|
czwartek, 17 maja 2012
Historia wileńskiego „Chaosu”
Dziś (17 maja) mija 10 lat od chwili wydania ostatniego numeru „Chaosu” —„subiektywnego pisma młodych autorów z Wilna”. De facto pierwszego polskiego zine’u na Litwie. I jedynego polskiego pisma na Litwie, które zniknęło nie z powodu kłopotów finansowych czy braku czytelników, a przeciwnie – na szczycie sławy, czytelności i uznania. Zniknęło, bo taka była suwerenna decyzja jego wydawców i redaktorów czyli moja, Pacuka, Johnniego Tuczkowskiego i Zbyszka Samki. Dalsze wydawanie pisma, pozyskiwanie funduszy wiązało się, po pierwsze, z powielaniem już stworzonych przez nas schematów; po drugie, ze zbyt dużymi kompromisami natury etycznej. Dlatego „Chaos” zamknęliśmy, mając jednocześnie nadzieję, że w jego miejsce powstaną nowe, jeszcze ciekawsze inicjatywy. No i ostatecznie powstały: TKM, „W paszczu", siekiel/priot, PzW... A co po „Chaosie” pozostało? Pozostało 10 numerów pisma i kilkadziesiąt młodych autorów, którzy zdążyli na jego łamach zadebiutować. Byli wśród nich i utalentowani poeci oraz pisarze, i grafomani. Niektórzy piszą do dnia dzisiejszego, inni – działają w innych dziedzinach, zaś spora część się wykruszyła, po prostu zginęła gdzieś w odmęcie „posadzić sad owocowy, kupić na kredyt dom i narobić dzieci”. No i została legenda oraz praca licencjacka Gabrieli Wiszniak, opowiadająca o historii tego wileńskiego „Chaosu”. Praca, która ocaliła go przed zapomnieniem.
poniedziałek, 14 maja 2012
Uciec z zoo
Zawsze uważałem, że przede wszystkim należy szukać belki we własnym oku. Należy rozliczać własne błędy. Dlatego tak często bywam krytyczny wobec tych lub innych postaw polskich polityków i działaczy społecznych. O błędach bowiem polityków i działaczy litewskich – o których zresztą też piszę — można przeczytać w absolutnej większości artykułów w języku polskim, poświęconych Litwie. Ten blog powstał właśnie jako swoista odtrutka na hurrapatriotyzm lokalnych polskich mediów. Dziś jednak chciałbym napisać kilka słów na temat irracjonalnych postaw Litwinów, bowiem nareszcie przeczytałem wywiad-rzekę Mariusza Maszkiewicza z Vytautasem Landsbergisem („Nasz patriotyzm, ich szowinizm”).
środa, 09 maja 2012
Wpadłszy między wrony...
Litewskie partie polityczne zakończyły zbieranie podpisów pod porozumieniem międzypartyjnym w sprawie obrony narodowej. Umowa, która podpisały prawie wszystkie partie mające swoich reprezentantów w litewskim parlamencie, przywiduje ciągły stopniowy wzrost wydatków państwowych na obronność, aby w bliżej nieokreślonej przyszłości osiągnęły wysokość 2 proc. PKB. Z ogólnolitewskiego nurtu wyłamała się Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, której liderzy podpisali porozumienie dopiero we czwartek (10 maja). Kategorycznie podpisania porozumienia odmówił tylko Litewski Związek Chłopów i Zielonych.
wtorek, 08 maja 2012
Kto sojusznikiem?
Niezależnie od tego, czy Akcja Wyborcza Polaków na Litwie uzyska w zbliżających się wyborach planowane 7 proc. głosów, czy mniej, nie ulega wątpliwości, że będzie musiała szukać sojuszników wśród partii ogólnokrajowych, jeśli chce zrealizować przynajmniej część swoich przedwyborczych postulatów. Nie będzie to zadanie łatwe, szczególnie jeśli dojdzie po wyborach do zapowiadanego sojuszu socjaldemokratów-Partii Pracy i "Porządku i Sprawiedliwości" (taka koalicja - choć trudno ją sobie wyobrazić - miałaby w Sejmie konstytucyjną większość i AWPL doniczego by nie potrzebowała). Warto jednak zastanowić się kto takim potencjalnym sojusznikiem mógłby zostać? Teoretycznie – partie lewicowe i liberalne, bo ich wyborcy najłatwiej zaakceptują ustępstwa wobec mniejszości, a praktycznie… Praktycznie zaś od blisko 10 lat żadna z litewskich ogólnokrajowych partii o głosy mniejszości narodowych nie zabiega. Natomiast notorycznie słyszymy z ust liderów tych partii narzekania na to, że Polacy, a mówiąc szerzej - mniejszości narodowe, glosują wyłącznie na Tomaszewskiego, więc nie warto nimi zawracać sobie głowy i starać się o ich głosy, a więc i realizować te czy inne ich postulaty. Jest to dosyć dyskusyjna opinia.
piątek, 04 maja 2012
„Gazeta Wileńska” In memoriam
„Wiesz, gdybyśmy dziś zaczęli robić gazetę z takim logiem – niechybnie uznano by to za antylitewską prowokację“ — powiedział mi ostatnio półżartem-półserio Jacek Jan Komar, mając na myśli logo „Gazety Wileńskiej“ z dużą literą „w“ (stąd popularna nazwa „Gazety Wileńskiej“ - „Gazeta Wu“; w opinii wielu litewskich, polityków obecny konflikt polsko-litewski sprowadza się do sporu o obecność „w” w litewskim alfabecie). Wydaje mi się, że nasz pomysł na nową gazetę polską na Litwie i wówczas, prawie 14 lat temu, był prowokacją. A propos to logo z „w” wymyślił dla nas wynajęty grafik-Litwin („Cóż może być lepszym symbolem polskości niż „w”? — przekonywał nas; pamiętam, że najtrudniej do postmodernistycznego pomysłu dało się przekonać wydawcę czyli Czesława Okińczyca, który jednak ostatecznie machnął ręką: „Róbta co chceta, to wy jesteście zawodowcami” – dużo znacie wydawców, którzy przyznają, że ktoś na robieniu gazety zna się lepiej od nich?). Formalnie „Gazeta Wileńska” upadła 12 lat temu, w pierwszym tygodniu maja 2000 r. ukazał się ostatni numer „GW”, chociaż tak naprawdę już od chwili przejęcia gazety przez Ryszarda Litwinowicza i przekształcenia dziennika w tygodnik (czyli de facto od lutego 2000 r.) można mówić o zupełnie innej „Gazecie Wu”, niż ta którą wymyśliliśmy latem 1998 r.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Staronowy prezes AWPL
„Przed takimi zjazdami zawsze jest taka nutka wątpliwości. Czasami myślę, że trzeba odpocząć, że trzeba odejść” — puszczał oko do delegatów VII. zjazdu sprawozdawczo-wyborczego Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Waldemar Tomaszewski. Delegaci jednak doskonale zdawali sobie sprawę po co w sobotni (28 kwietnia) dzień zgromadzili się w dusznej sali konferencyjnej wileńskiego hotelu „Karolina”, a nie na przyjemnej majówce z szaszłykami gdzieś nad jeziorkiem. W kuluarach co prawda działacze Akcji przed ogłoszeniem wyników wyborów prezesa robili żartobliwe zakłady na temat: „Ilu delegatów zagłosuje przeciwko liderowi?". „Pewnie trzech, bo, jak policzyłem, tylu na otwarciu zjazdu śpiewało hymn litewski" — żartował jeden z liderów AWPL w rejonie wileńskim. Jak się okazało był zbytnim pesymistą. Wydano 145 kart do głosowania, w urnie znaleziono 143. Wszystkie - na Waldemara Tomaszewskiego (kontrkandydatów tradycyjnie nie było). Bo przecież, jak oświadczyła mer rejonu wileńskiego Maria Rekść, „to jest dar Opatrzności Bożej, że mamy takiego lidera.” Czasami zastanawiam się, czy te i inne idiotyczne panegiryki w stylu Leonida Iljicza Breżniewa samemu Tomaszewskiemu nie przeszkadzają?...
środa, 25 kwietnia 2012
Młody wiek nie zwalnia od myślenia
„Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć” – te słowa, przypisywane często Wolterowi, odzwierciedlają i mój pogląd na kwestię wolności słowa. Jednak nie zwalniają z odpowiedzialnego z tej wolności korzystania. Dlatego uważam, że z jednej strony młodzi ludzie z kilku wileńskich szkół polskich i filii Uniwersytetu Białostockiego w Wilnie, którzy dzisiaj (25 kwietnia) wręczyli ambasadorowi RP na Litwie petycję przeciwko reformie nauczania wdrażanej przez… rząd Donalda Tuska (sic!) mają oczywiście prawo do wyrażenia swojego zdania na ten lub jakikolwiek inny temat. Z drugiej zaś — oceniając tę akcję z punktu interesów polskiej mniejszości na Litwie —nie sądzę, żeby wiązanie się z jedną opcją polityczną po tamtej stronie Bugu, z opcją narodowo-radykalną w RP, byłoby dobrym pomysłem z punktu widzenia interesów mniejszości polskiej na Litwie. Poza tym mam spore wątpliwości, czy ktokolwiek — poza organizatorami akcji — spośród tych, którzy podpisali się pod petycją, byłby w stanie wytłumaczyć, na czym polega problem z reformą podstawy nauczania przeciwko której protestują. Protestują nie przebierając w słowach.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
„Marsz Żywych” potrzebny jest przede wszystkim nam
We czwartek (19 kwietnia) od stacji kolejowej w Ponarach do pomnika pomordowanym w czasie II wojny światowej przeszedł „Marsz Żywych”. Kilkaset osób przypomniało nam o Dniu Pamięci o Ofiarach Holocaustu. Niestety kanibalistyczne ideologie znów coraz odważniej podnoszą głowy. Korzystając z atomizacji społeczeństwa, powszechnej społecznej znieczulicy i krótkotrwałej kolektywnej pamięci historycznej, próbują po raz kolejny sprzedać swoje krwawe recepty „szybkiego i ostatecznego” rozwiązania skomplikowanych problemów. Ostatnio Ričardas Čekutis, jeden z liderów litewskich nacjonalistów i skinheadów, twórca Narodowego Centrum Litwinów publicznie ogłosił na facebookowym profilu niejakiej Morty Vidūnaitė swoje i swoich zwolenników credo: „Państwo narodowe – to państwo w którym władza należy do narodu, co i zostało zapisane w Konstytucji, nie do jakichś „obywateli”, a do narodu litewskiego <…> W państwie narodowym, na przykład, takich typków jak Auštrevičius, Andriukaitis i Karosas rozstrzelano by bez mrugnięcia okiem, i całkiem słusznie — za zdradę. Wkrótce sami zobaczycie… Na Litwie wystarczyłoby rozstrzelać zaledwie kilkaset dupolizów Moskwy i Brukseli – gdzie tu agresja? To wyższa konieczność, jeśli chcemy się oczyścić ze śmieci”
piątek, 20 kwietnia 2012
Karta Polaka jako papierek lakmusowy?
We czwartek (19 kwietnia) litewski parlament odrzucił zgłoszony przez narodowców i konserwatystów projekt poprawek do sejmowej ordynacji wyborczej, zakazujący posiadaczom Karty Polaka kandydowania do Sejmu. „Dziękuję za odwagę. Sądzę, że tutaj nie ma wrogów Litwy, są tylko obywatele Litwy, dla których to państwo jest najbliższe, najważniejsze i jedyne” — powiedział po ogłoszeniu wyników sejmowego głosowania Jarosław Narkiewicz. Ważne słowa. Niestety zbliżające się wybory sejmowe skutecznie poziom nie tylko odwagi obywatelskiej, ale i logicznego myślenia u litewskich polityków zmniejszają. Za poprawkami Songaily et concortes głosowało 27 posłów (nie tylko narodowców i konserwatystów, ale i... socjaldemokratów), przeciw 8 i 20 wstrzymało się od głosu (w tej sytuacji to oznaczało de facto głosowanie przeciwko projektowi). Z jednej więc strony posłom litewskiego parlamentu wystarczyło oleju w głowach, żeby projekt, który mógł jeszcze bardziej zaognić polsko-litewskie stosunki, odrzucić, z drugiej – zdecydowanych przeciwników poprawek Songaily w całym litewskim parlamencie było zaledwie ośmiu. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać,że wiekszość posłów w ogóle głosowanie nad tym projektem zbojkotowała, w tym też część tych, którzy się pod nim nieco wcześniej podpisali (z frakcji liberalnych). Najwyraźniej w czasach przedwyborczej gorączki nawet najtrzeźwiejsi z litewskich parlamentarzystów starają się jeśli nie zawalczyć o litewski elektorat nacjonalistyczny, to przynajmniej mu się nie narazić. Karta Polaka na Litwie stała się więc swego rodzaju papierkiem lakmusowym, który wskazuje nie tylko na stosunek litewskich polityków wobec Polaków i Polski, ale i na szanse rozwiązania obecnego konfliktu polsko-litewskiego.
środa, 18 kwietnia 2012
Ku Nowej Republice
Niektórzy zarzucają mi, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem polskiej autonomii terytorialnej. Przecież — mówią — ten model działa w tylu krajach europejskich! Zapominają przy tym, że w każdym z tych krajów do takiej formy relacji na linii większość-mniejszość doszło na skutek specyficznych uwarunkowań politycznych, narodowych, kulturowych, społecznych, ekonomicznych, historycznych i innych. Nie sądzę, aby Litwa do takiej formy ustroju polityczno-terytorialnego dojrzała; oczywiście to wcale nie znaczy, że nigdy do niej nie dojrzeje. Zapominają przy tym też, że jakieś 10 lat temu to właśnie my z Pacem i jeszcze kilkoma osobami z wileńskiej redakcji litewsko-polsko-niemieckiego portalu internetowego regiopolis.net po wielu latach odrodziliśmy dyskusję na temat polskiej autonomii na Litwie. Odrodziliśmy nie żeby tę ideę pogrążyć, tylko aby zrozumieć w jakim kierunku powinni zmierzać Polacy na Litwie: getta, autonomii kulturalnej, autonomii terytorialnej, a może asymilacji?
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
KONTAKT Z AUTOREM
Polskie media na Litwie
Warte polecenia
Tagi
|