyką pop. I ludziom pokazać nie wstyd, i na wesele jak ulał. Napisałem dziesięć lat temu w ostatnim numerze legendarnego (już) artzine’u „Chaos”, iż „Wileńszczyzna to nie tylko Ostra Brama oraz Solczanka, Rudomianka, Ejszyszczanka plus Bałbatunszczik, lecz także spora grupa twórców myslących na miarę XXI wieku". No i oto mamy kolejny na to dowód.
 
1 , 2