Aleksander Vile Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
czwartek, 29 stycznia 2015
Niejednokrotnie pisałem, że Waldemar Tomaszewski jest dobrym taktykiem politycznym. Dlatego doskonale zdaje sobie sprawę, iż musi prowadzić swoją partię od jednego wyborczego zwycięstwa do drugiego. W przeciwnym razie ktoś w partii może zacząć wątpić w jego geniusz polityczny. A takie wątpliwości zawsze kończą w ten sam sposób — wymianą jednego geniusza politycznego na drugiego. Waldemar Tomaszewski jest osobą jeszcze bardzo młodą, do emerytury mu daleko, a wracać do wyuczonego zawodu inżyniera budownictwa mu się ewidentnie nie chce, bowiem nawet w okresie odradzającego się powoli rynku nieruchomości inżynier budownictwa na Litwie zarabia nieco mniej niż europoseł. Dlatego i w tegorocznych wyborach samorządowych „Blok Waldemara Tomaszewskiego” jest skazany na sukces. W sensie praktycznym oznacza to, że musi przyciągnąć jeszcze więcej głosów rosyjskich, gdyz Polacy mogą się już czuć nieco rozczarowani brakiem jakichkolwiek efektów praktycznych doktryny pt. „w jedności siła" i nawet jesli nie widzą alternatywy w partiach ogólnokrajowych (które i nie próbuja taka alternatywę stworzyć) to moga po prostu na wybory nie przyjść. Wstążeczka gieorgijewska i lekka krytyka Majdanu już 1 marca nie wystarczą, dlatego lider AWPL wytacza cięższe działa wciągając na listy coraz więcej Rosjan i to takich, którzy nie ukrywają ani swoich marksistowskich, ani prorosyjskich poglądów.
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Istnieje mit — ostatnio powtórzony przez niejakiego towarzysza szychta — iż jestem przeciwnikiem AWPL. Nie jestem. Co prawda ostatni raz głosowałem na AWPL w roku 2000, a więc nie jestem też i zwolennikiem polskiej partii. Traktuję Akcję Wyborczą dokładnie tak samo jak każdą inną. Z niektórymi założeniami programowymi się zgadzam całkowicie, z innymi — częściowo, zaś z jeszcze innymi — nie zgadzam się w ogóle. Jestem natomiast wrogiem wrogów wolności. Dawno temu wybrałem wolność jako fundament swoich poglądów politycznych i przy swoich wolnościowych poglądach trwam niezmiennie. Podobnie jak od 20 lat nie zmieniam poglądów w sprawie stosunków polsko-litewskich. AWPL — to partia licząca ponad tysiąc członków. Wielu z nich to ludzie uczciwi, pełni pomysłów i próbujący zmieniać rzeczywistość według własnych ideałów i możliwości. Nawet jeśli nie zawsze się z ich ideałami zgadzam, szanuję osoby, które je posiadają. Nie brakuje jednak w partii i hochsztaplerów, karierowiczów oraz przechrzt, które wczoraj wyśmiewały partię, „katolskie szopki" i „podwożenie" wyborców, a dziś pchają się na jej listy wyborcze i do konfesjonałów. Z takimi mi nie pod drodze niezależnie od tego jaką partię reprezentują. Jestem także przeciwnikiem zdobywania głosów za pomocą podsycania konfliktów na tle etnicznym, wykorzystywania tzw. zasobów administracyjnych i rządzenia za pomocą zastraszania i kłamstw. A AWPL niestety cierpi na te dolegliwości. Najlepszym dowodem jest skazany w ubiegłym tygodniu prawomocnym wyrokiem sądowym Tadeusz Kułakowski, od lat filar partyjnej machiny wyborczej w Rudominie. Nie twierdzę jednak, że AWPL jest pod tym względem na Litwie wyjątkiem. Na palcach jednej ręki można policzyć partie, które cechuje wewnętrzna demokracja. Nie oznacza to jednak, że należy wobec AWPL stosować taryfę ulgową. Wręcz przeciwnie, ponieważ piszę przede wszystkim o sprawach Wileńszczyzny, volens nolens na partii nią rządzącej skupia się i lwia część moich uwag krytycznych.
czwartek, 22 stycznia 2015
„Kiedy stanąłem na czele rządu, odwiedziłem problematyczne regiony, w których przeważnie mieszkają przedstawiciele mniejszości narodowych i gdzie zauważalna jest nierówność społeczna, którym dotąd nie poświęcono wystarczającej uwagi. Teraz ministerstwa stworzyły program, zgodnie z którym te nierówności społeczne zostaną eliminowane” – powiedział premier Algirdas Butkevičius, przedstawiając dziennikarzom program na rzecz zmniejszenia nierówności społecznych i gospodarczych w regionach zwarcie zamieszkałych przez przedstawicieli mniejszości narodowych, który litewski rząd zatwierdził przed tygodniem (14 stycznia br.). Nie jest to sensu stricte program, gdyż nie został on ani zapisany w formie dokumentu strategicznego, ani zatwierdzony uchwałą rządową, brakuje też w nim kryteriów według których będzie oceniana jego skuteczność, ale niewątpliwie jest to pierwszy w całej historii niepodleglej Litwy tak szczegółowy projekt rzeczywiście zmierzający ku likwidacji przynajmniej najbardziej dotkliwych problemów tych regionów i przewidujący bardzo konkretne środki na ten cel. A więc wygodnie się różni od wszystkich poprzednich, które choć i były zatwierdzone jako dokumenty strategiczne to w praktyce kończyły się na wybudowaniu kilku szkół z litewskim językiem nauczania (nie twierdzę, że te szkoły są niepotrzebne, ale ich brak napewno nie był jedynym problemem Wileńszczyzny). Paradoksalnie właśnie te konkrety natychmiast wywołały do tablicy „orle pióra", które wstrzęły rwetes, że rząd znów się pakuje w wewnętrzne sprawy Wileńszczyzny, zamierza uszczęśliwiać litewskich Polaków na siłę (chociaż w grupie roboczej przygotowującej plan działali wicemerowie rejonów wileńskiego i solecznickiego). Jak rząd nie zwraca na Wileńszczyznę uwagi — to dyskryminacja, jak zwraca - to... „cuchnie". Sam diabeł nogę złamie szukając w tym logiki, więc wróćmy do planu.
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Nie jestem fanem Artūrasa Zuokas. Więcej - kiedyś wraz z rozłamowcami ze Związku Liberałów, którym ostatecznie zbrzydły jego metody zarządzania partią i miastem, afery i skandale, tworzyłem nawet alternatywną liberalną partię czyli Ruch Liberałów. Ale muszę przyznać, że facet ma niezwykłą charyzmę. Jest niewątpliwie wizjonerem nawet jeśli jego wizje kosztują mieszkańców miasta miliony, których brakuje na odśnieżanie i sprzątanie ulic, wyasfaltowanie dróg i podwórek, przedszkola i szkoły. Jest niewątpliwie zdolnym politykiem – cynicznym, pragmatycznym i skutecznym. Jednak pozostanie na trzecią kadencję włodarzem litewskiej stolicy nie z powodu charyzmy i pragmatyzmu, tylko ponieważ nie istnieje w mieście żadna licząca się opozycja wobec niego. Przekonałem się o tym na czwartkowym (15 stycznia) spotkaniu w Polskim Klubie Dyskusyjnym.
czwartek, 15 stycznia 2015
Przed kilkoma laty wystawę jego fotografii w wileńskiej galerii „Arka“ litewscy krytycy okrzyknęli sensacją. Mowa o Johanie Hiksie, pionierze litewskiej fotografii. Okres jego największej aktywności zawodowej przypadł na czas rozkwitu impresjonizmu i niewątpliwie ten łamiący wszelkie dotychczasowe tradycje nurt miał spory wpływ na przepełnione indywidualizmem, nieszablonowe kompozycyjnie dzieła wilnianina, który sporo podróżował po ówczesnej Europie. Paryż, Londyn, Berlin, Wiedeń — to tylko niektóre z miast, które odwiedził podczas swoich fotograficznych podróży. W czasie tych europejskich wojaży zwiedził piatą (1880), siódmą (1882) oraz ósmą (1886) wystawy impresjonistów. I ich wpływ jest doskonale widoczny w takich zdjęciach Hiksy jak „Dziewczyna w słońcu” (por. z „Ogród Moneta w Argenteuil” Claude’a Moneta) czy w serii „W parku w Werkach” (por., „Rodzina Moneta w swoim ogrodzie w Argenteuil” Edouarda Maneta), Jego pierwsze prace marynistyczne są datowane rokiem 1876. Johan Hiksa miał wówczas zaledwie siedemnaście lat. Zaś jego fotografie południowej Francji, szczególnie tryptyk „Pożar w restauracji w Nicei” może być postawiony w jednym rzędzie z dziełami Gustave’a Le Gray czy Williama Henry Jacksona. Sławę jednak przyniosły mu nie fotografie podróżnicze, tylko obrazki dworku w (pod)wileńskich Werkach z którymi był związany i które fotografował w latach 1876-1900.
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Zmarł Tadeusz Konwicki — być może jeden z ostatnich wielkich, polskich twórców; w nowoczesny sposób pisał o polskich uwikłaniach i losach. Pisarz w dawnym stylu: z historią, z życiorysem, z traumami. Wpisany w powojenną rzeczywistość opisywał ją w sposób nie tylko szczery, ale i literacko nowatorski. Litewska prasa napisała, ze odszedł jeden z najbliższych przyjaciół Litwy. To prawda — Konwicki zawsze wspierał wszelkie inicjatywy służące poprawie stosunków polsko-litewskich. Tym większy smutek ogarnia przy myśli, że tylko jedna jego książka — „Mała Apokalipsa” — została przetłumaczona na język litewski. „Proponowałam wydawnictwom wydanie innych powieści: „Rojsty”, „Dziury w niebie”, ale nie było zainteresowania" — mówi Irena Aleksaitė, litewska literatka, która przetłumaczyła na język litewski powieść „Mała Apokalipsa". W jej ocenie Konwicki na Litwie jest niezasłużenie zapomniany. Być może fakt odejścia Konwickiego posłuży przypomnieniu na Litwie jego osoby, a jego twórczość wzbudzi zainteresowanie u litewskich wydawców. Dla mnie śmierć Konwickiego ma też wymiar osobisty — odszedł pisarz, którego debiutancka książka — obok „Buntu Rojstów” Józefa Mackiewicza — nadała też tytuł mojemu blogowi. Czytałem i „Małą Apokalipsę”, i „Sennik Współczesny”, i „Kronikę Wypadków Miłosnych”, ale to właśnie „Rojsty” — które jak na powieść debiutancką przystało — nie są utworem idealnym, ale są moją ulubioną pozycją w dorobku tego wybitnego wilnianina, który urodził się w Nowej Wilejce, młodość spędził w Kolonii Wileńskiej i przez całe życie smakował Wilno, Wileńszczyznę, często się do tematyki wileńskiej odwoływał.
czwartek, 08 stycznia 2015
Urzędujący mer Wilna Artūras Zuokas z uznaniem mówi o Waldemarze Tomaszewskim jako kandydacie, który ma największe szanse na drugą turę. Waldemar Tomaszewski również z uznaniem mówi o swoim koalicjancie w wileńskiej radzie miejskiej. Teoretycznie — skoro obok Remigijusa Šimašiusa są najbardziej realistycznymi kandydatami na zwycięstwo w wyborach szefa litewskiej stolicy — powinni zwalczać się na śmierć i życie, tymczasem w kuluarach mówi się wręcz o nieoficjalnym pakcie (przynamniej) nieagresji pomiędzy zuokasowcami i AWPL. I taki pakt tylko z pozoru może się wydawać niemożliwym.
poniedziałek, 05 stycznia 2015
W listopadzie ub.r. polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaprosiło Polaków mieszkających poza granicami Polski do konsultacji projektu Rządowego Programu Współpracy z Polską Diasporą w latach 2015-2020, który ma określić cele, kierunki i sposoby realizacji zadań na rzecz polskiej diaspory. „Macie Państwo okazję przekazania nam swoich opinii, tak, by program jak najlepiej odzwierciedlał nasze wspólne interesy. Prosimy o ich przesyłanie na adres internetowy Departamentu Współpracy z Polakami i Polonią za Granicą dwppg.sekretariat@msz.gov.pl. Otrzymane tą drogą uwagi i propozycje, wraz z tymi, które otrzymamy od organizacji polonijnych oraz od indywidualnych przedstawicieli polskiej Diaspory z całego świata za pośrednictwem polskich placówek zagranicznych, zostaną wnikliwie przedyskutowane przez Międzyresortowy Zespół ds. Polonii i Polaków za Granicą. Najważniejsze z nich zostaną włączone do Programu i przedstawione do akceptacji Radzie Ministrów RP” — napisał Tomasz Orłowski, podsekretarz stanu MSZ. Postanowiłem więc i ja przyjrzeć się projektowi i zabrać głos.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Przewidywanie przyszłości jest rzeczą niewdzięczną, bo życie zazwyczaj wywraca do góry nogami tak pesymistyczne, jak i optymistyczne prognozy. Dokładnie przed 12 miesiącami pisałem, że „My — Polacy i Litwini — jesteśmy tak na dobrą sprawę naprawdę bliscy. Mentalnie oraz historycznie. I kto wie czy problemy w naszych stosunkach nie są pochodną tej bliskości. Jednocześnie ta bliskość sprawia, iż jest nadzieja, że uda nam się kiedyś te problemy przezwyciężyć. A wigilia Nowego Roku skłania nawet ateistów i agnostyków do wiary, więc wierzmy, iż 2014 rok w cudowny sposób stanie się rokiem konkretów.” Po części ta prognoza się ziściła. Konkrety w roku mijającym były, ale nadal nie było ich niestety ani zbyt wiele, ani nie były to zmiany gruntowne. Rozwiązano wreszcie problem dwujęzycznych tabliczek na domach prywatnych — po zmianie przepisów wykonawczych uznano, że w sensie prawnym nie są tablicami z nazwami ulic, a więc mogą wisieć dalej. Podjęto decyzję o odrodzeniu departamentu ds. Mniejszości Narodowych przy Rządzie RL. Sąd Konstytucyjny uznał, iż na wniosek językoznawców nielitewskie nazwiska mogą być w oficjalnych dokumentach zapisywane i literami nienależącymi do alfabetu litewskiego. Podpisano ponadpartyjne porozumienie dotyczące obrony i bezpieczeństwa narodowego Litwy w którym zobowiązano się do przyjęcia Ustawy o mniejszościach narodowych. W Sejmie złożono już kilkanaście projektów takiej ustawy, złożono projekt Ustawy o imionach i nazwiskach, który przewiduje oryginalną pisownię dla wszystkich nie-Litwinów. Ich los rozstrzygnie się najpewniej już w roku 2015. Niestety nie dam jednak głowy, że zawsze po naszej myśli.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Koniec roku kalendarzowego — to tradycyjnie czas na podsumowanie minionych 365 dni. Wciągu kilku ostatnich dnia miałem okazje podsumowywać najważniejsze wydarzenia mijającego roku na antenie różnych mediów. Ten wpis wiec służy niejako uporządkowaniu i usystematyzowaniu już wygłoszonych przeze mnie opinii, jak również przedstawieniu tych wydarzeń, na których szersze omówienie zabrakło czasu. Z racji tego, iż mój blog jest poświęcony przede wszystkim kwestiom wileńskim oraz polsko-litewskim skupiłem się przy opisywaniu Top 10 najważniejszych wydarzeń roku 2014 wyłącznie na Wileńszczyźnie oraz Litwie. To oczywiście wcale nie znaczy, że takie są rzeczywiste priorytety, ale przede wszystkim o tych sprawach w minionym roku pisałem, mówiłem w wywiadach, audycjach radiowych i telewizyjnych. Są one mi po prostu bliższe. A i czytelnicy zaglądają na „Inną Wileńszczyznę…” raczej nie po to, żeby się dowiedzieć mojej opinii o wojnie domowej w Sudanie…
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48
Tagi
stat4u Polityka Wschodnia