Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
wtorek, 26 stycznia 2016
Wszystkie media w jakimś stopniu manipulują, dlatego należy krytycznie podchodzić do tego co podają gazety, telewizje, radia, portale internetowe, Facebook lub Twitter. Sprawdzać informacje, szczególnie gdy ich twórcy epatują, odwołują się do emocji odbiorcy. Nie należy jednak mylić manipulacji medialnych z propagandą. Nie każda jednak manipulacja dziennikarska jest propagandą, natomiast każda propaganda jest oparta na manipulacji. Tak chyba bym sformułował podstawowa tezę wykładu, który wygłosiłem wczoraj (25 stycznia) dla uczniów wileńskiej „syrokomlówki” w ramach projektu „Laboratorium piśmienności medialnej”. Projekt został stworzony przez Międzynarodowe Centrum Badań Wyborów we współpracy z Radą Północną, a także Russkoje Radio, Radiem "Znad Wilii", portalem delfi.lt oraz Polskim Klubem Dyskusyjnym. W ubiegłym roku w jego ramach przeprowadzono serię spotkań na temat roli mediów i zagrożeń manipulacjami medialnymi we współczesnym świecie w szkołach rosyjskojęzycznych. W tym roku przyszedł czas na szkoły polskojęzyczne. Spotkanie ze mną i litewskim politologiem, dr. Nerijusem Maliukevičiusem w „syrokomlówce” było już drugim z tej serii (pierwsze odbyło się w ubiegły czwartek w „mickiewiczówce”). Przyznam się bez bicia, że zawsze mam tremę przed spotkaniami z uczniami. Młodzież — to bowiem najbardziej wymagająca publiczności. Osoby starsze nawet jeśli się im nie spodobasz to ze zwykłej uprzejmości wysłuchają tego co masz do powiedzenia, z dziećmi czy młodzieżą nie jest tak łatwo. Jeśli do nich nie trafisz — oleją cię. Wydaje mi się, że tym razem mi trafić do tej setki uczniów, która przyszła na wykład, się udało. Być może dlatego, że nie mówiłem o rzeczach teoretycznych, tylko o własnych doświadczeniach.
czwartek, 21 stycznia 2016
„Do tańca grają nam/Granaty, Visów szczęk“. Pamiętacie te słowa z piosenki „Rozszumiały się wierzby płaczące“? Dla kogoś z Polski zabrzmi to oczywiście śmiesznie, ale ileż to różnych wersji w swoim czasie wymyśliliśmy ze szkolnymi przyjaciółmi, żeby wytłumaczyć czym są tajemnicze „wisy“, a tymczasem są… pistoletami. W prestiżowym, amerykańskim magazynie „Guns & Ammo" polski pistolet Vis został uznany nawet za jeden z najlepszych tego typu produktów w historii. O szacunku Amerykanów do tej konstrukcji może świadczyć udział Visa w wielu hollywoodzkich produkcjach filmowych (np. w kultowym filmie „Złoto dla zuchwałych"). Vis — to jednym słowem legendarna broń ceniona za celność, niezawodność, prostotę, solidność i wygodę użytkowania. W zorganizowanym przez „Rzeczpospolitą” plebiscycie na ikony dwudziestolecia II RP zajął II miejsce. Tuż za legendarnym bombowcem „Łoś”. Dla Polaków jest tym, czym dla Amerykanów colt. Zresztą jego twórcy amerykańskim Coltem-Browningiem 1911 inspirowali się. Niewielu natomiast zdaje sprawę, że jednym z tych twórców był wilniuk, inżynier Piotr Wilniewczyc.
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Pamiętacie może ten stary kawał z czasów prezydentury Kwaśniewskiego: „Czy Kwaśniewski był tajnym współpracownikiem SB?”, „Nie, jako bo minister sportu PRL współpracował z SB jawnie”. Na Litwie w czasach sowieckich również kapusiów było na pęczki. Wszyscy ci urzędnicy niższej i wyższej rangi, działacze komsomołu, partyjni musieli kablować KGB niejako z urzędu. Natomiast ci, którzy nie zajmowali żadnych stanowisk i nie pełnili żadnych obowiązków, ale chcieli dorobić do pensji lub po prostu „sprawiedliwości” – również kablowali. Ci ostatni, nie ufając lokalnym działaczom, kablowali bezpośrednio Moskwie, w nadziei, że tam, w całym centrum Imperium, ktoś się wsłucha w ich problemy, zaprowadzi porządek, ukaże szubrawców. Bo nie było innego sposobu na dojscie do prawdy. Gazety kontrolowala jedna partia, deputowani ludowi i urzędnicy, prokuratorzy i sędziowie też pochodzili z tej samej Partii. Po upadku ZSSR kablowanie do Moskwy i Partii przestało mieć jakiekolwiek znaczenie praktyczne, ale okazało się, że kapusie wcale nie znikli. Już wkrótce się odnaleźli w nowej rzeczywistości, w nowych organizacjach, w świtach nowych przywódców narodowych. I zabawa w kablowanie rozpoczęła się na nowo - popłynął coraz obfitszy strumień donosów, donosików, charakterystyk, uniżonych prób i lizusowskich laurek. Do Wilna, do Brukseli, do Warszawy, do prezydent, do premiera, do mera, do przewodnicżącego... I Wileńszczyzna nie jest wcale wyjątkiem. Szczególnie, że podobnie jak za czasów sowieckich dalej mamy tu jedną Partię, jednego Wodza i jedno źródło finansowania, więc adresat donosów jest wiadomy. A „najniższy sort Polaków” nie utracił swoich umiejętności. Zaszły jednak i pewne głębokie zmiany światopoglądowe. W czasach sowieckich i na początku niepodległości, owszem, z grubsza wiedzieliśmy kto na nas kabluje, ale sami kapusie starali się z tym swoim (dobrze płatnym) procederem zbytnio nie afiszować. A ostatnio moda na "pawlikow morozowych" powraca na salony.
środa, 13 stycznia 2016
Nie jestem milośnikiem tych wszelkiej maści papierowych symboli, kotylionów i zniczy w oknach, ale przyznaje, że ładnie to wygląda, gdy w samym środku śnieżnej zimy Litwa rozkwita niezapominajkami. Ten skromny, niebieski kwiatek od trzech lat jest symbolem Dnia Obrońców Wolności, obchodzonego w rocznicę styczniowych wydarzeń 1991 roku, kiedy w nocy z 12 na 13 stycznia tysiące osób zebrały się przy strategicznych obiektach — parlamencie, budynkach Litewskiego Radia i Telewizji oraz wieży telewizyjnej, by nie dopuścić do ich zajęcia przez sowieckich komandosów. Podczas szturmu wieży telewizyjnej 14 osób poniosło śmierć, kilkadziesiąt zostało rannych. Niezapominajka jako symbol została wybrana nieprzypadkowo. W samej nazwie zakodowane jest bowiem przesłanie, że te wydarzenia sprzed 25 lat i poniesione wówczas ofiary nie zostały przez nas zapomniane. W obliczu coraz bardziej skomplikowanej sytuacji geopolitycznej pamięć o „litewskim Donbasie” nabiera coraz większego znaczenia. Przypomina bowiem o tym, iż — parafrazując Jana Pawła II — niepodległość nie jest dana raz na zawsze.
wtorek, 12 stycznia 2016
Jeszcze w listopadzie ub. r. Andrius Kubilius, Audronius Ažubalis, Rasa Juknevičienė, Laurynas Kasčiūnas, Žygimantas Pavilionis i Emanuelis Zingeris przedstawili opinii publicznej Memorandum pt. „Litewska polityczna strategia bezpieczeństwa narodowego: Strategia powstrzymywania Rosji w regionie bałtyckim”. Niestety pech chciał, że Memorandum zostało przedstawione 13 listopada, a więc znalazło się w cieniu paryskich zamachów terrorystycznych i przeszło praktycznie niezauważone. Tymczasem jest to dokument uwagi warty. Już choćby dlatego, że jest to jak dotychczas jedyny dokument przygotowany przez litewskie partie polityczne, który w kompleksowy sposób analizuje tak zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego Litwy, jak i przedstawiający zarys środków i działań, które to nasze bezpieczeństwo narodowe mają zwiększyć. Niewątpliwie dokument wielce niedoskonały, ale trzeba przyznać, że konserwatyści są jedyną siłą polityczną na Litwie, która przynajmniej pokusiła się o jego opracowanie. Być może dlatego, że jako jedyna od lat sukcesywnie tworzy sieć własnych think tanków. Dokument ten, jak zresztą każdy dokument polityczny, przypomina trochę baśń i jak to w każdej baśni są w nim tak wiadomości dobre, jak i złe.
wtorek, 05 stycznia 2016
Głęboko w szufladach litewskiego parlamentu od lat leżą projekty Ustawy o pisowni nielitewskich imion i nazwisk, Ustawy o mniejszościach narodowych, Ustawy o języku państwowym. Różne projekty. Jedne poszerzają zakres praw językowych mniejszości narodowych, inne — likwidują i te nieliczne możliwości publicznego używania tych języków, które są. W miarę jak w tym roku będziemy się zbliżali do wyborów parlamentarnych, te projekty będą wyciągane na światło dnia, żeby przekonać ten lub inny segment wyborców, iż politycy walczą o jego interesy. Nikt jednak nie jest w stanie przewidzieć, czy i jeśli tak to jaki z tych projektów zostanie przyjęty. W litewskim parlamencie panuje obecnie krucha równowaga pomiędzy zwolennikami minimalnego poszerzenia praw językowych mniejszości narodowych i zdecydowanymi przeciwnikami takich ustępstw. A więc jeden, dwa, trzy glosy mogą zaważyć na ostatecznym wyniku. Niektórzy więc twierdzą, że najlepiej by było tymczasem te kwestie odłożyć i zaczekać na zmianę pokoleniową w litewskim establishmencie. Zaczekać na czasy, gdy do władzy dojdą młodzi, nieobarczeni historycznymi kompleksami i narodowymi sentymentami politycy i rozwiążą problemy na drodze pragmatycznego kompromisu oraz liberalnej tolerancji. Największy problem polega na tym, iż takich młodych polityków na Litwie prawie… nie ma. Ani w partiach ogólnokrajowych, ani w AWPL.