Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Ci, którzy łączą i ci, którzy dzielą

vile

PKD_obchody_listopad_paviljonas6752Biegną sztafety, odbywają się koncerty, polskie i litewskie pary tańczą poloneza, lokomotywy grają „Mazurek Dąbrowskiego”, na mapie Litwy pojawiają się ulice i place im. Lecha Kaczyńskiego, Dalia Grybauskaitė przemawia po polsku, rząd Sauliusa Skvernelisa zaleca wciągnąć polskie flagi nad wszystkimi urzędami, na najważniejszym, reprezentacyjnym placu Litwy – placu Łukiskim – powiewa biało-czerwona. Ale główny obchody Święta Niepodległości Polski, oczywiście, tradycyjnie odbywają w Wilnie na Rossie, przy mauzoleum Matki i Serca Marszałka Józefa Piłsudskiego. Ambasada RP w Wilnie, która od zawsze te obchody organizuje, zaprasza Polaków i Litwinów na godzinę 13 do odśpiewania hymnu Niepodległej. I w tym momencie Zarząd Główny Związku Polaków na Litwie… odstawia kolejną szopkę, do których jego prezes Michał Mackiewicz już zdążył nas w ciągu ostatniego półrocza niestety przyzwyczaić. Organizuje na Rossie „alternatywne” „główne" obchody stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. „Alternatywne” składanie wieńców i śpiewanie hymnu narodowego. Nieuzgodnione z administracją cmentarza. Dwie godziny wcześniej niż główne obchody organizowane przez ambasador Urszulę Doroszewską, chociaż w tym czasie na Rossie jeszcze trwają prace porządkowe... Aby zapewnić frekwencję wicemer Wilna Edyta Tamošiunaitė wysyła do wszystkich szkół polskich w Wilnie nakaz (sic!), żeby każda wystawiła delegację do udziału w obchodach zorganizowanych przez ZPL. Cała sytuacja byłaby śmieszna, gdyby nie dotyczyła rzeczy ważnej. Stulecie Polski i Litwy za naszego życia będziemy obchodzili niestety tylko jeden raz, robienie z niego taniego show, żeby „utarć nosa” nielubianej ambasador – to jest… poniżej jakichkolwiek standardów. Paradoksalnie ZPL-AWPL-ZChR, który tak lubił niegdyś chełpić się, że jednoczy wszystkich Polaków – coraz częściej zaczyna ich dzielić. Staje się też symbolem machlojek, afer i warcholstwa. I – paradoksalnie – to właśnie ci, których ZPL-AWPL-ZChR zawsze oskarżał o „rozbijacką” robotę – zaczynają Polaków łączyć. A nawet nie tylko Polaków, ale i Litwinów, jak w przypadku tradycyjnych, nieformalnych, polsko-litewskich obchodów 11 listopada organizowanych przez Polski Klub Dyskusyjny.

Tym razem Polski Klub Dyskusyjny zaprosił Polaków i Litwinów do klubu jazzowego „Paviljonas”. Po prostu w pubie „PianoMan”, w którym obchodziliśmy polskie i litewskie święta narodowe w latach poprzednich, przestaliśmy się już mieścić. Decyzja była słuszna. Do „Paviljonasu”, we czwartek (8 listopada), przyszły tłumy. Ponad 200 osób. Był bigos, był „Żywiec”, były polsko-litewskie rozmowy - zapoczątkowane przez dyskusję z udziałem znanej polskiej dziennikarki Marii Przełomiec i niemniej popularnej litewskiej dziennikarki śledczej Indrė Makaraitytė – a kontynuowane przez liczne grono dziennikarzy, dyplomatów, adwokatów, naukowców, møodzieæy, emerytów, pracowników oświaty i kultury, biznesmenów, którzy tego dnia do nas przyszli. Do „Paviljonasa” wpadł z pozdrowieniami nawet mer Wilna Remigijus Šimašius. Na krótko, ale nieoczekiwanie z… praktycznym pożytkiem dla wszystkich. Podczas wizyty zwrócono mu bowiem uwagę na to, że w skwerze w którym znajduje się klub od dwóch lat nie pali się ani jedna latarnia, zaś samorządowi urzędnicy nic w tej sprawie nie robią. Po kilku godzinach w skwerze przy ulicy Zawalnej zapłonęły wszystkie latarnie! Tak więc imprezy Polskiego Klubu Dyskusyjnego przyczyniają się nie tylko do polsko-litewskiego porozumienia, ale i rozwiązują całkiem konkretne problemy… ;)

Po dyskusji zaś zaprosiliśmy wszystkich na wesołą, międzypokoleniową potańcówkę. Najpierw publiczność zaprosił do tańca dj Michał Fogg z Warszawy. Prawnuk słynnego piosenkarza Mieczysława Fogga miksuje utwory wykonywane przez pradziadka z współczesnymi rytmami. „Ta ostatnia niedziela”, „Tango Milonga”… I natychmiast kilkanaście zakochanych par zakrążyło po parkiecie. Gdy jednak Fogga zastąpili djowie z Wilna Baltic Balkan - do tańca poderwała się dosłownie cała sala. I stary, i młody, i Polak, i Litwin, i Szkot, i Białorusin skakał pod sceną w rytm polskich, żydowskich, serbskich, włoskich, greckich melodii przez ponad dwie godziny. Niesamowite muzyczne szaleństwo. PKD po raz kolejny pozytywnie zaskoczył wszystkich, podniósł poprzeczkę tak wysoko, że trudno ją będzie przeskoczyć. Ale przede wszystkim autentycznie zjednoczył Polaków z Litwy, Polaków z Polski, Litwinów. A przy okazji też zebrał 550 euro na rzecz wileńskiego hospicjum im. Bł. Ks. Michała Sopoćki.

A na Rossę wybraliśmy się następnego dnia, żeby już w ciszy i spokoju pięknego jesiennego wieczoru złożyć hołd tym, co Niepodległą wywalczyli kosztem swojej krwi i życia – żołnierzom Wojska Polskiego. Bo do modlitwy nie potrzeba tłumów spędzonych odgórnym nakazem uczniów i nauczycieli. Do modlitwy potrzeba szczerej chęci, pokory i skupienia.

W niedzielę zaś stanęliśmy na placu Łukiskim, aby wziąć udział w historycznej chwili wciagnięcia na maszt polskiej flagi na głównym placu Litwy i na Rossie do hymnu. Bo stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości może być i jest tylko jedno. Nie czas na frondy.

 Fot. Roman Niedźwiedzki

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci