Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Cюрпрызаў не будзе?

„Ты не чакай, сюрпрызаў не будзе” — śpiewał niegdyś w piosence „Try czarapachi” słynny białoruski zespół rockowy N.R.M. Śpiewał, oczywiście, o Białorusi pod rządami Alaksandra Łukaszenki, ale w gruncie rzeczy można słowa tej alegorycznej piosenki zastosować i do Związku Polaków na Litwie pod rządami Michała Mackiewicza. W najbliższą sobotę (26 maja) odbędzie się XIV. Zjazd najliczniejszej polskiej organizacji na Litwie. Mimo iż w poszczególnych oddziałach dochodzi do od lat niewidzianych spięć i dyskusji, alternatywnych głosowań oraz plotkuje się o trefnych fakturach, prokuraturach, zmianach, odmłodzeniu i tego podobnych demokratycznych herezjach, jestem niemal pewien, że do żadnych większych zmian nie dojdzie, a Michał Mackiewicz, sprawujący rząd dusz w organizacji od roku 2002, zostanie przy powszechnym aplauzie wybrany na kolejną, trzechletnią kadencję. Ale nawet jeśli nieoczekiwanie prezesem zostanie nie Michał Mackiewicz, tylko np. Danuta Narbut, to i tak nie zmieni to niczego. Bo największym problemem ZPL nie jest prezes, tylko brak pomysłu na przyszłość organizacji.

Związek Polaków na Litwie powstał w 1990 roku. Do roku 1995 stanowił w gruncie rzeczy jedyną społeczno-polityczną reprezentację polskiej mniejszości na Litwie. Nie wszyscy się zgadzali z Janem Sienkiewiczem, Janem Gabrielem Mincewiczem czy Ryszardem Maciejkiańcem, którzy kolejno piastowali stanowisko prezesa ZPL, ale wszyscy wiedzieli, że nie są ci prezesi dani raz i na zawsze. Spierały się w ZPL różne nurty ideologiczne i prądy światopoglądowe, liderzy poszczególnych oddziałów i kół zwalczali się czasami nawzajem zaciekle, ale jednocześnie była to organizacja pełna energii, werwy, pomysłów. Powoli jednak traciła poszczególne funkcje na rzecz mniejszych, specjalistycznych organizacji branżowych. Naukowcy założyli własne stowarzyszenie naukowców, medycy – medyków, inżynierowie – inżynierów, prawnicy – prawników, a niepełnosprawni – niepełnosprawnych. Powstały polskie kluby sportowe i centra kultury. A w 1995 roku na skutek zmiany ordynacji wyborczej powstała też polska partia. Początkowo miała być tylko polityczno-wyborczym skrzydłem ZPL, całkowicie przez Związek kontrolowanym. Nieprzypadkowo jej pierwsza nazwa, odrzucona przez litewskie Ministerstwo Sprawiedliwości, brzmiała Akcja Wyborcza Związku Polaków na Litwie. Jednak już wkrótce to nieliczny polityczny ogon zaczął merdać dużo liczniejszym społecznym polskim ruchem.

Po spacyfikowaniu rozłamowców Ryszarda Maciejkiańca, ZPL zamiast kontrolować poczynania polskiej partii — stal się maszynką do stemplowania decyzji partyjnych w imieniu całej polskiej społeczności. Utraciwszy funkcje kontrolną i polityczną, nie znalazł dla siebie żadnej nowej niszy. Od wielu lat w zasadzie nie bardzo wiadomo jaki jest cel istnienia Związku Polaków na Litwie. Próbuje działać na niwie kultury — jednak wchodzi tym samym w paradę niezliczonym polskim organizacjom kulturalnym, zespołom artystycznym i samorządowym domom kultury. Próbuje krzewić zdrowy tryb życia i propagować sport — jednak w gruncie rzeczy dubluje w tej dziedzinie tylko działalność licznych polskich towarzystw sportowych. W walce o polskie szkolnictwo na Litwie aktywniejsze są Polska Macierz Szkolna i społecznosci szkolne. W dziedzinie krzewienia postaw patriotycznych wśród młodzieży bardziej skuteczni są harcerze, w dziedzinie samokształcenia seniorów – uniwersytety trzeciego wieku, a w dziedzinie praw mniejszości narodowych –  Europejska Fundacja Praw Człowieka… W zasadzie jedynym specyficznym i widocznym polem działalności ZPL od kilku lat pozostaje dbanie o miejsca pamięci narodowej w Zułowie oraz stawianie na terytorium byłego dworu Piłsudskich stel upamiętniających różne ważne osobistości i wydarzenia z historii Polski. To niewątpliwie działalność piękna, ale czy potrzebująca wysiłku i składek członkowskich ponad 10 tysięcy członków? Nie ma więc większego znaczenia, kto zostanie nowym prezesem Związku Polaków na Litwie, tylko, czy ma pomysł na dalszą działalność tej organizacji.

Notabene tych pomysłów — na mój chłopski rozum — wcale nie jest zbyt wiele.

ZPL może się stać się organizacją parasolową — luźną siecią polskich organizacji branżowych na Litwie — bo istotą i zaletą organizacji pozarządowych jest ich niezależność, spontaniczność i wysoki stopień koncentracji na wybranych specyficznych problemach. Związek Prawników zawsze będzie skuteczniejszy w niesieniu pomocy prawnej, a klub sportowy — w propagowaniu gimnastyki. Z drugiej jednak strony pozyskiwanie funduszy na taką działalność z każdym rokiem staje się coraz trudniejsze. Mimo iż źródeł finansowania jest coraz więcej, ale i procedury coraz bardziej skomplikowane oraz konkurentów przybywa. W tej sytuacji najbardziej logicznym rozwiązaniem wydaje się być tworzenie federacji organizacji pozarządowych w celu wspólnego pozyskiwania i rozliczania środków finansowych, koordynowania działalności oraz lobbowania interesów swoich członków. Tworzenie takich sieci organizacji pozarządowych jest w tej chwili nie tylko bardzo modne, ale i pożyteczne. Pod warunkiem, że organizacja parasolowa jest rządzona demokratycznie i ma opracowany wspólny program. Taki parasolowy ZPL mógłby powrócić do swoich korzeni i stać prawdziwym reprezentantem wszystkich Polaków na Litwie.

Albo może pozostać dotychczasową organizacją typu gongo — governmental NGO — formalnie pozarządową, a w rzeczywistości kontrolowaną przez partyjnych i samorządowych funkcjonariuszy. Potrzebną jedynie do stwarzania pozorów szerokiego poparcia dla ich partykularnych pomysłów i mobilizacji przedwyborczej.

To czym ZPL będzie przez kilka najbliższych lat — dowiemy się już w sobotę. Chciałbym się mylić, ale po głowie wciąż snuje się uporczywa melodia:

Хэй ла-ла-ла-лай, Ты не чакай, ты не чакай....”


Fot. Wileńszczyzna Today

Ten komentarz ukazał się dzisiaj (22 maja) w audycji polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

wtorek, 22 maja 2018, vile

Polecane wpisy