Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Nierozerwalna część tożsamości wileńskiej

Jeśli Wilno znowu chce być miastem ważnym, rzec można imperialnym, powinno integrować w sobie wszelkie naracje. Nie tylko litewską, ale też polską, żydowską, białoruską. To chyba najważniejszy wniosek, jaki się wyłonił podczas obrad konferencji zorganizowanej przez Klub Wileński w ubiegły czwartek (9 listopada). Klub Wileński, założona jeszcze w 1998 roku organizacja, nawiązująca stylem i tradycjami do klubów brytyjskich i jednocząca wpływowych Wilnian: lekarzy, adwokatów, przedsiebiorców., rozpoczął tą konferencję dyskusję, która ma znaleźć odpowiedź na pytanie, czym jest tożsamość wileńska. Odczyty wygłosili m.in. arcybiskup wileński Gintaras Grušas, historyk Zenonas Norkus, polityk Darius Kuolys, publicysta Rimvydas Valatka, językoznawczyni Loreta Vaicekauskienė. Mój natomiast odczyt dotyczył polskiej spuścizny Wilna i jej znaczenia dla współczesnej wileńskiej tożsamości. Poniżej przedstawiam skrótową (bardzo skrótową) jego wersję.

Wilno jest nierozerwalnie związane z Polakami i polską kulturą. Polscy narodowcy wręcz piszą, że „Wilno zawsze polskie” albo że „choć dziś Wilno jest stolicą niepodległej Litwy, to historia tego miasta związana jest bardziej z Polską i Polakami, niż z Litwinami.” To oczywiście brednie. Nie da się jednak wykreślić Wilna z polskiej spuścizny narodowej. Tu tworzyli wieszcze, których utwory legły u podstaw mitów narodowych współczesnej Polski: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Józef Ignacy Kraszewski. Ale w Wilnie powstały i utwory klasyka antykomunistycznej literatury o znaczeniu światowym — Józefa Mackiewicza. W Wilnie tworzył wybitny kompozytor Stanisław Moniuszko, to tutaj w 1848 roku odbyła się premiera opery „Halka”. W Wilnie tworzył wybitny architekt Antoni Wiwulski, który jako jeden z pierwszy w naszym regionie zaczął eksperymentować z żelbetonem. To są nazwiska znane, ale mógłbym też w nieskończoność rzucać opowieściami o mniej znanych postaciach. Nie jestem historykiem, żeby oceniać jak duży jest wpływ tych osób na Wilno, nie ulega jednak wątpliwości, że Wilno wywarło olbrzymi wpływ na nich i na całej kulturze polskiej.

I Polacy, i Litwini uwielbiają mówić o wielokulturowym, wielojęzykowym, wielonarodowym charakterze Wilna, są podobno dumni z jego historii, kultury i architektury, w których przeplatają się wpływy litewskie, polskie, rosyjskie, białoruskie, żydowskie, niemieckie, tatarskie i wiele innych, jednak w sensie praktycznym, gdy dochodzi do upamiętnienia tego multikulturowego wileńskiego dziedzictwa, odżywają stereotypy oraz kompleksy narodowe i okazuje się, że większość woli „Wilno zawsze litewskie” lub „Wilno zawsze polskie”. Właśnie dlatego i dziś stawiamy pomniki oraz fundujemy tablice pamiątkowe tylko swoim bohaterom. W najbliższym czasie ma w Wilnie stanąć — naprzeciwko filharmonii, rzut beretem od Ostrej Bramy — pomnik Jonasa Basanavičiusa. I dobrze, bo ojciec narodu litewskiego na pomnik w Wilnie zasłużył. A co z upamiętnieniem polskich śladów?...

W ostatnich latach słyszałem zaledwie o dwóch społecznych inicjatywach upamiętnienia w Wilnie pamięci wybitnych Polaków — pisarzy Stanisława i Józefa Mackiewiczów, i śpiewaka operowego Bernarda Ładysza. Jeśli chodzi o Ładysza — to pomysł najwyraźniej już umarł śmiercią naturalną po zderzeniu się inicjatorów z twardą rzeczywistością biurokratyczną w wydaniu stołecznych urzędników. Pomysł tablicy pamiątkowej braciom Mackiewiczom, w którego urzeczywistnianiu i sam uczestniczę, powoli się realizuje. Być może dlatego, że jest to inicjatywa nie czysto polska, tylko polsko-litewska, ciesząca się poparciem licznego grona litewskich działaczy kultury, historyków, polityków (od prawicy po lewicę). Po ponad roku starań grupie inicjatywnej, do której należę, udało się uzyskać wszystkie niezbędne zezwolenia w samorządzie, właśnie kończymy prace remontowe i jeśli warunki pogodowe pozwolą jeszcze w tym roku tablica zawiśnie w kolonii na Rossie.

Tablice pamiątkowe nie są oczywiście żadnym panaceum. Raczej papierkiem lakmusowym obecnego stanu rzeczy. Jeśli chcemy inkorporować polską spuściznę Wilna do tożsamości wileńskiej, to potrzeba jest tektonicznej zmiany we wszystkim: w oświacie, w polityce historycznej, w kulturze, w mediach, w polityce. Ale od czegoś trzeba zacząć przecież? Być może więc zacząć od tablic i muzeów?...

Od kilku lat mówi się o pomyśle Muzeum Wilna. Idea jest piękna, ale diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Wszystko zależy od tego w jaki sposób zostanie zrealizowana. Jeśli to będzie muzeum interaktywne, zdecentralizowane, zorientowane nie na obiekty muzealne, a na społeczeństwo — wtedy to ma sens. Jeśli nie — lepiej nie zabierać się nawet za jego tworzenie i nie trwonić pieniędzy, nieważne prywatnych czy publicznych.

Pewna moja znajoma pochodzi z Gdańska, jest jedną z nielicznych już w tym mieście danzigerów — autochtonów, którzy w Gdańsku są od wielu pokoleń i nie uważają się ani za Polaków, ani za Niemców. U niej Wilno wywołuje zachwyt, bo tutaj na co dzień się mieszają różne kultury: litewska, polska, rosyjska, białoruska. Wilno jest nieco podobne do Gdańska sprzed 1939 roku — wychodzisz na ulicę i natychmiast trafiasz w wielojęzykowy tygiel wschodnioeuropejskiej wieży Babel.

Ta wielojęzyczność i wielokulturowość — to nasz skarb, już niewiele pozostało w Europie miast, które tak jak Wilno zachowały tę wielokulturowość sprzed wieków. Dziś w Europie zachodniej ta multikulturowość się tworzy na nowo, ale to zjawisko nowe, trudne, jest wiele zgrzytów przy dopasowywaniu się różnych społeczności etnicznych, rasowych, religijnych do siebie. My to wszystko mamy już za sobą. Nasza wielokulturowość korzeniami sięga 600, 700 lat wstecz. Już się do siebie dopasowaliśmy się. Teraz musimy jedynie zrobić wszystko, żeby tę naszą spuściznę zachować, żeby nie było to Wilno „zawsze polskie“ czy „zawsze litewskie“, tylko Wilno łączące wszystkie narracje i wszystkie spuścizny. W tym oczywiście spuściznę polską. Nie da się bowiem bez Mickiewicza, Moniuszki, Smuglewicza, Wiwulskiego, Wróblewskiego, braci Mackiewiczów stworzyć żadnej spójnej koncepcji współczesnej tożsamości wileńskiej. To tak jak w puzzlach, żeby je złożyć trzeba mieć wszystkie kawałki. Inaczej nie da się zrozumieć dlaczego na cmentarzu na starej Rossie czy Bernardyńskim większość nagrobków ma napisy tylko po polsku, ale jednocześnie Wilno jest odwieczną stolicą Litwy. Zrozumieć i zaakceptować. Tylko w ten sposób będziemy mogli zachować unikalny charakter współczesnej wileńskiej tożsamości, w której multikulturowość wciąż jeszcze nie kojarzy się wyłącznie ze śpiewem muezzina z pobliskiego minaretu. Co prawda i ten śpiew muezzina jakoś szczególnie mnie nie przeraża, gdy przypomnę, że ostatnie w swoim życiu zdanie nasz krajan i wieszcz Adam Mickiewicz napisał przecież po turecku arabskimi „robaczkami”…

wtorek, 14 listopada 2017, vile

Polecane wpisy

Komentarze
2017/11/14 07:29:04
Trudna tożsamość, ale jakże bogata. Mam sentyment do całej wschodnio-kresowej spuścizny polskiej, to we mnie tkwi i pewnie w wielu Polakach zwłaszcza pokoleń dojrzałych i starszych. Bo czy w młodych? Raczej to poczucie ciągłości zanika.
-
2017/11/14 18:25:27
Trudna, ale niezbędna. Czy w młodych zanika? Nie wiem, młodzi po prostu mają inne priorytety. Ja też 20 lat temu nie zbyt sobie takimi rzeczami zaprzątałem głowę. Więc jak jest z dzisiejszą młodzieżą zobaczymy za 20-30 lat :)