Aleksander Vile Radczenko o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
poniedziałek, 20 października 2014
W 1924 roku tysiące mieszkańców Wilna przyszły na dworzec kolejowy, żeby powitać piłkarzy żydowskiego klubu „Hakoach" z Wiednia, którzy mieli zagrać mecz towarzyski z założonym trzy lata wcześniej wileńskim klubem piłkarskim „Makkabi”. Wiedeńczycy zostali powitani z wielką pompą. Grała orkiestra dęta klubu, honorowy orszak otwierała grupa żydowskich rowerzystów, gości powitali działacze Waad Kahał (rady wspólnoty żydowskiej) oraz „Makkabi” w jidysz i syjoniści w języku hebrajskim. Tłumy stały na ulicach i wiwatowały na ich cześć. Nie zważając na protesty ortodoksów gra pomiędzy „Hakoach” i „Makkabi” została wyznaczona na sobotę. Rabinowie wymusili jedynie na „Makkabi” obietnicę, iż tego dnia nie będą sprzedawane bilety na mecz, nie odbędzie się uroczysty przemarsz ulicami miasta, zaś podczas meczu nie będzie grała orkiestra klubowa. „Hakoach" mecz wygrał i zachęcony jego komercyjnym sukcesem wrócił do Wilna za rok. Wileński klub gościł na swoim boisku zresztą nie tylko Wiedeńczyków, ale też np. „Hapoel" z Palestyny. Ale przede wszystkim grał w rozgrywkach ligi Wilno - Klasa A (od 1936 roku wileńska liga okręgowa) założonego w 1922 roku wileńskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej (OZPN) obok takich wileńskich drużyn piłkarskich jak „Śmigły”, „Ognisko”, „Pogoń”, „Strzelec”, „Lauda” czy WKS 1 Pułku Piechoty Legionów. W 1938 roku piłkarze „Makkabi” zdobyli tytuł mistrza okręgu i w rywalizacji o I ligę Państwową z pierwszymi drużynami: grupy wołyńskiej KS Łuck, grupy grodzieńskiej KS Grodno oraz grupy poleskiej „Pogonią” Brześć niestety okazali się przegranymi. Klub zajął ostatnie (czwarte) miejsce w grupie północnowschodniej.
czwartek, 16 października 2014
W cieniu wizyty w Wilnie Veroniki Kristkovej, ekspertki ds. prawnych Biura Wysokiego Komisarza Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) do spraw Mniejszości Narodowych, która zrelacjonowały tak media polskie jak i litewskie, przeszedł jak dotychczas niezauważony fakt, iż rząd litewski zgodził się na odtajnienie i publikację Trzeciej Opinii Komitetu Doradczego Ramowej Konwencji o Ochronie Praw Mniejszości Narodowych z dnia 28 listopada 2013 roku, a także przedstawił 10 października br. własne komentarze oraz wyjaśnienia do rekomendacji w niej zawartych. Z tych wszystkich dyplomatycznych formułek oraz reweransów zawartych tak w opinii Komitetu Doradczego, jak i w odpowiedzi na nią litewskich władz można wyczytać, że dialog pomiędzy Komitetem Doradczym a Rządem Republiki Litewskiej dalej przypomina rozmowę dziada z obrazem. Komitet Doradczy wyraża ubolewanie i zaniepokojenie, zaś rząd twierdzi, że nie ma ku temu podstaw, ale obiecuje poprawę.
poniedziałek, 13 października 2014
Nie ma co ukrywać proces rozwiązywania problemu oryginalnej pisowni nielitewskich imion oraz nazwisk utknął w miejscu. Przez dwa lata udziału AWPL w rządzie przybliżyliśmy się do rozwiązania tej kwestii zaledwie o kilka kroków (doszło do zmiany stanowiska Sądu Konstytucyjnego, który uznał, że pisownia imion i nazwisk w oficjalnych dokumentach może zostać zmieniona na wniosek językoznawców, niestety językoznawcy jak dotychczas zgadzają się na oryginalną pisownię tylko imion i nazwisk obcokrajowców oraz ich małżonków i dzieci). Nie ulega wątpliwości, że wcześniej niż później dojdzie do kolejnego glosowania w tej sprawie, zwolennicy Ustawy o pisowni imion i nazwisk już teraz mozolnie zbierają niezbędne głosy. Łatwo nie będzie, gdyż ten w gruncie rzeczy marginesowy problem — wg badania socjologów z Uniwersytetu im. Michała Romera zaledwie dla 15 proc. litewskich Polaków jest to problem bardzo ważny — urósł do rangi symbolu. Tak dla Polaków jak i dla Litwinów. A z symbolami żartów nie ma. „Może zatem najpierw trzeba go nieco „odsymbolić"? Pokazać jego w sumie dość śmieszną istotę. A istotą tą jest ... żółw. Poczciwy ten zwierzak ma nazwę składającą się z samych „zakazanych" liter. Mimo to istnieje a nawet kpi z tych co się go boją. Nie zagraża litewskiej tożsamości narodowej. Nie jest też polskim politykiem, który zaraz zagarnie władzę w całym kraju. Jest po prostu zwykłym żółwiem. Ani jego wina ani zasługa, że tak się go pisze” — uznał bloger Tomasz Samsel i zapoczątkował właśnie na Facebooku akcję internetowo-medialną, happening, który ma ukazać paranoiczność obaw, iż „w”, „ż”, „ó” lub „ł” w litewskim paszporcie bądź dowodzie osobistym doprowadzi do upadku litewskiej tożsamości narodowej.
czwartek, 09 października 2014
Przed 20 laty na „szerokie” wody polskiej wspólnoty na Litwie wypłynęła chyba jedna z najbardziej zabawnych, ekstrawaganckich i trochę niesłusznie zapomnianych polskich organizacji – klub „Fandango”. Właściwie: Klub Polskiej Młodzieży Alternatywnej na Litwie „Fandango”. Nasz lokalny polski establishment z różnych powodów wolał o „fandangistach” zapomnieć, także badacze Polaków na Litwie z Polski zazwyczaj o nich nie wspominają (chlubnym wyjątkiem jest dr Adam Bobryk), dlatego postanowiłem pokrótce opowiedzieć historię klubu, który współtworzyłem w latach 1994-96. Już na wstępie chciałbym zaznaczyć, że będzie to bardzo osobista relacja. Zapewne Pacuk, Archie, Paul albo Romek Matoń – osoby, które od początku razem ze mną tworzyły Klub — napisaliby tę historię inaczej, jednak padło na mnie. Być może dlatego, że to mi najbardziej na tym Klubie zależało...
poniedziałek, 06 października 2014
Poszedłem na spotkanie z byłym ambasadorem Litwy w Polsce i byłym ministrem spraw zagranicznych RL Antanasem Valionisem, zorganizowane przez Polski Klub Dyskusyjny (PKD), nie dlatego, że od lat mówiłem o tym, że brakuje na Litwie dyskusji wewnątrz środowiska polskiego na temat priorytetów Polaków na Litwie i strategii osiągnięcia tych priorytetów oraz celów i oto nareszcie pojawili się ludzie, którzy chcą taką dyskusję zainicjować. Poszedłem przede wszystkim dlatego, że pewien post-wrzód(ak) jeszcze za nim taka dyskusja odbyła się uznał, że jest niepotrzebna i antypolska, bo przecież o strategii polskiej mniejszości dyskutuje się od ponad 20 lat nieprzerwanie w ZPL oraz AWPL, a efektem tej dyskusji są jasno i precyzyjnie sformułowane priorytety. Nie będę żądał podania artykułu, stenogramu czy protokołu choćby jednej takiej dyskusji, gdzie wygłoszonono różne opinie oraz zaproponowano sposoby czy alternatywne rozwiązania tych kwestii oraz roztrząsał, czy można uznać za dyskusję burzliwe oklaski przerastające w aplauz oraz peany na cześć Wodza, ale gdyby rzeczywiście taka dyskusja i taka strategia istniały, czy znaleźlibyśmy się dzisiaj z ręką w nocniku i wstążeczką Św. Jerzego w klapie? Tj. po dwóch latach współrządzenia przez AWPL krajem — bez Ustawy o mniejszościach narodowych, bez oryginalnej pisowni imion i nazwisk, z tak samo ślimaczącym się procesem zwrotu ziemi oraz ujednoliconym egzaminem maturalnym z litewskiego (a przecież te wszystkie problemy miała rozwiązać dotychczasowa strategia pt. „jednością silni”). Poszedłem i przekonałem się, że jest sporo osób, które takiej dyskusji chcą. Młodych, ambitnych i niemających tremy, żeby rozmawiać z ambasadorem i ministrem na równych, zadawać niewygodne pytania, przyciskać go do muru, wypowiadać własne opinie, ale jednocześnie robić to z szacunkiem oraz taktem. Interesujące, że na sali byli i zwolennicy AWPL, i przeciwnicy, i przedstawiciele lokalnej endecji, i liberałowie. Jak powiedział mi po zakończeniu blisko dwugodzinowej imprezy rektor Litewskiej Katolickiej Akademii Nauk Paulius Subačius, który udzielił PKD gościny: „Rzadko się widzi tak wiele światłych głów i twarzy w jednym miejscu.”
czwartek, 02 października 2014
Tym razem będzie tzw. cegła, za co wszystkich serdecznie przepraszam, ale warto po prostu mieć wszystkie te dane pod ręką. Ukazał się wreszcie w Internecie pełny tekst „Badania nad tożsamością polskiej mniejszości narodowej na Litwie”, przeprowadzonego przez grupę socjologów i politologów z Uniwersytetu Michała Romera w Wilnie. Badanie, które jeszcze w czasach, gdy nie zostało opublikowane, zdążyło wkurzyć tak betonowych litewskich nacjonalistów (zadając m.in. kłam tezom o tym, że większość litewskich Polaków utożsamia się bardziej z „tutejszością” niż polskością), jak i polskich, którzy za żadne skarby nie chcą uwierzyć, że AWPL reprezentuje wiekszość, ale wcale wcale nie wszystkich Polaków na Litwie. Jest to chyba jedno z najpoważniejszych i najbardziej wyczerpujących studiów tematu. Wciągu kilku lat badacze przeprowadzili 30 wywiadów z litewskimi Polakami z Wilna, rejonów wileńskiego oraz solecznickiego (badanie jakościowe) oraz badanie ilościowe, w ramach którego wśród reprezentacyjnej grupy 411 litewskich Polaków rozprowadzono standardowy kwestionariusz, za pomocą którego próbowano zarejestrować dominujące w środowisku Polaków na Litwie postawy, doświadczenia oraz zastrzeżenia dotyczące tożsamości narodowej. Zakres badania jest niezwykle szeroki (blisko 550 stron!), wszystkich zainteresowanych odsyłam do jego tekstu, szczególnie że podstawowe dane i wnioski są przedstawione także w języku polskim, jabym chciał jednak przybliżyć tylko dwie części zasadnicze — dotyczące narodowej tożsamości litewskich Polaków i tożsamości politycznej.
poniedziałek, 29 września 2014
„Obserwując drogę Litwy i Łotwy od czasu odzyskania niepodległości w latach 90. XX w. stwierdzić należy istotne braki w polityce integracyjnej, której środki bardziej przypominają asymilację. Szczególnie znaczenie w tym kontekście posiada polityka językowa. W myśl zasady „jeden naród jeden język” niektóre prawa językowe mniejszości narodowych po dzień dzisiejszy nie doczekały się ochrony. (…)Integracja nie jest drogą jednokierunkową. Musimy zacząć postrzegać integrację w koncepcji dwutorowości na linii mieszkaniec (obywatel) – państwo. Czyli pod względem praktycznym wyglądałoby to tak, że z jednej strony mniejszości uczą się języka państwowego, z drugiej państwo komunikuje się z nimi w ich języku ojczystym. Przedstawiciel mniejszości mógłby w tym przypadku oczekiwać tego, że w zakładach opieki zdrowotnej, urzędach lokalnych, w procesie wyborczym, w znakach topograficznych itp. otrzyma informację w swoim języku ojczystym. Receptą na prawdziwą integrację nie jest wprowadzenie hegemonii języka państwowego, jest nią otwarte podejście i poszanowanie dla tożsamości mniejszości narodowych. Tym integracja różni się od asymilacji” — powiedziała w rozmowie z Programem Bałtyckim Radia Wnet dr Elżbieta Kuzborska, ekspert ds. ochrony praw mniejszości z Wilna. I ma oczywiście rację. Moim jednak zdaniem dyskutując — w Polsce, na Litwie lub Łotwie — o stosunkach pomiędzy większością narodową oraz mniejszościami etnicznymi zapominamy o jeszcze jednym ważnym elemencie. Integracja i asymilacja nie są bowiem jedynymi rozwiązaniami. Bardzo często w naszej części Europy zapominamy o drodze trzeciej czyli multikulturalizmie. Albo inaczej: mówiąc o integracji, jako pożądanej polityce państwowej, w rzeczywistości mamy na myśli multikulturalizm. Multikulturalizm w przeciwieństwie do nacjonalizmu sprowadzającego się do lapidarnego skrótu „jeden naród ponad granicami” można w gruncie rzeczy sprowadzić do niemniej lapidarnego „jeden naród ponad podziałami”. Naród obywatelski, a więc tworzący jedność z poszanowaniem wszelkich tożsamości etnicznych.
czwartek, 25 września 2014
Bardzo często ze strony Litwinów pada zarzut, iż nieznajomość języka litewskiego wśród Polaków na Litwie jest oznaką braku szacunku dla kraju w którym się mieszka. Po części przyznaję im rację, jednak uważam, że każdy taki przypadek należy jednak rozpatrywać jednostkowo, a nie wyciągać na jego podstawie wniosków ogólnych. Ostatnio gdzieś w Internecie natknąłem się na interesująca dyskusję w której miejscowi Polacy opowiadali dlaczego i jak nauczyli się języka litewskiego. Każda historia była inna i każda była interesująca. Zacząłem i ja przypominać o początkach swojej przygody z litewskim. W ogóle jestem zdania, że języka nie da się nauczyć ot tak po prostu. Jeśli nie widzisz potrzeby jego zastosowania lub używania w życiu praktycznym — zapomnisz wszystkiego w dwa tygodnie po ukończeniu szkoleń. Dlatego jest dla mnie doskonale zrozumiały dylemat starszego pokolenia litewskich Polaków, którzy nie znają języka litewskiego, bo w czasach, gdy byli aktywni zawodowo nie był on im po prostu potrzebny. A na Wileńszczyźnie poza Wilnem i dziś jest bardzo często swego rodzaju egzotyką. Pochodzę akurat z pokolenia, któremu w dzieciństwie litewski — jakkolwiek to zabrzmi dziwnie dla kogoś kto urodził się i niemal całe życie spędził w Wilnie — nie był zbytnio potrzebny. Na przełomie lat 70/80 ubiegłego wieku ponad połowę mieszkańców litewskiej stolicy stanowili Rosjanie i Polacy. Na podwórku wśród kilkudziesięciu moich przyjaciół w najlepszym razie było dwóch czy trzech Litwinów, z którymi rozmawiało się oczywiście w języku rosyjskim. W bibliotekach większość wartościowych książek była również w języku rosyjskim, sporo w polskim. Litewski był jakby na uboczu. Žemaitė, Biliunas, Vienuolis? Kogo to w wieku 12 czy 13 lat mogło interesować?
poniedziałek, 22 września 2014
Szkoci zagłosowali głową a nie sercem. Zwolennicy niepodległej Alba przegrali różnicą Blisko 10 proc., z grubsza 55 do 45, a to sporo. Będąc z natury romantykiem i idealistą zawsze z sympatią odnosiłem się do szkockich dążeń niepodległościowych. Szczególnie, że szkocka tożsamość narodowa to coś bardzo bliskiego do mojego ideału. Szkoci (podobnie jak mieszkańcy Quebecu czy Katalonii) to przykład społeczeństwa postmodernistycznego, w którym rozwija się postnarodowy regionalizm, podkreślający bardziej cechy obywatelskie niż etniczne. Symbolika kulturowa, językowa i etniczna nie odgrywa pierwszoplanowej roli dla Szkotów, oddając pole wspólnym wartościom obywatelskim i politycznym, a tożsamość regionalna zdominowała ich tożsamość narodową budując więzi nie oparte na nacjonalizmie. Jednak cieszy mnie że do secesji nie dojdzie. Uważam bowiem, że najlepszą odpowiedzią na wszelkiej maści irredenty jest regionalizm a nie separatyzm. I Szkocja od lat konsekwentnie w tym kierunku zmierzała. Najlepszym tego przykładem czwartkowe (18 września) referendum, w którym mógł wziąć udział każdy mieszkaniec, który płaci w Szkocji podatki. A nie tylko etniczny Szkot czy obywatel Zjednoczonego Królestwa. I podobno większość z mieszkających w Szkocji Polaków czy Litwinów zagłosowała za niepodległą Szkocją. Szkoci dali więc przykład zdroworozsądkowego pragmatyzmu, ale taki sam przykład dała nam wszystkim cała Wielka Brytania. Po wielu latach dyskusji, dialogu, poszerzania szkockiej autonomii Londyn przystał na żądania Edynburgu i zarządził referendum w sprawie secesji. Bo skoro ktoś nie chce dłużej być w małżeństwie — najlepszym rozwiązaniem jest zastanowienie się nad rozwodem. Ale rozwodem w sposób cywilizowany — bez bicia naczyń i mord. Londyn więc nie tylko zarządził referendum, ale i zapowiedział, że uzna każdy jego wynik. Przygotowania do referendum trwały dwa laty i obie strony miały możliwość przedstawienia opinii publicznej swoich racji. Przez dwa lata Szkocja zażarcie dyskutowała, ale dyskutowała w spokoju — bez bójek, walk, zamachów i zielonych ludzików — a następnie cała Szkocja poszła do urn (frekwencja sięgnęła 86 proc.!) i zagłosowała za pozostaniem w UK. To, że referendum miało tak spokojny przebieg, jest imponującym zwycięstwem ducha obywatelskiego i demokracji liberalnej. Możemy jedynie Brytyjczykom pozazdrościć tego pragmatyzmu, obywatelskości i spokoju.
czwartek, 18 września 2014
Zawsze się obawiałem, że ktoś kiedyś zmusi mnie do wymienienia dziesięciu najważniejszych dla mnie książek. No i doczekałem się. Kolejny — po Ice i Rice Buckets — facebokowy wirus #bookchallenge dotarł na Litwę. I było tylko kwestią czasu, gdy ktoś rzuci mi wyzwanie. Od kilku dni łamię głowę nad swoim osobistym Top 10, wpisuje i wykreślam z listy kolejne pozycje. Biorąc pod uwagę, że przeczytałem w ciągu ostatnich trzydziestu kilku lat nie przymierzając grubo ponad tysiąc książek od „Kapitału” Marksa”, „Tako rzecze Zaratustra” Nietzschego po… „Pięćdziesiąt twarzy Graya” E.L. James oraz „Casual” Oksany Robsky, w tym 26 książek z tzw. The BBC Book List Challenge, która nie ma nic wspólnego z BBC, wybor nie jest łatwy. W jaki sposób dokonać wyboru pomiędzy Dostojewskim, Szekspirem i Hemingwayem? Bardziej więc kierowałem się chwilą niż jakimiś obiektywnymi kryteriami. Powstała może lista banalna, dwaj Polacy, dwaj Rosjanie, dwaj Brytyjczycy, dwaj latynosi, jeden Amerykanin i jeden Litwin, ale nie chciałem się silić na oryginalność dla samej oryginalności. Powstała z tego lista na której brakuje wielu niezwykle ważnych dla mnie książek: „Idioty" i „Biesów" Fiodora Dostojewskiego, „Jądra Ciemności" Josepha Conrada, „Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena, „Przyjdzie Mordor i nas zje" Ziemowita Szczerka, „Fahreinheit 451" Raya Bradbury, a także książek Juliusza Verne'a, Wiktora Pelewina, Władimira Sorokina, Murraya Rothbarda. Więc it is that it is.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
Tagi
stat4u Polityka Wschodnia