Niepoprawny blog o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
czwartek, 17 kwietnia 2014
16 kwietnia 1919 wojska polskie rozpoczęły ofensywę, której głównym celem było zajęcie Wilna. Zadanie to przypadło w udziale 9 szwadronom kawalerii i plutonowi artylerii konnej podpułkownika Władysława Beliny-Prażmowskiego oraz 3 batalionom piechoty generała Rydza-Śmigłego. Wojska polskie dotarły do Wilna 19 kwietnia rankiem i jeszcze tego samego dnia, korzystając z wparcia mieszkańców miasta, zwłaszcza „kaziuków“ (robotników ze Stowarzyszenia św. Kazimierza) oraz młodzieży szkolnej, objęły kontrolę nad większością miasta. Jedynie w niektórych miejscach bolszewicy utrzymali się do 21 kwietnia. Wyparcie bolszewików, którzy zwłaszcza w początkowej fazie polskiego ataku mieli przewagę liczebną, stało się możliwe dzięki m.in. wileńskim kolejarzom, którym pomimo bolszewickiego ostrzału udało się uruchomić pociąg do Lidy, co umożliwiło szybsze wsparcie piechoty. Po zajęciu Wilna w mieście zorganizowano defiladę wojsk i uroczyste dziękczynienie w Ostrej Bramie. „Wielki szloch tego tłumu, klęczącego na ulicy. Spojrzałem na Komendanta. Stał twarzą zwrócony do obrazu, oparty na szabli, nasrożony i... spod nasrożonych brwi ciężka łza spływała mu na wąsy. Śmigły za nim miał jakiś nerwowy tik na twarzy. Twarz drgała i też łzy ciekły mu po twarzy. A Belina beczał po prostu jak smarkacz..." — wspominał później naoczny świadek wydarzeń Tadeusz Święcicki. Fakty te są dosyć dobrze znane każdemu Polakowi. O czym zazwyczaj się nie mówi przy okazji omawiania wyzwolenia Wilna w kwietniu 1919 roku, to o antyżydowskich ekscesach do których w tym czasie w Wilnie doszło. We wspomnieniach i historiografii żydowskich te ekscesy są nazywane — może trochę na wyrost — nie inaczej jak pogrom wileński.
wtorek, 15 kwietnia 2014
Mamy właśnie Wielki Tydzień — już ostatnie dni oczekiwania na Święta Wielkanocne. Okres, gdy się nie chce pisać o wiecznych problemach, tylko o ich rozwiązaniu. W ubiegłym tygodniu koalicja rządząca obiecała, że Sejm rozpatrzy dzisiaj (15 kwietnia) projekt Ustawy o pisowni imion i nazwisk. De facto nawet dwa projekty — jeden autorstwa socjaldemokratów Gediminasa Kirkilasa i Ireny Šiaulienė, który zakłada, że osoby w oficjalnych dokumentach będą mogły zapisać nielitewskie imię i/lub nazwisko używając liter łacińskich nieistniejących w litewskim alfabecie, inny — autorstwa konserwatysty Valentinasa Stundysa, który na taki zapis zezwala tylko w dziale „inne wpisy”, a więc nie nadając mu mocy prawnej. Niestety zarówno projekt socjaldemokratów, jak i alternatywny projekt konserwatystów zostały zdjęte z porządku obrad Sejmu. Gediminas Kirkilas zapowiada, że jego projekt powróci pod obrady Sejmu tuż po świętach, ale wygląda że na święto jakim byłoby jego przyjęcie jeszcze będziemy sporo poczekać. Liderzy konserwatystów Vytautas Landsbergis i Andrius Kubilius już zapowiedzieli, iż teraz nie czas na dyskusje nad pisownią imion i nazwisk, która może pogorszyć stosunki polsko-litewskie (sic!), zaś sam projekt socjaldemokratów jest sprzeczny z Konstytucją. Szczególnie zabawnie ten ostatni argument brzmi w ustach Andriusa Kubiliusa, gdyż projekt socjaldemokratów jest bowiem dokładną kopią (prawie co do przecinka) identycznego projektu złożonego w parlamencie w kwietniu 2010 roku przez rząd… Andriusa Kubiliusa (wówczas ten projekt odrzucono głosami… centrolewicy). Stanowisko pozostałych frakcji — w tym rzadzących — najwyraźniej również jest chwiejne, skoro postanowiono kwestie omówić raz jeszcze "we własnym gronie".
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
„Napięcie etniczne w stosunkach polsko-litewskich jest niezwykle cennym elementem, który należy wykorzystywać i, mając ku temu możliwości, pogłębiać” — napisał przed wieloma laty w swoich „Podstawach geopolityki” ideolog imperialnej Rosji Aleksandr Dugin. Nie trzeba nikogo przekonywać, że wywody Dugina są coraz częściej wykorzystywane przez Moskwę w ramach jej Realpolitik. Niestety i na Litwie, i w Polsce ciągle znajdują się pożyteczni idioci. Wszelkiej maści wyznawcy Św. Alfabetu i zawsze polskiego Wilna (wysyp tych pierwszych mamy codzień na lamach litewskiej prasy, a desant tych drugich akurat mieliśmy w weekend w Wilnie z okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego), którzy są gotowi (najczęściej) bezpłatnie i w dobrej wierze ten cenny element rosyjskiej imperialnej polityki pogłębiać. Na szczęście są też głosy trzeźwo oceniające sytuacje i zagrożenia. Domagajace się odrodzenia racjonalnej polityki wschodniej, opartej między innymi na polsko-litewskim strategicznym partnerstwie, którego znaczenie — w obliczu wydarzeń na Ukrainie i potrzeby powrotu do polityki powstrzymywania Rosji — trudno przecenić. „Młoda myśl wschodnia”, która ukazała się przed kilkoma miesiącami nakładem Kolegium Europy Wschodniej, to właśnie próba uchwycenia najnowszych tendencji w polskim myśleniu o Wschodzie. Najwięcej miejsca w niej poświęcono niewątpliwie Rosji i Ukrainie, ale też Litwa i stosunki polsko-litewskie nie zostały pominięte milczeniem. I dla mnie właśnie ta część książki jest najciekawsza.
czwartek, 10 kwietnia 2014
W „Polityce" ukazał się właśnie godny polecenia reportaż Ziemowita Szczerka, polskiego pisarza, dziennikarza, podróżnika, miłośnika historii alternatywnej oraz laureata tegorocznego Paszportu Polityki w dziedzinie literatury, o Wileńszczyźnie. Po raz pierwszy w prasie z Korony Ziemia Wileńska została przedstawiona taką jaką jest. Nie czarno-białą, że albo totalne rosyjskojęzyczne gonzo, albo nostalgiczny wyciskacz łez ku pokrzepieniu serc, tylko ze wszystkimi niuansami: od tych endeckich po liberalne. Chciałbym jednak przypomnieć dzisiaj słowa Ziemowita Szczerka wypowiedziane pod naszym adresem przed paroma tygodniami w „Salonie Politycznym” Radia „Znad Wilii”: „Jesteście zakleszczeni w bezsensownym, mającym oczywiście podstawy, sporze, który nabrał takich kształtów, że trzeba przeredagować całą narrację. Trzeba rozbić ten monolit reprezentacji politycznej, cały ten spór jest moderowany przez jedną polską opcję, bo nie ma miejsca dla drugiej, a warto by było to trochę przewietrzyć. Macie konserwatywno-narodową partię, która nie spuszcza z tonu, tupie nóżkami i nie robi ani kroku, więc w ten sposób się nie dogadacie. Jestem optymistą, sprawę się załatwi, tyle że ludzie będą obchodzili dokoła ten kamień, który leży im pod nogami. Za chwilę się okaże, że ta opcja polityczna nie ma wyborców”. Osobiście jestem większym pesymistą — sporo jeszcze wody w Wilii i Niemnie upłynie za nim AWPL straci swoich wyborców. Jednak z pozostałymi wywodami nie sposób się nie zgodzić. Polska scena polityczna niewątpliwie wymaga „przewietrzenia”. I nie ulega wątpliwości, że to „przewietrzenie” wcześniej czy później nastąpi. Świat się zmienia, a z nim zmiany zachodzą też na Wileńszczyźnie, rodzi się polska klasa średnia, która nie chce trwać w wiecznym konflikcie, który przeszkadza w karierze, biznesie, nauce i która już nie uważa, że w imię walki ze „złymi Litwinami” trzeba patrzeć przez palce na kanty lokalnych urzędników czy polityków-Polaków. Wcześniej czy później wymusi ona albo zmiany w AWPL, albo powstanie jakiejś alternatywnej opcji politycznej, reprezentującej litewskich Polaków.
poniedziałek, 07 kwietnia 2014
Na zaproszenie organizatorów Polsko-Litewskiej Akademii, zorganizowanej z okazji 20-lecia podpisania Traktatu polsko-litewskiego przez Klub Jagielloński Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i studencką korporację „RePublica" Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, wziąłem w sobotę (5 kwietnia)w Solecznikach udział w spotkaniu ze studentami z Polski oraz Litwy. Miała się odbyć moja dyskusja z przedstawicielką Europejskiej Fundacji Praw Człowieka na temat stanu społeczeństwa obywatelskiego na Wileńszczyźnie, niestety przedstawicielka EFHR do Solecznik nie dotarła, więc musiałem ze studentami dyskutować sam. I dyskusja była interesująca i przyjemna. Poproszono mnie o udzielenie odpowiedzi na pytanie: czego brakuje społeczeństwu obywatelskiemu na Wileńszczyźnie? Moja odpowiedź: przede wszystkim społeczeństwa obywatelskiego czyli zbiorowości ukształtowanej dzięki działalności różnych instytucji życia publicznego umożliwiających obywatelom świadome uczestnictwo w życiu publicznym, której cechą charakterystyczną jest niezależność od władz publicznych. W tym sensie na Wileńszczyźnie niestety przejawy społeczeństwa obywatelskiego noszą charakter fasadowy. Owszem Związek Polaków na Litwie jest najliczniejszą organizacją społeczną na Litwie i na pewno dostaje od swoich członków największe odpisy podatku dochodowego, a przecież jeszcze istnieje kilkadziesiąt innych stowarzyszeń, związków, wspólnot i fundacji branżowych, zespołów folklorystycznych, szkół i szkółek, centrów kultury. Owszem czasami podejmują się one działań typowych dla trzeciego sektora i zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego, ale w zasadzie wszystkie te organizacje są uzależnione od lokalnych władz samorządowych oraz zorientowane na wspieranie działalności politycznej AWPL, mobilizacje elektoratu. W rzeczywistości na Wileńszczyźnie mamy więc do czynienia ze zorganizowanym społeczeństwem polskim, a nie społeczeństwem obywatelskim sensu stricte.
czwartek, 03 kwietnia 2014
Ostatnio znów głośno o dwujęzycznych tabliczkach z nazwami ulic na Wileńszczyźnie. W grudniu 2013 r. Wileński Sąd Okręgowy wymierzył dyrektorowi Administracji Samorządu Rejonu Solecznickiego Bolesławowi Daszkiewiczowi grzywnę w wysokości ponad 40 tys. litów za niewykonanie orzeczenia sądowego nakazującego nieusunięcie dwujęzycznych tabliczek. Obecnie komornik zwrócił się do sądu w sprawie ukarania za identyczne wykroczenie dyrektorki Administracji Samorządu Rejonu Wileńskiego Lucyny Kotłowskiej i domaga się kary w wysokości 500 litów za każdy dzień zwłoki czyli w sumie ponad 80 tys. litów. Zresztą dwujęzyczne tabliczki powoli znikają z podwileńskich domów. Samorządy już usunęły polskie tabliczki z budynków samorządowych, w wielu miejscowościach prywatni właściciele usuwają też je z prywatnych posesji. Dura lex sed lex. Inni prywatni właściciele są zdecydowani bronić tabliczek „do końca”, szczególnie że doskonale zdają sobie sprawę, iż nic im za to bohaterstwo nie grozi. Zgodnie z litewskim Kodeksem Wykroczeń Administracyjnych w drodze administracyjnej ukarać można za nieusunięcie tabliczek jedynie urzędników samorządowych, zaś sąd, który mógłby ukarać także osoby prywatne może działać jedynie na wniosek... lokalnych samorządów, które oczywiście ze swoimi mieszkańcami się procesować nie będą. Zalegalizować dwujęzycznych tabliczek nie da się bez zmiany Ustawy o języku państwowym i/lub przyjęcia Ustawy o mniejszościach narodowych. Jednak przy odrobinie dobrej woli i wyobraźni można przynajmniej rozwiązać problem drakońskich kar za nie, jak i niektóre inne problemy. Wystarczy na nie spojrzeć z punktu widzenia filozofii Kaizen.
sobota, 29 marca 2014
Siedem litewskich partii politycznych, posiadajacych własne frakcje sejmowe, podpisało w sobotę (29 marca) w Pałacu Prezydenckim, podczas obchodów 10-lecia wstąpienia Litwy do NATO, odnowione porozumienie międzypartyjne w strategicznych kierunków rozwoju obrony narodowej i bezpieczeństwa narodowego w latach 2014-2020. Umowa, którą w imieniu AWPL podpisał Jarosław Narkiewicz (tylko AWPL i „Porządek i Sprawiedliwość" oddelegowały do podpisania nie prezesów swoich partii, tylko ich zastepców), przywiduje ciągły stopniowy wzrost wydatków państwowych na obronność, aby w 2020 roku osiągnęły wymaganą przez NATO wartość 2 proc. PKB. O wiele jednak bardziej interesujące jest to, iż w ramach dbania o bezpieczeństwo narodowe w porozumieniu przewidziano cały szereg środków dodatkowych, w tym (w punkcie 16) m.in. zapowiedziano, iż celem wszystkich partii politycznych „jest dalsze rozwijanie demokracji na Litwie, uwzględnienie wartości europejskich, zapewnienie realizacji podstawowych praw człowieka oraz poszanowanie praw mniejszości narodowych, przyjęcie Ustawy u mniejszościach narodowych.“ Na wagę rozwiązania istniejących na Litwie problemów etnicznych, szczególnie w obliczu wydarzeń na Ukrainie oraz wzmożonej aktywności rosyjskich służb specjalnych, zwracali uwagę ostatnio nie tylko politolodzy, ale też Departament Bezpieczeństwa Państwowego (VSD). Dobrze, że politycy to zrozumieli.
poniedziałek, 24 marca 2014
Wiem, że moje teksty na blogu czasami przypominają zepsutą katarynkę, gdyż co jakiś czas piszę wciąż to samo na te same tematy. Wynika to przede wszystkim z tego, że stosunki polsko-litewskie w ciągu ostatniego półwiecza również przypominają zepsutą katarynkę — politycy z Polski, z Litwy i z Wileńszczyzny tak na dobrą sprawę od lat mówią wciąż o tych samych problemach i nic z tego nie wynika. Z drugiej jednak strony — w odróżnieniu od wszelkiej maści patridiotów i talibów — wierzę, że kropla drąży kamień i być może kiedyś moje słowa padną na jakiś podatny grunt. Tym przyjemniej, gdy twoje spostrzeżenia i rady potwierdzają działacze z krajów, którym wydawałoby się „wieczne” i „niemożliwe do rozwiązania” konflikty etniczne udało się rozwiązać tworząc nową jakość państwową i obywatelską. Jednym z takich przykładów jest doskonały wywiad z Andreasem Elfvingiem, sekretarzem ds. międzynarodowych Szwedzkiej Partii Ludowej w Finlandii, który ukazał sie ostatnio na łamach portalu zw.lt. Sytuacja szwedzkiej (właściwie szwedzkojęzycznej) mniejszości w Finlandii jest bardzo często przez naszych działaczy podawana jako modelowa. I rzeczywiście rozwiązania przyjęte w Finlandii mogą przypominać utopię, jeśli chodzi o prawa mniejszości narodowych. Jest to bowiem bodajże jedyny lub jeden z nielicznych krajów w którym w dobie wybijania sie na niepodległość zwyciężyły nie idee nacjonalistów, tylko krajowców. Tym ważniejsze są rady, których udziela litewskim Polakom jeden z liderów najważniejszej szwedzkiej partii w Finlandii, tworzącej od lat rządzące Finlandia koalicje rządowe (w obecnej posiada dwa niezwykle ważne stanowiska ministerialne — ministra obrony narodowej oraz sprawiedliwości), której liderzy w 1918 roku zawarli z liderami Finów ten historyczny kompromis językowy, który dziś uważamy za wzorzec do naśladowania. Kompromis polegający na tym, iż szwedzkojęzyczni mieszkańcy dostali cały szereg praw i przywilejów językowych, ale jednocześnie — o czym też warto pamiętać, gdy publicznie mówimy o przejęciu rozwiązań fińskich — stali się jedną z podstaw na których oparta jest współczesna fińska tożsamość państwowa, najbardziej lojalnymi obywatelami niezależnej Finlandii.
czwartek, 20 marca 2014
Jeśli chodzi o Polaków na Litwie to w tegorocznym raporcie Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego (VSD) na temat zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego Litwy są dwie wiadomości: dobra i zła. Żadna jednak z nich nie jest sensacją. „W ciągu kilku ostatnich lat w Litwie Południowo-Wschodniej ostatecznie uformował się ruch polskich skrajnych nacjonalistów. Zdaniem VSD pierwotną przyczyną powstania tego ruchu była dosyć duża społeczna i kulturowa izolacja wspólnoty polskiej na Litwie, jednak znaczący impuls ruchowi nadała coraz aktywniejsza działalność prawicowych organizacji z Polski na Wileńszczyźnie oraz kontakty z nimi” — ta wiadomość jest niewątpliwie zła, gdyż w chwili obecnej najmniej takiego ruchu potrzebujemy. Dobra polega na tym, iż „w ocenie VSD wspomniany ruch nie stanowi zagrożenia dla terytorialnej integralności Litwy” czyli VSD w klarowny sposób wyjaśnił wszelkiej maści talibom, iz ze strony litewskich Polakow nic litewskiej panstwwoości i integralności terytorialnej nie grozi. Akurat nie trzeba być analitykiem kontrwywiadu, żeby dojść własnym rozumem do identycznych wniosków. Pisałem zresztą o tym już kilkakrotnie i dużo szerzej niż VSD. Od mniej więcej dwóch lat można zaobserwować wzmożone zainteresowanie polskich organizacji nacjonalistycznych czy kibolskich Wileńszczyzną oraz próby tworzenia przez nie na Litwie nieformalnych organizacji czy grup o charakterze radykalno-narodowym. Niewątpliwie te grupy, liczące od siły kilkadziesiąt osób, nie stanowią zagrożenia dla Litwy, jednak negatywnie wpływają na wizerunek Polaków i Polski w społeczeństwie litewskim, a więc i oddalają możliwość porozumienia polsko-litewskiego w kwestiach ważnych dla obu stron. Zwraca zresztą na to uwagę i VSD, podkreślając, iż ich „działalność i osobne incydenty mogą nasilać napięcia na tle etnicznym na Litwie Południowo-Wschodniej, wzbudzać negatywne stereotypy w społeczeństwie litewskim wobec wspólnoty polskiej na Litwie.” Raport VSD potwierdza też przypuszczenia komu polsko-litewski konflikt może być na rękę. I na pewno nie są to ani Polacy, ani Litwini. Ani Polska, ani Litwa.
poniedziałek, 17 marca 2014
Wilno, przełom lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Wychodzącego z pracowni starego żydowskiego krawca milicjanta żegna papuga. „W jakim języku mówi ta papuga?” — pyta zaskoczony milicjant. „W jidysz. To żydowski język” — odpowiada krawiec. „Żydowski język? Nigdy nie słyszałem, żeby Żydzi w nim rozmawiali” — dziwi się milicjant. „Bo już nie ma Żydów, którzy w nim rozmawiali. Martwi nie rozmawiają“ — odpowiada nieco poirytowany stary Żyd, który jako jedyny ze swojej ulicy przetrwał jakimś cudem niemiecką okupację. To jedna z ostatnich scen filmu znanego żydowskiego reżysera, scenarzysty i pisarza Efraima Seweła pt. „Попугай, говорящий на идиш” („Papuga mówiąca w języku jidysz”). Film, na który dosyć przypadkowo trafiłem w internecie i na który postanowiłem napisać recenzję, mimo iż powstał przed blisko ćwierć wieku, to taka z jednej strony tragikomiczna historia żydowskiego Forresta Gumpa, dobrego wojaka Szwejka w wersji jidysz, który przez przypadek staje się bohaterem wojennym, a z drugiej — historia żydowskiego chłopca z Wilna, który we wszystkich okolicznościach i na wszystkich kontynentach szuka drogi do swojej mamy, która w wyniku zawieruchy wojennej została w przechodzącym z rąk do rąk Wilnie. Drogi do domu, którego już nie ma. Drogi do wyśnionej Itaki.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
Tagi
stat4u Polityka Wschodnia