Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Nie bon motów, tylko strategii

vile
Gdy przed 2 laty, moderując dyskusję na temat oświaty polskiej na Litwie w Polskim Klubie Dyskusyjnym, powiedziałem, iż w rejonie wileńskim do polskich szkół uczęszcza 8 z 9 dzieci z polskich rodzin, w rejonie solecznickim - 2 z 3, a w Wilnie zaledwie 1 z 3, zostałem okrzyknięty (przez walnie zgromadzony aktyw AWPL-ZPL) kłamcą… Whatever bo dzisiaj o tym samym mówi już nie jakiś Radczenko, tylko sam Józef Kwiatkowski: zaledwie jedno z trojga dzieci z polskich rodzin z Wilna uczęszcza do szkoły polskiej. „W Wilnie nie ma możliwości bezpośredniego dotarcia do polskich rodzin. O ile w podwileńskich rejonach Polacy mieszkają w zwartych skupiskach, gdzie wszyscy się z reguły znają, w Wilnie Polacy są rozproszeni, mają sąsiadów Litwinów, pracują też raczej w środowisku litewskim. (...) Do polskich szkół trafiają więc tylko dzieci z takich rodzin, które same się zgłosiły. (…) Przekonać rodziców do oddania dziecka do polskiej szkoły może tylko jej wysoki poziom. Szkoła polska jest dobra i konkurencyjna - niby tyle o tym mówimy, piszemy o tym, ale informacja ta nadal nie do wszystkich dociera" — wyjaśnia Józef Kwiatkowski. Panie, tyle to i ja mogę powiedzieć! Ba, od lat prawie takimi samymi słowami i mówię! Jednak po prezesie Macierzy Szkolnej oczekujemy nie bon motów, tylko strategii, jak tę sytuację zmienić. Jeśli informacja o „dobrej i konkurencyjnej polskiej szkole” nie do wszystkich dociera — to znaczy, że kanały jej przekazywania zostały źle dobrane. Być może już najwyższy czas wyjść z getta polskojęzycznych mediów, czytanych prze śladowe ilości Polaków na Litwie, i zacząć docierać do rodziców za pomocą mediów litewsko- i rosyjskojęzycznych? Jeśli w Wilnie nauczyciele nie mogą lub nie chcą (jak w rejonach wileńskim i solecznickim) chodzić po domach i zachęcać do oddawania dzieci do polskiej szkoły, być może warto pomyśleć nad stworzeniem targów szkół polskich w Wilnie? Zamiast pakować kasę w dożynki — zróbmy np. w Zakrecie atrakcyjne święto polskiej szkoły, na którym rodzice i dzieci mogliby się zabawić, a jednocześnie porozmawiać z nauczycielami i dyrektorami, zapoznać się z osiągnięciami i programami nauczania polskich placówek szkolnych. A zapoznać się — szczególnie z ofertą programową — warto. Bo jak się okazuje w różnych polskich szkołach, jest… różna.

Od nowego roku szkolnego we wszystkich szkołach początkowych na Litwie będą obowiązywały ujednolicone programy nauczania języka litewskiego. De facto oznacza to, że uczeń klasy pierwszej w szkole polskiej, rosyjskiej i litewskiej będzie się uczył według tego samego programu. Józef Kwiatkowski mówi, że ujednolicenie programów nauczania języka litewskiego już od pierwszej klasy jest dużym błędem litewskiego resortu edukacji. Zaniepokojeni są nauczyciele klas początkowych, gdyż poziom znajomości języka litewskiego wśród uczniów, dla których jest to język ojczysty i uczniów ze szkół mniejszości narodowych jest nieporównywalny - zasób wiedzy językowej w szkołach mniejszości narodowych jest znacznie uboższy.

 „Nawet dzieci, które przychodzą do szkoły z grup przygotowawczych, nie mają tak bogatego słownictwa, jakie powinny mieć

mówi w rozmowie z portalem wilnoteka.lt lituanistka z Butrymańc Rasytė Matulevičienė.

Być może dzieje się tak dlatego, że w niektórych polskich przedszkolach na Wileńszczyźnie rodzice są zmuszeni toczyć niekończącą się walkę o lekcje języka litewskiego dla swoich dzieci? Np. w uważanej za elitarną polskiej szkole-przedszkolu „Wilia” w Wilnie administracja szkolna zasugerowała w ubiegłym roku rodzicom, żeby… zapłacili za lekcje języka litewskiego, skoro tak im na nich zależy, z własnej kieszeni (sic!). Ostatecznie możliwość bezpłatnego nauczania języka państwowego w tej szkole się znalazła, ale nowy rok szkolny przedszkolacy rozpoczynają ponownie z programem, w którym lekcji litewskiego nie ma. Być może Polska Macierz szkolna mogłaby nareszcie wydać polskim przedszkolom jakieś wytyczne w tym temacie, a nie czekać aż za nauczanie litewskiego w polskich przedszkolach zabiorą się specjaliści z litewskiego resortu oświaty czy samorządu wileńskiego? Skutki ich „dbania” o polskie szkolnictwo czasami przypominają bowiem Armagedon… Przeraża mnie „minister polskiej oświaty na Litwie", który tego nie rozumie, którego zamieszanie ostatnich lat wokół akredytacji polskich szkół w Wilnie niczego nie nauczyło i dla którego największym zagrożeniem jest integracja, bo...

ostatecznie prowadzi do asymilacji" (sic!).

Wiem, że z okazji początku nowego roku szkolnego należy składać życzenia. I oczywiście wszystkim uczniom i studentom, rodzicom i nauczycielom życzę wszelkich sukcesów w nauce i pracy, optymizmu i nadziei, a przede wszystkim spokoju. Szczególnie, że ostatnio kilka spraw udało się załatwić pozytywnie: zachowano polonistykę na Uniwersytecie Pedagogicznym (co prawda z zapowiadanych dziesiątków studentów zostało zaledwie czterech), z 40 polskich szkół 36 zostało akredytowanych jako tzw. długie gimnazja (a jeszcze dwie mają wszystkie szanse do nich dołączyć), ale strategii zachowania i rozwoju polskiej oświaty na Litwie nadal brak. A to znaczy, że zamiast zapobiegać problemom, dalej będziemy je bohatersko zwalczać... 

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Dariusz] *.play-internet.pl

    Nie reklama w polskich, czy litewskich mediach, nie akcja chodzenia od drzwi do drzwi i proszenie o zapisanie dzieci do polskiej szkoły, lecz wysoki poziom nauczania i świadomość rodziców, że po polskiej szkole ich dzieci mają takie same szanse na "rynku" edukacyjnym jak ich rówieśnicy po szkołach litewskich. Walkę o polskiego ucznia należy zacząć od nauczycieli. Naukę jęz. litewskiego powinni prowadzić nauczyciele którzy ten język naprawdę znają i co najważniejsze nie traktują go jako wrogiego, jako języka okupanta. Jest jak jest, Wódz geopolityki nie zmieni. Dupy dał Piłsudski w 19 i 20, nawet w 21 roku. Mógł obronić świat przed bolszewią, uratować WKL ale był socjalistą.
    Wracając do szkół. Nauczyciele którzy nauczają w jęz. polskim powinni go znać. Nauka jęz. polskiego po "tutejszemu" czy zgoła po rusku zakrawa na kpinę.

  • vile

    do Dariusza: Oczywiście wysoki poziom - to podstawa. Podobnie znajomość litewskiego i polskiego przez kadrę pedagogiczną. Ale chodzenie od drzwi do drzwi, reklama - też. Przykłady rejonów wileńskiego i solecznickiego wskazują, że to działa. Jak nauczyciel wie, że jeśli nie zbierze sobie klasy to nie będzie miał pracy, to zrobi wszystko, żeby namówić rodziców do oddania dzieci do szkoły polskiej.
    Poziom szkół polskich w Wilnie nie jest zły. Co więcej jest lepszy niż większości szkół litewskich. Wszystkie polskie szkoły w Wilnie są w pierwszej 20 (na 45 szkół wileńskich), trzy są w pierwszej dziesiątce. Litewskiego w polskich szkołach nauczają zazwyczaj Litwini - nie sądzę, żeby nienawidzili swojego języka ojczystego. Z polszczyzną polonistów w Wilnie też jest ok (problemy z językiem polskim mają nauczyciele innych przedmiotów), a jednak to właśnie w Wilnie najmniejszy odsetek dzieci z polskich rodzin uczęszcza do polskiej szkoły. Moim zdaniem to: 1) wynik złego doboru środków promocji; 2) wiecznego zamieszania, protestów i pkiet wokół polskich szkół w Wilnie; 3) wygodnictwa i słabości tożsamości rodziców. Z trzecią przyczyną (bez wsparcia władz miejskich i krajowych Litwy) walczyć ciężko, ale dwie pierwsze jesteśmy w stanie przezwyciężyć.

  • Gość: [Dariusz] *.play-internet.pl

    Pisząc o znajomości jęz. polskiego/litewskiego miałem na myśli raczej rejony wileński i solecznicki, nie samo Wilno. Nie kwestionuję stosunkowo wysokiego poziomu nauczania w polskich szkołach w Wilnie. Natomiast nie jest tajemnicą, że poza naszym ukochanym Miastem poziom raczej jest podły.
    Co do pkt. 1), 2), 3) generalnie się zgadzam, zwłaszcza z drugim. Jeżeli chodzi o pierwszy, nie sądzę, żeby żebracze stukanie do drzwi świadczyło dobrze o poziomie polskiego szkolnictwa. Do żebrania ucieka się ten który nie ma nic do stracenia. Żyjemy w 21 wieku są inne sposoby promocji, jest You Tube, jest, i mam wrażenie, że Polacy z LR bardziej z tego korzystają, RuTube.
    ad 2 absolutna zgoda
    ad 3 Tożsamość? Cóż tu wina leży po stronie polskiej jako Państwa, które nie wspiera medialnie Polaków w LR, jak również AWRL która wspiera ruskie media zamiast zabiegać o większą, czy w ogóle o obecność polskich mediów w litewskiej przestrzeni.

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci