Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Przesycenie nienasyconych

vile

We wrześniu w Wilnie miał się odbyć koncert Sławomira Zapały, niekwestionowanego króla tzw. rockopolo, autora takiego hitu jak „Miłość w Zakopanem”. Nie odbędzie się, gdyż organizatorowi nie udało się sprzedać minimalnej wymaganej puli biletów. Niestety nie jestem tym faktem wcale zaskoczony. Szanse na to, iż na ten koncert przyjdą tłumy były bowiem nieduże. I nie dlatego, że mamy przesyt polskich koncertów na Litwie. Tylko dlatego, że warstwa odbiorców polskiej kultury na Litwie jest niezwykle cienka. Owszem disco polo ma na Litwie trochę większą liczbę fanów niż np. polscy muzycy elektroniczni, ale i tak można mówić zaledwie o 3-4 tysiącach. I notabene cena biletów nie ma dla nich żadnego większego znaczenia – są gotowi zapłacić i 10, i 15, i 20 euro za koncert. Ale zaledwie kilka razy na rok. Ostatnio w to płytkie audytorium uderzyło kilku impresariów naraz. Tylko w ciągu ostatniego roku w Wilnie zagrali Ivan Komarenko, Classic, Imperium, Defis, Long&Junior, Milano, Andre, Boys, Gamma… Miłośnicy „majteczek w kropeczki” nasycili swoje muzyczne podniebienie i zapotrzebowanie na disco polo się skończyło. Poza tym, jak słusznie zauważa organizator koncertu Sławomira w Wilnie Paweł Żemojtin w wywiadzie dla dziennika „Kurier Wileński”: „Nie jest tajemnicą, że wileńska publiczność najchętniej wybiera się na koncerty wykonawców starej generacji. Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk czy Ryszard Rynkowski tradycyjnie zbierają pełne sale. (…) Dziś mogę stwierdzić jedynie, że koncerty rosyjskich wykonawców cieszą się większą popularnością wśród naszych Polaków.” Symptomy „choroby” zostały opisane prawidłowo. Paweł Żemojcin zapowiada, że dopiero za kilka lat będzie mógł powiedzieć coś więcej o jej przyczynach, ja zaryzykuję postawić diagnozę już dzisiaj.

[more]

Niekwestionowana popularność wśród wileńskiej publiczności Maryli Rodowicz, Ryszarda Rynkowskiego czy Czerwonych Gitar, których koncerty odbywają się, co kilka lat i ciągle gromadzą pełne sale, wskazuje dobitnie, że gusta muzyczne Polaków na Litwie (przynajmniej tych, co na koncerty przychodzą) zostały ukształtowane gdzieś w latach 80. i 90. ubiegłego wieku. Wtedy, gdy Polska była dla nas symbolem lepszego, „zachodniego” świata, gdy słuchaliśmy „Lata z Radiem”, gdy mogliśmy oglądać TVP 1, czytać polskie czasopisma, gdy „Kurier Wileński” miał dziesiątki tysięcy czytelników, a Radio „Znad Wilii” było najpopularniejszą rozgłośnią radiową w Wilnie. Z tych właśnie wszystkich źródeł natychmiast dowiadywaliśmy się o najnowszych polskich przebojach i dzięki temu polska kultura na Litwie była cool.

Jestem starym rockmanem, do dziś mam olbrzymie archiwum czasopism „Tylko Rock” w domu. Ale muszę też ze wstydem przyznać, że i moja wiedza na temat polskiej muzyki rockowej kończy się gdzieś na przełomie XX i XXI wieków, a na współczesnej polskiej muzyce już się nie znam. Więc z chęcią bym poszedł na koncert Kultu czy De Press, ale nazwy Jamal, Coma czy Decapitated nie mówią dla mnie nic. Po części dlatego, że niezbyt interesuję się muzyką współczesną w ogóle, po części dlatego, że nie za bardzo mam skąd czerpać informacje na jej temat. Proszę tylko, na miłość Boską, nie wskazywać odrazu na Internet, bo żeby wbic w google słowo "Jamal", muszę jednak skądś o istnieniu takiego wykonawcy dowiedzieć. Z telewizji, radia, gazety, od znajomych... Śmiem przypuszczać, że ten sam problem mają i fani disco polo czy muzyki popowej.

Dlatego właśnie Ivan Komarenko i Boys sale w Wilnie jeszcze zbierają - zostali wylansowani w latach świetności polskich mediów na Litwie – a Sławomir nie, bo jest (jakkolwiek to paradoksalnie zabrzmi) artystą na polskiej Wileńszczyźnie w zasadzie nieznanym. Dlatego jedyną szansą na usłyszenie współczesnych polskich wykonawców w Wilnie i pod Wilnem pozostają festiwale i dożynki, dofinansowywane przez rządzone prze AWPL-ZCHR samorządy lub Senat RP. Zresztą nawet na nich przeważają widzowie 50+, a na występach wykonawców z Polski miejsca pod sceną świecą pustkami. Kto wie czy nie jedynym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest patent stosowany przez Soleczniki czy Rudziszki, gdy w ramach tego samego koncertu grają zespoły popsowe z Białorusi i bardziej ambitne z Polski. Ludzie przychodzą w zasadzie na Lalki Corporation, ale przy okazji posłuchają i Maleo Reggae Rockers…

Należy spojrzeć prawdzie w oczy. Aby pójść na koncert wykonawcy – potencjalny słuchacz musi o istnieniu tego wykonawcy wiedzieć. Musi znać jego utwory. Musi zdecydować, czy mu się podobają, czy nie. Wiara w to, że ktoś pójdzie na koncert – nawet bezpłatny – totalnie nieznanego mu wykonawcy, bo zaufa gustom impresaria lub dlatego, że to wykonawca polski, jest marzeniem ściętej głowy. Popularność rosyjskich wykonawców na Litwie nie spadła z nieba, jest bezpośrednią konsekwencją popularności rosyjskojęzycznych mediów: fenomenalnej oglądalności rosyjskojęzycznych telewizji i wysokich nakładów lokalnych rosyjskojęzycznych tygodników. Ba, wczoraj surfując pomiędzy różnymi kanałami telewizji litewskich bez trudu trafiłem wciągu pięciu minut na pięć filmów wyprodukowanych w Rosji. I zaledwie jeden wyprodukowany w Polsce.

Jeśli więc chcemy, żeby koncerty Sławomira nie były w Wilnie odwoływane, mamy zaledwie dwa możliwe rozwiązania. Albo musimy stworzyć atrakcyjne polskie media na Litwie (i nie tylko je stworzyć, ale i sprzedać potencjalnemu odbiorcy, bo czasy gdy „dobry produkt sprzedawał sie sam" już dawno odeszły do lamusa), które popularnością dorównają przynajmniej częściowo lokalnym mediom rosyjskojęzycznym, albo – jakkolwiek to paradoksalnie zabrzmi - zacząć reklamować polskich wykonawców na łamach lokalnych mediów rosyjskojęzycznych. Nie ukrywam, że wariant pierwszy, chociaż droższy podoba mi się bardziej, ale przecież nieprzypadkowo od kilkunastu lat AWPL-ZChR praktycznie nie reklamuje się w lokalnych polskich mediach, a w reklamę w rosyjskojęzycznych pakuje setki tysięcy euro…

Ten komentarz ukazał sie dziś (11 września) na antenie audycji polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [bartosz_wkl z pracy ] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Miałem się już od jakiegoś czasu zapytać Ciebie a jak tam oglądalność TVP INFO, kanałów muzycznych (w sumie nawet nie wiem co to i jakie) i teraz od sierpnia tego czegoś co TV litewska robi z Polsatem? W ostatnim to sławomirów nie ma?

    A Komarenko to przecież gdzieś tak 2003 rok, jakoś tak. To gdzie tam polskie media na Litwie wtedy? A może jest on tak popularny, bo jest ze wschodu? Może też śpiewa wtedy coś po rosyjsku?
    29 sierpnia wyjeżdżając z Bezdan przez Wilno, Czarny Bór słuchałem sobie (po wielu latach) Radia znad Willi. Całkiem fajna muzyka. Taka z lat 90., zerowych, sprzed kilku i aktualna. Wszystko po polsku. W niezłym klimacie to wszystko. Rozumiem, że do młodszych (nie mówiąc o młodych) nie dociera. Stąd też moje pytanie o pierwsze wrażenia z oddziaływania wyżej wspomnianych stacji. Chyba jest źle, skoro nawet o tym nie wspomniałeś. Gospodyni w Bezdanach nie ogląda TV. Wnuki bajki rosyjskie.

  • vile

    Litewska TV robi coś z Polsatem? Nie wiedziałem.
    TVP Info czy dwa kanały discopolowe w ciągu 3 miesięcy nie nadrobią strat z ostatnich 20 lat. Poza w kablu większości z nich nie ma (ponieważ operatorzy sieci kablowych muszą negocjować wciągnięcie tych kanałów do swojej oferty osobno - to idzie jak... powoli bardzo). Więc ich pojawienie się ma raczej charakter symboliczny. Ot taka pierwsza jaskółka.
    Komarenko jakoś został wylansowany, nie umiem odpowiedzieć w jaki sposób, trzeba by osobnych badań. Radio Znad Wilii to najpopularniejsze medium polskie na Litwie, ale i tak to zaledwie 15-20 tysięcy słuchaczy.

  • Gość: [bartosz_wkl z pracy] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Podobno 5 sierpnia ruszyła FMT TV zw.lt/wilno-wilenszczyzna/fmt-rusza-pierwsza-polskojezyczna-telewizja-na-litwie/ .
    Przypadek Komarenki mógłby, były cenną odpowiedzią co trzeba robić.
    Naiwnie napiszę, że taki Sławomir to powinien do Wilna przyjechać raczej na wycieczkę, a do roboty tylko na moment i za czapkę śliwek. Ale też zaśpiewać nie na swoim koncercie, ale na jakimś zbiorczym, otwartym, w plenerze. Chyba takie w Wilnie są? Spiker zapowiedziałby, że teraz występ gościa z Polski, dwie piosenki o tym i o tym i tyle. Może by się spodobał i został jako tako rozpoznawalny. Przydałoby się jak mu minie 5 minut w Polsce.

  • vile

    O FMT TV trudno mi się wypowiadać, ale sądząc po ramówce będzie tak samo "popularna" jak TVP Info, a może i gorzej, bo jednak TVP Info technicznie jest na poziomie, a FMT TV ewidentnie brakuje kasy.
    Co do Sławomira się zgadzamy - potrzebowałem tylko kogoś popularnego w Polsce jako symbolu do zobrazowania tezy.
    "Ale też zaśpiewać nie na swoim koncercie, ale na jakimś zbiorczym, otwartym, w plenerze."
    Z grubsza coś takiego i proponuje we wpisie.

  • Gość: [bartosz_wkl z domu ] *.limes.com.pl

    No tak, ale mi nie chodzi o granie w Solecznikach w towarzystwie "zespołów popsowych z Białorusi", tylko w Wilnie na dużym koncercie z obsadą międzynarodową (w tym albo i głównie litewską ).

  • vile

    W Wilnie to Sławomir stylistycznie pasował co najwyżej na Dniach Rosji ;)

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci