Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
wtorek, 22 sierpnia 2017
23 sierpnia 1991 roku na placu Łukiskim w Wilnie zebrał się tłum mieszkańców i gości litewskiej stolicy. Przed dwoma dniami upadł moskiewski pucz Janajewa i Litwa odzyskała pełnię niepodległości. Państwa z całego świata prześcigały się, które szybciej uzna litewska niepodległość. Litewski Sajūdis zwołał wiec mający nie tylko upamiętnić kolejną rocznicę Paktu Ribbentrop-Mołotow, ale i ukazać radość Litwinów z odzyskanej państwowości. „Potrzebowaliśmy jakiegoś ważnego symbolu. Zastanawialiśmy się, żeby może razem z uczestnikami wiecu odebrać KGB budynek centralny lub zrobić coś jeszcze ważnego i wtedy wzrok padł na wciąż stojącego w centrum placu Łukiskiego Lenina. To jest to — obalmy ten pomnik!” — wspominał po latach Andrius Kubilius. Na plac wjechał dźwig, zaczepiono liny i z wielkim trudem oderwano monumentalny posąg z brązu od kamiennego postumentu. Okazało się jednak, że sowieccy budowniczowie, którzy w 1952 roku ten pomnik ustanowili, przewidzieli i taką możliwość. Posąg był solidnie przytwierdzony i oderwał się niecały. Na postumencie pozostały… dwie nogi Włodzimierza Iljicza. Usunięto je kilka dni później razem z resztkami postumentu. Od tamtego czasu plac Łukiski nie jest szpecony żadnym monumentem, chociaż pomysłów, żeby w miejsce Lenina ponownie wsadzić jakiegoś bałwana z kamienia bądź brązu padło wciągu tych lat wiele.
środa, 16 sierpnia 2017
Zgodnie z dzisiejszą (16 sierpnia) decyzją Rady samorządowej miasta Wilna kolejne dwie szkoły mniejszości narodowych uzyskały prawo do ubiegania się o status długiego gimnazjum: gimnazjum im. Adama Mickiewicza oraz szkoła podstawowa im. Szymona Konarskiego. Udało się nie zważając na bojkot posiedzenia przez nacjonalistów i konserwatystów (tym razem z bojkotu wyłamali się na szczęście zuokasowcy). Nie jest to jeszcze koniec trwających od 2015 roku perypetii związanych z reorganizacją tych szkół, gdyż należy jeszcze uzyskać akredytację odpowiednich programów nauczania w Ministerstwie Oświaty i Nauki (resort jednak zapowiada, że nie będzie stwarzał problemów). Ale to niewątpliwie spory sukces. To sukces radnych AWPL-ZChR, którzy przedstawiali w tej sprawie wniosek za wnioskiem i tworzyli w tej sprawie w radzie miejskiej wszelkiej maści zakulisowe koalicje. Jest to sukces polskiego MSZ i litewskiego MSZ, które notorycznie o akredytację szkół polskich u włodarzy Wilna upominali się. Jest to też sukces socjaldemokratów, którzy po wyborze na przewodniczącego partii wicemera Wilna Gintautasa Paluckasa, stali się rzeczywiście partią promniejszościową — to właśnie projekt ich radnej, Auksė Kontrimienė, został dziś przez radę zaakceptowany. Nawet sukces mera Šimašiusa, który wezwał liberałów do głosowania za akredytacją w "imię bezpieczeństwa narodowego". Ale przede wszystkim jest to sukces społeczności szkolnych i ich liderów. Tych, którzy nie poddali się w roku 2015. Tych, którzy obijali progi, pisali protesty i projekty, sądzili się z samorządem, tracili czas na niezliczonych naradach. Tych, którzy nie stracili nadziei. Większości z nich nie znamy z imienia i nazwiska, bo nie grzeją się w światłach jupiterów, nie wygłaszają przemówień na pikietach pod ambasadami, nie ma ich na zdjęciach i przyjęciach, ale to dzięki ich wytrwałości ten dzisiejszy sukces stał się możliwy. Większość z nich na zawsze pozostanie bezimienna, bo ich sukces przywłaszczą politycy i zawodowi działacze. Mogę wymienić przynajmniej jedną z nich — Krystynę Łakis ze społeczności szkolnej „mickiewiczówki”.
wtorek, 15 sierpnia 2017
„Gdyby nie zwycięstwo Piłsudskiego to bolszewicy zajęliby Litwę, która zostałaby częścią ZSRR w 1920 roku. Ludzie znający historię wiedzą, że był rozkaz Dzierżyńskiego, dotyczący przewrotu na Litwie, który odwołano właśnie po przegranej bitwie pod Warszawą” – uważa znany litewski dziennikarz, publicysta i historyk Virginijus Savukynas. Jako chyba pierwszy Litwin dzisiaj (15 sierpnia), w kolejną rocznicę Bitwy Warszawskiej, złożył on na Rossie hołd marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Siła rażenia byłaby większa, gdyby zrobił to razem z nami, podczas pięknej uroczystości (na której nie zabrakło akcentów litewskich) zorganizowanej dziś na Rossie przez nową ambasador RP w Wilnie Urszulę Doroszewską i jej ekipę. Ale i tak to może i kameralne wydarzenie jest niewątpliwie bardzo ważne. Jeszcze przed kilkunastoma laty wszystko co było związane z międzywojenną Polską i PIłsudskim było odbierane na Litwie jednoznacznie negatywnie. Od kilku lat jednak rośnie świadomość, iż Cud nad Wisłą mimo iż doprowadził do utraty przez Litwę Wilna, zachował młodą państwowość litewską przed bolszewicką nawałnicą. A architekt warszawskiej victorii już nie jest przedstawiany jako czarny charakter, tylko jako mąż stanu, który miał swoje wzloty i upadki, ale na zawsze pozostał miłośnikiem Litwy. Oczywiście tej Litwy, którą sobie wymarzył. Przełamywanie litewskich stereotypów dotyczących Polski i Polaków jeszcze potrwa wiele lat. Szczególnie jeśli w ten proces nie będzie się angażowała Polska, bo niestety trzeba to przyznać, że Warszawa propolsko nastawionych litewskich intelektualistów dotychczas wykorzystywała słabo, a przez to ton relacjom polsko-litewskim zadają po obu stronach nacjonaliści.
wtorek, 08 sierpnia 2017
Tzw. taśmy prawdy z lutego 2014 r. z restauracji „Sowa i Przyjaciele", opublikowane przed kilkoma dniami przez tvp.info, na których ówczesny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski z ówczesnym prezesem Orlenu Jackiem Krawcem omawiają (w sposób daleki od standardów dyplomatycznych) Litwę i sytuację rafinerii w Możejkach, niczego nie zmienią w relacjach polsko-litewskich. Przede wszystkim dotyczą wewnętrznej polityki polskiej, a litewski ślad jest interesującym, ale pobocznym wątkiem. Wątkiem niewnoszącym zresztą niczego nowego w naszą wiedzę o relacjach polsko-litewskich i po raz kolejny potwierdzającym znaną maksymę Otto von Bismarca, iż lepiej by się stało, gdyby ludzie nie wiedzieli jak robi się kiełbasę i politykę. O tym, że Radosław Sikorski jest nadętym, aroganckim bufonem było wiadomo od dawna. I o tym, że Sikorski chce „wychować Litwinów, żeby zrozumieli, że sr…ie na Polskę nie jest za darmo”, również wiedzieliśmy. A zresztą Sikorski nigdy szczególnie nie ukrywał, że prowadzi przeciwko Litwie swego rodzaju osobistą vendettę. Podobno poszło o stanowisko sekretarza generalnego NATO, o które zabiegał w swoim czasie, ale Litwini poparli Andersa Fogha Rasmussena. W odróżnieniu od niezliczonych legionów awupeelowskich polityków i „orlich piór”, którzy w swoim czasie śpiewali Sikorskiemu niekończącą się hosannę, że się tak bohatersko stawia w obronie interesów polskiej mniejszości na Litwie, a dziś z takim samym zapałem mu, Tuskowi i Platformie Obywatelskiej dowalają (byc może to wynik - jak mówi sam Sikorski na nagraniu — iż polski MSZ może na nich „dmuchnąć, bo przecież ich finansuje") , ja od samego początku zwracałem uwagę na jałowość prób traktowania przez Radosława Sikorskiego Litwy per nogam. Jałowość i szkodliwość.
czwartek, 03 sierpnia 2017
Był nieustraszony. Taranował koniem, rąbał szablą, strzelał z rewolwerów. Bardzo często wybierał spośród swoich ludzi najdzielniejszych i znikał z nimi na kilka lub kilkanaście dni na tyłach wrogich armii. Wracał w glorii bohaterskiej chwały i obwieszony trofeami. Wychodził cało z najgorszych potyczek, wylizywał się z najbardziej paskudnych ran. Dla Niemców był uosobieniem dzikiego barbarzyńcy rodem z azjatyckich stepów, bolszewicy pewnie nazwaliby go biczem Bożym, gdyby w Boga wierzyli. Natomiast żołnierze gotowi byli za „Baćką” skoczyć w ogień. Jadł z nimi z jednego kotła, dzielił z nimi trudy przemarszu, wdawał się z nimi w dyskusje, czytał im gazety, a wieczorami, nad obozowym ogniskiem, opowiadał anegdoty. Ale „baćka“ — to nie tylko ojciec, w nomenklaturze rosyjskiej wojny domowej tak właśnie nazywano leśnych i stepowych atamanów — odważnych, krwiożerczych, bezlitosnych i jednocześnie sentymentalnych zarządców olbrzymich czasami niczyich przestrzeni, z łatwością zmieniających sojuszników i opiekunów, ideologie i idee. Machno, Grigorjew, Dutow, Krasnow. Wilniucy też mieli takiego atamana — idealnego partyzanta, który niezbyt się sprawdzał w wojnie okopowej, ale był niezamienialny w różnego rodzaju dywersjach na tyłach wroga. Ostatniego Kmicica Najjaśniejszej. Na imię miał Stanisław, na nazwisko Bałachowicz, do którego dodał sobie fantazyjny przydomek Bułak-Bej, a pochodził z Wileńszczyzny.
wtorek, 01 sierpnia 2017
Przeprowadzony w czerwcu ub.r. przez pracownię badań opinii publicznej „Baltijos tyrimai/Gallup“ na zamówienie litewskiego Centrum Studiów Europy Wschodniej (CSEW) sondaż mieszkańców Wilna, Kłajpedy, Wisagini, Solecznik i rejonu wileńskiego, należących do mniejszości narodowych — przede wszystkim Polaków i Rosjan — został ostro skrytykowany i przez AWPL-ZChR, i przez polską opozycję. Jednym z zarzutów było, iż pytania o Putinie, kremlowskiej propagandzie i Krymie zadawano tylko przedstawicielom mniejszości narodowych, a tymczasem — sugerowano — wśród Litwinów sytuacja wcale nie jest lepsza. I oto mamy wyniki kolejnego sondażu — przeprowadzonego przez Litewskie Centrum Badań Socjalnych w lutym 2016 r. — dotyczącego nastawienia i Litwinów, i nie-Litwinów do wszelkiego rodzaju zagrożeń oraz oceny swojego bezpieczeństwa. Badanie to już jakiś czas temu zostało zaprezentowane różnym komitetom sejmowym i wywołało spore zamieszanie wśród parlamentarzystów. Zastanawiano się nawet, czy warto jego wyniki podawać do powszechnej wiadomości. Okazuje się, że za największe zagrożenia i/lub wyzwania dla bezpieczeństwa narodowego Litwy badani uznali przede wszystkim emigrację, bezrobocie, przestępczość oraz złą sytuację gospodarczą. Natomiast Rosję i rosyjskie zagrożenia hybrydowe badani wymienili dopiero na 16. miejscu (74 proc. mieszkańców Litwy uważa te zagrożenia za bardzo ważne, gdy tymczasem średnia unijna wynosi 86 proc.). O wiele większy niepokój wśród badanych wzbudzili np. uchodźcy i alkoholizm. Z drugiej strony sondaż wykazał, iż lojalność i patriotyzm litewskich Polaków jest bliski średniej krajowej — 52 proc. Litwinów, 47 proc. Polaków, ale tylko 37 proc. Rosjan jest dumnych z posiadania litewskiego obywatelstwa. 57 proc. Litwinów, 39 proc. Polaków i zaledwie 27 proc. Rosjan w razie potrzeby jest gotowych bronić Litwy przed agresją, a bronić Litwy z bronią w ręku — 21 proc. Litwinów, 9 proc. Polaków i tylko 2 proc. Rosjan. W porównaniu z rokiem 2014 w ogóle spadł odsetek osób gotowych do obrony ojczyzny (z 57 proc. do 48 proc.) i wzrósł odsetek niechętnych takiemu pomysłowi (z 14 proc. do 34 proc.).
czwartek, 27 lipca 2017
Są koalicje możliwe i niemożliwe. Są też koalicje skazane na upadek i skazane na przetrwanie. To, które są możliwe, a które skazane na upadek — nie zależy od wypowiedzi polityków, publicystów i dziennikarzy, tylko od konstelacji politycznej. Wczoraj (26 lipca) Litwę obiegły dwie wiadomości o przyszłości różnych koalicji. Po pierwsze, telewizja LRT podała, iż premier Saulius Skvernelis dogadał się z prezesem AWPL-ZChR Waldemarem Tomaszewskim i polska partia prawdopodobnie obiecała dołączyć do rządu „zielonych chłopów“ w miejsce socjaldemokratów, których odejście z koalicji rządzącej wydaje się już być tylko kwestią czasu. Po drugie, mer Wilna Remigijus Šimašius zapowiedział, że współrządzący litewską stolicą liberałowie zastanowią się nad rozwiązaniem koalicji z konserwatystami. Włodarza Wilna wkurzyła obstrukcja konserwatystów, którzy razem z radnymi „Listy Litwy“ oraz opozycyjnego Litewskiego Związku Wolności zbojkotowali wczorajsze posiedzenie Rady Miasta Wilna. Z braku kworum rada nie była wstanie podjąć decyzji o zezwoleniu na akredytację jako długie gimnazja trzem szkołom mniejszości narodowych: polskim Gimnazjum im. Adama Mickiewicza i Szkole Podstawowej im. Szymona Konarskiego oraz rosyjskiej Szkole Podstawowej im. Aleksandra Puszkina. Uwzględniając, iż do początku roku szkolnego a więc i końca ustanowionego przez nowelizacje Ustawy o oświacie okresu przejściowego, gdy szkoły mogły uzyskać akredytację pozostał zaledwie miesiąc — szansy na to, że szkoły te staną się tzw. długimi gimnazjami praktycznie nie już nie ma. Niezależnie od tego jednak co podają media i politycy ani AWPL-ZChR nie wejdzie do rządu Sauliusa Skvernelisa, ani też liberałowie Šimašiusa nie zerwą współpracy z konserwatystami. Tyle wniosków. Dla zainteresowanych mogę wytłumaczyć dlaczego, moim zdaniem, wnioski są właśnie takie.
poniedziałek, 24 lipca 2017
„Polonistyka na Uniiwersytecie Pedagogicznym będzie!!!!! Przewodniczący sejmowego komitetu oświaty oraz minister oświaty podtwierdzili i zagwarantowali, że nabór na studia polonistyki będzie wznowiony,!!!” – napisał (pisownia oryginalna) w piątek (21 lipca) na Facebooku poseł na Sejm i wiceprzewodniczący AWPL-ZChR Jarosław Narkiewicz. I dodał, że jest to wynik szerokiej interwencji na różnych szczeblach przedstawicieli AWPL-ZChR, Macierzy Szkolnej oraz ZPL, „którzy czynami czuwają nad oświatą polską na Litwie.” Ja bym wolał, żeby AWPL-ZChR-ZPL-Macierz Szkolna czuwała nad oświata polską na Litwie zawsze, a nie tylko, gdy pojawia się jakiś problem, bo w tej chwili wydaje się, że zamiast czuwać – przysypia, a następnie rzuca się „bohatersko” rozwiązywać problem, który powstał w wyniku (po części) własnych zaniedbań. Bo o problemach Litewskiego Uniwersytetu Edukologicznego i polonistyki było wiadomo nie od wczoraj. Pal jednak licho śpiące królewny i królewicze z AWPL-ZChR et concortes. Pal licho koszmarne błędy językowe, gramatyczne, stylistyczne popełniane przez było nie było absolwenta Uniwersytetu Pedagogicznego. Najważniejsze, że polonistyka – o ile informacje Narkiewicza się potwierdzą – na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym (LEU) będzie! Jednak Jarosław Narkiewicz przy okazji próbując „odgryźć się” Czesławowi Okińczycowi, który całkiem słusznie skrytykował nieróbstwo polskich bojowników o oświatę, strzelił sobie w stopę: „Operatywnie Udaremniono podstępną próbę likwidacji polonistyki na UP...pretekstem do tego miała służyć decyzja rady Uniwersytetu Wileńskiego w skład której wchodzi znany działacz Polak który podobno i był tego inicjatorem ...zamiar polegał na tym aby kosztem studiów polonistycznych na UPedagogicznym, likwidując je, zostawić słabo funkcjonujący kierunek polonistyczny TYLKO na UW...” Poseł polskiej partii skłócający, przeciwstawiający polonistykę na LEU polonistyce na UW i piszący o Centrum Polonistycznym Uniwersytetu Wileńskiego per „słabo funkcjonujące” – to już jakieś kompletne #EpicFail.
czwartek, 20 lipca 2017
Na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym nie będzie w tym roku formowana grupa I roku polonistyki. Ta wiadomość gruchnęła w poniedziałek (17 lipca) trochę jak grom z jasnego nieba. Nawet jeśli - wbrew temu co twierdzi prezes ZPL - o planach wstrzymania rekrutacji studentów na ten kierunek mówiło się od kilku miesięcy. Wspominały o takim zagrożeniu np. już w maju polonistki podczas dyskusji w PKD. Polonistyka w byłym Wileńskim Instytucie Pedagogicznym powstała w 1961 roku i od tamtego czasu nie przerwanie kształciła nauczycieli dla szkół polskich na Litwie. Miała lepsze i (ostatnio) gorsze okresy, ale trudno sobie wyobrazić litewską naukę bez filologii polskiej. Obecnie uniwersytet i resort oświaty przerzucają odpowiedzialność za tę decyzję jeden na drugiego. „Rekrutacja na ten kierunek została przerwana decyzją uniwersytetu" — mówi w rozmowie z Radiem Znad Wilii wiceminister oświaty i nauki Giedrius Viliūnas. W roku bieżącym nie zostało przyznane finansowanie państwowe na kształcenie nauczycieli, Ministerstwo Oświaty i Nauki ustanowiło dolny próg osób zakwalifikowanych na studia pierwszego szczebla (15 osób), a chętnych do studiowania filologii polskiej było zaledwie jeden lub dwóch — odpowiada uczelnia. Co prawda, to nie tłumaczy, dlaczego rekrutację na filologię polską przerwano na kilka dni przed jej końcem — być może do 19 lipca doszliby kolejni kandydaci? Szczególnie uwzględniając fakt, iż od lat Polska opłaca studentom polonistyki studia na miejscach niefinansowanych przez państwo litewskie. Poza tym, czy kierunek kształcący nauczycieli dla kilkudziesięciu polskich szkół mogą obowiązywać te same wymogi co do liczby studentów, co i kierunki pedagogiczne kształcące kadry dla wszystkich szkół na Litwie? Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, że polonistyka zniknie z litewskich uniwersytetów, jednak trzeba też przyznać, że na dłuższą metę sytuacja, gdy poloniści na Litwie są kształceni na dwóch uczelniach wyższych i na każdej z nich na roku studiuje po 5-6 osób jest nie do obronienia.
wtorek, 18 lipca 2017
Ponad 50 proc. mieszkańców litewskich miast za najbardziej prestiżowy uważa język angielski, blisko 40 proc. — język litewski, 10 proc. — język francuski, 7 proc. — język rosyjski, niecałe 4 proc. — język niemiecki i tylko 0,92 proc. — język polski. Nawet zwolenników prestiżowości języka albo gwary żmudzkiej jest na Litwie ponad dwa razy więcej niż sympatyków polszczyzny. Takie niepocieszające dla nas statystki płyną z dwóch badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Wileńskiego, Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie i Instytutu Języka Litewskiego. Większe skupiska miłośników języka polskiego na Litwie można zaobserwować jedynie w Wilnie, na Wileńszczyźnie, Kownie, Wisagini, Telszach i Birżach. Prestiż języka wzrasta, gdy mówimy o języku ojczystym — 47 proc. Litwinów za prestiżowy uznało właśnie ojczysty język litewski, 18 proc. Rosjan — język rosyjski. Niestety i tym razem Polacy są na szarym końcu — tylko 8 proc. litewskich Polaków uważa język polski za prestiżowy. Natomiast 17 proc. litewskich Polaków za prestiżowy uważa język rosyjski, 26 proc. – litewski, 62 proc. – angielski. I nawet zwolenników języka francuskiego jest wśród nas więcej niż języka polskiego. Prestiż języka polskiego niewątpliwie zwiększyłby się, gdyby władze litewskie nadały mu status pomocniczego języka urzędowego na terenach zwarcie zamieszkałych przez mniejszość polską. Albo przynajmniej nie likwidować polonistyki na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym (wczoraj resort oświaty powiadomił o takiej decyzji) Niewątpliwie sporo w celu zwiększenia prestiżu języka polskiego na Litwie mogłaby zrobić również Polska. Przydałyby się telewizje polskie, imprezy naukowe i kulturalne, polskie inwestycje i notoryczne polepszanie wizerunku Polski i Polaków za pomocą dużych kampanii w mediach litewskich. I powoli takie inicjatywy się pojawiają. Staraniami litewskich polityków już w następnym roku przynajmniej kilka polskich kanałów telewizyjnych można będzie na Litwie odbierać bezpłatnie. Wiele imprez polskich, wizyt studyjnych litewskich dziennikarzy w Polsce organizuje Instytut Polski w Wilnie. Ale to są projekty długofalowe, potrzeba lat, żeby przyniosły efekty. Co jednak możemy zrobić dzisiaj, natychmiast, my, Polacy na Litwie, żeby ten prestiż języka polskiego zwiększyć?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 71