Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Trener uważa dyskusję za bezcelową

Szczerze przyznaję się, że obawiałem się nieco tej dyskusji. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie – Związek Chrześcijańskich Rodzin – to temat trudny. AWPL jest nie tylko jedyną polską partią polityczną, ale też swego rodzaju instytucją. Na Wileńszczyźnie i w stosunkach polsko-litewskich wszystko się w ten czy inny sposób, pośrednio lub bezpośrednio kręci wokół organizacji Waldemara Tomaszewskiego. Ma swoich twardych zwolenników, jak i nie mniej zapalonych przeciwników. W ogóle chyba nie ma na Litwie aktywnej społecznie lub politycznie osoby, która nie miałaby wobec tej partii wyraźnego stanowiska. Tak więc organizując w ubiegły czwartek (1 czerwca) dyskusję na temat przyszłości Akcji Wyborczej Polski Klub Dyskusyjny mógł się narazić wszystkim. I chyba się naraził. Prelegent spotkania, dr Paweł Sobik z wrocławskiej Fundacji Pobliża, autor książki „Akcja Wyborcza Polaków na Litwie w systemie politycznym Republiki Litewskiej” mówił bowiem rzeczy, które nie przypadną do gustu ani żelbetonowemu elektoratowi AWPL-ZChR, ani nieprzejednanej opozycji. Z jednej strony podkreślił, iż Akcja Wyborcza Polaków na Litwie jest swego rodzaju fenomenem, nigdzie w Europie Polacy nie odnieśli takiego sukcesu politycznego, jak na Litwie. Polscy politycy są obecni, sprawują władzę nie tylko na poziomie samorządowym, ale i na poziomie parlamentarnym, kilkakrotnie wchodzili też w skład rządzących Litwą koalicji. Jednocześnie jednak fenomenalne wyniki wyborcze partii nie przełożyły się dotychczas w żaden sposób ani na rozwiązanie problemów polskiej mniejszości na Litwie, ani poprawę relacji Wilna z Warszawą.

W pewnych kręgach uchodzę za jednego z najostrzejszych krytyków Akcji Wyborczej Polaków na Litwie i Waldemara Tomaszewskiego po stronie polskiej. Jednak mój rzeczywisty stosunek do polskiej partii jest dużo bardziej skomplikowany i bliższy opinii właśnie Pawła Sobika. Uważam, że AWPL-ZChR jest absolutnie niezbędna. Bez niej polskie postulaty nigdy nie doczekałyby się należytej uwagi ze strony władz Litwy czy Polski, zostałyby zamiecione pod dywan w imię ważniejszych spraw. Jednocześnie wydaje mi się, że wybrana przez AWPL-ZChR taktyka polityczna: niekończąca się antylitewska fronda, flirty z Kremlem i sojusze z antysystemowymi, populistycznymi, a więc i nacjonalistycznymi partiami litewskimi – to droga donikąd. W ten sposób nie da się rozwiązać żadnego z nagłaśnianych przez partię problemów narodowościowych. Jak mawiał znakomity polski dyplomata Władyslaw Bartoszewski:

Jeśli panna nie jest posażna, to powinna być choć sympatyczna, a nie nabzdyczona.“

Paweł Sobik zaś podczas spotkania w PKD zwrócił uwagę na jeszcze jeden aspekt:

„Wydaje mi się, że największym błędem, jaki popełnili Polacy na Litwie już na samym początku swojej działalności polityczno-społecznej w niepodległej Republice Litewskiej, był brak polskiego okrągłego stołu. Gdzieś w roku 1992 należało zebrać wszystkich działaczy zaangażowanych w sprawy polskie, niezależnie od tego jaką opcję reprezentują, i wspólnie zastanowić się nad tym, w jaki sposób osiągnąć cele polskiej mniejszości na Litwie. Bo przecież co do celów nie ma większych różnic pomiędzy zwolennikami AWPL-ZChR i Polakami, którzy nie popierają Waldemara Tomaszewskiego

Niestety taki okrągły stół nie został zwołany w roku 1992. A i w roku 2017. Waldemar Tomaszewski dalej nie jest gotów do takiej dyskusji. Tłumacząc dziennikarce „Kuriera Wileńskiego” dlaczego środowisko AWPL-ZChR zbojkotowało prezentację książki Pawła Sobika w Wilnie powiedział:

Taką dyskusję uważam za bezcelową przede wszystkim ze względu na środowisko, jakie ją organizuje. Są to ludzie, którzy mają posady w ministerstwach, ideowo związani są z liberałami.

Zawsze wydawało mi się, że lider polskiej partii powinien się raczej cieszyć z awansu społecznego poszczególnych członków polskiej wspólnoty na Litwie. To że Polacy zajmują różne stanowiska nie tylko w administracjach rządzonych przez AWPL-ZChR rejonów wileńskiego i solecznickiego, ale i na szczeblu ogólnokrajowym, stanowi bowiem doskonały dowód na to, że polskie szkoły, o które walczy AWPL-ZChR, gwarantują nie gorszy start życiowy niż szkoły litewskie, a Polacy nie są gorszym sortem litewskich obywateli i doskonale władają językiem państwowym. Swoją drogą urzędników państwowych w Polskim Klubie Dyskusyjnym jest zaledwie… trzech. Podobnie członków partii ogólnokrajowych jest w PKD zaledwie dwóch i żaden z nich nie jest członkiem żadnej litewskiej partii liberalnej.

Paradoksalnie to raczej Akcja Wyborcza Polaków na Litwie jest bardziej powiązana z… liberałami. W Trokach od dwóch lat współrządzi razem z liberałami i konserwatystami, a ostatnio zawarła nieformalną koalicję w Wilnie. I to głosami „polakożercy” Šimašiusa została podjęta w ubiegłą środę (31 maja) decyzja wileńskiej rady samorządowej zezwalająca na kompletowanie klas piątych w polskim Gimnazjum im. Adama Mickiewicza. Wygląda więc na to, że powiązania z liberałami wcale polskości nie szkodzą, a Tomaszewski unika dyskusji z innego powodu. No ale wiadomo - quod licet Iovi, non licet bovi... 

Jak twierdzą niektórzy komentatorzy Akcję Wyborczą Polaków na Litwie można porównać do klubu piłkarskiego: ma silne zaplecze materialne i finansowe, ma lepszych i gorszych graczy, ma oddanych kibiców (a nawet kiboli) i od blisko 20 lat ma tego samego trenera. Jedyne czego nie ma to wyników. W futbolu, gdy klub nie odnosi sukcesów, jest podejmowana decyzja albo o zmianie taktyki, albo o wymianie trenera. Albo o jednym i drugim naraz. Zawsze jednak podjęcie decyzji jest poprzedzane dyskusję. Gdyby trener mógł - to pewnie nigdyby do niej nie dopuścił. Na szczęście to nie trener jest właścicielem klubu. W futbolu.

Fot. Joanna Bożerodzka

Ten komentarz ukazał się dzisiaj (6 czerwca) w polskiej audycji litewskiego radia publicznego LRT Klasika

wtorek, 06 czerwca 2017, vile

Polecane wpisy