Aleksander Vile Radczenko o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
środa, 20 sierpnia 2014
Biuro Prasowe AWPL wydało wczoraj (19 sierpnia) długie oświadczenie, którego (pomijając tradycyjne panegiryki na własną cześć) sedno sprowadza się de facto do dwóch zdań: sprawa Jarosława Niewierowicza — mimo iż został on z dniem 25 sierpnia zdymisjonowany ze stanowiska ministra energetyki — „nie jest jeszcze przesądzona i do 25 sierpnia mogą zapaść inne decyzje. (…)Niewykluczone, że po 25 sierpnia premier kraju w porozumieniu z AWPL ponownie zgłosi kandydaturę Jarosława Niewierowicza na stanowisko ministra energetyki.” Gdyby rzecz się działa w każdym innym kraju uznałabym, że jest to niemożliwe. Znając jednak nieco realia naszego cyrku politycznego wierzę, że nawet taki scenariusz na Litwie nie jest wykluczony, nawet jeśli jest najmniej wiarygodny. Po prostu nie wiemy ani dlaczego kierownictwo AWPL doprowadziło do kryzysu w koalicji, ani jakie ma dalsze plany. Prognozowanie działań polskiej partii — to trochę jak wróżenie z fusów. Dlaczego więc uważam powyższy scenariusz za najmniej wiarygodny?
wtorek, 19 sierpnia 2014
Mea culpa. Pomyliłem się w swoich prognozach. Waldemar Tomaszewski jednak wymusił na ministrze Jarosławie Niewierowiczu mianowanie Renaty Cytackiej na wiceminister energetyki. Nie ulega wątpliwości, że decyzja Tomaszewskiego, stawia pod znakiem zapytania przyszłość koalicji rządowej w obecnym składzie. Wódz, jak na wodza przystało, jest coraz mniej przewidywalny w swoich decyzjach. Premier Algirdas Butkevičius, który niejednokrotnie zapowiadał i wymusił na Radzie Koalicyjnej zobowiązanie, że wszystkie kandydatury wiceministrów mają być uzgodnione z nim osobiście oraz że Renaty Cytackiej w rządzie nie będzie, dziś (19 sierpnia) przedstawił prezydent Dalii Grybauskaitė wniosek o zdymisjonowanie ministra energetyki. Interesujące, że wniosek został wysłany pocztą, a nie złożony osobiście jakby nakazywał obyczaj polityczny. Prezydent z jednej strony niewątpliwie ceni ministra Jarosława Niewierowicza, którego nawet nieprzychylni centrolewicowej koalicji prawicowi litewscy komentatorzy nazywają „najlepszym ministrem energetyki w historii niepodległej Litwy”, z drugiej zaś — odrzucenie wniosku premiera postawiłoby go w totalnie niezręcznej sytuacji jako lidera koalicji, który nie jest w stanie kontrolować swoich ministrów. Po tym jak Butkevičius prawie walkowerem oddał wybory prezydenckie Grybauskaitė byłaby to niezwykła nawet w naszych realiach politycznych złośliwość. Honorowy przewodniczący socjaldemokratów Aloyzas Sakalas wręcz sugerował, że w razie odrzucenia przez prezydent wniosku premier powinien się podać do dymisji. Byłoby to jednak wydarzenie jeszcze bardziej groteskowe — premier podaje się do dymisji, gdyż do dymisji nie chce się podać… wiceminister! Zresztą w sensie prawnym wcale nie jest pewne, że prezydent może taki wniosek premiera o dymisję jednego z ministrów odrzucić. Rząd jest struktura opartą na politycznym zaufaniu, minister jest politykiem i odpowiada za swoje czyny przed partią, premierem oraz Sejmem, i chociaż formalnie to prezydent zatwierdza skład rządu i poszczególnych ministrów w nim, to jednak o konkretnych kandydaturach decyduje premier. Jeśli stracił do któregoś z polityków zaufanie — ma prawo go zdymisjonować.
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Po bardzo dobrym wyniku Waldemara Tomaszewskiego w majowych wyborach prezydenckich i do Parlamentu Europejskiego byłem przekonany, że partie ogólnolitewskie zaczną poważnie się zastanawiać jak o tych kilkadziesiąt tysięcy polskich i rosyjskich głosow zawalczyć. Najwyraźniej jednak przeliczyłem się oceniając inteligencję litewskich partyjnych liderów. Socjaldemokraci np. po przeanalizowaniu swoich wyników wyborczych stwierdzili, że za gorszy niż zakładano wynik partii w wyborach do Parlamentu Europejskiego odpowiedzialność ponosi… za mało patriotyczny (czytaj nacjonalistyczny) program wyborczy. Jednak do walki o głosy rosyjskie najwyraźniej postanowił stanąć Siergiej Dmitrijew, lider Litewskiego Związku Rosjan — partii politycznej, która niegdyś była sojusznikiem i koalicjantem AWPL, następnie zaś — po niezbyt udanych samodzielnych startach wyborczych — związała się z Partią Pracy Wiktora Uspaskicha (Siergiej Dmitrijew i jego siostra Łarisa są posłami na Sejm z ramienia „laburzystów”). Od 2012 roku rodzeństwo Dmitrijewych jak i cały Litewski Związek Rosjan w zasadzie przysypiali, jednak sukces gieorgijewskiej wstążeczki Waldemara Tomaszewskiego oraz zbliżające się wybory samorządowe najwyraźniej pobudzili ich do działania.
czwartek, 14 sierpnia 2014
Pewien znajomy dziennikarz z Polski, zawodowo interesujący się problemami polsko-litewskimi, napisał do mnie ostatnio: „Skoro partie litewskie tak nie lubią Tomaszewskiego, to dlaczego Masiulis (Kubilius, Butkevičius) nie da na 5 miejsce na liście krajowej Polaka lub Polki? Najwyżej ta osoba spadłaby w rankingowaniu, ale Litwini pokazaliby dobrą wolę. Nie jestem zwolennikiem kwot czy parytetów, ale czasem takie gesty wobec mniejszości się liczą.” Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta — litewskie partie nie lubią Tomaszewskiego, ale doskonale z nim się dogadują. Przed tygodniem doszło do zmiany — na pół roku przed wyborami samorządowymi — koalicji rządzącej w rejonie trockim, do władzy (za pomocą konserwatystów i liberałów) powróciła AWPL. W Wilnie Akcja Wyborcza Polaków na Litwie praktycznie bez przerwy rządzi już od bodajże 15 lat — raz z liberałami, innym razem ze „znienawidzonymi polakożercami” konserwatystami. Na poziomie krajowym AWPL również już po raz trzeci jest w koalicji rządowej i trzeba przyznać, że w każdej z tych koalicji były też partie, które trudno uznać za pałające szczególna sympatia do AWPL czy Polaków na Litwie. W takiej sytuacji, gdy w zamian za poparcie AWPL dla tej lub innej koalicji rządzącej wystarczy kilka stanowisk, a nad problemami się jedynie debatuje — dlaczego ktokolwiek miałby się dzielić z Polakami miejscami na listach? Na miejsca w pierwszej dziesiątce, że już nie wspomnę o pierwszej piątce, zawsze jest mnóstwo chętnych zasłużonych liderów partyjnych lub bogatych biznesmenów, mogących wyłożyć odpowiednią kasę na partyjną kampanie wyborczą, żeby je oddawać jakimś tam Polakom...
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Rząd jest na urlopie. Sejm jest na urlopie. Sezon ogórkowy — w tym roku dosyć późno — dotarł i na Litwę. I z tej okazji proponuję powrócić myślami do lat dziecinnych i przypomnieć sobie ulubione książki… przygodowe. Wiem, że dziś mało kto po książki przygodowe sięga. U dzieciaków — jak wynika ze statystyk — prym obecnie wiedzie literatura z gatunku fantasy i space opera. Dzieci zresztą nie chcą dziś czytać w ogóle, a jeśli już to na pewno nie o przygodach Indian czy w dzikiej Afryce. Przygody przeniosły się w kosmos lub do wyimaginowanych krain. Ale dla mnie te stare powieści przygodowe, napisane z niebywałą dokładnością i sercem, mają jednak o wiele więcej uroku, niż ich współcześni następcy. Nie wyobrażam swego dzieciństwa bez D’Artagnana, Jakuba Paganela czy Tomka Wilmowskiego. To książki Verne’a, Dumasa, Szklarskiego, Londona, Sienkiewicza zaraziły mnie pasją podróżowania i naiwną wiarą w to, że dobro zawsze zwycięża. Z biegiem czasu pewnie nie wiele z tej naiwności bohaterów młodzieżowej literatury przygodowej we mnie zostało, ale dziś chciałbym przedstawić swój totalnie subiektywny TOP 10 najlepszych książek przygodowych wszechczasów (ten spis nie obejmuje książek fantasy, science fiction, thrillerów i kryminałów!). Ten spis został posortowany nie z uwagi na walory artystyczne, tylko chronologię, czyli mniej więcej zgodnie z tym w jakim czasie książki w moje ręce trafiały. Zaczynając od tych najwcześniejszych.
czwartek, 07 sierpnia 2014
We środę (6 sierpnia) polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, na posiedzeniu senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą, zaprezentowało „Atlas polskiej obecności za granicą”. Atlas zawiera mapy, grafiki i krótkie informacje na temat Polonii oraz polskich placówek dyplomatycznych i organizacji polonijnych z 33 krajów świata, gdzie obecność Polaków i osób polskiego pochodzenia jest najtrwalsza i najbardziej znacząca. Są w nim przedstawione również nekropolie, miejsca pamięci narodowej, media, instytucje edukacyjne, a także cykliczne imprezy. W 286-stronicowej publikacji 8 stron jest poświęconych Polakom mieszkającym na Litwie. „Publikacja "Atlasu polskiej obecności za granicą" jest częścią podjętego przez resort spraw zagranicznych wysiłku zgromadzenia całościowej informacji na temat społeczności polskich i polonijnych za granicą” — napisał w przedmowie minister Radosław Sikorski. I rzeczywiście jest to chyba pierwsze tak obszerne i jakościowe opracowanie tematu w Polsce. Jeśli chodzi o Polaków na Litwie ma — obok wielu zalet — także pewne niedociągnięcia wynikające w znacznym stopniu z tego, że zostało oparte na „Raporcie o sytuacji Polonii i Polaków za granicą" z 2013 roku, a wiec zawiera informacje ze schyłku roku 2012.
środa, 06 sierpnia 2014
Od kilkunastu dni obserwuję w polskiej prasie z Korony histerię, że Litwini przygotowują „endlösung” kwestii polskiego szkolnictwa na Litwie. Dopóki pisali o tym wyłącznie etatowi prowokatorzy na pseudokresowych portalach — nie zwracałem na to uwagi. Jednak ostatnio na alarm uderzył Michał Dworczyk — niegdyś doradca braci Kaczyńskich ds. Polonii i Polaków za Granicą, a obecnie prezes Fundacji „Wolność i Demokracja”, dzielącej pieniądze z MSZ pomiędzy potrzebujących na Wschodzie. „Litwa planuje zadać kolejny, tym razem druzgocący cios polskiej mniejszości. Oto nieco ponad tydzień temu, bez żadnego echa w mediach, a co bardziej niepokojące, bez wyraźnej reakcji ze strony państwa polskiego, parlament litewski zaproponował przepisy, których konsekwencją będzie de facto likwidacja polskich szkół. Chodzi o zmiany w projekcie ustawy o mniejszościach narodowych mówiące o tym, że we wszystkich polskich szkołach na terenie Litwy, język mniejszości narodowych ma być jedynie przedmiotem, a nie językiem nauczania, jak to ma miejsce obecnie. To bolesne odarcie z praw przeszło 200 tysięcy Polaków zamieszkujących Litwę. To także kolejny przykład na konsekwencję litewskich polityków w zwalczaniu podstawowych praw mniejszości narodowych w celu przymusowej lituanizacji młodszych pokoleń. Przymusowej, bo osiąganej na drodze nakazowo-administracyjnej” — pisze prezes Dworczyk na łamach portalu wpolityce.pl. Niewątpliwie działaczowi opozycyjnego PiS chodzi przede wszystkim o rozprawienie się ze znienawidzonym Tuskiem i Platformą Obywatelską, które rzekomo nic nie robią dla Polaków na Litwie. Problem jednak polega na tym, iż to co pisze Dworczyk — nawet jeśli powtarza to za naszymi lokalnymi działaczami — najzwyczajniej w świecie mija się z prawdą.
niedziela, 03 sierpnia 2014
„Dziś wszedł w życie rosyjski zakaz importu polskich jabłek. Polacy na to odpowiedzieli masową kampanią jedzenia jabłek - #jedzjabłka. Dołączmy do niej i my, wesprzyjmy naszego najbliższego sąsiada! Dziś, o godzinie 14, planuje zjeść jedno-drugie polskie jabłko przy ambasadzie rosyjskiej (jeszcze nie wiem co zrobię z ogryzkami). Jeśli będzie trochę chętnych do mnie sie dołączyć i zrobić nieduży flashmob, podzielcie się tą informacją i do przodu“ — napisał w piątek (1 sierpnia) na swoim profilu na FB znany litewski dziennikarz Andrius Tapinas. W happeningu przez niego zorganizowanym wzięło udział zaledwie 10 osób, spora grupa dziennikarzy i dwa radiowozy… z uzbrojonymi w karabiny policjantami. Jednak napisały o niej wszystkie litewskie media i akcja „Postaw się Putinowi – jedz jabłka, pij cydr”, zapoczątkowana w Polsce przez wicenaczelnego „Pulsu Biznesu” Grzegorza Nawackiego (w wyniku której polscy internauci używając hashtagu #jedzjabłka zalali serwisy społecznościowe zdjęciami i wpisami wymierzonymi w rosyjskie embargo), zaczęła rozpowszechniać się na Litwie z szybkością wirusa Ebola. Coraz to nowi Litwini publikują na Facebooku swoje fotki z polskimi jabłkami. Sceptycy powiedzą, że to nie ma znaczenia, bo nawet uczestnicy najbardziej masowej akcji nie dadzą radę zjeść milion ton jabłek (a tyle Polska eksportuje co roku do Rosji). Pesymiści stwierdzą, że to nie ma znaczenia, bo Litwini (w ich nomenklaturze — „lietuvisi”) i tak są antypolscy, a akcja ma jedynie ten obraz rozmyć. A ja twierdzę, że to wszystko ma znaczenie. Oczywiście znaczenie symboliczne. Ale przecież symbole mają olbrzymie znaczenie. Wystarczy wspomnieć jak symboliczne problemy pisowni nazwisk czy nazw ulic mobilizują od kilkunastu lat kolejne rzesze wyborców AWPL. Swoją drogą interesujące, że zazwyczaj niezwykle aktywna w mediach Akcja Wyborcza Polaków na Litwie i jej „orle pióra” w temacie rosyjskiego embarga na import polskich jabłek milczą jak ryby.
poniedziałek, 28 lipca 2014
W jednym z dialogów Platona pod tytułem „Państwo“ jest opisany alegoryczny obraz, który przedstawia uwięzionych w głębi ciemnej jaskini ludzi, skrępowanych łańcuchami. Ich twarze zwrócone są w stronę ściany, na którą padają cienie rzeczy, znajdujących się przed ogniskiem, zapalonym powyżej nich. Tym ludziom się wydaje, że to właśnie te cienie są światem rzeczywistym, gdyż żadnej innej rzeczywistości nie znają. Mniejsza o anamnesis, poznanie prawdy wyższej, świata idei i resztę idei filozoficznych, które przez tę alegorię Platon chciał nam przekazać. Mam bowiem nie odparte wrażenie, że dziś w takiej samej jaskini platonowskiej siedzimy my — Polacy i Litwini — i w żaden sposób nie możemy się wyzwolić z łańcuchów historycznych oraz etnicznych przesądów, kompleksów i stereotypów, które nie pozwalają nam zobaczyć prawdziwy świat i jego prawdziwe problemy, a nie ich cienie na ścianie. Czas od czasu pojawiają się oczywiście osoby, które próbują zerwać kajdany i wyrwać się z jaskini, jednak większość czuje się w niej całkiem komfortowo. Pewien południowoafrykański pisarz, dawno temu, obserwując stosunki pomiędzy białymi czarnymi w RPA pod rządami apartheidu pesymistycznie zauważył: „Obawiam się, że kiedy my dojrzejemy, aby ich pokochać, oni dojrzeją do nienawiści wobec nas”. Mam takie same odczucia, gdy czytam niekończące się pseudonaukowe wywody tych wszystkich talibów, wyznawców „św. Alfabetu” i miłośników „zawsze polskiego” Wilna…
czwartek, 24 lipca 2014
Nam, Polakom, wydaje się często, że jesteśmy najbardziej pokrzywdzonym przez Litwinow narodem, najbardziej przez nich znienawidzonym. I to jest naturalne — własna koszula zawsze jest bliżej ciała. Zresztą nie ulega wątpliwości, że antypolskie stereotypy, kompleksy, nastroje są wśród Litwinów. Ostatecznie litewska tożsamość narodowa na przełomie XIX i XX w.w. budowała się w dużym stopniu w opozycji wobec wszechobecnej wówczas na tych terenach polskości. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że na dobrą sprawę o wiele szerszy zakres ma w naszym kraju rusofobia. Szerszy zakres i, co gorsza, totalne społeczne przyzwolenie. Owszem istnieją wpływowe grupy i wśród dziennikarzy, i wśród polityków, i wśród działaczy społecznych, którzy pozwalają sobie na antypolskie wypady, które niestety nadal trafiają na szczególnie podatny — z uwagi na historię — grunt. Jednak przynajmniej oficjalnie w środowiskach akademickich, elitach politycznych i dziennikarskich antypolonizm jest passé. Natomiast rusofobia — nie. A teraz pod wpływem wydarzeń na Ukrainie mamy do czynienia z jej kolejną falą w ramach której do jednego worka wrzucani są wszyscy: i Putin, i rosyjscy propagandyści, i donieccy separatyści, i działacze kultury, i zwykli Rosjanie. Według sporej części opinii publicznej, której „dzielnie” sekundują goniące za rankingami media i publicyści, każdy kto się odzywa po rosyjsku powoli urasta do rangi „stonki ziemniaczanej”. Czy zadajemy sobie trud przynajmniej zrozumieć, jak z tym się czują litewscy Rosjanie?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43
Tagi
stat4u Polityka Wschodnia