Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
Tagi
stat4u
piątek, 22 czerwca 2018
Poseł Zbigniew Jedziński pełni w AWPL-ZChR rolę, którą w putinowskiej roli pełni Władimir Żyrinowskij. Mówi i proponuje to, co Waldemar Tomaszewski ma na myśli, ale co nie wypada mu wyartykułować we własnym zakresie: aborcja, agenci KGB, banderowski Majdan… Jak opinia publiczna przyjmie inicjatywę dobrze – to i tak Wódz zapisze sukces na własne konto, jak nie — to spisze porażkę na konto Jedzińskiego. Pomysł ustawy antyaborcyjnej trochę się ostatnio skompromitował, gdy jeden z najbardziej zacietrzewionych jego zwolenników i sojuszników AWPL-ZChR w litewskim parlamencie poseł Petras Gražulis zrobił nieślubne dziecko pewnej kobiecie z Połągi i wydało się, że namawiał ją do usunięcia ciąży. Więc we czwartek (21 czerwca) litewski parlament (głosami m.in. byłych aparatczyków CK KPL, którzy z KGB nie tylko współpracowali całkiem jawnie, ale i tę organizacje nadzorowali) w pierwszym czytaniu poparł inny pomysł Zbigniewa Jedzińskiego - projekt upublicznienia imion i nazwisk wszystkich pracowników i współpracowników KGB. Paradoksalnie jeszcze 7 lat temu Waldemar Tomaszewski bardzo chętnie kagiebistów zatrudniał i wciągał na listy wyborcze, argumentując: „Przestańmy szukać jakichś upiorów z przeszłości." Tylko krowa nie zmienia poglądów?… Na pierwszy rzut oka projekt Jedzińskiego wygląda rewelacyjnie: cóż może bowiem być lepszego niż przejrzystość, a ujawnienie imion i nazwisk kagiebistów tę przejrzystość zwiększa?… Tylko mam nieodparte wrażenie, że jest to nic innego jak temat zastępczy. Bądźmy szczerzy – polski i rosyjski wyborca nie głosuje na Tomaszewskiego, Mackiewicza i Jedzińskiego z uwagi na ich pomysły lustracyjne czy antyaborcyjne, tylko w celu rozwiązania problemów mniejszości narodowych. Jednak w tej akurat dziedzinie niewiele się dzieje, a od posłów AWPL-ZChR więcej inicjatywy ustawodawczej przejawiają np. socjaldemokraci Gintautasa Paluckasa. Potrzebny więc temat zastępczy, który pokazałby wyborcom burzliwą aktywność ustawodawczą AWPL-ZChR. A raczej – imitację tej burzliwej działalności.
wtorek, 19 czerwca 2018
Wszystkie dane statystyczne wskazują, że polskość na Litwie się kurczy. Powoli, ale nieuchronnie. Jak wynika z powszechnego spisu ludności z roku 2011, Polacy nadal są największą mniejszością narodową na Litwie. Oficjalnie jest nas na Litwie 6,6 proc., ale w ciągu dziesięciolecia odsetek Polaków na Litwie spadł o 14,8 proc. Oznacza to, że w roku 2011 na Litwie było nas o 34 tysiące mniej niż w roku 2001. Dzisiaj, jak szacuje litewski Departament Statystyki, jest nas na Litwie już dużo mniej niż 200 tysięcy. Jednocześnie spada i popularność języka polskiego wśród Polaków. Jak wynika z danych spisu powszechnego z roku 2011 tylko dla 79 proc. litewskich Polaków język polski jest językiem ojczystym. W latach 2001-2011 o 20 proc. wzrosła liczba litewskich Polaków uważających język litewski za język ojczysty. I o tych samych 20 proc. wzrosła liczba Polaków uważających za swój język ojczysty język rosyjski. Według badań Uniwersytetu Wileńskiego 26 proc. litewskich Polaków za prestiżowy uważa język litewski, 17 proc. - rosyjski, język polski – tylko 8 proc. Nie czas i nie miejsce, żeby się rozwodzić nad jakością naszej wileńskiej polszczyzny, ale warto przypomnieć, że z badań polonistów Wileńskiego Uniwersytetu Pedagogicznego wynika, iż w latach 1996-2006 liczba rusycyzmów w gwarze polskiej młodzieży na Litwie wzrosła o 10 proc.! Ktoś powie, że zanikanie języków mniejszościowych jest naturalną tendencją. W ciągu ostatniego stulecia w Europie zniknęło kilka języków (jednym z ostatnich był manx gallic z wyspy Man, który zniknął w roku 1974 wraz ze śmiercią ostatniej osoby nim mówiącej). Blisko 100 ze 15o europejskich języków jest dziś zagrożona, wieloma z tych języków mówi zaledwie kilkanaście lub kilkaset osób. Jednak są i przykłady budujące, gdy język wymierający się odrodził. Takim przykładem jest m.in. Cymraeg.
wtorek, 12 czerwca 2018
Bardzo żałuję, że urodziłem się w połowie lat 70-ych ubiegłego wieku. Owszem przypadło mi w udziale żyć w niezwykle interesujących czasach. Na moich oczach upadł komunizm, rozpadł się Związek Sowiecki, Litwa odzyskała niepodległość i stała się częścią NATO oraz UE. Ale gdybym urodził się 10-15 lat później doczekałbym być może czasów jeszcze bardziej ekscytujących. Futurolodzy twierdzą, że w ciągu najbliższych 30-50 lat dojdzie do tektonicznego przełomu w badaniach nad nieśmiertelnością, sztuczną inteligencją i robotyzacją. I świat, który znamy – zmieni się nie do poznania.
czwartek, 07 czerwca 2018
Wybitny reżyser thrillerów Alfred Hitchcock powiedział kiedyś: „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Sprawa tzw. fałszywych faktur ZPL rozwija się według właśnie tego, sprawdzonego wielokrotnie hitchcockowego scenariusza. Rozwija się coraz szybciej. Plotki o nieprawidłowościach w finansach największej polskiej organizacji na Litwie krążyły od wielu lat. Osobiście nie miałem najmniejszych wątpliwości, że wcześniej lub później te stajnie Augiasza zostaną wyczyszczone. Jednak równie szczerze muszą przyznać, że byłem przekonany, iż Heraklesem zostanie raczej litewski, a nie polski wymiar sprawiedliwości. Stało się inaczej. W ubiegłym roku kierownictwo Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, przerażone skalą fałszerstw, których dopuszczało się przy rozliczaniu wielotysięcznych dotacji z Macierzy, kierownictwo Związku Polaków na Litwie, przekazało sprawę prokuraturze RP. Ale nawet wtedy pewnie sprawa mogła się jeszcze rozejść po kościach, gdyby prezes ZPL Michał Mackiewicz oraz jego wspólnicy wykazaliby skruchę, zrezygnowali ze stanowisk, przekazaliby władzę młodszym, o nieskazitelnej reputacji kolegom (a takich w ZPL nie brakuje), a ZPL zwróciłby przywłaszczone pieniądze polskiego podatnika i rozpocząłby proces wewnętrznej sanacji organizacji, proces odbudowywania zaufania. Niestety wybrano zupełnie inną drogę – negowania oczywistych faktów o nieprawidłowościach, atakowania urzędników Państwa Polskiego i innych polskich organizacji, szkalowania, insynuacji, porównywania swoich finansowych machinacji do bohaterskich czynów Żołnierzy Wyklętych oraz dyżurnych zarzutów „rozbijania jedności Polaków na Litwie”. Dziś, po oupublicznieniu przez Fundacje skandalicznych faktów (127 tys.zlotych wyprowadzono nielegalnie niewiadomo gdzie), cała dotychczasowa groteskowa szopka, którą od kilku tygodni serwowali nam Michał Mackiewicz, Waldemar Tomaszewski oraz zależne od nich media na Litwie i w Polsce, może się wydawać szczytem absurdu. W rzeczywistości jednak w tym szaleństwie jest metoda.
piątek, 01 czerwca 2018
Dokładnie przed 20 laty, 1 czerwca 1998 roku, zdałem egzamin magisterski, obroniłem pracę na temat Sądu Konstytucyjnego Republiki Litewskiej i ukończyłem z drugą lokatą na roku Uniwersytet Gdański. W odróżnieniu od dzisiejszej młodzieży, która w wieku 15 lat już doskonale wie nie tylko, co chce studiować, ale i na jakim uniwersytecie, i w kierunku wymarzonych studiów sukcesywnie podąża, moje pokolenie w 15 lat jeszcze się bawiło pistoletami lub lalkami. W swojej klasie byłem, chyba jeśli nie jedynym, to na pewno jednym z nielicznych, którzy w tym wieku przynajmniej wiedzieli, co chcą studiować. Pamiętam, że po ukończeniu klasy 9, nasza wychowawczyni, Elena Prochorowa, przeprowadziła wśród nas sondę na temat „Kim chcesz być?”, gdy przyszła moja kolei odpowiadać, powiedziałem bez najmniejszego wahania: „Prawnikiem". Wychowawczyni była najwyraźniej zaskoczona: „Prawnikiem? Nie, ty zostaniesz podróżnikiem!" Rzeczywiście geografia (obok historii) była moim ulubionym przedmiotem szkolnym, zaś książki podróżnicze pochłaniałem masowo, jednak nawet mając 15 lat doskonale zdawałem sobie sprawę, że na podróże trzeba jednak jakoś zarobić, a prawnicy zarabiają całkiem nieźle. Więc po dziecięcych marzeniach o zostaniu – kolejno – traktorzystą, kosmonautą, leśniczym, chemikiem i policjantem, mniej więcej w okolicach 14 roku życia byłem już pewien, że chcę być prawnikiem. Gdy rok później leżałem w szpitalu z powodu jaskry, leżący obok mnie emerytowany nauczyciel z Uciany, zadał mi to samo pytanie i uzyskał tę samą odpowiedź. Był przerażony: „Prawo? Z twoim wzrokiem? To jest niemożliwe! Przecież tam trzeba tak wiele czytać! Wybierz lepiej zawód nauczyciela”. Ja jednak byłem nieugięty: chcę być prawnikiem i tylko prawnikiem! I mimo, iż — z reka na sercu — niezbyt się przykładałem, żeby ten swój cel życiowy zrealizować, ostatecznie prawnikiem jednak zostałem. Podróżnikiem zresztą również.
wtorek, 29 maja 2018
„Przecież cały świat to ogląda!(...), przecież nie jakąś tam księdzowską czy dziecięcą pornografię oglądaliśmy" — wygląda na to, że Jerzy Tomaszewski, pracownik samorządu rejonu wileńskiego, przyłapany na oglądaniu pornografii w pracy był najwyraźniej zaskoczony. Podobno miłośników nagich kobiet było w samorządzie, który przed kilkoma laty z wielką pompą intronizował Chrystusa na swojego króla, było więcej. Niewiele mnie obchodzi, co ten lub inny Tomaszewski ogląda w domu (dopóki to nie jest pornografia dziecięca (chociaż w rejonie wileńskim pewnie „księdzowska“, cokolwiek to określenie znaczy, jest grzechem straszniejszym) – ma do tego prawo), ale jeśli autentycznie nie rozumie, że urzędnik samorządowy dostaje komputer i kasę nie za oglądanie nagich dziewczyn/chłopców, czytanie lie24, słuchanie Radia Wilno i pisanie anonimowych komentarzy ku chwale AWPL-ZChR — to źle się dzieje w rejonowym królestwie Bożym. Zresztą w ogóle w carstwie Tomaszewskiego źle się ostatnio dzieje. Wybór skompromitowanego Michała Mackiewicza po raz kolejny na prezesa ZPL był niewątpliwie osobistą decyzją Nieomylnego i był decyzją - niezależnie od tego, czy podyktowaną fałszywym rozumieniem lojalności, czy naciskami protektorów, prowadzących własne rozgrywki o kontrolę na potokami polskich pieniędzy na Litwę — złą. W sobotę Michał Mackiewicz mógł jeszcze coś tam sylabizować o prowokacjach, burakach, klubikach, o tym, że nie wie, o co warszawskiej prokuraturze chodzi, a nawet posyłać (dosłownie!) "na chier", ale w poniedziałek oświadczenie Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie" postawiło ostateczną kropkę nad „i”: „W połowie stycznia 2017 roku Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” (...) stwierdziła rażące naruszenia prawa polskiego oraz podstawowych zasad rachunkowości. Jednoznacznie stwierdzono, że część dotacji przekazanych Zarządowi Głównemu Związku Polaków na Litwie nie została wykorzystana zgodnie z umową, bądź też w ogóle nie została zrealizowana, co starano się zataić przed Zarządem Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Teraz Mackiewicz może już tylko zasłaniać się immunitetem poselskim. Jak przed nim Uspaskich, Bastys, Sacharuk… Waldemar Tomaszewski tak długo nakręcał narrację o „AWPL-ZChR nie zamieszanej w żadne skandale”, aż wpadł we własnoręcznie zastawione sidła pułapki znanej pod nazwą „Paragraf 22”.
sobota, 26 maja 2018
A nie mówiłem? W AWPL-ZChR-ZPL „сюрпрызаў” nie bywa. Michał Mackiewicz ponownie został prezesem ZPL i jeśli go nie posadzą, to przebije na tym stanowisku rekord sprawowania władzy, ustanowiony w roku 1983 przez Leonida Breżniewa. Inaczej i być nie mogło, bo alternatywy nie było, a wybory były jawne (jak w starym kawale o wyborach sekretarza generalnego Partii Komunistycznej po śmierci Lenina: kto za towarzyszem Stalinem może opuścić ręce i odejść od ściany, a kto przeciw - pójdzie w ślad za towarzyszem Leninem). Zresztą nawet jak go posadzą to zapowiada, że będzie zarządzał Związkiem z celi. Po wyborach Mackiewicz przyznał, że na tydzień przed XV zjazdem ZPL, otrzymał wezwanie do prokuratury w Warszawie. Dlaczego osoba, której Polska zarzuca nieprawidłowości w rozliczaniu dotacji z Macierzy, pozostała na stanowisku przewodniczącego najliczniejszej polskiej organizacji? Bo tak chciał Waldemar Tomaszewski. I nie chodzi tu o to, że nie był w stanie znaleźć nikogo innego – tak samo uległego, ale jednak o nieposzlakowanej reputacji – tylko o to, że Tomaszewski uważa, iż opuszczenie wiernego sojusznika w takiej sytuacji byłoby niehonorowe, pokazałoby jego słabość jako lidera „zorganizowanej społeczności polskiej na Litwie”. Waldemar Tomaszewski może w nieskończoność opowiadać o tym, jak walczył z komunizmem w sowieckiej szkole średniej opowiadając o Katyniu, ale mentalnie jest typowym homo sovieticus, a советские – jak wiadomo - своих на войне не бросают. Nawet jeśli taka decyzja zwiastuje upadek.
wtorek, 22 maja 2018
„Ты не чакай, сюрпрызаў не будзе” — śpiewał niegdyś w piosence „Try czarapachi” słynny białoruski zespół rockowy N.R.M. Śpiewał, oczywiście, o Białorusi pod rządami Alaksandra Łukaszenki, ale w gruncie rzeczy można słowa tej alegorycznej piosenki zastosować i do Związku Polaków na Litwie pod rządami Michała Mackiewicza. W najbliższą sobotę (26 maja) odbędzie się XIV. Zjazd najliczniejszej polskiej organizacji na Litwie. Mimo iż w poszczególnych oddziałach dochodzi do od lat niewidzianych spięć i dyskusji, alternatywnych głosowań oraz plotkuje się o trefnych fakturach, prokuraturach, zmianach, odmłodzeniu i tego podobnych demokratycznych herezjach, jestem niemal pewien, że do żadnych większych zmian nie dojdzie, a Michał Mackiewicz, sprawujący rząd dusz w organizacji od roku 2002, zostanie przy powszechnym aplauzie wybrany na kolejną, trzechletnią kadencję. Ale nawet jeśli nieoczekiwanie prezesem zostanie nie Michał Mackiewicz, tylko np. Danuta Narbut, to i tak nie zmieni to niczego. Bo największym problemem ZPL nie jest prezes, tylko brak pomysłu na przyszłość organizacji.
wtorek, 15 maja 2018
Przed kilkoma tygodniami litewskie Ministerstwo Oświaty i Nauki opublikowało „Mapę Jakości Oświaty”. Obraz litewskiego szkolnictwa, który się jawi po nawet pobieżnym przekartkowaniu tego dzieła, jest po prostu tragiczny. Według międzynarodowych badań PISA różnica w poziomie wiedzy pomiędzy litewskimi uczniami z rodzin gorzej i lepiej usytuowanych jest jedną z największych wśród krajów należących do OECD, Litwa znajduje się na 55 miejscu spośród 72 krajów. ¼ litewskich uczniów nie jest w stanie osiągnąć nawet podstawowych umiejętność z zakresu matematyki, nauk przyrodniczych czy czytania ze zrozumieniem. Najgorsza sytuacja jest w niedużych szkółkach wiejskich, które potrzebują dwóch dodatkowych lat nauczania, żeby osiągnąć poziom wiedzy rówieśników z Wilna. 25 proc. litewskich uczniów pochodzi z rodzin o podwyższonym ryzyku socjalnym, na wsi blisko 40 proc. uczniów dostaje bezpłatną państwową pomoc socjalną, w miastach ten odsetek jest dwa razy mniejszy. Jakość oświaty miała polepszyć rozpoczęta w 2011 roku reforma szkolnictwa – szkół miało zostać mniej, ale lepszych. Reforma się zakończyła w roku ubiegłym i już dziś wiadomo, że okazała się niewypałem. W rejonach wiejskich władze samorządowe zadbały o zachowanie jak największej liczby szkół, bo szkoły to dodatkowe głosy. Nauczycieli i rodziców. Teraz wszystkie nadzieje na poprawę sytuacji pokłada się w wynagrodzeniu etatowym. W rzeczywistości jednak wynagrodzenie etatowe – a więc opłacanie pracy nauczycielskiej bez przywiązania do liczby godzin lekcyjnych – nie rozwiązuje podstawowych problemów z jakimi boryka się litewskie szkolnictwo: zbyt dużej liczby małych, nieefektywnych szkół i zbyt przestarzałych metod nauczania.
poniedziałek, 07 maja 2018
Prawie dziesięć tysięcy Polaków wzięło udział w sobotnim Pochodzie Polsków ulicami Wilna z okazji stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę i Litwę. Bardzo się cieszę, że mogłem uczestniczyć w tym święcie polskości! Niestety w morzu setek, jeśli nie tysięcy biało-czerwonych flag, zabrakło litewskich trójkolorów. To znaczy oczywiście pojedyncze flagi Litwy były – między innymi dzięki Polskiemu Klubowi Dyskusyjnemu – ale było ich o wiele mniej niż w roku 2016. W obliczu niezwykłego ocieplenia się w ostatnich czasach stosunków polsko-litewskich — to błąd. Być może wynikający z tego, że cała para organizacyjna tym razem poszła w gwizdek promocji tzw. flagi Wileńszczyzny. Biało-czerwonej szachownicy z Pogonią przedwojennego województwa wileńskiego (sic!). Uważam, że Wileńszczyzna ma prawo do własnej regionalnej tożsamości, a więc także i do flagi czy herbu. Nie jesteśmy ani Auksztotą, ani Dzukią, jesteśmy specyficznym litewskim regionem o własnej narracji historycznej i etnograficznej. Nie oznacza to jednak, że popieram flagę zaproponowana przez środowisko „Tygodnika Wileńszczyzny”. Pomijając fakt, że jest zbyt skomplikowana, a więc niepraktyczna, prawdziwe symbole regionalne mogą powstać wyłącznie w drodze szerokiej dyskusji i powinny łączyć wszystkich mieszkańców regionu. Proponowana flaga tym warunkom na pewno nie odpowiada.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 76