Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Pacta sunt servanda

vile
Poseł Zbigniew Jedziński pełni w AWPL-ZChR rolę, którą w putinowskiej roli pełni Władimir Żyrinowskij. Mówi i proponuje to, co Waldemar Tomaszewski ma na myśli, ale co nie wypada mu wyartykułować we własnym zakresie: aborcja, agenci KGB, banderowski Majdan… Jak opinia publiczna przyjmie inicjatywę dobrze – to i tak Wódz zapisze sukces na własne konto, jak nie — to spisze porażkę na konto Jedzińskiego. Pomysł ustawy antyaborcyjnej trochę się ostatnio skompromitował, gdy jeden z najbardziej zacietrzewionych jego zwolenników i sojuszników AWPL-ZChR w litewskim parlamencie poseł Petras Gražulis zrobił nieślubne dziecko pewnej kobiecie z Połągi i wydało się, że namawiał ją do usunięcia ciąży. Więc we czwartek (21 czerwca) litewski parlament (głosami m.in. byłych aparatczyków CK KPL, którzy z KGB nie tylko współpracowali całkiem jawnie, ale i tę organizacje nadzorowali) w pierwszym czytaniu poparł inny pomysł Zbigniewa Jedzińskiego - projekt upublicznienia imion i nazwisk wszystkich pracowników i współpracowników KGB. Paradoksalnie jeszcze 7 lat temu Waldemar Tomaszewski bardzo chętnie kagiebistów zatrudniał i wciągał na listy wyborcze, argumentując: „Przestańmy szukać jakichś upiorów z przeszłości." Tylko krowa nie zmienia poglądów?… Na pierwszy rzut oka projekt Jedzińskiego wygląda rewelacyjnie: cóż może bowiem być lepszego niż przejrzystość, a ujawnienie imion i nazwisk kagiebistów tę przejrzystość zwiększa?… Tylko mam nieodparte wrażenie, że jest to nic innego jak temat zastępczy. Bądźmy szczerzy – polski i rosyjski wyborca nie głosuje na Tomaszewskiego, Mackiewicza i Jedzińskiego z uwagi na ich pomysły lustracyjne czy antyaborcyjne, tylko w celu rozwiązania problemów mniejszości narodowych. Jednak w tej akurat dziedzinie niewiele się dzieje, a od posłów AWPL-ZChR więcej inicjatywy ustawodawczej przejawiają np. socjaldemokraci Gintautasa Paluckasa. Potrzebny więc temat zastępczy, który pokazałby wyborcom burzliwą aktywność ustawodawczą AWPL-ZChR. A raczej – imitację tej burzliwej działalności.

W latach 1990-1992 litewski parlament zagwarantował osobom, które dobrowolnie przyznali się do współpracy z KGB, anonimowość. W latach 2000 i 2015 ta gwarancja została potwierdzona ponownie — tożsamość tych osób została utajniona i może zostać ujawniona dopiero po 75 latach. Z możliwości dobrowolnego przyznania się do współpracy skorzystało 1589 osób z blisko 120 tysięcy, którzy w latach 1940-1991 z sowiecką bezpieką współpracowały. Imiona i nazwiska tych, co się do współpracy nie przyznali dobrowolnie od kilku lat publikuje Litewskie Centrum Badań nad Rezystencja i Ludobójstwem na stronie internetowej www.kgbveikla.lt. Trzeba jednak przyznać, że jest to lista dosyć fragmentaryczna, większość archiwów KGB została w 1991 roku wywieziona do Moskwy lub zniszczona. Tak więc pomysł Zbigniewa Jedzińskiego na powszechną lustrację, w odróżnieniu od Niemiec czy Czech, nie może być zrealizowany, gdyż Litwa nie posiada danych o większości współpracowników. W gruncie rzeczy projekt Jedzińskiego jedynie doprowadziłby do upublicznienia nazwisk tych, którym przed 30 laty państwo litewskie zagwarantowało anonimowość. Przy okazji Jedziński powołuje się na tzw. listę Tomkusa.

Jakiś czas temu Vitas Tomkus, wydawca bulwarowej „Respubliki” (ten sam, który publikował teksty o tym, że światem rządzi mafia żydowska i gejowska), opublikował dziwaczną listę „możliwych współpracowników KGB”, na której znaleźli się obok już ujawnionych przez Litewskie Centrum Badań nad Rezystencja i Ludobójstwem prawdziwych agentów — dziwnym trafem — wszyscy jego oponenci polityczni i biznesowi. Jedziński uważa tę listę za „wielce prawdopodobną”, wszyscy eksperci — za fake. Aby przekonać się o tym, że „lista” jest tzw. fake’iem, nie trzeba nawet wiedzy specjalistycznej – wystarczy odnaleźć na niej nazwiska polityków Agnė Bilotaitė, Remigijusa Žemaitaitisa czy Viktorii Čmilytė-Nielsen, którzy w momencie rozwiązania KGB mieli po… 7-8 lat! Jeśli ktoś uważa, że KGB werbowało sześciolatków, to… życzę mu powodzenia u psychiatry. Bo u prawnika powodzenia mieć nie będzie.

Kamieniem węgielnym wszystkich systemów prawnych, opartych na prawie rzymskim, jest zasada pacta sunt servanda. Umów należy dotrzymywać. Jeśli obiecałeś komuś coś — musisz z tej obietnicy się wywiązać. Posłowie AWPL-ZChR doskonale o tej zasadzie wiedzą, gdyż notorycznie powołują się na nią w kontekście Traktatu polsko-litewskiego z roku 1994, twierdząc, że skoro strona litewska zobowiązała się w Traktacie do poszanowania praw litewskich Polaków — musi tego zobowiązania dotrzymać. Prawo przywiduje tylko jeden wyjątek od zasady pacta sunt servandarebus sic stantibus. Można umowy nie dotrzymać, jeśli zajdą niespodziewane okoliczności, zmieniające jej wymowę w momencie zawarcia. Jedziński & Co. do tej zasady dorzucają jednak kolejną — sformułowaną przez wybitnego sudańskiego „prawnika”, sienkiewiczowskiego Kaliego —jak Kali ukraść krowa to dobrze, jak Kaliemu – to źle. Jak państwo litewskie nie wywiązuje się z zobowiązań wobec Polaków – to źle, jak Polacy proponują nie wywiązywać się z przyjętych przez państwo litewskie zobowiązań wobec byłych współpracowników KGB — to dobrze.

Szczerze mówiąc los tych byłych współpracowników nic mnie obchodzi. Nie sądzę, żeby rzeczywiście — jak twierdzi np. litewski kontrwywiad — upublicznienie ich nazwisk dałoby Rosji możliwość ich szantażowania.  Ba, mógłbym nawet przyklasnąć pomysłowi Zbigniewa Jedzińskiego, nawet jeśli jest ten pomysł typowym psuciem prawa. Problem polega na tym, że jak już się zaczyna prawo psuć, to trudno siebie powstrzymać. Bo skoro państwo nie musi się wywiązywać z zobowiązań wobec byłych kagiebistów, to dlaczego musi się wywiązywać z zobowiązań wobec Polaków, nauczycieli, emerytów? Ja zaś chciałbym mieszkać w państwie, które ze swoich obietnic się wywiązuje. Nawet tych złożonych nieco pochopnie. Ale przede wszystkim chciałbym, żeby posłowie AWPL-ZChR zajęli się pisownią nazwisk i innymi prawami mniejszości narodowych, a nie szukali tematów zastępczych, aby usprawiedliwić kolejne 4 lata przecierania portek w ławach poselskich…

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci