Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
sobota, 28 stycznia 2012
Русскоязычная пресса на данные момент в Литве практически мертва (Rosyjskojęzyczna prasa na Litwie w chwili obecnej jest praktycznie martwa) — napisał pewien Rosjanin z Litwy na rosyjskojęzycznym forum patamushta.lt. I najciekawsze, iż to stwierdzenie nie spotkało się z oburzoną reakcją internetowych bojowników o rosyjskość na Litwie (szczególnie tych z Moskwy). Wręcz przeciwnie większość internautów absolutnie się z autorem postu o takiej treści zgodziło. Ich zdaniem rosyjskojęzyczna prasa wydawana na Litwie jest robiona na żenującym, prowincjonalnym poziomie i nie wytrzymuje żadnej krytyki nawet w porównaniu z rosyjskojęzyczną prasą wydawaną na Łotwie i w Estonii, o Rosji nie wspominając. Stop, stop, stop – według danych z 2008 r. — na Litwie ukazywało się 18 rosyjskojęzycznych gazet i 8 czasopism (dla porównania – tylko trzy gazety w języku polskim); roczny nakład rosyjskojęzycznych gazet na Litwie wyniósł... 14,7 milionów egzemplarzy (danych o nakładzie rocznym polskich gazet nie posiadam, ale znając nakłady pojedyncze – nieco mniej niż milion). Jeśli taka sytuacja jest przez Rosjan nazywana „prawie śmiercią”, to co możemy powiedzieć o sytuacji polskich gazet na Litwie? Frankenstein? Zombie? Dowód na życie po śmierci? Z naszego punktu widzenia rosyjskojęzyczna prasa na Litwie – to prawdziwy fenomen, warty conajmniej pracy dyplomowej. Pracy pewnie nie napiszę, ale spróbować bliżej mu się przyjrzeć można.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Zawsze uważałem, że najlepszym sposobem na obronę swoich praw - w tym i praw mniejszości narodowych - jest nie użalanie się nad sobą, tylko dochodzenie sprawiedliwości na drodze sądowej. Czasami w ten sposób można znacząco polepszyć nie tylko własną sytuacje, ale i położenie całej grupy społecznej czy etnicznej (na przykład wygrane sprawy przewoźników używających dwujęzycznych tabliczek z kierunkami tras czy zaskarżenie w Sądzie Konstytucyjnym Ustawy o obywatelstwie), innym razem - pogorszyć (vide przegrane sprawy Kleczkowskiego czy Runiewicz/Wardyn), jednak jest to jedyna droga racjonalna. Jak informuje „Tygodnik Wileńszczyzny” Europejski Trybunał Praw Człowieka zajął się sprawami 12 Polaków z Litwy, którzy zaskarżyli pozbawienie własności, odzyskanej na podstawie ustawy reprywatyzacyjnej oraz dyskryminację w stosunku do innych obywateli kraju. Wszystkie skargi skierowane do Strasburga dotyczą lasów zwróconych prawowitym właścicielom na przyłączonych do Wilna terenach wiejskich. Rząd litewski jest zobowiązany do udzielenia odpowiedzi ETPCz do 4 kwietnia br.
czwartek, 19 stycznia 2012
Jak już pisałem w listopadzie ur. Litewski Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) uchylił mandat nałożony przez Inspekcję Języka Państwowego na Edgara Obłaczyńskiego, dyrektora Solecznickiej Zajezdni Autobusowej, za to, że na autobusach „Šalčininkų autobusų parkas” są umieszczone dwujęzyczne tabliczki (po litewsku i po polsku) ze wskazaniem kierunku trasy. Inspekcja Języka Państwowego była wówczas niezwykle zaskoczona wyrokiem sądowym, ale zapewne uznała go za „wypadek przy pracy”. Jednak 30 grudnia ur. — i jestem chyba pierwszy, kto o tym pisze, chociaż trochę czasu od tej decyzji minęło — NSA podtwierdził, że ma zamiar twardo się trzymać ustalonej przez siebie wykładni prawa i uchylił następny identyczny mandat nałożony przez Inspekcję, tym razem na właściciela firmy przewozowej z rejonu wileńskiego Zygmunta Marcinkiewicza.
środa, 18 stycznia 2012
Akcji Wyborczej i jej liderowi już nie wystarcza walka o prawa mniejszości narodowych, postanowili więc udowodnić, że jak na Wilenszczyźnie się mawia „są i do tańca, i do różanca" i rozwiązać węzeł gordyjski wysokich rachunków za ogrzewanie w Wilnie. Gwoli przypomnienia w tej sprawie toczy się obecnie ostry spór między rządem i samorządem wileńskim. Rząd i prezydent Dalia Grybauskaitė winą za wysokie rachunki obarcza koncern „Vilniaus energija” oraz władze Wilna, które nie robią nic by skontrolować nieprzejrzysta politykę cenową koncernu. Mer miasta, Artūras Zuokas odpiera te zarzuty i twierdzi, że wina leży całkowicie po stronie rządowej, która nie wytargowała u Gazpromu niższe ceny gazu. „Nie chcemy uczestniczyć w tym detektywie i szukać winnych, lecz proponujemy konkretne rozwiązanie, które zmniejszy straty finansowe mieszkańców Wilna” – powiedział w ubiegłym tygodniu podczas konferencji prasowej Waldemar Tomaszewski (a propos jeszcze przed rokiem frakcja AWPL w radzie miejskiej winnych równie stanowczo nazywała po imieniu: „Niedopuszczalne dla nas jest to, by struktury poszczególnych przedsiębiorstw splatały się z partiami czy listami wyborczymi. Niestety właśnie w mieście Wilnie jest to nierzadkie zjawisko, którego skutki są widoczne – nieracjonalne wykorzystywanie środków budżetu miasta Wilna, nieprzejrzyście podejmowane decyzje, a zadłużenie samorządu sięga około 800 mln litów. Dlatego nie do przyjęcia jest dla nas stworzenie koalicji z koalicją A. Zuokasa i socjaldemokratami miasta Wilna, z których poszczególni politycy często protegują interesy jednej z najsilniejszych struktur biznesu Rubicon Group”). Jakie rozwiązanie? Tradycyjne – dofinansować z budżetu samorządowego dopłaty za ogrzewanie dla emerytów i osób, których dochody na jedną osobę w rodzinie nie przekraczają 700 litów miesięcznie.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
No i mamy kolejny skandal, o którym nasze lokalne polskie media pewnie nie napiszą. Skandal na własne życzenie. Albo – mówiąc dokładniej – z powodu niewyparzonego języka naszych liderów. Edward Trusewicz, sekretarz Związku Polaków na Litwie i radny samorządu wileńskiego, odpowiadając na zarzuty niejakiego Mahira Gamzajewa wobec lidera Akcji Wyborczej, powiedział: „Jeśli takie ataki nie zostaną powstrzymane, może się stać, że na sprawy mniejszości narodowych w naszym krajów będą mieli wpływ imigranci z krajów azjatyckich. Jestem pewien, że litewscy obywatele będą w stanie i dalej żyć w zgodzie, osiągną porozumienie. Nie potrzeba nam arbitrów, którymi próbują się stać niektórzy – na przykład urodzeni w Azerbejdżanie — imigranci”. Ministerstwo Kultury wyraziło ubolewanie z powodu tych niepoprawnych słów, zaś Związek Młodzieży Tolerancyjnej zaskarżył tę wypowiedź Trusewicza do prokuratury jako ksenofobiczną i rasistowską.
piątek, 13 stycznia 2012
Jeszcze jakieś 5-6 lat temu Polacy na Litwie byli odbierani przez Litwinów - za sprawą m.in. skeczów „Dviračio žinios" — trochę jak lokalna odmiana „czukcz": niezbyt inteligentni, mówiący z dziwnym akcentem, ale po chłopsku wystarczająco roztropni by wyprowadzić w pole litewskich politycznych kombinatorów. Nie był to image dla nas zbyt pochlebny, ale za to łagodził stare stereotypy dotyczące Polaków (co prawda tworząc nowe). Polacy nie byli odbierani przez większość litewskiego społeczeństwa jako zagrożenie (trudno bać się lub nienawidzić tego kto nas bawi) i nawet hasło „Wilno nasze" (spędzające sen z powiek poprzednim pokoleniom Litwinów) przekształciło się w bajer, żart, chochmę. Sytuacja się drastycznie zmieniła wciagu ostatnich dwóch lat i kolejne niewesołe statystyki na temat stosunku Litwinów do mniejszości polskiej na Litwie to tylko jeszcze raz podtwierdzają. Jak wynika z danych Centrum Badań Etnicznych, jeśli w roku 2010 tylko 9 proc. badanych Litwinów powiedziało, że ich zdanie na temat Polaków litewskich się pogorszyło, to w roku 2011 takich osób było już 48 proc. (!). „W roku 2011 Polacy stali się piątą grupa społeczną wśród ocenianych najbardziej negatywnie, chociaż poprzednio byli na dole tej hierarchicznej piramidy, na przykład w roku 2010 zajmowali 23 miejsce z 31” – powiedziała w wywiadzie dla delfi.lt pracowniczka Centrum Monika Frėjutė-Rakauskienė.
środa, 11 stycznia 2012
Waldemar Tomaszewski w wywiadzie dla delfi.lt tryska optymizmem i zapowiada, że jego partia w zbliżających się wyborach sejmowych zdobędzie co najmniej 10 mandatów poselskich, a może nawet kilkanaście. „Sądzę, że nasze wyniki będą dobre. Sądzę, że przekroczymy 5-procentowy próg wyborczy, zdobędziemy 4-5 mandatów w okręgach jednomandatowych” – zapowiada prezes Akcji Wyborczej. Byłoby to niewątpliwie historyczne zwycięstwo koalicji AWPL i Sojuszu Rosjan, jednoczeście mogłoby jednak paradoksalnie oznaczać i spore problemy dla Akcji i jej lidera.
poniedziałek, 09 stycznia 2012
„W środowisku dziennikarskim chodzą jednak pogłoski, że ma powstać polskojęzyczna wersja językowa największego w krajach bałtyckich portalu DELFI — oraz o tym, że ma zostać dofinansowana m. in. ze środków litewskiego Funduszu Wpierania Prasy, Radia i Telewizji, by móc przed opinią międzynarodową wykazać stosowną dbałość o możliwość, by przedstawiciele polskiej mniejszości na Litwie „mieli dostęp do informacji w języku ojczystym”. Jedynie słusznej informacji” – pisze na łamach „Kuriera Wileńskiego” Rajmund Klonowski. Wygląda na to, że pogłoski o możliwym powstaniu internetowej konkurencji przyjął światek wileńskich polskich dziennikarzy i wydawców z dużym niepokojem. Po pierwsze, może się na Litwie pojawić polskojęzyczny portal, który przedstawi nieco inną wersję wydarzeń, niż ta przedstawiana w lokalnych polskich mediach. Dla Polaków z Wileńszczyzny nie ma to oczywiście żadnego znaczenia, korzystają z bardzo różnych (polsko-, litewsko- i rosyjskojęzycznych) źródeł informacji, ale mogłoby zlikwidować monopol lokalnych „orlich piór” na dostarczanie informacji czytelnikom w Polsce, a więc i kształtowanie polskiej opinii publicznej. Po drugie, delfi.lt – jako projekt komercyjny – nawet i bez wsparcia Funduszu Wpierania Prasy, Radia i Telewizji może udowodnić, iż polskojęzyczny portal może na siebie zarabiać, a nie tylko żebrać o dotacje. Byłby to więc cios w istniejące w Wilnie, od dziesiątków lat nieopłacalne, polskie media i ich filozofię „nic nie da się zrobić". Taki portal nie może oczywiście zagrozić „Kurierowi Wileńskiemu”, „Tygodnikowi Wileńszczyzny” czy „Magazynowi Wileńskiemu”, ale mniejszym tytułom (przede wszystkim internetowym) – owszem. I po trzecie, powstanie konkurencyjnego portalu zmusiłoby naszych wydawców i dziennikarzy do wytężonej pracy. A tego się chyba boją najbardziej. Przecież o wiele przyjemniej jest siedzieć złożywszy ręce w błogim przeświadczeniu, iż jest się najlepszym polskim dziennikiem, tygodnikiem, miesięcznikiem, portalem, radiem na Litwie (bo jedynym) i psioczyć na złych Litwinów i niewystarczające dotacje z Polski.
piątek, 06 stycznia 2012
Co roku dziennik „Kurier Wileński” organizuje konkurs, który się nazywa „Polak Roku”, chociaż tak na dobrą sprawę powinien się nazywać „Targowisko Próżności”. W konkursie bowiem – mimo innych założeń — zwycięża nie ten kto w roku bieżącym zrobił najwięcej dla polskości na Litwie, jej promocji czy Polak mający największe w tym roku osiągnięcia, tylko ten kto wyciął z dziennika większą liczbę kuponów i wysłał do redakcji. Każdy może wysłać nieograniczoną liczbę kuponów, więc teoretycznie nawet jedna zdeterminowana osoba (za sprawą dojścia do większej liczby bezpłatnych egzemplarzy „Kuriera Wileńskiego” (np. w szkolnych bibliotekach) lub większych pieniędzy na zakup egzemplarzy dziennika) może „wybrać” byle kogo na Polaka Roku. Wystarczy że wyśle odpowiednią liczbę kuponów. W roku 2011 („Kurier Wileński” właśnie podał wyniki) wystarczyło 3228. Zwyciężczynią została raczej całkowicie nieznana poza rejonem solecznickim prezes rejonowego oddziału „Macierzy Szkolnej” Jadwiga Sinkiewicz, zaś np. Ewelina Saszenko, która w rzeczy samej w roku ubiegłym miała chyba największe osiągnięcia wśród litewskich Polaków i dla promocji polskości zrobiła bodajże więcej niż którykolwiek inny pretendent, zajęła ostatnie (10.) miejsce… ze 147 głosami.
czwartek, 05 stycznia 2012
U schyłku ubiegłego roku litewski Sąd Konstytucyjny wydał dosyć kontrowersyjne orzeczenie w sprawie sprzeczności z Konstytucją niektórych przepisów litewskiej Ustawy o nauce i studiach. Ustawa, przyjęta w roku 2009, stwarzała podstawy prawnej dla jednej z najważniejszych reform wcielonych w życie przez konserwatywno-liberalny rząd Andriusa Kubiliusa – reformy szkolnictwa wyższego. Zreformowano m.in. tryb powoływania rad uniwersyteckich (wprowadzając w ich skład osoby spoza środowiska akademickiego), zmieniono tryb państwowego finansowania uczelni wyższych (tzw. koszyczek studenta) itp. Krytycy orzeczenia zauważają, że Sąd Konstytucyjny orzekajac w tej sprawie naruszył podstawową zasadę prawną „nemo iudex idoneus in propria causa”, gdyż sześciu z dziewięciu sędziów Sądu Konstytucyjnego wykłada na litewskich uczelniach wyższych (większość na Uniwersytecie Wileńskim, który jako jedyny odmówił przestrzegania Ustawy i zaskarżył ją do sądu). Nie zamierzam pisać glosy do tego orzeczenia. Zaskoczyło mnie jednak, że orzeczenie w lokalnych mediach polskich nie zostało zauważone, a tymczasem dotyczy bezpośrednio spraw polskich, a mówiąc ściślej – wileńskiej filii Uniwersytetu w Białymstoku.
 
1 , 2