Aleksander Vile Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
wtorek, 21 czerwca 2016
„W roku 1947 wykonywałem z Leszkiem Międzybrodzkim próby samolotu Chipmunk, który przysłano nam do oceny z Kanady. Byliśmy zachwyceni jego cechami, a wkrótce potem Chipmunk został przyjęty jako podstawowy samolot treningowy w lotnictwie angielskim. Konstruktorem tej świetnej maszyny był inżynier Jakimiuk, przedwojenny twórca samolotu myśliwskiego Jastrząb w Państwowych Zakładach Lotniczych w Warszawie” — wspominał w książce „Nie tylko o lataniu” znakomity kanadyjski pilot i oblatywacz samolotów Janusz Żurakowski. Rzeczywiście Chipmunk (Wiewiórka) był świetnym samolotem, samolotem-legendą, o czym może świadczyć również między innymi to, że właśnie ten typ samolotu używany był na Szybowcowych Mistrzostwach Świata w 1965 r., w Anglii, do holowania szybowców. Samolot ten stał się podstawową maszyną treningową najpierw w Kanadzie i w Wielkiej Brytanii, a następnie w Portugalii, Egipcie, Indach, Tajlandii. Na Chipmunku uczyli się latać członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej, m.in. książę Filip czyli książę-małżonek Elżbiety II i książę Karol, następca tronu. W lotnictwie brytyjskim samoloty Chipmunk używane były aż do połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Twórcą tej supermaszyny lotniczej (jak i kilku innych) był Wsiewołod Jan Jakimiuk — genialny inżynier i konstruktor przez kilka ładnych lat związany z Wilnem. W niektórych opracowaniach można nawet spotkać informacje, iż Wsiewołod Jakimiuk urodził się w Wilnie. W rzeczywistości urodził się 5 stycznia 1902 roku (niektóre źródła podają rok 1905) w Kożynie na Podlasiu w rodzinie prawosławnego duchownego. Miał piękny operowy głos, bas – baryton, ale wybrał karierę inżyniera. W Wilnie ukończył szkołę średnią w roku 1920, tu też wstąpił na studia i w roku 1925 uzyskał magisterium z matematyki na Uniwersytecie Stefana Batorego, a po studiach prze dwa lata pracował jako nauczyciel matematyki w wileńskich gimnazjach.
czwartek, 16 czerwca 2016
Gdy cały świat zapala przed ambasadami USA znicze i składa kwiaty, AWPL zorganizowała dzisiaj (16 czerwca) pod ambasadą w Wilnie kolejną akcję protestacyjną przeciwko… działaniom Litwy. Nie będę się tym razem rozwodził nad sensownością takich akcji protestacyjnych pod ambasadami różnych państw europejskich i nieeuropejskich, które jakimś dziwnym trafem zawsze się nasilają przed wyborami i następnie wygasają, szczególnie jeśli AWPL trafia do tej lub innej koalicji rządzącej. Demokratyczny kraj tym właśnie się różni od niedemokratycznego, że obywatele mają prawo protestować tam gdzie im się chce, oby pokojowo. Czy pikiety w obronie praw mniejszości narodowych na Litwie pod ambasadami Niemiec, USA czy Danii mogą być skuteczne, mam spore wątpliwości. Natomiast nie mam wątpliwości, iż takie protesty pod ambasadą kraju pogrążonego w żałobie po największym zamachu terrorystycznym od czasów 11 września 2001 roku są faux pas. Szczególnie, gdy taki protest organizują miłośnicy rowerów i/czy Wilna bez pedałów.
wtorek, 14 czerwca 2016
Gdy narzekamy — całkowicie słusznie narzekamy — iż wciągu 26 lat niepodległości Litwa nie była w stanie rozwiązać symbolicznego problemu oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk, warto się zastanowić, a który z problemów światopoglądowych Litwa w ogóle w tym okresie rozwiązała? Bo niewątpliwie spór o pisownię nielitewskich nazwisk to spór światopoglądowy, to spór pomiędzy zwolennikami poglądu, iż Litwa powinna być nadal zacofanym, prowincjonalnym, nietolerancyjnym, nacjonalistycznym państewkiem i zwolennikami poglądu, iż Litwa może być państwem europejskim, otwartym, innowacyjnym i dbającym o wszystkich swoich obywateli. Jednak pomijając fakt, iż swoja koszula zawsze jest bliższa ciału, trzeba przyznać, ze wcale nie jest to jedyny od lat nierozwiązany problem na Litwie. Od lat dyskutujemy nad liberalizacja prawa pracy, nad legalizacją związków partnerskich i wprowadzeniem głosowania internetowego, a sprawy te nie ruszają z miejsca ani o milimetr. W przypadku oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk powołujemy się zazwyczaj na traktaty międzynarodowe i umowy dwustronne, jednak trzeba przyznać, że i Europejski Trybunał Praw Człowieka, i Europejski Trybunał Sprawiedliwości rozpatrując skargi przeciwko Litwie z powodu nieoryginalnego zapisu nielitewskich imion i nazwisk, przyznali racje Litwie. Każdy kraj bowiem sam ustala zasady zapisu imion i nazwisk swoich obywateli w dokumentach wydawanych przez instytucje państwowe. Istnieją jednak sprawy, które Litwa przegrała, w których międzynarodowe trybunały nakazały zmianę obowiązującego dyskryminacyjnego prawa i mimo to sprawa także nie ruszyła z miejsca ani o milimetr. Jedną z takich spraw jest L. przeciwko Litwie.
wtorek, 07 czerwca 2016
Przed kilkoma tygodniami młody prawicowy politolog Vytautas Sinica, przy okazji uroczystości ku czci Zygmunta „Łupaszki” Szendzielarza w Polsce, wzywał litewskich publicystów i polityków, że zamiast krytykować politykę historyczną Polski Litwa powinna się od Polski uczyć i konsekwentnie formować w podobny sposób własną politykę historyczną: „Za nim zaczniemy osądzać „autorytarną“ Polskę, mamy się czego od niej nauczyć“. Zazwyczaj to co wypisuje Vytautas Sinicas można skwitować jednym słowem: brednie. Tym jednak razem muszę się z nim po części zgodzić. Rzeczywiście polityka historyczna jest bardzo ważnym instrumentem tworzącym zręby państwowości. Tego instrumentu można użyć i do tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, społeczeństwa tolerancyjnego i wielokulturowego oraz przełamywania narodowych stereotypów, i do szerzenia w tym samym społeczeństwie postaw nacjonalistycznych, ksenofobicznych oraz narodowych mitów. Vytautas Sinica chciałby oczywiście wykorzystać politykę historyczna do tego ostatniego, do ugruntowania w mentalności Litwinów zapoczątkowanej jeszcze w okresie międzywojennym koncepcji Litwy jako państwa narodowego, w którym mniejszości narodowe są jedynie niepotrzebnym balastem lub w najlepszym razie ozdobnikiem. Moim zdaniem w tym kierunku Litwa zmierza i bez polityki historycznej, zaś polityka historyczna powinna służyć wręcz przeciwnie — przede wszystkim przełamaniu tej tendencji. Powinna służyć formowaniu koncepcji Litwy jako państwa wszystkich obywateli. Znany litewski publicysta Rimvydas Valatka ujął to ostatnio — odpowiadając na pytanie uczniów z wileńskiego Gimnazjum Św. Krzysztofa — w sposób lapidarnie prosty, a przez to genialny: „Bycie obywatelem litewskim powinno napawać większą dumą niż bycie tylko Litwinem.” Takiej polityki historycznej potrzebujemy. I przede wszystkim w dziedzinie oświaty.
piątek, 03 czerwca 2016
„Polacy lubią sobie wyobrażać, co by było gdyby. Jedną z takich obsesji jest gdybanie, co by było gdyby Polska w 1920 roku przegrała wojnę lub w 1945 roku po wojnie została włączona jako republika do Związku Radzieckiego. Wydaje mi się, że nie trzeba sobie tego wyobrażać, bo na przykład co by się stało z przestrzenią publiczną, można zobaczyć na przykładzie Lwowa czy Wilna. <…>. Ważnym aspektem jest tutaj język. Gdy czytam „Robczika” Bartosza Połońskiego, książkę napisaną polsko-rosyjsko-litewskim czymś, co na Ukrainie nazywane jest „surżyk”, widzę, jak wielu wpływom ulegał język polski na Wileńszczyźnie. Podobne procesy zapewne zachodziłyby w Warszawie, w Lublinie i innych miastach Polski, gdyby została włączona do Związku Radzieckiego” – powiedział wczoraj (2 czerwca) podczas spotkania w Polskim Klubie Dyskusyjnym (PKD) jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy i publicystów polskich Ziemowit Szczerek. Na temat wileńskich Polaków dyskutowaliśmy z nim już niejednokrotnie i w kwestii alternatywnej historii Polski się niezupełnie zgadzamy. Dla Ziemka fenomenem postsowieckim jest polski socjolekt z Wilna. Moim natomiast zdaniem współczesny „surżyk“ wileński jest nie tyle czy nie tylko wynikiem włączenia Litwy do ZSRS, co raczej zjawiskiem typowym dla wszystkich ludów pogranicza. Lituanizmy i rusycyzmy w tej naszej gwarze były obecne „od zawsze“. Wystarczy poczytać dzieła np. Józefa Mackiewicza, a jeszcze lepiej — Karola Wędziagolskiego (jego wspomnienia — napisane podobno „surżykiem“ niegorszym od tego z „Robczika“ — zostały totalnie zredagowane przez zonę Józefa Mackiewicza Barbarę Toporską, a i tak czuć w nich np. rosyjską składnię). Tak więc polsko-litewsko-rosyjski slang używany przez „Pulaków z Wilni” jest zjawiskiem interesującym, ale dosyć naturalnym. O wiele ciekawszym fenomenem jest mentalność. Jeśli gdybamy na temat Polski jako 16. republiki sowieckiej to Polacy z Wilna mogą posłużyć właśnie jako modelowy przykład tego, co się mogło w takiej republice związkowej stać się z mentalnością Polaków.
środa, 01 czerwca 2016
Gdzie w Wilnie można jeszcze znaleźć włazy kanalizacyjne z napisem po polsku „Magistrat m. Wilna” wie każdy wileński Polak. Są obowiązkowym punktem dla każdej pielgrzymki z Polski na równi z Ostrą Bramą i mauzoleum Serca i Matki Syna. Ale już tylko nieliczni wiedzą o skrzydłatych lwach na ulicy Wileńskiej, o bazyliszku z Barbakanu, podziemnym tunelu pod Górą Zamkową czy kilkudziesięciu wileńskich synagogach, z których do dnia dzisiejszego zachowały się cztery, w tym jedna czynna. Gdzie w Wilnie można obejrzeć resztki mikwy? Dlaczego pomnik Stanisława Moniuszki był porównywany do centaura? Jaki budynek zaprojektował w Wilnie Jerzy Sołtan, jeden z najwybitniejszych architektów epoki modernizmu? Co pozostało po trakcie wiłkomierskim? Gdzie się znajdował najbogatszy cmentarz wileński, a gdzie chowano ubogich i sieroty? Gdzie w Wilnie znajduje się tablica pamiątkowa ku czci „zamordowanego przez Żydów” dziecka? „100 istorinių Vilniaus reliktų“ Dariusa Pocevičiusa - to doskonały powód, żeby na te i wiele innych pytań sobie odpowiedzieć, żeby w tę nieznaną wileńską historię się zanurzyć. Szczególnie, że autor kreśli obraz Wilna nie tylko z miłością, ale i w sposób barwny, otwarty, nie omijając żadnych niewygodnych tematów.
wtorek, 24 maja 2016
Moja debiutancka powieść „Cień Słońca“ ukazała się przed rokiem. W ciągu roku zeszło ponad 170 książek i to — jak twierdza znajomi wileńscy autorzy — wynik całkiem spoko. Napływają też kolejne recenzje, które wskazują, że każdy czytelnik nie tylko po swojemu, nie tylko inaczej niż ja tę książke odbiera, ale też częstokroć są to opinie różniące się między sobą diametralnie w ocenie wydźwięku tych lub innych wątków, postaci i rozwiązań literackich. „Cień Słońca....hm.. hm... hm.... — takie miałam refleksje podczas czytania. Przy czym te „hm” są bardzo różne, bo książka też jest bardzo zróżnicowana... Gangsterzy, wiedźmy, trolejbusy i rzyganie... bynajmniej nie od choroby lokomocyjnej... (…) Bawiła mnie odwaga i te postacie, które są oczywiste... chwilami zhistoryzowany czas, który był naszym! moim! udziałem. Na końcu trzy odrębne opowiadania i depresja. Naprawdę Dziura wprawiła mnie w depresję aż nie chciało mi się ani mówić, ani pisać o tej książce przez jakiś czas. Cóż, takie życie... jestem z tych przewrażliwionych, i unikam dziur, zwłaszcza tych czarnych i bezdennych, ale tak na poważnie to opowiadanie „Głowa Murzyna” jest super, właśnie w sposób wyciszony, powtarzalny, jakiś taki wyobcowany zmierza obsesyjnie i dotyka tego czegoś, co chyba jest transcendencją...” — napisała Elwira Krupowicz. Wygląda na to, że opowiadanie „Głowa Murzyna” to najlepsze co udało mi się dotychczas sklecić. Zresztą to chyba nic dziwnego, bo pomiędzy napisaniem „Cienia Słońca” i napisaniem „Głowy Murzyna” minęło (bagatela!) jakieś 15 lat.
czwartek, 19 maja 2016
„Polacy są jak woły w ludzkiej formie (...). Ubierają się źle, szczególnie niewiasty. Wszystko leży na nich jak złoty łańcuszek na świni. A gdy wyczesują włosy, spada z nich chmara żyjątek...“ — tak opisywał XVIII-wiecznych Polaków Johannes Georgius Adamus Forster. Z powodu tych słów jest uważany często za „antyPolaka” i protoplastę niemieckiego nacjonalizmu. Wątpię jednak, że taki pogląd jest słuszny. Szczególnie, że wydaje się być w rażącej sprzeczności z poglądami, które Forster przez całe życie wyznawał. „Wszyscy ludzie na ziemi mają takie samo prawo do mojej dobrej woli..., a moje chwalenie i ganienie jest niezależne od narodowych uprzedzeń" — pisał. Forster jest raczej powszechnie na świecie uważany za jednego z głównych reprezentantów kosmopolityzmu, a więc całkowitego przeciwieństwa nacjonalizmu. A jego słowa o Polakach, zawarte zresztą w listach opublikowanych w wiele lat po śmierci, są może dosadną i niezbyt politycznie poprawną generalizacją, ale czy napewno bezpodstawną?... Pal zresztą licho ten cały „polnische Wirtschaft”, bo Georg Forster — przyrodnik, etnolog, podróżnik, pisarz i mason — zasłynął przede wszystkim jako autor książki „A Voyage Toward the South Pole and Round the World“, opisującej druga podróż kapitana Jamesa Cooka. Dzięki tej publikacji dwudziestodwuletni Georg Forster został przyjęty do Royal Society of London for Improving Natural Knowledge i uważa się, że położył podwaliny pod nowoczesną naukową literaturę podróżniczą. O tej książce wiedzą wszyscy, którzy się interesują geografią, zoologią, botaniką i przygodami. Nawet dziś, po ponad 200 latach od napisania, czyta się ją z zapartym tchem. Natomiast przypuszczam niewiele osób wie, że urodzony na Pomorzu Gdańskim Georg Forster był przez kilka lat związany z Wilnem, w latach 1784-1787 wykładał historię naturalną w Szkole Głównej Litewskiej w Wilnie, która następnie przyjęła nazwę Uniwersytetu Wileńskiego.
niedziela, 15 maja 2016
Niejako wywołany przez nijakiego Bogusława Rogalskiego do tablicy odpowiadam: niewiele mnie obchodzi los Ruchu Liberałów, a tym bardziej jego eks-przywódcy Eligijusa Masiulisa. Nigdy mu jakoś szczególnie nie sympatyzowałem, ani go nie chwaliłem Nie należę też do tych litewskich publicystów, którzy od kilku dni załamują ręce nad upadkiem podobno jedynej uczciwej litewskiej partii, bo nie wierzę w uczciwe partie polityczne. Mam poglądy liberalne — i tego nie zmieni ani ujadanie awupeelowskich szczekaczy, ani machlojki polityków, którzy nazywają siebie „liberałami” — ale od lat nie jestem związany z żadną partią polityczną. Ani formalnie, ani nieformalnie. To że czasami chwalę te lub inne działania liberałów poszerzające zakres wolności, poszanowania dla praw człowieka czy mniejszości — wcale nie znaczy, że się z tymi politykami w jakikolwiek sposób utożsamiam. Podobnie jak nie utożsamiam się z socjaldemokratami, konserwatystami czy AWPL, których działania również czasami chwalę. Dokładnie tak samo fakt, iż czasami krytykuję działania liberałów, a krytykuje niewiele rzadziej niż Bogusław Rogalski, konserwatystów, socjaldemokratów czy AWPL nie oznacza, iż robię to na zamówienie jakiejś innej siły politycznej. Jestem krytyczny wobec wszystkich partii politycznych, bo każda z nich ma coś za uszami. Liberałowie – casus Masiulisa, konserwatyści — casus Matuzasa, socjaldemokraci — sprawę tzw. dworu Vijunelės, Partia Pracy – sprawę podwójnej księgowości, Porządek i Sprawiedliwość — sprawy Rolandasa Paksasa i kup słonia, i nawet „najuczciwsza partia na Litwie” czyli miłościwie nam panująca AWPL ma swojego Andruszkiewicza, który zastrzelił kochanka żony, Kułakowskiego, który wykorzystywał bezrobotnych na prywatnych budowach czy case ustawionych przetargów publicznych w rejonie solecznickim, który od kilku miesięcy bada prokuratura. Niektóre z tych skandali są wyssane z palca, inne rzeczywiste. Właśnie dlatego uważam, że nieważne jest która siła polityczna aktualnie władzę sprawuje czy wygrywa wybory, tylko jak efektywnie społeczeństwo obywatelskie ją kontroluje między wyborami. Bo jeśli uważamy, iż aby zmienić świat na lepsze wystarczy raz na cztery lata zagłosować – to znajdujemy się dokładnie w tym miejscu na jakie sobie zasłużyliśmy.
wtorek, 10 maja 2016
W większości mediów polskojęzycznych ukazujących się na Litwie wyniki badania pt. „Wyzwania piśmienności medialnej. Badania nawyków medialnych wśród litewskiej młodzieży”, przeprowadzonego przez spółkę TNS we współpracy z Nordycką Radą Ministrów oraz Instytutem Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, pozostały praktycznie niezauważone. Owszem odnotowano fakt, iż młodzież na Litwie — i ta litewska, i ta nielitewska — informacji o świecie czerpie nie z gazet, radia, telewizji czy nawet portali internetowych, tylko z portali społecznościowych (40,7 proc. ankietowanych odpowiedziało, że o wydarzeniach na Litwie lub świecie dowiaduje się z Facebooka) oraz fakt, iż młodzież o pochodzeniu nielitewskim ma mniejsze zaufanie wobec mediów niż młodzież litewskojęzyczna. 59, 8 proc. Rosjan i 59,4 proc. Polaków odpowiedziało, że nie ufa litewskim mediom. Wśród Litwinów takich osób jest zaledwie 19,4 proc. Jednak pozostałe fakty, stawiające polska mniejszość na Litwie w dosyć niewygodnym świetle, zostały przez większość naszych „orlich piór” starannie przemilczane. Mimo iż tak na dobrą sprawę nie stanowią ani żadnej tajemnicy, ani żadnego odkrycia.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60
Tagi
stat4u