Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Wracając do Wilna

vile
„Nie wiem dotychczas: żartował czy mówił poważnie (…) gdy zjawiłem się u niego na wysokim piętrze bloku w centrum Gdyni i usłyszałem, że za wywiad będę musiał zapłacić” – pisze znany wileński dziennikarz Tadeusz Tomaszewski w książce „Wracając do Wilna” o swoim spotkaniu z Franciszkiem Walickim. Gdy czytałem wywiad, który powstał w wyniku tego spotkania – miałem w głowie to samo pytanie. Historie tego niesamowitego działacza kulturalnego, autora piosenek, dziennikarza i impresaria, są bowiem tak niesamowite, że trudno się oprzeć wrażeniu, iż konfabuluje. Pływał po Karaibach na „Darze Pomorza”, ilustrował felietony Leopolda Tyrmanda, grał w drugiej reprezentacji Litwy w koszykówce, ożenił się z Żydówką i w 1941 roku udał się wraz z nią do getta wileńskiego. Uciekł. Ukrył się w Zakopanem i ponownie trafił w ręce Niemców. I ponownie uciekł… A to zaledwie ułamek, kilkanaście pierwszych, powiązanych z Wilnem lat długiego życia Franciszka Walickiego. I w zasadzie jeśli nie każdy, to co drugi życiorys z 21 rozmówców Tadeusza Tomaszewskiego mógłby zostać kanwą filmu sensacyjnego. „Wracając do Wilna” – zbiór fachowo przeprowadzonych i literacko opracowanych przez Tadeusza Tomaszewskiego wywiadów radiowych z byłymi Wilniukami czyta się jednym tchem, jak książkę przygodową. Te wspomnienia bardzo różnych osób, których łączy tylko czas i miejsce - początek XX wieku w Wilnie – to chyba jedna z najciekawszych pozycji książkowych na temat Wilna jaka ukazała się w tym roku. I nie jest to tylko moja opinia – wszak książkę wydało zasłużone i prestiżowe polskie wydawnictwo „Czytelnik”, a nie któraś z marginesowych oficyn wydawniczych, specjalizujących się w drukowaniu „dzieł” kresowych grafomanów. Jak żartuje sam Tadeusz Tomaszewski – umowę z tym wydawnictwem podpisał siedząc w tym samym fotelu, co przed laty Jarosław Iwaszkiewicz. A może mówi poważnie?...

Danuta Szaflarska, Zofia Jamontt, Jadwiga Pietraszkiewicz, Andrzej Zgorzelski, Maciej Musa Konopacki, ale też na przykład córka naczelnego „polakożercy” przedwojennego Wilna Rapolasa Mackonisa – Birutė Mackonytė Niesamowite historie niesamowitych ludzi. Czasami smutne, czasami wesołe. Wizyty w kinach i na występach Hanki Ordonówny, bójki z żulikami i ucieczki z getta, spacery po Ogrodzie Bernardyńskim z bonami-Francuskami i zwariowane wyścigi konne, strajki szkolne i partyzancka wojna w lesie. Ale także refleksje o Wilnie przedwojennym i Wilnie współczesnym.

Co do Wilna przedwojennego w gruncie rzeczy wszyscy rozmówcy Tadeusza Tomaszewskiego są zgodni: było pięknym, ale prowincjonalnym miastem.

 

Wilno: wczoraj i dziś

Wtedy Wilno było śliczniejsze, dlatego że Zakret był dziki, Góra Boufaowa nie była tak ładnie wyłożona kamieniami i nie jeździło tyle komunikacji, a tylko dwa autobusy. Czyli - raj dla dzieci." (Hanna Świda -Ziemba)

A co do Wilna współczesnego ich opinie dzielą się de facto 50/50.

Jedni to współczesne Wilno uwielbiają.

No i wreszcie Stare Miasto, gdzie zawsze przebywam z przyjemnością. Czuję się tutaj niesłychanie swojsko, a zarazem ja rzeczywiście uważam, ze jest to piękne miasto, które za każdym razem mogę z różnych stron podziwiać i cieszyć się, po prostu cieszyć. Dlatego po pewnym okresie nieobecności w Wilnie potrzebę ponownego przyjazdu odczuwam jak nieprzepartą konieczność.” (Tadeusz Bujnicki).

Inni – nigdy go nie zaakceptują.

Ja już do Wilna nie pojadę nawet gdybym mógł, dlatego że Wilno zmieniło swoje oblicze. W 2004 roku byłem członkiem komisji polskiej podczas rozmów z Litwinami w sprawie Armii Krajowej, miałem okazję obejrzeć więzienie na Ofiarnej, byliśmy na Górze Trzykrzyskiej. Wdrapałem się jakoś na samą górę, zapadał zmierzch, w mieście zaczynały się palić światła, zobaczyłem nowe wieżowce i powiedziałem: „To już nie jest moje Wilno.” (Leszek Jan Malinowski).

Nie muszę chyba tłumaczyć, że rozumiem tych drugich, ale to pogląd tych pierwszych jest mi o wiele bliższy.

 

Pakeleivis

Jest zgrabne litewskie słowo: pakeleivis, znaczące tyle, co towarzysz podróży. Słuchając opowieści o powrotach do niegdysiejszego i współczesnego Wilna, czułem się takim cichym pakeleivisem, zasłuchanym w głosy ludzi na zawsze z tym miastem związanych i ich niepowtarzalne historie. Zebrane razem składają się one na portret zbiorowy wilnian XX wieku i historię miasta, do którego się wraca

- napisał we wstępie do swojej książki Tadeusz Tomaszewski.

I rzeczywiście czytelnik tej książki czuje się jak ten pakeleivis, który razem z autorem i jego rozmówcami idzie przez życie, przez zesłania, więzienia i tułacze podróże. Ale przede wszystkim spaceruje ulicami, które niby są, ale zmieniły się nie do poznania. Nie tylko pod względem nazwy. Mickiewicza, Portowa, Archanielska, Pohulanka... 

 

Proza na najwyższym poziomie

Przed kilkoma laty, zafascynowany cyklem powieści Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku, detektywie z przedwojennego Breslau, zastanawiałem się całkiem serio nad napisaniem kryminału osadzonego w przedwojennym Wilnem. Miałem nawet zarys akcji, ale brakowało mi ducha przedwojennego Wilna. Mapy, pamiętniki, gazety wileńskie nie pozwalały na uchwycenie genius loci Wilna z okresu międzywojnia. Dopiero po przeczytaniu „Wracając do Wilna” poczułem, że zaczynam rozumieć moje miasto z tego okresu. Nie sądzę, abym kiedykolwiek napisał kryminał wileński wrócił, ale każdemu, kto by chciał pisać o międzywojennym Wilnie albo po prostu spojrzeć na nie przez pryzmat ludzkich historii – książkę Tadeusza Tomaszewskiego serdecznie polecam.

Pomijając fakt, iż rozmówcy Tadeusza Tomaszewskiego są nietuzinkowi, fascynujący, elokwentni i inteligentni, to i sam Tadeusz Tomaszewski jawi się nam od niecodziennej strony. Jako wrażliwy i wnikliwy obserwator oraz mistrz literackiego słowa. Każdy wywiad bowiem poprzedzają krótkie miniaturki jego autorstwa, opisujące jakiś interesujący moment spotkania z rozmówcą. Miniaturki napisane z pasją i niewątpliwym talentem, budzące nadzieję, że także współcześni wilniucy są w stanie tworzyć prozę na najwyższym poziomie:

Żabianka… bo przejściem podziemnym pod torami migrują żaby, pytanie, w którą stronę, ku morzu czy od, i co ma żaba do kosmosu – zaraz się dowiem, wszak idę do znawcy fantastyki, a od kolejki mam do przebycia żabi skok: czuć zapach morza, mieszający się z zapachem kebabu, w oknie ogromny żabi udziec i uśmiechnięty rudy kebabiarz-żabiarz w białym kitlu udaje, że to nie on pod płaszczem nocy poluje w przejściu podziemnym na olbrzymie kaszubskie żaby”.

Tadeusz Tomaszewski, Wracając do Wilna, Czytelnik, Warszawa 2018

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Blog emigracyjny] *.bb.sky.com

    Zdecydowanie muszę mieć tę pozycję. Już same fakty dotyczące Walickiego podane na początku, zachęcają do lektury.

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci