Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Cherchez les femmes Lituaniennes

Obecnie się uważa, że na napięcie w stosunkach polsko-litewskich w międzywojniu najbardziej rzutował problem państwowej przynależności Wilna. Niewielu jednak dziś już pamięta, ze nie mniej poważnym cierniem w tych stosunkach był już obecnie nieco zapomniany epizod z przełomu sierpnia/września 1919 roku, który kto wie, czy nie wzbudził w Litwinach większych wątpliwości, co do polskich intencji niż „bunt” Żeligowskiego. W kwietniu 1919 r., Polska zajęła Wilno. Litwini uważali miasto za swoją historyczną stolicę oraz integralną część Litwy, podczas gdy dla Polaków, którzy stanowili większość jego mieszkańców, było miastem polskim. Tymczasem Józef Piłsudski wysłał do Kowna Aleksandra Lednickiego, aby wybadał możliwość zawarcia z Litwą unii: „Jedź pan do Kowna - Litwa jak ta kurwa, leży i czeka kto ją weźmie". Mylił się, Litwini do unii się nie palili. Gdy rozmowy z litewskim rządem Mykolasa Sleževičiusa zaszły w ślepy zaułek, pojawił w lipcu 1919 r. się w Warszawie — jak się wówczas wydawało genialny — pomysł osadzenia w Kownie bardziej przychylnego unii polsko-litewskiej rządu. Polskiemu wywiadowi udało się wciągnąć do współpracy kilku litewskich (sowicie opłacanych) aktywistów. Problem polegał na tym, iż nie mieli oni żadnego oparcia ani w masach, ani w wojsku. Początkowy plan więc zmodyfikowano — coup d’etat postanowiono przeprowadzić siłami kowieńskiego oddziału Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) w nocy z 28 na 29 sierpnia 1919 r. Spiskowcy mieli przejąć kontrolę nad Kownem i utrzymać je do czasu przybycia regularnych wojsk polskich, które miały zostać wezwane do ochrony miasta. Taryba oraz rząd Litwy miały zostać obalone i zastąpione przez gabinet nastawiony propolsko. Dyktatorem nowego rządu litewskiego miał zostać gen. Silvestras Žukauskas, a szefem władz cywilnych Stanisław Narutowicz. Stanowiska w nowym rządzie zamierzano powierzyć Mykolasowi Biržišce, Jonasowi Vileišisowi, Steponasowi Kairysowi oraz Juozasowi Tūbelisowi. O „genialności” planu świadczy fakt, iż ani przyszły dyktator, ani szef władz cywilnych, ani przyszli ministrowie nic o planowanym zamachu stanu nie wiedzieli. Wiedziały natomiast o nim litewskie służby specjalne. Wiedziały dzięki pięknym Litwinkom i zakochanym w nich polskim oficerom.

8 października 1918 r. litewska Taryba postanowiła powołać Komisję Ochronną, swego rodzaju zalążek przyszłego resortu obrony i wojska litewskiego. A skoro pojawiło się wojsko — pojawił się i wywiad wojskowy. Na jego czele postawiono... poetę Liudasa Girę, który już w okresie pierwszej rosyjskiej rewolucji dal sie poznać jak litewski aktywista i dzialacz nie tylko kulturalny, ale i społeczno-polityczny (był m.in. sekretarzem prezydeium Wielkiego Sejmu Wileńskiego; w 1940 roku ten zasłużony działacz niepodległościowy nieoczekiwanie zmienił front i został aktywnym działaczem sowieckim, deputowanym tzw. Sejmu Ludowego, zastępca komisarza ludowego kultury, który razem z Salomeą Neris, Petrasem Cvirką et concortes przywiózł na Litwę „moskiewskie Słońce“, w okresie II Wojny światowej walczył zaś w 16. sowieckiej dywizji w stopniu kapitana). Dział Wywiadowczy stworzono, jednak kasy na jego funkcjonowanie nie wydzielono i Liudas Gira postanowił oparć jego funkcjonowanie na idealistach, a mówiąc ściślej — idealistkach. Wytypował do tajnej służby 20 młodych dziewczyn związanych z litewskim ruchem niepodległościowym:

One jako pierwsze mogą najlepiej poznać wszelkie pogłoski na mieście, a oprócz tego wydawały się nam największymi idealistkami, które rzeczywiście będą pracować rzetelnie i bez wynagrodzenia, dla samej idei".

 

„Elzė” jedzie do Wilna

Jedną z takich idealistek była dwudziestoletnia Marcelė Kubiliūtė, siostra jednego z założycieli partii litewskich narodowców Jonasa Kubiliusa, którą 30 października 1918 r. wysłano do Wilna z zadaniem zdobywania informacji o polskim garnizonie i transportach wojskowych przejeżdżających przez ten węzeł kolejowy, zbierania polskiej prasy wojskowej. Pod pseudonimem „Elzė" została rezydentką litewskiego wywiadu w tym mieście i stworzyła sprawnie działającą siatkę wywiadowczą. Zebrane przez nią materiały przewoziła do Kowna łączniczka Ona Mikalauskaitė, a poczynaniami Kubiliūte kierował porucznik Juozas Matusaitis z oddziału wywiadowczego litewskiego sztabu generalnego.

Oficjalnie Kubiliūtė była sekretarzem redakcji i redaktorem wydawanych w Wilnie w języku litewskim periodyków: gazety „Niepodległa Litwa" („Nepriklausoma Lietuva"). Utrzymywała także kontakty z redakcją wychodzącego od 15 maja 1919 roku w języku polskim „Głosu Litwy". Wydawany na wysokim poziomie dziennik, redagowany przez Mykolasa Biržiškę, miał docierać służyć informowaniu wileńskich Polaków o stanowisku strony litewskiej w kwestii przynależności państwowej Wileńszczyzny.

Sekretarzem redakcji „Głosu Litwy" była Aldona Čarnackaitė, która współpracę z wywiadem rozpoczęła również w 1918 roku po powrocie na Litwę z Petersburga, gdzie studiowała medycynę. Pomagała w organizowaniu litewskiego wojska, a w Wilnie została sekretarką patriarchy narodowego ruchu litewskiego Jonasa Basanavičiusa. Po ewakuowaniu z Wilna na przełomie 1918 i 1919 roku centralnych władz litewskich pozostała w mieście i stała się zaufaną współpracowniczką nie tylko Basanavičiusa i Biržiški, ale i „Elzė”.

 

Dla Aldony, mamony i Litwy

Jako redaktorka wileńskiego periodyku Aldona Čarnackaitė miała częsty kontakt z sekcją cenzury prasy wileńskiej Ekspozytury Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, którą kierował wtedy kapitan Marian Zyndram-Kościałkowski. Ten sam któremu zlecono nadzorowanie przygotowywanego przez POW postania w Kownie. Pewnego lipcowego dnia Aldona Čarnackaitė wpadła do Ekspozytury, aby uzgodnić z cenzorami kolejny numer „Glosy Litwy” i spotkała podoficera Piotra Wróblewskiego. Swojego kolegę ze szkolnej ławy, który podkochiwał się w niej w latach młodzieńczych. Uczucia młodego żołnierza wybuchły na nowo — polskie źródła podkreślają, że była to w jego wydaniu nie tylko miłość do pięknej kobiety, ale i mamony, gdyż wywiad litewski hojnie go wynagradzał; źródła litewskie oczywiście twierdzą, że działał wyłącznie z miłości do Ojczyzny — i zaproponował, że dla Aldony i Litwy jest gotów na wszystko. Wróblewski pochwalił się Čarnackaitė, że na polecenie Kościałkowskiego jeździ często do Kowna jako łącznik z kowieńskim POW. Twierdził, że znane są mu polskie plany wojskowe wobec Litwy i że może je przekazać premierowi Sleževičiusowi.

Aldona Čarnackaitė, obawiając się, że jest śledzona przez polski kontrwywiad, przekazała informację o jego ofercie Kubiliūtė i zaproponowała, żeby „Elzė” przejęła na siebie kontakty z Wróblewskim. Litwini przyjęli propozycję. Nadali Wróblewskiemu pseudonim „Jonas Daukantas" i zażądali konkretów. Pierwsze spotkanie „Elzė” z Wróblewskim odbyło się w mieszkaniu dr. Jonasa Basanaviciusa, następna randka odbyła się w… wileńskiej siedzibie „Dwójki”.  Wtedy Wróblewski przekazał im wiadomość, że w nocy z 27 na 28 sierpnia ma nastąpić zbrojne wystąpienie POW, wspierane przez członków Organizacji Strzelców Nadniemeńskich (OSN). Wkrótce zabrany przez niego z archiwum wileńskiego okręgu POW wykaz 66 członków OSN trafił w ręce Litwinów.

 

Masowe areszty bez dowodów

Z powodu powstania sejneńskiego przeprowadzenie zamachu zostało opóźnione do 1 września 1919 r. Jednakże część komórek kowieńskiego POW rozpoczęła swoje działania — przecinanie linii telegraficznych, uszkadzanie torów kolejowych — zgodnie z pierwotnym planem, tj. w nocy z 27 na 28 sierpnia. 28 sierpnia, o piątej nad ranem, premier Mykolas Sleževičius zjawił się u prezydenta Antanasa Smetony, poinformował o spisku i zażądał aresztowania wszystkich prominentnych polskich działaczy w Kownie. Smetona odmówił — nie dal wiary rewelacjom Wróblewskiego, a poza tym nie chciał drażnić Piłsudskiego zbędnym szykanowaniem mniejszości polskiej.  Litewscy oficerowie postanowili więc wziąć odpowiedzialność na siebie.  W nocy z 28 na 29 sierpnia na polecenie Liudasa Giry, szefa Oddziału Wywiadowczego, rozpoczęły się masowe aresztowania. Zatrzymano około 200 osób, w tym 23 oficerów polskiego pochodzenia Wojska Litewskiego. Brakowało jednak niepodważalnych dowodów, że przygotowywali oni przewrót. Czas uciekał, Warszawa grzmiała z powodu prześladowań litewskich Polaków, a dowodów nie było. Zatrzymań uniknęli główni przywódcy organizacji. Aresztowania nie dotknęły także regionalnych oddziałów POW. Dlatego też, 17 września 1919 r., wydano nowe rozkazy, zgodnie z którymi na koniec września zaplanowano przeprowadzenie drugiego zamachu.

Jeden z oficerów kowieńskiej komendantury Jurgis Bobelis, który uczestniczył w likwidacji spisku, pisał:

Mieliśmy wiadomości, że gdzieś w Kownie jest całe archiwum POW, po którego znalezieniu wszystko się wyjaśni. Przez pewien czas błądziliśmy jak ślepi. Otrzymaliśmy wiadomość, że archiwum przechowywane jest w Czerwonym Dworze. Pojechaliśmy, przejrzeliśmy wszystkie
 ąty i wróciliśmy, niczego nie znalazłszy
".

 

Dokumenty w oponie i kotle blaszanym

Prawdopodobnie nigdy by tego archiwum nie odkryli, gdyby znowu nie pomógł „Daukantas". Zdawał sobie sprawę z tego, że w każdej chwili może zostać zdemaskowany, więc zaoferował Litwinom przekazanie wszystkich ważniejszych dokumentów wileńskiego POW. „Elzė” stwierdziła, że pójdzie na akcję razem z nim (pod pretekstem sprawdzenia, czy klucz do sejfu dorobiony przez zaprzyjaźnionego ślusarza na podstawie rysunku Wróblewskiego będzie pasował).

W nocy z 20 na 21 września z Wróblewskim weszli do siedziby „Dwójki”. Podoficer przedstawił stróżowi nocnemu dziewczynę jako swoją siostrę, a za „czujność” obdarował go jeszcze butelką wódki. Następnie zabrali z szafy ekspozytury ważne dokumenty i Wróblewski z nabitym rewolwerem (jak sam wspominał po latach, żeby się zastrzelić w razie próby zatrzymania) przekroczył polsko-litewską linię demarkacyjną. Skradzione dokumenty POW dotarły do Kowna w oponie samochodu ministra spraw zagranicznych Litwy Augustinasa Voldemarasa, który akurat wracał z Wilna po kolejnej bezowocnej rundzie polsko-litewskich negocjacji. Wynikało z nich, że archiwum POW znajduje się w domu Niekraszów, przy ulicy Podgórnej (Kalnų) 36.

Pojechał tam niezwłocznie oddział komendantury, jednak po kilkugodzinnej rewizji nie znalazł… nic. Dowódca oddziału Jurgis Bobelis wpadł jednak na przewrotny pomysł — rozkazał bagnetami przekopać każdy metr kwadratowy ogrodu. W ten sposób natrafiono na dokumenty ukryte pod grządkami ziemniaków w kotle blaszanym. Znaleziono także szyfr, więc odczytano nazwiska 369 peowiaków i 122 Litwinów, którzy z nimi sympatyzowali. Natychmiast rozpoczęły się aresztowania. Zatrzymani zostali między innymi szef kowieńskiego POW Rajmund Kawalec i Stanisław Niekrasz, naczelnik Wydziału Wywiadowczego POW.

W grudniu 1920 r. odbył się proces sądowy. Peowiacy zostali potraktowani dosyć... łagodnie, większość dostała najniższy możliwy wymiar kary. Sześciu głównych członków POW otrzymało wyroki dożywocia, pozostali od 8 miesięcy do 15 lat więzienia. Co najmniej piętnaście osób zostało uniewinnionych. Do roku 1928 w litewskich więzieniach nie pozostał żaden członek POW: część wymieniono na Litwinów więzionych w Polsce, a części udzielono wcześniejszych zwolnień. Co prawda formalnie poszukiwania zbiegłych peowiaków trwały na Litwie do 25 czerwca 1940 r. W maju 1940 r. został zatrzymany Stefan Gumbis, ukrywający się przed śledztwem i sądem. Zatrzymany został również Antoni Sokoliński. Obydwaj ze względu na brak dowodów zostali zwolnieni.

 

Krzyże Pogoni dla błyskotliwych agentek

Tymczasem z Wilna musiała uciekać Aldona Čarnackaitė. Pojechała do Kowna, a po kilku miesiącach, w 1920 roku, wysłano ją do Berlina na studia medyczne. Ukończyła je cztery lata później. Za zasługi w wojnie o niepodległość, a konkretnie za wkład w likwidację polskiej konspiracji na Kowieńszczyźnie, odznaczono ją w 1928 roku ówczesnym najwyższym odznaczeniem litewskim - Krzyżem Pogoni (Vyčio Kryžius). Wyszła za mąż, przez wiele lat wykładała na Uniwersytecie Kowieńskim oraz Akademii Rolniczej. Zmarła w 1997 roku. Po wpadce kowieńskiego POW i ucieczce Wróblewskiego „Dwójka” rozpoczęła masowe przeszukania w mieszkaniach wileńskich Litwinów. Policjanci wpadli i do mieszkania Marcelė Kubiliūtė przy ulicy Ostrobramskiej, jednak nie znaleźli niczego podejrzanego. Mogła więc jeszcze przez prawie trzy lata prowadzić działalność szpiegowską, którą tak opisała:

Gdy pracowałam w litewskim wywiadzie, wykorzystałam zaloty polskiego majora Antoniego Jankowskiego. Był on na jakimś stanowisku w sztabie wojskowym i interesował się nim litewski oddział sztabu generalnego. Wykonując zadania tego oddziału, pozostawałam dłuższy czas w intymnym związku z majorem Jankowskim i jednocześnie uzyskiwałam od niego potrzebne litewskiemu wywiadowi dane o polskim wojsku".

Agenturalną działalność Kubiliūtė ujawniono dopiero w 1922 roku, wyznaczono za jej głowę nagrodę w wysokości 5 tysięcy złotych. Zdołała jednak opuścić Wilno posługując się dokumentami wystawionymi na nazwisko Elżbieta Boniewicz. Na Litwie zatrudniono ją w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Za zasługi w wojnie o niepodległość także i ona została odznaczona w 1928 roku Krzyżem Pogoni. W 1941 roku Kubiliūtė brała udział w powstaniu czerwcowym. W czasie okupacji niemieckiej ratowała Żydów, a po wojnie za działalność antysowiecką została zesłana na pięć lat do Tiumeni. Po powrocie imała się różnych zajęć aż zmarła w czerwcu 1963 roku na gruźlicę.

 

Największa wpadka polskiego wywiadu

Interesujące, że 6 lat po aferze Wróblewskiego w Wilnie doszło do kolejnej wielkiej afery wywiadowczej z powodu kolejnej litewskiej Maty Hari. Tym razem w głównej roli wystąpił porucznik Ryszard Grzybowski, kierownik Referatu Kontrwywiadowczego Ekspozytury numer 1 Oddziału II w Wilnie. W 1924 roku oddział informacyjny litewskiego sztabu generalnego otrzymał informację, że w Wilnie jeden z pracowników polskiego wywiadu prowadzi bujne życie towarzyskie. Prawie codziennie widziano go w najlepszych lokalach, często w otoczeniu kobiet.

Litwini postanowili to wykorzystać. Wkrótce w tych samych kawiarniach i restauracjach zaczęła pojawiać się młoda, ładna i elegancka kobieta.  Grzybowski od razu zwrócił na nią uwagę i znalazł okazję, aby ją poznać. Rozpoczął się burzliwy romans. Niebawem porucznik Grzybowski zaczął ją zapraszać do swojego pokoju w wileńskiej ekspozyturze, co było złamaniem wszelkich zasad pracy. W kwietniu 1925 roku, w czasie kolejnej upojnej randki, litewska agentka wsypała mu do szklanki środek nasenny. Po przebudzeniu się porucznik Grzybowski zobaczył, że kochanka zniknęła. Prawdziwe przerażanie ogarnęło go jednak wtedy, kiedy zauważył brak teczek personalnych polskich agentów pracujących na kierunku litewskim.  W tej sytuacji porucznik uznał, że jedynym rozwiązaniem jest ucieczka na Litwę. Tam przekazał oficerom litewskiego oddziału informacyjnego wszystkie dane dotyczące metod pracy wywiadu polskiego na Litwie, wydał również znanych mu agentów i konfidentów. Pozwoliło to kontrwywiadowi litewskiemu zlikwidować większość polskich placówek wywiadowczych. Ci, którzy ocaleli, musieli uciekać z Litwy. Była to podobno jedna z największych i najdotkliwszych klęsk polskiego przedwojennego wywiadu wojskowego.

Wpis powstał na podstawie: Piotr Łossowski: Konflikt polsko-litewski 1918–1920. Warszawa: Książka i Wiedza, 1995; Pranas Janauskas, Proces członków Polskiej Organizacji Wojskowej w Kownie w 1920 roku, Rocznik Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej 2015; Virginijus Savukynas, Šimtmečio intrigos. Sėkmingiausia lietuvių kontržvalgybos operacija: esminį vaidmenį suvaidino moteris, www.delfi.lt; Virginija Skučaitė, MERGINOS, IŠGELBĖJUSIOS LIETUVOS NEPRIKLAUSOMYBĘ, m.kauno.diena.lt; Bolesna lekcja dla polskiego wywiadu czyli agentki litewskiego wywiadu w II RP forum.wybudzeni.com; Waldemar Rezmer, Rażenie seksem, facet.interia.pl; lt.wikipedia.org; pl.wikipedia.org

poniedziałek, 28 sierpnia 2017, vile

Polecane wpisy