Aleksander Vile Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
poniedziałek, 25 maja 2015
Teraz mogę się już przyznać — trochę się obawiałem tego spotkania w Polskim Klubie Dyskusyjnym. PKD przyzwyczaił bowiem wciągu już blisko roku działalności swoich członków i stałych uczestników do nieco innego formatu. Dyskusji poważnych osób — prawdziwych autorytetów z dziedziny polityki, historii, sztuki — na poważne tematy. Prezentacja mojej Książki „Cień Słońca. Inne opowiadania” — to jednak coś zupełnie innego. Czy ktoś będzie chciał uczestniczyć w spotkaniu z facetem ubranym w wytartą koszulkę The Sex Pistols? A być może na odwrót — ta impreza przyciągnie tłumy, ale nie czytelników, tylko partyjnych trolli, którzy zamiast o książce będą chcieli rozmawiać o tym jaki jestem zły, jadowity, nieobiektywny i w ogóle wróg. No bo nie oszukujmy się jestem na Wileńszczyźnie znany jako dziennikarz, publicysta, bloger, czasami nawet prawnik czy podróżnik, ale nie jako pisarz. Tymczasem wszystko przeszło w zasadzie idealnie. Co więcej wiele osób uznało, że było to jedno z lepszych spotkań. Raz że krótkie, dwa że bezpretensjonalne, wesole i niepolityczne.
czwartek, 21 maja 2015
Już jutro (22 maja) o godz. 18.30 odbędzie się w Domu Kultury Polskiej w Wilnie (sala 005) prezentacja mojej powieści „Cień Słońca", która od kilku dni jest obecna na półkach księgarni (wileńskiego „Elephasu" (ul. Olandų 11), w Ejszyszkach (ul. Raubiškių 1), ewka.lt i e-ksiegarnia.lt), więc zamieszczam kolejny urywek (tym razem z rozdziału I) oraz kolejnych kilka słów wyjaśnień. Otóż postacie występujące w tej książce istniały (niektóre istnieją do dnia dzisiejszego) w rzeczy samej. Niektóre znałem osobiście, o innych opowiadali mi przyjaciele, o jeszcze innych czytałem w prasie. Ich charaktery i osobowości jednak na potrzeby opowiadanej przeze mnie historii zostały odpowiednio ubarwnione, przerysowane oraz zmiksowane z charakterami i osobowościami kilku różnych osób. Podobnie wydarzenia, które mają miejsce w książce czasami wydarzyły się też w życiu realnym, a innym razem są całkowitą fikcją literacką lub tylko mogły się wydarzyć. Nie zamierzam natomiast podawać do wiadomości publicznej co się wydarzyło naprawdę, a co — nie, oraz z kogo „spisałem" te lub inną postać. Zastrzegam też, że nigdy nie będę potwierdzał i cudzych domysłów na ten temat.
poniedziałek, 18 maja 2015
Trudno w to uwierzyć, ale jest to już pięćsetny wpis na tym blogu. Gdy 26 listopada 2010 roku opublikowałem pierwszy żyliśmy w zupełnie innej rzeczywistości niż dzisiaj. Monopol informacyjny był wówczas prawie nieograniczony. Wszystkie liczące się lokalne polskie media śpiewały niekończąca się hosannę miłościwie nam panującym, internetowy portal infopol.lt, który miał ambicje do bycia opozycyjnym wobec propagandowych laurek „orlich piór” źródłem informacji, powoli podupadał z braku pieniędzy, a maciejkiańcowska stronka pogon.lt coraz bardziej wpadała w totalną paranoję. Wtedy właśnie zacząłem pisać bloga, żeby pokazać, że jednak na Wileńszczyźnie może istnieć też inny punkt widzenia — krytyczny wobec rzeczywistości, ale nie wpadający w spiskowe teorie tak charakterystyczne dla rodzimej nacschizy, według której wszystkiemu są winni „źli Litwini”, i demschizy, według której wszystkiemu jest winna „zła AWPL”. Nie liczyłem na sukces, ale muszę przyznać, że dzisiaj żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości. Niewątpliwie stała się ona możliwą przede wszystkim na skutek prawidłowości wyrażonej w chińskim przysłowiu, iż „jeśli będziesz długo siedział nad brzegiem rzeki, ujrzysz w końcu spływające ciała twoich wrogów”. Jednak — jak słusznie przed kilkoma setkami lat zauważył Nicolo Machiavelli — „los tylko w połowie jest panem naszych czynności, lecz jeszcze pozostawia nam kierowanie drugą ich połową lub nie o wiele mniejszą ich częścią”. I jeśli do wpływu na tę drugą — w jakimś niedużym stopniu — przyczyniłem się i ja ze swoim blogiem, mam prawo się czuć spełniony.
czwartek, 14 maja 2015
„Naszych biją!” — po raz kolejny biją na alarm „orle pióra”. Tym razem chodzi o rządowy pomysł podziału okręgu (powiatu) wileńskiego. W poniedziałek (11 maja) na naradzie litewskiego rządu zaaprobowano wstępnie odpowiednie propozycje przygotowane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, zakładające, iż samorządy rejonów święciańskiego, szyrwinckiego i wiłkomierskiego zostaną przyłączone do okręgu uciańskiego, zaś samorząd rejonu solecznickiego — do okręgu olickiego. W składzie okręgu wileńskiego pozostanie Wilno, rejon wileński, rejon trocki oraz Elektreny. Niewątpliwie przyłączenie polskich samorządów do okręgów zdominowanych przez samorządy litewskie nie jest na pierwszy rzut oka najlepszym rozwiązaniem, jednak warto zgłębić, jakie są powody takiej propozycji. Wbrew pozorom ta decyzja nie jest ani jednoznaczna, ani tym bardziej jednoznacznie antypolska, a gdy niewiadomo o co, chodzi, to zawsze chodzi o to samo. Pieniądze. I o NUTS.
poniedziałek, 11 maja 2015
W odróżnieniu od rodzimej demschizy nie razi mnie wstążka gieorgijewska, tak długo jak jest w klapie marynarki rosyjskiego weterana Armii Czerwonej, a nie któregoś z naszych polityków. Ta wstążka ma kolor wstęgi orderu, którym został odznaczony. Nie musi z tego symbolu — który może trochę na siłę został wypromowany na nowy symbol rosyjskiego zwycięstwa w II wojnie światowej w zamian flagi czerwonej oraz sierpa i młota — rezygnować tylko dlatego, że jest wykorzystywany przez kremlowski reżym do imperialnej propagandy czy przez unurzanych po łokieć we krwi separatystów z Donbasu. Więcej refleksji oczekuje po osobach publicznych. I wygląda na to, że ta refleksja pojawia się. Nie jestem zaskoczony, że tym razem 9 maja miłościwie nam panujący Honorowy Obywatel nie pojawił się na tradycyjnie organizowanych przez ambasadę Federacji Rosyjskiej w Wilnie obchodach Dnia Zwycięstwa na Cmentarzu Antokolskim, mimo że jeszcze przed pół rokiem zapowiedział, że „9 maja zawsze świętował i będzie świętować”. Niejednokrotnie pisałem, że Waldemar Tomaszewksi nie jest wcale taki głupi, jakim rysuje go demschiza i inni tropiciele „koloradów". Wręcz ptrzeciwnie jest niezwykle przebiegłym taktykiem politycznym. Być może tym razem doznał objawienia przed miesiącem siedząc w pierwszej ławie kościola św. Rafała podczas mszy św. upamiętniającej ofiary zbrodni katyńskiej. Może przemówiła do niego notoryczna krytyka polskich i litewskich publicystów, publiczna dezaprobata wyrażona przez marszałka Senatu RP Bogdana Borusewicza. Może podczas szeroko reklamowanego w awupeelowskich mediach ostatniego spotkania Wodza i innych liderów AWPL-ZPL z ministrem Grzegorzem Schetyną, o którego treści niewiele wiemy, padły jakieś odpowiednie słowa. A może po prostu nie ma w chwili obecnej żadnych wyborów, które trzeba wygrać przyciągając rosyjskie głosy. Tak czy inaczej już sam fakt zmiany zdania przez Nieomylnego napawa może i umiarkowanym, ale jednak optymizmem i w tym roku w oficjalnych obchodach 9 maja na Litwie Waldemar Tomaszewski nie uczestniczył. Nie uczestniczył zresztą — w odróżnieniu od partyjnych kolegów — także w żadnych innych.
czwartek, 07 maja 2015
W połowie kwietnia br. Litewska Komisja ds. Radia i Telewizji wstrzymała na trzy miesiące nadawanie na Litwie rosyjskiego kanału telewizyjnego RTR Planeta. Komisja uznała, że podsyca nastroje wojenne i nienawiść. Nadawanie kanału RTR Planeta oraz kanału NTV Mir z podobnym uzasadnieniem było już zawieszane na Litwie w ubiegłym roku. W ubiegłym roku na Litwie ograniczano też transmisje prokremlowskiej Ren TV. Litewskiej Komisji ds. Radia i Telewizji się nie dziwię, gdyż w moim odczuciu wszystkie rosyjskie „informacyjne” kanały telewizyjne stanowią de facto narzędzie putinowskiej propagandy oraz siania nienawiści i wojennej, imperialistycznej histerii. Najbardziej dziwi mnie to, że ktoś jest w stanie je oglądać. U mnie już po 5-6 minutach oglądania wywołują reakcję zwrotną. Nigdy nie przypuszczałem, że to napiszę, ale nawet białoruskie telebaczenje bat’ki Łukaszenki wydaje mi się bardziej strawne. A jednak zakazy zawsze budzą we mnie jakieś instynktowne wątpliwości. Oczywiście, że jeśli jakaś telewizje — nieważne rosyjska, litewska czy polska — narusza prawo, powinna się liczyć z konsekwencjami. A najbardziej dotkliwą konsekwencją dla każdego prywatnego nadawcy jest niewątpliwie wstrzymanie nadawania jego programów. Jednak w przypadku telewizji kremlowskich, które nie są przecież zwykłymi podmiotami gospodarczymi, tylko narzędziami wojny informacyjnej, wątpię, aby takie zakazy odniosły inny skutek poza symbolicznym. Miejsce RTR Planeta natychmiast zajmie jakiś kolejny PBK czy TVC. Odpowiedzią na kremlowską propagandę może być tylko obiektywna informacja. Kłamstwo prawdą zwyciężaj. Dlatego dziś bumerangiem wraca i kwestia wznowienia nadawania na Litwie programów polskich telewizji.
poniedziałek, 04 maja 2015
Nie żałuję, że wziąłem wczoraj wraz z kolegami z Polskiego Klubu Dyskusyjnego udział w obchodach Święta 3 Maja na wileńskiej Rossie, chociaż nie jestem jakimś szczególnym apologetą Konstytucji 3 Maja. Bardziej bliski mi jest pogląd Janusza P. Waluszko, polskiego publicysty historycznego i autora książki „Rzecz o Sarmacyi”, który uważa, iż przyczyn upadku I RP należy szukać nie w systemie rządów opartym na liberum veto, tylko w zimnej wojnie domowej, odwiecznym sporze króla i szlachty, którym manipulowała dla swych celów magnateria. Odpowiedzią na ten spór mogła być dziedziczna monarchia absolutna, którą próbowano zaprowadzić w 1791 roku, ale też republika. O tym, iż monarchia absolutna nie była wcale panaceum na wszystkie dolegliwości ówczesnego świata, świadczy fakt, iż w tym samym czasie co polsko-litewska rzeczpospolita szlachecka ku upadkowi chyliły się absolutne monarchie turecka czy francuska, a nie-absolutystyczna Anglia stała się największą potęgą. Nie była więc Konstytucja 3 Maja ani najbardziej nowoczesną (w porównaniu np. z amerykańską), ani pierwszą w Europie (całe pokolenie wcześniej konstytucję, która i obowiązywała dluzej niz nasza, i była bardziej demokratyczna/liberalna, uchwalili Korsykanie) konstytucją. Niewątpliwie jednak była wybitnym dziełem ówczesnje polskiej myśli prawnej i politycznej, ambitną próbą ratowania naszej państwowości, podjętą — co szczególnie ważne w obecnej sytuacji — wspólnie przez Polaków i Litwinów. W Polsce Święto Narodowe Trzeciego Maja ustanowione zostało w roku 1919 oraz ponownie w 1990 roku. Na Litwie dopiero w 2007 roku wpisano ten dzień na listę świąt narodowych i nadal ten fakt budzi kontrowersje w litewskim talibanie.
środa, 29 kwietnia 2015
Rozpocząłem pisanie „Cienia Słońca" w styczniu 1997 roku. Byłem skacowany, przede mną - sesja zimowa, siedziałem w DSie nr 5 na Oliwie i zastanawiałem się nad życiem. Przypominałem różne historie z czasów studiów w Gdańsku, pracy w tygodniku „Słowo Wileńskie", okresu fatalnego zauroczenia niejaką Dorotą L. (zesztą tych fatalnych zauroczeń było w owym czasie kilka — jak już wspomniałem (a może i nie) byłem wówczas młody i głupi...). i postanowiłem napisać taki dziennik na niby z życia własnego i moich kolegów... A ponieważ nigdy nie zachwycały mię powieści autobiograficzne — zdecydowałem się bohaterów z mojego życia codziennego nieco podretuszować i akcję tej mini-powieści osadzić w jakimś nienazwanym kraju byłego ZSSR, zaś całości nadać nieco sensacyjno-filozoficzno-postmodernistyczny charakter... Po raz pierwszy powieść ujrzała światlo dzienne przed blisko 15 laty, na łamach artzine'u „Chaos". Od tamtego czasu jednak ją dosyć gruntownie przerobiłem (m.in. natchniony kolejnymi fatalnymi zauroczeniami - wygląda na to, że nadal jestem młody i głupi smile emoticon ) i w najbliższym (mam nadzieję) czasie ukaże się jako regularna pozycja książkowa dostepna (również mam nadzieję) w większości wileńskich księgarni, a tymczasem — dla nabrania przez potencjalnych czytelników apetytu — zamieszczam krótki urywek z rozdziału II.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
„Tu szablon i dobre tylko chęci nie wystarczają. Trzeba zżyć się z ziemią tutejszą, wczuć się i znać dobrze tutejsze, skomplikowane stosunki, aby je móc ku ogólnej zgodzie mieszkańców kraju regulować” — te słowa z artykułu Stanisława Swianiewicza pt. „Idea krajowości”, opublikowanego w „Kurierze Wileńskim” w 1928 roku, są nadal aktualne i warte przypomnienia, gdy mówimy o Wileńszczyźnie. Nawet jeśli idea krajowa umarła bezpowrotnie. Podobnie jak wart przypomnienia jest i sam wilniuk z wyboru Stanisław Swianiewicz — postać wybitna, choć dziś znana już raczej tylko historykom i pasjonatom. Wybitny naukowiec, pisarz i prawnik. Jeszcze przed II wojną światową zasłynął jako sowietolog, jeden z najwnikliwszych znawców sowieckiego systemu gospodarczego, współtwórca Instytutu Naukowo-Badawczego Europy Środkowo-Wschodniej w Wilnie. Jedyny żywy świadek zbrodni katyńskiej, obecnie bardziej znany jest jako autor książki „W cieniu Katynia”, którą Józef Mackiewicz uznał za dzieło „najwybitniejsze, najbardziej frapujące z tego, co się na tle mordu katyńskiego napisało”. Natomiast naprawdę tylko nieliczni wiedzą o tym, że był federalistą, krajowcem, żołnierzem oddziałów gen. Lucjana Żeligowskiego, który był jednocześnie zdecydowanym przeciwnikiem... przyłączenia Wilna do Polski. W okresie międzywojennym — jeden z najostrzejszych krytyków polskiego nacjonalizmu. Ostro krytykował zresztą nie tylko endeków, ale także władze sanacyjne, które pod koniec lat 30. XX wieku zaczęły w praktyce realizować ideały Romana Dmowskiego. Szykany wobec niepolskich obywateli II RP, takie jak palenie cerkwi czy zamykanie litewskich i białoruskich szkół, uważał za szaleństwo. Notorycznie upominał się o autonomię dla ziem litewsko-białoruskich II RP. Po wojnie został orędownikiem niepodległości Litwy, Ukrainy i Białorusi. Już w 1963 roku przekonywał, że kiedy upadnie Związek Sowiecki, Polacy powinni natychmiast „nawiązać nić braterstwa i współpracy z rozsianymi wokół nich Ukraińcami, Litwinami i Białorusinami”. Razem stworzyć „nową sugestywną koncepcję Commonwealthu” wschodniej Europy. Niestety Swianiewicz nie docenił destrukcyjnego wpływu, jaki na nasze narody miały z jednej strony nacjonalizm, a z drugiej komunizm.
czwartek, 16 kwietnia 2015
Nie byłem na poniedziałkowym (13 kwietnia) wiecu nauczycieli i uczniów (oraz ich rodziców) „syrokomlówki” pod Ministerstwem Oświaty i Nauki, bo mnie akurat grypa ścięła. Inaczej bym poszedł nawet jeśli nie do końca rozumiem o co w tej pikiecie chodziło. „Syrokomlówka” ubiega się o akredytację jako tzw. długie gimnazjum o profilu chrześcijańskim. Według mnie sprawa jest prosta jak drut: albo spełnia wymogi i zostanie akredytowana, albo nie spełnia i nie zostanie akredytowana. Uczestnicy mówią o tym, że chcieliby przyśpieszyć podjęcie przez ministerstwo decyzji, bo czas ucieka. To akurat rozumiem i popieram. Czasu rzeczywiście zostało niewiele, reorganizacja szkół ma być zakończona do 31 sierpnia br. Szkoda tylko, że Forum Rodziców Polskich Szkół, które dziwnym zbiegiem okoliczności ożywa wtedy, gdy AWPL wypada poza tę lub inną koalicję rządzącą, nie organizowało pikiet przed rokiem lub dwoma pod oknami samorządu wileńskiego, który decyzje w sprawie „syrokomlówki” podjął dopiero na ostatnich posiedzeniach rady ubiegłej kadencji (szkoła dokumenty na akredytację złożyła również dopiero w grudniu ub.r., a rada podjęła decyzję o jej przekształceniu w instytucję pożytku publicznego dopiero 1 kwietnia br.). Mam nadzieję, że nie organizowało nie dlatego, że akurat tym samorządem (współ)rządziła AWPL z której list liderzy Forum kandydują w różnych wyborach, tylko jak twierdził w „Salonie Politycznym" radia „Znad Wilii” „minister” polskiej oświaty na Litwie Józef Kwiatkowski z powodu tego, że sama społeczność szkolna „syrokomlówki” nie mogła przez lata zdecydować, jaką szkołą chce być: długim gimnazjum, gimnazjum i progimnazjum pod jednym dachem czy szkołą podstawową. Dlaczego zwlekano z decyzjami (nie tylko przecież w sprawie „syrokomlówki")i kto ponosi za to odpowiedzialność (społeczności szkolne, administracja szkół, politycy, administracja samorządowa, ministerstwo) można wyjaśnić tylko w ramach szczerej dyskusji, która mam nadzieję się kiedyś odbędzie, jeśli wszystko nie utonie w hurrapatriotycznych okrzykach „naszych biją”...
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51
Tagi
stat4u