Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Czarnyszewicz: żołnierz, rzeźnik, pisarz, patriota

„Wystarczyło jednej stronicy, ażebym uległ wpływowi tego narkotyku i przeczytał jednym tchem 577 stronic dużego formatu" — wspominał Czesław Miłosz. „Czy wiesz, że dziesięć lat temu wyszła książka po polsku w Argentynie, o której boję się ci pisać w za dużych superlatywach, bo tak namiętnie ją pokochałem. Pisana przez zagrodowego szlachcica znad Berezyny. Język słowotwórczy, dźwięczny, półbiałoruski. Konkretność wizji, miłość ziemi, drzew, chmur, obok której Reymont sztuczny jest i zimny, obok której myśleć można tylko o Panu Tadeuszu. Wierz mi, ta książka, nad którą z Marysią jak stare osły płaczemy, ZOSTANIE i będzie świadczyć o tamtej Atlantydzie" — pisał z kolei w jednym z listów Józef Czapski. Mowa o „Nadberezyńcach" Floriana Czarnyszewicza – epicka, na poły awanturnicza, na poły romansowa, zapomniana opowieść o dramatycznych losach mieszkańców polskich zaścianków na ziemiach położonych między Berezyną a Dnieprem w latach 1911-1920. Michał Kryspin Pawlikowski uważał ją za „Wojnę i pokój“ polskich Kresów. Autorem tej powieści jest Florian Czarnyszewicz. „Wielki pisarz, o którym mało kto w Polsce słyszał. Tak mało, że nawet gdy znany, sławny amerykański wokalista kilka lat temu powiedział, że jego dziadkiem był Polak o nazwisku Czarnyszewicz, to w żadnych mediach nie skojarzono tego pokrewieństwa“ — ze smutkiem zauważa Bartosz Bajków, który odkrył niedawno, iż krewnym Floriana Czarnyszewicza jest... wokalista legendarnego amerykańskiego zespołu rockowego „Aerosmith“ Steve Tyler. Niestety ani ten fakt, ani pełne zachwytu recenzje klasyków nie sprawiły, aby Czarnyszewicz przebił do szerszej świadomości czytelniczej czy trafił na łamy podręczników literatury polskiej. Zapomniany w Polsce, na Wileńszczyźnie jest Florian Czarnyszewicz w ogóle nieznany, mimo iż część swojego burzliwego życia spędził właśnie w naszym małym heimacie.

Pochodził z drobnej szlachty zagrodowej osiadłej na ziemiach wschodniej Białorusi, pomiędzy Berezyną a Dnieprem, niegdyś wchodzących w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. Urodził się 2 lipca 1900 roku w okolicach Bobrujsku. Ukończył 4 klasy miejscowej szkoły powszechnej, a naukę polskiej pisowni zawdzięczał, jak sam wspominał,

domorosłym nauczycielom tajnych polskich szkółek”.

 

Antykomunistyczny wywiadowca, policjant i dziadek rockmana

Biografia Floriana Czarnyszewicza była typowa dla pokolenia, dorastającego w cieniu I wojny światowej, walczącego o wolną Polskę, a potem często przeżywającego tą Polską rozczarowanie. Jego dzieciństwo i młodość przypadły na czasy polskiego odrodzenia narodowego na wschodniej Białorusi, które nastąpiło po ukazie carskim z 1906 r. znoszącym zakaz nabywania ziemi przez Polaków oraz zakaz nauczania języka polskiego i przywróciły swobody religijne dla katolików. Szybko jednak to odrodzenie narodowe przerwał najpierw wybuch wojny w 1914 roku, a następnie rewolucji w 1917 roku.

W 1914 roku jego starszy brat Feliks wyemigrował do USA i zmienił imię oraz nazwisko na Felix Carol Blancha. Podobno Florian miał pójść w ślady brata i również wyjechać do Ameryki, ale na przeszkodzie stanął wybuch wojny. Bracia spotkali się dopiero po 36 latach, w 1950 roku w Argentynie. Jako ciekawostkę można przytoczyć, iż Feliks Czarnyszewicz jest dziadkiem niejakiego Stevena Victora Tallarico, szerzej znanego jako Steven Tyler z „Aerosmith”. Podobno nawet Steven Tyler wie kim był brat jego dziadka, a przynajmniej publicznie chętnie przyznaje się do polskich korzeni.

Gdy latem 1919 roku polskie wojsko doszło do Berezyny, Florian Czarnyszewicz zaciągnął się do służby. Początkowo służył jako wywiadowca, następnie jako zwykły żołnierz. W roku 1921 – po traktacie ryskim, który zdecydował, iż jego nadberezyńska mała ojczyzna weszła w skład Rosji Sowieckiej – Czarnyszewicz przeniósł się do Wilna. Zostawił w ZSRS rodziców, dwóch młodszych braci i siostrę.

 

Pisarz-rzeźnik z Argentyny

Służył w policji na posterunku w Wojstomiu (obecnie na Grodzieńszczyźnie), skąd został (jak sam napisał) „wyżarty" za zbyt ofiarną służbę i niechęć do przekrętów. Pilnie szlifował swoją polszczyznę (w tym sensie jego biografia przypomina trochę życiorys innego pisarza-kresowiaka Sergiusza Piaseckiego). Przez jakiś czas próbował zarobić na życie jako adwokat ludowy, a w lipcu 1924 roku wypłynął z Triestu, z żoną Stanisławą (ślub zawarli w 1922 roku) i roczną córką Władysławą, do rodziny małżonki w Argentynie. 2 sierpnia 1924 roku po opuszczeniu statku w Buenos Aires, został zarejestrowany jako cieśla, a następnie znalazł zatrudnienie… w rzeźni „Armour”, w położonym w okolicy La Platy miasteczku Berisso. Tam przepracował 30 lat. Trudy tej wykańczającej pracy fizycznej odbiły się na zdrowiu pisarza, który zapadł na astmę, miał też kłopoty z sercem.

Według Polaków z Berisso Florian Czarnyszewicz zawsze podkreślał potrzebę utrzymania zaangażowania na rzecz Polonii. W przemówienia z okazji zorganizowanych w lokalnym Domu Polskim obchodów 50 rocznicy Związku Polaków w Berisso, którego działaczem był, skrytykował tych, którzy nie pamiętają o swojej tożsamości i nie wspierają polskich organizacji. Zarzucał im, że poświęcają się jedynie życiu prywatnemu i karierze zawodowej, zrywając z kulturą swojego kraju, zapominając o swoich obowiązkach Polaka.

Dużym wysiłkiem wybudował dom w Villa Carlos Paz w malowniczej górskiej okolicy prowincji Córdoba, w którym po przejściu na emeryturę w 1956 r. zamieszkał wraz żoną i córką. Tam zmarł 18 sierpnia 1964 roku i tam też został pochowany. Na jego grobie na cmentarzu w Villa Carlos Paz, polska społeczność umieściła tablicę z napisem w języku hiszpańskim:

Florian Czarnyszewicz: Soldado, Obrero, Escritor y Patriota Polaco"

Żołnierz. Robotnik. Pisarz. Polski patriota

 

Nadberezyńcy – świat, który dawno przeminął

Nie bardzo wiadomo, kiedy Czarnyszewicz zajął się twórczością literacką. Podobno w 1939 roku postanowił napisać pamiętnik o swych młodzieńczych latach. Pisał wieczorami, ukradkiem, z przerwami.  Ostatecznie pamiętnik przerodził się w trzytomową powieść „Nadberezyńcy”, którą dzięki pomocy argentyńskiej Polonii udało się wydać w Buenos Aires w roku 1942.

Akcja powieści rozgrywa się głównie w szlacheckiej wsi Smolarnia i okolicznych terenach, na ziemiach położonych między Berezyną a Dnieprem w latach 1911-1920. To przełomowy czas dla mieszkańców wschodniej Białorusi. Na tle wielkich wydarzeń tamtych lat – I wojny światowej, upadku caratu, rewolucji, okupacji niemieckiej, walk polsko-bolszewickich – poznajemy rodzinę Bałaszewiczów mieszkającą w Smolarni, polskim przysiółku. Po latach niewoli polska tożsamość narodowa rodzi się tutaj na nowo. Kresowiacy budują nowe kościoły, zakładają szkoły i garną się do wojsk polskich. Piękne opisy przyrody przeplatają się z scenami potyczek i starć. Wielka polityka z wesołymi festynami, formowanie legionów z romansami. Powoli okazuje się, że Polska, to i owszem, będzie, ale dalej na zachodzie. A Nadberezyńcy zostaną rzuceni na łaskę bolszewików i staną się kilkanaście lat później ofiarami tzw. operacji polskiej NKWD. Grube tomisko, niełatwe w odbiorze, napisane zruszczoną i zbiałorutenizowaną polszczyzną, nierówne, czasami zbyt schematyczne, ale wciągające.

Tysiąc egzemplarzy „Nadberezyńców” dotarło do polskich żołnierzy w Wielkiej Brytanii, zdobywając tam wielką popularność. Ale pierwsza – entuzjastyczna – recenzja pióra Michała Kryspina Pawlikowskiego ukazała się dopiero w roku 1949. W kolejnych latach przyszły recenzje Miłosza, Wańkowicza, Czapskiego, Stempowskiego. I Czarnyszewicz pod koniec życia doczekał się nawet na emigracji pewnej popularności i uznania. W Polsce antykomunistyczni „Nadberezyńcy” pojawili się dopiero w latach 80. XX wieku.

Czarnyszewicz był świadkiem tamtych czasów, więc losy swoich bohaterów kreował na podobieństwo własnych. W tym sensie jest to powieść autobiograficzna. Podobnie jak następne: „Wicik Żywica” (1953), „Losy pasierbów” (1958) i „Chłopcy z Nowoszyszek” (1963). A propos akcja tej ostatniej rozgrywa się właśnie na Wileńszczyźnie.

Rzeka Berezyna płynie jak płynęła. Nawet wieś Smolarnia istnieje na Białorusi do dzisiaj, w 2012 r. odwiedziła ją polska dziennikarka Teresa Siedlar-Kołyszko:

Jakaż inna ta dzisiejsza Smolarnia. Nie ma zagonów kapusty, nie ma pól, nie ma gumien, nie ma NIC.

Stoi tam jeszcze parę domów, niektóre są nawet zamieszkałe, ale mieszkańcy pracują w mieście, do siebie wracają tylko na weekendy. Świat opisany przez Floriana Czaryszewicza dawno przeminął.

Wpis powstał na podstawie: Bartosz Bajków, FLORIAN CZARNYSZEWICZ, byekuf.republika.pl; Arcydzieło nieznane, rp.pl; Adam Zechenter, Czarnyszewicza obraz Polski pięknej, www.portal.arcana.pl; „Pan Tadeusz“ XX wieku, www.polskieradio.pl; Florian Czarnyszewicz, Nadberezyńcy, literackiekresy.blogspot.lt; www.jozefczapski.pl; pl.wikipedia.org.

czwartek, 01 czerwca 2017, vile

Polecane wpisy

Komentarze
2017/06/05 15:34:36
bardzo ciekawy i rzetelnie przygotowany wpis:)
-
2017/06/05 17:43:50
Wielkie dzięki :)