Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Wilno - to nie tylko szkoły

vile
Skandaliczny chaos — nie da się inaczej określić tego, co się dzieje w tym roku z polskimi szkołami na Litwie, a przede wszystkim w Wilnie. Po raz kolejny reformy — także te nieuniknione i potrzebne — są wdrażane w życie nie tylko nie uwzględniając, ale nawet nie wysłuchując racji drugiej strony. Podzielam więc oczywiście oburzenie uczniów i ich rodziców. Rozumiem oburzenie maturzystów. Nie podzielam jedynie pomysłu strajku, niech nawet z powszechnego i bezterminowego przekształcił się w jednodniowy i nie zbyt powszechny. Uczniowie powinni się uczyć, zaś ich problemy powinni rozwiązywać politycy na drodze dialogu. Niestety brakuje chęci do podjęcia takiego dialogu i dlatego po raz kolejny początek września mija pod znakiem niekończących się sporów o polską oświatę. Sporów, które na pewno nie zwiększają atrakcyjności polskiego szkolnictwa. Sporów, które każda ze stron polsko-litewskiej barykady wykorzystuje do własnych celów, a najmniej zwraca uwagi na dobro uczniów. Litewscy politycy demonstrują swoje zdecydowanie nie ustąpić Polakom mobilizując w ten sposób skrajnie prawicowych wyborców. Politycy AWPL mobilizują swój elektorat demonstrując, że walczą o polskie szkoły, chociaż niejednokrotnie byli w koalicjach rządzących tak krajem, jak i Wilnem, i lepiej by się stało, gdyby to swoje zdecydowanie zademonstrowali wówczas. Zaś politycy z Polski wykorzystują temat „dyskryminowanych Polaków na Litwie” na potrzeby kampanii parlamentarnej.

W ubiegłym tygodniu pewien znajomy na jednym z portali społecznościowych zadał pytanie: „No to przyznajcie się teraz, kto agitował za Šimašiusem?” Nie agitowałem za Remigijusem Šimašiusem, ale głosowałem na niego. I nadal uważam, że miałem rację. Mimo iż totalnie się nie zgadzam z tym, co wyczynia on i liberalno-konserwatywna koalicja rządząca Wilnem z polskimi szkołami. I nie chodzi wcale o sam fakt reorganizacji — chcemy tego czy nie reorganizacja była nie do uniknięcia. Po prostu brakuje szkołom polskim uczniów, bo zaledwie polowa dzieci z polskich rodzin uczęszcza do polskich szkół. I dopóki ta tendencja się nie odwróci — będziemy mieli problem z utrzymaniem sieci tych szkół. Nie podoba mi się nie tyle pomysł reorganizacji szkół średnich w podstawowe czy gimnazja, bo jednak nie oszukujmy się np. szkoła podstawowa im. Szymona Konarskiego leży zaledwie w kilku przystankach od gimnazjum im. Adama Mickiewicza i dotarcie do jednej czy drugiej placówki to jednak żaden większy problem.

Nie podoba mi się sposób w jaki ta reorganizacja została przeprowadzona. Bez konsultacji ze społecznościami szkolnymi, w pośpiechu, buldożerem, podejmując decyzje w ostatniej chwili, stosując podwójne standardy, stosując szantaż. A przecież miało być inaczej. Miało być przejrzyście, miały być na drodze dialogu i kompromisu. Z drugiej jednak strony nie zapominajmy, że podwaliny pod tę reorganizację założyła poprzednia wileńska władza. Władza, którą współtworzyli i a propos nadzorowali kwestie oświaty przedstawiciele Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Władza, która najpierw zwlekała z podjęciem jakichkolwiek decyzji w sprawie reorganizacji — a można było ją przeprowadzić z najmniejszymi stratami — zaś na ostatnim posiedzeniu podjęła np. decyzje o niekompletowaniu klas jedenastych w szkole średniej im. Szymona Konarskiego czy szkole średniej w Leszczyniakach. Podjęła doskonale zdając sobie sprawę, że jest to pierwszy krok ku przekształceniu tych szkół w podstawówki. Nowa wileńska władza tylko pozamiatała po poprzedniej ekipie. Pozamiatała arogancko, głupio, autorytarnie, ale warto pamiętać kędy sięgają korzenie obecnego szkolnego kryzysu. Strajk — to tylko imitacja burzliwej działalności przez tych, co przez lata nie robili tego, co musieli.

Jednak Wilno — to nie tylko szkoły. Wilno — to także dziurawe ulice, śmiertelne ścieżki rowerowe, brak miejsc w przedszkolach, astronomiczne ceny ogrzewania. Są ci, którzy tęsknią za rządami — jak mawiają — „żulika”, bo nie ruszał naszych szkół. Notabene nie jest to prawda. Jak już wspomniałem  decyzje o niekompletowaniu jedenastych klas zostały podjęte jeszcze za czasów poprzedniego mera, za poprzedniego mera zlikwidowano szkołę średnią im. Antoniego Wiwulskiego, praktycznie doprowadzono do likwidacji polskiego pionu w szkole średniej w Jerozolimce i te przykłady można mnożyć. Poza tym nazwijmy rzeczy po imieniu — nie żaden „żulik”, tylko w moim odczuciu pospolity złodziej. Wielu osobom wydaje się, że jeśli ktoś zabrał z kasy państwowej lub samorządowej, rozdał swoim biznesowym koleżkom lub wyprowadził w postaci „otkatów” — to jakby nic się nie stało. Przecież nie ukradł u nas, tylko u państwa. Nic bardziej mylnego! Te dziury w jezdni, które niszczą podwozia naszych samochodów, te ścieżki rowerowe wytyczone w ten sposób, że giną na nich rowerzyści, te ceny ogrzewania, które „zjadają” większą część naszych wynagrodzeń i emerytur, ten brak miejsc w przedszkolach — to właśnie wynik tego, że w kasie samorządowej zabrakło pieniędzy. Pieniędzy, które miały być przeznaczone na odpowiednie budowy, remonty, dopłaty, a zostały roztrwonione na linie lotnicze i firmy taksówkowe.

Mogę więc dziś powtórzyć to co napisałem po wyborach samorządowych — ten chory system, w którym ręka rękę myła, musiał odejść do lamusa. I cieszę się, że odszedł. Cieszę się, że nowe władze miejskie próbują usprawnić zarządzanie miastem. Cieszę się, że wprowadziły w samorządzie obsługę klientów po polsku i rosyjsku, czego nie była w stanie załatwić AWPL, sprawując w Wilnie władzę przez sześć z ostatnich dziesięciu lat. A o tym, że w kwestii polskiego szkolnictwa będziemy z tą władzą po różnych stronach barykady wiedziałem przed wyborami, wiedziałem po wyborach i wiem dzisiaj. I z owoców takiej polityki oświatowej tę władzę rozliczałem i będę rozliczał. Bo warto krytycznie przyglądać się poczynaniom każdej władzy. Niezależnie od tego czy sprawują ją tzw. swoi, czy tzw. obcy.

*Ten felieton ukazał się dziś (8 września) na antenie Audycji Polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [ano] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    mam wrażenie jednak że nie spodziewałeś się takiego zachowania pana mera odnośnie litewskich i polskich szkół. I terać ci trochę nieswojo. Że nawet ci którym ty ufałeś też Cię zawiedli i to tak szybko.
    I dlatego szerzej przedstawiasz sprawę czyli nie tylko "szkoły są w mieście Wilnie". taką wyczuwam nutę usprawiedliwiania się. A po co? Szukasz u Litwinów dialogu, ale oni nie szukają ciebie, ani nikogo, bo jesteś (Polacy na Litwie) im nie potrzebny.
    Wydaje mi się, że coraz trudniej znaleźć chętnego Litwina do jak to mówisz dialogu. Oczywiście że "tylko przez dialog" można coś zrobić. Ale można też i bez. Wystarczy mieć przyjazną politykę wobec mniejszości. Dać jej o 10% więcej niż chce. Wystarczy się trzymać konwencji ramowej, a nawet dawać więcej niż ona przewiduje. I wtedy żaden dialog nie jest potrzebny. Wystarczy wysłuchanie i wsłuchanie się w jej potrzeby. Jakoś nie słyszałem o dialogu Litwinów w Polsce z władzami w Polsce. Dostali to i bez dialogu i bez protestów, i bez jakichś prób.
    I to w sytuacji gdy proporcje mniejszości do większości są nie proporcjonalne do tych proporcji które są między polską mniejszością na Liwie i większością na Litwie.

    Czy nie bardzo widzisz że większość litewska doprowadza działaniami mniejszość polską do frustracji, rozżalenia, agresji, a ty spokojnie mówisz że to Polacy mamy proponować dialog, bo bez dialogu nijak. Niby racja, bo nie ma innej drogi. Otóż jak prowadzić dialog jeśli większość tego dialogu nie chce, nie znosi i uważa, że z taką "agresywną" mniejszością nie powinno się prowadzić dialogu. Ale dlaczego osaczona mniejszość jest agresywna? Ot tak po prostu, sama z siebie taka jest, więc się nie da. Piękna pułapka doskonała, prawda?

  • vile

    do ano: Po prostu toczy się dyskusja, są stawiane zarzuty (także dla mnie), więc spróbowałem do tego odnieść się. Nie szukajmy w tym czegoś czego nie ma...

    Czy czuję się zawiedzony? Tak, oczywiście, zresztą o tym piszę. Czuję się zawiedziony, że kolejna reforma, której potrzeby z grubsza nie neguję (chociaż moim zdaniem można było znaleźć i lepsze rozwiązania), jest wcielana buldożerem, bez konsultacji i w pośpiechu. Owszem spodziewałem sie, że nowa władza będzie pod tym względem lepsza. Nie zmienia to jednak faktu, ze Wilno - to nie tylko szkoly i w innych dziedzinach widzę zmiany na lepsze. I moim zdaniem warto o tym równiez pisać, bo polskie media koncentrują sie tylko na krytyce totalnej, która powoli staje sie zwyklym krytykanctwem.

    Tak rzeczywiście z chętnymi do dialogu jest kruchu. Nie tylko wśród Litwinów (AWPL dialog rozumie tak samo jak politycy litewscy - najpierw jeden na drugiego krzyczymy, potem robicie tak jak my chcemy). Nie zmienia to jednak faktu, że bez dialogu tych problemów się nie rozwiąże. A przynajmniej nikt jak dotychczas nie przedstawił mi żadnej sensownej alternatywnej możliwości rozwiązania tych problemów (wariant, że litewscy politycy sami dadzą 10 proc. więcej - a zgadzam się, że tak powinno być! - jest niestety jeszcze bardziej utopijny niż mój dialog).

    "Jakoś nie słyszałem o dialogu Litwinów w Polsce z władzami w Polsce. Dostali to i bez dialogu i bez protestów, i bez jakichś prób. I to w sytuacji gdy proporcje mniejszości do większości są nie proporcjonalne do tych proporcji które są między polską mniejszością na Liwie i większością na Litwie. "
    To akurat jest niepoważne - Litwini dostali rzeczywiście nie z powodu dialogu, tylko dlatego, że: a) w ten sposób próbowano rozwiązać problemy Polakow na Litwie (liczono na zasadę wzajemności); b) dlatego, że tak jak piszesz są mikroskopijni. Obawiam się, że gdyby stanowili 6 proc. mieszkańców RP, a mniejszości - 15, sytuacja byłaby dużo trudniejsza (RP nie jest w stanie uznać kilkusettysięcznej mniejszości śląskiej; Niemcy w odróznieniu od Litwinów nadal wywołuja kontrowersje itp).

  • Gość: [Leki] 217.153.87.*

    "Litwini dostali rzeczywiście nie z powodu dialogu, tylko dlatego, że: a) w ten sposób próbowano rozwiązać problemy Polakow na Litwie (liczono na zasadę wzajemności); b) dlatego, że tak jak piszesz są mikroskopijni." - ta interpretacja nie bardzo się trzyma kupy - Litwini dostali to co inne mniejszości, które mikroskopijne nie są. Białorusini - liczy się że ok. 50 tys., Niemcy - pewnie ze 100 tys., reszta jest w sumie pomijalna. Jak sam piszesz, Niemcy cieszą się prawami mniejszości narodowej pomimo, że wywołują kontrowersje i - co tu dużo kryć - trauma związana z relacjami pol-niem jest nadal odczuwalna. Ze Ślązakami jest ta kwestia, że trudno ich uznać za mniejszość narodową (nie są też mniejszością etniczną z uwagi na brak odrębności etnicznej) ale właściwie też nie rozumiem, dlaczego gwara śląska nie może mieć statusu języka regionalnego - agresywna antypolskość RAŚ-u nie pomaga rozwiązać tej kwestii. Szczerze mówiąc uważam, że powinniśmy po prostu szczodrze dofinansować polskie szkolnictwo i kulturę na Litwie i wymusić na organizacjach polonijnych przejrzyste i efektywne zarządzanie tymi środkami - w żadne dialogi już nie wierzę, bo i niby o czym tu dialogować: "pozwólcie na oryginalny zapis nazwisk - nie pozwolimy bo konstytucja; pozwólcie na dwujęzyczne tablice - nie pozwolimy bo to zagrożenie dla naszego języka". Ile można o tym rozmawiać po próżnicy ;-)

  • vile

    do Leki: wszystkie mniejszości w Polsce są mikroskopijne. Dostaly tyle praw z uwagi na to, że nie stanowią żadnego znaczenia politycznego (moze z wyjątkiem Niemców). Obawiam się, że na Litwie Polacy coś dostaną jak ogolna liczba mniejszości wyniesie 3 proc. jak w Polsce :(

    Jeśli chodzi o Ślazaków - to nie wiem, czy zauważył Pan, ale powtarza zarzuty litewskiej strony wobec Polaków (agresywna retoryka AWPL/RAŚ, brak odrębności etnicznej itp.) :) Ja się nie czepiam i nie krytykuje, tylko to jest taka pułapka. Dlatego wolę wychodzić z założenia jak najwięcej praw dla każdej mniejszości, która się definiuje jako odrębna grupa. Wtedy się unika tej pułapki ;)

    "powinniśmy po prostu szczodrze dofinansować polskie szkolnictwo i kulturę na Litwie i wymusić na organizacjach polonijnych przejrzyste i efektywne zarządzanie tymi środkami"

    Popieram w całej rozciągłości. Ale w moim odczuciu to nie przeszkadza dialogowi. Nawet jeśli dziś nie bardzo jest z kim rozmawiać (wg mnie jest - chociaż przyznaję nie jest to jeszcze masa krytyczna), być może ten ktoś znajdzie się jutro?...

    No i rzecz najwazniejsza dialog, ktory rozumiem bardzo szeroko (w tym jako dzialalność publicystyczną), przybliża każdej ze stron racje innej. Dopóki o polskich problemach będziemy rozmawiali wyłącznie na łamach polskich mediów - sprawa nie ruszy...

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci