Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Porównując jabłko do zera

Przed kilkoma tygodniami Poradnia Pedagogiczno-Psychologiczna Rejonu Wileńskiego (PPPRW) przedstawiła opinii publicznej wyniki anonimowego badania przeprowadzonego przez placówkę wśród rodziców uczniów ze szkół mniejszości narodowych na Wileńszczyźnie. Badanie miało sprawdzić, jak się powodzi dzieciom z pierwszych klas po tym, jak we wrześniu br. w klasach początkowych szkół mniejszości narodowych rozpoczęło się nauczanie języka litewskiego jako ojczystego według ujednoliconego ze szkołami litewskojęzycznymi programu. Te wyniki stały się przyczynkiem do licznych wypowiedzi na łamach lokalnej polskojęzycznej prasy. Wypowiedzi, które de facto sprowadziły się do strzelania goli do jednej bramki: ujednolicony program nauczania języka litewskiego nie jest dostosowany do możliwości językowych dzieci, uczniowie przeżywają z tego powodu ogromny stres, program więc należy wyrzucić do lamusa, wymagania zmniejszyć, a najlepiej litewskiego nauczać tak jak niemieckiego. Jestem daleki od tego, aby bronić ujednoliconego programu. Po pierwsze, nie jestem w tej dziedzinie specjalistą. Po drugie, wyniki egzaminów maturalnych z języka litewskiego świadczą, że z ujednolicaniem na Litwie mamy ten problem zazwyczaj, że cierpią na nim uczniowie ze szkół mniejszości narodowych. Jednak badanie wydało mi się interesującym i wartym bardziej szczegółowej analizy, gdyż po zapoznaniu się z nim nasunęły mi się nieco inne wnioski niż np. Renacie Cytackiej.

Na pytania naszej sondy odpowiedziało 1 203 rodziców, zamieszkałych w Wilnie (36,7 proc.), w rejonie wileńskim (33,7 proc.), w rejonie solecznickim (29,5 proc.). Dużo to czy mało? Jest to bardzo reprezentatywne badanie. Gdybyśmy np. przeprowadzali sondaż na temat kandydatów na fotel prezydencki, to z dwuprocentowym błędem pomiarowym mógłbym określić, kto zostanie prezydentem Litwy

— mówi w wywiadzie dla „Kuriera Wileńskiego” Roman Juchniewicz, dyrektor PPPRW. Rzeczywiście badanie ze strony metodologicznej wygląda solidnie.

Mam jednak wobec niego i cztery zarzuty. Po pierwsze, zostało przeprowadzone w miesiąc po wprowadzeniu w szkołach ujednoliconego programu. Nie jestem pewien, czy jest to wystarczający okres, żeby obiektywnie oceniać pozytywne i negatywne skutki ujednolicenia, niewiadomo, jak bardzo na opiniach rodziców zaciążyło novum programowe, brak doświadczenia w pracy z nowym programem u nauczycieli. Być może za rok wyniki będą inne. Po drugie, badano rodziców, a nie dzieci. Nie wiemy, jak rzeczywiście nauczanie języka litewskiego odbierają uczniowie, wiemy natomiast, jak je oceniają ich rodzice i jak według rodziców na język litewski reagują dzieci. To wiedza ważna, ale niejako „z drugiej ręki”. Poza tym 90 proc. badanych stanowiły kobiety, nie wiemy ile rodzin ostało przebadanych i czy w rodzinach matka i ojciec odbierają sytuacje w ten sam sposób. Po trzecie, przynajmniej w upublicznionych wynikach badania brakuje szczegółowego podziału wyników według miejsca zamieszkania ankietowanych osób — nie wiemy, więc czy różni się stosunek dzieci do nauki języka litewskiego w Wilnie i w rejonach wileńskim oraz solecznickim, w poszczególnych szkołach, których poziom przecież jest niezwykle zróżnicowany, w poszczególnych grupach wiekowych. I po czwarte, jednocześnie nie zostało zbadane, jaką reakcję u dzieci wywołuje nauka języka polskiego, matematyki, języków obcych. Nie wiemy więc, czy stress wywołuje tylko nauka litewskiego czy wszystkich przedmiotów, czy stres związany z nauką litewskiego jest większy niż stres związany z lekcjami matematyki czy taki sam. Jesteśmy więc zmuszeni do wyciągania wniosków porównując trochę jabłko do… zera, bo krągłe.

Jak wynika z badania 4 proc. rodziców określiło poziom znajomości języka litewskiego przez ich dzieci jako bardzo dobry, 12 proc. jako dobry, 19 proc. jako średni, 34 proc. jako słaby, a 31 proc. jako żaden.  Jak się okazało, 6 proc. dzieci słyszy język litewski w swoim otoczeniu stale, 22 proc. — często, 26 proc. czasami, 40 proc. — rzadko i 6 proc. – nigdy. 29 proc. rodziców uznało, że ich dzieci nie mają żadnych problemów z nauką języka litewskiego, 43 proc. — że częściowo mają z nią problem, a 28 proc. uznało, że nauka litewskiego przysparza dzieciakom sporo problemów. Tylko 8 proc. rodziców uznało, że trudności związane z nauką litewskiego nie mają żadnego wpływu na stan emocjonalny ich dzieci, 46 proc. — twierdzi, że wywołują po części stres i niepokój, 46 proc. — że przygnębiają dzieci, dzieci nienawidzą litewskiego. Gdy się porówna te liczby z odsetkiem ankietowanych z poszczególnych miejscowości — trudno nie zauważyć, że w gruncie rzeczy odsetek dzieci, które nie mają problemów z językiem litewskim, słyszą go w swoim otoczeniu, pokrywa się niemal idealnie z odsetkiem badanych pochodzących z Wilna.

Pochodzę z pokolenia, którego dzieciństwo przebiegło w Wilnie, w którym Litwinów trzeba było ze świecą szukać. Nie słyszałem tego języka w swoim otoczeniu, nie rozumiałem do czego jest mi potrzebny. Doskonale więc rozumiem, że dzieciaki z dzisiejszych Solecznik, Podbrzezia czy Turgiel, które na co dzień też nie mają styczności z Litwinami, mogą mieć z językiem litewskim problemy. Bo dla mnie nauka języka litewskiego przez kilka pierwszych lat w szkole była męką i ogromnym stresem. W dużym stopniu z uwagi na beznadziejnych nauczycieli. Wkuwałem więc Kybur vybur riešutai“ nie mając zielonego pojęcia o co w tym wierszyku chodzi… Ale z matematyką czy fizyką miałem jeszcze większy problem, też wywoływały u mnie stres, niepokój, a niechęć do nich czuję do dnia dzisiejszego, bo w odróżnieniu od litewskiego nigdy ich się nie nauczyłem. Czy to oznacza, że matematykę i fizykę też trzeba wyrzucić do lamusa? Stres jest niestety bezpośrednią i nierozerwalną pochodną szkoły sowieckiej i postsowieckiej. Wiązanie go tylko z nauką języka litewskiego wydaje mi się nieporozumieniem. Tak długo jak będziemy walczyli tylko o budynki i zatrudnienie jak największej liczby nauczycieli, a nie jakość nauczania — nie zniknie. Walka ze stresem, uatrakcyjnienie programu nauczania, podnoszenie kwalifikacji i kompetencji nauczycieli — to wyzwanie nie tylko w dziedzinie nauczania języka litewskiego, ale dla całej oświaty. Z zazdrością spoglądamy na Finów i Estończyków, ale nasz system oświaty ma więcej podobieństw z Rosją i koszarami.

Nie wierzę, że dzisiaj w Wilnie młodzież może mieć z językiem litewskim takie problemy, jakie miałem ja. Nie ulega jednak wątpliwości, i tu się z ekspertami PPPRW całkowicie zgadzam, że programy jego nauczania — nieważne ujednolicone czy nieujednolicone — powinny być dostosowane do możliwości dzieci, do ich doświadczenia językowego, powinny mieć atrakcyjn formę. A czy obecnie nauka języka litewskiego od pierwszej klasy odpowiada umiejętnościom dzieci? 26 proc. przebadanych przez PPPRW rodziców twierdzi, że tak, 39 proc., że nie, a 35 proc., że po części tak. Czy dzieci są w stanie samodzielnie rozwiązywać zadania z języka litewskiego? 10 proc. rodziców twierdzi, że tak, 43 proc. że po części tak, 47 proc., że nie. Jednocześnie tylko 23 proc. rodziców uważa, że lekcji języka litewskiego w szkole jest za mało, 14 proc., że jest tych lekcji za dużo, zaś 60 proc. uważa ilość litewskiego w pierwszych klasach za optymalną. W domu na naukę litewskiego 41 proc. rodzin przeznacza zaledwie 30 minut dziennie, 46 proc. rodzin — godzinę dziennie, zaledwie 13 proc. rodzin przeznacza na naukę litewskiego w domu 2 i więcej godzin dziennie. Wygląda więc na to, że chociaż dosyć znaczny odsetek dzieci, zdaniem rodziców, ma problem z językiem litewskim, rodzice nie chcą na jego naukę przeznaczyć więcej czasu ani w szkole, ani w domu. O tym żeby zacząć uczyć dzieci języka litewskiego już w przedszkolu nie wspomniał żaden z ankietowanych. Albo PPPRW nie uznał takie sugestie za warte wciągnięcia do swojego badania…

czwartek, 14 grudnia 2017, vile

Polecane wpisy

Komentarze