Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

U(nie)zależnić się od post-prawdy

Przed kilkoma laty trafiłem do Kandy, dawnej stolicy Sri Lanki. Wieczorem po zwiedzeniu miasta udałem się obejrzeć słynne fireshow. Kilkaset osób ze wszystkich stron świata oczekiwało na przedstawienie, zgasły światła i cała sala… rozbłysła niebieską poświatą. Nie, to nie był jeszcze pokaz ognia. Po prostu co drugi z widzów wyciągnął swojego smartfona, odpalił Internet i przygotował się do filmowania i fotografowania występów lokalnych magików. Był to chyba pierwszy raz, gdy uświadomiłem sobie jak olbrzymie jest nasze uzależnienie od gadżetów i internetu. Dla mnie podróż — to właśnie możliwość na tydzień, dwa lub trzy oderwać się od telefonu, komputera, telewizora, spróbować rozejrzeć się po świecie, zauważyć jego piękno. Zdaję jednak sprawę, że jestem coraz bardziej marginalną mniejszością. Dla większości podróż to obowiązek zameldować się co kilka godzin na Facebooku, Twitterze, SnapChacie i Instagramie, wrzucić kolejne zdjęcie niskiej jakości i pełen zachwytów post, zebrać tradycyjną daninę kilkunastu like’ów i komentarzy od swoich oddanych przyjaciół, którzy like’ują i wypisują „WOW” oraz „osom” nawet nie czytając i nie oglądając tego co wrzucono. Te „podróżnicze” impresje to bowiem tylko krótki przystanek w niekończącej się podróży większości z nas po mediach społecznościowych. Podróży na którą składają się miliony bezsensownych memów z kotami, idiotycznych filmików, wyrwanych z kontekstu cytatów, nikomu niepotrzebnych informacji o tym, jak nam się dzisiaj spało. Memów, filmików i wpisów, które wrzucamy w nadziei, że właśnie na tym polega życie. „Choose Facebook, Twitter, Instagram and hope that someone, somewhere cares” — mówi Marc Renton, bohater filmu “T2: Trainspotting”. Wybierz Facebook, Twitter, Instagram i miej nadzieję, że to kogokolwiek, gdziekolwiek obchodzi. Nie obchodzi. Nie jestem luddystą, którzy na początku XIX wieku protestowali przeciwko zmianom sposobu ich życia, spowodowaną przez wynalezienie maszyn tkackich, po przez niszczenie krosien. Nie postuluję zniszczenia tych wszystkich nowych technologii. Szczególnie, że są one bardzo często pomocne, ułatwiają nam życie. Jednak warto pamiętać i o zagrożeniach, które niosą. Rozpowszechnienie się mediów społecznościowych prowadzi bowiem i do rozpowszechnienia się post-prawdy.

Każdego roku kolegium redakcyjne Słownika Oksfordzkiego wybiera słowo roku. W ubiegłym roku wybór padł na wyrażenie „post-prawda”. Jest to termin

odnoszący się do, lub opisujący sytuację, w której obiektywne fakty mają mniejsze znaczenie w kształtowaniu opinii publicznej, niż odwołania do emocji i osobistych przekonań”.

Mówiąc prościej post-prawda — to „prawda”, dla której jedynym dowodem jest intuicyjne, instynktowne przekonanie głoszącej ją osoby, że to, co mówi jest prawdą. Nawet jeśli przeczą jej wszelkie dowody i fakty. A jeszcze prościej — to kłamstwo, które media lub politycy przedstawiają swoim odbiorcom lub wyborcom, jako prawdę.

Żyjemy w czasach przełomu, które są szczególnie podatne na wpływy post-prawdy i wszelkich teorii spiskowych. One bowiem dostarczają łatwych odpowiedzi na trudne pytania. Zresztą i w spokojniejszych czasach prawda nigdy nie była czymś, do czego ludzie dążyli za wszelką cenę. Naukowcy wręcz twierdzą, że ludzie raczej unikają niż szukają prawdy.

Żyjemy w czasach ostrego kryzysu mediów tradycyjnych i rozkwitu społecznościowych. Coraz więcej osób czerpie informacje o świecie z Facebooka, Twittera i Instagramu. Jednak w mediach społecznościowych nie ma redakcji sprawdzających prawdziwość informacji, zupełna bzdura odpowiednio atrakcyjnie podana i często udostępniana na popularnych profilach może zyskać status informacji kształtującej nasze zachowania polityczne i społeczne. W ubiegłym roku w USA w ciągu kampanii prezydenckiej 20 najpopularniejszych fałszywych wiadomości na Facebooku wygenerowało więcej like'ów, udostępnień i komentarzy niż 20 najpopularniejszych prawdziwych wiadomości. Zresztą i przeżywające kryzys tradycyjne media coraz częściej flirtują ze światem post-prawdy. Bardziej się opłaca wrzucić na pierwszą stronę sensacyjny, choć nieprawdziwy tekst i po kilku dniach sprostowanie małym druczkiem na 10 stronie niż tracić czas na weryfikację tej informacji.

Nasz świat, za sprawą mediów społecznościowych, jest dziś bardziej demokratyczny i pluralistyczny, ale i bardziej podatny na działania przeciwników demokracji i pluralizmu. Jak nie dopuścić do ich ostatecznego zwycięstwa? Trzeba edukować ludzi, trzeba wspierać tradycyjne instytucje media i inne opiniotwórcze instytucje, trzeba budować zręby społeczeństwa obywatelskiego. Ale przede wszystkim się każdemu z nas trzeba się uniezależnić od mediów społecznościowych, traktować je jako wspomagające gadżety, a nie całe nasze życie. I trzeba myśleć. Od myślenia nikt jeszcze nas nie zwalniał. Ani Facebook, ani Twitter, ani Instagram.

Fot. Twitter/@bogdan607

Ten komentarz ukazał się we wtorek (23 maja) na antenie Audycji Polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

czwartek, 25 maja 2017, vile

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: stasys, *.modio.se
2017/05/26 12:39:08
Aleksandrai, negi netarsite zodzio del viceministro Dziedziczako neregetos agresijos pasisakymo Varsuvoje. Zw.lt spausdina jo minciu atpasakojima: "Wiceminister MSZ RP: Mimo zapowiedzi o resecie stosunków brak postępów w relacjach z Litwą". Jokiu konkretybiu, kuo kalta Lietuva, bet kalta ir tiek. O Latvija vis tiek giriama su 4 mokyklomis ir 1 vaiku darzeliu, nors lenku ten 45000. Negi neatsiras nors vienas Lietuvos lenkas, kuris pasakys tam viceministrui: baikite agresija pries Lietuva! Bukite pirmas, kuris tai pasakys, negi bijote Tomasevskio.
-
2017/05/26 16:20:17
Siaip ir pats masciau, ar neparasyti apie Dziedziczako kledesius, bet dabar suabejojau - tikrai nerasysiu pagal kazkieno pageidavimus
-
2017/05/26 20:23:01
Po litewsku nie potrafię i to jest prawdą. Natomiast na uniwersytetach, w agencjach reklamowych, w redakcjach medialnych gotuje się w głowach, żeby zostać autorem jakiegoś hasła, frazy. Klasycznym jest nazywanie pokoleń, ciągle towarzyszą nam różne oczywiście niesamowite rewolucje. Czekam na pokolenie papieru toaletowego używanego lewą ręką.

Otóż wyraz postprawda jest tyle samo wart. Dlaczego nagle nieprawda ma zmienić nazwę, dlaczego fałsz ma się nagle nazywać po angielsku fake. Obydwa zjawiska występują w przyrodzie od zawsze. Nawet zwierzęta oszukują się nawzajem... Wymyślanie nowych nazw dla starych zjawisk nie posuwa nas o jeden milimetr do przodu.

Oczywiście istnieje problem fałszu w procesach demokratycznych. Ale w polityce, czyli działalności w celu zdobycia władzy od zawsze posługiwano się też kłamstwem, albo fałszem. Już na pierwszej randce każdy z nas stara się wypaść lepiej niż jest. Nie dajmy się zwariować.

Nowe słowa są zupełnie niepotrzebne. Natomiast rozszerzanie umiejętności weryfikacji informacji, które do nas docierają miało, ma i będzie miało zawsze sens.
-
Gość: stasys, *.voxility.net
2017/05/27 07:01:14
Aciu ir uz tai - "Dziedziczako kledesius". Cia jau zingsnis i prieki.
-
2017/05/27 08:02:15
do danekstraszynski: Żyjemy w czasach, które uwielbiają mocne słówka: postprawda, postmodernizm, postindustrializm... Ale w gruncie rzeczy co za róznica jak nazwiemy to zjawisko - ważniejsze jak z nim walczyć