Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Nieznana ziemia. Solcza

vile
Nežinoma žemė. Šalčia. Nieznana ziemia. Solcza. To przedstawienie Jonasa Tertelisa już wywołało skandal. A w naszym przesyconym epatowaniem świecie – to nie lada osiągnięcie. „To półtorej godziny samego negatywu", „Nie tylko nie obaliliście żadnego ze stereotypów, ale przykleiliście Solecznikom nowe nalepki" - nie kryli rozczarowania przedstawiciele solecznickiej elity politycznej po obejrzeniu premierowego pokazu spektaklu w lokalnym Centrum Kultury. To naturalne, że każdy z nas chciałby, żeby o nim, o jego miasteczku bądź kraju mówiono jedynie w samych superlatywach. Niestety prawda, jak i medal, ma zawsze dwie strony. Pozytywną i negatywną. I bez tej drugiej jest nieciekawa. Jednak i litewscy krytycy teatralni także przyjęli tę sztukę dosyć chłodno, a sale na przedstawieniu wcale nie pękają w szwach. Interesujące, że pierwszy spektakl dokumentalny reżysera Jonasa Tertelisa - wystawiona w ubiegłym roku „Žalioji pievelė” („Zielona łączka”), opowiadająca historię pracowników byłej Ignalińskiej Elektrowni Atomowej i mieszkańców Wisagini - został przyjęty bardzo pozytywnie i przez mieszkańców Wisagini, i przez krytyków teatralnych. Jonas Tertelis został nawet za sprawą tego przedstawienia nominowany do Narodowej Nagrody Równości i Różnorodności. Dlaczego więc w przypadku „Nieznanej ziemi” to się nie udało? Po obejrzeniu w ubiegłą sobotę (14 kwietnia) przedstawienia chyba znam odpowiedź.

„Nieznana ziemia” opowiada uniwersalną historię litewskiej prowincji. Zbyt uniwersalną. Jak przyznają sami twórcy spektaklu ich celem było odkrycie Solecznik dla Litwy, ale w rzeczywistości odkryli Litwę w Solecznikach. Soleczniki z „Nieznanej ziemi” – to miasteczko jak każde inne na litewskiej prowincji. Targane takimi samymi problemami i dylematami, jak każda inna miejscowość z litewskiego pogranicza: dzieci, które nie mają dokąd pójść po lekcjach, babcie narzekające na młode pokolenie, wieczna zabawa w kotka i myszkę pograniczników z przemytnikami… Ale specyfika Solecznik – to nie przemytnicy i nie problemy ostracyzmu społecznego. Soleczniki – to przede wszystkim miasto, w którym zderzają się i koegzystują trzy lub nawet cztery języki i kultury: polska, litewska, rosyjska i białoruska. I właśnie tej językowej i kulturalnej mozaiki brakuje w spektaklu. W pewnym momencie pada co prawda wypowiedź jednej z bohaterek, że „my, solczanie, niezbyt lubimy Litwinów”, ale pozostaje nierozwiniętą, wyrwaną z kontekstu frazą.

Jego twórcy bronią się, że właśnie taki obraz Solecznik wyłonił im się z wielogodzinnych rozmów z mieszkańcami miasteczka. Wierzę im. My, Polacy z Solecznik, Niemenczyna, Nowej Wilejki jesteśmy bardzo zamkniętą społecznością, bardzo nieufnie spoglądającą na każdego, kto próbuje nas badać, analizować, zrozumieć. Właśnie dlatego większość badań socjologicznych przeprowadzanych na Wileńszczyźnie daje wyniki nijak mające się do rzeczywistości. Pamiętam jak w roku bodajże 2006 Ruch Liberałów zamówił badanie preferencji politycznych mieszkańców rejonu wileńskiego – wyszło z nich np. że tylko 12 proc. mieszkańców zamierza głosować na AWPL, gdy tymczasem rzeczywisty wynik wyborczy polskiej partii w tym rejonie jest od lat niezmienny i co najmniej 5 razy lepszy. Po prostu mówimy badaczom to, co chcą usłyszeć. Potrzeba wielu lat, żeby zdobyć nasze zaufanie i uzyskać szczere odpowiedzi. Pół roku, które poświęciła ekipa Tertelisa, na badanie Solecznik to za mało…

Uniwersalna wymowa „Nieznanej ziemi” nie byłaby zresztą niczym złym, gdyby nie mankament językowy. Gdy tylko dowiedziałem się, że aktorzy będą na scenie naśladowali solecznicki akcent, wiedziałem, że będzie źle. Jeśli jest to uniwersalna historia o litewskiej prowincji – akcent i łamany litewski są niepotrzebne, bo sprowadzają poważną sztukę na manowce parodii. Jeśli natomiast jest to historia o Solecznikach – to sam akcent i łamana litewszczyzna nie wystarczą. Brakuje w niej lokalnej etnopolitycznej i kulturowohistorycznej problematyki.

W „Zielonej łączce” Jonas Tertelis na scenę zaprosił autentycznych mieszkańców Wisagini, takich naturszczyków. Ich gra była być może naiwna, ale naturalna, zmuszała więc widza do utożsamiania się, a wisagińczyków – do kibicowania swoim kolegom, znajomym, przyjaciołom, sąsiadom. A akcent nie tylko nie przeszkadzał, ale i dodawał uroku. W przypadku „Nieznanej ziemi” reżyser wybrał inną drogę. Twórcy wybrali kilka autentycznych historii o uniwersalnym wydźwięku, opowiedzianych przez solczan, jednak do ich odtworzenia na scenie zaprosili nie miejscowych mieszkańców, tylko zawodowych aktorów: Oskara Wygonowskiego, Gailė Butvilaitė, Airidę Gudaitė, Laurynasa Jurgelisa, Miglė Polikevičiūtė. I dokument, jakim miał być ten spektakl, stał się dobrze zagraną fikcją. W takim spektaklu solecznicki akcent jest niepotrzebnym, irytująco komedyjnym ozdobnikiem.

A więc summa summarum, czy jest to złe przedstawienie? Wcale nie! Spektakl jest bardzo ciepły, czasami wzruszający, czasami zabawny, dobrze pomyślany, plastyczny, a co najważniejsze – optymistyczny. Pokazuje historie zwykłych ludzi, którzy odnoszą drobne, ale ważne sukcesy. Dziewczynę, która dostała się na studia mimo, iż pochodzi z asocjalnej rodziny. Nieprzekupnego pogranicznika, który może – jak jest wkurzony – nawet słupa się przyczepić. Przewodniczkę, która z autentycznym zachwytem opowiada o życiu Anny Krepsztul. Katolickiego księdza i prawosławnego batiuszkę. I budowniczego Czesława Miłosza, który pisze wiersze po rosyjsku. Po obejrzeniu przedstawienia widz wychodzi z sali autentycznie podbudowany. Kto wie być może właśnie w ten sposób i trzeba było tę historię opowiedzieć, żeby przełamać ścianę nieufności pomiędzy Litwinami i Polakami? Pokazać, że Polacy są takimi samymi ludźmi jak Litwini, z tymi samymi problemami i tylko nieco innym akcentem. Pokazać, że Litwa nie kończy się – jak słusznie zauważa jedna z bohaterek spektaklu - przy „Maximie” na wileńskiej Lipówce. Czy jednak spektakl odkrywa jakąś prawdę o Solecznikach, czy odkrywa Litwinom prawdziwe Soleczniki? Chyba nie.

Ten komentarz ukazał się dzisiaj (17 kwietnia) w audycji polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

Fot. Joanna Bożerodzka

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci