Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Jedna z czytelniczek mojego bloga, Polka z tzw. Korony, która na stale mieszka w Wilnie, zwróciła moją uwagę na pewien problem, który być może nieco umyka naszej, wilniuków, uwadze: „Długo się z mężem zastanawialiśmy do jakiego przedszkola — polskiego czy litewskiego — oddać naszego syna. Ostatecznie wybraliśmy polskie, stwierdzając, iż już sama przeprowadzka z Warszawy do Wilna była dla niego wystarczająco stresująca. Jakież było nasze zdziwienie, gdy się okazało, że już po kilku dniach uczęszzcania do przedszkola syn zaczął mówić płynnie… po rosyjsku! W domu rozmawia ze mną poprawną polszczyzną, ale jak tylko się spotyka z kolegami z przedszkola natychmiast przestawia się na polsko-rosyjski mix. Zresztą wcale mu się nie dziwię skoro nawet panie przedszkolanki mówią z dziećmi w jakiejś cudacznej polsko-rosyjsko-litewskiej mieszance. Nie mam nic przeciwko gwarze wileńskiej, kresowy akcent jest bardzo miły, ale czy polskie przedszkole nie powinno jednak uczyć poprawnego polskiego?” Możnaby było to oburzenie spisać na karb przewrażliwienia „koroniarki”, gdyby nie to, że dokładnie takie same sygnały płyną do mnie od moich wileńskich krewnych i przyjaciół, których dzieciaki uczęszczają do polskich przedszkoli. Niektórzy próbuja ominąć problem oddajac dzieci do przedszkoli litewskich. dziecko i litewskiego sie nauczy i rosyjskie wpływy go omina. Sęk w tym, że litewskie przedszkola w Wilnie są przepełnione, a i tak z rosyjskim dziecko się zetknie... w polskiej szkole. Ba, znam nie tylko przedszkolanki, ale i szefowe polskich przedszkoli z Wilna, które nie są w stanie ułożyć po polsku poprawnie nawet jednego zdania. Z trudem się wierzy, że po 24 latach niepodległości, przy powszechnym biciu na alarm na temat zagrożenia lituanizacją, polskie przedszkola są instrumentem… powtórnej rusyfikacji.
czwartek, 16 stycznia 2014
W plebiscycie „Kuriera Wileńskiego” „Polak Roku 2013” zwyciężyła mer rejonu wileńskiego Maria Rekść. Ogółem do redakcji dziennika przysłano ponad 28 tysięcy wyciętych z gazety kuponów, a ponad 13 tysięcy z nich padło na Marię Rekść. Gdy tylko zobaczyłem wybranych przez kapitułę konkursu kandydatów, nie miałem praktycznie najmniejszej wątpliwości co do tego, kto zostanie zwycięzcą. Nie chcę jednak krytykować samego konkursu. Wręcz przeciwnie kierownictwu redakcji naprawdę szczerze gratuluję pomysłu na zwiększenie sprzedaży gazety. Bardziej mnie niepokoi sposób, w jaki jest zapewniane zwycięstwo tej lub innej osoby w tym konkursie, bo 13 tysięcy kuponów wyciąć to nie żarty (w ubiegym roku Edwardowi Trusewiczowi wystarczyło 4600, a i tak to by rekord). Czy nie jest on przypadkowo identyczny z tym w jaki — jeśli wierzyć mediom — są zbierane pieniądze na spłacenie kary pieniężnej nałożonej przez sąd na dyrektora solecznickiej administracji samorządowej Bolesława Daszkiewicza?
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Posłowie z ramienia AWPL opuścili salę sejmową podczas uroczystości z okazji Dnia Obrońców Wolności. Nieoczekiwanego démarche'u podjęli się w ramach protestu przeciwko zwłoce w przyjmowaniu Ustawy o mniejszościach narodowych i karze pieniężnej nałożonej przez sąd na dyrektora administracji solecznickiego samorządu: „W związku z zaistniałą sytuacją, poniżającą godność człowieka i ignorancję praw obywateli w przypadku stosowania języka ojczystego obok języka państwowego w życiu publicznym, frakcja AWPL opuszcza salę podczas przemówienia Vytautasa Landsbergisa“. Démarche AWPL został zauważony i skrytykowany przez wszystkie litewskich przywódców politycznych. Jeśli chodziło o zwrócenie uwagi na AWPL — démarche się niewątpliwie udał, jeśli o rozwiązanie problemów mniejszości narodowych — niewątpliwie wybrano najgorszy z możliwych momentów dla takiej demonstracji. Trzeba bowiem być totalnym ignorantem politycznym, aby nie rozumieć jak ważne jest dla Litwy i Litwinów 13 stycznia. „Trzeba zrozumieć, że to święto ostatecznie utwierdziło naszą niepodległość. Po tym inne państwa zaczęły uznawać naszą niepodległość. Dlatego zachowanie AWPL nie może być tolerowane i nie będziemy się na to godzili. Musimy być zjednoczeni, zwłaszcza w taki dzień, a ich działania po prostu są sprzeczne z wypowiedziami. <…>. Okazują brak szacunku wobec obrońców wolności, demokracji i osób, którzy zginęli 13 stycznia” — zauważył premier Algirdas Butkevičius.
Cała Litwa dostała totalnego fioła na punkcie filmu „Redirected/Už Lietuvą!”, który w ubiegły piątek wszedł na ekrany kin. Codziennie odbywa się po kilkadziesiąt seansów filmowych najnowszego dzieła Emilis Vėlyvis, praktycznie co pół godziny można trafić na pokaz, a i tak na sali nie ma ani jednego wolnego miejsca. Kasy z biletami przeżywają prawdziwe oblężenie, widzowie są gotowi stać po kilkadziesiąt minut w kilometrowych kolejkach jakich nie pamiętam od czasów, gdy na zaraniu pierestrojki do sowieckich jeszcze wówczas kin trafił legendarny „King Kong”. W trzy dni film obejrzało ponad 60 tysięcy widzów i zebrał ponad milion litów wpływów z biletów. Absolutny rekord! „Redirected” — to przede wszystkim majstersztyk współczesnych technik public relations. Autorzy filmu bardzo zręcznie dozowali informację o kręconym w Wielkiej Brytanii z udziałem największych brytyjskich gwiazd filmowych litewskiego filmu oraz wykorzystali siecie społecznościowe (np. wrzucając serię memów pt. „Lithuanian survival guide" — „Na Litwie wszyscy ludzie są równi — władza ma wszystkich w dupie w jednakowym stopniu"), wydrukowali serię intrygujących plakatów, stworzyli stronę internetową poświęconą negatywnym opiniom obcokrajowców o Litwie (www.lithufuckingwhat.com) itp.itd. Gdy w 2006 roku 27-letni wówczas Emilis Vėlyvis nakręcił film „Zero” został natychmiast okrzyknięty „litewskim Tarantino”. Jego kontynuację —„Zero 2” — obejrzało około 80 tysięcy widzów i przed „Tadasem Blindą. Pradžia” był to najpopularniejszy film wyprodukowany na Litwie; wyprodukowany w całości ze środków prywatnych. Na następny film Vėlyvis kazał czekać blisko pięć lat i niewątpliwie każdy z licznych fanów filmów „Zero” oraz „Zero 2” był ciekaw co tym razem wymyślił. Po obejrzeniu filmu mam trochę mieszane uczucia. Jest niewątpliwie dojrzalszy, droższy i lepszy niż poprzednie produkcje Vėlyvisa, ale jednocześnie posiada praktycznie wszystkie wady filmów „Zero” oraz „Zero 2”. Z tą tylko różnicą, że „Zero” oraz „Zero 2” były dla Litwy filmami rewolucyjnymi i odkrywczymi, a „Redirected" bardziej przypomina bezpieczne odcinanie kuponów od poprzednich osiągnięć.
czwartek, 09 stycznia 2014
We wrześniu 1915 roku, w dzień żydowskiego święta Jom Kipur, do Wilna, pozostawionego przez wojska carskie właściwie bez walki, weszły oddziały niemieckie. Wstąpiły — jak wspomina naoczny świadek wydarzeń Maksym Gorodeckij — ze strony Wilii, po moście zwierzynieckim i Zielonym moście ze strony ulicy Kalwaryjskiej: „Najpierw wywiad, na most i pod most… Wszystko obwąchali, obejrzeli i wówczas dopiero puszczono jazdę…. Obudziłem się od muzyki orkiestry wojskowej, gdy ulica już drżała od tupania nóg. A gdy wyszedłem przed bramę, Niemcy już walili wałem na koniach i pieszo, w niebieskich mundurach, w błyszczących szyszkowatych kaskach, z rudymi futrzanymi plecakami na plecach. Mieszczanie oblepili wszystkie okna, balkony, zebrali się w drzwiach i bramach, powoli przesuwając się coraz bliżej chodnika. Rozglądam się i widzę, że tam gdzie wcześniej wisiały flagi rosyjskie już wiszą niemieckie i polskie. A gdy już przeszło dosyć sporo piechoty, przedefilowala konnica i odgrzmiała artyleria — kilkadziesiąt ciężkich potężnych armat każde ciągnięte przez cztery konie, i cienkich, długolufowych lekkich dział — po trzy konie, i gdy znów niekończącym się szeregiem pociągnęła brukowaną jezdnią doskonała niemiecka kawaleria, z domów wypływy z dziećmi i służbą panie Polki i zamożne Żydówki, pięknie uczesane, w białych ubraniach i bukietami kwiatów, z pudelkami cukierków, paczkami papieros… podnosząc je Niemcom, wypatrując poruczników i podoficerów, jadących na przedzie.” Trudno się dziwic entuzjazmowi wileńskich Polaków i Żydów. Władze carskie na kilka miesięcy przez pozostawieniem Wilna zamknęły trzy największe wileńskie gazety: polskojęzyczny „Dziennik Wileński" oraz dwa dzienniki ukazujące się w jidisz. Polacy liczyli na odrodzenie niezależnej Polski, Żydzi na polepszenie swego losu. Skończyło się na okazjonalnych gestach i rekwizycjach. W ten dzień do Wilna przybył niezwykły niemiecki oficer — Hermann Struck, któremu Wilno zawdzięcza zbiór… grafik ilustrujących żydowską spuściznę naszego miasta.
poniedziałek, 06 stycznia 2014
„Bardzo szkoda, ale w nowym roku raczej nie nastąpią żadne znaczące zmiany w stosunkach polsko-litewskich. W Polsce wola polityczna do zmiany tych stosunków na lepsze pojawia się, natomiast na Litwie poza gadaniem nie wydarzyło się w tej kwestii nic pozytywnego i wątpię by cokolwiek się w najbliższej przyszłości zmieniło, chociaż Radek Sikorski i miał nadzieję na to, że nowe litewskie władze będą bardziej wyrozumiałe wobec kwestii stosunków polsko-litewskich” — jeden z czołowych litewskich publicystów liberalnych, redaktor portalu internetowego 15min.lt Rimvydas Valatka nie tryska w wywiadzie udzielonym Radiu „Znad Wilii” optymizmem. Niestety najpewniej ma rację. Trudno oczekiwać jakichś znaczących ruchów na temat polepszenia stosunków polsko-litewskich w 2014 roku. Nie sądzę, co prawda, by doszło i do powrotu do stanu „zimnego pokoju” sprzed kilku lat. Litewska prezydencja w UE i walka o umowę stowarzyszeniową z Uktraina (będącą w interesie tak Polski jak i Litwy), która hamowała parcie obu stron na publiczne pranie polsko-litewskich brudów, się skończyła, ale AWPL nadal pozostaje w litewskim rządzie. Wątpliwe, by Warszawa zdecydowała się na ostrą krytykę rządu współtworzonego przez litewskich Polaków. Poza tym Litwa została członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Czy istnieje jednak hope for wretched, nadzieja na zmiany w dalszej historycznej perspektywie? Oponenci bardzo często mają wobec mojej publicystyki dwa zarzuty. Zarzut pierwszy zazwyczaj brzmi następująco: skoro jest Pan taki mądry dlaczego nie zaproponuje AWPL, ZPL i reszcie branżowych organizacji prawidłowej strategii walki o prawa polskiej mniejszości narodowej na Litwie. Zarzut drugi: skoro jest Pan taki mądry dlaczego sam nie zabierze się za działalność polityczną? Oba zarzuty są nie słuszne w tym sensie, że już dziesiątki razy na te pytania — i na blogu, i poza nim — odpowiadałem. Ale repetitio est mater studiorum, szczególnie że nawet osoby przychylnie wobec mnie nastawione te pytania(tylko w bardziej przyzwoitej formie) zadają, więc mogę pokrótce powtórzyć odpowiedzi raz jeszcze.
czwartek, 02 stycznia 2014
Podziwiam naszą litewska umiejętność stworzenia nieistniejących problemów i następnie trwonienia sił na ich przezwyciężanie. Jeden z niedawnych przykładów to skandal wokół koncertu znanego rosyjskiego pop piosenkarza Olega Gazmanowa w Wilnie. Gazmanow przed paroma laty napisał piosenkę pt. „Zrobiony w ZSSR” („Сделан в СССР”). Taki typowy dla współczesnej Rosji nostalgiczny hymn po byłym imperium, który wywołał na Litwie burzę. Poszło o słowa: „Sachalin i Kamczatka, Góry Uralskie – to jest mój kraj! Kraj Krasnodarski, Syberia i Powołże, Kazachstan i Kaukaz i Prybałtyka także… Urodziłem się w Związku Sowieckim, Zostałem zrobiony w ZSSR!”. Prawicowi politycy i publicyści natychmiast zażądali cofnięcia Gazmanowowi litewskiej wizy oraz odwołania jego koncertu w Wilnie. Wizy ostatecznie nie cofnięto, koncert odbył się, a w jego czasie publiczność dosłownie wymusiła na piosenkarzu zaśpiewanie kontrowersyjnej piosenki. Gazmanow przez cały występ żartował, że publiczność go prowokuje. Ostatecznie jednak piosenkę wychwalającą ZSSR wykonał. Przy powszechnym aplauzie. „Jesteśmy wolnym krajem, nie jesteśmy państwem policyjnym i wolność słowa jest dla nas niezwykle ważna. Ten piosenkarz nie interesuje mnie w ogóle i nie jestem ciekaw o czym śpiewa” — skomentował koncert Gazmanowa minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius. I absolutnie się z nim zgadzam. Tylko że następnego dnia litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało w tej sprawie… oficjalne oświadczenie, o tym że „jest zaniepokojone wykonaniem 29 grudnia przez Olega Gazmanowa utworu, w którym świadomie podżega on do niezgody i wyraża nieposzanowanie dla historii Litwy.” Tak oto beznadziejny rosyjski piosenkarz z jeszcze bardziej beznadziejną piosenką — notabene jej pomysł Gazmanow podkradł Jurijowi Szewczukowi z DDT (tylko piosenka Szewczuka „Urodzony w ZSSR” akurat wyśmiewała nostalgię za imperium sowieckim, a Gazmanow jak to ma w zwyczaju uderzył w hurrapatriotyczne tony) — stał się podmiotem międzynarodowej polityki. Trochę to schizofreniczne i pranoiczne jakieś.