Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
czwartek, 19 stycznia 2017
Przez ładnych kilka tygodni się wahałem, czy iść do kina na najnowsze dzieło Algisa „Greitai” Ramanauskasa pt. „12 kėdžių” („12 krzeseł”). Recenzje nie były zbytnio zachęcające. Właściwie wszyscy recenzenci (z wyjątkiem kumpli Greitai, którzy dziwnym trafem dostali w tym filmie także nieduże epizody do zagrania) nie zostawili na litewskiej ekranizacji nieśmiertelnej powieści satyrycznej Ilji Ilfa i Eugeniusza Pietrowa suchej nitki. Z drugiej strony czuję wobec Algisa Ramanauskasa duży respekt jeszcze z czasów „Radijo šou”. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej utalentowanych litewskich humorzystów, komentatorów i muzyków, nawet jeśli jego twórczość bardzo często ociera się, a nawet przekracza granice dobrego smaku. Po obejrzeniu tego niespełna dwugodzinnego obrazu muszę przyznać, że… nie było wcale tak źle, jak się spodziewałem. Owszem arcydzieło to nie jest. Nie jest to nawet film dobry. Ale nie jest też beznadziejnie zły. Reżyseria, montaż, gra aktorów są bardzo nierówne — czasami wznoszą się na wyżyny, ale zazwyczaj wołają o pomstę do nieba. Podobnie jest i z komediowymi elementami — zazwyczaj mamy tu do czynienia albo z n-tą powtórką drewnianych, głupich i prostackich żartów z innych projektów Algisa Ramanauskasa, albo z nie zawsze odpowiednio dopasowanymi cytatami z książki Ilfa i Pietrowa. Ale są też w filmie momenty dosadne, nowe i autentycznie śmieszne. Przynajmniej kilka razy wywołały u mnie uśmiech, a to już nieźle. Doskonale dopasowana do obrazu jest ścieżka dźwiękowa, na którą składają się szlagiery litewskiej sowieckiej estrady i współczesne „popsowe” kompozycje. Jednak to co wznosi film Algisa Ramanauskasa ponad wysypisko śmieci — to idea. Greitai spróbował wykorzystać sztandarowe dzieło sowieckiego literacko-filmowego panteonu do… walki z nostalgią za ZSRS. Z braku kasy i warsztatu nie wszystko mu się udało, ale za sam pomysł — szacun!
poniedziałek, 16 stycznia 2017
W Dniu Obrońców Wolności, który Litwa obchodzi 13 stycznia na cześć tych, którzy zginęli w styczniu 1991 roku pod wileńską wieżą telewizyjną, minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevičius zwrócił się do Polski i Polaków z podziękowaniami za wsparcie dla Litwy w tamtych strasznych czasach. Zwrócił się po polsku. Dzień wcześniej zapowiedział w litewskim parlamencie oficjalną wizytę w Warszawie w ramach, której zamierza się starać o reset w stosunkach polsko-litewskich, po raz kolejny podkreślając, że jest mu wstyd, iż Litwa do dnia dzisiejszego nie rozwiązała problemu oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk. Mnie też jest wstyd. Za moich rodaków, którzy ten dzień wykorzystali do kolejnych polsko-litewskich porachunków. Są bowiem w roku kalendarzowym dni, gdy trzeba pokazać, że jesteśmy w stanie wznieść się ponad codzienne krzywdy, że wszyscy razem tworzymy wolną, niepodległą, demokratyczną Litwę. 13 stycznia, 16 lutego, 11 marca nie zważając na nic mówię: right or wrong, but this is my country. Bo to są nasze wspólne święta. To są nasze wspólne zwycięstwa. Wśród sygnatariuszy Aktu 16 lutego był Polak, wśród sygnatariuszy Aktu 11 marca było 4 Polaków, Polacy byli na barykadach w styczniu 1991 roku. I dlatego mamy prawo, mamy wręcz obowiązek, te święta obchodzić razem z naszymi współobywatelami-Litwinami. Niestety nie wszyscy umiemy zachować się tego dnia godnie.
czwartek, 12 stycznia 2017
Często mi się zarzuca, że tylko krytykuję Waldemara Tomaszewskiego i partyjnych towarzyszy, a nie zauważam ich pozytywnych inicjatyw. Zauważam. Dzisiaj (12 stycznia) odbyło się pierwsze czytanie poprawek do litewskiej ustawy zasadniczej, które zgłosili wspólnie chłopi oraz Akcja Wyborcza Polaków na Litwie – Związek Chrześcijańskich Rodzin. 67 posłów głosowało „za” („zieloni chłopi”, AWPL-ZChR i liberałowie), 22 — „przeciw” (konserwatyści), 34 — wstrzymało się od głosu (socjaldemokraci i paksiści). Projekt nowelizacji Konstytucji zakłada zmniejszenie liczby posłów ze 141 do 101 oraz przenosi wybory sejmowe z października na marzec. Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł.
poniedziałek, 09 stycznia 2017
Nostalgia za ZSRS może przejawiać się na różne sposoby. Na przykład poprzez popularność bułek „3 kopiejki" i parówek „Radzieckich", poprzez rzucane raz po raz „za Sowietów było lepiej", poprzez popieranie Putina, ale też poprzez dążenie do ocenzurowania swobody wypowiedzi każdego, kto się z tobą nie zgadza, poprzez narzucanie swoich poglądów jako jedynie słusznych, jak również poprzez chamstwo medialne w stylu żelbetonowych publicystów sowieckiej „Prawdy". Wydaje mi się, że jesteśmy świadkami — nie tylko na Litwie, ale też w Polsce i innych krajach — postępującej degradacji dziennikarstwa oraz publicystyki i degrengolady mediów, które w pogoni za klikami i odsłonami, są gotowe publikować każde chamstwo, głupotę, świństwo, jeśli wywoła w czytelnikach reakcję. Nieważne jaką reakcję — niech się oburzają, zachwycają, krytykują. Najważniejsze, żeby klikali, klikali, klikali. To notoryczne epatowanie prowadzi do coraz większej społecznej znieczulicy wśród czytelników. To co wczoraj wywoływało sztorm informacyjny, dziś już poruszy tylko kogoś odciętego od Facebooka i Twittera, a więc nowa wiadomość, komentarz, felieton musi być jeszcze bardziej skandaliczny, żeby zdobyć ubóstwiane kliki. I koło się zamyka.
czwartek, 05 stycznia 2017
Przed kilkoma dniami powstała w grudniu ub.r. z inicjatywy eks-premiera Andriusa Kubiliusa grupa poselska im. Trzeciego Maja, jednocząca posłów na Sejm RL ze wszystkich frakcji (w tym z frakcji AWPL-ZChR) zainteresowanych rozwiązaniem problemów mniejszości narodowych, zwróciła się do premiera, minister oświaty i nauki, prezydenta konferencji rektorów uniwersytetów oraz rektorów kilku litewskich szkół wyższych z propozycją, aby przy wstępowaniu na uczelnie wyższe były przyznawane dodatkowe punkty za znajomość języków obcych, w tym między innymi polskiego i rosyjskiego. „Grupa parlamentarna im. Trzeciego Maja jest przekonana, iż jest w szeroko pojętym interesie społeczeństwa litewskiego, żeby jak największa liczba młodzieży należącej do wspólnot narodowych miała większe szansę dostania się na studia na uczelniach wyższych na Litwie. Dlatego grupa poselska proponuje, aby przy rekrutacji na uczelnie wyższe dodatkowe punkty (do 0,5 punktu) były przyznawane za znajomość języków obcych. Pozwoliłoby to przedstawicielom mniejszości narodowych – zarówno absolwentom szkół litewskich, jak też szkół wspólnot narodowych – na uzyskanie dodatkowych punktów za odpowiednią znajomość swoich języków ojczystych (polskiego, rosyjskiego, żydowskiego, białoruskiego i in.)“ — można przeczytać w liście podpisanym przez Andriusa Kubiliusa. Pomysł jest bardzo dobry, ale nie jest nowy. Niejednokrotnie pisałem, iż przywrócenie obowiązkowej matury z języka polskiego ma sens tylko wtedy, jeśli stopnie uzyskane na tym obowiązkowym egzaminie będą dawały dodatkowe punkty przy rekrutacji na studia (jak jest np. w Polsce). Takiego zdania są i wszystkie polskie organizacje zabiegające o przywrócenie obowiązkowej matury z polskiego. W ostatnich latach odbyło się też wiele spotkań na ten temat, w niektórych i sam uczestniczyłem. Jak dotychczas najbardziej problematycznym było przekonanie kierownictwa uczelni wyższych do potrzeby takiego gestu.
wtorek, 03 stycznia 2017
Nie wiem jakim będzie rok 2017. Czy nareszcie nadejdzie długo zwiastowany koniec świata (np. w granicach jednego niedużego kraju na pograniczu Europy Wschodniej i Północnej)? A może wręcz przeciwnie wejdziemy w kolejną epokę prospirity, beztroskiego życia, malejącego bezrobocia i wzrastających emerytur? Rok 2017 — według chińskiego horoskopu — będzie rokiem ognistego Koguta. Chińska kultura przedstawia Koguta jako istotę kojarzącą się z precyzją oraz ekspresywnością. Rok, którego jest on patronem, dla większości z nas — twierdzą astrolodzy — będzie czasem niezwykle skutecznej realizacji marzeń, jeśli będziemy umieli przezwyciężyć swoj indywidualizm i działać zbiorowo. Poza tym będziemy działać z większą dokładnością. Najważniejsza będzie dla nas jakość wykonywanej pracy, a nie jej ilość. Kogut charakteryzuje się także takimi cechami jak entuzjazm, witalność oraz czujność. Kogut pokazuje, że nie warto leniuchować i zachęca do rzetelnego wykonywania pracy i niepoddawania się w obliczu porażek. Większość ludzi dostrzeże też w roku Koguta wartości, jakie płyną z dążenia do zachowania prostoty w życiu. Przestaną więc stosować sztuczki mające na celu oszukanie losu. Zamiast tego spróbują z całych sił uczciwie pracować i kierować się w życiu pozytywnymi zasadami.
sobota, 31 grudnia 2016
W ostatnich dniach ubiegłego roku na litewskim Facebook odżyła akcja book challenge. Tym razem internauci, wywołani przez swoich przyjaciół i znajomych do tablicy, maja wskazać pięć książek przeczytanych w 2016 roku, które polecają swoim znajomym do przeczytania w roku 2017. Muszę z ubolewam przyznać, że w roku 2016 czytałem mało – daj Boże jeśli przeczytałem w ciągu roku 30 książek. Tak się jakoś składało, że najwięcej czytałem w czasie podróży – lecąc kilkanaście godzin, tkwiąc na lotniskach w oczekiwaniu na loty miałem na „knigi” czas, którego tak brakuje na co dzień. Ale wywołany prze Mariusza Antonowicza do tablicy, podaje mój osobisty, książkowy Top 5 z ubiegłego roku.
wtorek, 27 grudnia 2016
Na Litwie rok 2016 minął pod znakiem totalnego kryzysu systemu politycznego. Prokuratura i służba antykorupcyjna uderzyły niemal we wszystkie liczące się mainstreamowe partie, torując drogę do władzy staro-nowemu Litewskiemu Związkowi Chłopów i Zielonych. Efektem pobocznym niekwestionowanego zwycięstwa „zielonych chłopów” w wyborach sejmowych stało się jednak… pozostanie u władzy, w roli „młodszego brata”, dotychczas rządzących socjaldemokratów. Nowy rząd premiera Sauliusa Skvernelisa zapowiada, że będzie zwalczał ubóstwo, wykluczenie społeczne, likwidował problemy socjalne i regionalne. W polityce zagranicznej planowane jest poszukiwanie nowego resetu z Polską. Rok 2017 będzie sprawdzianem złożonych obietnic. Dziś jednak spróbuje przyjrzeć się chronologicznie dziesięciu najważniejszym wydarzeniom roku mijającego, które miały wpływ na Wileńszczyznę i stosunki polsko-litewskie.
środa, 21 grudnia 2016
„W lokalnej gazecie, którą czytałem dziś w Maroku, trzy informacje ze świata. W tym o „populistycznym rządzie polskim”, który zamachnął się na wolność prasy“ — napisał przed kilkoma dniami znany polski dziennikarz Jerzy Haszczyński. Na Litwie sytuacja jest bardzo podobna. Wiadomości z Polski i o Polsce nigdy nie miały tu wydźwięku szczególnie pozytywnego. Być może nie tyle z powodu antypolskiego nastawienia redaktorów, co z uwagi na zwykłą klikalność — złe wiadomości (szczególnie dotyczące sąsiadów) na Litwie tradycyjnie sprzedają się lepiej niż dobre. Przed kilkoma laty sytuacja się zaczęła zmieniać, o Polsce pisano coraz więcej i nie tylko w kontekście antylitewskich wybryków polskich kiboli, ale też przedstawiając polskie osiągnięcia. Litewscy komentatorzy podawali Polskę jako przykład rozwiązań demokratycznych, w tym między innymi w dziedzinie ochrony praw mniejszości narodowych. Od roku sytuacja jest inna. Od samego początku pisania tego bloga trzymam się zasady niekomentowania polityki wewnętrznej — nieważne polskiego czy litewskiego państwa — jeśli nie ma wpływu na relacje polsko-litewskie. I w odróżnieniu od Tadeusza Andrzejewskiego nie zamierzam tej zasady naginać w celu dowalenia niesympatycznej opcji, więc i tym razem też nie będę oceniał ani działań polskiego rządu, ani opozycji. Jednak jedno nie ulega wątpliwości — te działania są dla Litwy niezrozumiałe. Litewskie media i politycy starają się komentować te wydarzenia bez koloryzowania i dramatyzowania, w miarę szczegółowo i obiektywnie (trzeba przyznać, że to spora zmiana, jeśli chodzi o pisanie o Polsce w porównaniu z sytuacja sprzed 10 lat), ale w zasadzie poza eurosceptycznymi i antypolskimi litewskimi narodowcami, którzy czas od czasu organizują pikiety z poparciem dla rządu Beaty Szydło, działania PiS nie cieszą na Litwie poparciem. Nie oznacza to zresztą, że cieszy się takim poparciem opozycja. Litewska klasa polityczna doskonale bowiem zdaje sobie sprawę, iż destabilizacja najważniejszego gracza w Europie Wschodniej i jednocześnie — niezależnie od tego jak zimne są nasze stosunki dwustronne — najważniejszego naszego sojusznika i partnera, nie leży w interesie Litwy.
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Polska szkoła – to klucz do przetrwania polskości na Litwie. Jest to jedna z nielicznych kwestii, w której się w zupełności zgadzam z działaczami AWPL-ZChR. To w czym się z tymi działaczami różnimy diametralnie — na czym mają polegać priorytety w dziedzinie zachowania polskiego szkolnictwa na Litwie. Dla nich priorytetem jest zachowanie budynków szkolnych i miejsc pracy nauczycieli, dla mnie — jakość nauczania w tych szkołach oraz przyciągnięcie do nich jak największej liczby uczniów. Oczywiście, że cieszy fakt, iż w rejonie solecznickim jest dziś 8 gimnazjów z polskim językiem nauczania, a w rejonie wileńskim — 17. Tylko czy za kilka lat nie będą te gimnazja pustostanami, jeśli nie zrobimy niczego, żeby szkoła polska stała się atrakcyjną alternatywą dla rodziców? W Wilnie, gdzie mieszka połowa litewskich Polaków, już dziś jest zaledwie 6 polskich gimnazjów (wliczając dwa, ktore zostały akredytowane w ubieglym tygodniu), zaś do polskich szkół uczęszcza zaledwie 1/3 dzieci z polskich rodzin. Mimo iż właśnie szkoły z Wilna przodują we wszystkich rankingach polskich szkół na Litwie. Zawsze uważałem, że ich niska popularność wiąże się przede wszystkim z nieumiejętnością sprzedawania swoich osiągnięć. I w dużym stopniu nadal tę opinię podtrzymuję. Trzeba jednak przyznać, że cechuje nas, Polaków na Litwie, i jakiś olbrzymi kompleks niższości. Niegdyś wobec Rosjan, obecnie wobec Litwinów. Kompleks, który w czasach ZSRS „zmuszał” do oddawania dzieci do szkół rosyjskojęzycznych, a dzisiaj — do litewskojęzycznych. Kompleks, który stanowi, że wbrew oczywistym faktom, badaniom statystycznym i naukowym, nie wierzymy w atrakcyjność polskiego szkolnictwa i jednocześnie wierzymy w „lepszy start” po szkole litewskojęzycznej.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 66