Aleksander Vile Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
środa, 01 lipca 2015
Wczoraj (30 czerwca) odbyło się ostatnie posiedzenie sejmowe w sesji wiosennej. Po raz kolejny — tym razem na wniosek partii rządzących — z agendy został skreślony projekt Ustawy o pisowni imion i nazwisk. I chyba… dobrze się stało. Bo najwyraźniej groziła nam powtórka z kwietnia 2010 roku, gdy podczas wizyty w Wilnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego litewski parlament odrzucił projekt Ustawy o pisowni imion i nazwisk. Ten gest Kozakiewicza nabrał w dwa dni później mrocznego symbolizmu, gdy prezydent Lech Kaczyński, orędownik porozumienia polsko-litewskiego, zginął pod Smoleńskiem. Wczoraj na Litwie również przebywał prezydent RP — Bronisław Komorowski, któremu na Uniwersytecie Witolda Wielkiego wręczono tytuł doktora honoris causa. Gdyby podczas jego wizyty odrzucono po raz kolejny ten projekt — a nastroje w Sejmie wskazują, że był to scenariusz możliwy — i tak przecież nienajlepsze stosunki polsko-litewskie zostałyby po raz kolejny i na długo zepsute. Na szczęście jest też wiadomość dobra: Sejm przyjął wczoraj ustawę przekładającą ostateczny termin reorganizacji szkół średnich w gimnazja i szkoły podstawowe na rok 2017. Jeśli nie zostanie zawetowana przez prezydent i jeśli samorzady nie będą forsowaly reorganizacji — polskie szkoły na Wileńszczyźnie dostaną dwa lata na zakończenie akredytacji. Jestem absolutnie przekonany, iż wcześniej czy później kwestie oryginalnej pisowni imion i nazwisk, dwujęzycznych napisów i innych praw etnicznych zostaną na Litwie rozwiązane pozytywnie. Wynika to bowiem z wektora rozwoju ludzkości, a najnowszym przykładem jest decyzja amerykańskiego Sądu Najwyższego (26 czerwca) o legalizacji małżeństw jednopłciowych. Sąd uznał, że konstytucyjne gwarancje sprawiedliwego procesu i równego dostępu obywateli do ochrony prawnej oznaczają, iż poszczególne stany nie mogą zakazać małżeństw tej samej płci. Ta decyzja oznacza, że małżeństwa homoseksualne staną się legalne we wszystkich 50 stanach USA (dotychczas 13 stanów się temu sprzeciwiało). Ta decyzja nie do pomyślenia na Litwie, jak i brak u nas decyzji w sprawie np. pisowni imion i nazwisk, świadczą dobitnie jak daleko jesteśmy za cywilizowanym światem.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Gdy już wydaje się, że mamy sezon ogórkowy, pisać nie ma o czym, a paranoja miłościwie nam panującej jedynie słusznej opcji sięgnęła dna, okazuje się, że to dopiero pierwsza warstwa mułu. Już samo nadanie przez rejon wileński honorowego obywatelstwa Waldemarowi Tomaszewskiemu świadczyło o tym, że źle się dzieje w głowach jego włodarzy, którym się najwyraźniej marzy Korea Północna. Podobnie jak źle się dzieje w głowie samego Waldemara Tomaszewskiego, który to odznaczenie przyjął, naiwnie sądząc, że w ten sposób zatuszuje skandale związane z odejściem AWPL z koalicji rządzącej czy koalicjami wyborczymi z „egzotycznymi” działaczami prokremlowskimi. Ale okazało się, że nawet ten kafkowski pomysł można doprowadzić do absurdalnego, choć w gruncie rzeczy przewidywalnego zakończenia – na uroczystość wręczenia Waldemarowi Tomaszewskiego tytułu honorowego obywatela, która odbyła się w Domu Kultury Polskiej w Wilnie w piątek (26 czerwca), nie wpuszczono dziennikarzy Radia „Znad Wilii”/zw.lt. Ochroniarz zawracał wszystkich, którzy nie mieli zaproszeń. Tak się złożyło, że część dziennikarzy polskich mediów na Litwie ich nie dostała. Jak donosi portal l24 organizatorem imprezy był samorząd rejonu wileńskiego, a więc impreza — jak przypuszczam — została sfinansowana (przynajmniej po części) przez podatników. Nie wpuszczenie więc na nią mediów jest nie tylko dwuznaczne z punktu widzenia etycznego, ale i prawnego. Kogo na takiej imprezie karmić kotlecikiem i poić wódeczką — to oczywiście suwerenny wybór i decyzja organizatorów, jednak nie wpuszczanie mediów na uroczystość wręczania przez władze publiczne osobie publicznej odznaczenia publicznego — to cenzura, której zakazuje artykuł 44 Konstytucji Republiki Litewskiej. I to że nikt z zaproszonych na tę imprezę szanownych gości — dziennikarzy, polityków, dyplomatów, działaczy oświaty i kultury — na ten przejaw censorshit nie zareagował, świadczy tylko o mierności tych, śpiewających Zwykłemu Wielkiemu Człowiekowi niekończącą się hosannę. Następny przystanek — to otwarte listy naszej lokalnej „twórczej inteligencji” do Wilna i Warszawy z prośbą o zakazanie „wrogich” głosów i innych mediów? Nawet jeśli nie, to powoli zaczynam rozumieć tych, co dają sobie spokój z taką polskością - jej pseudoobrońcy i bez pomocy Litwinów wykończą Polaków na Litwie w ciągu dwóch pokoleń...
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Od września w polsko-rosyjskiej Szkole Średniej im. Joachima Lelewela nie będą formowane klasy 11-12 - zadecydowała podczas środowego (17 czerwca) posiedzenia Rada samorządu miasta Wilna. Podczas głosowania głosy radnych podzieliły się po równo — 23:23 — a więc o tej decyzji zadecydował głos mera Remigijusa Šimašiusa. Z jednej strony decyzja rady jest zrozumiała — szkoła nie została akredytowana jako tzw. długie gimnazjum, a więc musi być przekształcona w podstawówkę ergo nie może mieć klas 11-12. Z drugiej, proces akredytacji tej szkoły nie został zakończony (resort oświaty nie wydał jeszcze żadnej decyzji, chociaż w kwietniu br. jeden z departamentów Ministerstwa Oświaty i Nauki wystosował do samorządu list, iż resort nie zamierza kontynuować procesu akredytacyjnego), a Ministerstwo Oświaty i Nauki zwróciło się do wileńskiego samorządu z prośbą wstrzymania się jeszcze z podejmowaniem decyzji, gdyż resort przygotowuje właśnie poprawki do Ustawy o oświacie, które umożliwiłyby takim szkołom tymczasowe (do trzech lat) nauczanie na poziomie średnim. Nawet jeśli szans na pomyśne zakończenie akredytacji czy przyjęcie wspomnianych poprawek nie ma zbyt wiele — sesja wiosenna parlamentu kończy się już w tym tygodniu, a odpowiedni projekt jeszcze nawet do Sejmu nie wpłynął — to warto było jednak na ostateczną decyzję resortu zaczekać i dopiero wtedy podejmować decyzję w sprawie kompletowania klas. Obecny pośpiech moim zdaniem jest niezrozumiały i idiotyczny, szczególnie że samorząd i tak spóźnił się z podjęciem decyzji o kilka miesięcy. Nie będę dziś jednak szczegółowo analizował przypadku szkoły im. J.Lelewela, bo decyzje o niekompletowaniu klas zapadły przecież nie tylko w sprawie Lelewela, tylko zaznaczę trzy kwestie związane z polskim szkolnictwem w Wilnie w ogóle.
środa, 17 czerwca 2015
„This is the end/My only friend, the end/Of our elaborate plans, the end” — śpiewał niegdyś Jim Morison. Slowa tej najsłynniejszej bodajże piosenki The Doors przypomniały mi się wczoraj (16 czerwca), gdy przeczytałem o tym, iż Państwowa Komisja Języka Litewskiego na nadzwyczajnym zebraniu — zwołanym na wniosek sejmowego Komitetu Prawa i Praworządności — po raz drugi nie zgodziła się na oryginalny zapis nielitewskich imion i nazwisk w przypadku obywateli litewskich, a wiec przede wszystkim litewskich Polaków. 5 września ub.r. Komisja już debatowała nad tą kwestią i wówczas podjęła decyzję zezwolić na oryginalny zapis nielitewskich imion i nazwisk w przypadku obcokrajowców, ich małżonków oraz dzieci. Natomiast w przypadku pozostałych obywateli litewskich rekomendowała zachować dotychczasowy tryb czyli zapisu według brzmienia literami litewskiego alfabetu. Mimo to socjaldemokraci dalej forsowali w parlamencie prace nad projektem ustawy o pisowni imion i nazwisk. Ostatni wariant projektu, przygotowany przez sejmowy Komitet Prawa i Praworządności, przywidywał możliwość oryginalnego zapisu dla wszystkich chętnych, ale bez diaktryków (tj. tylko używając nieistniejących w litewskim alfabecie liter „w”, „q” i „x”). Jednak litewscy językoznawcy jednogłośnie odrzucili nawet tak kompromisowy projekt, powtarzając swoje stanowisko sprzed 9 miesięcy — prawo do zapisu imienia lub nazwiska z użyciem liter nieistniejących w litewskim alfabecie mają tylko obcokrajowcy, którzy uzyskali litewskie obywatelstwo, ich małżonkowie oraz dzieci, ale nie przedstawiciele mniejszości narodowych. W zasadzie ta decyzja Komisji zamyka kwestię oryginalnej pisowni polskich imion i nazwisk, gdyż zgodnie z wykładnią Sądu Konstytucyjnego zasady pisowni imion i nazwisk w oficjalnych dokumentach mogą być zmienione tylko na wniosek językoznawców.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
„Dziś i ja powtarzam: mam marzenie. O ścisłej współpracy obojga narodów. O obustronnej zdolności do szacunku i zaufania. O obustronnej zdolności do przeproszenia i wybaczenia. O zdolności do wspólnego rozwiązywania wszelkich kwestii“ — odwołując się do nieśmiertelnych słów Martina Luthera Kinga powiedział podczas uroczystej gali wręczenia nagród im Jerzego Giedroycia, która odbyła się w czwartek (11 czerwca) w warszawskich Łazienkach, prezydent Valdas Adamkus. Co roku przyznawane są dwie nagrody za zasługi dla dialogu polsko-litewskiego. W latach parzystych obywateli Polski typuje litewskie Forum Dialogu Polska-Litwa im. Jerzego Giedroycia, w latach nieparzystych zaś – obywatelom Litwy – nagrody wręcza polskie Forum Dialogu i Współpracy Polska-Litwa. W tym roku laureatami zostali poeta, eseista Tomas Venclova oraz eks-prezydent Litwy Valdas Adamkus. I jestem wdzięczny przyjaciołom z Forum Jerzego Giedroycia za możliwość bycia razem z kolegami z Polskiego Klubu Dyskusyjnego na tej wzruszającej uroczystości. I Tomas Venclova, i Valdas Adamkus mają na Litwie tak swoich zażartych zwolenników, jak i przeciwników, jedno jednak nie ulega żadnej wątpliwości — są to postacie wybitne, a ich zasługi dla krzewienia dialogu polsko-litewskiego są niepodważalne. Niestety epoka Venclovy i Adamusa — którym życzę długich lat życia — powoli, ale nieuchronnie się kończy i brakuje nam osobistości takiego kalibru, o takim autorytecie w młodszym pokoleniu tak polskich jak i litewskich elit politycznych i kulturalnych.
środa, 10 czerwca 2015
Polski Klub Dyskusyjny rozpoczął swoją działalność, w październiku ub. r., od dyskusji na temat perspektyw stosunków polsko-litewskich. Swój drugi — wiosenny — sezon zakończył w poniedziałek (8 czerwca) także dyskusja na ten sam temat. Gościem pierwszej dyskusji był ambasador, b. minister spraw zagranicznych RL Antanas Valionis, prelegentem ostatniej (w tym sezonie) — dr Marcin Zaborowski, dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W październiku pretekstem do zastanowienia się nad perspektywami stosunków polsko-litewskich była zmiana na stanowisku ministra spraw zagranicznych Polski oraz wybór Donalda Tuska na przewodniczącego rady europejskiej, obecnie — wybór Andrzeja Dudy na prezydenta RP. I na tym — pomijając szczegóły techniczne — różnice się de facto kończą. Bo i w październiku i w czerwcu mówiliśmy w zasadzie o tym samym: że w obliczu zagrożenia rosyjska agresja polsko-litewskie spory mogą służyć tylko jednej stronie, że należy rozwiązać te symboliczne problemy polskiej mniejszości na Litwie, żeby mogły się szybciej rozwijać strategiczne projekty w dziedzinie energetyki i bezpieczeństwa, że z polskiego punktu widzenia nie da się zrozumieć uporu Litwinów w kwestiach językowych, a z punktu widzenia litewskiego — wspierania przez Polskę tych sił politycznych litewskich Polaków, których działania stoją w sprzeczności z tak litewską, jak i polską racją stanu. Po dyskusji, na tzw. afterku, wznosząc toast, życzyłem nam wszystkim, żeby kiedyś — za rok, dwa lub pięć — PKD mógł zorganizować kolejne spotkanie na temat stosunków polsko-litewskich, z udziałem i Antanasa Valionisa, i Marcina Zaborowskiego, podczas którego i goście, i uczestnicy mogliby wreszcie powiedzieć, że wszystkie problemy w stosunkach bilateralnych zostały rozwiązane i stosunki są idealne. „Idealne nie będą nigdy, bo zawsze będą jakieś problemy, choćby z uwagi na naszą wspólną skomplikowana historię. Ale na pewno nie muszą być tak złe jak obecnie” — odparł Marcin Zaborowski.
czwartek, 04 czerwca 2015
Już 1 lipca zacznie na Litwie działać Departament ds. Mniejszości Narodowych przy Rządzie RL (jego poprzednik — Departament ds. Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa — został zlikwidowany przez poprzednią ekipę rządową w 2010 roku), a we wtorek (9 czerwca) litewski rząd zatwierdzi szefa departamentu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zostanie nim 46-letnia Vida Montvydaitė, dotychczasowa konsul Litwy w Sejnach. Nie znam osobiście Vidy Montvydaitė, ale wydaje mi się, że jest to dobry wybór. Ukończyła Uniwersytet Wileński, jest historykiem i anglistką, doktorat obroniła na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie. W latach 2002-2009 pracowała na stanowisku wicedyrektora Departamentu ds. Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa. Od marca 2013 roku była konsulem Litwy w Sejnach, a więc w miejscu, gdzie mniejszość narodowa (litewska) ma prawo i do dwujęzycznych nazw miejscowości, i do oryginalnego zapisu swoich imion i nazwisk, i do używania swojego języka ojczystego przed urzędami gminnymi jako pomocniczego, i tak samo jak Polacy na Litwie boryka się z problemami oświatowymi. Takie doświadczenie zawodowe napawa optymizmem, jeśli chodzi o zrozumienie „minister” ds. mniejszości narodowych dla polskich postulatów.
wtorek, 02 czerwca 2015
Trzeba przyznać, że w jedne klocki AWPL-ZPL są naprawdę dobrzy. W organizowaniu wieców I strajków. Wczorajszy (1 czerwca) może nie był tak liczny jak poprzednie, zgromadził od 700 do 1000 osób, ale to jest akurat zrozumiałe, bo też wszyscy zdają sprawę, że reorganizacja szkół średnich nie oznacza likwidacji szkolnictwa polskiego, chociaż mu życia I nie ulży. Zgodnie z Ustawą o oświacie, od 1 września 2015 r. na Litwie przestaną istnieć szkoły średnie, które zostaną przekształcone w szkoły początkowe (1-4 klasy), progimnazja (1-8 klasy), szkoły podstawowe (1-10 klasy) oraz gimnazja (9-12 klasy). Szkoły średnie, które chcą zostać gimnazjami muszą przejść proces akredytacji. Sens reorganizacji polega właśnie na wykreowaniu optymalnej sieci szkół, oddzieleniu uczniów młodszych od starszych i w ten sposób ukrócenia plagi tzw. fali w szkołach. Rodzice częstokroć liczą, że przeniesienie dziecka do nowej placówki pomoże w zerwaniu różnych negatywnych układów i paczek. Oczywiście w przypadku szkół polskich dużym problemem jest ich rzadka sieć (szczególnie w Wilnie), a więc w wyniku reorganizacji może się raz wydłużyć, raz skrócić droga dojazdu do szkoły. Są też problemy natury emocjonalnej — nie jest żadną tajemnicą, że poszczególne szkolne społeczności często ze sobą się nie lubią. Natomiast jak będzie za kilka lat w dużym stopniu zależy od nas: czy wyślemy do tych szkół swoje dzieci, czy coraz częściej będziemy wybierali szkoły litewskie, a nawet (sic!) rosyjskie. Natomiast popieram dzisiejszy wiec w tej części w jakiej jest wymierzony w stosowanie podwójnych standardów przez litewskie władze. Wystarczyło społecznościom kilku wileńskich szkół litewskich zaprotestować przeciwko niekompletowaniu w nich klas 11-12, a już rządząca Wilnem liberalno-konserwatywna większość zgłasza do Ministerstwa Oświaty i Nauki propozycje powtórnego rozważenia możliwości akredytowania szkół Mikołaja Daukszy i w Tuskulanach jako „długich gimnazjów” i decyzje o ich akredytowaniu zapadają natychmiast. Niewątpliwie sporo zaniedbań po naszej stronie (zbyt długo zwlekano z podjęciem decyzji, a teraz zamiast rozmowy z nową koalicja rządzącą wolimy pokrzykiwać), ale też traktowanie przez władze społeczności szkolnych po różnemu, tylko z uwagi na język wykładowy oraz preferencje polityczne jest krótkowzroczne i niewybaczalne.
poniedziałek, 01 czerwca 2015
Podczas sobotniego (30 maja), XIV zjazdu Związku Polaków na Litwie (ZPL) Michał Mackiewicz, który przewodzi najliczniejszej polskiej organizacji w naszym kraju od 2002 roku, został wybrany na kolejną trzyletnią kadencję. Być może, jak można wywnioskować z jego własnych słów, ostatnią. Nie jestem zwolennikiem „wiecznych” albo „dożywotnich” prezesów, ale akurat fakt ponownego wyboru Michała Mackiewicza mnie… cieszy. Na kilka tygodni przed zjazdem pojawiły się bowiem plotki, że Honorowy Obywatel może próbować wsadzić na to lukratywne stanowisko kogoś bardziej sterowalnego. Plotki jak to plotki — mogły mieć jakieś oparcie w rzeczywistości, a mogły być całkowicie wyssane z palce. Nie ulega natomiast wątpliwości, że w interesie naszej społeczności jest zachowanie ZPL jako organizacji przynajmniej nominalnie niezależnej od Partii. Podobnie jak nie ulega wątpliwości, że ZPL — najliczniejsza organizacja społeczna — mógłby odgrywać dużo większą rolę tak w polskiej społeczności na Litwie, jak i w stosunkach polsko-litewskich, niż obecna, która sprowadza się prawie wyłącznie do bycia „strategicznym partnerem AWPL” i działalności kulturalnej. Szczególnie, że przynajmniej niektórzy jej liderzy — tak mi się wydaje — rozumieją na czym polega polska racja stanu i np. Dzień Zwycięstwa od lat obchodzą 8 maja z całą Europą, a nie dzień później razem z Rosją i wstążkami gieorgijewskimi.
czwartek, 28 maja 2015
Przed dwoma tygodniami Litewska Partia Socjaldemokratyczna (LPSD) zaproponowała podpisanie przez pięć największych litewskich parlamentarnych partii — LPSD, konserwatystów, liberałów, Partie Pracy oraz „Porządek i Sprawiedliwość” — porozumienia w sprawie ochrony wolności i praw człowieka na Litwie. Ośmiostronicowy dokument podkreśla, iż „ochrona wolności i praw człowieka jest podstawową wartością zgodnego społeczeństwa obywatelskiego na Litwie” i uwzględniając międzynarodowe zobowiązania Republiki Litewskiej proponuje litewskim partiom politycznym porozumieć się co do podstawowego katalogu tych praw i wolności. We wtorek (26 maja) z dyskusji na temat porozumienia wycofali się konserwatyści, minister sprawiedliwości Juozas Bernatonis, jeden z architektów porozumienia, natychmiast oskarżył ich o to, iż „prawa człowieka nic ich nie obchodzą”. Liberałowie, paksiści i Partia Pracy oficjalnie rozmów na temat podpisania porozumienia nie zerwały, jednak szansa na podpisanie porozumienia jest raczej nikła. Zbyt radykalne postulaty zostały w nim zapisane.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
Tagi
stat4u