Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
czwartek, 20 lipca 2017
Na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym nie będzie w tym roku formowana grupa I roku polonistyki. Ta wiadomość gruchnęła w poniedziałek (17 lipca) trochę jak grom z jasnego nieba. Nawet jeśli - wbrew temu co twierdzi prezes ZPL - o planach wstrzymania rekrutacji studentów na ten kierunek mówiło się od kilku miesięcy. Wspominały o takim zagrożeniu np. już w maju polonistki podczas dyskusji w PKD. Polonistyka w byłym Wileńskim Instytucie Pedagogicznym powstała w 1961 roku i od tamtego czasu nie przerwanie kształciła nauczycieli dla szkół polskich na Litwie. Miała lepsze i (ostatnio) gorsze okresy, ale trudno sobie wyobrazić litewską naukę bez filologii polskiej. Obecnie uniwersytet i resort oświaty przerzucają odpowiedzialność za tę decyzję jeden na drugiego. „Rekrutacja na ten kierunek została przerwana decyzją uniwersytetu" — mówi w rozmowie z Radiem Znad Wilii wiceminister oświaty i nauki Giedrius Viliūnas. W roku bieżącym nie zostało przyznane finansowanie państwowe na kształcenie nauczycieli, Ministerstwo Oświaty i Nauki ustanowiło dolny próg osób zakwalifikowanych na studia pierwszego szczebla (15 osób), a chętnych do studiowania filologii polskiej było zaledwie jeden lub dwóch — odpowiada uczelnia. Co prawda, to nie tłumaczy, dlaczego rekrutację na filologię polską przerwano na kilka dni przed jej końcem — być może do 19 lipca doszliby kolejni kandydaci? Szczególnie uwzględniając fakt, iż od lat Polska opłaca studentom polonistyki studia na miejscach niefinansowanych przez państwo litewskie. Poza tym, czy kierunek kształcący nauczycieli dla kilkudziesięciu polskich szkół mogą obowiązywać te same wymogi co do liczby studentów, co i kierunki pedagogiczne kształcące kadry dla wszystkich szkół na Litwie? Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, że polonistyka zniknie z litewskich uniwersytetów, jednak trzeba też przyznać, że na dłuższą metę sytuacja, gdy poloniści na Litwie są kształceni na dwóch uczelniach wyższych i na każdej z nich na roku studiuje po 5-6 osób jest nie do obronienia.
wtorek, 18 lipca 2017
Ponad 50 proc. mieszkańców litewskich miast za najbardziej prestiżowy uważa język angielski, blisko 40 proc. — język litewski, 10 proc. — język francuski, 7 proc. — język rosyjski, niecałe 4 proc. — język niemiecki i tylko 0,92 proc. — język polski. Nawet zwolenników prestiżowości języka albo gwary żmudzkiej jest na Litwie ponad dwa razy więcej niż sympatyków polszczyzny. Takie niepocieszające dla nas statystki płyną z dwóch badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Wileńskiego, Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie i Instytutu Języka Litewskiego. Większe skupiska miłośników języka polskiego na Litwie można zaobserwować jedynie w Wilnie, na Wileńszczyźnie, Kownie, Wisagini, Telszach i Birżach. Prestiż języka wzrasta, gdy mówimy o języku ojczystym — 47 proc. Litwinów za prestiżowy uznało właśnie ojczysty język litewski, 18 proc. Rosjan — język rosyjski. Niestety i tym razem Polacy są na szarym końcu — tylko 8 proc. litewskich Polaków uważa język polski za prestiżowy. Natomiast 17 proc. litewskich Polaków za prestiżowy uważa język rosyjski, 26 proc. – litewski, 62 proc. – angielski. I nawet zwolenników języka francuskiego jest wśród nas więcej niż języka polskiego. Prestiż języka polskiego niewątpliwie zwiększyłby się, gdyby władze litewskie nadały mu status pomocniczego języka urzędowego na terenach zwarcie zamieszkałych przez mniejszość polską. Albo przynajmniej nie likwidować polonistyki na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym (wczoraj resort oświaty powiadomił o takiej decyzji) Niewątpliwie sporo w celu zwiększenia prestiżu języka polskiego na Litwie mogłaby zrobić również Polska. Przydałyby się telewizje polskie, imprezy naukowe i kulturalne, polskie inwestycje i notoryczne polepszanie wizerunku Polski i Polaków za pomocą dużych kampanii w mediach litewskich. I powoli takie inicjatywy się pojawiają. Staraniami litewskich polityków już w następnym roku przynajmniej kilka polskich kanałów telewizyjnych można będzie na Litwie odbierać bezpłatnie. Wiele imprez polskich, wizyt studyjnych litewskich dziennikarzy w Polsce organizuje Instytut Polski w Wilnie. Ale to są projekty długofalowe, potrzeba lat, żeby przyniosły efekty. Co jednak możemy zrobić dzisiaj, natychmiast, my, Polacy na Litwie, żeby ten prestiż języka polskiego zwiększyć?
czwartek, 13 lipca 2017
W litewskiej polityce wszystkie sukcesy należy traktować niezwykle ostrożnie i w myśl zasady „Nie mów hop, póki nie przeskoczysz”. Przekonali się o tym ostatnio rodzice, którzy chcieli w tym roku oddać dzieci do piątej klasy w wileńskim Gimnazjum im. Adama Mickiewicza. 31 maja br. wileńska rada samorządowa — glosami AWPL-ZChR i liberałów — zezwoliła na formowanie w „Mickiewiczówce” klas piątych w roku szkolnym 2017/2018. Okazuje się jednak, że zezwoliła pod pewnym ważnym warunkiem — jeśli szkoła zostanie akredytowane jako tzw. długie gimnazjum. 28 czerwca br. wileńska rada głosowała w sprawie zezwolenia Gimnazjum im. Adama Mickiewicza o ubieganie się o taką akredytację (jako gimnazjum o profilu ekologicznym) i — ponieważ liberałowie już nie potrzebowali do niczego głosów AWPL-ZChR — zezwolenia nie dała. Tj. przez dłuższy czas rada nie miała pojęcia jaką decyzję podjęła, gdyż głosy podzieliły się dokładnie po połowie. W takich sytuacjach decyduje glos mera, który tym razem akurat… wstrzymał się od głosu. Ostatecznie jednak samorządowi prawnicy uznali, że decyzja była negatywna. Tymczasem do piątej klasy w „Mickiewiczówce” już się zapisało 30 uczniów. Teraz samorząd żąda, aby znaleźli dla siebie w trybie ekspresowym nową szkołę, AWPL-ZChR zapowiada, że przedstawi radzie projekt w sprawie zezwolenia polskiemu gimnazjum na ubieganie się o status długiego gimnazjum po raz drugi (szanse na zdobycie takiej akredytacji wciągu 1,5 miesiąca, który pozostał do początku nowego roku szkolnego są znikome), rodzice szykują się do kolejnego procesu sądowego, a summa summarum mamy w polskim szkolnictwie w Wilnie tradycyjny burdel, chaos i zamieszanie, które negatywnie wpływają na atrakcyjność polskiej szkoły, która i tak chyba dla wilnian polskiego pochodzenia zbyt atrakcyjna nie jest, skoro zaledwie 1/3 z nich oddaje do niej swoje dzieci.
wtorek, 11 lipca 2017
Narodowe Centrum Egzaminacyjne podało wyniki egzaminu państwowego z języka litewskiego i literatury. Wyniki matury z litewskiego są w tym roku gorsze zarówno w szkołach litewskich, jak i mniejszości narodowych. W szkołach z litewskim językiem nauczania odsetek maturzystów, którzy zaliczyli egzamin z języka litewskiego i literatury, wyniósł blisko 90 proc., w szkołach mniejszości narodowych - 80 proc. Zaledwie 0,7 proc. maturzystów ze szkół litewskich i 0,2 proc. maturzystów ze szkół polskich i rosyjskich uzyskało ocenę maksymalną - 100 punktów. Państwowy egzamin z języka litewskiego i literatury jest, jak wiemy, obowiązkowy dla osób, które ubiegają się o studia uniwersyteckie na miejscach finansowanych przez państwo litewskie, a więc blisko 20 proc. maturzystów należących do mniejszości narodowych, przede wszystkim Polaków i Rosjan, nie dostanie się na studia uniwersyteckie. Biorąc pod uwagę fakt, iż litewscy Polacy zajmują przedostatnie miejsce wśród grup narodowościowych zamieszkujących Litwę pod względem odsetka osób z wyższym wykształceniem — jest to poważny cios w naszą przyszłość. Poza tym jak słusznie zauważa w „Kurierze Wileńskim” Robert Mickiewicz: „(...) musimy być świadomi, że wieść o katastrofalnych wynikach egzaminu rozniesie się po całej Wileńszczyźnie. I bardzo by się chciało pomylić, ale dla wielu rodziców przyszłych pierwszaków te wyniki staną się kluczowym kryterium podczas wyboru pomiędzy szkołą polską a litewską.” Nie mamy jeszcze żadnych oficjalnych i głębokich analiz tegorocznej sytuacji, ale wydaje mi się, że są dwie podstawowe przyczyny takiego stanu rzeczy.
czwartek, 29 czerwca 2017
„Drodzy Państwo, nie mylicie się, słyszycie polskie radio z Wilna, które nazywa się Znad Wilii” — usłyszeliśmy 1 lipca 1992 r. w swoich odbiornikach radiowych. Radio „Znad Wilii“ szybko stało się swoistym symbolem sukcesu i postępu Wileńszczyzny: najnowsze przeboje muzyczne, niezależny serwis informacyjny nadawany w trzech językach, „Salon polityczny” goszczący najważniejszych polityków w kraju. Doskonale pamiętam, jak bardzo byliśmy dumni, że do polskiego radia przychodzą najważniejsze osoby w państwie oraz wybitni politycy z Polski, a radiowi dziennikarze rozmawiają z nimi nie tylko nienagannym językiem litewskim lub polskim, ale i jak równy z równym, zadają ostre pytania, dociekają prawdy. W latach 90. Radio „Znad Wilii“ można było usłyszeć wszędzie: w sklepie, u fryzjera czy w taksówce. Wybijało się wśród siermiężnej postsowieckiej rzeczywistości. Wydawało by się, że dopiero wczoraj Radio „Znad Wilii” obchodziło swoje 20. urodziny, a wczoraj (28 czerwca) w wileńskim Pałacu Kongresowym odbył się uroczysty koncert z okazji 25. jubileuszu. Na czym polega podstawowa różnica pomiędzy 20. a 25.jubileuszem RzW? Na 20. jubileuszu nie było mnie, na 25. — Waldemara Tomaszewskiego… Oczywiście, żartuję. W rzeczywistości stała się w ciągu tych kilku lat rzecz o wiele ważniejsza — Radio „Znad Wilii” wróciło do swoich korzeni i znów stało się żywym, nowatorskim, dowcipnym, ciekawym, apolitycznym i słuchanym przez Polaków i nie-Polaków polskim radiem z Wilna. Nie tylko klasyczną stacją radiową, ale i najpopularniejszym portalem internetowym, i młodzieżowym radiem internetowym. Bądźmy szczerzy, niewiele jest na Litwie polskich instytucji, które by były tak dobrze znane i Polakom, i Litwinom, i Rosjanom, które cieszyłyby się takim szacunkiem, zaufaniem i popularnością, jak Radio „Znad Wilii”.
wtorek, 27 czerwca 2017
„Nowy rząd może też oznaczać koniec kłopotów Orlenu na Litwie“ — napisałem w grudniu ub.r. po ukonstytuowaniu się rządu Sauliusa Skvernelisa. Miałem rację. Lietuvos geležinkeliai i Orlen Lietuva osiągnęli wreszcie porozumienie w kwestii wysokości stawek za przewóz ładunków Orlenu litewskimi kolejami państwowymi. Już jutro (28 czerwca) pod patronatem premiera Litwy i ministra łącznosci rokasa Masiulisa zostanie podpisany przez prezesów obu spółek oficjalny dokument kończący wieloletnie spory w tej sprawie. Szczegółów nie znamy, ale jak donoszą litewskie media, zgodnie z porozumieniem, stawki opłat kolejowych, które będzie płacił Orlen w latach 2017-2023 będą nieco wyższe niż np. płacą podmioty białoruskie, ale znacznie niższe niż przewidywała obecna umowa z Lietuvos geležinkeliai. Obie strony mają także odstąpić od licznych spraw sądowych i postępowań arbitrażowych, toczących się przed litewskimi sądami. Orlen Lietuva i Lietuvos geležinkeliai zastosowali jedyny możliwy przepis na polepszanie relacji polsko-litewskich: kompromis.
poniedziałek, 19 czerwca 2017
Zawsze byłem wielkim miłośnikiem telewizji, chociaż paradoksalnie oglądam ją bardzo rzadko. Wydaje mi się, że obok wynalezienia druku i internetu jest to jeden z najważniejszych wynalazków w historii ludzkości, przynajmniej jeśli chodzi o wpływ na świadomość społeczną. Telewizja się oczywiście zmienia, staje się coraz bardziej wirtualna, interaktywna, sofistyczna, dziś częściej oglądamy ją w komputerze niż na ekranie telewizora, ale jej wpływ nadal pozostaje przemożny. A gdy już mówimy o telewizji nie da się pominąć fenomenu seriali telewizyjnych. Niegdyś uważane za gorszy gatunek, ubogiego krewnego filmów dużego ekranu, swoimi scenariuszami, rozmachem, dbaniem o szczegóły, a nawet budżetami przerastają dziś częstokroć swojego kinowego konkurenta. „Twin Peaks”, „Boardwalk Empire”, „Game of thrones” – zmienili nasze myślenie o serialu, jako niższym, podrzędnym gatunku sztuki. Przed pięcioma laty zamieściłem na tym blogu swój osobisty TOP 5 najlepszych telewizyjnych filmów z gatunku political drama. Od tamtego czasu wiele czasu upłynęło i powstało sporo nowych wartościowych obrazów i dziś chciałbym omówić kolejnych pięć wartych – moim subiektywnym zdaniem – polecenia. Szczególnie, że właśnie zakończyłem oglądanie piątego sezonu jednego z nich, całkiem słusznie uważanego za jeden z najważniejszych – „House of Cards”. I muszę z przykrością stwierdzić, że HoC powoli, ale nieuchronnie schodzi na psy.
czwartek, 15 czerwca 2017
Gdy na początku roku eks-premier i lider tymczasowej sejmowej Grupy 3 Maja Andrius Kubilius zapowiadał, że już 1 czerwca zostanie wznowione na Wileńszczyźnie nadawanie polskich telewizji — byłem sceptyczny. Sprawy, której nie udało się załatwić w ciągu ponad 20 lat, nie da się załatwić — nawet przy najlepszych chęciach — w kilka miesięcy. Jak okazało się miałem rację — telewizji polskich nadal na Wileńszczyźnie nie ma. Jednak jest spora szansa na to, że się niebawem pojawią. Gdy przed dwoma laty Polski Klub Dyskusyjny (PKD) zwrócił się do litewskich i polskich instytucji z apelem o wznowienie nadawania na Litwie kanałów polskich telewizji — wydawało się, że wola na pustyni. Okazało się jednak, że wysiłek PKD nie poszedł na marne. Apele, artykuły, dyskusje oficjalne i nieoficjalne, które w ciągu tych lat przeprowadziliśmy z wieloma polskimi i litewskimi działaczami zaczynają owocować. W ubiegłym roku postulat wznowienia nadawania polskich telewizji na Wileńszczyźnie znalazł się w oficjalnym programie wyborczym litewskich konserwatystów i — rzecz nie tylko na Litwie rzadko spotykana — nie został zapomniany po wyborach. Parlamentarna Grupa 3 Maja, zainicjowana przez A.Kubiliusa, ale na którą się składają przedstawiciele wszystkich frakcji sejmowych, od chwili ukonstytuowania się rozpoczęła aktywne zabiegi na rzecz jego realizacji. Poparcie dla pomysłu wyraził premier Saulius Skvernelis, a minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevičius lobbował pomysł w Warszawie podczas spotkania z Witoldem Waszczykowskim. Litewskie Centrum Radia i Telewizji przygotowało kosztorys i bazę techniczną. Ostatnio do tego pociągu wskoczyła i frakcja sejmowa Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin, wystosowując do prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego apel o umożliwienie nadawania na Litwie ośmiu (w tym co prawda jednego nieistniejącego – TVP Religia) kanałów TVP. Ten apel szczególnie cieszy, gdyż jak dotychczas AWPL-ZChR bardziej lobbowała na rzecz kanałów rosyjskojęzycznych, a poza tym — nie oszukujmy się — głos partii Waldemara Tomaszewskiego w Warszawie ma dużo większe znaczenie niż głos wszystkich polityków litewskich razem wziętych (podobnie jak na Litwie głos jednego Kubiliusa ma większe znaczenie niż cała frakcja AWPL-ZChR razem wzięta). A to właśnie w Warszawie najwyraźniej brakuje zainteresowania tą sprawą.
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Gdy czytam wspomnienia moich rówieśników o latach 90., mam czasami nieodparte wrażenie, że mieszkaliśmy w dwóch różnych Wilnach Tak różnych, jakby należały do równoległych wszechświatów. Opisują oni jakieś bójki z Litwinami, jakąś wszechogarniającą falę litewskiego nacjonalizmu na ulicach, w trolejbusach, szykany i negatywne komentarze. Wierzę im na słowo, bo rzeczywiście tego nacjonalizmu nie brakowało: w mediach, w mowach i działaniach polityków, ale na poziomie ulicy paradoksalnie nigdy niczego podobnego nie doświadczyłem. A przecież jeździłem tymi samymi trolejbusami ze szkoły do domu, rozmawialiśmy (głośno!) z kolegami po polsku, śpiewaliśmy (może raczej wrzeszczeliśmy?) polskie i rosyjskie piosenki pod gitarę na ulicy Zamkowej (Pilies). Nikt nigdy nie zwrócił nam z tego powodu uwagi… Pewien znajomy zasugerował: „To dlatego, że przebywałeś w punkowym towarzystwie, a punkom narodowość zwisa…” Być może ma racje, chociaż mogę zapewnić, że przebywałem nie tylko w punkowym towarzystwie. A nawet najczęściej przebywałem nie w punkowym towarzystwie. Punków-Polaków wówczas w Wilnie było można policzyć na palcach jednej ręki. Ale rzeczywiście z tym środowiskiem się utożsamiałem. Było wariackie, buntownicze, wolnościowe i totalnie antynacjonalistyczne czyli takie jak ja. Sporą jego część w Wilnie stanowili Rosjanie, a jednym z najważniejszych, najciekawszych i najbardziej wpływowych artystów rosyjskiego pochodzenia w wileńskim undergroundzie był niewątpliwie Sanycz. Urodzony 7 czerwca 1973 roku Aleksandr "Sanycz" Kozulin, nomen omen absolwent legendarnej „Piątki”, o którym obrońcy szkoły (jak i o fakcie, że to szkoła polsko-rosyjska) starają się nie wspominać. Tymczasem jeśli popytać wśród uczestników wileńskiego undergroundu z przełomu lat 80.-90. ubiegłego wieku — rzadko o kim odzywają się z większym szacunkiem. Sanycz tworzył prawdziwy Rock’n’Roll, na koncertach wykładał się na 110 proc. Spalał się. Był rockowym szamanem. Wileńskim Sidem Viciuosem i Jimem Morisonem jednocześnie. Do końca swojego krótkiego życia pozostał wierny muzyce punkowej, chociaż w rzeczywistości bardziej go ciągnęło w stronę „The Doors”. Umiał dwuminutową piosenkę przekształcić w dwudziestominutową improwizację. W czasach, gdy większość punkowych kapel po prostu stała na scenie i wykrzykiwała słowa, jego koncerty były Show, a jego teksty — prawdziwą poezją.
czwartek, 08 czerwca 2017
Już półtora wieku Skandynawowie walczą z alkoholem, który doprowadzał ich w swoim czasie do nędzy i degeneracji. Wprowadzone w tych krajach drakońskie zakazy graniczą z prohibicją, ale mieszkańcy doskonale dają sobie radę z ograniczeniami. Szwedzi, zwłaszcza ci z południa, zaopatrują się w tańszy alkohol w Danii i Niemczech. Finowie jeżdżą na podobne zakupy do Tallina i Petersburga. Kupują na zapas i gromadzą alkohol w domowych barkach, co z kolei zachęca do częstszego otwierania butelek. Tak więc spożycie alkoholu niewiele się w Skandynawii zmniejszyło. W tym samym kierunku zmierza najwyraźniej i Litwa. Przyjęte w ubiegły czwartek (1 czerwca) przez litewski parlament poprawki do Ustawy o kontroli alkoholu wprowadzają trzy nowe restrykcyjne przepisy dotyczące sprzedaży alkoholu. Od 2018 roku kupić, posiadać i spożywać napoje alkoholowe będą mogły osoby, które skończyły 20 lat. Ponadto skrócony zostanie czas sprzedaży alkoholu: w dni robocze i soboty – od godz. 10.00 do 20.00, w niedziele – od godz. 10.00 do 15.00. Ustawa wprowadza też totalny zakaz reklamy alkoholu. Mimo iż w mediach w ostatnich tygodniach toczyła się ostra dyskusja w sprawie propanowanych zakazów, pod Sejmem pikietowali przeciwnicy restrykcyjnych ograniczeń, a opozycyjni politycy prześcigali się w ich krytykowaniu, ostatecznie za poprawkami głosowało ponad stu parlamentarzystów, ze wszystkich frakcji sejmowych, z wyjątkiem liberałów. Mnie osobiście te poprawki nie przeszkadzają, dawno już przekroczyłem dwudziestkę, reklamy mnie wkurzają, a alkohol kupuję rzadko, więc ograniczenia godzin sprzedaży niewiele mnie obchodzą. Przeszkadza mi natomiast pogląd, niestety na Litwie dominujący, że patologie społeczne (takie jak alkoholizm czy palenie tytoniu (vide projekt zakazu palenia na balkonach)) można zwalczyć zakazami oraz wiara ich twórców, że te zakazy będą przestrzegane oraz egzekwowane.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 70