Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Wolność kocham i rozumiem

vile
Przez wiele lat jedynymi, kto maszerował w dniu 11 marca ulicami Wilna byli litewscy nacjonaliści. Publicyści przez wiele lat protestowali przeciwko takiemu zawłaszczaniu Dnia Odrodzenia Państwa Litewskiego, ale niewiele się działo. I oto od kilku lat sytuacja zaczyna się zmieniać. Powstało sporo inicjatyw alternatywnych wobec marszu nazioli. Inicjatyw pod sztandarem „Litwy dla wszystkich, a nie tylko dla Litwinów." Po raz czwarty ulicami Wilna maszerował Pochód Niepodległości. Nieformalny, bo w gruncie rzeczy przez nikogo nieorganizowany wyraz szacunku i miłości obywateli wobec swojego kraju. I nie mogło oczywiście w tym antynacjonalistycznym Pochodzie, w setną rocznicę Pierwszej Niepodległości, zabraknąć Polaków. Po raz czwarty swoich sympatyków, Polaków i Litwinów, skrzyknął pod biało-czerwone i trójkolorowe sztandary Polski Klub Dyskusyjny. Bo Litwa - to nasza wspólna sprawa! Poza tym udział Polaków w takich inicjatywach, łączących wszystkich litewskich obywateli, wyrażających sprzeciw wobec tendencji ksenofobicznych sprawia, iż nasz głos jest bardziej słyszalny, uważniej wysłuchiwany. Pokazuje bowiem, że Polacy są takimi samymi lojalnymi obywatelami niepodległej Republiki Litewskiej. Niektórych zaskakuje, że na naszym przemarszu powiewają nie tylko flagi polskie i litewskie, ale też ukraińskie czy białoruskie. W tym roku ja osobiście szedłem z - zakazanym na Białorusi - biało-czerewono-białym stiahem. Wywołało to pewne kontrowersje, więc z chęcią wyjaśniam dlaczego. Po pierwsze, żeby podkreślić, że jest to pochód otwarty na wszystkich obywateli Litwy. Po drugie, dlatego, że jeden z moich dziadków był Białorusinem i jestem z tego powodu dumny (podobnie jak jestem dumny z płynącej w moich żyłach krwi polskiej, litewskiej, ukraińskiej i tatarskiej). I po trzecie, dla wolności Naszej i Waszej. Bo wolność jest wartością nadrzędną łączącą wszystkie narody.

Od czterech lat wychodzimy na Pochód Niepodleglości z transparentem „Wolność = Laisve”. Transparent ten pojawił się całkowicie przypadkowo i spontanicznie. W 2015 roku, gdy po raz pierwszy postanowiliśmy w zwartej, zorganizowanej, polsko-litewskiej grupie wyjść na Marsz Niepodległości — burzliwie zastanawialiśmy się nad jakimś hasłem, które byłoby krótkie, dosadne, po polsku i po litewsku oraz które określałoby nasz cel. Padło dużo propozycji, aż w pewnym momencie rzuciłem: „Wolność = Laisve”. Julia Mackiewicz z Solecznik stworzyła do niego plakat stylizowany na plakatach „Solidarności”. I tak już zostało. Bo 11 marca — to jednak nie tylko dzień radosnego świętowania wywalczonej, wymodlonej, wycierpianej Niepodległości. To także dzień zadumy nad naszą Wolnością: nad jej granicami i odpowiedzialnością z nią związaną. Ta refleksja jest bardzo ważna, bo wolność na Litwie skromne tradycje. Bo ciągle ktoś na tę naszą wolność czyha. I nie mam na myśli tylko zagrożeń zewnętrznych, ale także — a może przede wszystkim — zagrożenia wewnętrzne. Próby ograniczenia wolności słowa, wolności wyboru, praw człowieka

Przez wiele lat cierpieliśmy pod carskim butem. Ale nawet gdy odzyskaliśmy niepodległość w 1918 roku, nasza wolność trwała niezwykle krótko – po 1926 roku autorytarny reżym Antanasa Smetony bez oporów uciekał się do rozwiązań siłowych i kneblowania opozycji, szalała cenzura, skrajnie prawicowe bojówki urządzały seanse nienawiści. W 1940 roku Litwa na blisko pół wieku stała się sowiecką, niemeicka i znów sowiecką kolonią. 11 marca 1990 roku odzyskaliśmy Niepodległość, ale nasza 28-letnia wolność jest nadal młoda i bardzo krucha. Brakuje nam standardów wolności i zbyt łatwo dajemy się omamić populistom proponującym łatwe rozwiązania cholernie skomplikowanych problemów. Na każdy problem społeczny nasi politycy mają jeden „cudowny” wytrych: ustawowe ograniczenia, przepisy karne i horrendalne grzywny. I mniejsza o to, że absurdalne zakazy są niedowyegzekwowania, a więc podważają i tak nikłe społeczne zaufanie do państwa i jego instytucji…

Z drugiej zaś strony traktujemy wolność jako przyzwolenie na brak odpowiedzialności za swoje czyny. Na promowanie pomysłów wolność ograniczających. Gdy komuś zamknęli rasistowską stronę internetową, skasowali antysemicki wpis, zablokowali fake’owe konto, ukarali za hejt, natychmiast słychać narzekanie: „To zamach na wolność słowa! Nie pozwalają nam głosić naszych poglądów!" Ale wolność słowa nie narodziła się po to, abyśmy mogli wyzywać innych od pedałów, pszeków i zdrajców. Nie powstała po to, abyśmy mogli grozić śmiercią wszystkim, którym nasza wizja świata nie pasuje. Pas de liberté pour les ennemis de la liberté. Nie ma wolności dla wrogów wolności.

Wolność kocham i rozumiem. Wolności oddać nie umiem

— warto żeby te słowa piosenki Chłopców Z Placu Broni nam zawsze przyświecały, bo wolność nie jest nam dana raz i na zawsze. Wolności nie można zadekretować ustawą czy rozporządzeniem. Wolność – to proces. Musimy jej się uczyć przez cały czas. Non stop konfrontować swoje postawy z ideałem Wolności. Wolność — to odpowiedzialność. Musimy być gotowi nie tylko jej używać, ale i bronić w razie potrzeby. Musimy ją cenić i chronić.

Fot. Roman Niedźwiecki


Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Dariusz] *.play-internet.pl

    Przykro mi ale nie zgadzam się z cytowanym przez Ciebie, skądinnąd lewackim hasłem "Nie ma wolności dla wrogów wolności.". Ponieważ wyklucza kogoś z prawa do wolności, tym wypadku wolności słowa i a priori zakłada, że głościciel tej "prawdy" mogą określać kto ma a kto nie, prawo do wolności.
    Anonimowść internetu, względna ale zawsze, wyzwala w pewnych prymitywnych osobach skłonność do słownej przemocy, pisania głupot, bzdur, obrażania innych. Ale czy to znaczy, że należy krępować wolność wypowiedzi, nawet bezdennie głupiej? Jakim prawem anonimowi, podlegający nie wiadomo jakim prawom admini, mają decydować co jest a co nie jest słuszne?
    Jeżeli ktoś czuje się obrażony jakimś tekstem powinien dochodzić swoich racji w sądzie.
    Osobiście żeby nie tracić swojego cennego czasu i nie denerwować się debilizmem bliźnich, nie czytam żadnych komentarzy. No, z wyjątkiem tych na "Innej..." ;)

  • Gość: [Dariusz] *.play-internet.pl

    I jeszcze jedno. Ty, na swoim prywatnym blogu oczywiście masz prawo cenzurować. Nawet jak nie są określone w pkt. te sprawy to dość wyraźnie już o tym pisałeś i tu nie ma żadnego problemu. To samo dotyczy róznych forów, tam są regulaminy i mniej lub bardziej wyraźne ostrzeżenia.
    Mnie chodziło o tzw. Media społecznościowe typu Fuckbook, czy Twister.

  • vile

    Darek, Generalnie się zgadzam, ale diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Islamofaszyści też mają prawo do głoszenia swoich poglądów? A ci co wzywają do obalenia ustroju siłą, obcinania głów itd.? Jednak gdzieś ta granica wolności słowa jest niezbędna. Ja naprawdę nie mam pomysłu jak i kto ma tę granicę ustanawiać. Być może rzeczywiście powinna w każdym wypadku być sankcja sądu. Ale dyskusja na ten temat jest niezbędna.

    PS. Jeśli ja na blogu mam prawo do cenzurowania to i Facebook, Twitter również, bo prywatne firmy.

  • Gość: [Dariusz] *.play-internet.pl

    @vile
    Wszyscy mają prawo do głoszenia swoich poglądów, nawet najgłupszych. Tak jak pisałem jeżeli ktoś uważa, że zostało naruszone prawo może skierować sprawę na drogę sądową.
    Z całym szacunkiem, lecz Rojsty Blox to trochę inna skala niż Tweeter, czy Fuckbook.
    Prywatnymi firmami są również AT&T, czy T-Mobile, mimo to nie mogą nikogo podsłuchiwać ani ingerować w rozmowy a już absolutnie blokować rozmów bo jakiemuś anonimowemu operatorowi nie spodoba się treść rozmowy.
    To samo powinno dotyczyć tzw. mediów społecznościowych. Nie tylko nie powinni blokować "niewłaściwych" wg nich treści, bo niby kto i wg jakich kryteriów o tym decyduje? Często się zresztą przy tym ośmieszają. Najświeższy przykład to post Premiera Węgier, najpierw usunięty (bo był zły?) a później przywrócony (zaczął być dobry?). W ogóle nie powinni monitorować (podsłuchiwać) kont ponieważ jest to naruszenie prywatności. Niby dlaczego jakiś pryszczaty debil na chaju miałby czytać moje wpisy i decydować co jest a co nie jest correct? W podanych wcześniej prywatnych firmach T-Mobile i AT&T w ogóle nie mogą podsłuchiwać, gdyby to zrobili złamaliby prawo.

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci