Aleksander Vile Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
wtorek, 30 sierpnia 2016
Malaty (Malat, Molėtai) — to sympatyczne, zadbane, nieduże miasteczko atrakcyjnie położone wśród jezior i lasów ok. 60 km na północ od Wilna. Miasto jest jedną z najstarszych osad na Litwie, jest wzmiankowane już w dokumentach z końca XIV w. wśród osad będących uposażeniem biskupa wileńskiego. Mam wobec niego też swojego rodzaju osobisty sentyment, bo właśnie tam przed 22 laty rozpoczęła się moja kariera dziennikarska — jako pierwsze zadanie dziennikarskie dostałem w październiku 1994 roku właśnie wypad do Malat, aby zabadać kradzież ikon z pobliskiej cerkwi. Jednak wczoraj (29 sierpnia) nie sentyment sprowadził mnie i moich przyjaciół z Polskiego Klubu Dyskusyjnego do Malat, tylko Marsz Pamięci. 29 sierpnia 1941 roku litewscy kolaboranci pod dowodztwem Niemców wymordowali w Malatach 2 tysiące miejscowych Żydów. Dorosłych ułożono w wykopanych na skraju miasteczka dołach i rozstrzelano, dzieci powrzucano do tych dołów i zakopano żywcem. Pochodzący z Malat znany litewski pisarz Marius Ivaškevičius w maju br. zaapelował, żeby w tym roku w Marszu Pamięci, organizowanym w Malatach przez wspólnotę żydowską, wzięli udział nie tylko byli żydowscy mieszkańcy miasteczka i ich potomkowie, ale i wszyscy mieszkańcy Litwy: „Wiem, że jest wielu mieszkańców Malat, którzy chcieliby dołączyć do tego marszu, ale się boją. Wyobrażacie sobie? 2016 rok, Litwa — a ludzie na prowincji ciągle się boją, im się wydaje czymś niebezpiecznym oddanie hołdu ofiarom ludobójstwa. Dlatego wzywam wszystkich, kto tylko chce i może. Prezydent Litwy, premiera, wszystkich prawicowców, lewicowców, bezpartyjnych, nasze gwiazdy, znane i nieznane twarze, wszystkich, którzy tego dnia będą na pojezierzu malackim, przyjechać… Nie trzeba będzie nic robić, tylko przejść tych kilka kilometrów przez Malaty, razem z naszymi Żydami.” Byliśmy wczoraj wśród tych, którzy odpowiedzieli na ten apel.
czwartek, 25 sierpnia 2016
Za nieco ponad miesiąc wybory sejmowe. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie 9 października, nawet bez Waldemara Tomaszewskiego na liście, zapewne przekroczy 5-procentowy próg wyborczy i znajdzie się w nowym Sejmie. Dokładnie z tych samych powodów, które przyczyniły się do historycznego zwycięstwa AWPL w październiku 2012 roku: partie ogólnokrajowe nie tylko nie są zainteresowane walką o elektorat wywodzący się z mniejszości narodowych, ale też robią wszystko, żeby ten elektorat — czasami nawet zgrzytając zębami — głosował na AWPL. W ostatnich latach jedynie liberałowie próbowali w jakiś sposób tych wyborców zagospodarować, jednak najpierw reforma egzaminów maturalnych (przeprowadzona wbrew mniejszościom i, w moim przynajmniej przekonaniu, z naruszeniem Konstytucji), a następnie reorganizacja sieci szkół mniejszości narodowych w Wilnie (przeprowadzona metodą buldożera) skutecznie rozwiały jakiekolwiek iluzje na ten temat. Socjaldemokraci również przez cztery lata u władzy zrobili niewiele dla realizacji swojego własnego programu partyjnego oraz programu rządu w dziedzinie praw mniejszości narodowych, a nieliczni kandydaci należący do mniejszości narodowych znaleźli się (tradycyjnie) na szarym końcu ich listy wyborczej. „Odmłodzeni” konserwatyści niby otwierają się na problemy Wileńszczyzny, ale nadal flirtują z nacjonalistami, „Porządek i Sprawiedliwość” Rolandasa Paksasa po prostu wciąga narodowców (wraz z ich lidlerem Juliusem Panką) na swoje listy wyborcze, Partia Pracy tradycyjnie w kwestii praw mniejszości narodowych jest „za” a nawet „przeciw”, a na liście zielonych rolników Ramunasa Karbauskisa są i zacietrzewieni nacjonaliści, i obrońcy praw człowieka, więc tylko w praniu wyjdzie, czego się można po nich spodziewać.
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Zawsze z niecierpliwością czekam na pełnię Księżyca. Pojawia się bowiem zazwyczaj wtedy na łamach pewnego ni to blogu, ni to portalu, jak to kiedyś celnie ujął Walenty Wojniłło, „w pagonach” kolejny opus Ryšarda Maceikianca. Dzieła te księżycową sonatą nie są, ale na pewno są quasi una fantasia - wyróżniają się fantastycznymi zwrotami akcji i karkołomnymi teoriami spiskowymi (np. że na Litwie żadnych Polaków nie ma i nigdy nie było, a są jedynie spolonizowani Litwini, których przy polskości utrzymuje wyłącznie – a jakżeby inaczej! – dyktatura Tomaszewskiego i AWPL (a propos do AWPL ten polskojęzyczny Litwin zalicza także Okińczyca, Antonowicza, Puksztę, PKD i mnie, co jest oczywiście miłe, szczególnie gdy się uwzględni fakt, iż publicyści związani z AWPL zaliczają mnie do obozu litewskiej „razwiedki”)). Polemizowanie z jego tekstami jest niemożliwe z racji niemożliwości odszukania w nich jakiejkolwiek racjonalnej myśli czy elementarnej logiki. Natomiast niewątpliwie teksty te są niezwykle zabawne, szczególnie w tej części, gdzie Maceikianec zwalcza byłych (a czasami nawet i wyimaginowanych) komunistów. Ten sam Ryšard Maceikianec, który przez wiele lat im służył wiarą i prawdą, i zrobił w partii komunistycznej i sowieckiej administracji zawrotną karierę, o czym świadczą dokumenty w litewskich archiwach.
czwartek, 18 sierpnia 2016
Fakt, iż w kilka dni po publikacji przez ze mnie tekstu „Wszyscy Rosjanie Prezesa" niemal jednocześnie dwa portaliki prorosyjskich trolli poszywających sie pod kresowość niewybrednie zaatakowały mnie, ewidentnie wskazuje, że trafił w sedno problemu. Bo gdy brakuje argumentów - zaczynają się ataki ad personae. Jedyny argument w obronie wciagania prokremlowskich dzialaczy na listy wyborcze, który w wypocinach tych lunatic fringes znalazłem to ten, iż „sojusz Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z lokalną organizacją rosyjską jest zgodny z elementarną logiką polityczną, sposób obrony swojej podmiotowości przez kresowych rodaków". Ten sojusz wyborczy jest tłumaczony wymogami litewskiej ordynacji wyborczej. Władze litewskie wprowadzając w roku 1996 wymóg przekroczenia 5-procentowego progu wyborczego w wyborach do Sejmu także i dla organizacji mniejszości narodowych, niejako wymusili na AWPL koalicję z Rosjanami, gdyż samodzielnie polska partia nie byłaby w stanie tego progu przekroczyć. Wygląda to stwierdzenie na logiczne, ale zastanówmy się, czy nie jest jednak półprawdą. Abstrahując już od faktu, iż jak dotychczas przekroczenie progu wyborczego, nie prowadziło do żadnych pozytywnych zmian w sytuacji polskiej mniejszości na Litwie czy też w „obronie podmiotowości kresowiaków". A więc nasuwa się podejrzenie, iż jest celem w samym sobie, działaniem pozwalającym wynagrodzić najwierniejszych zwolenników stanowiskami i niczym poza tym. Czy taki jednak cel uświęca współpracę z prokremlowskimi działaczami rosyjskimi, których poglądy, wypowiedzi oraz działania stoją w rażącej sprzeczności tak z racją stanu Litwy, Polski, jak i Polakow na Litwie?
wtorek, 16 sierpnia 2016
„Jak jest ze świadomością elit litewskich odnośnie znaczenia Bitwy Warszawskiej dla niepodległości ich państwa w okresie międzywojennym?” – zapytał wczoraj znany polski publicysta Piotr Maciążek. Trudne pytanie. Na pewno ta świadomość wzrasta. Jeszcze przed kilkunastoma laty wszystko co było związane z międzywojenną Polską i Józefem Piłsudskim było odbierane na Litwie jednoznacznie negatywnie, przede wszystkim przez pryzmat Wilna. Od kilku lat sytuacja jednak się zmienia na lepsze. Rośnie świadomość, iż Cud nad Wisłą mimo iż doprowadził do utraty przez Litwę Wilna, zachował młodą państwowość litewską przed bolszewicką nawałnicą. A architekt warszawskiej victorii – Józef Piłsudski – już nie jest przedstawiany jako czarny charakter, tylko jako mąż stanu, który miał swoje wzloty i upadki, ale na zawsze pozostał miłośnikiem Litwy. Oczywiście tej Litwy, którą wymarzył. Przełamywanie litewskich stereotypów dotyczących Polski i Józefa Piłsudskiego jeszcze potrwa wiele lat, jednak każdy kolejny, nawet mały, krok na tej drodze napawa optymizmem. Przed kilkoma dniami litewska telewizja publiczna wyemitowała w ramach cyklu „Historyczni Detektywi” audycję Virginijusa Savukynasa poświęconą Jozefowi Piłsudskiemu, a w jej wyniku powstał już wśród nomen omen Litwinów w Druskiennikach pomysł upamiętnienia Naczelnika Państwa Polskiego pomnikiem. Wczoraj zaś (15 sierpnia) ks. Ričardas Doveika, również Litwin i jeden z słynniejszych wileńskich kaznodziei, odprawił w kościele św. Józefa w wileńskim Zameczku (Pilaitė) mszę św. z okazji… 96. rocznicy Bitwy Warszawskiej oraz w hołdzie wszystkim poległym w walce z bolszewizmem. Jak dotychczas takie nabożeństwa Litwie odprawiali wyłącznie kapłani-Polacy. Jest to więc wydarzenie może i kameralne, ale niewątpliwie przełomowe.
czwartek, 11 sierpnia 2016
„Na naszej liście jest też wiele znanych osób z Wileńszczyzny, Kłajpedy, Wisagini. Wielu z nich to radni samorządów, którzy są znani dla wyborców, dobrze się wykazali w swej działalności. (…) Lista kandydatów jest szeroka i reprezentatywna, mamy głębokie przekonanie, że zdobędzie zaufanie wyborców” – w taki sposób Waldemar Tomaszewski, który do niezliczonych swoich tytułów dołączył ostatnio jeszcze i tytuł Głównego Architekta, reklamuje listę wyborczą Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR). Spróbujmy przyjrzeć się „szerokiej i reprezentatywnej”. Jak wiadomo lista wyborcza AWPL-ZChR (zatwierdzona 8 lipca br.) została dosyć gruntownie zmieniona w ostatniej chwili, na kilka dni przed rejestracją w Głównej Komisji Wyborczej. Wyrzucono sporo działaczy polskich, a na ich miejsc wsadzono działaczy Sojuszu Rosjan. Gwoli sprawiedliwości tylko numer 2 na liście Irina Rozowa formalnie jest członkiem rosyjskiej partii, gdyż zgodnie z nową ordynacją sejmową, jeśli na liście wyborczej znajdzie się dwóch lub więcej członków innej partii, taka lista automatycznie jest uważana za listę koalicyjną i obowiązuje ją 7-procentowy próg wyborczy. Waldemar Tomaszewski co prawda zapowiada, iż AWPL-ZChR zdobędzie w tych wyborach 10 proc. głosów i 15 mandatów, ale w praktyce woli nie ryzykować. I słusznie. Gdybym miał bawić się w futurologię stosowaną to obstawiałbym, iż AWPL-ZChR w tych wyborach sejmowych osiągnie wynik bardzo podobny do tego sprzed 4 lat.
poniedziałek, 08 sierpnia 2016
„Nie bez naszej winy tak wielu rodaków na Wileńszczyźnie jest pod wpływem mediów rosyjskich. Jak wielu? Dużo, zdecydowanie za dużo. Nie ma na ten temat badań, ale szacunki moich polskich znajomych z Wilna są zatrważające, i to coraz bardziej. Jeszcze ponad rok temu słyszałem od nich, że około 60 procent litewskich Polaków czerpie wiedzę o świecie z rosyjskich telewizji i innych mediów wspierających politykę Władimira Putina. Teraz mówią już o 90 procentach” — napisał przed kilkoma dniami na łamach „Rzeczpospolitej” Jerzy Haszczyński. Teraz już takie badania są. W czerwcu br. pracownia badań opinii publicznej „Baltijos tyrimai/Gallup“ na zamówienie litewskiego Centrum Studiów Europy Wschodniej (CSEW) przeprowadziła sondaż na reprezentacyjnej grupie 500 mieszkańców Wilna, Kłajpedy, Wisagini, Solecznik i rejonu wileńskiego, należących do mniejszości narodowych —przede wszystkim Polakach i Rosjanach — który miał wykazać właśnie stopień ich lojalności wobec państwa litewskiego. Różowo nie jest, ale jednak rewelacje o 90 proc. się na szczęście nie sprawdziły. Jeszcze się nie sprawdziły, bo tendencje są wielce niepokojące...
piątek, 05 sierpnia 2016
Jak już wiemy liderem listy wyborczej Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin zostanie zamiast prezesa partii Waldemara Tomaszewskiego, zostanie obecna starosta sejmowej frakcji partii Rita Tamašunienė. Niewątpliwie jest to decyzja ryzykowna. Czy jest w stanie AWPL przekroczyć 5-procentowy próg wyborczy bez swojej jedynej rozpoznawalnej przez kogoś spoza kręgu najbliższej rodziny i przyjaciół twarzy? Najwyraźniej to właśnie ryzyko ma zrównoważyć wciągnięcie na listę licznych prokremlowskich kandydatów Sojuszu Rosjan, co pozwoli na pozyskanie dodatkowych głosów Rosjan. Najpopularniejsza hipoteza tłumacząca nieoczekiwaną rezygnację Waldemara Tomaszewskiego z ubiegania się o mandat sejmowy głosi, iż zrobił to dla kasy. Mądrość ludowa głosi bowiem, że gdy nie wiadomo o co chodzi — zawsze chodzi o to samo. Pieniądze. Litewska ordynacja wyborcza stanowi, iż europarlamentarzysta wybrany do Sejmu automatycznie traci mandat posła do Parlamentu Europejskiego. Gdy w roku 2009 Waldemar Tomaszewski został po raz pierwszy wybrany do Parlamentu Europejskiego jego majątek liczył mniej niż 100 tys. euro. A w roku 2015 — już ponad 250 tysięcy euro (kolejnych 100 tys. euro posiada małżonka prezesa) czyli dwa razy tyle co np. majątek premiera Litwy Algirdasa Butkevičiusa. Nawet największy ideowiec się zastanowi z siedem razy za nim zrezygnuje z takiej (syne)kury znoszącej złote jaja… Nie chce mi się powtarzać, iż Waldemar Tomaszewski i umie, i lubi zaskakiwać, i dlatego w wersję finansową wierzę najmniej ze wszystkich. Zresztą już przed czterema laty prognozowałem, że AWPL zmieni i nazwę, i lidera.
wtorek, 02 sierpnia 2016
Wszyscy dziś się śmieją z „głupich” Amerykanów. W tym także na Litwie. Prawybory w Partii Republikańskiej i w Partii Demokratycznej, które odbyły się w ostatnich dniach lipca, doprowadziły, iż w listopadowych wyborach prezydenckich zmierzą się ze sobą arogancki miliarder Donald Trump z niemniej arogancką byłą sekretarz stanu Hillary Clinton. Obaj kandydaci są królami antyrankingów i o zwycięstwie zdecyduje nie to kogo Amerykanie bardziej kochają, tylko to, kogo bardziej nienawidzą. 56 proc. Amerykanów uważa, iż Clinton powinna znaleźć się na ławie oskarżonych, gdyż używała w celach służbowych nie zabezpieczonego przed hakerami adresu mailowego. Niewątpliwie przegrałaby, gdyby nie to, że jej przeciwnikiem tym razem jest radykalny cham z trująco-złotymi farbowanymi włosami. Nie jest to najszczęśliwszy wybór. Jednak wszyscy ci, którzy się nabijają z Amerykanów, niech spróbują przypomnieć, a kiedy po raz ostatni takie prawybory odbyły się w jakiejkolwiek litewskiej partii? Po raz ostatni alternatywne wybory przewodniczącego Akcji Wyborczej Polaków na Litwie odbyły się… w lipcu 1999 roku! Przed 17 laty — Leonid Breżniew był szefem Partii Komunistycznej tylko kilka lat dłużej! Od tamtego czasu co trzy lata delegaci jedynie przedłużają mandat Waldemara Tomaszewskiego na kolejną kadencję, sprawiając, iż jest dziś na Litwie najdłużej panującym liderem partyjnym. Zresztą także większość pozostałych partii litewskich wybiera swoich prezesów z jednego kandydata. Trochę w stylu sytuacji, gdy Bóg przyprowadził do Adama Ewę i powiedział: "Wybieraj sobie żonę!". W Ruchu Liberałów przez lata królował Eligijus Masiulis i gdyby nie skandal korupcyjny pewnie miałby szanse na podobnie zawrotnie długą kadencję jak Waldemar Tomaszewski. Rolandas Paksas króluje w „Porządku i Sprawiedliwości” zaledwie kilka lat mniej niż Waldemar Tomaszewski. W zasadzie prezesi się zmieniają czasami jedynie u socjaldemokratów i konserwatystów.
czwartek, 28 lipca 2016
Po ostatnich wydarzeniach w Niemczech i we Francji było tylko kwestią czasu, kiedy odezwą się przeciwnicy multikulturalizmu. Nigdy bym jednak nie spodziewał się, że w tym zgodnym chórze winnickich i lepenów nasza rodzima Akcja Wyborcza Polaków na Litwie zacznie publicznie piętnować... zwolenników „równości wszelkich narodów“. „Seria zamachów terrorystycznych w Niemczech obaliła ostatni mit, ostatnią forpocztę zwolenników multikulti, którzy, w zaparte broniąc swej utopijnej ideologii, twierdzili, że jest ona możliwa do zrealizowania. Po krwawych zamachach dżihadystów we Francji i Belgii nawet najbardziej zaślepieni „konsumenci” liberalno-lewicowej utopijnej ideologii zaczęli zadawać sobie pytanie, że chyba z tym multikulti coś nie tak, skoro ci, którzy mieli nas ubogacać, zaczynają nas mordować z okrzykiem: „Śmierć niewiernym” — grzmi na łamach lie24 Tadeusz Andrzejewski posiłkując się jako argumentem cytatami z jakiegoś rosyjskiego (a jakżeby inaczej!) filmu o Afganistanie. Sorry, takich mamy publicystów! Co prawda zamachowiec z Monachium wcale nie krzyczał „Śmierć niewiernym!". Ali David Sonboly był prawicowym ekstremistą, dumnym ze swojego „aryjskiego pochodzenia" oraz tego, że dzielił datę urodzin z Hitlerem. Pal jednak licho takie niestotne dla wileńskiego dziennikarza szczegóły, ale czy naprawdę Andrzejewski nie zdaje sobie sprawy, że uderzając w ideę multikulturalizmu, której podstawą jest wiara, iż możliwa jest skuteczna integracja zamieszkujących jeden kraj narodów przy jednoczesnym poszanowaniu dla ich tożsamości, uderza w sam sens istnienia AWPL? Bo jeśli równość narodów jest koncepcja błędną, to mają rację litewscy talibowie, gdy twierdzą, że wszystkich litewskich Polaków należy zasymilować, zlikwidować polskie organizacje i szkoły, a tych, którym to się nie podoba — wysłać do Polski. Jeśli liderzy AWPL rzeczywiście wierzą w śmierć multikulturalizmu to powinni natychmiast przekształcić swoją partię w biuro ewakuacyjne litewskich Polaków do Polski. Bez multikulturalizmu (czy jakkolwiek ideę poszanowania dla różnorodności nazwiemy) nie ma bowiem dla nas na Litwie żadnych perspektyw. Na szczęście wieści o śmierci multikulturalizmu — rozpowszechniane przez Tadeusza Andrzejewskiego i innych piewców narodowego etnocentryzmu — są mocno przesadzone.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62
Tagi
stat4u