Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Nie tędy droga

Już półtora wieku Skandynawowie walczą z alkoholem, który doprowadzał ich w swoim czasie do nędzy i degeneracji. Wprowadzone w tych krajach drakońskie zakazy graniczą z prohibicją, ale mieszkańcy doskonale dają sobie radę z ograniczeniami. Szwedzi, zwłaszcza ci z południa, zaopatrują się w tańszy alkohol w Danii i Niemczech. Finowie jeżdżą na podobne zakupy do Tallina i Petersburga. Kupują na zapas i gromadzą alkohol w domowych barkach, co z kolei zachęca do częstszego otwierania butelek. Tak więc spożycie alkoholu niewiele się w Skandynawii zmniejszyło. W tym samym kierunku zmierza najwyraźniej i Litwa. Przyjęte w ubiegły czwartek (1 czerwca) przez litewski parlament poprawki do Ustawy o kontroli alkoholu wprowadzają trzy nowe restrykcyjne przepisy dotyczące sprzedaży alkoholu. Od 2018 roku kupić, posiadać i spożywać napoje alkoholowe będą mogły osoby, które skończyły 20 lat. Ponadto skrócony zostanie czas sprzedaży alkoholu: w dni robocze i soboty – od godz. 10.00 do 20.00, w niedziele – od godz. 10.00 do 15.00. Ustawa wprowadza też totalny zakaz reklamy alkoholu. Mimo iż w mediach w ostatnich tygodniach toczyła się ostra dyskusja w sprawie propanowanych zakazów, pod Sejmem pikietowali przeciwnicy restrykcyjnych ograniczeń, a opozycyjni politycy prześcigali się w ich krytykowaniu, ostatecznie za poprawkami głosowało ponad stu parlamentarzystów, ze wszystkich frakcji sejmowych, z wyjątkiem liberałów. Mnie osobiście te poprawki nie przeszkadzają, dawno już przekroczyłem dwudziestkę, reklamy mnie wkurzają, a alkohol kupuję rzadko, więc ograniczenia godzin sprzedaży niewiele mnie obchodzą. Przeszkadza mi natomiast pogląd, niestety na Litwie dominujący, że patologie społeczne (takie jak alkoholizm czy palenie tytoniu (vide projekt zakazu palenia na balkonach)) można zwalczyć zakazami oraz wiara ich twórców, że te zakazy będą przestrzegane oraz egzekwowane.

Zakaz sprzedaży alkoholu osobom, które nie mają 20 lat jest zakazem... absurdalnym. Zgodnie z prawem litewskim osiemnastolatek ma już pełną zdolność do czynności prawnych, może więc np. zawrzeć małżeństwo, ale już wznieść toast na swoim weselu będzie mógł dopiero za dwa lata. Podobnie może zostać powołany do wojska i oddać swoje życie za ojczyznę już w wieku 18 lat, natomiast wypić zdrowie „umiłowanych i dalekowzrocznych” przywódców tejże ojczyzny będzie mógł dopiero za dwa lata. Największym paradoksem jest jednak fakt, iż te restrykcje proponuje się w momencie, gdy państwo nie dba należycie o przestrzeganie obecnego zakazu sprzedaży alkoholu osobom poniżej 18 roku  życia. Łamanie tego zakazu jest nagminne, a państwo nie zajmuje się tym palącym problemem.

Wygląda na to, że i korzyści z ograniczenia godzin sprzedaży alkoholu także nie bedą duże. Ten zakaz uderzy raczej wyłącznie w turystów, którzy i dzisiaj są najczęstszymi zaskoczonymi klientami, gdy dwie minuty po 22ej w sklepie nie chcą im sprzedać alkoholu. Miejscowi mieszkańcy będą po prostu kupowali na zapas, co — jak wskazują wspomniane doświadczenia skandynawskie — będzie prowadziło jedynie do częstszego spożywania alkoholu.

I at last but not at least totalny zakaz reklamy. Obawiam się, że jest raczej wyrazem bezradności i frustracji, a nie przemyślanej polityki o udokumentowanej skuteczności, gdyż związek między reklamą a konsumpcją alkoholu wcale nie jest oczywisty. Reklama stosowana jest przede wszystkim do budowy świadomości konkretnych marek, a nie zwiększenia spożycia. Ktoś, kogo w ogóle  alkohol nieinteresuje - nie zwraca uwagi na takie reklamy. Mężczyźni chcąc nie chcąc oglądają wiele reklam damskich kosmetyków czy przyborów higienicznych, ale ich przecież nie kupują.

Czy to oznacza, że z alkoholem nie należy walczyć? Oczywiście, że należy! Niezależnie od tego, czy dać wiarę danym Światowej Organizacji Zdrowia, które twierdzą, że średnio statystyczny Litwin spożywa ponad 18 litrów czystego alkoholu rocznie, czy danym litewskiego Departamentu Statystyki, które są o pięć litrów niższe — problem picia na Litwie istnieje. Szczególnie na prowincji. Tylko czy zakazy są najskuteczniejszą formą walki z tym problemem?

Wydaje mi się, że przede wszystkim należałoby dążyć nie do całkowitego wyeliminowania alkoholu z naszego życia, co jest w gruncie rzeczy celem tak samo osiągalnym jak — nie przymierzając — komunizm, co do zmiany kultury picia. Picie alkoholu powinno przestać być trendy lub przynajmniej należy zachęcać społeczeństwo do spożywania alkoholi jakościowych, niskoprocentowych i w niedużych ilościach. Włosi i Hiszpanie piją o wiele częściej niż Litwini, w zasadzie codziennie, jednak jednocześnie spożywają alkoholu… o wiele mniej. Wynika to z innej kultury picia — w krajach południowych pije się wino i pije się w niedużych ilościach. Na północy Europy pije się trunki wysokoprocentowe, pije się rzadko, ale za to na umór.

Niestety państwo litewskie nie prowadzi praktycznie żadnej kompleksowej akcji edukacyjnej adresowanej do społeczeństwa. Poza tym brak jest polityki regionalnej, brak jest programów państwowych i samorządowych zwalczających patologie społeczne, bezrobocie. Leczenie alkoholizmu i innych uzależnień jest chronicznie niedofinansowane. Wobec niepowodzeń prewencyjnej, edukacyjnej i zdowotnej działalności państwa — wprowadza się spektakularne ograniczenia, mimo że ich skuteczność będzie raczej znikoma lub wręcz żadna. Nie tędy droga.

czwartek, 08 czerwca 2017, vile

Polecane wpisy