Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

"Afera Okińczyca" czyli fotomontaż w Paintcie

vile

Gdy portal w narodzie zwany lie24 opublikował „rewelacje" o tym, że przeciwko Czesławowi Okińczycowi toczą się rzekomo postepowania prokuratorskie na Litwie i w Polsce w sprawie działania na szkodę koncernu Orlen Liteuva - wielu moich czytelników z obozu AWPL-ZChR-ZPL pytało dlaczego o "aferze Okińczyca" nie piszę na blogu. Ich zdaniem moje milczenie świadczyło o braku obiektywności, bo przecież o aferze Mackiewicza pisałem.

W rzeczywistości jednak apologeci Mackiewicza i Tomaszewskiego nie chcieli zauważyć jednej ważnej różnicy pomiędzy rzekomą "aferą Okińczyca" i jak najbardziej realną aferą Mackiewicza. Prezesowi ZPL Michałowi Mackiewiczowi zarzuty fałszowania kwitów i defraudacji pieniędzy polskiego podatnika postawiła prokuratura w Warszawie, zaprosiła go na przesłuchanie, a Michał Mackiewicz od tego przesłuchania ukrył się za immunitetem poselskim członka litewskiego parlamentu. W przypadku zaś Czesława Okińczyca zarzuty postawił jedynie kontrolowany przez AWPL-ZChR-ZPL internetowy portal w kilku artykułach, których nawet żaden z dziennikarzy tego portalu nie odważył się podpisać.

W tej sytuacji wolałem zaczekać na rozwój sytuacji. I miałem rację - dzisiaj portal zw.lt opublikował dokumenty z których przejrzyście wynika, że ani polska, ani litewska prokuratura, ani litewskie biuro antykorupcyjne - wbrew „rewelacjom" lie24  - nie prowadzą przeciwko niemu żadnych dochodzeń, śledztw czy postępowań wyjaśniających, gdyż autorzy donosu (surprise, surprise byli nimi najwierniejszy z wiernych i najbierniejszy oraz najbardziej mierny z akolitów Tomaszewskiego w litewskim parlamencie Czesław Olszewski oraz... „antyPolak" z obozu konserwatystów Jurgis Razma) nie przedstawili organom śledczym żadnych dowodów na poparcie swoich tez, poza kalumniami opublikowanymi przez lie24. Proszę mi wierzyć - w ciągu ponad 20-letniej praktyki dziennikarskiej wiele śledztw dziennikarskich widziałem i sam nawet kilka przeprowadziłem, nigdy jednak nie widziałem, żeby bzdury, jak te opublikowane przez lie24, były nazywane śledztwem dziennikarskim.

I to jest ta zasadnicza różnica pomiędzy mediami, należącymi do Czesława Okińczyca, i mediami, należącymi do Waldemara Tomaszewskiego. Pierwszych możesz nie lubić, ale trudno zaprzeczyć, że są robione profesjonalnie i jeśli już zabierają się za śledztwa dziennikarskie – to będą to śledztwa, a nie wydmuszki. Drugie zaś nadal pozostają na poziomie „propagandonów”, a ich śledztwa – to tylko pic na wodę i fotomontaż. Aby było klarownie: fotomontaż zrobiony nie w Photoshopie, tylko w Paint-cie…

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • kpdwiejak

    to niezła afera

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci