Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Litwini są z Wenus, Polacy są z Marsa?

„Po raz kolejny w tym roku obchody Konstytucji 3 Maja przeprowadzono na cmentarzu na Rossie, po raz kolejny złożyła się na nie niekończąca się kolejka samorządowych, partyjnych i szkolnych delegacji składająca kwiaty u mauzoleum Matki i Serca Syna. Od lat się zastanawiam, dlaczego np. we Lwowie obchody Święta Konstytucji są zgodnie z logiką przeprowadzane pod pomnikiem Adama Mickiewicza, który przynajmniej żył w czasach bliskich Konstytucji, zaś u nas wszystko (nawet spotkania endeków!) się dzieje przy grobie Józefa Piłsudskiego. Piłsudski niewątpliwie wybitnym mężem stanu był, ale symbolem zgody polsko-litewskiej — w odróżnieniu od Konstytucji 3 Maja i Adama Mickiewicza — nigdy nie był. I nie będzie“ — tak napisałem przed rokiem. I w zasadzie mógłbym te słowa powtórzyć dziś, gdyż wszystko na co w tym dniu z okazji Trzeciego Maja było stać ambasadę RP i niezliczone rzesze polskich organizacji na Litwie — to kwiaty dla Marszałka i msza za Ojczyznę. Na szczęście były tego dnia i inne gesty: życzenia złożyli Dalia Grybauskaitė, Viktoras Prancketis, Remigijus Šimašius, Andrius Kubilius, Linas Linkevičius i inni politycy litewscy, przy placu Europy wileński samorząd wywiesił flagę Polski (tym razem policja nie miała problemu z odróżnieniem jej od flagi ZSRS), a tymczasowa grupa parlamentarna Trzeciego Maja i Polski Klub Dyskusyjny zorganizowali w Sejmie konferencję na temat europejskiego znaczenia Trzeciego Maja i historycznej bliskości Polski i Litwy. Nie twierdzę, że jest to najlepszy sposób upamiętnienia jednej z najważniejszych i najświatlejszych dat w polsko-litewskiej historii, jednak przynajmniej podjęto jakąś próbę wyjścia sobie naprzeciw. Potrzebujemy jakiegoś ogólnonarodowego, jednoczącego i Polaków, i Litwinów symbolu i miejsca (w 2007 r. był pomysł nazwania skweru przy wileńskim samorządzie imieniem Konstytucji 3 Maja — być moźe warto do niego powrócić?) upamiętniającego Konstytucję 3 Maja. Potrzebujemy obchodów mniej patetycznych, oficjalnych, wymuszonych i trącących myszką, ale jeszcze bardziej potrzebujemy przełamania murów etnicznych gett, w których i Polacy, i Litwini tkwią.

Pisałem o tym już niejednokrotnie — litewscy Polacy czują się w swoim getcie całkiem komfortowo. Mają szkoły, media w języku polskim, mnóstwo organizacji społecznych, chórów, kapel, hobbistycznych kółek. Mają własną partię, w kilku samorządach stanowią większość. Mają własne życie kulturalne. W gruncie rzeczy można — jeśli się uparć — spędzić na Litwie całe życie i nie zobaczyć żadnego Litwina. Z drugiej zaś strony — na co wskazują np. autorzy pracy naukowej „Etniczność i tożsamość na Wileńszczyźnie: Przejawy, czynniki i konteksty” — dla Litwinów Wileńszczyzna uosabia Litwę problematyczną, nieoswojoną i obcą, w prasie litewskojęzycznej Polacy są przedstawiani stereotypowo i jednostronnie, zazwyczaj tylko przez pryzmat działalności AWPL-ZChR. Przypomina to trochę różne planety, które co prawda krążą dookoła jednego Słońca, ale nie mają prawa się zetknąć. Polacy są z Marsa, a Litwini z Wenus. Ewentualnie odwrotnie.

 

Syndrom osobnych pokoi

Dzisiaj nie sztuką jest opowiedzieć się po jednej stronie frontu. Sztuką jest przełamać podziały, żeby współistnieć z tymi sąsiadami, z tymi współmieszkańcami, którzy myślą inaczej, którzy mają zupełnie inne postawy

powiedział przed kilkoma miesiącami w Wilnie Krzysztof Czyżewski, poeta, eseista, animator kultury, dyrektor Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” w Sejnach oraz Fundacji Pogranicze. Jego zdaniem obecnie mniejszości narodowe cierpią na „syndrom osobnego pokoju”.

Na przykład w Polsce na Podlasiu mamy kilku- czy kilkunastominutowy program telewizyjny w języku białoruskim. Jest to ważne, bo można mówić w języku białoruskim, ale z drugiej strony nikt z Białorusinów nie jest zapraszany do ogólnego programu, w którym dyskutuje się o sprawach Polski, Europy – ogólnych sprawach, które dotyczą również Białorusinów jako obywateli Polski. Ważne jest otwieranie tego okna, wyciąganie przedstawicieli mniejszości narodowych do szerszego forum, dawanie im głosu w kwestiach szerszych – obywatelskich, państwowych

uważa Krzysztof Czyżewski.

 

Polacy powinni wypowiadać się na tematy ogólnokrajowe

Na Litwie na ten sam problem zwrócił uwagę Waldemar Tomaszewski po wyborach parlamentarnych 2016 roku, stwierdzajac, że litewskie telewizje ignorują polityków AWPL-ZChR, działacze polscy nie są zapraszani do audycji telewizyjnych, w których są omawiane aktualne problemy. To prawda. I w pierwszych miesiącach po wyborach, przynajmniej litewska telewizja publiczna na tę krytykę zareagowała — w audycjach kilkakrotnie pojawili się posłowie AWPL-ZChR. Problem w tym, że nie mieli niczego interesującego do powiedzenia. Ich retoryka albo jest bezbarwnym powtarzaniem pomysłów bardziej kolorowych posłów-Litwinów, albo dotyczy wyłacznie naszego, polskiego zaścianka. Trudno oczekiwać, że tacy politycy zagoszczą w goniących za rankingami mediach litewskojęzycznych na dłużej.

Bądźmy szczerzy, jeśli chcemy, aby nasze zdanie było słyszane i wysłuchiwane, jeśli chcemy mieć wpływy polityczne — musimy wypowiadać się nie tylko na tematy literki „W” i dwujęzycznych tabliczek, ale i w kwestiach nurtujących całe społeczeństwo litewskie. I wypowiadać się zgodnie z nastrojami panującymi w tym społeczeństwie, zgodnie z konsensusem polityczno-społecznym, demonstrując swój patriotyzm i lojalność, a nie za wszelką cenę idąc „pod prąd”. Nasi działacze powinni iść w pierwszych szeregach 11 marca, a nie tylko — raz na trzy lata — w Świątecznym Pochodzie Polaków. Tylko wtedy można będzie przekonać większość do swoich racji. Inaczej — pozostaniemy dalej w swoim getcie, narzekając, że nikt nas nie rozumie, nikt nas nie słucha, wszyscy nas ignorują.

 

Ostrowiec mógłby zjednoczyć Polaków i Litwinów

Jedną z prób wyjścia poza takie getto są poszczególne dyskusje organizowane przez Polski Klub Dyskusyjny. Np. wczorajsza (2 maja) z udziałem ekspertów z Polski (Piotr Maciążek, dr Adam Lelonek) i Litwy (Jarosław Niewierowicz) poświęcona możliwościom wspólnego, polsko-litewskiego, przeciwstawienia się budowie elektrowni atomowej w Ostrowcu. Wydawałoby się, że to jest właśnie kwestia, która mogłaby nas — Polaków i Litwinów — zjednoczyć. Białoruska siłownia jest budowana — najszybciej i najtańszym kosztem w historii, jak twierdzi Aleksander Łukaszenka — zaledwie w kilkudziesięciu kilometrach od Wilna, a więc zagraża przede wszystkim Wileńszczyźnie i Polakom na Litwie. Niestety władze litewskie nie wykorzystały tego atutu w rozmowach z Warszawą, niezaangażowały do walki z Ostrowcem lokalnych polskich działaczy i — jak podkreślil Adam Lelonek — temat Ostrowca w Polsce pozostał właściwie nieznany dla nikogo poza ekspertami ds. energetyki. Z kolei w naszych lokalnych polskich mediach w tym temacie również panuje cisza, ogłupieni rosyjską i białoruską propagandą lokalni mieszkańcy twierdzą „niech budują”, kremlowscy trolle wyśmiewają sam pomysł organizowania dyskusji na ten temat, zaś nasza polska partia wciąga na swoją listę wyborczą działaczy pokroju Olega Dawidiuka z Wisagini, który nie tylko pogratulował Łukaszence pomysłu, ale i zaproponował swoje usługi, a gdy usługi emerytowanego inżyniera nie zostały przyjęte – rozpoczął werbunek byłych pracowników elektrowni w Ignalinie do pracy w Ostrowcu.

Tym ważniejsza jest dyskusja zorganizowana przez PKD, bo daje wyraźny sygnał Litwinom — Polacy są częścią litewskiego narodu politycznego. Nie jesteśmy z różnych planet, jesteśmy częścią tej samej Litwy. Możecie na nas liczyć, podobnie jak my chcemy liczyć na was przy rozwiązywaniu naszych problemów. Jednak niewątpliwie o wiele większe wrażenie i znaczenie by miało zaangażowanie się w walkę z Ostrowcem nie liczącego kilkudziesięciu członków i tysiąc euro na koncie klubu dyskusyjnego, tylko liczących tysiące członków i dysponujących setkami tysięcy euro AWPL-ZChR, ZPL oraz Waldemara Tomaszewskiego, było nie było wiceprzewodniczącego delegacji Parlamentu Europejskiego do spraw stosunków z Białorusią. Być może wtedy i w Oniksztach partia — której poparcie wśród Litwinów podobno ostatnio ogromnie wzrosło — zdobywałaby więcej niż 63 głosy (ostatnie miejsce) na zainwestowanych 14 tysięcy euro (pierwsze miejsce).

Zarzuca mi się częstokroć, że jestem wrogiem AWPL-ZChR-ZPL. To wierutna bzdura. Jak mogę być wrogiem organizacji, które uważam za niezbędne? Jestem wrogiem tylko idiotycznej polityki ich obecnego kierownictwa, której (zamierzonym lub niezamierzonym) wynikiem jest zamykanie się w getcie. Podobnie jak jestem wrogiem identycznej polityki działaczy litewskich. Bo nie uważam, że jesteśmy (Polacy i Litwini) z różnych planet.

Fot. Joanna Bożerodzka & YouTube

środa, 03 maja 2017, vile

Polecane wpisy

Komentarze
2017/05/26 20:53:29
Rzeczywiście istnieje mnóstwo państw wielonarodowych, posługujących się wieloma językami. Potrzeba tylko trochę kultury osobistej, żeby spokojnie razem żyć i nie brać się za głowy z byle powodu.
Zgodnie z zasadą z dobrego domu, że starszy brat powinien ustąpić i w ogóle opiekować się młodszym, Polska powinna pomagać i otoczyć serdeczną opieką nową Litwę i Białoruś z szacunkiem dla ich mieszkańców i kultury. Jest zupełnie zrozumiałe, że dla nowiutkich państw sprawy ich tożsamości i języka są bardzo delikatne.

W ostatnim czasie szczególnie obserwuję jednak ordynarną neokolonialną postawę rządzących Polaków do Litwy i Białorusi. Podpuszczają miejscowe organizacje polonijne do awantur. Smutne.

Mam znajomego Litwina, którego ojciec był w litewskim SS i w związku z tym znalazł się w Niemczech. Bardzo ciekawy człowiek, profesor, kierujący konstruktor silników spalinowych mercedesa. Mam mu za każdym razem, kiedy pijemy szwabskie wino wypominać, co jego ojciec robił w czasie wojny? Bzdura.