Aleksander Vile Radczenko o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
poniedziałek, 15 września 2014
Po czym poznać, że zbliżają się wybory? Politycy zaczynają burzliwie imitować działalność. Dotyczy to wszystkich polityków, w tym, oczywiście, polityków polskich. Frakcja AWPL w Sejmie zarejestrowała w kancelarii Sejmu jeszcze jeden (obok projektów Jarosława Narkiewicza i Rity Tamašūnienė) projekt Ustawy o mniejszościach narodowych. Jak wiadomo projekt Jarosława Narkiewicza, który ma być rozpatrywany w sesji jesiennej litewskiego parlamentu już w trzecim i ostatnim czytaniu, został w lipcu br. tak „poprawiony” przez „egzotyczną” większość sejmową, która połączyła opozycję z koalicją rządową, iż pozostało w nim w zasadzie jedyne novum — możliwość używania w kontaktach z administracją państwową i samorządową języka ojczystego nie tylko w skargach i podaniach pisemnych (jest to dozwolone i według obowiązujących przepisów prawnych), ale i ustnych. A propos wbrew temu co twierdzą media ten projekt nie rozwiązywał problemu z dwujęzycznymi tabliczkami z nazwami ulic i miejscowości. Projekt Jarosława Narkiewicza jedynie przywracał do życia Ustawę o mniejszościach narodowych, która wygasła przed czterema laty. Naczelny Sąd Administracyjny jeszcze we wrześniu 2009 roku (czyli w czasach obowiązywania tej Ustawy) uznał, iż nie zezwala ona na dwujęzyczne nazwy ulic czy miejscowości i zwrócił uwagę, iż zgodnie z Ustawą o języku państwowym wszystkie napisy publiczne na Litwie mają być zapisywane w języku litewskim, zaś używanie języków mniejszości narodowych jest dozwolone jedynie w nazwach organizacji mniejszości narodowych oraz w ich napisach informacyjnych. Jednocześnie NSA podkreślił w orzeczeniu, że przepis Ustawy o mniejszościach narodowych zezwalający na napisy informacyjne w języku mniejszości narodowej, nosi charakter „ogólny i programowy, ale zupełnie nie detalizuje w jaki sposób i kierując się jakimi kryteriami można takie napisy zamieszczać”, a więc należy w tym zakresie sięgnąć do przepisów, które taki tryb ustalają, czyli do Ustawy o języku państwowym, która nadaje prawo do używania informacyjnych napisów w języku mniejszości narodowej tylko organizacjom mniejszości narodowych.
czwartek, 11 września 2014
Gdy pada nazwisko „Żeligowski” — wiadomo, że chodzi o generała Lucjana Żeligowskiego, w latach 1920-21 twórca i głowa parapaństwa Litwa Środkowa, w oczach większości Polaków — bohater narodowym, w oczach większości Litwinów — wróg. Jednak rodzina Żeligowskich, herbu Belina, która od wielu pokoleń zamieszkiwała w Oszmiańskiem i w Nowogródzkiem, dała Litwie wielu innych ponadprzeciętnych obywateli. Jednym z nich był Edward Żeligowski, dziś już niesłusznie zapomniany, zaś w XIX w. jeden z najpopularniejszych wileńskich poetów, filozofów i spiskowców polskich, prawdziwy władca myśli wileńskiej demokratycznej młodzieży, pisujący pod pseudonimem „Antoni Sowa”, tłumacz poezji Aleksandra Puszkina oraz Heinricha Heine, a prywatnie stryjeczny dziadek generała Lucjana Żeligowskiego. Wikipedia podaje, iż Edward Witold (Wit) Żeligowski urodził się w roku 1816 w majątku (folwarku) Marianpol na Wileńszczyźnie. Nie jest to jednak prawdą. Jak odkryli białoruscy badacze Wasilij Jursza i Anatol Rogacz Edward Żeligowski, syn Juliana Żeligowskiego oraz Marianny z Lubańskich Żeligowskiej, urodził się rok wcześniej — 21 listopada 1815 roku, zaś 23 listopada został ochrzczony w zaścianku Korejkowce, parafii Kościeniewicze, niedaleko miasteczka Wilejka (nie mylić z dzielnicą Wilna o tej samej nazwie!), zaś 20 lipca 1816 roku wraz ze starszym, urodzonym w 1813 roku, bratem Socierem Antonim Żeligowskim został powtórnie ochrzczony, a de facto namaszczony olejem.
poniedziałek, 08 września 2014
Po kilku dniach poszukiwań udało się natrafić, przy pomocy znajomych z FB, na tekst decyzji Państwowej Komisji Języka Litewskiego w sprawie oryginalnej pisowni imion i nazwisk, o której piszą wszystkie media. Co prawda dalej niewiadomo, czy jest to uchwała Komisji, czy jedynie pismo jej przewodniczącej. Jeśli Komisja decyzję podjęła nie w drodze uchwały, tylko wyraziła swoje zdanie w pismie skierowanym do parlamentu, wówczas taka opinia nie jest decyzją Komisji i nie ma dla parlamentarzystów mocy wiążącej. Sąd Konstytucyjny bowiem wyjaśnił jeszcze wiosną br., iż tryb pisowni imion i nazwisk w oficjalnych dokumentach może być zmieniony tylko na wniosek Komisji, a Komisja decyzje, w tym takie wnioski, podejmuje wyłącznie w drodze uchwały. Według tego co jest opublikowane na stronie internetowej Komisji, wyraziła ona zgodę na oryginalny zapis (ale bez obcych znaków diakrytycznych) imienia i nazwiska w litewskich dokumentach wydanych obcokrajowcom oraz osobom, które zmieniły nazwisko po wyjściu za mąż lub ożenieniu się z obcokrajowcami, a także ich dzieciom. W przypadku pozostałych litewskich obywateli, a więc i Polaków, którzy najgłośniej się domagają oryginalnej pisowni, Komisja rekomenduje „zachować dotychczasowe zasady pisowni”, czyli zapis zgodny z oryginalnym brzmieniem, ale literami tylko litewskiego alfabetu.
piątek, 05 września 2014
Man visada buvo įdomu, kaip lietuvių ir lenkų ginčai dėl lentelių bei pavardžių atrodo pašaliniam stebėtojui. Ir pastarosiomis dienomis turėjau galimybę įsitikinti, jog pakankamai idiotiškai. Prieš keletą dienų buvau paprašytas pristatyti lietuvių-lenkų santykių problematiką grupei turistų iš Vokietijos. Tokių pakankamai nekasdieninių turistų, keliaujančių po Lenkiją ir Lietuvą ne tam, kad pamatyti visokiausius istorinius paminklus bei pailsėti, o tam, kad suprasti šių šalių istoriją bei dabartį, mūsų regione gyvenančių tautų tarpusavio santykius, jų problemas bei perspektyvas. Mūsų diskusija su šiais simpatiškais, vyresnio amžiaus žmonėmis truko virš dviejų valandų. Nusprendžiau jiems pačiu prieinamiausiu, o tai reiškia – volens nolens – supaprastintu būdu, paaiškinti kada ir kodėl atsirado Lietuvoje lenkai, kaip atsirado dabartinis lietuvių-lenkų konfliktas (nuo lietuvių tautinio atgimimo XIX a., Vilniaus klausimo, iki autonomijos bei dabartinių vardų ir pavardžių rašymo, dvikalbių lentelių bei švietimo problemų) bei kodėl Lietuvos-Lenkijos „strateginė partnerystė“ staiga virto „šaltąja taika“. Kuo daugiau jiems pasakojau — tuo didesnį nesupratimą mačiau jų veiduose, o kartais net siaubą (pvz., kai papasakojau apie lenkų ir rusų rinkiminę koaliciją) ir vienu momentu vienas iš vokiečių pratruko: „Bet taigi visiškai nereikšmingi dalykai! Kodėl negalite jų išspręsti taip, kaip Suomijoje, Italijoje ar Slovakijoje? Europoje yra daugybė puikių pavyzdžių kaip reikėtų tokias problemas spręsti... Ypač tokiais neramiais laikais, kai mūsų rytiniame pasienyje vyksta realus karas, žūsta žmonės, karas vyksta Turkijos pasienyje, šie geopolitiniai iššūkiai yra žymiai pavojingesni už tai, kaip bus užrašytas vardas arba gatvės pavadinimas...“ Ir tada šovė man netikėta mintis, jog visas tas lietuvių-lenkų konfliktas iš esmės primena liliputų ir blefuskų karus.
czwartek, 04 września 2014
Zawsze sie zastanawiałem, jak te nasze polsko-litewskie spory o tabliczki i nazwiska wyglądaja z punktu widzenia postronnego obserwatora. Ostatnio miałem okazję przekonać się, że dosyć idiotycznie. Przed kilkoma dniami zostałem poproszony, aby przedstawić problematykę stosunków polsko-litewskich grupie niemieckich turystów, podróżujących po Polsce i Litwie nie w celach rekreacyjnych, tylko zdobycia wiedzy na temat skomplikowanych relacji, które w ciągu wieków układały się pomiędzy narodami nasze kraje zamieszkującymi. Nasza dyskusja z tymi sympatycznymi, starszymi osobami trwała ponad dwie godziny. Postanowiłem w sposób jak najbardziej przystępny, a więc volens nolens uproszczony, przedstawić w jaki sposób i kiedy pojawili się na Litwie Polacy, kim są, jak doszło do obecnego konfliktu polsko-litewskiego (po przez odrodzenie narodowe w XIX wieku, konflikt o Wilno, aż po kwestie autonomii i współczesnych polskich postulatów dotyczących pisowni imion, nazwisk czy nazw ulic oraz problemy związane z reformą oświaty) oraz dlaczego polsko-litewskie „strategiczne partnerstwo” przerosło w „zimny pokój”. Im więcej o tym rozmawialiśmy, im więcej szczegółów podawałem, tym większe… niezrozumienie rysowało się na twarzach moich niemieckich rozmówców (a w momencie, gdy dowiedzieli się o polsko-rosyjskim sojuszu wyborczym - wręcz przerażenie), aż w pewnym momencie jeden z nich nie wytrzymał: „Ale to przecież są błahostki! Dlaczego nie możecie tego rozwiązać tak jak w Finlandii, we Włoszech czy na Słowacji? W Europie jest mnóstwo doskonałych przykładów na rozwiązanie tych problemów... Szczególnie, że u waszych wschodnich granic toczy się prawdziwa wojna, giną ludzie, wojna toczy sie na granicach Turcji, i te wyzwania geopolityczne są dużo bardziej niebezpieczne niż to jak się zapisze nazwisko czy nazwę ulicy...” Przyszło mi wówczas do głowy, że ten cały nasz konflikt polsko-litewski w gruncie rzeczy przypomina wojnę Liliputów z Blefuscu.
wtorek, 02 września 2014
Gdy Karol Wojtyła został Papieżem Janem Pawłem II miałem zaledwie kilka latek. Niewiele więc z tego historycznego dla każdego Polaka wydarzenia pamiętam. Mam szczęście, że już w moim dorosłym życiu jestem świadkiem kolejnego polskiego tryumfu na skalę światową. W sobotę (30 sierpnia) premier Polski Donald Tusk został przewodniczącym Rady Unii Europejskiej. Po raz pierwszy w historii przedstawiciel tzw. nowych krajów unijnych — Europy Wschodniej — został liderem całej Unii Europejskiej. I tym politycznym Kolumbem został Polak. Jest powód do wzruszenia. Jest powód do dumy. Żaden polski polityk w najnowszej historii nie osiągnął tak wspaniałego sukcesu. Nie jestem fanem Janusza Palikota, ale trudno się z nim nie zgodzić, że „w sferze symbolicznej nie mieliśmy takiego wydarzenia od Jana Pawła II”. Nie dziwi więc, że gratulacje dla nowego prezydenta UE płyną ze wszystkich stron. Z wyjątkiem Wileńszczyzny.
poniedziałek, 01 września 2014
„Jak wam się podobało?” — pytam młodą parę autostopowiczów, którą zabraliśmy z Pacukiem z Festiwalu Muzycznego Gėla wieczorem w piątek (29 sierpnia) do Niemenczyna. „Jakoś nie bardzo” — odpowiada dziewczyna. „Dlaczego?” — „Jakieś to wszystko… nudne” — pada odpowiedź. Niestety po części muszę przyznać jej rację. Miniony weekend na Wileńszczyźnie upłynął pod znakiem rockowych openairów w Niemenczynie oraz Solecznikach. W obu przypadkach pomysły były bardzo dobre, ale coś nawaliło przy ich wcielaniu w życie. Festiwal Muzyczny Gėla trwał przez dwa dni (29-30 sierpnia) i zgromadził sporo młodych i już bardziej znanych wykonawców, „Lato młodzieży 2014” w Solecznikach — zaledwie jeden wieczór, ale na nim także nie zabrakło gwiazd, chociaż i reprezentujących bardziej łagodne brzmienia. Obie imprezy mają już swoją historię. Solecznicki festiwal jest tradycyjny od kilku lat, także festiwal muzyczny na pożegnanie lata w Niemenczynie odbywa się już bodajże po raz trzeci, chociaż wcześniej miał miejsce w samym miasteczku, a w tym roku przeniósł się nad pobliskie jezioro Gėla.
środa, 27 sierpnia 2014
AWPL została bez stanowisk w rządzie, a rząd bez AWPL. Co gorsza AWPL wyleciała z rządu nie z powodu trwania przy swoim programie, przy dwujęzycznych tabliczkach i nazwiskach, tylko z powodu sporu o stanowiska. I nie zważając na podejmowane przez AWPL próby wytłumaczenia, iż był to spór istotny, niemalże krucjata przeciwko skorumpowanym klanom, przeciętny wyborca odczyta sytuacje jako elementarną walkę o miejsce przy korycie. W sensie public relations jest to więc totalna porażka Waldemara Tomaszewskiego, którą trudno będzie sprzedać jako sukces czy też kolejna odsłonę „antypolskiego frontu”. Od samego początku czwarty partner koalicyjny był potrzebny socjaldemokratom (bo to z ich podania polska partia została do koalicji, której i tak głosów do uformowania rządu nie brakowało, zaproszona) przede wszystkim do szachowania prezydent Dali Grybauskaitė oraz do rozgrywania przeciwko nieprzewidywalnym populistom z Partii Pracy oraz „Porządku i Sprawiedliwości”. Okazało się jednak, że liderzy LPSD przeliczyli się nieco w swoich kalkulacjach. Osiągnięcie porozumienie z ośrodkiem prezydenckim okazało się sprawą łatwiejszą niż kontrolowanie Waldemara Tomaszewskiego, który natychmiast w koalicji znalazł wspólny język i opowiedział się po stronie dużo bliższych mu politycznie i światopoglądowo Uspaskicha i Paksasa. Casus Cytackiej stał się więc dla socjaldemokratów tylko pretekstem do wyrzucenia — faktycznie należałoby mówić o „samousunięciu się”, gdyż polska partia w zasadzie odeszła z koalicji na własne życzenie — AWPL z koalicji. Jednak warto zauważyć i dalej idące skutki tak dwóch lat przebywania w koalicji, jak i odejścia z niej AWPL. Mamy być może bowiem początek zmierzchu projektu o nazwie „AWPL”, bo odejście AWPL z koalicji oznacza koniec Akcji Wyborczej Polaków na Litwie i Waldemara Tomaszewskiego jako projektu politycznego, który miał rozwiązać problemy mniejszości narodowych.
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Z Jarosławem jotem-Drużyckim — polskim etnografem, blogierem, dziennikarzem, publicystą, autorem zbioru reportaży o Polakach w Republice Czeskiej pt. „Hospicjum Zaolzie” — znamy się od dawna. Zaocznie. W roku bodajże 2002 lub 2003 w jego ręce wpadł numer wydawanego przez nas zine’u „W paszczu” i znany publicysta zareklamował nas, wileńskich anarcho-liberałów, na łamach „Opcji na Prawo”. Od tamtego czasu jesteśmy w kontakcie — raz on mi podrzucał jakieś ciekawe teksty czy gazetki, innym razem — ja mu, ale nigdy się nie spotkaliśmy. Aż do dzisiaj. Siedzimy na ławeczce przy ruinach szpitala na Subocz, patrzymy na piękną panoramę Wilna, a przede wszystkim Zarzecza skąd pochodzi ojciec Drużyckiego, pijemy piwo i gadamy o polskości. On od ośmiu lat mieszkający pomiędzy Warszawą a Zaolziem doskonale zorientowany w problemach świadomości pogranicza, świadomości kresowych, opowiada o Polakach w Czechach, ja — o Polakach na Litwie. „W roku 1920 mieszkańców Zaolzia, którzy przyznawali się do narodowości polskiej, było 120 tysięcy. Po 90 latach mamy ich tam około 30 tysięcy. Stopniowo, krok po kroku ludzie zaczynali mówić po czesku. Czasami było to związane z trudnościami w staraniu się o pracę. W niektórych zakładach wręcz wymagano zapisania dzieci do czeskiej szkoły. Polskość rzeczywiście tam ginie” – mówi Jarosław Jot-Drużycki. Polskość na Zaolziu aksamitnie umiera mimo, iż — zdaniem zwolenników świętości tabliczek ma idealne warunki — dwujęzyczność obowiązuje w Czechach już w gminach, w których mniejszości narodowe stanowią 10 proc. mieszkańców (najbardziej liberalne prawo w Europie!), lokalne polskie pismo „Głos Ludu” jest ładnym kolorowym, współczesnym wydawnictwem, a nie samie wiecie czym, największa polska organizacja społeczna na Zaolziu liczy 13 tysięcy członków (więcej niż ZPL; faktycznie co drugi dorosły Polak do niej należy), a generalnie prawie każdy Polak tutaj działa przynajmniej w dwóch-trzech organizacjach oficjalnych i w jeszcze kilku nieoficjalnych typu „bierklubów”. O tak prężnej i aktywnej polskości na Litwie możemy tylko pomarzyć. Niejednokrotnie podkreślałem, że dla przetrwania polskości na Litwie znaczenie mają nie tyle dwujęzyczne tabliczki czy zapis nazwiska w paszporcie, co tej polskości atrakcyjność dla miejscowych Polaków. Niestety nadal wołam na pustyni…
środa, 20 sierpnia 2014
Biuro Prasowe AWPL wydało wczoraj (19 sierpnia) długie oświadczenie, którego (pomijając tradycyjne panegiryki na własną cześć) sedno sprowadza się de facto do dwóch zdań: sprawa Jarosława Niewierowicza — mimo iż został on z dniem 25 sierpnia zdymisjonowany ze stanowiska ministra energetyki — „nie jest jeszcze przesądzona i do 25 sierpnia mogą zapaść inne decyzje. (…)Niewykluczone, że po 25 sierpnia premier kraju w porozumieniu z AWPL ponownie zgłosi kandydaturę Jarosława Niewierowicza na stanowisko ministra energetyki.” Gdyby rzecz się działa w każdym innym kraju uznałabym, że jest to niemożliwe. Znając jednak nieco realia naszego cyrku politycznego wierzę, że nawet taki scenariusz na Litwie nie jest wykluczony, nawet jeśli jest najmniej wiarygodny. Po prostu nie wiemy ani dlaczego kierownictwo AWPL doprowadziło do kryzysu w koalicji, ani jakie ma dalsze plany. Prognozowanie działań polskiej partii — to trochę jak wróżenie z fusów. Dlaczego więc uważam powyższy scenariusz za najmniej wiarygodny?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44
Tagi
stat4u Polityka Wschodnia