Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

724: The Stockdale Paradox

Zacząłem pisać bloga mniej więcej przed siedmioma laty. I przez wszystkie wpisy (a obecny jest już 724) – czasami bezpośrednio, czasami między wierszami – przewija się myśl, że możliwa jest inna Wileńszczyzna niż ta obecna. To hasło wywołuje paroksyzmy nienawiści u zwolenników jedynie słusznej opcji, jest powodem do drwin wierszokletów-grafomanów, a ja mimo to nadal wierzę, że możliwa jest Wileńszczyzna demokratyczna, tolerancyjna, wielonarodowa, wielojęzykowa, zamożna. Nie twierdzę jednak, że nastanie jutro. Zima – jak mawiają bohaterzy filmu „Game of thrones” – będzie długa. W psychologii taki dualizm nazywany jest paradoksem Stockdale’a. James „Jim" Stockdale był amerykańskim pilotem wojskowym, który brał udział w wojnie wietnamskiej. W 1965 roku jego samolot został zestrzelony, a sam Stockdale trafił do tzw. Hiltonu – najkoszmarniejszego z północnowietnamskich obozów jenieckich. Amerykanów w tym obozie torturowano. Wielu umarło. Stockdale przeżył i po czterech latach wrócił do USA jako bohater narodowy. Gdy pytano go, kto nie przeżył, z rozbrajająca szczerością odpowiadał: „Optymiści. Mówili mi: „Stary, nie byłeś na szkoleniach z pozytywnego myślenia? Wizualizuj, że nas wyzwalają i to się spełni. Jeszcze na Święta Bożego Narodzenia będziemy w domu!” Minęły Święta Bożego Narodzenia a oni nadal byli w obozie, więc mówili: „Wyzwolą nas na Wielkanoc." Minęła Wielkanoc, a oni nadal byli w obozie, więc oczekiwali wyzwolenia na Dzień Dziękczynienia. I znów nic. Wtedy wielu z nich się załamało i zmarło." Tymczasem Stockdale w rozmowach ze współwięźniami podkreślał, że „na pewno nas wyzwolą", jednak jednocześnie należy być przygotowanym do konfrontacji z najbrutalniejszymi faktami obecnej rzeczywistości, która może trwać bardzo długo. Mam dla Was tę samą radę.

Dziś Inna Wileńszczyzna jest bardziej możliwa niż przed siedmioma laty, gdy zacząłem pisać tego bloga. Wtedy chodziło mi wyłącznie o stworzenie, przynajmniej w internecie, miejsca, które przedstawiałoby fakty o Wileńszczyźnie pomijane przez oficjalne media polskojęzyczne — tak na Litwie, jak i w Polsce — i litewskojęzyczne.

Od „Tygodnika Wileńszczyzny" i „Magazynu Wileńskiego" po „Kurier Wileński" i Radio „Znad Wilii" wszyscy wychwalali wówczas geniusz umiłowanego przywódcy Waldemara Tomaszewskiego, sukcesy AWPL i narzekali na genetycznie zakodowany antypolonizm Litwinów.

Litewskie media z kolei wszystkie (nawet najbardziej sensowne i słuszne) propozycje Tomaszewskiego i AWPL kwitowały jako antylitewskie, prokremlowskie, separatystyczne i gotowi byli z Polaków wysłuchiwać co najwyżej wołania Maciejkiańca w stylu „zlituanizujcie nas jak najszybciej!". Być może dlatego, że jako jedyny próbował z Litwinami mówić... po litewsku?...

Sytuacji nie ratowali i korespondenci z Korony, których reportaże o Wileńszczyźnie można było skwitować słowami ze sketchu Woody Allana:

Wziąłem kurs szybkiego czytania, zdołałem przeczytać „Wojnę i pokój" w dwadzieścia minut. To o Rosji".

Miałem nieodparte wrażenie, że to ślepy zaułek, że powinno się pojawić zainteresowanie bardziej krytycznymi poglądami. Przez pierwszy rok — nie ma co się oszukiwać — to zainteresowanie moim blogiem nie było duże. Kilkadziesiąt, może kilkaset czytelników miesięcznie. Jednak pisałem dalej. Po 3-4 wpisy tygodniowo, a i powoli sytuacja zaczęła się zmieniać. Wybuchł fenomen „Pulaków z Wilni", pojawiła się „Wileńszczyzna Today", powstała polska scena rockowa, powstały portale internetowe pl.delfi.lt i zw.lt, przedstawiające nie tylko „jedynie słuszne poglądy", at last but not at least powstał Polski Klub Dyskusyjny, który w tym roku został laureatem prestiżowej Nagrody Klanu Gailiusów.

Kryzys ukraiński zmienił — i w Polsce, i na Litwie — postrzeganie Polaków na Litwie. Nie wszystkie nasze problemy doczekały się jeszcze rozwiązania, ale są podejmowane próby normalizacji relacji polsko-litewskich. Uregulowano spór Orlenu Lietuva z litewskimi kolejami państwowymi oraz konflikt wokół akredytacji polskich szkół w Wilnie, wszystko wskazuje na to, iż niedługo pojawią się na Wileńszczyźnie polskie telewizje. I pojawiło się zapotrzebowanie na moją publicystykę, a hasło „Inna Wileńszczyzna jest możliwa" stało się nieoficjalnym sztandarem tych, co się nie zgadzają na zastaną, siermiężną (pod)wileńską rzeczywistość. I nie jest ważne, czy akurat się zgadzają z moimi pogladami, bo ja ani na miano Wodza, ani na miano antyWodza nie pretenduję.

Obecnie mam ponad 800 followersów na Twitterze (chyba najwięcej wśrod Wilniuków) i około 2,5 tysięcy unikalnych czytelników blogu co miesiąc. W ciągu ostatnich 12 miesięcy byłem nie tylko stałym komentatorem litewskich i polsko-litewskich aktualiów  w Radiu „Znad Wilii" oraz litewsko-, polsko- i rosyjskojęzycznych audycjach litewskiego publicznego radia LRT, ale i okazjonalnie na łamach wielu innych mediów (m.in. litewskiej telewizji publicznej LRT, Žinių radijas, Russkoje Radio Lietuva, Polskiego Radia dla Zagranicy, Polskiego Radia 24, Radiowej Jedynki i Dwójki, Radia Kielce, „Nowej Europy Wschodniej", „Gazety Wyborczej", kresy24.pl, zw.lt, „Przeglądu Bałtyckiego", onet.pl, Polskiej Agencji Prasowej, Informacyjnej Agencji Radiowej, Deutsche Welle, delfi.lt, „Lietuvos rytasu", „Socialdemokratasa", „Šiaurės Atėnai", 15min.lt, bernardinai.lt), w pracach licencjackich, magisterskich i doktoratach, książkach, prelegentem na różnych konferencjach. I mimo tej  całej pozablogowej aktywności — z powodu której piszę tutaj coraz rzadziej — blog nadal  pozostaje w Top 10 blogów politycznych (i Top 150 wszystkich blogów) na platformie blox.pl. 

Już dziś Wileńszczyzna jest inna niż przed 7 laty, gdy zaczynałem pisać bloga: bardziej zróżnicowana i współczesna. Warszawa uznała wreszcie fakt, iż Polacy na Litwie nie są żadnym monolitem, że mają prawo do posiadania różnych opinii. Litewscy politycy poczynili, powiedzmy, pół kroku do przodu w sprawie tzw. polskich postulatów. W innym miejscu więc są dziś stosunki polsko-litewskie. „Zimny pokój" powoli jest zastępowany odwilżą. Nie wiem, czy miałem w tym jakiś udział, ale cieszę się, że mogłem te zmiany w swoim czasie trafnie przewidzieć i opisać. Nie oznacza to, że się nigdy nie mylę. Zdarza mi się to nawet dosyć często. Jednak co do jednego nie mylę się na pewno: inna Wileńszczyzna - nie wiem jaki będzie jej ostateczny kształt — jest nieunikniona i powstaje na naszych oczach! Tak więc, jak radził Jim Stockdale, dostrzegajmy obecne trudności, uczmy się je przezwyciężać, ale nie traćmy nigdy z oczu optymistycznej perspektywy!

czwartek, 16 listopada 2017, vile

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Dariusz, *.play-internet.pl
2017/11/17 23:32:53
Gratulacje. Nie wiem czy sam blog, ale Ty przez inne działania o których wspomniałeś, na pewno wiele zrobiłeś żeby "inna Wileńszczyzna była możliwa".
Wspomniałeś o Ryszardzie Wąsatym. Można się z nim zgadzać lub nie. Faktem jest, o czym napisałeś, że dialog z Litwinami nawiązywał po litewsku, nie brzydził się "chamskiego" języka. Inną sprawą jest, że Maciejkaniec nigdy nie wzywał do lituanizacji Polaków. Jeżeli już, to tylko do re-lituanizacji spolonizowanych Litwinów. W tym przypadku racji nie można mu odmówić. W większości tzw. Polacy i ich potomkowie z WKL to spolonizowani Litwini. Kwestia poczucia narodowego, związku z Kulturą to jedna sprawa, jednak etnos to etnos. I litewskości "Kulturowych Polaków" nie mogą zaprzeczyć ani polscy, ani litewscy nacjonaliści.
Ostatnia sprawa. Absolutnie protestuję przeciwko używaniu określenia "Korona" w odniesieniu do obecnej R.P. Obecna Polska ani nie jest monarchią, ani granicami nie przypomina bywszej Korony, ani mentalnie, w sensie mentalności społecznej, o ile coś takiego istnieje, nie przypomina dawnej Korony. Współczesna Polska nie ma nic wspólnego z Tą z przed IIWW a już na pewno z przedrozbiorową. 50 lat bolszewii skutecznie odcięło polskie społeczeństwo od Ziem Utraconych. Zarówno tych po Jałcie jak i tych oddanych bolszewikom w 1921r. Oczywiście są grupki które kultywują pamięć o Wielkiej Polsce. Większość, tak mi się wydaje, akceptuje to co jest i określenie "Korona" jest dla nich nie tylko archaiczne ale wręcz śmieszne.
-
2017/11/18 04:59:29
Dzieki Dariusz. Pomysly Wasatego - to marazm. Niezaleznie od etosu, kultury a nawet znajomosci jezyka narodowosc to wybor subiektywny. Polacy na Litwie wybrali 200 lat temu wiec te marzeniaco re-lituanizacji sa szkodliwa chimera i tyle. PS. Co do Koroby - uzywam jej zartobliwie :)
-
2017/11/19 10:15:02
Skąd Stockdale przybył do Wietnamu i w jakim celu wiadomo dosyć dokładnie. Ciekawe byłoby dowiedzieć się skąd Polacy przybyli na Litwę, Białoruś. Ukrainę i kiedy i po co. Myślę, że warto o tym dyskutować.

Moja powierzchowna wiedza podpowiada mnie podobieństwo do sytuacji Francuzów w Algierii. Najpierw podbój, kolonializm, zasiedzenie kolonistów, odzyskanie wolności.
-
Gość: Dariusz, *.play-internet.pl
2017/11/20 20:01:48
@vile, oczywista zgoda. Mnie chodziło o to, że mrzonki Wąsacza mają jakąś tam historyczną podstawę. Inną sprawą jest możliwość realizacji tych mrzonek. Zresztą, czy takie fantasmagorię można zrealizować? Pytanie oczywiście retoryczne.
Nie bardzo sobie wyobrażam jak Ryszard M. widzi re-lituanizację Radziwiłłów, Tyszkiewiczów czy innych, niekoniecznie przedstawicieli tak wysokich rodów ale jednak Litwinów z krwi a Polaków z kultury i obyczaju.

@danekstraszynski
Polacy (rzemieślnicy i kupcy) do WKL przybywali jeszcze przed Unią Krewską zwabieni przywilejami jakie mogli tam otrzymać. Po Unii Horodelskiej trend ten przybrał na sile zwłaszcza, że miasta polskie były zdominowane przez Niemców którzy w znaczących miastach Królestwa Polskiego rządzili i miastami i cechami a władcy WKL kusili polskich kupców i rzemieślników statusem i korzyściami których nie mieli szans, przynajmniej w krótkim czasie dostąpić w Królestwie Polskim.
Inną sprawą są niewolnicy. Od czasów Mendoga, Władcy Litwy podjęli co najmnie kilkadziesiąt wypraw na Królestwo Polskie. Ich celem nie był podbój kraju lecz zdobycz. Ocenia się, że do Unii w Krewie Litwini uprowadzili ca. 40 tys. Polaków, których osadzano jako chłopów niewolnych na ziemiach litewskich, głównie wokół Stolicy, bo przecież te tereny miały być najlepiej zagospodarowane.