Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Censorshit

vile
Gdy już wydaje się, że mamy sezon ogórkowy, pisać nie ma o czym, a paranoja miłościwie nam panującej jedynie słusznej opcji sięgnęła dna, okazuje się, że to dopiero pierwsza warstwa mułu. Już samo nadanie przez rejon wileński honorowego obywatelstwa Waldemarowi Tomaszewskiemu świadczyło o tym, że źle się dzieje w głowach jego włodarzy, którym się najwyraźniej marzy Korea Północna. Podobnie jak źle się dzieje w głowie samego Waldemara Tomaszewskiego, który to odznaczenie przyjął, naiwnie sądząc, że w ten sposób zatuszuje skandale związane z odejściem AWPL z koalicji rządzącej czy koalicjami wyborczymi z „egzotycznymi” działaczami prokremlowskimi. Ale okazało się, że nawet ten kafkowski pomysł można doprowadzić do absurdalnego, choć w gruncie rzeczy przewidywalnego zakończenia – na uroczystość wręczenia Waldemarowi Tomaszewskiego tytułu honorowego obywatela, która odbyła się w Domu Kultury Polskiej w Wilnie w piątek (26 czerwca), nie wpuszczono dziennikarzy Radia „Znad Wilii”/zw.lt. Ochroniarz zawracał wszystkich, którzy nie mieli zaproszeń. Tak się złożyło, że część dziennikarzy polskich mediów na Litwie ich nie dostała. Jak donosi portal l24 organizatorem imprezy był samorząd rejonu wileńskiego, a więc impreza — jak przypuszczam — została sfinansowana (przynajmniej po części) przez podatników. Nie wpuszczenie więc na nią mediów jest nie tylko dwuznaczne z punktu widzenia etycznego, ale i prawnego. Kogo na takiej imprezie karmić kotlecikiem i poić wódeczką — to oczywiście suwerenny wybór i decyzja organizatorów, jednak nie wpuszczanie mediów na uroczystość wręczania przez władze publiczne osobie publicznej odznaczenia publicznego — to cenzura, której zakazuje artykuł 44 Konstytucji Republiki Litewskiej. I to że nikt z zaproszonych na tę imprezę szanownych gości — dziennikarzy, polityków, dyplomatów, działaczy oświaty i kultury — na ten przejaw censorshit nie zareagował, świadczy tylko o mierności tych, śpiewających Zwykłemu Wielkiemu Człowiekowi niekończącą się hosannę. Następny przystanek — to otwarte listy naszej lokalnej „twórczej inteligencji” do Wilna i Warszawy z prośbą o zakazanie „wrogich” głosów i innych mediów? Nawet jeśli nie, to powoli zaczynam rozumieć tych, co dają sobie spokój z taką polskością - jej pseudoobrońcy i bez pomocy Litwinów wykończą Polaków na Litwie w ciągu dwóch pokoleń...

W czasach sowieckich krążył taki kawal. Otóż na budowę BAM (Bajkało-Amurskaja Magistral) ma przyjechać grupa zachodnich dziennikarzy. Naczelnik budowy wzywa więc do swego gabinetu zastępcę ds. gospodarczych i pyta, czy nie dało by się tak pokierować wycieczką tych dziennikarzy, żeby ich przekonać, iż budowniczowie BAMu mają dobre warunki mieszkalne. „W żaden sposób” — odpowiada zastępca. „Ай, пускай тогда клевещут! (Aj, niech wtedy oczerniają!)” — macha ręką naczelnik. Wątpię, żeby podstawowym celem organizatorów piątkowego balu na cześć Honorowego Obywatela była cenzura. Bardziej chodziło o podzielenie lokalnego polskiego środowiska dziennikarskiego — na tych, których (zdaniem organizatorów) można kupić za kotlecik i wódeczkę, i na tych, co „пускай клевещут”. Teraz już tylko od tego środowiska dziennikarskiego zależy, czy na te próby polityków zapisania ich niemal in corpore w szereg wazeliniarzy zareaguje, czy też — w imię jedności, w której jak wiemy z plakatów wyborczych, siła, w imię własnego censorshit, że Polacy na Litwie mają wlasną trzecią drogę, na której dziennikarze powinni slużyć tej jedności a nie prawdzie, w głowach, w imię orlich piór — przełknie obrazę, zaakceptuje dzielenie na równych i równiejszych (może ktoś wyobrazić, żeby w Polsce czy gdzieindziej na Litwie dziennkarzy nie wpuszczono na imprezę samorządowa, a nawet partyjną?), stwierdzając, że „przecież to tylko deszcz pada”. Po tej reakcji będziemy wiedzieli, kogo na Wileńszczyźnie warto czytać, a kogo warto czytać… między wierszami. 

W ostatnich dniach słyszałem (w tym z ust tzw. opozycjonistów), że po co o tym w ogóle dyskutować? No nie wpuścili dziennikarzy i nie wpuścili - też mi problem. Moim zdaniem trzeba dyskutować, bo to kolejny objaw równi pochylej po której staczamy się z powrotem do ZSSR (a czyż red nie jest bad?). Pamiętam, gdy w styczniu br. podczas spotkania z Waldemarem Tomaszewskim w Polskim Klubie Dyskusyjnym nie zgodzono się na filmowanie tego spotkania, wszelkiej maści internetowe trolle (zazwyczaj ci sami, którzy dziś piszą, że dobrze się stało, że nie wpuszczono tych agentów Saugumy") pisali: „je suis wilnoteka”, „nie jesteście charlie”. Z właściwym sobie optymizmem czekam kiedy ci bojownicy o wolność słowa napiszą „je suis zw.lt”. Szczególnie, że gwoli przypomnienia i sytuacja jednak wówczas była zupełnie inna oraz mniej oczywista.

Po pierwsze, na spotkanie zostali wpuszczeni wszyscy chętni, w tym wszyscy dziennikarze. Zakazano jedynie jego filmowania. Na prośbę nomen omen… Waldemara Tomaszewskiego. Był to niewątpliwie błąd wynikający tak z braku doświadczenia u członków PKD, jak i braku ustalonych przez Klub zasad współpracy z mediami, ale w każdym bądź razie nie z premedytacji. Natomiast służbę informacyjną samorządu rejonu wileńskiego o brak doświadczenia nie posądzam.

Po drugie, PKD nie jest jednak organizacją utrzymywaną przez podatników, więc ma prawo do ustalania własnych zasad zachowania się, których muszą przestrzegać i uczestnicy organizowanych przez Klub spotkań, i przedstawiciele mediów. W tym nawet ma prawo określenia kogo na swoje spotkania wpuszcza, a kogo nie, chociaż jak dotychczas wpuszczał wszystkich chętnych.

No i rzecz najważniejsza — PKD z tej gafy wnioski wyciągnął. Natomiast o zakazach, które samorząd rejonu wileńskiego wprowadza na obcowanie swoich pracowników z poszczególnymi mediami słysze nie po raz pierwszy…

Na zakończenie jeszcze jeden mój ulubiony kawał, który dedykuje tym wszystkim, którzy nie dostali zaproszeń na premierowy pokaz arcydzieła filmowego pt. „Bóg. Honor Ojczyzna. Wielki zwykły człowiek” (coś mi podpowiada, że już wkrótce będziemy mogli je obejrzeć w każdej polskiej szkole). Otóż dwóch starych aktorów — tragika i komika —pewnego razu nie zaproszono na jakiś jubileusz teatru. Siedzą więc obaj w knajpie, piją wódę i tragik wzdycha ciężko: „Nie zaprosili, a więc już zapomnieli o mnie…” A na to komik wesoło: „Nie zaprosili. A więc mnie jeszcze pamiętają!” Zaiste pamiętają i jest to powód do dumy. 

Komentarze (16)

Dodaj komentarz
  • Gość: [talib] *.omni.lt

    Mamy nie tylko Wielkiego zwykłego człowieka a także Polaka z żelaza o którym słyszy si ę codziennie w radiu ZW.

  • Gość: [tomasz] *.dynamic.chello.pl

    Czy to była próba podzielenia dziennikarzy polskich na Litwie? Po co próbować dzielić coś co już dawno jest podzielone? Raczej tylko wyraz tego podziału plus jak napisałem arogancja i głupota.

  • Gość: [Szlomo Kazański] *.cgates.lt

    Och, że też musiałem się mocno postarać, aby przeczytać coś w artykule KCNA oprócz pochwał, podziękowań Bogu i wskazywaniu na wybitne zdolności matematyczne "winownika torżestwa".

    Da się zauważyć, oprócz ewidentnego kłamstwa Nauczyciela o najmniejszym długu samorządowym rejonu wileńskiego też to, że nie ma żadnych laurek pochwalnych od Mackiewicza. Na zdjęciach jednak figuruje. Nie przemawiał? Nie powiedział coś aż tak koreańskiego? Czy jednak rzeczywiście jest w konflikcie z Wielkim Zwykłym?

    Pisząc ten komentarz, uświadomiłem sobie, jak bardzo zamkniętą strukturą jest ta grupa. Tak zamkniętą, że muszę zadawać pytania na podstawie czegoś, co nie było powiedziane - jak amerykańscy sowietolodzy w czasach Zimnej Wojny. Niedopuszczenie ZW jest, niestety, naturalnym krokiem w tej strategii totalnego zamknięcia się, ufortyfikowania, i tworzenia Festung AWPL.

    PS. Odnosząc się do pierwszego komentarza - faktycznie, reklama "Czesław Okińczyc - autorytet Wileńszczyzny" brzmi fatalnie.

  • Gość: [ano] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    A mi się wydaje że Vile lekko przesadzasz, tak jakby aż bardzo zależało ZW aby am być? Nie zależało ZW aby to zobaczyć, ale mocniej i dosadniej później to opisać.
    NO i co tego ze nie wpuścili. Zresztą nie nie wpuścili, ale nie wydali zaproszenia. A przyznasz, że nie musieli. Tak się zdarza na całym świecie, że instytucje chcąc odgrodzić się od dziennikarzy którzy są w tzw. opozycji ich nie wpuszczają.
    Partie (organizacje finansowane z podatków) też często nie idą do telewizji, lub nie rozmawiają z dziennikarzami właśnie z tego powodu. Nie szukaj tu korei bo nie ma. Na zachodzie tego pełno. I np. w Polsce też. Właśnie prawicowe organizacji lubią dać ban dla takich dziennikarzy bo nie umieją sobie z nimi poradzić a raczej ich krytyką. Więc żeby nikt nie psuć atmosfery no to łatwiej jest nie wpuścić.
    Też nie wydaje się akredytacji, nie wpuszcza się, blokuje się, nie rozmawia i tak dalej.
    Co cie tak poruszyło? To świadczy oczywiście o poziomie pryncypałów tychże organizacji. Ale swoim oburzeniem dajesz im satysfakcję. Czego właśnie nie powinni mieć. Ich myślenie jest zaściankowe. Dziennikarz też często wyobraża sobie że tzw. legitymacja dziennikarska otwiera mu wszystkie drzwi. Nie sądzisz chyba jednak że dziennikarze prezentują bezstronne stanowisko. Otóż wszędzie na świecie, dziennikarze też forsują "swoją" opcję. Często zgodną z opcją akcjonariuszy ich organizacji.
    Oczywiście ten "obywatel" i to nie wpuszczenie to żenada. Ale żeby tak się oburzać? Musiałbyś chyba być bardziej ponad to. I żadnego dzielenia tu nie ma, bo o tym dzieleniu właśnie mówi mr Tomaszewski, to może tu już o tym dzieleniu nie mów, co? tam był swój cyrk i swoje małpy i to że ZW chciała tam wejść, dziwne, raczej powinna z ignorować właśnie. I jest wiele ciekawych tematów i wydarzeń w Wilnie i Wileńszczyźnie gdzie jakoś ZW nie ma, a powinna być, a pcha się tam gdzie ją nie chcą.

  • vile

    do taliba: :) Jest jednak mała różnica - człowiek z żelaza bawi się za własne prywatne pieniądze :)

    do tomasza: arogancja, głupota, ale też chęć utwierdzenia podziałów - będziecie "dobrzy" - będzie i nakarmieni, i napojeni (informacją), a będziecie "źli" - nie dostaniecie nic. To taka próba zademonstrowania wszystkim pismakom, że nikt Wodzowi nie podskoczy. I pewnie nie podskoczy, bo poza pl delfi i po części wilnoteki nikt nawet nie zdobył sie na minimalną reakcję solidarności z kolegami po fachu.

    do Szlomo Kazańskiego: Dokładnie - dalszy ciąg budowania twierdzy vel getta, bo gettem najłatwiej się rządzi (można o to by popytać ludzi z judensratu, gdyby nie fakt, ze zginęli w większości razem z gettami, którymi rządzili). Z tymi sowietołogami też celnie - z braku jakichkolwiek informacji pozostaje prognozowanie za pomoca logiki zachowań władzy, która jest całkowicie nielogiczna.

    do ano: "Zresztą nie nie wpuścili, ale nie wydali zaproszenia. A przyznasz, że nie musieli." No właśnie, że z tym sie nie zgadzam. Moim zdaniem mogli nie wpuścić mnie (człowieka z ulicy), ale nie mieli prawa nie wpuścić dziennikarza. Ja jako publicyssta mogę dzielić polityków, media, działaczy według własnych kryteriow i jednych chwalić, drugich ganić, jednych uważac za trolli, innych za propagandystów, mogę podawać rekę temu komu chcę, a komu nie chcę - nie podawać, bo ode mnie czytelnik oczekuje oceny i wartościowana faktów i osób. To moja funkcja jako blogera. Zaś instytucja publiczna wszystkich obywateli powinna traktować jednakowo. Bo to jednak była impreza organizowana przez instytucję publiczną (samorząd) na część wręczenia osobie publicznej (europosłowi) publicznego odznaczenia (honorowego obywatelstwa). Gdyby wręczyli je na sali samorządowej a następnie nie wpuściliby dziennikarzy do restauracji na bal - nie miałbym żadnych pretensji. Liczba kotletów jest zawsze ograniczona i ich smak nie niesie żadnego większego ładunku informacyjnego. W tej zaś sytuacji uważam, że to był zwykły zamach na wolność słowa. Niezgodny z etyką i niezgodny z prawem. i chociaż powód niby jest błahy, to z takich drobnych kamyków i powstaje z czasem mur zamordyzmu. Dlatego uważam, że warto o tym pisać. Niezależnie od tego czy to się dzieje na Wileńszczyźnie, w Rosji, w Polsce czy USA.
    A na dziennikarzy, którzy "forsują" opcje swoich akcjonariuszy zawsze jest bat w postaci sądu, jeśli piszą nieprawdę.

  • Gość: [tomasz] *.dynamic.chello.pl

    Teraz mogę się zgodzić ale to nie teraz i nie po raz pierwszy taka sytuacja się zdarzyła w waszym środowisku medialnym. Niestety ale media polskie na Litwie dały się partii AWPL sterować kasą. Ten kto się wychylał a było wiele takich przypadków w zależności od lat bo sam możesz takie przykłady podać przecież w nich pracowałeś. Nawet KW był swego czasu kontestatorem jedynie słusznej linii. I co? Jak waliło się w "niesłusznych" ro reszta milczała. A waliło się mocno i robiło świństwa a już najbardziej starał o się obciąć kasę. Dlatego niektóre padły ku cichej radości innych. Bo kasy dla nas więcej będzie. Nie było. Inne się "nawróciły" żeby dostać cokolwiek. Dostały ale obserwowane są bardzo uważnie i niech tylko coś tam bąkną to dostaną tak że się już nie podniosą. W tym przypadku większą mądrością, dalekowzrocznością ale i bezwzględnością wykazała się AWPL. Dziennikarze żałośnie dali się ograć. I dalej dają się ogrywać. Widzą tylko krótką perspektywę swojej korzyści. A przecież fakty pokazują że dzisiaj ja jutro ty możesz być niesłusznym. A wtedy zastaniesz sam. To po pierwsze. Po drugie zupełne odwrócenie ról. To nie media kontrolują w interesie społecznym (to bardzo ważne - nie własnym!) partię. Tylko partia kontroluje media.

  • Gość: [Dariusz] *.play-internet.pl

    Zaiste powiadam Wam, iż są na Litwie indywidua, które nie dość, że nie chcą zauważyć Wielkości Wielkiego Zwykłego Honorowego Obywatela to jeszcze nie szczędzą sił i środków, wiadomo z jakich źródeł, żeby kwestionować jego wiekopomne osiągnięcia, NIE!!!, nie kwestionować ale niewdzięcznym jadem oblewać, oczerniać i pluć na Bohatera Walki o Polskość na Litwie. Zaiste dobrze się stało, że nie wpuszczono na spotkanie prawomyślnych i Uroczystości ku Czci Umiłowanego Przywódcy, sprzedawczyków i agentów Saugumy, Sreté, FSB, CIA, BND, FBI, MI5, Mosadu, ONZ, UE, UFO, ABW, WStB, GRU, MWF, UNICEF, NASA i innych wrogich Wodzowi i Jedynie Słusznej Partii jaczejek. Bo to nie ludzie, lecz wilki.
    To pisałem ja, Dariusz.

  • vile

    do tomasza: Masz całkowitą rację. Niestety... :(

    do Dariusza: Amen ;)

  • Gość: [Paweł Kobak] *.static.zebra.lt

    To nieprawda, że nikt z Antonim się, jak autor komentuje - nie solidaryzował. Przywitałem się z nim, podałem rękę. Chyba jedyny ze wszystkich tam obecnych. Widzieli to wszyscy. Nie kryłem się z tym. Ciągnąłem go też na salę. Ale powiedział, że nie wpuszczono go i już nie pójdzie. Uważam, że niewpuszczenie dziennikarzy, jakichkolwiek bądź, na dowolna imprezę, jest błędem. Uważam też, że kłótnie między nami są absolutnie niepotrzebne. Mam nadzieje, że jak to niejednokrotnie już w historii było - Tomaszewski i Okińczyc się pogodzą. Bo ja pamiętam czasy gdy Ola Akińczo mówiła mi: "W radiu Znadwilii słowa złego o AWPL nie może być". Były takie czasy, no. 2009 rok. Zupełnie niedawno.

  • Gość: [talib] *.omni.lt

    do Paweł Kobak:czy to oznacza były czasy gdy o "złej"AWPL nie można było rzec złego słowa w radiu ZW?A gdzie święta prawda? A gdzie niezależni dziennikarze?Czyli prawda zmieniała się w zalezności od stosunków żelaznego Polaka -Autorytetu Wileńszczyzny z Wielkim zwykłym człowiekiem?
    do Vile:no to jak z ta niezależnością i uczciwością dziennikarską?

  • Gość: [Paweł Kobak] *.static.zebra.lt

    >talib
    Dokładnie tak. Dziennikarzami rządzą pieniądze. I polskimi, i litewskimi, i niemieckimi. Na pryncypia miejsca dzisiaj nie ma. Czy wyobrażasz, by na ZW ktoś negatywnie napisał o Autorytecie? Ja - nie. Dotyczy każdego innego tytułu też. Istnieje coś, jak lojalność wobec pracodawcy. Zrozumiała rzecz.

  • vile

    do Pawła Kobaka: Ty czy ja nie jesteśmy dziennikarzami, mi chodzilo o to, czy środowisko dziennikarskie zdecyduje się na jakis gest.

    do taliba: Różnie bywało i wtedy byłem tak samo krytyczny wobec radia ZW jak obecnie wobec innych mediów. Oczywiście, ze obiektywizm czy niezależność mediow jest pojeciem umownym (co nie znaczy jednak, że muszę się z tym zgadzać). Dziś jednak sytuację mamy taką, że mogę na zw.lt przeczytac i wywiad z Wielkim Zwykłym Czlowiekiem, i z Wileńskim autorytetem, a w innych polskich mediach 9z nielicznymi wyjatkami) - tylko z Wielkim zwykłym Człowiekiem :)

    Jednym slowem abstrahując: źle się stało.

  • Gość: [Paweł Kobak] *.static.zebra.lt

    vile:

    Pozwolę się nie zgodzić. Jestem zawodowym i dyplomowanym dziennikarzem. Skończyłem dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Pracuje w dziennikarstwie od maja 1990 roku. To już 25 lat.
    Czy dobrym i niezależnym dziennikarzem jestem, to już inne pytanie.

  • vile

    do Pawła Kobaka: Sorry, po prostu nie widziałem ostatnio Twoich tekstów, więc uznałem, że już nie piszesz.

    Ja siebie za dziennikarza nie uważam, chociaż piszę od ponad 20 lat. Publicysta - tak, dziennikarz - nie.

  • Gość: [Paweł Kobak] *.static.zebra.lt

    Publicysta - to odmiana dziennikarza. Więc jesteś.
    Można mając prawo jazdy samochodem nie kierować, ale kierowcą być, mimo to.

  • vile

    Formalnie - masz rację, ale mi chodzi o sedno. Dziennikarz - to osoba pisząca teksty informacyjne, a więc niejako z góry "skazana" na bycie obiektywną, publicysta - to osoba, która komentuje informacje według własnego systemu wartości, a więc subiektywna. Dla mnie publicysta nie jest dziennikarzem, a dziennikarz, ktory nie pisze - nie jest dziennikarzem, podobnie jak niepraktykujący prawa prawnik - nie jest prawnikiem, nie praktykujący lekarz - nie jest lekarzem itp.

    Tak czy inaczej mi chodziło o reakcję dziennikarzy w moim rozumieniu tego słowa :)

Dodaj komentarz

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci