Aleksander Vile Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
czwartek, 16 kwietnia 2015
Nie byłem na poniedziałkowym (13 kwietnia) wiecu nauczycieli i uczniów (oraz ich rodziców) „syrokomlówki” pod Ministerstwem Oświaty i Nauki, bo mnie akurat grypa ścięła. Inaczej bym poszedł nawet jeśli nie do końca rozumiem o co w tej pikiecie chodziło. „Syrokomlówka” ubiega się o akredytację jako tzw. długie gimnazjum o profilu chrześcijańskim. Według mnie sprawa jest prosta jak drut: albo spełnia wymogi i zostanie akredytowana, albo nie spełnia i nie zostanie akredytowana. Uczestnicy mówią o tym, że chcieliby przyśpieszyć podjęcie przez ministerstwo decyzji, bo czas ucieka. To akurat rozumiem i popieram. Czasu rzeczywiście zostało niewiele, reorganizacja szkół ma być zakończona do 31 sierpnia br. Szkoda tylko, że Forum Rodziców Polskich Szkół, które dziwnym zbiegiem okoliczności ożywa wtedy, gdy AWPL wypada poza tę lub inną koalicję rządzącą, nie organizowało pikiet przed rokiem lub dwoma pod oknami samorządu wileńskiego, który decyzje w sprawie „syrokomlówki” podjął dopiero na ostatnich posiedzeniach rady ubiegłej kadencji (szkoła dokumenty na akredytację złożyła również dopiero w grudniu ub.r., a rada podjęła decyzję o jej przekształceniu w instytucję pożytku publicznego dopiero 1 kwietnia br.). Mam nadzieję, że nie organizowało nie dlatego, że akurat tym samorządem (współ)rządziła AWPL z której list liderzy Forum kandydują w różnych wyborach, tylko jak twierdził w „Salonie Politycznym" radia „Znad Wilii” „minister” polskiej oświaty na Litwie Józef Kwiatkowski z powodu tego, że sama społeczność szkolna „syrokomlówki” nie mogła przez lata zdecydować, jaką szkołą chce być: długim gimnazjum, gimnazjum i progimnazjum pod jednym dachem czy szkołą podstawową. Dlaczego zwlekano z decyzjami (nie tylko przecież w sprawie „syrokomlówki")i kto ponosi za to odpowiedzialność (społeczności szkolne, administracja szkół, politycy, administracja samorządowa, ministerstwo) można wyjaśnić tylko w ramach szczerej dyskusji, która mam nadzieję się kiedyś odbędzie, jeśli wszystko nie utonie w hurrapatriotycznych okrzykach „naszych biją”...
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Niewiele osób zdaje z tego sprawę, ale Czesław Miłosz nie jest jedynym noblistą polskiego pochodzenia związanym z Wilnem. „I was born in Wilno, Poland on November 30, 1926, being of Polish, Austro-Hungarian, French and Swedish ancestry“ — napisał amerykański biochemik i lekarz Andrew Victor Schally w swojej oficjalnej biografii złożonej na ręce komitetu noblowskiego, gdy w roku 1977 razem z Rogerem Guilleminem zdobył Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycie zjawiska wydzielania hormonów w podwzgórzu mózgu oraz badanie ich budowy i czynności, co zapoczątkowało neuroendokrynologię. Dziś Andrew Schally mieszka w Nowym Orleanie. Nadal jest aktywny zawodowo, sporo podróżuje. Był w Polsce, ale nigdy na Litwie. „Wyrosłem w Polsce, ale już nie mówię po polsku. Nie używałem polskiego przez wiele lat. Mój ojciec po wojnie był zaangażowany w działalność antykomunistyczną, ale ja zawsze stroniłem się polityki. Przez dłuższy czas nie chciałem jechać do Polski. Obawiałem się prowokacji, że zostanę wciągnięty w jakieś nielegalne interesy: wymianę pieniędzy na czarnym rynku czy coś podobnego. Po otrzymaniu Nagrody Nobla wybraliśmy się z żona, siostrą i jej mężem do Polski. Odwiedziłem Warszawę, Kraków, Zakopane, Morskie Oko, Wieliczkę… Chciałbym kiedyś jeszcze pojechać do Polski, wygłosić kilka wykładów… Jest mi niezwykle trudno mówić o Polsce… Zachód nigdy jej nie rozumiał” — powiedział w 1999 roku w wywiadzie dla Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm.
poniedziałek, 06 kwietnia 2015
Gdyby ten projekt zrealizowano w Wilnie mogłoby stanąć dzieło architektury XX w. na miarę barcelońskiej Sagrada Família Antoni Gaudíego albo paryskiego Sacré-Cœur. Bazylika z żelazobetonu — jak pisał Juliusz Kłos — „o nowych zupełnie formach, rzeźbiarskich raczej niż architektonicznych” czyli kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa na wileńskim Nowym Świecie. Monumentalna budowla w stylu modernistyczno-romańskim z kopułą-posągiem Chrystusa o wysokości 68 metrów (a propos słynny pomnik Cristo Redentor w Rio de Janeiro liczy zaledwie 38 metrów) i równie monumentalną wieżą o wysokości 108 m, według zamierzeń twórcy Antoniego Wiwulskiego doskonale się wpisująca swoją sylwetką w panoramę Wilna. Nigdy jednak nie została do końca zrealizowana, chociaż aż do roku 1964 odprawiano w nim nabożeństwa.
czwartek, 02 kwietnia 2015
Litewski Departament Bezpieczeństwa Państwowego (VSD) opublikował w poniedziałek (30 marca) kolejny raport-sprawozdanie oceniające zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego oraz działalność VSD w roku ubiegłym. Odkrywczy ten raport nie jest. W roku 2014 w obliczu wydarzeń na Ukrainie gwałtownie wzrosła aktywność agentów tak rosyjskich (GRU, SWR, FSB) jak i białoruskich (KGB, GRU) służb specjalnych na Litwie, także prorosyjskich grup litewskich ekstremistów, przede wszystkim prawicowych, które jednak zdaniem VSD nie stanowią bez zbrojnego wsparcia ze strony Rosji większego zagrożenia, ale przede wszystkim nasiliła się informacyjna wojna, która prowadzi Kreml przeciwko Litwie. Swego rodzaju nowością jest ukierunkowanie tej wojny na tworzenie nad Niemnem przychylnego Rosji klimatu społecznego. VSD zwraca uwagę, iż zagrożenie wojną konwencjonalną nadal pozostaje znikome, Rosja bowiem nie jest gotowa do konfrontacji zbrojnej z NATO, jednak nie da się odrzucić możliwości zastosowania wobec któregoś z krajów NATO scenariuszu tzw. wojny hybrydowej. I w tej wojnie szczególnego znaczenia nabierają grupy prorosyjskich aktywistów, które działają także na Litwie. Litewski kontrwywiad zwraca uwagę na to, iż Rosja sukcesywnie dąży do wzmocnienia takich grup i ich znaczenia, przede wszystkim za pomocą tzw. środków soft power: wojny informacyjnej, indoktrynacji młodzieży oraz wspierania grup i organizacji tzw. sooteczestwinnikow.
poniedziałek, 30 marca 2015
Przypomniał mi się taki sowiecki kawał. Jeden z współpracowników Lenina po latach występuje ze wspomnieniami przed pionierami i opowiada o tym, jaki to Włodzimierz Iljicz był dobry: „Pamiętam pewnego razu wyszedł Włodzimierz Iljicz przed dom, aby się ogolić. Dostał brzytwę i zaczął ją ostrzyć. A obok przechodził pionier. Lenin patrzy na niego, a brzytwę ostrzy. Pionier przywitał się i poszedł dalej, a Lenin natoczył brzytwę i zabrał się za golenie…” Pionierzy pytają: „No dobrze, ale na czym tu polegała dobroć Lenina?” „Jak to? Miał brzytwę, mógł pioniera ciachnąć, ale przecież nie ciachnął!” Podobnie jest z nadaniem honorowego obywatelstwa rejonu wileńskiego dla Waldemara Tomaszewskiego. Mogli przecież go i intronizować (doświadczenie już w tej materii mają), internetowi trolle na lie24 juz piszą kościelnymi tekstami, że nadanie honorowego obywtalestwa jest „godne i sprawiedliwe" (zostaje tylko dodać: „słuszne i zbawienne"), ale nie intronizowali. Wypada się chyba cieszyć albo czekać na to w przyszłości. Pisząc zaś poważnie: nie wiem kto był w ubiegły piątek (27 marca) bardziej żałosny i żenujący: czy radni samorządu rejonu wileńskiego, którzy zgodnym — „za” głosowali nie tylko członkowie AWPL, ale i socjaldemokraci — „sieg hail” (z szeregu wyłamało się zaledwie 7 rejonowych polityków: trzech głosowało przeciw, jeden wstrzymał się od głosu, a trzech nie wzięło udziału w głosowaniu w ogóle) zatwierdzili nadanie tytułu honorowego obywatela dla Waldemara Tomaszewskiego, czy żałosna ekipa 6-8 podstarzałych grafomanów, która przeciwko takiej decyzji pod oknami samorządu protestowała, nie będąc w stanie napisać po litewsku poprawnie nawet trzech wyrazów na plakatach.
piątek, 27 marca 2015
Gdy w dalekim roku 1982 moi rodzice zastanawiali się do jakiej szkoły mnie wysłać — polskiej, która była na drugim końcu miasta czy rosyjskiej albo litewskiej, która była dosłownie w kilku metrach od domu — poprosili o radę znajomą z miejskiego działu oświaty (notabene Rosjankę). Odpowiedziała: „Dziecko powinno uczęszczać do szkoły z takim językiem nauczania, w jakim się rozmawia w domu.” I dlatego przez dwanaście lat zasuwałem codziennie wypełnionym po brzegi trolejbusem 30-40 minut na drugi koniec miasta do „mickiewiczówki”, a następnie kolejnych 30-40 minut z powrotem do domu. I jestem wdzięczny rodzicom za tę decyzję. Nie dlatego, że jestem jakoś szczególnie przywiązany do tej szkoły, nauczycieli bądź kolegów z klasy, tylko dlatego, że szkoła mi dała podstawy, które — w moim odczuciu — pomogły mi w życiu: wiedzę, tożsamość i znajomość języka ojczystego. Szanuję wybór rodziców, którzy posyłają swoje dzieci do szkół litewskich bądź rosyjskich, ale nie wierzę, że dziecko może tam dostać więcej niż w szkole polskiej. Raczej wręcz przeciwnie. Mam znajomych Polaków, którzy ukończyli szkoły rosyjskie bądź litewskie i jakoś nie dostrzegam, aby osiągnęli w życiu o wiele więcej niż ja po szkole polskiej. Mimo to nadal pokutuje mit, iż to szkolą litewska (w czasach sowieckich – rosyjska) jest lepsza, bardziej atrakcyjna, daje większe możliwości lub lepszy start życiowy. Dyskusja pt. „Czy polska szkoła w Wilnie jest atrakcyjna?”, którą zorganizował we środę (25 marca) Polski Klub Dyskusyjny, a ja miałem zaszczyt moderować, jeszcze raz przekonała mnie, iż polska szkoła ma spore osiągnięcia, których nie umiemy sprzedać jej potencjalnym klientom — rodzicom i uczniom.
środa, 25 marca 2015
Każdego dnia się zastanawiam jak daleko są w stanie posunąć się działacze AWPL-ZPL w swoim wazeliniarstwie? I gdy już się wydaje, że zostały przekroczone wszelkie granice dobrego smaku i poziom wazeliniarstwa doszedł do stanów ekstremalnych, a nawet już się przelewa, okazuje się, że śpiewający niekończącą się hosannę nieomylnemu Wodzowi przesuwają te granice o kolejny krok lub dwa w stronę totalnego absurdu i groteski. 23 marca br. Administracja Samorządu Rejonu Wileńskiego wniosła pod obrady rady samorządowej projekt nr T1-136 uchwały nadającej liderowi Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Waldemarowi Tomaszewskiemu tytuł honorowego obywatela rejonu wileńskiego. Gdy usłyszałem po raz pierwszy o tym projekcie, pomyślałem sobie, że w tym roku Prima Aprilis nastał nam niezwykle wcześnie. Niestety nie jest to żart, ale jak najbardziej realna inicjatywa prawodawcza. Jak widać ewolucja każdego autorytaryzmu jest podobna: zaczyna od cementowania jedności i jednomyslności w imię jakiegoś szczytnego celu, a kończy stawianymi za życia pomnikami nieomylnym przywódcom...
piątek, 20 marca 2015
Frakcja AWPL coraz bardziej się pogrąża. We czwartek (19 marca) podczas głosowania nad przywróceniem obowiązkowego poboru do wojska tylko trzech posłów litewskiego parlamentu głosowało przeciwko (w tym Zbigniew Jedziński z AWPL) oraz pięciu wstrzymało się od głosu (w tym trzech z AWPL: Michał Mackiewicz, Józef Kwiatkowski i Irina Rozowa). Żle się stało, niezależnie od tego jak poważne mieli wątpliwości. Ten projekt nie był bowiem zwykłym dokumentem prawnym, tylko swego rodzaju politycznym plebiscytem. Podobnie jak głosowanie nad Aktem Odrodzenia Niepodległej Litwy 11 marca 1990 roku. Wówczas również zabrakło czasu na szerszą dyskusję, wyjaśnianie, przekonywanie, opracowanie szczegółowych wizji przyszłości, jednak czasami polityk po prostu musi się w swojej działalności kierować intuicją. Lojalność wobec państwa litewskiego każdego kto głosował lub wstrzymał się od glosowania 19 kwietnia będzie teraz kwestionowana przez politycznych oponentów, media oraz opinie publiczną. Szczególnie, że frakcja AWPL jeszcze bardziej te wątpliwości wzmocniła, gdy de facto zbojkotowała wczorajsze głosowanie nad uchwałą (rezolucją) sejmową w sprawie zabójstwa Borysa Niemcowa. Rezolucję, w której litewscy parlamentarzyści składają wyrazy współczucia krewnym i przyjaciołom rosyjskiego opozycjonisty oraz wzywają do międzynarodowych nacisków na Rosję w celu zapewnienia przeprowadzenia obiektywnego śledztwa w tej sprawie, poparł 81 parlamentarzysta, tylko jeden głosował przeciw (Siergiej Dmitrijew z Litewskiego Związku Rosjan). Frakcja AWPL, jako jedyna w litewskim parlamencie, in corpore nie wzięła udziału w głosowaniu.
czwartek, 19 marca 2015
Przed kilkoma dniami Litewskie Centrum Praw Człowieka wrzuciło na YouTube doskonałą reklamę socjalną. Kilka osób zaproszono na casting do spotu reklamowego i poproszono, aby zaczekały przez chwilę na reżysera w towarzystwie czarnoskórego mężczyzny. Mężczyzna kolejno zwraca się do każdej z nich, aby przetłumaczyły na angielski wiadomość, którą dostał w języku litewskim od jakiegoś anonima na portalu społecznościowym. Wszyscy chętnie się zgadzają, zaczynają czytać i zmieniają się na twarzy. Po zapoznaniu się z treścią wiadomości większość odmawia przetłumaczenia, nie jest w stanie jej powtórzyć patrząc komuś w oczy, sugeruje, aby wiadomość natychmiast wykasować, jednak po długich namowach zaczynają tłumaczyć. Wiadomość jest typowa dla litewskiego Internetu: „małpo”, „s…dalaj do Afryki”, „dopadniemy cię”, „przerobimy twoją niewolniczą skórę na buty” itp. Tłumaczący, którzy nie wiedzą, że są filmowani ukrytą kamerą, przepraszają czarnoskórego mężczyznę za swoich ziomali, widać, że jest im autentycznie wstyd… Wzruszającym spot. Zmuszający każdego z nas do zastanowienia się. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, ze jego siła rażenia w zwalczaniu rasistowskich stereotypów i mowy nienawiści będzie dużo większa niż gdyby mieszkający na Litwie czarnoskórzy założyli jakąś własną Akcji Wyborczej… Pytanie dlaczego, żaden zetpeel w ciągu 25 lat swojej działalności nie domyślił się, aby taką reklamę socjalną nakręcić o Polakach? Albo spróbujmy je zadać bardziej szeroko: dlaczego liderzy polskiej społeczności postawili wszystko na hard power — wybory, protesty pod ambasadami i naciski z Warszawy oraz Brukseli. Dlaczego nigdy nie spróbowano — przynajmniej równolegle — wykorzystać także środki z arsenału soft power?...
poniedziałek, 16 marca 2015
Tak czarnej kampanii wyborczej jak ta wileńska z ostatnich dwóch tygodni — nie widziałem od dawna. Artūras Zuokas dwoił się i troił, wylewał wiadra pomyj, nie oszczędzając nawet dzieci, próbując zniszczyć konkurenta. W prasie, telewizji, radiu, na billboardach atakował Remigijusa Šimašiusa przede wszystkim za poparcie dla tzw. polskich postulatów: oryginalnej pisowni imion i nazwisk, dwujęzycznych napisów, używania języka polskiego jako pomocniczego w urzędach samorządowych, a nawet przywrócenia mszy w języku polskim w wileńskiej Katedrze. „Język litewski nie jest dla Pana wartością!” — grzmiał Artūras Zuokas na każdych debatach, a zgodny chór nacjonalistów mu przyklaskiwał. „Lepszy złodziej niż pedał” — napisał na Facebooku ich lider Julius Panka. „Tylko dresiarze głosują na Šimašiusa” — wtórował mu zuokasowski liberał Algis Čaplikas (ten, który przed paroma laty de facto napisał, iż absolwent polskiej szkoły nadaje się tylko do pracy kasjera w supermarkecie). Interesujące, że do tego chórku dołączył i największy z obrońców polskości na Litwie Waldemar Tomaszewski, przestrzegając, iż wygrana Šimašiusa oznacza inwazję... homoseksualistów na Wilno. Oficjalnie AWPL tak i nie zdecydowała się, którego z dwóch kandydatów bardziej lubi i nie udzieliła poparcia żadnemu z nich. Jednak nieoficjalnie było wiadomo, że o ile wygrana Artūrasa Zuokasa jeszcze daje nadzieję na pozostanie AWPL u władzy w mieście, o tyle wygrana Šimašiusa oznacza dla partii Waldemara Tomaszewskiego porażkę na całej linii - partia ma nie tylko o jeden mandat mniej niż w roku 2011 (o dwa polskie), ale i będzie przez 4 lata w opozycji. Dlatego nieoficjalne poparcie dla Zuokasa, którego żona notabene w roku 2010 głosowała w Sejmie przeciwko projektowi Ustawy o pisowni imion i nazwisk (przygotowanemu nomen omen przez Šimašiusa), płynęło wartkim strumieniem: pomniejsi działacze polskiej partii wypowiadali się w opłaconych przez Zuokasa reklamach politycznych, iż są „słuszne obawy o to, by po objęciu władzy przez nową ekipę, nie trafić z przysłowiowego deszczu pod rynnę”, a polscy internetowi trolle nawoływali: głosujcie na byle kogo, oby nie na Šimašiusa! I mimo to 62,71 do 37,29 zwyciężył Remigijus Šimašius.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50
Tagi
stat4u